boks, forum, zobacz
Wróć   boks, forum, zobacz > BoxingForum > Wywiady

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się tutaj    




Komentarz
 
Narzędzia wątku Wygląd

stare 06-04-19, 14:25   #1 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
2nd Place Winner (TOTM)  
 
Zarejestrowany: Jul 2017
Postów: 687
Nominowany 35 razy w 11 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 2
Domyślnie Mateusz Borek dla Boxing.pl: robię to za własne pieniądze i dla własnej przyjemności


Po prawie 7 latach boks wraca do katowickiego Spodka. Za kilka godzin właśnie tam rozpocznie się pierwsza w tym roku gala MB Promotions. Z jej organizatorem, Mateuszem Borkiem, porozmawialiśmy m. in. o okolicznościach powstania pomysłu na "Ostatni Taniec", bohaterach dzisiejszego wieczoru oraz przyszłości polskiego boksu. Zapraszamy do lektury.

Przemysław Wałowski/Boxing.pl: W sobotę piąta gala MB Promotions. Czy nazwa "Ostatni Taniec" sugeruje, że to Pana ostatnia impreza? Skąd pomysł na taką nazwę?

Mateusz Borek: Zawsze, jak człowiek tworzy kartę i planuje imprezę, to coś ma w głowie: czasami zupełnie niespodziewanie wymyślasz tytuł z trochę innym przeznaczeniem, a potem się okazuje, że ten tytuł może być adekwatny do wielu innych historii. Nigdy nie byłem człowiekiem, który kibica oszukuje, bo sam nie lubię być oszukiwany jako kibic i dziennikarz. Miesiąc po walce Tomka Adamka z Jarrellem Millerem, jak Tomek do mnie zadzwonił, to skłaniał się ku temu, by jeszcze raz wyjść do ringu, miałoby to charakter takiego benefisu. Od początku sobie ustaliliśmy, że poważna kariera została skończona, natomiast Tomek nie chciał kończyć kariery porażką, tylko pojedynkiem 8-rundowym z jakimś łatwiejszym rywalem. To się potem zmieniało, bo Tomek miał się określić do połowy lutego, czy chce boksować, czy nie. Ja w ogóle go do tego nie zachęcałem. Uważałem, że fajniej byłoby wyjść, odebrać kwiaty, dyplomy, pomachać ludziom, udzielić paru wywiadów, zrobić trochę zdjęć i w ten sposób skończyć. Natomiast Tomek za dużo zrobił dla polskiego boksu i sportu, żebym ja mu miał mówić, w jaki sposób on ma kończyć karierę. Powiedziałem: "Tomek, ty sobie decyzję podejmij, czy przyjedziesz, jeśli przyjedziesz, czy chcesz, żeby to była taka celebra bez boksu, czy chciałbyś sobie jeszcze zaboksować z kimś słabszym, jeśli będziesz miał ochotę, to ja ci pomogę to zorganizować, nie ma dla mnie najmniejszego problemu". Taką dyskusję przeprowadziliśmy w listopadzie, Tomek miał mi dać znać do połowy lutego.

Tak naprawdę to mało kto dopuszczał do siebie myśl, że "Góral" nie zaboksuje w Spodku.

Na początku ludzie myśleli, że my tak trochę żartujemy i z przymrużeniem oka mówimy, że żona Tomka nie chce, by jechał do Polski, lepiej, by pilnował swoich interesów (chyba kończył kolejny apartament, który potem wynajmuje), zajmował się rodziną. Wcześniej takie sprawy codzienne były na głowie Doroty, w tej chwili Dorota pracuje zawodowo. Te obowiązki po zakończeniu kariery przejął Tomek i w połowie lutego stało się dla mnie jasne, że skoro on się nie zadeklarował, że zawalczy... A też zdawaliśmy sobie sprawę, że jest człowiekiem, który jednak całe życie szanował swoje zdrowie i nie wychodził do ringu bez przygotowań. Te przygotowania raz były lepsze, raz były gorsze, natomiast nigdy by sobie Tomek nie pozwolił na to, by wyjść do ringu z marszu: np. nic nie robi przez kilka miesięcy, potrenuje 2 tygodnie i wychodzi do ringu. Wielokrotnie podkreślał: jest to sport, którym się można skaleczyć, stracić zdrowie, a czasem nawet życie i to jest skrajna nieodpowiedzialność, żeby wychodzić do ringu nieprzygotowanym. Więc ten pierwszy tytuł był związany z Tomkiem, bo był możliwy ostatni taniec, potem ten tytuł się przeniósł na kilka innych historii.

Jakich?

Myślę, że jeśli Damian Jonak przegra z Robinsonem, to dla niego to będzie ostatni taniec. Wrócił po to, by sobie coś jeszcze udowodnić. Może w tych pierwszych pojedynkach było na nim widać trochę rdzy, potem się okazało, że nie jest już w stanie z nienaprawioną ręką boksować. Odwołaliśmy walkę w Radomiu, poddał się operacji. Wydaje mi się, że dla kogoś z dwójki Bakole - Wach to też jest ostatni taniec w przypadku porażki. Jeśli Wach przegra po raz trzeci z rzędu, to zostanie mu rola, no umówmy się, mimo świetnego rekordu, takiego ekskluzywnego journeymana. Bakole w ogóle chciał skończyć z boksem po porażce z Hunterem. Początkowo mi odmówił udziału w gali, natomiast potem sam zadzwonił, że jednak chce boksować, bo wygra z Wachem. Jeśli przegra drugi raz z rzędu, to dla niego też będzie ostatni taniec. Na pewno do walki z Hunterem chłopak przystępował z innymi nadziejami, promowała go stacja Channel 5, sam Joshua wróżył mu świetlaną przyszłość – był sparingpartnerem AJ-a, brat Bakole to świetny swego czasu Illunga Makabu. To jest też chłopak z dobrej rodziny, zamożnej, boks jest jego pasją. To nie jest tak, że musi boksować, dostawać po głowie po to, by wyżywić rodzinę. Ten tytuł można też odnieść do starcia Szymańskiego z Talarkiem. Patryk był traktowany jako nadzieja polskiego boksu, a teraz jest na zakręcie. To taka walka, która, w moim przekonaniu, pokaże, czy on jest dalej utalentowanym chłopcem, czy jednak jest w stanie być facetem w ringu. Gdyby Patrykowi się nie udało z Robertem Talarkiem, to prawdopodobnie da sobie spokój z tym sportem, bo jest młody, inteligentny i ma perspektywy, by się realizować na innych płaszczyznach życia. On sam stara się o tym nie myśleć, ale ja powiem tak: nie wydaje mi się, żeby Szymański chciał boksować dalej, jeśli przegra z Talarkiem.

A co z Panem w kontekście tego tytułu?

A co do mojej osoby... Ja nie chcę dzisiaj za dużo mówić, nie chcę, żeby to ktoś potraktował w kategorii, że znowu pozostawiam coś niedopowiedziane, że robię sobie PR, reklamę, bo generalnie znudziły mi się dyskusje na Twitterze, znudziły mi się dyskusje środowiskowe. Nikt za mnie nie płaci rachunków, nikt za mnie nie umrze i nikt nie będzie mi mówił, co ja mam robić i jak mam żyć. Także dopóki sobie coś robię, to robię to za własne pieniądze i dla własnej przyjemności. Gdy to przestanę robić, będzie to moja sprawa i nie muszę się nikomu z tego tłumaczyć.

"Wskrzesił" Pan Damiana Jonaka, który po 3-letniej przerwie wygrał dwa pojedynki. W tym roku kończy 36 lat. Powiedział Pan, że Damian chce sobie coś jeszcze udowodnić. Jaki jest zatem plan na jego karierę?

Nie będę opowiadał, że jest jakiś wielki plan dotyczący kariery Damiana Jonaka. Przede wszystkim znam go długo, to jest bardzo uczciwy i rzetelny człowiek. Znam go kilkanaście lat, on mnie nigdy nie zawiódł, zawsze był elegancki, zawsze był rzetelny, prawdomówny, dlatego to nasze partnerstwo i dogadanie nastąpiło bardzo szybko. Damian myślał, że z tymi umiejętnościami i doświadczeniem, które ma, można do tego sportu na wysokim poziomie szybciej wrócić. Potem chyba zdał sobie sprawę z tego, że jest to dłuższy proces niż początkowo sądził. Znowu trzeba wejść na właściwe obroty, poczuć adrenalinę walki, zacząć sparować, trenować, boksować, żeby marzyć o czymś większym. Ja nawet nie potrafię w tej chwili zdefiniować, na co go stać. Natomiast z perspektywy czasu należy powiedzieć, że dużo było tej rdzy w pojedynku z Cornejo. Można też chyba powiedzieć, że ktoś u góry czuwał i nie doszło do walki z Ndafolumą. Przyjechał zdecydowanie łatwiejszy Cornejo. W drugim pojedynku widziałem Jonaka, który zaczął słabo, któremu zabrakło koncepcji na walkę, natomiast widziałem też Jonaka, który pokazał taki "old school" prawdziwego sportowca. Przegrywasz po trzech rundach 0:3, a nawet niektórzy widzieli czwartą rundę dla Chusanowa, boksujesz osiem rund, a naprawdę nie jest łatwo gdzieś się w tym pojedynku przebudzić, wrócić i go wygrać. W Polsce on wygrywa 5:3 u wszystkich sędziów, może za granicą byłoby 4:4. Natomiast naprawdę trzeba mieć charakter do tego sportu, doświadczenie, żeby nie bać się, a po przegraniu trzech rund do jednej bramki nie pojawiły się zwątpienie czy chęć poddania się. Damian walczył do końca z konsekwencją i wiarą, że przełamie swojego rywala. To było fajne w tym pojedynku w Jastrzębiu-Zdroju. Teraz Robinson. Zobaczymy, jak Damian zareaguje. Do tych poprzednich walk przystępował z problemami z dłonią, z bólem, chorobą. W tej chwili jest zdrowy, trenuje, a nawet sparuje. Trochę brakuje czasu, żeby być w tej optymalnej dyspozycji, natomiast rozmawiałem z Damianem kilka dni temu i powiedział, że takie trenowanie na Śląsku, gdzie oczywiście zawsze przykłada się do treningów, z jednoczesnym zajmowaniem się domem, biznesem, spotkaniami, to jednak nie jest to samo, co obóz, gdzie przez te kilka tygodni jesteś skoncentrowany tylko na boksie, wypoczynku, masz podany posiłek pod nos i możesz się skupić tylko na celu sportowym. To na pewno sobie chwali. Jestem ciekaw, jakiego zobaczymy Damiana, bo wiemy: miał trenować z Robertem Złotkowskim, Robert ma wielu zawodników głównie z MMA, ma wiele zajęć, te treningi z nim są tylko możliwe w Warszawie, za dużo nie potrenowali przed Chusanowem i Robert ostatecznie się nie pojawił w narożniku Damiana. Wyszedł z trenerem Przywarą, który teraz jest trenerem kadry. Damian musiał sobie znaleźć szkoleniowca. Całkiem przypadkowo jakieś pół roku wcześniej wykupił wczasy w resorcie, który należy do mojego kolegi, a wiadomym było, że Gus Curren przylatuje z Ameryki, by trenować Łukasza Wierzbickiego, Patryka Szymańskiego i Oskara Kapczyńskiego. Damian zapytał więc, czy mógłby z Gusem potrenować. Trener na to przystał, ja tak samo i Damian najpierw połączył wczasy rodzinne z treningiem, potem już rodzinę odstawił do domu, a sam wrócił do Blue Mountain w Szklarskiej Porębie, żeby przygotować się do walki. Też jestem bardzo ciekawy, co z tej współpracy wyniknie, bo wydaje mi się, że zawodnika tak doświadczonego, który jest jeszcze po zabiegu, trener Gus nie będzie tak bardzo przestawiał przed jedną walką. Damian nie jest w stanie nagle w ciągu kilku tygodni złapać ten amerykański styl, balans, ruszanie głową czy trochę inne chodzenie niż w naszym europejskim boksie. Myślę, że to będzie raczej koncentracja na przygotowaniu taktycznym, paru prostych elementach, które trener będzie chciał, by Damian w walce wykonał.

Chociaż Damian miał okazję trenować z amerykańskim szkoleniowcem, Javanem „Sugarem” Hillem.

Ale, po pierwsze, ile tych treningów? Z tego, co pamiętam, nie stoczył z tym trenerem żadnej walki. Z każdym możesz sobie potrenować na tarczy. Jak ja czasami widzę, że pojedzie nasz zawodnik do Ameryki, raz zrobi tarczę z Freddiem Roachem czy innym trenerem... To fajnie wygląda na Facebooku czy Instagramie, ale to nie ma nic wspólnego z podnoszeniem własnych umiejętności, możliwości i przygotowaniem się do walki. Nie przerabiają sparingów, niczego. Potem to się fajnie sprzedaje w wywiadach, kibice się podniecają, ale ci, którzy mają trochę o tym pojęcie, wiedzą, że to jest kit.

Co powiedział Pan Gusowi Currenowi, gdy przedstawiał mu Pan Patryka Szymańskiego?

On znał Patryka. Przede wszystkim myślę, że kluczem jest tu powrót Patryka do Kuby Chyckiego. Współpracował z nim przed walką z Campfortem i myślę, że to była najlepsza walka Patryka z najwyżej notowanym rywalem w karierze i dzisiaj Campfort jest notowany w pierwszej ósemce rankingu WBA. Patryk, przez ten brak regularności szkoleniowej i ciągłości występów, poszedł w dół. Chico Rivasa nigdy nie uważałem za trenera, bo to matchmaker. Oczywiście, potrafi z zawodnikiem potrenować, ale trudno było przypuszczać, żeby Patryk się rozwijał przy Chico Rivasie jako pięściarz. Chico Rivas to świetny matchmaker i to powinien robić. Sam Patryk ostatnio powiedział, że z wieloma trenerami, o których pisano, że on współpracował, to albo zrobił z nimi raz tarczę, albo się przywitał. To jest pytanie – kto ci poświęci czas? Kto się poświęci dla ciebie, kto w ciebie uwierzy, kto chce z tobą trenować cały czas? Potrenował sobie Patryk przez tydzień z Gusem, a ja też żadnemu zawodnikowi nie narzucałem obecności trenera Currena, bo trener Curren miał zapłacony bilet i on tu przyjechał trenować z Łukaszem Wierzbickim. I to go interesowało. Przy okazji wyszło, że zaczął współpracę z Damianem, z Patrykiem, odpadł z jego grupy Balski, więc miał wolne miejsce na zajęcia i w tej chwili ma swoją godzinę rano Jonak, po nim trenuje Patryk, potem Łukasz, a po południu, jak chłopaki mają trening fizyczny, to trener prowadzi Oskara Kapczyńskiego, bo Oskar chodzi do liceum i w godzinach przedpołudniowych trenować nie może, tylko przyjeżdża z Jeleniej Góry te kilkanaście kilometrów do Szklarskiej trenować wieczorem.

Dlaczego trener Gmitruk po porażce Szymańskiego z El Massoudim powiedział, że Patryk nie powinien więcej boksować? Co Pan o tym sądzi?

Tego się już nie dowiemy. Trudno mi powiedzieć. Ja uważam, że my w Polsce mamy taką polską tendencję do tego, żeby było w sporcie i w życiu piekło-niebo. Rzadko jest piekło-niebo. Najczęściej jest coś pośrodku. Jak Pan mnie pyta, dlaczego Andrzej Gmitruk tak powiedział, to ja bym odpowiedział na pytanie pytaniem, dlaczego Andrzej Gmitruk dwa dni przed walką mówił, że wszystko zmierza we właściwym kierunku, że Patryk jest świetnie przygotowany, że przerobili już pewne elementy techniczno-taktyczne i że walka w Zakopanem jest tylko przystankiem przed większymi rzeczami, które są przed nimi? No taka była retoryka wypowiedzi trenera Gmitruka dwa-trzy dni wcześniej. Nie da się w ciągu 72 godzin od opinii, że zrobił postęp i za chwilę będziemy na kolejnym obozie przerabiać kolejne elementy, przejść do stwierdzenia, że Patryk ma problemy neurologiczne i powinien skończyć z boksem. Coś tutaj się nie zgadza: albo trener nie mówił nam prawdy trzy dni przed walką, albo trener był tak załamany postawą zawodnika, że powiedział o dwa zdania za dużo po walce. Bo ja nie widzę tutaj innego tłumaczenia tak dwóch skrajnych opinii wypowiedzianych w ciągu 72 godzin o tym samym zawodniku, którego trener przecież musiał znać z kilkudziesięciu jednostek treningowych. Ja nie mogę dzisiaj Panu powiedzieć, że Cristiano Ronaldo jest Bogiem piłkarskim, a za dwa dni po jednym słabszym meczu stwierdzić, że on jest zerem i nie nadaje się do grania w piłkę. Trudno mi się odnieść, bo nie byłem na treningach Andrzeja Gmitruka z Patrykiem Szymańskim, nie widziałem go w sparingach. On był zawodnikiem innego promotora, ja się takimi zawodnikami nie interesuję i mogę się opierać tylko na wypowiedziach szkoleniowca Patryka Szymańskiego.

Oświadczenie, w którym Adam Balski napisał, że stracił do Pana zaufanie, było dosyć zaskakujące, jeśli spojrzymy na warunki treningowe, które mu Pan stworzył: treningi z dr Chyckim, treningi na Florydzie, dietetyk itd. Nie wydaje mi się, żeby ten brak zaufania wynikał z tych kwestii organizacyjnych. Czy uważa Pan, że Adam Balski mógł poczuć się wystawiony na zbyt wielkie niebezpieczeństwo, wychodząc do Radczenki? Rozmawiał Pan z Adamem Balskim po walce z Siergiejem Radczenką?

Nie. Nie rozmawiałem z Adamem Balskim i nie chcę rozmawiać z Adamem Balskim. Jego promotorem jest Mariusz Grabowski i to on musi sobie z Adamem Balskim wyjaśnić całą sytuację i oświadczenie Adama. Wg moich informacji Adam Balski jest cały czas zawodnikiem Tymex Boxing Promotion. Po pierwsze, ja do Adama Balskiego miałem dużo słabości i sympatii jako do człowieka i jako do chłopaka, któremu po prostu chciałem pomóc, bo wiedziałem, że nie miał łatwego życia, łatwej historii. Widziałem w nim trochę talentu, w kwestii współpracy porozumieliśmy się z Mariuszem Grabowskim bez najmniejszych problemów. Nie wydaje mi się, żeby Adam Balski nie miał do mnie zaufania przez dłuższy czas, bo jednak przed walkami na moich galach i po galach na moich imprezach był zawodnikiem przynajmniej trzy razy bardziej rozpoznawalnym w Polsce i przy tych walkach, które stoczył na moich imprezach – czy z Graczewem, czy z Banksem, czy ta wojna, którą stoczył z Radczenką i wyglądał tam słabo – nie mógł narzekać na żaden element naszej współpracy. On raczej sam siebie powinien zapytać, czy zrobił wszystko, by (głównie do tej ostatniej walki) być dobrze przygotowanym. Nie chcę się wypowiadać nt. spraw kontraktowych, bo Adama Balskiego łączy umowa z Tymex Boxing Promotion. Uważam, że mogę patrzeć z boku i z boku powiem tak: po pierwsze, ja się mogę czuć zawiedziony jako człowiek tym, jak się Adam zachował i co powiedział. Ja się z nim spotkałem ostatni raz w końcówce grudnia w Warszawie i nakreśliliśmy sobie jakąś koncepcję na 2019 rok. Więc Adam nie może mówić, że żadnego planu nie było, bo na 2019 miał zaplanowane 3 pojedynki: kwietniowy, wrześniowy i listopadowy. Pytałem go, czy chce się poddać operacji, ponieważ miał problemy z łokciami przez ostatnie dwie-trzy walki, on leczyl te łokcie zapobiegawczo. Powiedział mi, że nie będzie się poddawał operacji, wyjeżdża z dziewczyną na wakacje, potem wraca do treningu i dojeżdża do trenera Currena. Tak mi powiedział dosłownie kilka dni po walce z Radczenką przed Sylwestrem, kiedy spotkaliśmy się w Złotych Tarasach. Natomiast co się wydarzyło potem... Najpierw Adam Balski przyjechał z wakacji i zaczął go ten łokieć znowu boleć, więc powiedział, że jednak nie zawalczy. Ja mu umówiłem konsultację szczęki i łokcia w Poznaniu u wybitnych lekarzy, gdzie Adam Balski poszedł bez kolejki, bo załatwił mi to Jacek Jaroszewski, lekarz reprezentacji, ponieważ to są jego koledzy. Potem Adam Balski zerwał współpracę z trenerem na Facebooku, pisząc mu jedno zdanie, że on chyba zmieni trenera, a jak się normalny kibic może domyślać, był umówiony z trenerem na dłuższą współpracę i też wiadomo, że trener go podjął jak swojego syna u siebie na Florydzie, we wszystkim mu pomagał. Pojechał Adam na Florydę, miał tam wszystko zapewnione, jakby był mistrzem świata. Bo umówmy się – trenował w warunkach podobnych do tych, w jakich trenował Tomek i wydaje mi się, że narzekanie na takie warunki to jest po prostu grzech. Wydaje mi się także, że w historii polskiego boksu zawodowego było wielu lepszych zawodników (przynajmniej z większymi osiągnięciami niż pan Adam Balski), którzy byliby zachwyceni takimi warunkami. W zasadzie to nie musiał się na niczym koncentrować poza tym, żeby rano wstać, iść na śniadanie, iść na pierwszy trening, mieć podaną miskę pod nos i potem iść na drugi trening. Ja się po prostu źle z tą sprawą poczułem, bo wydaje mi się, że to było nieuzasadnione i nieprawdziwe zdanie Adama. Natomiast znam też tego chłopaka, wiem, że jest to chłopak podatny na różne historie i w te rzeczy, które się ostatnimi czasy wydarzyły i które Adam wypowiedział, ja do końca nie wierzę.

Sugeruje Pan, że to nie Adam Balski jest autorem oświadczenia?

Nie wierzę, że są autorstwa Adama Balskiego. Myślę, że ktoś za tym stoi, ktoś go zainspirował, ktoś go omamił i przedstawił jakieś w ogóle nierealne wizje i stąd takie rzeczy się wydarzyły. Nie chcę już tego roztrząsać, bo to jest jego sprawa. Zobaczymy, w którym momencie swojej kariery będzie Adam Balski za rok, z kim będzie boksował, na jakim poziomie. Uważam też, że zrywanie z trenerem przez Facebooka jest, delikatnie mówiąc, średnie i człowiek jednak we wszystkim powinien zachować klasę. Ja sobie nie wyobrażam takiej rzeczy, że spędzam z kimś kilka miesięcy, jestem na kilku zgrupowaniach, jadę do kogoś do Ameryki...

Adam Balski nie wierzył, że kiedykolwiek poleci do Ameryki, myślał, że to jest takie czcze gadanie. Został mu kupiony bilet, zapłacono za jego 5-tygodniowy pobyt, jedzenie, nic nie płacił za gym, mógł sobie spokojnie trenować. Wydawało się, że wszystko idzie w dobrą stronę. Co mogę powiedzieć... Czasami tak się dzieje i w tej chwili pan Grabowski z Adamem Balskim muszą sobie pewne rzeczy poukładać, wyjaśnić. Nie wiem, jaki będzie finał tej sprawy. Ja trenera przeprosiłem, bo to ja doprowadziłem do ich współpracy. Jeszcze pytałem nawet Adama na tym grudniowym spotkaniu, bo już się pojawiła jakaś grupa, która po słabym występie z Radczenką sugerowała, że powinien jednak zmienić trenera. Pytałem, czy wszystko jest ok, bo jednak boks to tak indywidualny sport, że na końcu to zawodnik musi czuć się komfortowo. I to wszystko można było przedyskutować, bo to nie jest żaden zamordyzm, żadne polecenie, że zawodnik musi trenować z tym czy tamtym trenerem. Tak jak zostawił Piotrka Wilczewskiego, wyjechał sobie z Dzierżoniowa i przestał z Piotrkiem trenować, tak samo przestał z Gusem. Może takie załatwianie spraw dla Adama jest normalne.

MB Promotions do tej pory było podmiotem organizującym gale, w których udział proponował Pan zawodnikom innego niż Pan promotora bądź takim, którzy w ogóle promotora nie mieli. Czy nie myślał Pan o tym, by wzorem innych promotorów związać się kontraktem z kilkoma pięściarzami, którzy oficjalnie reprezentowaliby MB Promotions i zgromadzić tych zawodników w jednej sali, gdzie trenowaliby np. z duetem Gus Curren - Jakub Chycki?

To nie jest problem otworzyć grupę i zrobić salkę, prawda? Bo wydaje mi się, że zawodnicy, z którymi współpracujemy, mają stworzone określone warunki i nie do końca trzeba udawać promotora i mówić, że się zawodnika wychowuje od początku. Dzisiaj widzimy: na szczycie polskiego boksu są Maciek Sulęcki i Krzysiek Głowacki. Krzysiek, którego promował Tomek Babiloński, Maciek, który większość kariery spędził u Andrzeja Gmitruka i potem, przez różne historie w polskim boksie, trafił pod skrzydła innego promotora. Nie ma żadnej gwarancji, że ktoś wychowywany od samego początku dojdzie do jakiegoś poziomu. Ja nie wiem, na razie skoncentrowałem się na robieniu eventów. Ten najbliższy w Spodku też jest takim eventem, gdzie wystąpią zawodnicy z różnych grup promotorskich: z Tymexu, wystąpi zawodnik Tomka Babilońskiego, czyli Robert Talarek współpromowany przez Silesię, wystąpi Nikodem Jeżewski z Rocky Boxing Promotion, wystąpi Mariusz Wach i jeszcze paru innych zawodników. Taką przyjąłem sobie koncepcję, zawsze podobały mi się duże eventy, równe walki i na tym się koncentrowałem. Ja mam chyba też za mało czasu, żeby się zajmować codziennie większą liczbą zawodników, bo robię różne rzeczy: dużo latam po świecie, komentuję, mam programy, zajmuje mnie w głównej mierze dziennikarstwo i też widzę, ile mnie to kosztuje sił, kiedy muszę dzielić te obowiązki między organizacją gali bokserskiej – matchmaking, podpisywanie umów z miastem, ze sponsorami – a właśnie dziennikarstwem. Każdy to akceptuje, ludziom się to podoba, ale to się nie odbywa kosztem tego, że ja jestem wyłączony przez 3 miesiące z dziennikarstwa.

Gdy do Pana dzwoniłem w marcu, we wtorek był Pan już w Monachium przed meczem Bayernu w Lidze Mistrzów.

I to jest tak: posiedziałem w hotelu do 14:00, załatwiłem dwadzieścia rzeczy na mailach, wykonałem tyle samo telefonów w sprawie gali, a później już się chciałem gdzieś od 15:00 wyciszyć i skoncentrować na meczu. Kibic piłkarski może też być kibicem boksu, siada przed telewizorem, włącza płatny kanał i chce dostać pracę na określonym poziomie i nie powinienem później szukać tłumaczenia, że gdzieś się pomyliłem albo nie do końca przygotowałem jak należy, bo byłem skoncentrowany na obowiązkach związanych z organizacją gali.

Trzyma Pan kontakt z Mateuszem Masternakiem odnośnie jego kariery?

Rozmawialiśmy w marcu. Wyjaśniliśmy sobie parę rzeczy i myślę, że o tym, co było niedopowiedziane, pogadaliśmy sobie dłużej. Zaprosiłem go na galę.

Zamierza Pan zorganizować galę, na której "Master" by wystąpił?

Ja nie wiem, co Mateusz Masternak będzie robił. Dzisiaj musi myśleć przede wszystkim o zapewnieniu bytu swojej rodzinie. Bardzo liczył na to, że pokona w turnieju Dorticosa i to mu otworzy drogę do jeszcze większych pieniędzy. Dał dobrą walkę, nie udało się wygrać. Chyba jest mu coraz bliżej do wojska, prowadzi też zajęcia... Więc nie wiem, co Mateusz będzie w życiu robił, od czasu do czasu ktoś mu składa jakąś ofertę: miał ofertę z Makabu, do mnie akurat zadzwonili Rosjanie i mieli dla niego ofertę od Aleksieja Jegorowa, ale Mateusz, jeśli w grę nie wchodzi jakaś gigantyczna kasa, ma też już chyba dość takich walk wyjazdowych za średnie pieniądze, bo zdaje sobie sprawę, że czasami wygrywa walkę wyraźnie, a wcale to nie musi tak wyglądać na kartach punktowych.

W rozmowie z Andrzejem Kostyrą wspomniał Pan o tym, że z każdej z dotychczasowych 4 gal wychodził Pan na zero. W 3 z nich uczestniczył Tomasz Adamek. Gale z udziałem „Górala” nie cieszyły się większą popularnością od ostatniej imprezy czy na Adamka musiał Pan wyłożyć więcej pieniędzy i dlatego wychodził Pan na zero?

Do czwartej dołożyłem, bo ostatecznie okazało się, że nie ma nowej hali i nie można sprzedać więcej niż 2 tysiące biletów. A przecież to nie jest tak, że wnosząc galę do starej hali, odwoływałem walki albo zmieniałem kartę, tylko to, co się miało odbyć, to się odbyło. Nawet Robinson wziął pieniądze, bo jak przekładałem galę, to musiałem chłopakowi zapłacić – zgodził się na nowy termin, odwołał wtedy walkę w Anglii, więc musiałem zachować się wobec niego honorowo. Mogłem mu powiedzieć, że mnie to nie interesuje, mam zaświadczenie od lekarza Jonaka, więc wsiadaj do samolotu i uciekaj. Natomiast lepiej dla zachowania twarzy i własnych zasad zapłacić nawet wtedy, jak chłopak nie boksował. Normalna gala z Tomkiem, czy jego walka z Haumono, czy z Abellem, to jednak był jeszcze wyższy poziom.

Nieporównywalny do pozostałych?

Może nie nieporównywalny, natomiast trzeba powiedzieć, że dużo wyższy. To było, po pierwsze, związane z gażą Tomka, po drugie z gażą rywala. Wiadomo, że ten sam rywal przyjedzie do innego zawodnika za dużo mniej, a jak ktoś słyszał o walce z Adamkiem w Polsce, to mimo że chłop miał 42 lata, to rywale wiedzieli, że za Adamkiem zawsze stali kibice i stoi za nim pieniądz. Poza tym, każdy wiedział, że jest to zawodnik przygotowany, że nie wychodzi do ringu tylko po pieniądze, tylko trzeba jechać do Polski i się po prostu bić ze średnimi szansami na zwycięstwo. Teoretycznie ten przychód z imprezy, sprzedaż biletów czy PPV dawały dodatkowe środki, natomiast nieporównywalne były wydatki związane z main eventem. W takiej Częstochowie kosztował Adamek, Abell, kosztowało WBO, bo przecież przyjechało na walkę Masternaka. A to się wiąże z sędziami, supervisorami, opłatą do federacji, pasem. Przyjazd tych samych ludzi na walkę w kategorii lekkiej nie kosztuje tyle samo co przyjazd na walkę w kategorii ciężkiej. Różnica między cruiser a ciężką jest dwukrotna. Przedstawiciele federacji wiedzą, że waga ciężka generuje całkiem inne zyski i chcą, żeby im płacić.

Sceptycy zawsze mówili, że „Borek się lansuje, bo robi gale na plecach starego Adamka”. Nikt nie patrzył na to, jak ten Adamek wygląda i boksuje, tylko trzeba było posłużyć się stereotypem. A tu się okazuje, że była gala w Radomiu, jest kolejna gala w Katowicach, gdzie spodziewam się 6 tysięcy kibiców i można to zrobić bez Tomka. I to też jest dla mnie cenne. Polski boks musi nauczyć się żyć bez Tomka Adamka, a Tomek Adamek musi się w nowym życiu nauczyć żyć bez boksu.

W wadze ciężkiej mamy zatem jednego poważnego gracza, Adama Kownackiego. Czy zorganizowanie walki Adamowi Kownackiemu w Polsce byłoby możliwe i czy przyczyniłoby się do wzrostu popularności boksu w Polsce?

Walka Adama w Polsce? Nie... nie ma takich szans.

Andrzeja Gołotę z Timem Witherspoonem w Polsacie oglądało około 11 milionów widzów, był to pierwszy pojedynek Gołoty w Polsce. Kownacki jeszcze nie walczył w naszym kraju.

Adam na razie walczy w Ameryce i życzę mu, żeby walczył w tej Ameryce jak najdłużej. Jak się kiedyś okaże (odpukać w niemalowane), że coś się nie udało, to pewnie będzie można szukać rozwiązań na polskim rynku, bo jednak u nas ten rynek jest ubogi, jeśli chodzi o jakość sportową i przede wszystkim taką charyzmę, rozpoznawalność, sympatię kibica, co się w konsekwencji przekłada na zainteresowanie i sprzedaż biletów. Na razie Adam boksuje za sumy poza możliwościami polskiego rynku, a za chwilę kolejne walki będzie toczył daleko poza możliwościami polskiego rynku.

Czyli nawet jakby Kownacki jeszcze bardziej „rozpalił” kibiców kolejnymi zwycięstwami, to nie ma szans na jego walkę w Polsce?

Dopóki Adam będzie wygrywał wszystko, to nie jest możliwe, żeby on w Polsce wystąpił. Tak to widzę. Ja się bardzo cieszę, że Adam się nie zmienił. Poznałem go, jak miał rekord 3-0 czy 4-0, przyjeżdżał na walki Tomka. Pamiętam, że przyjechał do mnie do Marsylii do hotelu podczas Euro, odwiedzili mnie z żoną i wtedy pytał, czy jest możliwość boksowania. Potem to się wszystko w jego życiu błyskawicznie potoczyło. Pamiętam, jak przyjechał na obóz do Tomka przed swoją walką z Arturem Szpilką. Teraz do niego zadzwoniłem, zaprosiłem na galę i od razu odpowiedział, że będzie. Powiedział: „Pamiętam, jak mnie wtedy potraktowaliście, ile byłem u was tygodni, pomogliście mi przygotować się do Artura”. Tak naprawdę od tego Artura zaczęły się dla niego normalne pieniądze w wadze ciężkiej.

Jego waga była też wtedy jedną z najniższych w karierze.

No tak... Doktor Chycki go tam gonił, Tomek go przyciągał, bo biegali razem. Adam kawałek za Tomkiem, bo biegaczem nigdy nie był, w przeciwieństwie do „Górala”. Ważne, że Adam był przygotowany i dzisiaj może żyć z boksu, spokojnie, z uśmiechem na ustach, szykując się do walki o mistrzostwo. Ja bardzo doceniam, że w ten sposób potraktował moje zaproszenie.

Powrót do treningów z doktorem Chyckim jest możliwy?

Myślę, że porozmawiają w sobotę, bo Kuba będzie stał w narożniku Patryka Szymańskiego, może też Damiana Jonaka. Na pewno mu parę rzeczy doradzi, pewnie w stylu Chyckiego pokiwa głową, jak zobaczy, że Adam waży za dużo (śmiech). Adam pracuje, Adam się rozwija i trzeba mu życzyć wszystkiego naj, żeby polski boks był z niego dumny, bo za dużo powodów do dumy nie mamy.

Pisałem pracę licencjacką o roli Polsatu oraz Polsat Boxing Night w promocji i popularyzacji boksu w Polsce i jestem ciekaw, czy stacja w ogóle planuje kolejną edycję PBN? Od ostatniej za kilkanaście dni minie rok.

Trzeba powiedzieć tak: ja dwa razy „wypożyczyłem” brand od Polsatu. Natomiast te dwie imprezy były w kompletnie innej strukturze finansowej niż poprzednie. Bo wcześniej to było tak, że finansował je w 100% Polsat albo współfinansował z jednym z promotorów. Polsat, poza nazwą, promocją i produkcją tych dwóch ostatnich gal, nie miał nic wspólnego w aspekcie finansowo-organizacyjnym. Wcześniej Polsat zajmował się także logistyką, przelotami, hotelami, płacił gaże. Dostałem taką zgodę na używanie tej nazwy. To jest trochę jak szkółka Barcelony czy Milanu w Polsce: musisz wnieść opłatę i masz możliwość trenowania pod tymi barwami, ale tak naprawdę odpowiedzialność finansowa jest zupełnie inna. W 100% ja brałem odpowiedzialność finansową. Nie słyszałem, żeby Polsat rozważał kolejną edycję. Dzisiaj rynek bokserski jest podzielony między różne stacje, głównie między nas i Telewizję Publiczną. Chyba to nie jest możliwe. Z drugiej strony robienie Polsat Boxing Night, co zawsze zakładało skorzystanie z zawodników różnych promotorów, byłoby dzisiaj karykaturalne i zawsze ktoś by się czepiał, że nie ma zawodnika z tej czy z tamtej grupy. Mimo tego, że robię swoją imprezę MB Boxing Night, to na tej gali boksują zawodnicy moi, zawodnicy Tymexu, boksuje Talarek z Babilon Promotion i Silesia Boxing, Jeżewski z Rocky Boxing Promotion, Wach Boxing Team, więc jakieś 5-6 grup promotorskich udało się zmieścić. To nie jest tak, że to są zawodnicy jednej grupy.

Zatem można powiedzieć, że Pana gala jest kontynuacją idei Polsat Boxing Night.

Na razie... Zobaczymy, co będzie dalej. Jak popatrzymy na to bardziej w aspekcie biznesowym, to robisz walkę jednego czy drugiego zawodnika, do którego nie masz nic. Robisz mu walkę, promotor i menadżer tego zawodnika się cieszą, chłopak wygrywa, ty płacisz kasę za niego, płacisz za rywala, a on potem bez twojej obecności jedzie sobie na jakąś walkę za granicą, wszyscy zarabiają na tym oprócz ciebie, a jak przegra za granicą, to szuka możliwości odbudowania się i rehabilitacji i znowu się do ciebie odzywa. To można zrobić raz czy drugi, natomiast na dłuższą metę na pewno to nie jest dobry pomysł biznesowy.

Z szefem działu sportowego „Super Expressu”, Andrzejem Kostyrą, rozmawiał Pan wielokrotnie i pewnie macie Panowie dobre stosunki. Zastanawia mnie natomiast, co Pan myśli, gdy w „Super Expressie” ukazuje się artykuł pt. „Adamkowi stanął na autostradzie” i chodzi o sytuację, w której skończyło się Wam na autostradzie paliwo? Pan się wtedy denerwuje czy traktuje to z przymrużeniem oka?

Nie... z przymrużeniem oka. Często, przygotowując się do meczu Bundesligi, przeglądałem „Bilda” i pewnie Darek Michalczewski by to potwierdził: popularność zawodnika, wśród innej grupy niż tylko taki stricte kibic boksu, budują inne kanały komunikacji. Buduje prasa bulwarowa. I ja tutaj nie mam na myśli złej konotacji słowa „bulwar”, tylko przez taką prasę rozumiem akceptowaną przez większą publikę; lżejszą i bardziej dla niej zrozumiałą. Budują to zupełnie inne media niezwiązane z boksem.

A Pana zdanie na temat komunikacji przez Twittera?

Ja mam też czasem wrażenie, że tych 30 ludzi dyskutujących na Twitterze myśli, że ich zdanie ma znaczenie dla świata bokserskiego. Znaczenie tej dyskusji (ona jest czasami na fajnym poziomie, czasami na poziomie ścieku) dla biznesu bokserskiego, sprzedaży gali, wypromowania zawodników, to jest zero. To jest zero. Najczęściej z tych 30 ludzi 5 przyjdzie na galę, a 20 siedzi przed telewizorem i zawsze coś im się nie podoba. To nie są konsumenci, to nie są ludzie, którzy kupują PPV albo bilet. To są najczęściej ludzie, którzy chcą być ważni albo którzy szukają potem darmowych streamów, jak trzeba zapłacić 40 złotych za galę. Więc ja w tej chwili mocno się ograniczyłem w tych mediach społecznościowych, bo szkoda mi czasu, baterii, oczu i energii na to, żeby dyskutować. Bo jeśli ja nie mam ochoty z kimś rozmawiać na Twitterze... to jest moje prywatne konto. I blokuję rzadko, ale czasem już w tej chwili blokuję, bo mi się nie chce dyskutować i odpowiadać na bzdurne argumenty. I potem jeden czy drugi zablokowany robi z tego historię, że go Borek zablokował i wrzuca z tego screena. To znaczy, że taki człowiek ma jakiś problem. Bo jak mnie ktoś zablokuje, bo nie podoba się mu moja retoryka, to mnie to w ogóle nie zajmuje. Nie rozmawiam z nim i koniec. Tak jak czasem się kończy relacje w życiu. Dzisiaj jest tak wszystko na pokaz... Ja się mam tłumaczyć jakiemuś 20-kilkuletniemu chłopcu, że go zablokowałem, a on robi z tego informację publiczną... Ludzie! To jest moje prywatne konto, nie konto Polsatu, nie MB Promotions, tylko Mateusza Borka. Jak ktoś nie chce czytać tego, co ja piszę, to blokuje mnie albo przestaje mnie obserwować. I to w ogóle nie powinno być powodem do cytowania czy pokazywania. To jest też tak samo jak z różnymi portalami, które myślą, że są ważne, bo piszą o boksie. I oni nie piszą nic o imprezie przez dwa miesiące, nie pomagają ci w promowaniu zawodników, sprzedaży biletów, a potem się zapisują, żeby przyjechać na ważenie albo na galę, bo chcą sobie zrobić kliki po ważeniu i kliki na wywiadach po gali. To już mi nie jest potrzebne. Mnie jest potrzebna współpraca z mediami w momencie, kiedy event się sprzedaje i się go promuje, a nie wtedy, gdy się event skończył.

Źródło: Przemysław Wałowski
Zdjęcie: MB Promotions

Przemysław Wałowski jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 06-04-19, 14:49   #2 (permalink)
challenger
  
 
Avatar Lojalny Kibic (thekudiq)
 
Zarejestrowany: Jul 2014
Skąd: Bydgoszcz
Postów: 1648
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Wywiad jak zwykle świetny, mam nadzieje że to nie jest ostatnia gala MB, Polski boks dużo by na tym stracił. Może faktycznie jeszcze Adamek się zdecyduję zawalczyć i wtedy razem odejdą, hehe. Pięknie podsumował na koniec wiadomo kogo.
Lojalny Kibic (thekudiq) jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 06-04-19, 15:22   #3 (permalink)
journeyman
  
 
Zarejestrowany: May 2017
Postów: 413
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Bo widzisz klase to trzeba mieć a jak się komuś wydaje że ma to robi bałagan w głowie zawodników, kiepskie walki a na koniec gale w Łomży. Aha i jeszcze na konkurencyjne portale wysyła się swoje pieski żeby ujadały tak jak trzeba cos jak doping dla Diablo .. klaka
Vipsale jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 06-04-19, 19:40   #4 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 5995
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Ech, jak to zwykle promotorzy. Jak ktoś pisze czy mówi niewygodne, a często prawdziwe rzeczy, to robi się z niego małego człowieka. Może ma to wartość zerowa, a może nie. Wielkie idee też zaczynały się od pojedynczych ludzi. Ale pan Borek od razu stara się wmawiać, że nie warto zwracać na to uwagi. Tak na wszelki wypadek.
Tejksio jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 06-04-19, 20:25   #5 (permalink)
contender
  
 
Avatar Bred
 
Zarejestrowany: Jan 2013
Postów: 1336
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Vipsale Zobacz post
Bo widzisz klase to trzeba mieć a jak się komuś wydaje że ma to robi bałagan w głowie zawodników, kiepskie walki a na koniec gale w Łomży. Aha i jeszcze na konkurencyjne portale wysyła się swoje pieski żeby ujadały tak jak trzeba cos jak doping dla Diablo .. klaka
A swojego ogarnąć nie może od lat.Teraz nawet tam logować się nie trzeba by komentarz napisać.Rozwiązanie tymczasowe do momentu kiedy zrobią porządek z panelem logowania a robią już 5 rok. Teraz to się tam trolli zleciało.Z takim podejściem administracji do czytelnika,jakie ma miejsce na rp nie spotkałem się nigdzie.Ta jego strona to jakiś koszmarny żart.
Bred jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 06-04-19, 22:18   #6 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 2498
Nominowany 2 razy w 1 Temacie
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Brawo, bardzo udany wywiad.

Doskonałym uzupełnieńiem są wątki o Izu, Michalczewskim i inne z wywiadu Smajka
Aby zobaczyć link załóż konto: zarejestruj sie

Marek Cudek jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-04-19, 07:51   #7 (permalink)
challenger
  
 
Zarejestrowany: Mar 2018
Postów: 1631
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Świetny wywiad. Wczorajsza gala Borka także była jak na nasze warunki świetna. Mam nadzieję, że nie zrezygnuje z organizacji kolejnych i da nam jeszcze kilka fajnych zestawień.
Szymon Aleksandrowicz jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-04-19, 18:48   #8 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 5995
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Szymon Aleksandrowicz Zobacz post
Świetny wywiad. Wczorajsza gala Borka także była jak na nasze warunki świetna. Mam nadzieję, że nie zrezygnuje z organizacji kolejnych i da nam jeszcze kilka fajnych zestawień.
Popieram. Mimo coraz większej niechęci do niego, z czystym sumieniem przyznaję, że robi bardzo dobrą robotę.
Tejksio jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-04-19, 20:33   #9 (permalink)
journeyman
  
 
Zarejestrowany: May 2018
Postów: 101
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Szpilka promotorka winien sie zajac xD
Wildwik jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Mateusz Borek dla Boxing.pl: to będzie "game over", jeśli Adamek przegra z Abellem Krystian Sander Newsy 21 21-04-18 14:03
Mateusz Borek dla Boxing.pl: mam najtańszy bilet w Europie, a gaże płacę jak w Anglii Krystian Sander Newsy 32 19-04-18 17:58
Mateusz Borek dla Boxing.pl: życzę Wasilewskiemu dobrze, ale ja pójdę swoją drogą Krystian Sander Wywiady 22 24-12-17 19:12
Mateusz Borek dla Boxing.pl: jestem już zmęczony tymi wyścigami i podchodami Krystian Sander Wywiady 42 09-10-17 14:45
Mateusz Borek dla Boxing.pl: trudne jest życie po życiu Krystian Sander Wywiady 8 02-09-16 12:16


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 19:26.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.