boks, forum, zobacz
Wróć   boks, forum, zobacz > BoxingForum > Wywiady

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się tutaj    




Komentarz
 
Narzędzia wątku Wygląd

stare 07-06-17, 09:13   #1 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Nov 2013
Postów: 18877
Nominowany 467 razy w 136 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 38
Domyślnie Łapin dla Boxing.pl: można walnąć w żyłę i zacząć nokautować. Ale nie u mnie


O ostatniej walce Krzysztofa Włodarczyka, o powrocie Krzysztofa Głowackiego, o dopingu w polskim boksie i o tym, jak z nim walczyć. O tym wszystkim, choć nie tylko, opowiedział nam w obszernej rozmowie trener Fiodor Łapin. Zapraszamy do lektury.

Łukasz Szymura/Boxing.pl: Od ostatniej walki Krzysztofa "Diablo" Włodarczyka minęło już trochę czasu. Jest już pan w stanie na chłodno ocenić występ swojego podopiecznego?

Fiodor Łapin: Myślę, że wszystko rozegrało się u Krzyśka w głowie. Nie mam żadnych zastrzeżeń do jego postawy przed samą walką. Sądzę jednak, że gdzieś podświadomie to w nim siedzi, że walczy u siebie. Wydawało mu się, że prowadzi minimalnie na punkty i po raz kolejny nie zaryzykował otwartej walki.

I po raz kolejny w walce, która decyduje o jego karierze, po prostu nie zadawał ciosów, choć jak sam mówił, miał jeszcze sił na kilka rund…

Ten minimalizm wkradł się głęboko do jego psychiki i trudno wymusić na nim bardziej agresywne boksowanie. Może potrzebna mu jest do tego walka z zawodnikiem ze ścisłego topu.

Sam werdykt wzbudził trochę kontrowersji. Pan po ostatnim gongu był spokojny o karty punktowe?

Jeżeli chodzi o werdykt, to nie może być mowy o żadnym skandalu. Jak już kilka razy mówiłem - walka była nudna, bez podjęcia ryzyka z żadnej strony. Przy takich pojedynkach, co do zasady, wygrywa gospodarz. Kiedy moi zawodnicy toczą walki na wyjazdach i prezentują tak zachowawczy styl jak Gevor w Poznaniu, to nie zakładam, że mogą wyjść z nich zwycięsko. Obawy o sędziowanie wynikały raczej z tego, że walczyliśmy z zawodnikiem Sauerlanda (jedna z najpotężniejszych grup promotorskich w Europie – przyp. red.).

Odejdźmy od tematu "Diablo" i skupmy się na sprawie dopingu w polskim boksie. W grudniu zeszłego roku na braniu nielegalnych specyfików wpadli Cieślak i Jeżewski, a w styczniu 2017 roku wykryto doping u pana podopiecznego - Andrzeja Wawrzyka. Po chwilowej burzy w środowisku bokserskim, kiedy wszyscy z oburzeniem mówili o tym procederze i wyrażali chęć walki z nim, sprawa po raz kolejny ucichła.

Ja mówiłem o tym problemie dużo wcześniej. Cały czas domagam się badań zarówno dla swoich zawodników, jak również dla ich przeciwników. Chodzi przede wszystkim o testy przed walkami. Po walkach dają się złapać zawodnicy typu Cieślak i Jeżewski. Ci mądrzejsi „czyszczą” się w taki sposób, że badania po pojedynku nic nie wykryją. W Polsce, o czym nie często się mówi, głównym problemem nie są sterydy, a hormon wzrostu. Jest droższy, ale zdecydowanie trudniej go wykryć. Trzyma się w organizmie bardzo krótko. Niektóre źródła mówią, że kilka godzin, inne że kilka dni. Bez wyrywkowych badań nie ma szans na walkę z tym procederem i oczyszczenie naszego środowiska.

Ile razy miał pan przekonanie, że przeciwnicy pana zawodników nie są do końca „czyści” i wspomagają się nielegalnie? Chodzi mi na przykład o walki w Rosji.

Wie pan, to są przeczucia. Ja nikogo nie oskarżę, dopóki nie zostanie złapany lub gdy nie zobaczę jak wstrzykuje sobie doping, przyjmuje go w inny sposób. Natomiast przyznaję, że niektóre walki były bardzo dziwne i nie chodzi tylko o pojedynki w Rosji.

Jest jakaś szansa na wprowadzenie rozwiązań systemowych w Polsce?

Z mojej inicjatywy odbyło się całkiem konstruktywne spotkanie z Dyrektorem Biura Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie Michałem Rynkowskim. Będzie możliwość świadczenia przez tą instytucję badań na zlecenia komercyjne, z czym wcześniej, jak wiemy, był problem. Padło kilka pomysłów: mądrzejszych i głupszych. Jeden z nich zakłada obligatoryjne badanie zawodników walki wieczoru i jeszcze drugiej - losowej. Jednak jak pan wspomniał, w powszechnym odbiorze sprawa dopingu ucichła. Zawodnicy dostali po roku zawieszenia i tyle w temacie. W Polsce nie ma zbyt wielu chętnych do walki z dopingiem.

Problemem jest kasa?

Nie, koszt takich badań nie jest wielkim obciążeniem dla budżetu średniej gali i nie można go traktować jako poważnego argumentu przeciwko wyrywkowym kontrolom.

Coś się wyjaśniło w sprawie Andrzeja Wawrzyka?

Chcę podkreślić, że Andrzej już udowodnił, że korzystał z legalnych odżywek, które były zanieczyszczone zakazanym substancjami. Do jego uniewinnienia potrzebne jest jednak znalezienie kilku opakowań z tej samej serii i przebadanie ich. Sprawa nie jest wcale taka prosta. Musimy pamiętać, że za tym producentem stoją potężne pieniądze, których nie będzie oszczędzał na prawnikach. Andrzej zdaje sobie sprawę, że będzie musiał się kopać z koniem. Sprawa może skończyć się w sądzie.

Po 9 miesiącach przerwy na ring wraca Krzysztof Głowacki. Większość tego okresu spędził na leczeniu kontuzji. Znalazł się czas na spokojną pracę nad błędami, które pojawiły się w walce z Oleksandrem Usykiem?

Generalnie skupiliśmy się na pracy nóg. Krzysiek nigdy wcześniej w walce, ani na sparingu nie spotkał się z tak lotnym zawodnikiem. "Główka" może nie zlekceważył wtedy Ukraińca, ale chyba nie spodziewał się, że może być aż tak ciężko. Teraz rozumie jak ważna jest taktyka i dyscyplina w ringu.

Oczywiście my cały czas coś poprawiamy, ale pamiętajmy, że Krzysiek potrafi już naprawdę bardzo dużo. Chodzi teraz o zachowanie odpowiedniej koncentracji podczas walki, co pozwoli mu pokazać wszystkie swoje atuty.

Głowacki jest na tyle dojrzałym pięściarzem, że w pojedynku z teoretycznie słabszym rywalem, jakim będzie Brian Howard, będzie potrafił trzymać się poleceń narożnika? Jest obawa, że wda się w głupią bijatykę?

Między innymi za tą brawurę kochamy Krzysia. 90% zawodników po tym ciosie Hucka w 6 rundzie (Polak był liczony, ale wstał i w 11 rundzie pokonał Niemca przed czasem – przyp. red.) zaczęłoby klinczować, bronić się za podwójną gardą. Krzysiek natomiast wszedł w otwartą wymianę i to wyniosło go do historii. Nie możemy całkowicie odebrać mu tej jego zadziorności. Jestem jednak przekonany, że Krzysiek zdaje sobie sprawę, co może stracić w tej walce i będzie walczył z chłodną głową.

Mateusz Borek, promotor czerwcowej gali Polsat Boxing Night powiedział, że bardzo skrupulatnie oceniał pan potencjalnych przeciwników Głowackiego. Czy to oznacza, że nie wrócił jeszcze do formy sprzed kontuzji?

Krzysiek naprawdę bardzo długo dochodził do siebie. W międzyczasie pojawiło się jeszcze kilka mniejszych urazów. Pierwotnie miał wrócić w kwietniu, kontuzjowany - z „jedną ręką”, po dwóch tygodniach springów, tylko po to, by poczuć ring. Wybraliśmy Vikapitę Meroro, całkowicie bezpiecznego przeciwnika. Nie udało się ostatecznie tam zaboksować, następnie nie doszło też do walki w Poznaniu 20 maja. Przerwa się wydłużyła, dlatego taki, a nie inny rywal.

Niedzielni kibice pewnie i tak będą narzekać.

Ja jestem od tego, by chronić tego chłopaka. Krzysiek nikogo się nie boi, może wygrać z każdym na świecie w kategorii junior ciężkiej. Jednak po takich przejściach potrzebuje walki na przetarcie. Po niej może walczyć z Usykiem, Gassijewem, nie ma żadnego problemu.

Pańscy zawodnicy często podkreślają, że oprócz pracy na sali świetnie wykonuje pan rolę psychologa, motywatora. Jedną z metod budowania pewności ma być czytanie książek o mitycznych wojownikach. Poda pan tytuły?

Do każdego trzeba znaleźć inną drogę. W przypadku Krzyśka była to książka, która z "Diablo" i Jackiewiczem by już nie przeszła.

Chociaż Jackiewicz sam książkę ostatnio napisał…

Sam to może tak nie do końca (śmiech).

Chodzi po prostu o to, by użyć właściwych narzędzi. Z jednym trzeba pogadać o filmach, z innym o autach, a jeszcze z innym o dziewczynach. Dla Rafała nie żadne tytuły, tylko pieniądze były motywacją, dla młodego Włodarczyka pasy mistrzowskie, z kolei dla Głowackiego udowodnienie przeciwnikowi, że to on jest władcą i rządzi w ringu. Dlatego świetnie sprawdziły się w przypadku tego ostatniego historyczne opowieści o walecznych Wikingach, gdzie główny bohater charakterologicznie był bardzo zbliżony do Krzyśka.

W wywiadach pozytywnie wypowiada się pan na temat zawodników, którzy krócej boksują w pana grupie. Chwali pan zarówno Przemka Runowskiego, Marka Matyję i Krzysztofa Kopytka. Póki co w ringu przekonuje tylko ten pierwszy. Głównym problemem mała liczba startów?

Myślę, że tak. Brakuję trochę wiary ze strony promotorów, bo jak inaczej można wytłumaczyć taką ilość walk? Dwa pojedynki w roku, to zdecydowanie za mało na tym etapie kariery. Przemek jest trochę twardszy charakterem. Potrafił postawić na swoim i dostać kilka walk z dobrymi przeciwnikami. Walka za walką, robi najlepszy pojedynek gali, a i tak jest niedoceniany.

Marek Matyja wracając po kontuzji pechowo przegrał z Dąbrowskim. Później też przytrafiła mu się słabsza walka, ale ostatnio wraca już na właściwe tory. Myślę, że jeszcze trochę nawojuje w przyszłości.

Krzysztof Kopytek talentem jest jednym z najlepszych w grupie. Natomiast charakterem jest trochę delikatniejszy. W niego trzeba było po prostu bardziej uwierzyć i poświecić mu więcej czasu. Nie mówię o sobie, ale o promotorach. Po ostatnich pojedynkach niestety zrezygnowano z niego.

Kiedy kilkanaście lat temu promotor Andrzej Wasilewski zaproponował panu stanowisko pierwszego trenera w grupie KnockOut Promotions, ile czasu się pan zastanawiał?

Trudno powiedzieć. Przyjechałem akurat ze zgrupowania kadry, chyba przed mistrzostwami w Tajlandii. Nie znaliśmy się wcześniej z Andrzejem Wasilewskim. Rozmowa była krótka. Doszliśmy do wspólnych wniosków, że interesują nas tytuły mistrzowskie. Postanowiliśmy, że nie będziemy się spieszyć, tylko spokojnie zainwestujemy w naszych zawodników, by to potem odzyskać. Tak robiliśmy, oczywiście nie każdy będzie mistrzem, jednak patrząc na nasze realia, to wyniki są całkiem dobre. Ostatnio ta praktyka się zmieniła i priorytety są chyba trochę inne.

Chodzi o szybką weryfikację zawodników?

Za sprawą naszego trzeciego promotora, pojawiło się modne słowo: „weryfikacja”. Zamiast dać czas trenerowi, by miał szansę nauczyć boksować chłopaka, który niewiele potrafi, to my wrzucamy go od razu na głęboką wodę. Nie mówię tylko o sobie, ale ogólnie o sytuacji w Polsce. U nas nowego chłopaka trzeba od razu zweryfikować, odstrzelić i wziąć nowego. Potem znowu potrenujemy dwa miesiące i znowu weryfikacja. Moim zdaniem to droga donikąd i przy tej polityce na lata możemy zapomnieć o tytułach mistrzowskich.

Może chodzi o to, by jak najszybciej wyłowić, na tym ubogim polskim podwórku, kilku zawodników, na których warto poświęcić czas i pieniądze.

Tylko problem, kogo mamy wyławiać. Poda mi pan nazwisko chociaż jednego chłopaka z boksu amatorskiego, który ma pewne papiery na mistrza świata?

Nie.

Zgadza się. Dlatego każdego chłopaka, który do mnie przychodzi, muszę uczyć tylu rzeczy, że nie wystarczą dwa, a nawet trzy lata. By ukształtować zawodnika muszę nastawić się na okres 4 - 5 lat ciężkiej pracy. Wynika to miedzy innymi z braków we wcześniejszym szkoleniu. Jednak nawet czołowi zawodnicy amatorscy, nie od razu dostają kozaków. Takim przykładem jest chociażby Kliczko. Złoty medal na olimpiadzie, a pierwsze kilkanaście walk toczył z naprawdę przeciętnymi pięściarzami. Nie każdy jest Wasylem Łomaczenką.

Czyli jak to powinno prawidłowo wyglądać?

Nowi zawodnicy muszą nauczyć się boksu zawodowego. To jest ciężka codzienna praca. Ja uważam, że to wąskie grono prospektów trzeba spokojnie szkolić, a nie weryfikować po kilku walkach. Do tego jeszcze dochodzi psychika. Nikt nie zagwarantuje, że zawodnik nawet bardzo dobrze wyszkolony, nie pęknie w najważniejszych pojedynkach. Tu nie ma dróg na skróty.

Wracając do wcześniejszych pytań można jednak stwierdzić, że niektórzy znają drogi na skróty…

Oczywiście, można walnąć w żyłę i nagle gość, który nie potrafił nawet zamroczyć przeciwnika, wygrywa kilka walk przez nokaut. Można w taki sposób, ale nie u mnie. Dużo zależy od cierpliwości promotora. Jeżeli mu jej starczy, to sumienna praca na sali może przynieść efekt, w innym przypadku nie ma na co liczyć na sukces.

Rozmawiał: Łukasz Szymura/Boxing.pl
Zdjęcie: Joanna Maj/Boxing.pl

Krystian Sander jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-06-17, 13:27   #2 (permalink)
champion
  
 
Avatar Lojalny Kibic (thekudiq)
 
Zarejestrowany: Jul 2014
Postów: 2019
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Ciekawy wywiad, lubię wywiady z Fiodorem, mądry człowiek i sprawiedliwy. Oby tak dalej.
Lojalny Kibic (thekudiq) jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-06-17, 18:07   #3 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 3674
Nominowany 144 razy w 37 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 14
Domyślnie

Jeden z lepszych wywiadów, fajnie się czytało.
Marek Cudek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Robert Parzęczewski dla Boxing.pl: Porażka była dla mnie lekcją pokory Paweł Rozmytański Wywiady 0 08-09-15 15:08
Shannon Briggs dla Boxing.pl: Kliczko nie ma jaj, boi się mnie Tomasz Groblica Wywiady 13 26-04-15 05:36
Boks po polsku - czyli Przemysław Opalach dla boxing.pl Wiechu Wywiady 6 07-03-14 08:08
Łukasz Janik dla boxing.pl przed walką z Afolabim: będę gryzł liny, żeby wygrać Wiechu Wywiady 6 01-11-13 18:00
Albert Sosnowski specjalnie dla Boxing.pl: "Udowodnię, na co mnie stać" Tomasz Nowak Wywiady 6 29-11-11 07:17


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 18:45.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.