stare 19-02-04, 20:52   #1 (permalink)
Super Moderator
  
 
Zarejestrowany: Sep 2002
Skąd: Chełm
Postów: 14166
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie Przygody Kubusia Puchatka

Kilka lat temu przygody Kubusia Puchatka doczekały się swojej polsko-internetowej wersji. Obecnie są one kultowym już dziełem polskich internautów.

UWAGA !!! "Przygody" pisane są językiem mówionym ( z pełną gamą przekleństw, wulgaryzmów i slangu ), znanym z podwórka... Nie zaleca się czytania "Przygód" osobom o słabych nerwach i "wysokim poziomie kulturalnym" hehe...

Rozdział 0

Wstawał piękny majowy poranek. Tygrysek, Kłapouchy i Królik siedzieli przed domkiem Królika i leniwie sączyli wino "Heracles".
- Marchew ci rośnie... jęknął leniwie Tygrysek.
- Widzę... jeknął leniwie Królik
W tem przybiegł zziajany Prosiaczek i zawołał:
- Weni, Widi, Wicjusz! Widziałem, przewidziałem, wydedukowałem!
- No i czego się drzesz? nie widzisz ze marchew rośnie? zapytał leniwie Tygrysek.
- Chcesz w tube[tm]? Zapytał Kłapouchy.
- Nie o to chodzi - ripostował Prosiaczek - Pamiętacie te ruderę na skraju lasu? Teraz to wyremontowali! Pomalowali na biało, postawili pedalski płotek i ktoś się tam wprowadził!
- Chcesz w tube[tm]? Ponownie zapytał Kłapouchy tym razem podnosząc głowę z ziemi.
- Hmm... to trzeba zapoznać się i przywitać. Chodźmy do Babajagi[tm]. Kupimy pół litra i pójdziemy do tej rudery - zaproponował Tygrysek.
Tak też zrobili. Gdy byli w połowie drogi nagle koło nich przemknęło czarne Ferrari wzbijając w powietrze tumany kurzu.
- Khy, khy ! Śmierdzący klecha... khy... - krzyknął wzburzony Tygrysek.
- Nienawidzę tego gnoja. Myśli że jak się ubiera na czarno, ma czarne Ferrari i zbiera na tace codziennie to jest mastah - wycedził przez zęby Prosiaczek.
- Kiedyś go zabiję - skwitował Kłapouchy.
Po chwili nasza dzielna brygada doszła do wzniesienia zwanego "Piwną Górką". Na szczycie stała chatka na kurzej nóżce, a nad drzwiami wisiał napis: "Hatka Babajagi[tm] - Alkohole Świata - Jedyny i niepowtarzalny producent niepowtarzalnego wina o niepowtarzalnej nazwie "Heracles - Classic Płońsk Aperitif"".
- Yo! Babajagi! Przyszliśmy kupić coś do picia - krzyknął Tygrysek.
W drzwiach ukazała się Baba jaga[tm]. Wyglądała jak mały zielony Troll po liftingu twarzy i kolorowaniu cery na biało w klinice imienia Majkela Dżaksona.
- A czego chcecie? Zapytała Baba jaga[tm].
- Masz coś alkoholowego? - zapytał Prosiaczek.
Baba jaga[tm] spojrzała najpierw na Prosiaczka, potem na napis nad drzwiami i jęknęła z politowaniem:
- Nie mam.
- Aaa.. skoda.. to my przeprasamy... powiedział smutno Prosiaczek i już miał iść gdy nagle został ugryziony w różowy tyłeczek przez Kłapouchego.
- Fcef f tuwe[tm]? - zapytał Kłapouchy nie puszczając morderczego uścisku.
- Mleche - zaśmiał się z wieśniackim akcentem Tygrysek i zaraz dodał: - Chcemy kupić czteropak winobluszczywin.
- Mleche - odparła z wieśniackim akcentem Baba jaga[tm] po czym rzuciła w kierunku Tygryska 4 związane razem butelki i z hukiem zatrzasnęła drzwi.
- Ehhh.. - rozmarzył się Kłapouchy.
- Dobra.. faken, zabawiłeś się to teraz puszczaj! - wycedził przez zęby Prosiaczek.
- Przestańcie się podniecać i chodźmy już do tego domku, bo nie mogę się doczekać kiedy wrócę i popatrzę jak moja marchew rośnie - przerwał Królik.
- Okej - stwierdził rezolutnie Tygrysek, po czym cała brygada udała się w kierunku domku.
Po dłuższej chwili stali już przy drzwiach.
- Rzeczywiście... płotek przyjebali iście pedalski... - zauważył Królik.
- Nie gadaj tylko wciskaj dzwonek - zaproponował Tygrysek.
Królik przycisnął dzwonek i wszyscy z przerażeniem stwierdzili iż dzwonek wygrywa.... najnowszy przebój zespołu Boyz - "jesteś szalona"...
- O kurwa... - jęknął głucho Kłapouchy.
Nagle drzwi się otworzyły i z domku wyłoniły się dwie postacie. Jedną był mały pluszowy miś, a drugą okazał się średniego wzrostu chłopak - na oko 12 lat, ubrany w świecące dresy i z kilogramem żelu oraz imponującym alfem na głowie.
- O kurwa... - jęknął ponownie Kłapouchy.
- Sportowiec? - zapytał Tygrysek.
- Nie... - odpowiedział niepewnie chłopak.
- Idziesz pobiegać lub pograć w piłkę? - zapytał Królik .
- Nie... - ponownie odpowiedział chłopak.
- Chcesz w tubę[tm]? - zapytał Kłapouchy.
- Mamo! leeee... - rozpłakał się chłopak i pobiegł w głąb domu.
- Dzień dobry. Jestem Prosiacek. - Prosiaczek wyciągnął łapkę w kierunku misia.
- Dzień dobry Prosiaczku. Jestem Kubuś Puchatek. A ten wyalienowany gej, który pobiegł to jest Krzyś.
- No, jako żeśmy się już zapoznali idziemy się napić. Cum On Guys! - wrzasnął Tygrysek, a po chwili cała brygada znalazła się na Piwnej Gorce.
- Znajdźcie mi jakieś mieszkanie... - stęknął niepewnie Puchatek. - Nie chcę mieszkać z tym burakiem.
- No... Mamy coś na oku... tyle że trzeba przeprowadzić komisyjną eksmisję... komisja ! idziemy ! - rzekł Tygrysek.
Wszyscy udali się spacerkiem w kierunku lasu.
Po chwili dotarli do wielkiego dębu, gdzie przy korzeniach widać było drzwi, a na nich napis - "Sala Prób Zespołu Just5 - nie wchodzić i nie przeszkadzać".
- O faken - stwierdził Puchatek.
- Spokojnie... zaraz to z Kłapouchym załatwimy - rzekł spokojnie Tygrysek, po czym podszedł do drzewa i kopniakiem otworzył drzwi.
Razem z Kłapouchym weszli do środka. Po chwili przez otwarte jeszcze drzwi wyleciał jak z procy Szadi. Przeleciał jakieś 100 metrów aby wyhamować głową o pobliski mur ze stali zbrojonej.
- Kolorowe sny, gdy przyjebałem mu z drzwi... lalala... - zanucił posępnie do mikrofonu Kłapouchy. Po chwili cały sprzęt nagraniowy znalazł się na nieprzytomnym Szadim.
- Ok. Puchatek. Tu od dziś zamieszkasz. Powinno być dobrze.. jak by coś się rzucali to będziemy lać w tube[tm], nie Kłapouchy? - roześmiał się tygrysek.
- Nu... w Tube[tm]... - sapnął Kłapouchy.
- Oki panowie... to ja się wprowadzam... chodźcie do środka bo zaczyna się chmurzyć... chyba będzie padać - stwierdził Puchatek i cala gromadka weszła do nowego mieszkanka.

Rozdział 2

Był piękny majowy poranek... Prosiaczek, Kubuś Puchatek, Tygrysek i Królik siedzieli w domku u Kłapouchego.
- Leje jak skurwysyn.... jęknął Królik
- Ta....Nawet miodku pitnego nie mam się ochoty napić... wysapał Kubuś
- Jak chcecie to mam wino HERACLES - Classic Płońsk Aperitif zaproponował Kłapouchy.
- Jak kosztowało więcej jak 3 zł to nie pijemy. odrzekł z uśmiechem Prosiaczek.
- Kosztowało 3,40 zł, chceta? Jak ni to som se golne. rzekł rozjuszony Kłapouchy.
- Dobra dawaj... stęknął Królik z wysiłkiem otwierając butelkę - Coś się gówno nie chce otworzyć...
- Nożem go! zaczął kibicować Prosiaczek.
- Szabli kurwa szabli ! Tygrysek poczerwieniał niczym alkoholik na ciężkim głodzie.
- Na! Wrzasnął Puchatek wykonując podłużne cięcie nożem w kierunku butelki.
- Łaaaaaaa!!! rozległ się krzyk Królika. Okazało się że Kubuś w swoim heroicznym ataku obciął Królikowi obie dłonie. Butelka z hukiem rozbiła się o ziemie...
- Ja pierdole.. kurwa, Królik coś ty zrobił?? - rzekł mocno zawiedziony Tygrysek.
- ŁAAAAAAA, ŁAAAAAAA!!! darł się Królik.
- Zlizujcie z podłogi.. rzucił się na kolana Prosiaczek.
- ŁAA! ŁAA! - darł się coraz słabiej Królik.
- Niech kto go zamknie bo mi sąsiedzi będą się burzyć że strasznie hałasuje.
Zamruczał Kłapouchy.
- Łaa... aaa... bum. Królik z powodu utraty dużej ilości krwi - zemdlał.
- I co teraz łosie? Mam zapaskudzony cały dywan Perski! Patrzta tu wino, a tu krew. Jak ja to wszystko umyje ??? jęczał Kłapouchy.
- A co zrobymy z Kłapobrzuchym (HIC!)?? zapytał nieco podchmielony Prosiaczek.
- Za drzwi go, bo zapaskudzi całe mieszkanie! Tygrysek nie mógł ścierpieć straconego wina.
- Nie no panowie, biedak się wykrwawia... Niech kto zadzwoni po pana Sowę. On będzie wiedział co zrobić! zauważył humanitarnie Puchatek
- A co ja Teresa ? Niech sobie sam pomaga... - szeptał pod nosem Tygrysek.
- Halooo? Pan Sowa? Mamy problem. Królikowi odpadły dłonie i strasznie krwawi. A teraz nagle zasnął. Niech pan przyjdzie bo zapaskudzi mi całe mieszkanie... Kłapouchy lekko załamany przekonywał właśnie pana Sowę.
Po chwili pan Sowa stał już w drzwiach
- Wy debile... tempaki... ciemniaki... idioci... - pan Sowa nie mógł jak zwykle stracić okazji ukazania swojej wyższości intelektualnej. - Który głąb obciął Królikowi obie dłonie???
- Ja nic nie wim! Nic nie wim i nic nie powim! krzyczał podniecony Tygrysek.
- Bo one tak same....to znaczy on stał, otwierał żur i nagle dłonie mu odpadły. palił Niemca Puchatek.
- Taa. Jasne. A tym zakrwawionym nożem to pewnie się podpierał??? pan Sowa jak to zwykle bywa odkrył w sobie żyłkę detektywa.
- Prosiaczek gadaj co tu się stało ! wrzasnął pan sowa, słusznie wybierając najsłabsze psychicznie ogniwo spisku
- Nic mu nie mów! To na pewno agent Mossadu! Zobacz jaki ma nos! To napewno jaki żydo-masoneria! Gazem go! Puchatek słynący ze swych antysemickich poglądów nagle poczerwieniał
- No więc my.. to znaczy strasznie padał deszcz... i Kłapouchy dał nam żur...i Puchatek chciał mu pomóc.. i Królikowi odpady dłonie. Wystękał prosiaczek.
- Obcinając mu dłonie ! - pan Sowa nie krył bezsensu tej opowieści. - Nie wierze w ani jedno słowo! Wg. mnie cała sprawa wyglądała tak:
Królik i Puchatek byli na kacu i potrzebowali klina. A że Puchatek miał tylko miód udali się w poszukiwaniu czego mocniejszego. Po drodze spotkali Prosiaczka. Gdy byli u Królika okazało się, że ten już wszystko wypił wiec udali się do Tygryska. Tygrysek miał tylko LSD i haszysz ale nic do picia. Więc po zażyciu jednego kwasika udali się do Kłapouchego. Kłapouchy miał wino. Gdy więc Królik wziął się do opróżniania butelki Puchatek podstępnie zadał mu parę ciosów nożem w plecy. Jednakże nie trafił i obciął mu dłonie. Czyż nie tak było?
- NIE! Odpowiedzieli chórem wszyscy (oprócz Królika)
- Przyszedłeś tu kurwa[cytat] leczyć czy pierdolić[cytat] kurwa[cytat] głupoty? Zamknij dzioba bo jak ci przypierdolę[cytat] to ci pióra dupą wyjdą! krzyczał Prosiaczek, w zdenerwowaniu sytuacją cytując polskie filmy kryminalne, bo właśnie zauważył, że Królik strasznie posiniał
- No dobra... dobra... Już go leczę... Ale pamiętajcie "The truth is out there"...
- Te! Molder! SIAT-DA-FAK-AP! - wrzasnął Tygrysek.

Po chwili Królik był już cały i zdrowy i leżał spokojnie na łóżku.
- Królik jest już cały i zdrowy i leży na łóżku, ale jest bardzo wyczerpany. Musi dużo odpoczywać... A i przydałaby mu się transfuzja. Pan Sowa zabierał się do odejścia.
- Fuzja? My nie jesteśmy pedałami! - Odrzekł prosiaczek - Fuzja?
- Transfuzja!... A z resztą nie ważne. Ja spadam. Narazie debile! Pan Sowa zamknął z hukiem za sobą drzwi.
- Ty skurwielu! - rzucił się tygrysek na Królika - Wylałeś całe jebane wino. Nawet się nie podzieliłeś. Wybrykne ci dupę do mózgu! Tygrysek skakał po Króliku
- Przestań, Przestań... A z resztą... Pobrudziłeś mi cały jebany dywan... Te Tygrysek to skakanie jest całkiem fajne... rzekł Kłapouchy przyłącząjąc się do tygryska. Nagle ziemia zadrżała, a do pokoju wkręcił się Gófer robiąc sporą dziurę w podłodze
- So, jest kurfa?
- Nic nie jest. Spierdalaj! Puchatek wymierzył mu soczystego kopa prosto w wystającą z ziemi głowę. W między czasie kuracja wstrząsowa Tygryska i Kłapouchego odnosiła zamierzony skutek. Królik się obudził...
- Może byście kurwa ze mnie zeszli co? Królik szybko zauważył sprawce wypadku.
- Ops trzeba wiać.. rzekł Puchatek udając się w stronę drzwi.
- A to ty, chodź tu, chodź tu.. Królik szybko zauważył sprawce wypadku.
Puchatek biegiem rzucił się w stronę drzwi. Niestety pan Sowa zatrzasnął je tak mocno, że Kubuś nie miał siły ich otworzyć. Odwrócił się więc napięcie i krzyknął:
- Tygrysek, Kłapouchy, Prosiaczek! Trzymać skurwiela!
I cała gromadka rzuciła się na Królika, który po chwili siedział już związany w kącie.
- Panowie ten złoczyńca musi odpokutować za zniszczenie tak cudownego napoju jakim jest HERAKLES Classic Płońsk Aperirif. Mam pewien plan. Tygrysku masz przy sobie kartonik z LSD? rozpoczął dyskusje Puchatek.
- Mam jeszcze trzy. odparł Tygrysek.
- Dawaj zafundujemy Królikowi darmową przejażdżkę. powiedział z serdecznym uśmiechem Puchatek.
- Nie dość, że rozjebał wino to jeszcze mam mu fundować darmowego tripa ? - Tygrysek nie mógł uwierzyć w słowa Puchatka.
- Nie o to chodzi... Mam pewien plan. Dasz mu wszystkie trzy a Kłapouchy wprowadzi go w złego tripa!
- Hehehehe! Zajebiście... Powiemy mu,że za chwile jest konies świata, albo zaraz w jego domu będzie impreza Disco Polo lub Techno. rzekł zadowolony Tygrysek.
- Hihihi! Albo, że zamiast fiuta ma marchewkę... zaśmiał się prosiaczek.
- Też mi dowcip. I co to da? Zapytał Kłapouchy
- Nie kapujesz? Królik uwielbia marchewkę... Po paru godzinach nie wytrzyma i będzie chciał ją zjeść! Więc albo złamie sobie kręgosłup albo odgryzie sobie fiuta...hihihi. Prosiaczek śmiał się coraz głośniej
- eeee... mam coś lepsiejszego. rzekł kłapouchy
- Dawać go. zakończył dyskusję Puchatek i wcisnął przerażonemu Królikowi 3 porcje LSD do mordy. Po chwili Królik zaczął bełkotać co wskazywało na stan przed podróżą.
- Kłapouchy możesz zaczynać. zachęcał Tygrysek...
- Drogi króliku....mam złą wiadomość. zaczął Kłapouchy najposępniej jak tylko potrafi. Cierpisz na dziwną chorobę... objawia się ona tym, że odpadają ci wszystkie kończyny.
- Dsafgtdvg ??? wybełkotał zdziwiony Królik.
- No a potem masz wielką ochotę ciągnąć wszystkim druta... he, he. dołożył Puchatek.
- A jedyną kuracją jest nasranie ci na łeb! - warknął przez zęby wciąż wściekły Tygrysek.
- Ale najpierw masz wielką ochotę biegać w kółko i wydawać dźwięk PIPIPI. Zakończył Prosiaczek.
Już po kilku minutach królik biegał w koło stołu i darł mordę. Po paru minutach nagle przestał i bezwładnie upadł na ziemie.
- Te Królik co ci jest? zapytał Puchatek
- Moje nogi! Popatrzcie na moje nogi! Zgubiłem! Nie ma! Odpadły ! Łaaaaaaa!!!!!!!! darł sie przerażony królik.
- Noo... Poważna sprawa... zachichotał Prosiaczek
- Kłapouchy zrób mu zdjęcie! krzyknął Puchatek.
- A teraz ręce! Ratujcie moje ręce! Łojezu! AAA! Królik popadał w coraz głębszą paranoje. Tymczasem Kłapouchy pstrykał kolejne zdjęcia.
- Wyśle je do całej jego zasranej rodziny
- Zasranej...? Tak ! Niech ktoś mi nasra na łeb... Błagam osrajcie mnie! Proszę! - Królik był bliski płaczu. Nie dokończył jednak gdyż wielkie gówno wylądowało mu na twarzy... Po chwili drugie... i trzecie... Gdy wszyscy już się wypróżnili królik zaczął dochodzić powoli do siebie.
- Och już mi lepiej popatrzcie nogi mi odrosły.
- Uwaga! Przerwał mu Tygrysek.
- Inwazja żółtych kuleczek! Chować się! Królik wstał rozejrzał się poczym z krzykiem wybiegł z domku.
- Nic mu nie będzie? zaniepokoił się prosiaczek
- Nie tam jego trip będzie trwał 48h... Niebezpieczeństwo jest małe bo samochodów u nas nie ma... Co najwyżej może spierdolić się z drzewa jak będzie myślał że umie latać.
- Albo dostanie od kogoś w mordę... stwierdził doświadczony Tygrysek.
- No to posprzątajmy tutaj trochę. rzekł Kłapouchy.
Nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich Krzyś. Był ubrany w białą koszule a na niej miał czarną skórzaną marynarkę i spodnie piramidy. Wszedł do sali podśpiewując: "Kolorowe sny kiedy ja dotykam siebie".
- A ten gej czego tu chciał? zapytał Puchatek
- Czołem załoga! wykrzyknął Krzyś
- Wal się na ryj. zamruczał Tygrysek poczym wszyscy oprócz Krzysia wybuchnęli śmiechem.
- Co się stało z Królikiem? Spotkałem go po drodze. Biegł jak by coś go goniło i darł się jak opętany.
- Królik się trochę źle poczuł. Ale za dwa dni mu przejdzie.
- A czemu tu tak brudno? I dlaczego tu tak dziwnie pachnie tym... no... HEJ!! To przecież jest alkohol!
- Brrraaaaaaaawo! Jęknął Tygrysek
- Jak mogliście mama mówiła, że alkohol zabija...od niego się umiera... nie wolno go pić... zawiodłem się na was. Idę do domu... i powiem mamie! rzekł Krzyś i trzasnął drzwiami.
- Idź i ją tu przyprowadź... nasram na jej grób. rzekł Tygrysek
- Taa zerżniemy ją koncertowo... dorzucił swoje Kłapouchy.
- Wiecie co... nie chce mi się tu siedzieć... chodźmy przejść się po lesie... zaproponował Prosiaczek. I cała czwórka wybiegła na dwór w poszukiwaniu kolejnej przygody.

cdn w miarę Waszego zainteresowania

Sykes jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 17-03-04, 22:46   #2 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Feb 2003
Skąd: krk
Postów: 794
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

wole se ogladnac filmy 1 i 2 czesci kubusia puchatk-hardcore :D
stefan jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 17-03-04, 22:57   #3 (permalink)
Super Moderator
  
 
Zarejestrowany: Sep 2002
Skąd: Chełm
Postów: 14166
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Niestety stefan nie ma jeszcze takich (lukać filmy) możliwości na forum :D Musimy pozostać przy słowie pisanym-czytanym
Sykes jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 02-10-05, 20:10   #4 (permalink)
Rookie
  
 
Zarejestrowany: Apr 2005
Skąd: Żory
Postów: 1
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Aby zobaczyć link załóż konto: zarejestruj sie


SYKES obacz to stary :D :D :D POZDRO :D :D :D
Taiger jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 02-10-05, 20:48   #5 (permalink)
Super Moderator
  
 
Zarejestrowany: Sep 2002
Skąd: Chełm
Postów: 14166
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Taiger
http://media.putfile.com/mp7652
SYKES obacz to stary :D :D :D POZDRO :D :D :D
Niezłe hehehe
Sykes jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 02-10-05, 22:30   #6 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Nov 2002
Skąd: Lurgan- Nothern Ireland
Postów: 5199
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Taiger
http://media.putfile.com/mp7652
SYKES obacz to stary :D :D :D POZDRO :D :D :D
Bardzo bardzo bardzo bardzo prosze o jeszcze . Lepszej bajki jeszcze nie widziałem. Kubus puchatek to przy tym nic. Macie jeszcze inne odcinki??
lucasz jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 05-11-05, 15:43   #7 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Jul 2005
Skąd: Poznan/Cork
Postów: 517
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Był piękny majowy wieczór. Puchatek, Prosiaczek, Kłapołuchy i Tygrysek wybierali się włanie na wycieczkę...
- Znów leje... Co za chujowy klimat... - jęknął Puchatek.
- A mnie to zwisa... - rzekł Kłapołuchy rozkładając swój mały parasol
- Judasz! - warknął Tygrysek.
- Hehe. Nie Judasz tylko wynalazca - odparł Prosiaczek.
- Nie ważne. Co teraz robimy? Pragnę przypomnieć, że Królik ma złego Trip'a, a Gófer najprawdopodobniej nie żyje, bo dostał soczystego kopa w zęby. A więc?
- Puchatek był jak zwykle kurewsko bezporedni.
- Mylę, że tak chujowy wieczór można by rozpocząć czym mocniejszym... - wystękał niemiało Prosiaczek.
- No, mylę, że jest to dobry pomysł. Chodźmy na piwną górkę. Mieszkająca tam Babajaga(tm) ma na pewno jakie dobre trunki - rzekł Puchatek. Nagle otoczyła ich dziwna brygada...
- Czego? - zapytał bezporednio Tygrysek.
- Jestemy Łowcy Pip. A w tym miejscu powinien stać nasz przywódca DonVasyl(tm). Niestety nie ma go wród nas - rzekł dononie jeden z nich.
- A gdzie jest? Umarło mu się, czy po prostu go zabili? - zapytał Prosiaczek.
- Ma małe problemy z psychiką i własnym penisem, ale wkrótce mu przejdzie. A... Macie jakie pipy do złowienia? - zapytał drugi z nich.
- Taa. Jedną. Nazywa się Krzy. Wyjątkowa pipa a do tego straszny maminsynek. Jego postać wzorowana jest na Szadim z (b)Just 5, który bardzo kocha swoją mamę i nie bardzo lubi dziewczyny - Puchatek nie krył swojej niechęci do Krzysia.
- Jebana pipa ! - wykrzyknęli łowcy.
- Noo, i w dodatku nienawidzi łowców pip - rzekł Prosiaczek.
- Zabić skurwiela... Bierzemy go. To największa pipa jaką dotąd widzielimy. Gdzie go znajdziemy ? -zapytał trzeci z nich.
- Mieszka z mamą w pedalskim domku z białym płotkiem na skraju lasu - wskazał drogę Puchatek.
- Dzięki. Takich dwóch jak nas trzech to niema ani jednego - rzekł czwarty z nich po czym obydwaj udali się w kierunku domku Krzysia.
- No to jednego pajaca mniej, a wieczór dopiero się zaczyna... - rzekł z umiechem na ustach Kłapouchy. Nasi bohaterowie ruszyli w stronę piwnej górki. Już po chwili byli na jej szczycie. Wtem przebiegła koło nich wielka LoveDoll.
- Widzielicie to? - zapytał zdziwiony Prosiaczek.
- Nie wiem... Czy to jawa czy sen... - zanucił Puchatek.
- Ani chybi to była lalka miłoci. Miała taką fajną minę... taką rozdziawioną... - Kłapouchy nie krył swoich fantazji. Po chwili cała czwórka była na szczycie przed chatką Babyjagi(tm).
- Jo, Babajagi ! Veni, Vidi, Vino ! -zakrzyknął Tygrysek.
- Nie jestem żadnym Babajagiem(tm). Mam na imię Abrakadabrapokuskonstantynopolitańczykowianeczkat rzy ! - rzekła wiedźma.
- A możemy cię w skrócie nazywać... chuj? - zapytał niepewnie Prosiaczek.
- Nie! Kurwa! Dlaczego wszyscy chcą mnie w skrócie nazywać chuj? Co jest ze mną nie tak ? Może źle wyglądam... Tak słabo się odżywiam... a tak bajdełej to czego chcecie ?
- Chcemy dobre wino za 3 złote.
- Nie mam w detalu. To sklep dla prawdziwych smakoszy. Mam tylko 6-ciopaki winobluszczy - win po 20 złotych. Chcecie?
- To se newrati... - walnął Puchatek.
- Zamknij ten swój pluszowy ryj. Bierzemy dwa! - warknął Tygrysek. Po chwili czwórka upajała się aromatem i smakiem wina HERACLES - Classic Płońsk Aperitif.
- No to panowie - Bą ŻUR ! - wzniósł toast Kłapouchy.
- Taaaak... Heracles - to jest to - rzekł z rozkoszą Tygrysek.
- Heracles - I do it my way ! - dodał Puchatek.
- Bylyfyzytsyf - dodał Prosiaczek.
- Zbiłem butelkę - jęknął głucho Kłapouchy.
- Wiecie co mylę? We are rulers of this world - rzekł dumnie Puchatek.
- Po dwóch winach każdy jest rulezem - stwierdził Prosiaczek.
- Ha. Duma mnęł rospera... - jęknął Tygrysek.
- Dobra... My tu gadu-gadu a ja mam ochotę podupczyć. Chodźmy na disco. Tam na pewno jakie fajne dziołchy będą.
- Nu. To jest myl - wybełkotał Kłapouchy. I cała czwórka powoli udała się w stronę pobliskiego miasteczka gdzie włanie odbywała się dyskoteka.
- Hej łosie, luk et diz! - wskazał na plakat Tygrysek.
- "Dzi w remizie dyskoteka. Nikt już nie pi, nikt nie czeka. Przewidziano występ wietny, Just5 będzie - bądźcie grzeczni. A rej wodzić będzie Sowa, didżej wietna, wybuchowa." - przeczytał z wielkim trudem Puchatek.
- Ja pierdolę, ale rymy - chyba komu przyjebimy - dorzucił swoje Tygrysek.
- Chciałe powiedzieć przyjebiemy - zapytał Prosiaczek.
- Nie, bo przyjebiemy nie rymuje się z rymy, a zresztą nie ważne - odparł Tygrysek.
- Dobra wchodzimy - rzekł stanowczo Pychatek. I wszyscy udali się do remizy. Gdy byli już w rodku nagle na scenę wkroczył Pan Sowa.
- ... Heloł, heloł ! Na dzisiejszym koncercie wita was didżej Sova! Tak! Dzisiaj koncert DżastFajf! A więc dziewczyny szykujcie majtki. Oto ONE! - ups, sory. Oczywicie chciałem powiedzieć ONI! - JUST 5! I w rytm muzyki disko na scenę wkroczyli Just 5.
- "...Kolorowe sny kiedy ja..." - nie dokończył Szadi bo butelka po winie rozbiła się o jego głowę.
- Musiałem mu przypierdolić - rzekł z umiechem Tygrysek.
- Chłopaki! Biją Dżastów - wrzasnął kto z tłumu. I wszyscy wokół rzucili się na naszych bohaterów.
- Panowie, spierdalamy. - wrzasnął Puchatek. Lecz gdy wykonał energiczny obrót natychmiast został powalony strzałem sztachetą w nery.
- DOOM! - krzyknął Tygrysek po czym padł znokautowany 2 litrową butelką zwrotną. Cała impreza trwała jeszcze przez około 10 minut po czym cała czwórka została wyrzucona na pobliską zwałkę. Bardzo potłuczeni, aczkolwiek cali, nasi bohaterowie powoli zaczęli dochodzić do siebie.
- Jaa pieeerdoleeee... - jęknął głucho Puchatek.
- Moje plecy... - wystękał Kłapouchy.
- Kto zgasił wiatło ? - zapytał przezornie Tygrysek.
- Cały ten incydent nie maiłby miejsca gdyby nie to, że Tygrysek przypierdolił Szadiemu winem w jego pedalski łeb - stwierdził spokojnie Kłapouchy.
- Ale przyznacie, że widok szyjki wbijającej się Szadiemu w oko był wyjebany! - odparł Tygrysek.
- Ta... To było wiekopomne wydarzenie - przytaknął Prosiaczek.
- Dobra, pozbierajmy się z tego łajna i wracajmy do domu... - rzekł Puchatek, po czym cała czwórka udała się spokojnie do swoich domów.
imported_Sebol jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 10-11-05, 19:49   #8 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Jul 2005
Skąd: Poznan/Cork
Postów: 517
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Nad Stumilowym Lasem wstawał upalny majowy poranek. W domku Puchatka panowała niepokojąca cisza...
- Łooojeeezuuu - jęknął Królik, któremu przypadł wątpliwy luksus przebudzenia się jako pierwszy - Boże, dlaczego ja jeszcze nie umarłem.
- Coś ty się taki, kurwa, religijny zrobił - warknął Tygrysek - to że ktoś jest wszechmocny, to jeszcze nie znaczy, że da ci, ochlapusie, środek na kaca!
- Ja wam mówię, że te pijatyki sprowadzą na nas jakieś nieszczęście - zaczął jak zwykle smęcić Kłapouchy.
- Posrać się można jak was się słucha - wkurwił się Puchatek - parę dni świąt i już wam odpierdala - jakaś dewocja, jakieś czarnowidztwo, do dupy z taką robotą!
- Tylko nie dewocja! Przecież nie dobieram się do Krzysia! - zaperzył się Królik.
- To by była dewiacja, popaprańcu, a zresztą nieważne...
- Błuebublbulee - Prosiaczek, czując że nie dobiegnie do łazienki, narzygał Puchatkowi do szuflady w komódce w myśl dewizy "oddaje tobie co kryje w sobie".
- Ty lamo, tam były moje czyste skarpetki, tylko tydzień je nosiłem! - Puchatka zaczął powoli trafiać szlag. Darmowe dostawy HERACLESA od Babajagi sprawiły, że brygada pławiła się w tym szlachetnym trunku, obficie zwracając jego nadwyżki na całym obszarze domku Kubusia.
- Idę się odlać, przy okazji wytrzepię kapucyna, to najprzyjemniejsza chwila dnia - rozmarzył się Tygrysek chwiejnie sterując do łazienki.
Ciszę jaka zapanowała po tym szczerym wyznaniu przerwało łomotanie do drzwi.
- Kurwa jego w pizdę zajebana mać, kogo tu przyniosło? - zdziwił się Puchatek otwierając drzwi.
W progu stał Meksykaniec. Wielki jak kurwa mać. Cały w czerni. A pod pachą dźwigał czarny futerał na gitarę. Puchatek potrząsnął głową nie będąc pewnym, czy to się dzieje na prawdę, czy to jeszcze efekt wczorajszej porcji kwasiku.
- Ożeż ku... - wystękał cofając się.
Meksykaniec rozejrzał się po pokoju, następnie odstawił futerał i wolno podszedł do Puchatka, który niepewnie rozejrzał się po pokoju. Tygryska nie było, Prosiak bełtał dalej niż widział, Kłapouchy spowity dymem marychy był w nastroju hipisowsko-pacyfistycznym, natomiast Królik siedział skulony w kącie i udawał, że go tu w ogóle nie ma, a tak na prawdę to on wcale nie istnieje. Znikąd nie można się było spodziewać pomocy.
- Ja pierdolę, ale odlot - wystękał niedowierzając Kłapouchy - Dobry ten towar...
- I'm looking for a man - zaczął Meksykanin. - Who call himself Ty-gry-sek - wysylabizował z kartki - Do you know him?
- Dat tol end blek-orenż? - zapytał nienaganną angielszczyzną Puchatek.
- Yes - ucieszył się nieznajomy.
- Lajk... pluszowy tajger? - zapytał Kubuś.
- Yes - potaknął obcy.
- Sory - pokręcił głową Puchatek - Aj dont noł him. End przy okazji... nie bądź taki, kurwa, protekcjonalny, bo cię rozpierdolę.
Nieznajomy zrobił zdziwioną minę, a po chwili skoczył do futerału. Błyskawicznie go otworzył, chwilę w nim grzebał, po czym już stał trzymając w łapach największego gnata, jakiego Kubuś kiedykolwiek widział.
- Kurwa, panowie, help - wyjęczał. Jego podręczna giwera leżała nienaładowana kilka metrów od niego.
Nieznajomy wycelował w Puchatka, który poczuł że już nigdy nie napije się miodku...
Rozległ się straszny huk. Gdy dym opadł wszyscy zobaczyli Prosiaczka z wiernym Uzi w łapkach, z którego wpakował całą serię w serducho Meksykańca.
- Wiecie, już chyba wszystko wyrzygałem - stwierdził z błogim uśmiechem na ryjku.
- Co ty w chuja sobie ze mną lecisz, gdybyś rzygał sekundę dłużej mógłbyś mnie zeskrobywać z tamtej ściany - wymamrotał Kubuś - a tak wogóle to dzięki...
- Ktoś tu pukał? - spytał się Tygrysek, który właśnie wrócił z kibelka - słyszałem jakieś stuki.
- Ty pokurwieńcu - rzucił się na niego Króliczek - mogliśmy wszyscy przez ciebie zginąć, szukał cię jakiś skurwysyn, który nas mało nie powystrzelał!
- No to co? Przecież żyjecie - stwierdził z lodowatym spokojem Tygrysek, który był jeszcze zaprzątnięty myślami o nagiej Britnej Spirs (dobry gust nie był jego mocną stroną).
- Hihihi, trzeba będzie coś zrobić z ciałem, huehuehue - stwierdził rozbawiony Kłapouchy, który miał źrenice jak pięciozłotówki - to co, tradycyjnie klienta do ogródka Króliczka?
- No i w tym miejscu mamy problem - pokręcił głową Królik - Mam już w ogródku więcej trupów niż marchewki. Niedługo mi zaczną spod ziemi wyłazić.
- Ja pierdolę - wysapał Puchatek - Przecież go tu, kurwa, nie zostawimy. Chujowo się komponuje z wystrojem pokoju.
- Dobra - zakomenderował Tygrysek - zawijamy palanta w dywan, do nóżek kamyczki i sru do strumyczka.
- Nie wypłynie? - zapytał Kłapouchy.
- Nigdy nie wypływali - uśmiechnął się Tygrysek.
Po półgodzinie klient był już gustownie zapakowany w stary dywan Puchatka i cała ekipa wesoło podśpiewując ruszyła na pobliski mostek, gdzie kiedyś, gdy byli jeszcze za mali aby pić i ćpać, grali w "misie-patysie".
- Dobra - Tygrysek otarł pot z czoła, gdy stanęli na mostku. - Liczę do trzech i jubudu gościa do wody.
- Zaraz - przerwał Kłapouchy - jak będzie "trzy". Czy "raz, dwa, trzy" i dopiero?
- Nie bądź taki, kurwa, dociekliwy po prostu chlup. Raz, dwa i... trzy.
Pakunek opadł do rzeki. Po chwili wynurzył się i zaczął wesoło podskakiwać na falach.
- Coś zjebaliśmy - ze znawstwem stwierdził Królik.
- No jasne - Tygrysek pacnął się w czoło - Zapomnieliśmy, dęte łosie, o kamieniach. Ja pierdolę, ale dno...
- Chuj z tym - machnął łapą Puchatek - Jak wypłynie za teren lasu to i tak nam niczego nie udowodnią. Możemy wracać.
Po powrocie do domu brygada postanowiła bliżej przyjrzeć się rzeczom nieznajomego. Futerał na gitarę zawierał wszystko, co jest potrzebne by z łatwością wyprawiać przeciwników na tamten świat: dwa pistolety automatyczne z tłumikiem, karabinek snajperski z celownikiem laserowym, 5 granatów, pół kilo Semtexu, zapalniki, komplet noży, bynajmniej nie do krojenia sałatki, Magnum 9mm oraz inne, równie zabójcze drobiazgi.
- No to kurwa pięknie, coś ty Tygrys zrobił, że się taki koleś na ciebie zaczaił? - Puchatek nie mógł nic wymyśleć.
- Ja to jestem święty - stwierdził Tygrysek - choć gdybym miał układać listę osób którym się naraziłem, to bym książkę telefoniczną napisał.
- Teraz to w sumie nieistotne, ten piździelec robi za pokarm rybkom, dzięki Prosiaczkowi pozbyliśmy się problemu - stwierdził Kłapouchy, który zaczął odzyskiwać część zdolności intelektualnych.
Prosiaczek zaczął otwierać zamek neseseru, który miał przy sobie oprócz futerału nieznajomy. Gdy uniósł wieko jego ryjek zalała złocista poświata.
- Co to jest? - zainteresowali się wszyscy.
- To jest piękne...
Tymczasem Meksykaniec charcząc wychodził z rzeczki. Trzymając się za gardło próbował złapać dech. Przebywanie w zarzyganym dywanie, a potem w rzeczce składającej się w 50% z odpadów produkcyjnych HERACLESA (kwas siarkowy, zgniłe jabłka, metanol, potopione szczury, zacier z drożdży) było ponad jego siły. Ciężko dysząc zaczął ściągać ubranie pod którym miał ukrytą kamizelkę kuloodporną.
- Co za partacze - pomyślał - amatorszczyzna.
Wprawnym ruchem wyciągnął zza paska spodni rezerwową giwerę.
- Te dupki nawet mnie nie zrewidowały - pomyślał z mściwą satysfakcją. Był wściekły na siebie, że się tak dał podejść, na świat że zmusza go do tak chujowej roboty, na jakiegoś geja w spodniach-piramidach i skórzanej marynarce, który zlecił mu wyrównanie krzywd za zabójstwo jego matki i na całą sytuację, która odciągała go od naprawdę istotnych spraw, takich jak dostarczenie pewnej ważnej walizeczki.
- No ale teraz dam im popalić - stwierdził. Poczuł, że odzyskał siły po uderzeniu w pierś - I żywy stąd nie wyjdzie nikt...
W domku Puchatka wszyscy pochylali się nad zawartością walizeczki.
- Co z tym zrobimy? - zapytał się Króliczek.
- Jak to co trzęsidupy? Zatrzymamy to! Zdobyliśmy i jest nasze! - Tygrys nie miał żadnych wątpliwości.
- Spuścił ci się ktoś na mózg?! - zaczął mitygować go Kłapouchy - Lepiej zastanów się do ilu ludzi w tym kraju może należeć coś takiego!
- Patrzcie tu jest kartka! - wykrzyknął Prosiaczek - "Provide to Mr. Kudłaty".
- My-myśllicie żże to tten Kudłaty? - Króliczek zaczął się jąkć z wrażenia.
- Tak, ten, kurwa, legendarny szef podziemia na całą Warszawę i kraj, delegat Cosa-Nostry, karteli i Yakuzy na Europę Wschodnią! Jasne że on! A może znasz innego?! - Tygryskowi zaczęły puszczać nerwy - Trzeba mu to jak najszybciej oddać, może nas nie zabije?
- A może jednak tak - mruknął Kłapouchy.
- No tak, na takie numery to my jesteśmy za ciency, taki człowiek wszystko może - uznał Puchatek.
- Wiecie co, najpierw należy się napić - zaproponował Kłapouchy - u Babajagi czeka na nas kolejna partia wina HERACLES - Classic Płońsk Aperitif - odświeżymy się i pomyślimy co zrobić dalej.
Droga na Piwną Górkę upłynęła im w dość ponurych nastrojach. Suszył ich kac, próbowano ich zabić, a przyszłość rysowała się w czarnych barwach.
- Mówię wam, skończymy na dnie Wisły lub pod cementem w fundamentach jakiejś budowy - prorokował Kłapek.
-The killer awoke before dawn, he put his boots on, He took a face from the ancient gallery, And he walked on down the hall - podśpiewywał Prosiaczek.
Powrót okazał się dużo przyjemniejszy. Szli z górki, nogi same ich niosły, co prawda zygzakiem, niemniej skutecznie, po ciałach rozlała się błoga słodycz trunku...
Gdy wrócili do domku ich serca zmroził strach.
- Bat ju ar ded - zdołał wykrztusić Tygrysek na widok Meksykańca, który siedział rozwalony w fotelu i trzymał ich wszystkich na muszce.
- No, no, you are deadmens - roześmiał się nieznajomy i warknął - under the wall assholes.
Brygada wykonała polecenie zostawiając na środku pokoju skrzynki z HERACLESEM.
- What is this? - zaciekawił się nieznajomy.
- Polish tequilla - odparł Puchatek - enjoy!
Meksykaniec wziął jedną butelkę, wyciągnął zębami plastikowy korek i pociągnął spory haust trunku. Nie było to jednak to czego się spodziewał. Wypluł szlachetny napój i zamachnął się by stłuc butelkę. W tym momencie w Króliczku zagrała bojowa krew.
- Tylko nie HERACLESA! - Króliczek zbulwersowany marnotrawstwem tak wyborowego napoju zdobył się na najodważniejszy czyn swojego życia i zdzielił nieznajomego w łeb porwanym w locie bejzbolem. Meksykaniec z cichym jękiem osunął się na podłogę. Teraz cała brygada ruszyła do boju.
- Bij, zabij!
- Za HERACLESA!
- Hej, kto Polak na bagnety!
- My najpierwsza brygada!
- Dał nam przykład Bonaparte!
- Kyrie Eleyson!
- No teraz to już trochę przesadziliśmy - mruknął Kłapouchy.
W ciągu kilku sekund nieznajomy ciężko pobity i związany jak szynka babuni leżał u stóp brygady.
- Teraz już na pewno nie ożyjesz - mruknął Tygrysek wbijając mu kołek w serce.
- A kto umarł, ten nie żyje... - wycedził Kłapouchy.
Po chwili ciało Meksykańca owinięte folią i fachowo obciążone cementem zanurzyło się w wodzie, by nigdy nie wypłynąć.
- A teraz szybko zadzwońmy do pana Kłudatego, że chcemu mu oddać jego walizeczkę, bo może być z nami chujowo - zadecydował Tygrysek.
- No, lepiej się pośpieszmy, bo inaczej z rańca przyjdzie dwóch facetów w garniturkach i zarzuci nam, że chcieliśmy wydymać pana Kudłatego, a to może robić tylko pani Kudłata - powiedział Puchatek.
Kłapouchy zaczął wykręcać numer:
- 0-56655-23-55, halo, spółdzielnia WORECZEK? Chciałbym mówić z obywatelem Kudłatym. Co? Nie ma tu takiego? W takim razie powiedzcie mu, że mamy coś, co należy do niego i chętnie mu to oddamy, niestety kurier miał drobny wypadek. Kłopoty z sercem...
Następnego poranka zjawili się wysłannicy mafioza. Zabrali neseser a jako dowód wdzięczności pana Kudłatego zostawili darmowe wejściówki do burdelu "Hot Lady". Odtąd kolejne dni upływały brygadzie wśród oparów HERACLESA i błogiego lenistwa...
imported_Sebol jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 11-11-05, 18:58   #9 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Jul 2005
Skąd: Poznan/Cork
Postów: 517
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Była ciepła kwietniowa noc, gdy niespokojny Prosiaczek obudził się w jakimś domku, nic nie widział, myślał, że jest w jakiejś saunie, tylko ten smród, chatka wyglądała jak melina, bo to była melina, brud, smród i orzeszki, i jeszcze dym z papierosów. Prosiaczek niespokojną, drżącą dłonią zaczął budzić leżącego obok Kłapouchego:
- Kłapouchy, Kłapouchy, mi się chce dupczyć!
- Prosiaczku, zamknij ten walący rondel i śpij, a jutro wyskoczymy do remizy na dziwki. Oki?
- Ale Kłapku, ja chcę teraz...
- To se kurwa zwal kunia!
I nasz Kłapouchy zasnął, a niespokojny Prosiaczek po cichu wstał i gdy się rozejrzał zobaczył w kącie leżącego Tygryska obejmującego Kangurzycę, obok nich leżało Maleństwo z głową rozpieprzoną na pół, w drugim kącie leżał pan Sowa, który trzymał krzysiowego fleta, w trzecim kącie zuważył Królika obejmującego Heraklesa za 3.40 i mamroczącego pod nosem: ...mam cię, zjem cię.., a w ostatnim rogu zobaczył przez gęste kłęby dymu Puchatka, który po prostu sobie spał. Prosiaczek po chwili zastanowiania podszedł do niego i zapierdolił mu laćkiem, którego znalazł przy Kłapouchym. Puchatek podskoczył z bólu, bo dostał w plecy, które po wczorajszej libacji wyglądały jak mózg pilota w samolocie z winkiem.
- Młoda foka - zawieśniaczył angielszczyzną Kubuś - Hu łont tok łif mi et dis tajm?
- To ja, Prosiaczek.
- A, kurwa, pierdolony boczek, co chcesz menelu?
- Dupczyć...
- To obudź Sowę!
- Bat hi's sliping łif Krzyś
- To go kurwa obudź!!!!
- Ale ja nie chcę z nim...
- To se kurwa zwal kunia! - odpowiedział zaspany Kubuś.
I Posiaczek znów nie miał wyjścia, pomyślał głosno:
- No cóż, najlepsza dziewica to twoja prawica...
I tu mu przerwał Królik :
- Przecież ty kurwa jestes mańkutem!
- No to co, ale tak się mówi - odbeknął Prosiaczek, który już od kilku sekund męczył kaczora, a po kilku orgazmach - zasnął.
Zrobił się piękny, kwietniowy poranek. Pierwsza obudziła się Kangurzyca, która po cichu sprzątała mózg Maleństwa przypominając sobie jak to Tygrys rozwalił mu głowę za to, że Kangurzyca nie chciała dać dupy...
- Ciężkie czasy - pomyślała wychodząc z domku z pływającymi w zakrwawionej torbie organami Maleństwa - poczekam aż pan Sowa wróci do swej chatki i pójdę do niego żeby złożył Maleństwo, może on nie będzie chciał żebym dała dupy... - westchnęła - ciężkie jest życie jedynej kobiety w Stumilowym Lesie...
A w naszej melino-chatce towarzycho pobudziło się i zaczęło walić wińsko i resztki ruskiego spirola ze stadionu, Tygrys znalazł jeszcze parę kartoników z LSD i cała ekipa, oprócz Krzysia, który nie dał się przekonać, że LSD to takia nowa niewidzialna tabaka i zwiał z płaczem na grób mamy, wyruszyła w podróż. Kiedy po kilku godzinach ocknęli się, nie było z nimi Prosiaczka, ale za bardzo się tym nie przejęli i udali się do BabyJagi(tm). Kiedy wędrowali przez las usłyszeli wielki hałas.
- Wyrąb lasu? - strzelił Kłapuchy
- Nie, kto by wycinał świecące drzewa - powiedział Tygrys.
- Nowy nadajnik? - zasugerował Puchatek.
- Po rozwaleniu jednego, kto by tu stawiał drugi? - odpowiedział pytaniem Królik.
Po chwili już znali odpowiedź - byli to Łowcy Pip.
- Witamy was ekipo - powiedział czwarty z nich.
- Spierdalaj - odbełkotał Królik.
- No dobrze, spierdalamy, ale zadamy pytanie - stwiedził siódmy.
- Byle kurwa szybko - powiedział Tygrysek.
- Nie widzieliscie DonWasyla(tm)?
- Tak, jebał Krzyśowi po tym pedalskim pysku....
- A gdzie? - spytał 9 z nich.
- Tego to już wam kurwa nie powiemy - mówiąc to Tygrys żygnął sobie Heraclesesm - chyba że powiecie gdzie jest Prosiak
- Prosiaczek? To ten gruby debil co se wali konia przy co trzecim drzewie? - spytał piąty z dziesięciu.
- Nie, przy co drugim - rzekł Kłapouchy - zresztą co was to kurwa obchodzi? Policja czy kurwa co, CIA?
- Przepraszamy... i tutaj trzeciemu przerwał dziewiąty
- My wam powiemy gdzie Prosiaczek, a wy nam gdzie Pipa? - zaproponował.
- W porządku - rzekł Królik - Krzyś poszedł na grób mamy, a Prosiaczek?
- Do remizy na dziwki - powiedział trzeci z nich i obaj odeszli w przeciwną stronę.
A tymczasem w remizie trwał koncert grupy Fiwe, ale nie (b)Just Five. Po kilku strofkach Prosiaczek zaczął kombinować co znaczą słowa piosenki: "Ewrybady get daun singing..." i skojarzył to tak: Wszyscy dostają dauna - śpiewamy.
- Hhmmm dziwne, te texty w dzisiejszych czasach są bardzo wulgarne - pomyślał, gdy właśnie podeszło do niego dwóch dresiarzy
- Co się tu kurwa dzieje? Po mordzie dawno nie dostaliście czy kurwa macie ciotę - Prosiaczek odegrał Schwarzenegera.
- Dawaj pieniądze golonko!
- Wydupiara smrodzie, myślisz że jak masz spodnie z Odidasa, i bluzę z Nice to szpan, co? - wywalił gadkę Prosiaczek - Ciekawe gdzie to kupiłes? Na stadionie, czy na miejskim, o przepraszam wiejskim bazarze?
- Ty kurwa tu nie szpanuj tylko wyskakuj z kasy!
- Co kurwa, co? Kurwa to do mamusi jak ci daje grysiczek zamiast szynki, a nie kurwa do szefa... - ups, tego chyba nie powinienem był mówić - pomyślał przełykając ślinę.
- Kurwa, Bekon! Nie bój się, wyskakuj z $ i będzie OK!
- O nie, co to to nie, myślicie, że oddam wam kasę? To się kurwa mylicie i to grubo! Ja cały dzień szukam babci, żeby jej pierdolnąć i wziąć kasę, a wy mi chcecie w minutę?
- Nie pierdol - powiedział gość w kurtce z Redbooka i spodniach z Bir Stali - chodź Stasiu, pierdolniemy mu i będzie...
- Nie pękaj Stefan - i zaczęła sie szamotanina, Prosiaczek jednak zdołał użyć kartoniku LSD który otrzymał od Tygryska...
Tymczasem nasza ekipa po kupieniu kilku Heraklesów i kilku butelek Napoju Boguff szła w stronę remizy, nie wiedząc, że Prosiaczek ma problemy. Tygrysek mruczał sobie pod nosem:
- "I never thought that this day would end
I never thought that tonight could ever be
This close to me"
- A może będzie zadyma? - zapytał Puchatek retorycznie, bo wszyscy wiedzieli, że jesli ekipa idzie do remizy to będą dymy.
Nasi bohaterowie stanęli przed remizą, aby wypić po buteleczce napoju energetycznego, ale nie zdążyli nawet otworzyć flaszki, gdy usłyszeli, że w środku coś się dzieje. Nie myśląc ani chwili weszli i zobaczyli, że pół remizy bije Prosiaczka, nawet Fiwe przestali śpiewać i dopingują miejscowych.
- Co się tu do kurwy nędzy dzieje WieśMaci? - ryknął Królik.
- Bijąąąą Beeeeekooooona - powiedziała wymalowana burakiem i popudrowana dynią wieśniara.
- Tak kurwa nie może być! - ryknął Tygrys.
Cała sala zamarła, a Tygrys poszedł bronić Prosiaczka. Po chwili słychać było tylko pękające szkło, jęki wieśniaków i śmiech Tygrysa, a reszta bohaterów wraz z Prosiaczkiem weszła na scenę, potrzaskała dresiarskie mordy zespołu Fiwe i zaczęła wynosić wódę z remizy. Tygrys gdy już został sam na parkiecie powiedział:
- Veni, Vidi, Vici WieśMaci - jeśli coś bedzie nie tak to zapraszam na rewanż w Stumilowym Lesie - i wyszedł trzaskając drzwiami, które się po chwili rozpierdoliły.
Cała ekipa poszła oblewać sukces do domku Puchatka, a Prosiaczek w drodze zaczął im opowiadać:
- ... i kiedy zacząłem pierdolić ich laski, podeszli i poprosili o kasę i zacząłem ich trzasakać po tych zasranych, dresiarskich mordach... A po chwili ruszyła na mnie cała remiza, zdążyłem tylko pierdolnąć w ryj jednego Fajfofca...
Słuchając takich opowieści cała ekipa zmierzała spokojnie do domu. Wszyscy myśleli, że to już koniec dzisiejszych przygód, ale nie docenili możliwości Prosiaczka...
W Stumilowym Lesie czekała ich niespodzianka. Właśnie jechał patrol policji i Prosiaczek postanowił pokazać Tygryskowi, jaki w remizie był dzielny. Wziął kamień i pierdolnął w przejeżdżający radiowóz, jednemu glinie rozpierdolił łeb na miejscu, ale kolejnych trzech wyskoszczyło i zaczęło biec ku naszym bohaterom.
- No to teraz mamy przesrane na amen - pomyślał Królik, który jako namiętny widz serialii "07 zgłoś się" i "Ekstradycja" myślał, że nasza policja jest silna, zwarta i gotowa.
Na szczęście pierwszy z policjantów nawet nie zdążył dobiec do grupy, bo wypierdolił się o kamień na (nie)szczęście tak niefortunnie, że odstrzelił sobie łeb z shotguna 20mm. Jego kapitel ciała poszybował w powietrze, wykonał obrót, spadł na ziemię i potoczył się u jego stóp. Drugi policjant wyciągnął giwerę i zaczął strzelać w biegu do Tygryska, jednakże trafił w swojego kumpla. W ten sposób na placu boju pozostał tylko jeden przeciwnik, kórego Prosiaczek wykończył kopnięciem z pół obrotu, którego nauczył się w filmie "Kikcboxer", potem podszedł do ciała i rzucił przez zaciśnięte zęby:
- Astalavista, baby.
By uczcić udaną walkę kumple odbili półlitrówkę, którą zaczęli rozpracowywać w drodze do domu, w międzyczasie robiąc Prosiaczkowi uwagi typu:
- Jak będziesz chciał dupczyć to mi powiedz - rzekł Tygrys.
- Albo mi, Puchatek cię zawsze wysłucha brachu!
- Tak, kurwa, tacy z was qmple, jak wy chcecie dupić to: "Prosiaczku skocz po Kangurzycę, prosiiiimyyyy", a jak ja chcę to qrwa wam co innego w głowie - wymamrotał Prosiaczek i wypił ostatni kieliszek...







Był piękny czerwcowy poranek, słonko radośnie przygrzewało, a powietrze wypełniał słodki ptasi trel. Puchatek zaczynał właśnie dochodzić do siebie po imprezie jaką wyprawił z okazji swoich urodzin.
- Co ja kurwa robię w wannie? - pomyślał Kubuś i bezskutecznie usiłował przypomnieć sobie w jaki sposób się w niej znalazł. Postanowił sprawdzić co z kumplami. Z trudem wygramolił się ze swojego legowiska i omijając wymiociny dotarł do drzwi łazienki. Obraz jaki ukazał się jego zapuchniętym oczom przeszedł najśmielsze oczekiwania.
- Cholera to musiała być świetna impreza, szkoda że nic nie pamiętam - pomyślał Puchatek.
Na środku pokoju obejmując pustą butelkę po winie i przykryty drabiną spał Tygrysek. Ubrany w kask motocyklowy Prosiaczek leżał z głową w rozbitym telewizorze, a nieprzytomny Króliczek co i raz z głuchym bulgotem rzygał przez sen na łóżko Puchatka. Kłapouchy również nie prezentował się najlepiej, co prawda siedział przy stole a z pyska sterczał mu dymiący papieros, jednak jego wzrok zdradzał poważne zakłócenia kontaktu ze światem.
- Czołem Kłapouchy - wypalił Kubuś
- ...sssichoo...uuurrrwaa - odrzekł Kłapouchy i pokazał mu fucka, co w tej sytuacji znaczyło mniej-więcej "odpierdol się, ale zrób to po cichu".
Puchatek pojął aluzję i w tej samej chwili uświadomił sobie, że zarówno on jak i jego goście potrzebują klina. Popędził więc przez las, biegnąc najszybciej jak potrafił, o ile oczywiście ciężki trucht skacowanego misia można nazwać biegiem. Cel był oczywisty: domek Babyjagi - Alkohole świata.
- W morde jebane, coś tu nie gra - stwierdził gdy spocony dotarł na miejsce i zobaczył, że konstrukcja domku Abrakadabrahokuspokuskonstantynopolitańczykowiane czkitrzy potocznie zwanej chujem uległa solidnemu naruszeniu. Cała chatka była mocno przekrzywiona na kurzej nóżce, na progu leżał zerwany szyld a drzwi poniewierały się kilka metrów dalej. Mimo to Puchatek uznając, że porządki w obejściu Babyjagi to nie jego sprawa wpadł do środka i wrzasnął do siedzącej w kącie postaci:
- Jeden Herakles na miejscu i osiem z zastawem, gazem kurwa!
- Nie mam wina, wszystko zabrała mafia z Bagiennej Polany - odrzekła Babajaga, a Puchatkowi pociemniało w oczach.
- Jaka kurwa mafia, co ty pierdolisz?! - pienił się Kubuś.
- Rumuńska mafia. Nie chciałam zapłacić im haraczu więc przyszli tu wczoraj, spuścili mi wpierdol, zdemolowali wszystko i zabrali aparaturę do produkcji Heraklesa. Nie będzie wina - łkała Babajaga.
- Jak to nie będzie wina?! Kurwa, musisz coś jeszcze mieć, robiłem wczoraj urodziny, chłopaki są na kacu, jak nie przyniosę klina, to rozpierdolą pół lasu - darł się zdesperowany Puchatek.
- Ok Kubusiu, weź to - ostatnia butelka, chowałam na czarną godzinę, ale ty jesteś stałym klientem - rzekła Babajaga podając misiowi Heraklesa.
- Jedno wino na pięciu!!! Jebani Rumuni już nie żyjecie!!! - zaklinał się Kubuś
- Puchatku, jeśli uda wam się odzyskać moją aparaturę, przez miesiąc będziecie mogli pić Heraklesa za darmo - namawiała Babajaga
- Masz to jak w banku, dej ar ded! - zawieśniaczył Kubuś i pobiegł do domu unosząc ze sobą ostatnią flaszkę wina w całym lesie.
Kiedy dotarł na miejsce Tygrysek, Króliczek, Prosiaczek i Kłapouchy zdołali już z grubsza oprzytomnieć i powitali go gorąco.
- Dawaj! - krzyknął Tygrysek i rzucił się na butelkę.
- Zostaw, to dla wszystkich - bronił jabola miś.
- Przyniosłeś tylko jedno wino? Ochujałeś, czy jeszcze nie wytrzeźwiałeś - pytał Kłapouchy.
- Odjebało mu, odjebało mu - lamentował Króliczek.
- To nie moja wina, to przez Rumunów. Zajebali Babiejadze aparaturę do produkcji Heraklesa, to jedyna flaszka wina w całej okolicy. Abrakadabra... obiecała, że jeśli im dopierdolimy, będziemy przez miesiąc pić Heraklesa za darmo - tłumaczył Kubuś
- Powoli, powoli, rozwalmy może najpierw te flachę, bo łeb mam jak ze szkła - nalegał Tygrysek. Po sprawiedliwym rozdzieleniu zawartości butelki i zebraniu broni nasi bohaterowie w bardzo złych humorach i z nieodpartą chęcią rozwalenia komuś łba ruszyli w kierunku Bagiennej Polany. Gdy dotarli na miejsce ich oczom ukazał się malowniczy widok osiedla domków z dykty, tektury i blachy falistej. Grube baby gotowały coś na ognisku, a dzieci trenowały "grę" na akordeonach. Kilku mężczyzn o wyglądzie alfonsów, ubranych w pedalskie kapelusiki grało w karty i popijało wino.
- Nasz Herakles, ci pokurwieńcy piją nasze wino - pieklił się Prosiaczek.
- Kil em ol - wieśniaczył Tygrysek.
- Cicho, Kłapouchy, jaki masz plan? - zapytał Króliczek.
- Normalny. Zapierdolić ich wszystkich!!!
Poranną sielankę przerwała Rumunom seria z uzi Prosiaczka i grzmot obrzyna Kłapouchego, po czym cała brygada uzbrojona w kije i łańcuchy rzuciła się na obozowisko Rumunów.
- Bij zabij, za Heraklesa - darł się jak opętany Puchatek wywijając łańcuchem.
- Śmierć i płacz za wino przelane - bzdurzył Tygrysek
Nagły atak zaskoczył Rumunów, ale nie na długo. Szybko ochłonęli i chwycili za bejzbole. Brygada poszła w rozsypkę. Kłapouchy widząc nadbiegających wrogów wyjebał z obrzyna, pozbawiając dwu z nich głów, nie zdążył jednak załadować i widząc, że brudasy są zbyt blisko rzucił się na nich z zębami. Prosiaczek pruł z uzi długimi seriami, ale rumuni byli jak szarańcza, wciąż było ich pełno.
- Kurwa ostatni magazynek - pomyślał Prosiaczek i widząc jak Puchatek bierze harmonią po łbie, Króliczek pada pod ciosem flaszki a Tygrysek próbuje odciągnąć kilku brudasów od Kłapouchego, który gryzł i kopał jak wściekły, stwierdził, że sprawy przybrały zły obrót i zadecydował:
- Panowie spierdalamy!
Nie bez trudu nasza brygada oderwała się od Rumunów i potężnie poobijana rzuciła się w kierunku lasu. Nagle za nimi rozległ się huk a Prosiaczek zatoczył się, kwiknął i upadł w trawę. W ferworze walki Kłapouchy zgubił swojego obrzyna, a Rumuni nie zawahali się go użyć.
- Bierzmy go i do pana sowy - krzyknął Kłapouchy
- Zajebię brudasów, zajebię, zajebię - darł się kilka minut później Prosiaczek, gdy Pan Sowa wydłubywał mu z dupy śruciny.
- Wy debile... - próbował zaznaczyć swą wyższość intelektualną Pan Sowa.
- Zamknij dziób i rób swoje jebany puchaczu - przerwał mu Kubuś.
- Przegięli pałę klocki - orzekł Króliczek przykładając sobie worek z lodem na czoło.
- Racja, potrzebne będą bardziej stanowcze środki - stwierdził Kłapouchy.
- No to jedziemy na Stadion - zaproponował Tgrysek.
Kilka godzin później, już po opatrzeniu guzów, ran i siniaków nasi bohaterowie byli już na Stadionie i krążyli w poszukiwaniu znajomego Rosjanina od którego swego czasu kupili spirytus.
- Wania, kałasz u tiebia jest? - zaczął jak zwykle bezpośrednio Puchatek.
- Oruże? Da jest - odrzekł Ruski
- Pakażi - rzucił Kłapouchy
- Haroszaja maszina, granatnik jest, pan bieri, bieri, promocjia, wiadro patronow gratis - namawiał kacap pokazując AK-47 z podwieszanym granatnikiem 40mm.
- Skolko? - zapytał Kubuś
- Dwiesti zielienych - odrzekł Wania
- Bierim tri - uciął sprawę Puchatek
- Przecież jest nas czterech - zauważył Tygrysek
- Tak ale dla Króliczka kałasz jest za ciężki, pożyczy uzi od Prosiaczka - wyjaśnił Kubuś.
Jakiś czas później Tygrysek, Kłapouchy, Puchatek i Króliczek wracali do lasu obciążeni bronią i wiadrami z amunicją.
- Teraz im wpierdolimy - ekscytował się Króliczek
- Zrobimy madafakerom sądny dzień - wieśniaczył Tygrysek
- Szkoda tylko, żę musiałem na ten cel poświęcić prezent urodzinowy od was chłopaki. Kurwa, dwieście pornosów "Człowiek o żelaznej", "Munrejper", "Sperminator", tyle fajnych tytułów, jebany kacap zrobi na tym majątek, a ja nawet nie zdążyłem obejrzeć - klął Kubuś.
- Chodźmy zajrzeć do Prosiaczka - rzucił Kłapouchy.
Prosiaczek czuł się fatalnie. Nie dość że dupa napuchła mu do gigantycznych rozmiarów i bolała nieznośnie, to na dodatek był krańcowo trzeźwy.
Kłapouchy przystąpił do układania planu taktycznego:
- Zrobimy tak: o świcie zaczaimy się na skraju lasu i rozwalimy tę pieprzoną wiochę. Tygrysek i Króliczek bierzecie lewe skrzydło, Puchatek prawe, a ja środek. Strzelajcie do wszystkiego co się rusza, nie brać jeńców, niech nie zostanie kamień na kamieniu.
- Oł kej - przytaknął z wieśniacki akcentem Tygrysek
Noc, która dzieliła naszych bohaterów od ataku na koczowisku Rumunów okazała się najdłuższa w ich życiu. Nie było kompletnie nic do wypicia, w dodatku zaplanowane przez Kłapouchego pokaz filmów instruktażowych: "Pluton", "Rok w piekle" i "Czas apokalipsy" nie wypalił, bo wideo Prosiaczka było zepsute. Niestety od czasu którejś z imprez gdy Puchatek pomylił je z mikrofalówką i wepchnął do środka zapiekankę nie działało.
Było jeszcze ciemno, niebo ledwie różowiło się na wschodzie, gdy Puchatek, Kłapouchy, Królik i Tygrysek zaczaili się w krzakach na skraju Bagiennej Polany.
- Czas na was brudasy - Puchatek zarepetował kałasza.
Wysmarowany na czarno sadzą, z czerwoną opaską na czole Kłapouchy pośpiewywał:
,,You know the day destroys the night, night divines the day
Try to run, try to hide, Break on through to the other side..."
- Z głębi ran, z haszczy i nor zemsty nadszedł czas i przemoc. Ogień wolno gasł, już życie śpi, czekam aż jęknie wielki dzwon. Cienie skrzydlatych węży - przyszliśmy! - od rzeczy pieprzył naćpany Tygrysek.
Rumuni tymczasem spali spokojnie, nie przeczuwając nadchodzącej masakry. Jeden z nich wypełzł z pudła, chwiejnym krokiem podszedł w kierunku lasu, kucnął niedaleko Króliczka i zaczął się wypróżniać.
- Tego już za wiele, nie będzie mi skurwiel dupy pokazywał - stwierdził Króliczek i pociągnął za spust. Długa seria pozbawiła rumuna nerek, przyrodzenia i życia. Na koczowisko spadł grad kul:
Pociski bez trudu dziurawiły dyktę, tekturę i blachę. Cała czwórka strzelał przez 20 minut, siejąc śmierć i zniszczenie oraz zużywając 17 kilo amunicji.
- Panowie, czas na wykończenie roboty, naprzód! - wrzasnął Kłapouchy.
Puchatek, Kłapouchy, Królik i Tygrysek wpadli do obozowiska.
- DOOM! - ryknął Kłapouchy i jednym strzałem z granatnika zamienił karton po bananach, akordeon, Rumuna i pluszowego misia w trociny. Tygrysek dobił kolbą pełzającego Rumuna a Króliczek wygarnął do innego, który chciał uciekać. Trafił w nogi. Kubuś podszedł do rannego brudasa i przystawił mu lufę do czoła.
- Za co? Za co? - darł się przerażony Rumun, patrząc błagalnie w przekrwione oczy misia.
- ZA PROSIACZKA! - beznamiętnie wycedził Puchatek i pociągnął za spust.
Kiedy już wszyscy Rumuni udali się do krainy wiecznych żebrów, a nasi bohaterowie unosząc odzyskaną aparaturę do wyrobu wina, worek wyżebranych przez rumunów monet i trzy cudem ocalałe butelki Heraklesa szli w kierunku lasu, na polanę wjechał na rowerze gajowy i rzeczowo stwierdził:
- O kurwa!
Zlustrował polanę, która przypominała raczej wysypisko organów niż spokojny leśny zakątek. Nie mogąc wyjść ze zdziwienia zapytał:
- Panowie, co wy tu kurwa robicie?
- Co się gapisz, nas tu kurwa nie było! Spierdalaj pukiś cały - ostrzegał Tygrysek otwierając wino.
Leśniczy jednak nie słyszał, albo był głupi i nie chciał słyszeć:
- Panowie, tak nie można! Co wyście narobili! Przecież tu turyści z Niemiec mieli przyjechać na polowanie, zapłacili by markami, a wy zajebaliście wszystkich bez pardonu i nawet zarobku z tego nie będzie - lamętował gajowy.
Tego było już za wiele jak dla Kłapouchego, krótka seria definitywnie zakończyła konwersację i karierę leśniczego.
- Wyrwałem chwasta - podsumował osioł.
Dwa dni później nasi bohaterowie siedzieli przed domkiem Prosiaczka i raczyli się najnowszym, darmowym produktem Babyjagi: Herakles - Liberator Special Płońsk Aperitif.
- Zajebiście, miesiąc picia za darmo - ekscytował się Prosiaczek.
- I jeszcze drugi za tę kasę z worka zdobytego na rumunach, będzie tego ze 30 kilo, szkoda tylko, że najwyższy nominał to 50 groszy - dywagował podpity Tygrysek.
- Widzieliście jak zajebałem tego srającego Rumuna - chwalił się Króliczek.
- Odpuść, słuchaliśmy tego ze dwanaście razy - nalegał Prosiaczek.
- Ale widzieliście jak go zajebałem...
- Królik skończ! - prosił Kłapouch
- Ale widzieliście...
- Pij, nie pierdol! - ryknął Puchatek
I w ten oto sposób, na tak zajmującej czynności jak chlanie jabola naszej brygadzie mijały kolejne, błogie dni.
imported_Sebol jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 13-11-05, 00:45   #10 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Jul 2005
Skąd: Poznan/Cork
Postów: 517
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Wstawał kolejny piękny poranek. Przez smugi alkoholowego odoru unoszącego się nad domkiem Puchatka przebijało się leniwie słoneczko. Kubusia obudziło natarczywe darcie się kukułki:
- Ku-ku, ku-ku, ku-ku.
- Ku-kurwa, czy to cholerne ptaszysko nie zamknie wreszcie dzioba?
Puchatek wstał aby odcedzić kartofelki. W tym celu udał się w głąb lasu. Rozpiął rozporek i zaczął szukać swojego małego... I szukał by tak dalej gdyby nie fakt, że nagle w całym lesie rozległ się ogromny huk kiedy to na domek Puchatka coś spadło...
- O kurwa jego mać co to jest???
Puchatek wyszedł z lasu i ujrzał przed swoim domkiem ogromny samolot z napisem WINO HERAKLES - CLASSIC PŁOŃSK APERITIF. Zajrzał do środka i...
- Ja pierdolę co to...
Wewnątrz leżało dwóch pedalskich pilotów najebanych jak bela. W tym samym czasie przybiegł Kłapouchy i wbiegł do samolotu.
- Co to jest... - jęknął Kłapouchy - zajebiście...
I pobiegł do luku bagażowego. Wewnątrz znajdowały się dziesiątki kartonów z winem HERAKLES.
- Ja pierdolę, co to jest, cud czy kurwa Boże Narodzenie...
- Co ty, jebło cię coś w pustą czachę. Święta w marcu... to jest jebany cud - wystękał Puchatek nie będąc samemu pewnym co to jest.
Nagle któryś z pilotów zaczął się budzić.
- Co teraz - zapytał Puchatek.
- Jebnij go młotkiem w łeb, niech śpi.
Puchatek nie mogąc znaleźć młotka wziął siekierę i przeżegnał budzącego się pilota w łeb. Jego mózg rozprysnął się na szybie.
- O kurwa, ale zajebiście...
Słysząc stęk drugiego z nich wziął zamach i przyjebał i w jego czachę.
- Zajebany skurwiel, kto kazał mu się budzić - wykrzyczał z fascynacją Puchatek.
W tym czasie Kłapouchy wynosił kartony pełne butelek z winem HERAKLES. Gdy już wszystkie znalazły się na zewnątrz Puchatek w mgnieniu oka pobiegł po swoich przyjaciół, którzy leżeli niczym gówna w stogu siana...
- Wsta...wać
Na tę komendę Tygrysek z Prosiaczkiem zaczęli się budzić.
- Wstawać - tym razem pewnie powtórzył Puchatek.
- Co, pojebało cię, czy może cię mama nie kocha? Kto tak wcześnie wstaje?
- Nikt, chyba że na jego dom spada samolot pełen wina HERACLES - powiedział Puchatek i kazał kumplom iść do jego domku, a sam pobiegł przodem.
Gdy zjawiła się reszta brygady Puchatek i Kłapouchy mieli już fazę.
- Witam was koledzy... bierzcie i pijcie, oto wino moje, a raczej tych skurwysynów, którzy zjebali się na mój ogródek.
Nie słuchając nawet tego marudzenia Prosiaczek zabrał się za otwieranie wina.
- Nie ma to jak wino za 3.40
- A co, kurwa, masz problem - zaczął się buntować Kłapouchy, który był już po 2,5 litrach tego trunku, a co się z tym wiązało jego język plątał się coraz bardziej z minuty na minutę - Jak tak to się pierdziel.
Królik przechodząc tamtędy ujrzał wrak samolotu i postanowił podejść bliżej.
- Co tu się stało?!
- Nic, wezwałem przez radio samolot i poprosiłem o wino... heheheh... i przynieśli...
- Tylko nie potrafili zaparkować, co?
- Nie pytaj, tylko pij - odpowiedział Prosiaczek, który kończył pierwszą butelkę.
Kłapouchy nie panując nad swoim zachowaniem zaczął rozbijać butelki o samolot. Widząc to Puchatek wziął jedną z nich i wyjebał Kłapouchemu w głowę...
- Jebany skunks będzie marnował moje winko.
Prosiaczek, który był znany ze słabej głowy do picia i po jednej butelce wina zazwyczaj wariował wziął jedną butelkę i rzucił w kierunku Kłapouchego.
- Co on sobie myśli, że wino spada z nieba... a zresztą... no przecież... spada...
Prosiaczek wstał i udał się w na chwiejnych nogach w kierunku Kłapouchego.
- Przepraszam cię za tą fatalną pomyłkę... myślałem...
- CO? ty myślisz?! - skomentował Królik
- No a co... masz coś do mojego myślenia???
- Nic do niego nie mam ... bo go nie ma... hahahaha
Prosiaczek wziął butelkę i już miał rzucić, ale żal mu było wina.
W tem na horyzoncie pojawił się Krzyś.
- O pipa idzie - dojrzał jednym okiem Królik, który palił marychę i popijał winem.
- Witam was moi mili...
- Hehehehehe - rozległ się ogólny śmiech.
- No co, ja tylko się przywitałem.
- Nic się nie stało moja droga... podejdź no tu do mnie, to ci coś pokażę - powiedział Prosiaczek i otworzył nową butelkę wina.
- Nie chcę, mama zawsze mówiła, że alkohol zabija...
- Ja kurwa piję i żyję, a ty mi się tu stawiasz!
Prosiaczek rzucił się na Krzysia i zaczął mu wlewać do ust wino.
- Nie chcę, to jest alkohol, a on przecież zabija - zaczął się wymądrzać mały mądrala.
- Nie, to jest tylko wino bezalkoholowe... przecież my nie jesteśmy tacy głupi żeby cię upijać... no nie chłopaki?... hehehe!!!
- Hehehe hahaha - wybuchnął ogólny śmiech.
- No chyba że tak... ale.. ale nie śmiejcie się - Krzyś zaczął sączyć wino z butelki.
- Co, dobre? - zapytał Królik, który wyrzygał jedną partię tego napoju i zabierał się za następną.
- Bardzo, jeszcze nigdy nie piłem takiej dziwnej oranżady... bo to przecież oranżada, nie?
Nastąpiła ogólna cisza, której nic nie było w stanie przerwać, no chyba że przeraźliwy śmiech, którym wybuchnęli wszyscy oprócz Krzysia i Kłapouchego, który w dalszym ciągu był nieprzytomny po ciosie z butelki.
- Zobaczcie, Kłapouchy w dalszym ciągu śpi, co mu jest - zapytał Puchatek, który zaniepokoił się nieobecnością duchową Kłapcia.
- Nie wiem, może był bardzo śpiący, co? - odpowiedział Krzyś, który usłyszał pytanie - proponowałbym aby zadzwonić do lekarza...
- Zamknij się, ty pipo - krzyknął Puchatek - może by zadzwonić po lekarza... Sowę - i w tym momencie wyciągną komórkę - 0700 111 111... Halo pan Sowa...
- Jeśli chcesz spędzić ze mną upojny wieczór poczekaj aż podejdę do telefonu...
- Rozłącz się, ty kurwo, ja chcę gadać z Sową...
- ...ta noc jest nasza i nikt nam jej nie...
- Dupp!!! Kurwa... - i w tym momencie rozwalił telefon - napierdala o jakimś seksie, a ja chcę Pana Sowę.
- Morze weźmiesz Krzysia, hahahaha - zaproponował ironicznie Prosiaczek.
Puchatek na myśl o seksie z pedałem puścił pawia i obrzygał Krzysia.
- Fuj, ja jestem brudny... beeeeełaaaaaa... moja nowa koszula.
- Zamknij się cioto, ty jesteś obrzygany, a ja do chuja jego mać znowu jestem trzeźwy.
I w tym momencie ogromny kopniak rozzłoszczonego Puchatka wylądował na dupsku Krzysia, który przeleciał parę metrów i wpadł do dziury gdzie spływały wszystkie leśne gówna.
- Pierdolił go pies ja sobie z tym poradzę i zaraz znowu się urżnę, ale on z tymi gównami nie poradzi sobie przez następny miesiąc.
W tym czasie znudzony Tygrys zaczął napierdalać coctailami mołotowa w kukułki siedzące na pobliskich drzewach.
O Kłapouchym przypomniał sobie Prosiaczek:
- Pobiegnę po pana Sowę.
- Nie musisz - zauważył Królik - Tygrysek właśnie trafił go coctailem mołotowa.
- Ja pierdolę, coś ty kurwa Tygrys zrobił - darł się Pan Sowa - moje skrzydła, moje pióra.
Na pomoc Sowie pobiegł Puchatek i zaczął oblewać poszkodowanego winem.
- Zgaś się skurwysynu ja mam coś innego do roboty niż polewanie cię winem... co??? WINO - nagle Puchatek przerwał polewanie i zaczął sączyć wino a raczej to co z niego pozostało.
W tym czasie Sowa zaczął dochodzić do siebie.
- Witam moje niemądre istoty - pan Sowa znowu pokazał swoją wyższość intelektualną i umysłową - kto tu zaparkował tym samolotem, a raczej tym wrakiem?
- Co cię to, kurwa, obchodzi! Lepiej zamknij się i zajmij się Kłapouchym, bo uderzył się w pustą głowę...
- Co, sam się uderzył... a może wziął butelkę i walnął się w łeb, co?
- O, właśnie było dokładnie tak...
Pan Sowa obejrzał poszkodowanego i uznał, że Kłapouchy ma wstrząs mózgu oraz amnezję.
- Czy to znaczy, że jak się obudzi nic nie będzie pamiętał?
- Tak, właśnie tak... a ty co taki mądry - zauważył Sowa
- A no, ogląda się te jebane brazylijskie tasiemce.
Sowa sączył butelkę wina i wzbijał się w powietrze. Rozpędził się i z całej siły przypierdolił w najbliższe drzewo.
- Kto tu kurwa postawił to jebane drzewo...
- OK, teraz wreszcie będzie spokój - stwierdził uradowany Tygrysek, który nie spostrzegł iż obok niego leżał zapalony koktajl mołotowa.
- ŁAAAAAAAA - i w tym momencie rozległ się ogromny huk, podczas którego Tygrys szybował pośród chmur.
- Ale odlot - zawołał Puchatek - albo za dużo już wypiłem - co było faktem - albo Tygrysy od dzisiaj latają!!!
- "...chciałbym latać z góry patrzeć latać, po głowach wszystkim skakać..." - śpiewał nafaszerowany alkoholem Puchatek, który mógł iść spokojnie poszukać swojego małego peniska i odcedzić spleśniałe jajca...
Gdy wrócił z lasu zaczął nadrabiać stracone podczas wyczyszczenia organizmu butelki z winem i ani się obejrzał jak przed jego oczami zapadła ciemność. I wszyscy uczestnicy alkoholowej libacji spali jak zabici...


Nastała jesień. Warunki pogodowe wymusiły zakończenie picia w systemie łąkowo-leśnym. Nasi bohaterowie urządzali więc popijawy w nowym domku Królika, który otrzymał w akcji "Buduj z Gazetą Wyborową". Tego dnia pierwszy obudził się Tygrysek.
- Kurwa, ale mnie łeb... zajęczał i kopniakiem obudził Prosiaczka.
- Co jest matkojebco, w mordę chcesz? uprzejmie przywitał się Prosiaczek.
- Taa, a drugiego do ręki - warknął Tygrysek.
- Ciszej, zasrańcy - jęknął Puchatek - kto mnie tak kurwa zarzygał!?
Wykwintną konwersację przerwał im warkot silnika i dźwięk klaksonu.
- Kogto terra daiabli przyniesły? - zabełkotał Królik.
Zaciekawiona brygada wyległa przed domek. Zobaczyli chwiejnie wysiadające z czarnej limuzyny Faceta W Niebieskiej Koszuli.
- Przepraszam, czy to Las Katyński? spytał się Prezes Wszystkich Polaków.
- Nie, kurwa, Stumilowy - warknął Kłapouchy
- Bo ja właśnie jadę na obchody, i trochę wczoraj wypiliśmy, i się tego... wzruszyłem, i nie możemy teraz znaleźć drogi - pieprzył bez związku Prezes Wszystkich Polaków. Macie coś do picia?
- O! Olek, Olek! Z chujami discopolowcami nie pijemy - prosto z mostu jebnął Puchatek.
- Panowie, kurwa, grzeczniej - zdenerwował się Prezes Wszystkich Polaków - jak moi chłopcy z Biura Ochrony (Nie)rządu wam przypierdolą z bazook to inaczej będziecie gadać! I nawet uzi Prosiaczka wam nie pomoże! Więc co macie do picia?
- Tylko tanie wina podróba "BYX", bo się "BYK" w jebanym sklepiku skończył - powiedział Tygrysek.
- Dobra, ujdzie - ucieszył się Prezes Wszystkich Polaków - idziemy do środka
Po paru winach Prezes Wszystkich Polaków wyciągnął Sowieckoje Szampanskoje.
- To jeszcze ze starych dobrych czasów, gdy Linda grywał opozycjonistów, a nie ubeków, wtedy sie piło, sie jadło - rozmarzył się
- Stary, kurwa nie pierdol - nie wytrzymał Prosiaczek - lepiej wyślij bodygardów po wódę bo sie alkohol kończy
Po chwili przed uszczęśliwioną brygadą stała skrzynka wódy, a atmosfera zaczęła się ocieplać
- Mam dla ciebie zajebisty projekt, jak wygrać przyszłe wybory - odezwał się Prosiaczek - hasło "Kwas dla mas", a do każdej ulotki dodaj kartonik z LSD, jak cały kraj będzie na tripie bez trudu im wmówisz żeby nasrali sobie na głowę... chciałem powiedzieć: głosowali na ciebie.
- Kochany, biorę cię na szefa mojej kancelarii - stwierdził mocno napruty Prezes Wszystkich Polaków. W tym momencie otrzeźwił go mocny cios wałkiem w głowę.
- Cześć Jolka, moja ty pizdoleńko - ucieszył się Prezes Wszystkich Polaków
- Co ty sobie kurwa chuju wyobrażasz - przywitała go żona - szukają cię wszystkie jebane służby, a ty pijesz z jakimiś zasranymi świniami!
- Nie ze świniami, tylko Prosiaczkami - stanął w obronie przyjaciela Puchatek
- A ty sie zafajdańcu nie wcinaj, bo z misia się zmienisz w niedźwiedzia... syberyjskiego! My jeszcze mamy swoje kontakty! - wydarła się Jolka.
- SIAT-DA-FAK-AP! - Wkurwił się Kłapouchy - Wypierdalać stąd oboje! Od rana łeb mi pęka a wy się drzecie jak by was ktoś ruchał od tyłu! To jest las - jebany rezerwat kurewskiej przyrody! Tu ma być kurwa CISZA!!!
Echo jego krzyku goniło limuzynę z uciekającą w popłochu Pierwszą Parą.
- I z nimi mamy wybrać przyszłość?! - Nie mógł się tylko nadziwić Królik.
Najrozsądniej do sprawy podszedł Puchatek.
- Panowie, strasznie mam ochotę podupczyć - stwierdził.
- W sumie ja też - ożywił się Tygrysek.
- I ja! I ja! - strasznie podniecił się Prosiaczek.
Ponieważ reszta brygady też chciała, przystąpiono do obmyślania planu, przy okazji dalej rozpijając zawartość skrzynki.
- W sumie zawsze pod ręką mamy Kangurzycę, tylko że ona daje wyłączne od tyłu, bo w torbie nosi Maleństwo - rozpoczął Królik, wypowiedź kończąc artystycznym czknięciem
- Maleństwo można podrzucić pod opiekę Panu Sowie - stwierdził z obleśnym uśmiechem Puchatek - co prawda to kawał skurwysyna, ale niech też ma trochę frajdy...
- ... a my w tym czasie porządnie wyruchamy mamuśkę - rozmarzył się Kłapouchy.
- Ale będzie balet! - podniecił się Prosiaczek, któremu już od dawna stała gigantyczna pała - mimo, że najmniejszy z całej brygady miał chuja w rozmiarze XXL, co napawało go kurewsko wielką dumą.
- Witajcie - drzwi się otworzyły i stanął w nich Krzyś - mimo wszystko przyszedłem was zaprosić na mszę żałobną za moją mamę
- Geje precz! - rzucił się na niego Tygrysek - Zresztą już mamy inne plany, idziemy wyruchać Kangurzycę.
- Tak nie można! - zbulwersował się Krzyś
- Nie bój, nie bój - pocieszył go Królik - jeśli twoja mamuśka jeszcze nie ostygła, to później do niej zajrzymy i ją wyobracamy. Mój chuj gardłem jej wyjdzie!
- A ja się jej spuszczę do oczodołów - dołączył się Kłapouchy.
- Zawsze marzyłem żeby przerżnąć dosłownie kobite w pół, teraz będę miał okazję - dorzucił swoje Tygrysek.
- Nawet nie będziesz jej musiał chować, bo nie będzie czego zakopywać!!! - krzyknął za uciekającym Krzysiem Prosiaczek.
- Kurwa, rozjebaliśmy pierdolony nadajnik Radia Maryja, a i tak pada - w drodze do Kangurzycy stwierdził ze smutkiem Kłapouchy
- Tak, ale za to w całym lesie nie trzeba będzie przybierać drzewek jak przyjdą gówniane Święta - i tak wszystkie po wybuchu atomówki świecą jak psu jaja - pocieszył go Prosiaczek zawijając swoją fujarę w płaszcz przeciwdeszczowy
- Komisję mi skurwysyny przysłali, budowlaną. Dom na działce będą mi rozbierać, czy aby na pewno z materiałów odpadowych... Faktur chcą! A kto kurwa tyle lat faktury trzyma?! - zawodził Królik, który swój domek postawił na dziko, bo z "chujami urzędasami rozmawiać nie będzie!"
- Wczoraj mówiłeś, że masz... delikatnie przypomniał mu Puchatek
- Puchatek! Ty się kurwa ode mnie odpierdol!!! wydarł się Królik
- Panowie, to są chyba jednak, kurwa, teksty z innej bajki - zaczął uspokajać ich Kłapouchy. Tak gawędząc doszli do slumsów, gdzie mieszkała Kangurzyca.
- O rzesz kurwa jej mać we wszystkie otwory jebana, nie ma jej! Zmartwił się Prosiaczek
- Jednak, normalnie, to zła kobieta była... Nie mógł się powstrzymać Kłapouchy
- Teraz temu chujowi z cytatami odjebało - wkurwił się Puchatek - no to co robimy?
- Pierdole to wszystko, idę coś zjeść - stwierdził z rezygnacją Królik - już mi się nawet jabola pić nie chce...
Zawiedzeni przyjaciele rozeszli się do domów, umawiając sie na wieczór do Puchatka. Ostatni dotarł Królik, był pijany jak zając.
- Brygada! Eureka! Odkryłem! Od dzisiaj będziemy pić PONCZ!
- Ocipiałeś!? A skąd my niby kurwa weźmiemy wazę i chochelkę żeby to rozlewać. I kto miałby za to płacić?! - zbulwersował się Prosiaczek
- Nie, nie, nie! Po trzykroć kurwa nie! Nie taki poncz! Będziemy pić nasz krajowy "Poncz - zaprawa do ciasta" ma to to 63 stopnie i kosztuje grosze! - nie mógł się uspokoić Królik
- A da się tą chujowiznę wogóle pić? - Kłapouchy był jak zwykle sceptyczny
- No, Baranowski, znaczy Bols, to nie jest, ale smaczniejsze od denaturatu - uspokoił go Królik - zresztą nie ma co pieprzyć po próżnicy - mam tu dla każdego po flaszeczce
Brygada niewiele myśląc przystąpiła do odbijania butelek z eliksirem
- Oby nam się...! - wzniósł toast Puchatek
- ...dobrze piło! - dokończył Prosiaczek
- Kurwa, ale kopie - stwierdził Kłapouchy - to jest zajebiste!
- A widzicie kurwa, a widzicie, jednak wam smakuje - Królik był z siebie zajebiście dumny
- Jeszcze Polska nie zginęła póki my pijemy! zakrzyknął Puchatek, który zaczął zbliżać się do połowy flachy. Ale dajcie mi now popite bo może być źle
- Tejk dis - zawieśniaczył Tygrysek podając mu piwo. Wszyscy bawili się zajebście nie wiedzieli jednak, że eliksir ma magiczne właściwości... Pierwszy złapał fazę Kłapouchy.
- Mogiła, cmentarz, destrukcja, upadek, ostateczny krach systemu korporacji - zaczął zawodzić
- Ja wolę masakrę, masakrę, masakrę - podśpiewywał Prosiaczek szalejąc z piłą mechaniczną po mieszkaniu
- Ja jestem pasażerem, wyrywam dermę z siedzeń - darł się Tygrysek rozpierdalając ostatnie ocalałe krzesło
- Prawy do lewego! - krzyknął Puchatek zarzygując siedzącego obok Królika, który nawet tego nie zauważył
- Niepokonany w dwudziestu ośmiu walkach, uwolniony z miasta Włocławka! - wykrzyknął Królik i usnął
- No to kurwa mamy zajebistą imprezę - padając pod stół ostatkiem sił wykrzyknął Prosiaczek. Wkrótce w jego ślady poszli Kłapouchy, Tygrysek i Puchatek.
Następnego dnia pierwszy ocknął się Kłapouchy, łypiąc jednym niezarzyganym okiem po pobojowisku. Prosiaczek ze zgniłym jabłkiem w ryjku leżał na stole, Puchatek puszczał na wielorybka kolejnego bełta zarzygując siebie oraz leżącego pod nim Królika, najlepiej prezentował się Tygrysek - co prawda miał drgawki, ale był prawie przytomny
- To co kurwa dziś pijemy? Spytał kontrolnie Tygrysek
- PONCZ KURWA PONCZ!!! - usłyszał poczwórny okrzyk
Wkrótce brygada wyruszyła na spotkanie nowych przygód, tu zupełnie niedaleko...






Wstawał kolejny wspaniały czerwcowy dzień... Radio Maryja zapowiadało tydzień upalnej, słonecznej pogody...
- W takim razie dlaczego kurwa twoja mać nad moim domem ciągle wisi jakaś jebana chmura i pada jebany deszcz... - darł się Tygrysek do słuchawki.
- Mój synu... My jesteśmy radiem katolickim, przenoszącym dobrą nowinę a nie stacją meteorologiczną. A tak w ogóle to nie klnij mój synu bo jesteś na wizji, tzn. na fonii i wszyscy cię słyszą... - odezwał się ksiądz prowadzący audycję w Radiu Maryja.
- W taki razie... Trzy słowa do księdza prowadzącego... "Chuj ci w dupę!" - wrzasnął Tygrysek i rzucił słuchawkę.
- Kiedyś rozwalę im tę chrześcijańską budę... Jebany kler... Krzyku trzeba mi... kiedy szept... bojaźliwie łka... - Tygrysek podśpiewując wyszedł przed domek.
- Pierdolę taką robotę... Ten jebany deszcz sprał mi prawie całe prążki... Idę na piwo... - już po chwili Tygrysek był pod budką z piwem gdzie leniwie sączyli złoty trunek Puchatek, Kłapouchy i Królik.
- Mam w dupie taką robotę - rzekł Królik.
- Cały czas pada. I nie zanosi się na rozpogodzenie... A do tego jeszcze jebane Radio Maryja ciągle ogłasza jaką tu mamy słoneczną pogodę... Nienawidzę tych skurwieli... - wycedził przez zęby.
- Fakt. Są upierdliwie wkurwiający... - dodał Puchatek.
- A może by tak ich rozjebać - jęknął głucho Kłapouch.
- To nie taki głupi pomysł, ale na razie poza deszczem i ich głupimi komentarzami nie mam motywacji... Może kiedy indziej... - rzekł Tygrysek i już miał odchodzić gdy nagle rozległ się krzyk Prosiaczka...
- Mam! Mam! Eureka! Mam! Veni, Vidi, Wiejusz! Odkryłem, znalazłem... Przewidziałem! - darł się Prosiaczek.
- I czegi się dżesz!- zapytał z wieśniackim akcentem Tygrysek.
- Bo znam wreszcie deszczową tajemnicę!!!- krzyczał podniecony Prosiaczek.
- Jaką tajemnicę ? - zapytał Kłapouchy.
- No, wiem dlaczego pada deszcz !
- To chyba każde dziecko wie - zauważył Puchatek.
- No kurwa, nie o to mnie chodzi ! Wim czymu deszcz pada akurat u nas ! To przez jebane Radio Maryja. A raczej przez ich stację nadawczo-odbiorczą w naszym lesie. Ona ma tam mały generator deszczu. Klechy wymyśliły, że można spuścić deszcz właśnie u nas i powiedzieć, że to kara boska! Trzeba rozjebać stację i wtedy deszcz przestanie padać! - podniecenie Prosiaczka sięgnęło zenitu.
- No to teraz mam motywację! Panowie! Zaczynamy akcję dywersyjną pod nazwą "Klecha" - krzyknął rozentuzjazmowany Tygrysek.
- Ja i Puchatek tworzymy grupę dywersyjno-sabotażową a Królik, Prosiaczek i Kłapouchy będą odwracać uwagę nieprzyjaciela.
- A co z Krzysiem ? - zapytał nieśmiało Prosiaczek.
- A co ma być? Kula w łeb i do ziemi - stwierdził Kłapouchy.
- Dość! Prosiaczek niech idzie na zwiady, a my tym czasem układamy plan. - rzekł stanowczo Tygrysek. Po chwili Prosiaczek był już na zwiadach a reszta brygady zaczęła układać plan.
- Ja proponuję rozciąć ogrodzenie i w ten sposób dostać się do środka - zaczął powoli Królik.
- Każdego napotkanego strażnika należy bestialsko mordować - dodał Kłapouchy.
- No to strażnikami zajmie się Kłapouchy. A jak rozwalimy urządzenia elektryczne? - zapytał Tygrysek.
- Gófer miał w swoich podziemiach kupę dynamitu! Z nim trzeba pogadać - zauważył Królik.
- Zapomniałem ci powiedzieć, ale kiedy byłeś naćpany to my zjedliśmy Gófera... Tak wyszło... - stwierdził z żalem Kłapouchy.
- Nawet nie chce mi się z wami dyskutować... Dobra, niech Puchatek skoczy do domku Gófera po parę lasek dynamitu a później skoczymy do Pana Sowy... On na pewno umie zrobić bombę! - stwierdził Królik.
- OK! To na razie! - i cała brygada rozeszła się w sobie tylko znanych kierunkach. Po paru godzinach wszyscy byli z powrotem.
- Macie dynamit? - zapytał Tygrysek.
- Momy!
- Co tam na zwiadach? - zapytał Tygrysek Prosiaczka.
- No więc. Mamy problem, bo nie ma ogrodzenia tylko jebany stalowy murek. Nie do przebicia nawet dynamajtem. Ale możemy wjechać do środka samochodem stojącym przed wejściem. A urządzenia elektryczne są standardowe tak więc nie będzie problemu z rozwałką - zakończył swą opowieść Prosiaczek.
- Dobra. Tera idziemy do Pana Sowy. On nam zrobi dajnamajt - zarządził Tygrysek i po chwili cała piątka była już u Pana Sowy.
- Te, Sowa. Zrób nam dajnamajt bomb. Bo Gófera ni ma w pobliżu - zagadnął z wieśniackim akcentem Puchatek.
- Nie umiecie zrobić DaBomb? Wy debile... Hehe - Pan Sowa po raz kolejny udowodnił swą wyższość umysłową.
- Siarap Sowa bo zaraz rozwalimy ci tę budę i będziesz def ! - zagroził Puchatek.
- Dobra, już dobrze... macie... - Pan Sowa szybkimi ruchami sklecił DaBomb i dał ją naszej dzielnej brygadzie.
- A co z nią chcecie zrobić, jeśli można zapytać?
- Nie można. A donieś coś policji to my już powiemy komu trzeba dlaczego zgłosiłeś się na ochotnika jako opiekun pierwszoklasistów z pobliskiej podstawówki. I jak im pokazałeś kamerę i jak oni w zamian pokazywali ci swoje ptaszki ty stary zboczeńcu.
- Dobra, dobra... macie i spierdalajcie! - i cała nasza dzielna brygada wyruszyła w stronę siedziby Radia Maryja. Kłapouch jak to zwykle w takich sytuacjach bywa zaczął śpiewać: "...If you christian and you know it cross yourself ! If you christian and you know it blow yourself. If you christian and you know it and you really want to show it. If you christian and you know it kill yourself".
- "... harvesting helpless christian spiryts..." - zamruczał głucho Puchatek.
- "hewenli fater is streczing his hand a beging prajing for mersy. Wi split off pis of holy flesz lyw łejting for anholy" - zamruczeli z wieśniackim akcentem wszyscy.
- Dobra! Zamknąć dzioby. Jesteśmy niedaleko bramy. A tak bajdełej to w jaki sposób chcesz wjechać tym samochodem??? - zapytał Puchatek.
- To proste - odparł Prosiaczek. - Kłapouchy zagada strażników a my porwiemy samochód... Kłapouchy co robisz???
- Piłuję - rzekł spokojnie Kłapouchy.
- To widzę, ale co piłujesz? - zapytał ponownie Prosiaczek.
- Robię sobie obrzyna. Piłuję lufę od mojej dwururki - odparł spokojnie Kłapouchy.
- Dobra... Okej... Ruszaj zagadać tamtych pacanów na stróżówce - rozkazał Tygrysek - My ruszamy zaraz za tobą.
Kłapouchy schował strzelbę w rękawie swojego prochowca i udał się w kierunku stróżówki. Po chwili był już obok samochodu. Była to wspaniała opancerzona limuzyna z przyciemnianymi szybami. Kłapouchy dyskretnie przemknął bokiem i powoli zbliżył się do wartownika...
- Hej madafaka ! - krzyknął. Strażnik odwrócił się na pięcie i w tym samym momencie wielka eksplozja przeniosła jego plecy parę metrów dalej od reszty ciała... - Nigdy nie byłem dobry w rozmowach z nieznajomymi...
- Chłopaki ! Idziemy... - wrzasnął Kłapouchy w kierunku Tygryska i innych. W tym momencie poczuł gaz-rurkę na swojej głowie. Uderzenie było tak silne, że Kłapouchy przeleciał parę metrów i uderzył w ogrodzenie. Gdy się odwrócił jego oczom ukazała się dziwna, mroczna postać. Było to skrzyżowanie Arnolda Szwarcenegera i Matki Teresy z Kalkuty.
- Ty mały skurwielu... - rzekła postać - teraz przeprowadzę ci trepanację czaszki... tym... - nie dokończyła jednak gdyż przewróciła się i z hukiem uderzyła o ziemię. Zza samochodu wyłonił się Prosiaczek z kijem bejzbolowym.
- Zapomniałem ci powiedzieć, że w samochodzie siedzi jakiś dryblas - rzekł spokojnie Prosiaczek.
- Dzięki - odparł Kłapouchy - pakujemy go do bagażnika... Pojeździ z nami na Popiełuszkę - rzucił Kłapouchy.
- Ładujemy się do bryki! - krzyknął Tygrysek - Puchatek z karabinem maszynowym na dach. Kłapouchy prowadzi, ja ... siedzę z tyłu. No ruszać się do kurwy nędzy! - Tygrysek skakał jak poparzony. Ruszyli. Tymczasem w domu na środku dziedzińca...
- ...Bardzo dziękujemy, że zechciał ojciec nas zaprosić na tę skromną kolację z 30 dań... - rzekła z uśmiechem mama Krzysia.
- Ależ to żaden problem... Pieniądze z tacy nie mogą się przecież zmarnować... - odparł z jeszcze większym uśmiechem ksiądz proboszcz.
- Ale przecież te pieniądze miały iść na biedne dzieci... - rzekł Krzyś.
- Nie gadaj... jedz - powiedziała mama wpychając mu do ust chochlę z kawiorem. Wtem wielki huk przerwał ciszę i do jadalni przez ścianę wtoczył się samochód z naszą dzielną brygadą.
- Daj ju fakin kristians ! - zawył Tygrysek i wywalił serię prosto w mamę Krzysia. 32 pociski dorobiły drugi uśmiech jej obliczu.
- DOOM! - wrzasnął Kłapouchy i rzucił się na księdza. Dzie jest radiostacja jebany klecho?!
- Tttaaamm zzza ro ro giem - odpowiedział ksiądz.
- Dzięki - odparł Kłapouchy i pociągnął za spust. Po chwili mózg księdza zdobił pobliską ścianę.
- Mam cię ty mały geju... - Prosiaczek wsadził lufę swojego buzi Krzysiowi prawie do gardła.
- Profe... ne fabijaj mnie - jęczał przerażony chłopak. Wtem otworzyły się drzwi.
- On jest nasz !
- ŁOWCY PIP??? Krzyknął zdziwiony Tygrysek.
- Właśnie dowiedzieliśmy się, że aby nasz przywódca DonVasyl(tm) mógł przeżyć musi zjeść serce geja. Krzyś jest nam potrzebny... Musimy go mieć - rzekł ósmy z nich.
- Okej, okej... jest wasz - Prosiaczek zawiedziony powoli wyciągnął lufę z jamy istnej Krzysia... - ale jeśli oni cię nie dopadną, ja cię znajdę... nawet u diabła w dupie... - Prosiaczkowi oczy zaszły krwią...
- Co tak śmierdzi??? - zapytał Kłapouchy.
- To tylko Krzyś się zesrał... - Puchatek był kurewsko bezpośredni.
- Dobra my go zabieramy a wy róbcie co chcecie - powiedział trzeci łowca pip.
- Noo. Spadamy na całego - rzekł piąty łowca pip, po czym obydwaj wzięli Krzysia i wybiegli z pokoju.
- Dobra. Kłapouchy bierz DaBomb i instaluj przy radiostacji... My tym czasem wywleczemy brykę z budynku i szykujemy się do odwrotu - Tygrysek doskonale czuł się w roli dowódcy.
- OK. - już po chwili cały budynek był zaminowany, a nasza brygada ruszyła z piskiem opon z dziedzińca. Po chwili potężna eksplozja rozdarła ciszę.
- No to mamy ich z głowy... zaraz przestanie padać... - rzekł z uśmiechem Puchatek.
- Pppppppannowie... mam pytanie... dlaczego zamiast ognia na horyzoncie widzę atomowy grzybek i goniącą nas falę uderzen... - nie dokończył jednak Prosiaczek, gdyż podmuch wyrzucił samochód 30 metrów w górę... Po paru minutach lotu samochód z impetem uderzył w domek Królika.
- Jak zwykle w mój domek - jak zwykle jęknął głucho Królik.
- Zamknij ten swój ryj i módl się aby ta bryka była zabezpieczona ołowiem bo inaczej będziemy świecić w nocy - wtem klapa bagażnika otworzyła się i wyskoczył z niej poznany wcześniej dryblas...
- Ja pierdolę... aleście kurwa nawywijali... no to oznacza wojnę... ja was... - nie dokończył jednak gdyż salwa z obrzyna Kłapouchego oderwała mu pół głowy.
- To za tamtą gaz-rurkę... - splunął Kłapouchy na ciepłe jeszcze zwłoki.
- Czy wy kurwa wiecie kto to był??? - zapytał przerażony Puchatek.
- Jakiś mocarny klecha - odparł spokojnie Prosiaczek.
- To był ojciec Tadeusz Rydzyk, założyciel Radia Maryja.
- Cóż... umarł król, niech żyje król... Zakopcie go w ogródku Królika i zapomnijmy o całej sprawie. Chyba zaczyna się przejaśniać - stwierdził z uśmiechem Tygrysek, po czym cała piątka zabrała się do kopania grobu...
- Mam pytanie... Dlaczego miałem wrażenie, że to był wybuch jądrowy ? - zapytał niepewnie Królik.
- Pewnie ten jebany Sowa pomylił dynamit ze wzbogaconym uranem ze swojej małej elektrowni... Dać debilowi marchewkę to się pokaleczy... - rzekł Tygrysek.




Wstawał kolejny wspaniały czerwcowy dzień... Radio Maryja zapowiadało tydzień upalnej, słonecznej pogody...
- W takim razie dlaczego kurwa twoja mać nad moim domem ciągle wisi jakaś jebana chmura i pada jebany deszcz... - darł się Tygrysek do słuchawki.
- Mój synu... My jesteśmy radiem katolickim, przenoszącym dobrą nowinę a nie stacją meteorologiczną. A tak w ogóle to nie klnij mój synu bo jesteś na wizji, tzn. na fonii i wszyscy cię słyszą... - odezwał się ksiądz prowadzący audycję w Radiu Maryja.
- W taki razie... Trzy słowa do księdza prowadzącego... "Chuj ci w dupę!" - wrzasnął Tygrysek i rzucił słuchawkę.
- Kiedyś rozwalę im tę chrześcijańską budę... Jebany kler... Krzyku trzeba mi... kiedy szept... bojaźliwie łka... - Tygrysek podśpiewując wyszedł przed domek.
- Pierdolę taką robotę... Ten jebany deszcz sprał mi prawie całe prążki... Idę na piwo... - już po chwili Tygrysek był pod budką z piwem gdzie leniwie sączyli złoty trunek Puchatek, Kłapouchy i Królik.
- Mam w dupie taką robotę - rzekł Królik.
- Cały czas pada. I nie zanosi się na rozpogodzenie... A do tego jeszcze jebane Radio Maryja ciągle ogłasza jaką tu mamy słoneczną pogodę... Nienawidzę tych skurwieli... - wycedził przez zęby.
- Fakt. Są upierdliwie wkurwiający... - dodał Puchatek.
- A może by tak ich rozjebać - jęknął głucho Kłapouch.
- To nie taki głupi pomysł, ale na razie poza deszczem i ich głupimi komentarzami nie mam motywacji... Może kiedy indziej... - rzekł Tygrysek i już miał odchodzić gdy nagle rozległ się krzyk Prosiaczka...
- Mam! Mam! Eureka! Mam! Veni, Vidi, Wiejusz! Odkryłem, znalazłem... Przewidziałem! - darł się Prosiaczek.
- I czegi się dżesz!- zapytał z wieśniackim akcentem Tygrysek.
- Bo znam wreszcie deszczową tajemnicę!!!- krzyczał podniecony Prosiaczek.
- Jaką tajemnicę ? - zapytał Kłapouchy.
- No, wiem dlaczego pada deszcz !
- To chyba każde dziecko wie - zauważył Puchatek.
- No kurwa, nie o to mnie chodzi ! Wim czymu deszcz pada akurat u nas ! To przez jebane Radio Maryja. A raczej przez ich stację nadawczo-odbiorczą w naszym lesie. Ona ma tam mały generator deszczu. Klechy wymyśliły, że można spuścić deszcz właśnie u nas i powiedzieć, że to kara boska! Trzeba rozjebać stację i wtedy deszcz przestanie padać! - podniecenie Prosiaczka sięgnęło zenitu.
- No to teraz mam motywację! Panowie! Zaczynamy akcję dywersyjną pod nazwą "Klecha" - krzyknął rozentuzjazmowany Tygrysek.
- Ja i Puchatek tworzymy grupę dywersyjno-sabotażową a Królik, Prosiaczek i Kłapouchy będą odwracać uwagę nieprzyjaciela.
- A co z Krzysiem ? - zapytał nieśmiało Prosiaczek.
- A co ma być? Kula w łeb i do ziemi - stwierdził Kłapouchy.
- Dość! Prosiaczek niech idzie na zwiady, a my tym czasem układamy plan. - rzekł stanowczo Tygrysek. Po chwili Prosiaczek był już na zwiadach a reszta brygady zaczęła układać plan.
- Ja proponuję rozciąć ogrodzenie i w ten sposób dostać się do środka - zaczął powoli Królik.
- Każdego napotkanego strażnika należy bestialsko mordować - dodał Kłapouchy.
- No to strażnikami zajmie się Kłapouchy. A jak rozwalimy urządzenia elektryczne? - zapytał Tygrysek.
- Gófer miał w swoich podziemiach kupę dynamitu! Z nim trzeba pogadać - zauważył Królik.
- Zapomniałem ci powiedzieć, ale kiedy byłeś naćpany to my zjedliśmy Gófera... Tak wyszło... - stwierdził z żalem Kłapouchy.
- Nawet nie chce mi się z wami dyskutować... Dobra, niech Puchatek skoczy do domku Gófera po parę lasek dynamitu a później skoczymy do Pana Sowy... On na pewno umie zrobić bombę! - stwierdził Królik.
- OK! To na razie! - i cała brygada rozeszła się w sobie tylko znanych kierunkach. Po paru godzinach wszyscy byli z powrotem.
- Macie dynamit? - zapytał Tygrysek.
- Momy!
- Co tam na zwiadach? - zapytał Tygrysek Prosiaczka.
- No więc. Mamy problem, bo nie ma ogrodzenia tylko jebany stalowy murek. Nie do przebicia nawet dynamajtem. Ale możemy wjechać do środka samochodem stojącym przed wejściem. A urządzenia elektryczne są standardowe tak więc nie będzie problemu z rozwałką - zakończył swą opowieść Prosiaczek.
- Dobra. Tera idziemy do Pana Sowy. On nam zrobi dajnamajt - zarządził Tygrysek i po chwili cała piątka była już u Pana Sowy.
- Te, Sowa. Zrób nam dajnamajt bomb. Bo Gófera ni ma w pobliżu - zagadnął z wieśniackim akcentem Puchatek.
- Nie umiecie zrobić DaBomb? Wy debile... Hehe - Pan Sowa po raz kolejny udowodnił swą wyższość umysłową.
- Siarap Sowa bo zaraz rozwalimy ci tę budę i będziesz def ! - zagroził Puchatek.
- Dobra, już dobrze... macie... - Pan Sowa szybkimi ruchami sklecił DaBomb i dał ją naszej dzielnej brygadzie.
- A co z nią chcecie zrobić, jeśli można zapytać?
- Nie można. A donieś coś policji to my już powiemy komu trzeba dlaczego zgłosiłeś się na ochotnika jako opiekun pierwszoklasistów z pobliskiej podstawówki. I jak im pokazałeś kamerę i jak oni w zamian pokazywali ci swoje ptaszki ty stary zboczeńcu.
- Dobra, dobra... macie i spierdalajcie! - i cała nasza dzielna brygada wyruszyła w stronę siedziby Radia Maryja. Kłapouch jak to zwykle w takich sytuacjach bywa zaczął śpiewać: "...If you christian and you know it cross yourself ! If you christian and you know it blow yourself. If you christian and you know it and you really want to show it. If you christian and you know it kill yourself".
- "... harvesting helpless christian spiryts..." - zamruczał głucho Puchatek.
- "hewenli fater is streczing his hand a beging prajing for mersy. Wi split off pis of holy flesz lyw łejting for anholy" - zamruczeli z wieśniackim akcentem wszyscy.
- Dobra! Zamknąć dzioby. Jesteśmy niedaleko bramy. A tak bajdełej to w jaki sposób chcesz wjechać tym samochodem??? - zapytał Puchatek.
- To proste - odparł Prosiaczek. - Kłapouchy zagada strażników a my porwiemy samochód... Kłapouchy co robisz???
- Piłuję - rzekł spokojnie Kłapouchy.
- To widzę, ale co piłujesz? - zapytał ponownie Prosiaczek.
- Robię sobie obrzyna. Piłuję lufę od mojej dwururki - odparł spokojnie Kłapouchy.
- Dobra... Okej... Ruszaj zagadać tamtych pacanów na stróżówce - rozkazał Tygrysek - My ruszamy zaraz za tobą.
Kłapouchy schował strzelbę w rękawie swojego prochowca i udał się w kierunku stróżówki. Po chwili był już obok samochodu. Była to wspaniała opancerzona limuzyna z przyciemnianymi szybami. Kłapouchy dyskretnie przemknął bokiem i powoli zbliżył się do wartownika...
- Hej madafaka ! - krzyknął. Strażnik odwrócił się na pięcie i w tym samym momencie wielka eksplozja przeniosła jego plecy parę metrów dalej od reszty ciała... - Nigdy nie byłem dobry w rozmowach z nieznajomymi...
- Chłopaki ! Idziemy... - wrzasnął Kłapouchy w kierunku Tygryska i innych. W tym momencie poczuł gaz-rurkę na swojej głowie. Uderzenie było tak silne, że Kłapouchy przeleciał parę metrów i uderzył w ogrodzenie. Gdy się odwrócił jego oczom ukazała się dziwna, mroczna postać. Było to skrzyżowanie Arnolda Szwarcenegera i Matki Teresy z Kalkuty.
- Ty mały skurwielu... - rzekła postać - teraz przeprowadzę ci trepanację czaszki... tym... - nie dokończyła jednak gdyż przewróciła się i z hukiem uderzyła o ziemię. Zza samochodu wyłonił się Prosiaczek z kijem bejzbolowym.
- Zapomniałem ci powiedzieć, że w samochodzie siedzi jakiś dryblas - rzekł spokojnie Prosiaczek.
- Dzięki - odparł Kłapouchy - pakujemy go do bagażnika... Pojeździ z nami na Popiełuszkę - rzucił Kłapouchy.
- Ładujemy się do bryki! - krzyknął Tygrysek - Puchatek z karabinem maszynowym na dach. Kłapouchy prowadzi, ja ... siedzę z tyłu. No ruszać się do kurwy nędzy! - Tygrysek skakał jak poparzony. Ruszyli. Tymczasem w domu na środku dziedzińca...
- ...Bardzo dziękujemy, że zechciał ojciec nas zaprosić na tę skromną kolację z 30 dań... - rzekła z uśmiechem mama Krzysia.
- Ależ to żaden problem... Pieniądze z tacy nie mogą się przecież zmarnować... - odparł z jeszcze większym uśmiechem ksiądz proboszcz.
- Ale przecież te pieniądze miały iść na biedne dzieci... - rzekł Krzyś.
- Nie gadaj... jedz - powiedziała mama wpychając mu do ust chochlę z kawiorem. Wtem wielki huk przerwał ciszę i do jadalni przez ścianę wtoczył się samochód z naszą dzielną brygadą.
- Daj ju fakin kristians ! - zawył Tygrysek i wywalił serię prosto w mamę Krzysia. 32 pociski dorobiły drugi uśmiech jej obliczu.
- DOOM! - wrzasnął Kłapouchy i rzucił się na księdza. Dzie jest radiostacja jebany klecho?!
- Tttaaamm zzza ro ro giem - odpowiedział ksiądz.
- Dzięki - odparł Kłapouchy i pociągnął za spust. Po chwili mózg księdza zdobił pobliską ścianę.
- Mam cię ty mały geju... - Prosiaczek wsadził lufę swojego buzi Krzysiowi prawie do gardła.
- Profe... ne fabijaj mnie - jęczał przerażony chłopak. Wtem otworzyły się drzwi.
- On jest nasz !
- ŁOWCY PIP??? Krzyknął zdziwiony Tygrysek.
- Właśnie dowiedzieliśmy się, że aby nasz przywódca DonVasyl(tm) mógł przeżyć musi zjeść serce geja. Krzyś jest nam potrzebny... Musimy go mieć - rzekł ósmy z nich.
- Okej, okej... jest wasz - Prosiaczek zawiedziony powoli wyciągnął lufę z jamy istnej Krzysia... - ale jeśli oni cię nie dopadną, ja cię znajdę... nawet u diabła w dupie... - Prosiaczkowi oczy zaszły krwią...
- Co tak śmierdzi??? - zapytał Kłapouchy.
- To tylko Krzyś się zesrał... - Puchatek był kurewsko bezpośredni.
- Dobra my go zabieramy a wy róbcie co chcecie - powiedział trzeci łowca pip.
- Noo. Spadamy na całego - rzekł piąty łowca pip, po czym obydwaj wzięli Krzysia i wybiegli z pokoju.
- Dobra. Kłapouchy bierz DaBomb i instaluj przy radiostacji... My tym czasem wywleczemy brykę z budynku i szykujemy się do odwrotu - Tygrysek doskonale czuł się w roli dowódcy.
- OK. - już po chwili cały budynek był zaminowany, a nasza brygada ruszyła z piskiem opon z dziedzińca. Po chwili potężna eksplozja rozdarła ciszę.
- No to mamy ich z głowy... zaraz przestanie padać... - rzekł z uśmiechem Puchatek.
- Pppppppannowie... mam pytanie... dlaczego zamiast ognia na horyzoncie widzę atomowy grzybek i goniącą nas falę uderzen... - nie dokończył jednak Prosiaczek, gdyż podmuch wyrzucił samochód 30 metrów w górę... Po paru minutach lotu samochód z impetem uderzył w domek Królika.
- Jak zwykle w mój domek - jak zwykle jęknął głucho Królik.
- Zamknij ten swój ryj i módl się aby ta bryka była zabezpieczona ołowiem bo inaczej będziemy świecić w nocy - wtem klapa bagażnika otworzyła się i wyskoczył z niej poznany wcześniej dryblas...
- Ja pierdolę... aleście kurwa nawywijali... no to oznacza wojnę... ja was... - nie dokończył jednak gdyż salwa z obrzyna Kłapouchego oderwała mu pół głowy.
- To za tamtą gaz-rurkę... - splunął Kłapouchy na ciepłe jeszcze zwłoki.
- Czy wy kurwa wiecie kto to był??? - zapytał przerażony Puchatek.
- Jakiś mocarny klecha - odparł spokojnie Prosiaczek.
- To był ojciec Tadeusz Rydzyk, założyciel Radia Maryja.
- Cóż... umarł król, niech żyje król... Zakopcie go w ogródku Królika i zapomnijmy o całej sprawie. Chyba zaczyna się przejaśniać - stwierdził z uśmiechem Tygrysek, po czym cała piątka zabrała się do kopania grobu...
- Mam pytanie... Dlaczego miałem wrażenie, że to był wybuch jądrowy ? - zapytał niepewnie Królik.
- Pewnie ten jebany Sowa pomylił dynamit ze wzbogaconym uranem ze swojej małej elektrowni... Dać debilowi marchewkę to się pokaleczy... - rzekł Tygrysek.
imported_Sebol jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Wyłączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 04:30.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.