stare 02-09-20, 13:27   #1 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 3759
Nominowany 146 razy w 38 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 14
Domyślnie Killer z bilansem journeymana



Chyba żadne słowo nie wprowadza w boksie w błąd tak często jak "journeyman". Niektórzy definiują "podróżnika", jako pięściarza bez talentu,odpowiednich właściwości lub ambicji, przyjeżdżającego głównie po wypłatę. Od buma ma go różnić klasa sportowa, bo journeymanami zostają czasem klasowi pięściarze, którzy przedłużyli zbytnio swoją bokserską karierę.

Jeden z naszych felietonistów uważał nawet (i nie był w tym odosobniony), że journeyman, to ktoś, kto z góry zna wynik, przyjeżdża by przegrać, czasem sprzedać nazwisko za pieniądze. Schemat powyższy jest jednak często burzony przez journeymanów w rodzaju Kamila Sokołowskiego, który zbyt często sprawia niespodzianki i daje zbyt wiele dobrych walk, by powiedzieć, że celowo przegrywa. Takim pseudo-journeymanem był też pierwowzór Rocky'ego - Chuck Wepner, który tak naprawdę zaliczał się bardzo szerokiej czołówki ciężkich w najmocniejszej erze HW - latach 70.

Są też pięściarze, którzy jeszcze mocniej wyłamują się ze schematu. Portal Sweet Science przypomniał niedawno postać pogromcy Władimira Kliczki. Oto fragmentu tekstu Teda Saresa.

Z bilansem 31-20-3, Ross "The Boss" Puritty wchodzi w skład interesującej grupy bokserów. “Fearless” Freddie Pendleton (47-26-6), Darroll “Doin Damage” Wilson (27-10-2), Jesus Soto “Pantera” Karass (29-13-4),Cristobal “Lacandon “ Cruz (41-22-4), Darnell “Ding-A-Ling-Man” Wilson (25-21-3), Rogers “The Tiger” Mtagwa (27-17-2), Mauricio “El Maestro” Herrera (24-9), “Fearless” Frankie Swindell (37-24-4), Emanuel Augustus (38-34-6), Ron “The Butcher” Stander (37-21-3), Uriah “Bossman” Grant (30-21), Saoul Mamby (45-34-6) to pięściarze z mylącymi "rekordami", którzy jak mieli dzień i odpowiedniego rywala, potrafili zrobić spustoszenie. Takich bokserów było oczywiście o wiele więcej.

Puritty grał w futbol na uniwersytecie w El Paso i w przeciwieństwie do wielu innych byłych graczy lig uniwersyteckich został dobrym pięściarzem. Choć jego początki były mało obiecujące, wyuczył się interesującego połączenia peek-a-boo z dynamiczną agresją, zdolnością trzymania własnego tempa walki. Do tego dochodziły sprężyste ruchy i bardzo wytrzymała szczęka.

Niektórzy określali go jako journeymana z wyższej półki, łapiącego się od czasu do czasu na duże walki. Choć "Boss" często walczył na własnym terenie i wtedy wychodziło mu to najlepiej.


Bilans Rossa Purity'ego jest idealnym przykładem na to, jak łatwo zbłądzić ulegając magii etykietek. Do walki z Tommym Morrisonem Puritty stoczył w ciągu pięciu lat szesnaście walk, z bilansem 8-8. Trafiał jednak od początku na spore rafy w postaci choćby Aleksandra Miroszniczenki, bardzo dobrego radzieckiego amatora (bilans 210 wygranych na 233 walki, wiele medali, głównie srebrnych i brązowych, bo konkurencja była ostra), który potrafił np. w roku olimpijskim wygrać z Riddickiem Bowe'em i Lennoxem Lewisem. Purrity musiał też uznać wyższość Briana Nielsena i Kirka Johnsona. Trzeba przyznać, momentami naprawdę mocna opozycja jak na początek drogi. Oddajmy z powrotem głos Tedowi Saresowi.

28 lipca 1994 w Convention Center w Atlantic City Ross stanął w ringu naprzeciw mocno faworyzowanego, choć już nieco past Tommy'ego Morrisona (41-2) w wojnie dwóch przedstawicieli stanu Oklahoma. Ross dwukrotnie rzucił Toma na deski i to były ciężkie nokdauny. Sędziowie wypunktowali remis. Następnie Ross wygrał dziesięć kolejnych walk i wszedł do grupy pełnoprawnych pretendentów, w 1996 jednak trafił na Hasima Rahmana (12-0) i Michaela Granta (19-0), obie walki przegrał.

O walce z Morrisonem Purrity dowiedział się raptem dziesięć dni przed i był bliski sprawienia ogromnej niespodzianki. Rahman i Grant byli po prostu wtedy lepsi. Ponad dwadzieścia lat temu, porażki niczego nie wykluczały, cierpliwy, doskonalący się, mający odpowiednie parametry pięściarz mógł doczekać się kolejnych szans i eliminatorów.

Ross wygrał łatwo pięć kolejnych walk i tym razem to on odniósł wartościowe zwycięstwa. Pierwszym był techniczny nokaut na świetnie wyszkolonym Kubańczykiem Jorge Luisem Gonzalesem (24-2), Purrity zagonił dwumetrowego olbrzyma do narożnika i tam po potężnej wymianie ciosów Gonzales wypluł ochraniacz na zęby mówiąc "no more". Innym znaczącym zwycięstwem był nokaut w dziesiątej rundzie na twardym Joe'em "The Bossie" [cóż za zbieg okoliczności, "szef" obił "szefa" - przyp. red] Hippie w walce nazwanej "Walką Bossów". Obaj przyjęli sporo ciężkich ciosów, wreszcie Ross po "przełknięciu" serii podbródkowych, eksplodował i unieruchomił Joe'go prawym krzyżowym i kończącym lewym.

Puritty'ego postawiono naprzeciw kolejnych pretendentów do pasa: Corriego Sandersa (32-1), Larry'ego Donalda (31-1-1) i Chrisa Byrda (25-0). Puritty przegrał, ale wszystkie walki poszły na pełen dystans. Następnie w listopadzie 1998 roku Ross znokautował w Kopenhadze niepokonanego, ale przecenianego duńskiego prospekta Marka Hulstroma (15-0-1). I ta wygrana doprowadziła do walki (już miesiąc później!) z przyszłym mistrzem świata Władimirem Kliczką (24-0). Potyczka odbyła się w Kijowie a jej stawką był pas WBC International.


Jak wiemy, Władimir kontrolował walkę, ale w pewnym momencie zaczął odczuwać zmęczenie i Ross wyczuł swoją szansę. W jedenastej rundzie Fritz Zdunek poddał swego podopiecznego i ogromna niespodzianka stała się faktem. Trzy lata później W Oberhausen Witalij pomścił brata, ale wcale nie była to dla niego łatwa walka. Będący już past prime Puritty walczył jeszcze przez pięć lat, przegrywając między innymi z Eddiem Chambersem i Aleksandrem Dimitrienką. Nadal jednak jego odporność pozwalała mu na honorowe porażki na pełnym dystansie.

Ross Puritty obecnie mieszka w Wichita w stanie Kansas. Jego żona Twila jest CEO w klinice urologii, mają pięcioro dzieci. Ross wziął pod swoje skrzydła kilku bokserów amatorów, był też jeden pro Charles Ellis (10-3-1), który w ostatniej walce pokonał samego Jamesa Toneya. Puritty jest też w Wichita asystentem trenera futbolu amerykańskiego.

Źródło: Ted Sares/Sweet Science

Marek Cudek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 03-09-20, 21:07   #2 (permalink)
bum
  
 
Zarejestrowany: Jun 2020
Postów: 69
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Moich dwóch ulubionych to Marion Wilson i Darnell Boone. Choć Wilson nie do końca pasuje do tej kategorii
Cytat:
Napisał Marek Cudek Zobacz post
pięściarze z mylącymi "rekordami", którzy jak mieli dzień i odpowiedniego rywala, potrafili zrobić spustoszenie
, bo Wilson nie siał. Za to Boone jak najbardziej.

A mam pytanie o Wilsona. Czy to, że zakończył karierę będąc niepokonanym, choć walczył z naprawdę kozakami, on ma około 20-25 takich kozaków w rekordzie, Gołotę, Izona i nie tylko po 2 razy, praktycznie on walczył albo z uznanymi markami albo z prospektami, 1/3 tych jego przeciwników takiego Szpilkę by raczej po prostu znokałtowała. To wynika z tego, że miał taką twardą szczękę czy taki śliski/defensywny styl? Bo trudno mi uwierzyć w samą szczękę. Bo on był cruiserem, nawet nie nabrał nigdy masy do HW.
szavci030 jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 04-09-20, 09:41   #3 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: May 2008
Postów: 5299
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał szavci030 Zobacz post
Moich dwóch ulubionych to Marion Wilson i Darnell Boone. Choć Wilson nie do końca pasuje do tej kategorii, bo Wilson nie siał. Za to Boone jak najbardziej.

A mam pytanie o Wilsona. Czy to, że zakończył karierę będąc niepokonanym, choć walczył z naprawdę kozakami, on ma około 20-25 takich kozaków w rekordzie, Gołotę, Izona i nie tylko po 2 razy, praktycznie on walczył albo z uznanymi markami albo z prospektami, 1/3 tych jego przeciwników takiego Szpilkę by raczej po prostu znokałtowała. To wynika z tego, że miał taką twardą szczękę czy taki śliski/defensywny styl? Bo trudno mi uwierzyć w samą szczękę. Bo on był cruiserem, nawet nie nabrał nigdy masy do HW.
i to, i to
kubuś jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 08-09-20, 15:38   #4 (permalink)
Super Moderator
  
 
Zarejestrowany: Jun 2006
Skąd: Błonie/Warszawa
Postów: 18137
Nominowany 19 razy w 6 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 2
Domyślnie

Idealny przykład obrazujący róznicę między journeymanem a kelnerem.

Dla mnie degfinicją journeymana był zawodnik który co prawda nie ma zaplecza i musi podróźowac za walkami na obcy teren ale zawsze daje z siebie sto procent.

Kelner to ten który nawet nie próbuje i tylko przywozi wygraną.
Black Dragon jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 08-09-20, 19:23   #5 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Mar 2018
Postów: 2239
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał szavci030 Zobacz post
Moich dwóch ulubionych to Marion Wilson i Darnell Boone. Choć Wilson nie do końca pasuje do tej kategorii, bo Wilson nie siał. Za to Boone jak najbardziej.

A mam pytanie o Wilsona. Czy to, że zakończył karierę będąc niepokonanym, choć walczył z naprawdę kozakami, on ma około 20-25 takich kozaków w rekordzie, Gołotę, Izona i nie tylko po 2 razy, praktycznie on walczył albo z uznanymi markami albo z prospektami, 1/3 tych jego przeciwników takiego Szpilkę by raczej po prostu znokałtowała. To wynika z tego, że miał taką twardą szczękę czy taki śliski/defensywny styl? Bo trudno mi uwierzyć w samą szczękę. Bo on był cruiserem, nawet nie nabrał nigdy masy do HW.
Wilson zakończył karierę niepokonany? Chyba przed czasem. Bo porażek miał 41.
Szymon Aleksandrowicz jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 08-09-20, 19:26   #6 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Mar 2018
Postów: 2239
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał szavci030 Zobacz post
Moich dwóch ulubionych to Marion Wilson i Darnell Boone. Choć Wilson nie do końca pasuje do tej kategorii, bo Wilson nie siał. Za to Boone jak najbardziej.

A mam pytanie o Wilsona. Czy to, że zakończył karierę będąc niepokonanym, choć walczył z naprawdę kozakami, on ma około 20-25 takich kozaków w rekordzie, Gołotę, Izona i nie tylko po 2 razy, praktycznie on walczył albo z uznanymi markami albo z prospektami, 1/3 tych jego przeciwników takiego Szpilkę by raczej po prostu znokałtowała. To wynika z tego, że miał taką twardą szczękę czy taki śliski/defensywny styl? Bo trudno mi uwierzyć w samą szczękę. Bo on był cruiserem, nawet nie nabrał nigdy masy do HW.
Wilson zakończył karierę niepokonany? Chyba przed czasem. Bo porażek miał 41. A tekst na prawdę bardzo dobry.
Szymon Aleksandrowicz jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Kauffman: jestem zmotywowany, wiedząc, że naprzeciwko mnie stanie killer Paweł Rozmytański Newsy 5 15-03-17 21:24


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 18:04.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.