boks, forum, zobacz
Wróć   boks, forum, zobacz > BoxingForum > Publicystyka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się tutaj    




Komentarz
 
Narzędzia wątku Wygląd

stare 11-05-20, 02:19   #1 (permalink)
champion
1st Place Winner (TOTM)  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 3526
Nominowany 107 razy w 26 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 11
Domyślnie Aneks do P4P wszech czasów polskich pieściarzy profesjonalnych



Na polskim Twitterze niedawno trwał festiwal notowań P4P wszech czasów polskich pięściarzy profesjonalnych. Eksperci prezentowali swoje nieoczywiste nieraz zestawienia, pojawiły się wnikliwe komentarze rzucające nowe światło na niektóre postacie. Patrząc po nazwiskach: Gołota, Adamek, Michalczewski, Włodarczyk, Głowacki - wszystko wygląda z pozoru normalnie. Narzucają się również polscy zdobywcy pasów EBU, pretendenci i pięściarze należący przez kilka lat do czołówki. Z pozoru dość prosta robota, bo przecież nie dochowaliśmy się w ostatnich 30 latach pięćdziesięciu renomowanych pugilistów, liczbę branych na poważnie pod uwagę można z powodzeniem zamknąć na dwudziestu. Czy na pewno?

Przeglądając comiesięczne zestawienia współczesnego P4P, można od pewnego czasu zauważyć w top 10 nazwisko bardzo utalentowanego pięściarza z Ukrainy Fiodora Czerkaszyna. Można śmiało założyć, że Fiedia będzie na liście coraz wyżej, być może kiedyś sięgnie szczytu, do czego bezwzględnie jest predystynowany. Czerkaszyn ma polskie korzenie, kartę Polaka, walczy na naszych ringach, występuje pod polską banderą. Jednak nie ma wątpliwości co do jego obywatelstwa, sam Fiodor nie korzysta z ułatwień - wprost mówi, gdzie jest jego ojczyzna i należy mu się za to szacunek.

Ranking wszech czasów obejmuje długi okres, jeśli wyjdziemy poza schemat myślowy łączący boks profesjonalny z czasami od Gołoty do teraz, to bez trudu znajdziemy polskie ślady w czasach obejmujących PRL i wcześniej. Każda jednostka jest osobną historią. Wielu z nich trudno nazwać Polakami, ale wszyscy byli ludźmi świadomymi polskich korzeni.

Urodzeni w Polsce

Edward Ran wł. Edward Fiszmajster "Polski Piorun"

Polak pełną gębą. Pierwszy polski zawodowiec. Od trudnych walk w Europie, dochrapał się występów w Madison Square Garden. Potrafił wygrywać z pięściarzami z czołówki światowej wagi półśredniej. Był nawet notowany przez chwilę na miejscu piątym (1932), ale w rankingach całorocznych nigdy nie był w top 10 Ring Magazine.



Benny Goldberg

W 1939 i 1945 notowany w czołówce wagi piórkowej. Na koniec wojny wyżej był tylko Manuel Ortiz. Goldberg wygrywał zarówno z pretendentami jak i byłymi mistrzami, ale sam pasa nie zdobył, choć raz się o niego bił z Ortizem, przegrywając na punkty w 15 rundach.

W Warszawie mieszkał wraz z żydowskimi rodzicami zaledwie dwa lata. Potem był już pełnoprawnym obywatelem amerykańskiej "ziemi obiecanej". Od czasów szkolnych uczył się boksu z podręczników, co zaowocowało błyskotliwą amatorską karierą: Złotymi Rękawicami w Detroit, mistrzostwem stanu Michigan po wygranej ze złotym medalista olimpijskim i przyszłym zawodowym mistrzem świata Jackiem Wilsonem.



43 zawodowe walki, 38 wygranych, 2 porażki, 2 remisy, jedna walka unieważniona. 16 nokautów. Potrafił walczyć z odwrotnej pozycji.

W 1946 wziął rozbrat z ringiem i nadal miał ciekawe życie, bo pracował w przemyśle filmowym, był komikiem w nocnych klubach, bywał mistrzem ceremonii, bokserskim promotorem, spikerem ringowym i agentem prasowym. Co więcej, ochraniał przez jakiś czas kilku aktorów, między innymi Tony'ego Curtisa. Sam grał w kilku filmach, najczęściej sędziów i bokserów.

Amerykanie polskiego pochodzenia, minimum jeden rodzic urodzony w Polsce:

Joe Choynski

Pierwszy mistrz świata wagi półciężkiej. Członek Hall of Fame. Legenda San Francisco.

Już pierwsze nazwisko na naszej liście pokazuje jak skomplikowane bywają sprawy narodowościowe. Jego rodzice byli imigrantami żydowskimi, którzy przybyli do USA z Polski najprawdopodobniej w pierwszej połowie XIX wieku. Konstytucja 3 Maja określiła pojęcie "narodu polskiego", obejmującego wszystkie stany: "szlachtę, duchowieństwo, mieszczan, Żydów i chłopów". Sami Żydzi byli jednak faktycznie wolnym bytem, niektórzy z nich, jak Berek Joselewicz uczestniczyli w postaniach, inni identyfikowali się wtedy głównie z krajami zaborców [za Stefan Bratkowski, Więź]. Co ciekawe, kilku amerykańskich autorów pozycji historycznych o boksie pisze o Choynskim jako o Polaku.

Mama - muzyk, ojciec Choynskiego był absolwentem Uniwersytetu Yale’a oraz uznanym dziennikarzem, wydawcą i księgarzem. Należał bez wątpienia do żydowskiej elity w San Francisco. Do jego księgarni zaglądał m.in. Mark Twain. Jako dziennikarz był bezwzględny i ostry, uderzał słowem równie mocno jak jego syn Joe - pięściami.



Joe Choynski to na pewno legenda, jeden z najsłynniejszych bokserów żydowskich w historii i najwybitniejszych niekoronowanych mistrzów w ogóle. Talent sportowy i po rodzicach - intelektualny. Koneser antyków, erudyta. Nic nie wiadomo o jego jakichkolwiek związkach z Polską, poza miejscem urodzenia rodziców, zostało mu po kraju urodzenia tylko swojsko brzmiące nazwisko. Warto jednak o nim wspomnieć, bo "Chryzantemowy Joe" choć ważył zaledwie 160-170 funtów, był jednym z najtwardszych puncherów swoich czasów, z powodzeniem bijącym się z dużo cięższymi przeciwnikami, często z "królewskiej kategorii". Miał między innymi na swoim koncie remis z samym Jimem Jeffriesem, który ważył od niego wtedy jakieś 50 funtów więcej. Trzeba też pamiętać, że załapał się na erę walk na gołe pięści. Aby je utwardzić przed walkami, moczył ręce w kadziach z marynatami w Chinatown.

W 1901 roku znokautował samego Jacka Johnsona, który był jednak wtedy na początku kariery. W Teksasie walki białych z czarnymi były wtedy jeszcze zabronione, więc walka Joego z Jackiem skończyła się aresztem i 23-dniową wspólną posiadówką w więzieniu, co zaowocowało długą przyjaźnią.


Choynski i Johnson pozują do zdjęcia



Razem w więzieniu


Jack Johnson w 1940 o Choynskim: był najmocniej bijącym puncherem w ostatnich 50 latach, z Joe Walcottem na drugim miejscu. Jego lewy sierpowy był nawet bardziej efektywny niż ten Dempseya.

Stanley Ketchel

Syn polskich emigrantów, Stanley Ketchel osiągnął niebywały status i sławę, biorąc pod uwagę, że walczył w wadze średniej. Wielu historyków boksu wręcz uważa, że średnia miała zawsze niższą popularność od ciężkiej, bo każdy wyróżniający się średni szedł do najcięższej kategorii w poszukiwaniu większych pieniędzy. Dawni "ciężcy" mieścili się swobodnie w middleweight: Mendoza - 160 funtów, Tom Sayers - 152, a Bob Fitzimmons 158, a przecież ten ostatni potrafił regularnie pokonywać cięższych o kilkadziesiąt funtów rywali.

Ketchel, jak wiemy, również miał takie ciągotki. Po "wyczyszczeniu" średniej zmierzył się w słynnej walce z Jackiem Johnsonem, którą musiał przegrać, jak każdy "dobry, ale mniejszy" przegrywa z "dobrym, większym" (notowania dzień przed walką były 10:4 na Johnsona, wiara w Ketchela jako kolejną "nadzieję białych" była więc niemała), choć udało mu się posadzić potężnego rywala na deskach. Do czasów bardziej współczesnych jednak, przez dobre kilkadziesiąt lat po tragicznej śmierci, był uważany za najlepszego pięściarza wagi średniej w historii.



Opuścił dom rodzinny jako 12-letni wyrostek, by wkrótce zasilić szeregi trampów. Tam wiódł bujne życie, pracując od czasu do czasu, włócząc się i bijąc na pięści za pieniądze. Przystojniak, podrywacz, zanim zaczął walczyć na ringu - uznany zabijaka i ekscentryk. Będąc mistrzem świata, bywał widywany na spacerach z lwiątkami na smyczy.


Ketchel w samochodzie


Kiedyś powiedział Natowi Fleischerowi, słynnemu wydawcy The Ring, że umrze przed trzydziestką. "Zabójca z Michigan" miał zaledwie 24 lata, kiedy został postrzelony na ranchu pułkownika R.P. Dickersona przez zazdrosnego o dziewczynę (do której Ketchel się "dostawiał") robotnika rolnego Waltera Dipleya, . Ówczesny menedżer Ketchela, amerykański dramaturg - Wilson Mizner rzekł wtedy: liczcie do "10", na pewno wstanie. Ketchel słynął z kapitalnego procentu nokautów, ale też rzeczywiście zawsze wstawał. Z trzema wyjątkami: nie zdołał się podnieść w 12 rundzie drugiej walki z Billiem Papkem (którą Niemiec zaczął od "ciosu w plecy" - uderzenia przeciwnika wyciągającego rękę na powitanie), nie wstał też po potwornym podbródkowym Jacka Johnsona, który "usunął" mu sporą część uzębienia i spowodował minutową ciszę wśród 10-tysięcznej publiczności oraz właśnie po nieszczęsnym strzale od tyłu Dipleya.

Stanley Poreda

Stanley Poreda był cenionym ciężkim we wczesnych latach 30. Bardzo dobre warunki fizyczne: 187 cm, 90-95 kg wagi, nie imponują dzisiaj, ale wtedy Poreda nie odstawał rozmiarem od Joego Louisa, a zasięg miał wręcz dłuższy (203 cm).



Stanley był w szkole średniej wszechstronnie uzdolnionym sportowcem, szczególnie celującym w futbolu amerykańskim. Jeszcze w latach 20. rozpoczął przygodę z boksem w gymie sławnego Joego Jeanette'a, który zasłynął jeszcze w erze walk na gołe pięści. "Polish Giant" (zwany też "Jersey City Pole") zdobył solidne podstawy, by zaliczyć średnio udany debiut w roku załamania na giełdzie. Remis i dwie porażki, później cała seria zwycięstw, z rzadka przetykana porażkami. Na dobre wypłynął w 1932 roku, kiedy wszedł do czołowej dziesiątki The Ring, a rok później pojawił się w niej na pozycji czwartej.

Walczył i sparował z czołowymi ciężkimi epoki, włączając w to Joego Louisa, Primo Carnerę (z którym wygrał na punkty, choć ważył ponad 30 kg mniej!), Maxa Baera, Tommy'ego Loughrana i Eddiego Schaafa. Był znany z mocnego prawego i nie najlepszej szczęki. Po zakończeniu kariery został oficerem policji w Jersey City i członkiem miejscowej Hall Of Fame. Ożenił się z Cecilią Pietal i miał troje dzieci: Irene, Stanleya Juniora i Alberta.

Tony Zale

Urodzony już w Stanach, ochrzczony jako Anthony Florian Zaleski, ale od małego mówił po polsku i właściwie do końca życia swobodnie porozumiewał się w naszym języku. Co więcej, jego rodzice mieli stały kontakt z amerykańską Polonią i nawet klub bokserski, w którym zaczął boksować, Tony działał pod egidą Narodowego Związku Polskiego.


Zale z pierwszą żoną


Musiał pracować jeszcze jako nastolatek, w stalowni - jak wielu innych mieszkańców metalurgicznego miasta Gary. Swój późniejszy przydomek "Człowiek ze Stali" zawdzięcza zarówno miejscu urodzenia, jak i niezłomnej postawie w ringu.

Utalentowany amator: 95 walk, 87 wygranych. Rozpoczyna zawodową karierę falstartem: zły menedżer, 21 walk w ciągu 7 miesięcy, przemęczenie, kontuzje i 6 porażek. Po kolejnych trzech porażkach Zale bierze dwuletni rozbrat z boksem. Wraca wzmocniony ciężką pracą fizyczną w stalowni. Zmienia team, do gry wchodzą wytrawny menedżer Sam Pian i świetny trener Art Winch (obaj z Zale'em na zdjęciu niżej). Efekt: przegrywa już bardzo rzadko, notując długie serie zwycięstw przed czasem, by w 1940 wyrwać tytuł z rąk Ala Hostaka.

/


Zale jest często umieszczany w top 10 wagi średniej wszech czasów. Jeden z najlepszych body puncherów w historii boksu. Serce, cios i stalowa wytrzymałość. Siła fizyczna i cios punchera. Odporność na uderzenia i zdolność do niesamowitych powrotów. Jego walki były dramatyczne jak żadne i co rusz zdobywały tytuł "walki roku". A sam Zale-Załęski zdobył wieczystą sławę po powrocie na ring (Tony służył podczas II wojny światowej w marynarce) i słynnej trylogii z autentycznie niebezpiecznym pretendentem, prawdziwym młodym, głodnym wilkiem - Rockym Graziano. Była jeszcze "czwarta walka" - Zale miał grać samego siebie w znanym, bardzo udanym obrazie Roberta Wise'a "Między linami ringu" opowiadającym o życiu Graziano. Rocky'ego grał sam Paul Newman, który szybko zapoznał się z deskami ringu, bo Zale miał spore problemy z - jak sam to nazwał - "gimnastykowaniem się z panem Newmanem". Nie umiał wstrzymywać ciosu i ostatecznie został wymieniony na lepszy aktorsko (i na pewno mniej bolesny) dla Newmana model.


Tony Zale pozuje do zdjęcia z Rockym Graziano


Bardzo rzadko się o tym mówi, ale résumé Tony'ego Zale'a jest kolejnym dowodem na to, że w latach 40. nadal istniała w pewnym stopniu segregacja rasowa. Białym nadal było po prostu łatwiej dostać dobrą walkę, a także - ją ominąć. Najwybitniejszym ciemnoskórym "średniakiem" tamtych czasów był na pewno Ray "Sugar" Robinson, ale byli też inni znakomici pięściarze jak choćby Charley Burley, Holman Williams, Bert Lytell. Z żadnym z nich Zale nie walczył.

Teddy Yarosz

Bilans (106-18-3)

Jeden z absolutnie najlepszych "średniaków" lat 30. W ranking Sweet Science wyżej niż Zale. Członek Hall Of Fame. Imponująca liczba walk, jeszcze bardziej szalona ilość wygranych.


Teddy Yarosz z menedżerem


Pochodził z obfitego w talenty bokserskie (Harry Greb, Billy Conn, Charley Burley, Fritzie Zivic) rejonu Pittsburga. Czterech braci, wszyscy uprawiali pięściarstwo. Zaczął boksować profesjonalnie w 1929, w tym samym roku co Poreda. Zwyciężał wszystko co się rusza aż do października 1933 roku. 56 zwycięstw, potem jeden remis. Pokonywał także tych, którym uległ wcześniej. Zdobył mistrzowski pas po wygranej w 1934 roku z Vince'em Dundee'em. Świetny, błyskawiczny lewy i dobra praca nóg. Nie miał wielkiego ciosu. Szczęka z granitu. Wspaniały silnik.

Po operacji kolana oczywiście nie imponował już poruszaniem się tak jak wcześniej. Co najmniej raz, jeśli nie dwukrotnie, przegrał niezasłużenie z Billym Connem, potrafił wygrać jeszcze trzecią walkę (już w kategorii półciężkiej), miał też na rozkładzie młodego, 23-letniego Archiego Moore'a.


Tak się kiedyś "napinano" przed walkami. Ted Yarosz "testuje" muskuły swego przeciwnika Ala Grainera


Teddy Yarosz był pamiętany jako niezwykle utalentowany, inteligentny bokser. Spokojny, skromny, bardzo lubiany przez lokalną społeczność. Jego pozasportową pasją była muzyka. Grał na skrzypcach, akordeonie i instrumentach dętych.

Eddie "Babe" Risko wł. Henryk Pyłkowski, przez pierwsze lata walczył też pod pseudonimem "Sailor Pulaski".

Korzenie polsko-litewskie. Czołówka światowa wagi średniej w latach 1935-1936. Zdobył pas mistrzowski w walce z Teddym Yaroszem, któremu dość szybko odnowiła się kontuzja.

Rok 1935:
Nigdy bym nie przypuszczał, że Polska interesuje się moją osobą i cieszę się, że mogę napisać kilka słów do Przeglądu Sportowego. [...] Proszę mi wierzyć, że w Ameryce być marynarzem, a nie być bokserem, to niemożliwe. Każdą wolną od służby chwilę poświęcałem pięściarstwu. Wkrótce boks stał się moim żywiołem.
Stoczyłem wiele walk na lądzie i morzu. Jak mnie bito! Do końca życia będę pamiętał baty, jakie otrzymywałem od wilków morskich. Nie przejmowałem się i naszedł dzień zapłaty! W 1931 roku zdobyłem tytuł mistrza marynarki. 60.000 marynarzy przyglądało się memu zwycięstwu nad Shawem. Ten tytuł dał mi wielką popularność na wodach oceanu, ale nie myślcie, że otworzył mi drogę ku ringom na stałym lądzie [...]
.



Potem jest długa opowieść (po polsku) o życiu i twórczości ringowej i wdzięczne, nieco z dzisiejszej perspektywy zabawne językowo zakończenie:
Na zakończenie muszę jeszcze dodać, że do Europy nie projektuję wyprawy w najbliższym czasie.

Johny Buff wł. John Lisky

Ojciec - Polak, Matka - Rosjanka. Mistrz świata wagi koguciej na początku lat 20. ubiegłego stulecia. Dziadek Michaela Buffera (!).
Jak wielu innych pięściarzy, rozwinął pasję do boksowania, służąc w marynarce wojennej.



Jean Walzack wł. Jan Walczak

Nie miał oszałamiającego bilansu, tytułów, nie pokonał też nikogo ważnego. Jest jednak postacią wartą przypomnienia z kilku względów.

Rodzice, pochodząc z Krotoszyna, wyjechali z Polski za pracą, a Janek urodził się już we Francji w 1922 roku. Zadebiutował mając 16 lat, zupełnie przez przypadek, wychodząc "na zastępstwo" do mistrza Flandrii i wygrywając przez KO. Cztery lata później zostaje amatorskim mistrzem Francji. Ponad 100 wygranych i przejście na zawodowstwo. W 1948 przegrywa przed czasem walkę o tytuł mistrza Europy, wstydu nie ma, bo pogromcą jest Marcel Cerdan. Walzack trzykrotnie zmierzy się z samym Rayem Robinsonem, dwie walki pójdą na cały dystans.


Jean Walzack i Ray Sugar Robinson


Poza zakończeniu kariery Walzack prowadził w Paryżu bistro "Chez Yaneck", które później zmieniło nazwę na "Chez Walczak". To klimatyczne miejsce istnieje do dzisiaj, zaglądali tam między innymi znajomi Janka: Edith Piaf i Georges Brassens.

Dave Zyglewicz

Innym pieściarzem wartym wspomnienia, który nie załapałby się z pewnością do polskiego top 10 P4P, był Dave "Ziggy" Zyglewicz, ceniony prospekt, który miał "przyjemność" nawiązać bliższy kontakt z pięściami Joego Fraziera.


Solidny bilans (32-4, 18 KO). Początek w 1965 roku, 24 zwycięstwa z rzędu, pokonani: Willie Besmanoff, Billy Daniels i Bill McMurray.


W 1969 roku zostaje w pierwszej rundzie zniszczony w walce o pas mistrzowski przez szczytowego Smokin' Joego. Co ciekawe, Dave był znany ze świetnego "sprzedawania" biletów, zawsze chodziły za nim tłumy, na starcie z Frazierem przyciągnął za sobą 8500 widzów, głównie Meksykanów. Zyglewicz miał zmierzyć się wstępnie o pas WBA z Jimmym Ellisem, ale Ellis odpuścił tę walkę po konsultacji z Joem "Shotgunem" Sheldonem - jednym ze swoich sparringpartnerów. Sheldon tłumaczył Ellisowi, że w Teksasie nikt nie da mu wygrać z białym pięściarzem.

Adolph „Ad” F. Wiater

Bilans (19-6, 10 KO), waga ciężka, stoczył dość zaciętą walkę z młodym Joem Louisem w 1934 roku, którą ostatecznie przegrał na punkty, choć potrafił w czwartej rundzie wstrząsnąć przeciwnikiem. Trener Louisa Jack Blackburn mówił później, że w tej potyczce ujrzał, że Joe ma cechy mistrza. Wiater od lat 20 mieszkał w Chicago, tam głównie walczył, żył 88 lat, odchodząc w 2000 roku, o czym wspomniała Chicago Tribune.



Znakomitych pięściarzy z polskimi dziadkami jest oczywiście o wiele więcej (Bobby Czyż, Carl Froch itd.).

Rankingi P4P są skrajnie subiektywne, trudno porównywać pięściarzy z różnych kategorii. W przypadku listy najlepszych wszech czasów dochodzą różne epoki. Dlatego szczególnie ważny staje się czynnik ścisłych kryteriów, co oceniamy i kogo. Czy do zestawienia all-time mogą wejść tylko Polacy "od zawsze i na zawsze"? Czy zaszczyty zdobywane pod obcą flagą również się liczą? Czy do uznania za "prawdziwego Polaka" w kontekście rankingu wystarczy miejsce urodzenia: Polska, czy jednak trzeba mieć z nią coś więcej wspólnego? Na pierwszy plan wysuwają tu się obywatelstwo, używanie języka polskiego i uważanie się za Polaka.

Na zakończenie pozwolę sobie jeszcze wrzucić nieco przekornie top 10 P4P według ponoć najdoskonalszego algorytmu na świecie - Boxreca.

1. Dariusz Michalczewski
2. Tomasz Adamek
3. Krzysztof Włodarczyk
4. Andrzej Gołota
5. Krzysztof Głowacki
6. Eddie Ran
7. Andrzej Fonfara
8. Mateusz Masternak
9. Paweł Wolak
10. Maciej Sulęcki

Boxrec coraz lepiej się spisuje, nieprawdaż!?

Marek Cudek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 11-05-20, 21:22   #2 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: May 2008
Postów: 5233
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Marek Cudek Zobacz post
...

Boxrec coraz lepiej się spisuje, nieprawdaż!?
sam nie wiem, wg boxreca niejaki Jimmy Bivins był lepszy niż Holyfield, Frazier, Holmes, Bob Pastor jest wyżej od Foremana a Norton daleko za Walujewem. Aktualna p4p też sięfajnie ułożyła gdzie Wilder jest wyżej nż np Łomaczenko.
Swoją drogą jak zwykle pozostaje dodać - świetna robota. trzymasz tą strone na wysokim poziomie Marek.
kubuś jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 11-05-20, 23:08   #3 (permalink)
contender
  
 
Zarejestrowany: Aug 2015
Skąd: Wrocław
Postów: 1452
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Fajnie się czytało. Dziękuję i pozdrawiam.
Mr.KO jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 12-05-20, 07:17   #4 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Mar 2018
Postów: 2118
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Piszę to samo do zawsze. Świetna robota. O 3/4 z opisywanych przez Ciebie chłopaków nie miałem pojęcia. Bardzo wartościowy tekst
Szymon Aleksandrowicz jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 12-05-20, 20:43   #5 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 3526
Nominowany 107 razy w 26 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 11
Domyślnie

Dzięki Panowie
Marek Cudek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 16-05-20, 23:24   #6 (permalink)
bum
  
 
Zarejestrowany: Jan 2019
Postów: 48
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Piękna sprawa
Bongo jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Polskie P4P wszech czasów Patryk Konieczny Publicystyka 68 11-05-20 19:11
WBC: "Sugar" Ray Leonard czempionem wszech czasów w wadze super średniej Przemysław Wałowski Newsy 3 15-02-18 12:55
Farhood: Plasuję Mayweathera od 10-15 miejsca w rankingu wszech czasów Andrzej Pastuszek Newsy 12 03-09-15 01:56
Ray Mancini: Mayweather w pierwszej dziesiątce wszech czasów, jeśli pokona „GGG” Leszek Mańka Newsy 0 23-07-15 06:32
Relacja z "walki wszech czasów" Marek Derylo Publicystyka 8 04-05-15 22:01


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 05:46.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.