boks, forum, zobacz
Wróć   boks, forum, zobacz > BoxingForum > Publicystyka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się tutaj    




Komentarz
 
Narzędzia wątku Wygląd

stare 22-03-19, 12:22   #1 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Nov 2013
Postów: 18876
Nominowany 467 razy w 136 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 38
Domyślnie Sonny Liston, niechciany mistrz: część druga (wróg publiczny na tronie)


Część pierwszą możecie przeczytać TUTAJ. Poniżej kontynuacja dzieła Rafała Sarnowskiego.

W międzyczasie Liston rozpoczął karierę amatorską. wygrał miedzy innymi ceniony turniej „Golden Gloves”, w finale którego pobił mistrza olimpijskiego z 1952 roku Eda Sandersa. Kolejnym głośnym zwycięstwem na ringach amatorskich było znokautowanie już w pierwszej odsłonie Mistrza Europy Hermana Schreibauera. Krótko po tych sukcesach, utalentowany Liston pod koniec 1953 roku zadebiutował na ringach zawodowych.


Przeciwnikiem Sonny'ego w debiucie był niejaki Don Smith legitymujący się rekordem 3-1. Sama walka skończyła się po 33 sekundach. Ringowy zatrzymał potyczkę widząc, że Smith lada chwila może zostać brutalnie znokautowany przez wściekle atakującego Listona. 4 kolejne pojedynki Liston również rozstrzygnął na swoją korzyść (2 na punkty, 2 przez nokaut). Prawdziwym wyzwaniem i realnym testem miał być dla Listona pojedynek z utalentowanym Johnnym Sumerlinem. Sumerlin miał na swoim koncie już 21 walk, z czego 18 wygrał, jedną przegrał, a dwie zremisował. W oczy rzucała się jego przewaga doświadczenia, więc istniało spore ryzyko, że silny, ale „zielony” na zawodowstwie Liston może zostać pobity przez bardziej rutynowanego rywala. W końcu Sonny miał na swoim koncie tylko 5 walk i żadnej z rywalem o zbliżonych umiejętności do Sumerlina. Mimo braków w doświadczeniu, Liston sprawił małą niespodziankę i po ośmiu rundach pokonał przeciwnika jednogłośnie na punkty. W ostatnim starciu był nawet bliski wygranej przed czasem, ale Sumerlinowi udało się przetrwać kryzys. Dwa miesiące później panowie znowu spotkali się w ringu i także tym razem na punkty 2:1 lepszy był Liston.

Kolejnym rywalem Listona miał być niezły, ale co najwyżej solidny pięściarz z Detroit Marty Marshall. Liston uchodził za faworyta, przecież w końcu już dwa razy udowodnił swoją wartość przeciwko Sumerlinowi. Jednak walka z Marshallem okazała się prawdziwą drogą przez mękę dla Sonny'ego. Od samego początku przeciwnik stawiał opór. W czwartej rundzie wylądował jednak na deskach i wydawało się, że „smutny” Liston najpewniej rozbije swojego rywala - nic bardziej mylnego. Tymczasem doszło do czegoś zupełnie nieoczekiwanego. Po nokdaunie Marshall podbiegł do Listona i zaczął… szczekać. Skonfundowany Sonny zupełnie stracił koncentrację i opuścił gardę. Sprytny Marshall doskonale wykorzystał gapiostwo niepokonanego Listona zadając mu potężny cios, który złamał mu szczękę. Sonny nie poddał się, ale od tamtego momentu zaczął przegrywać walkę. Do tego w jego narożniku brakowało głównego szkoleniowca Monroe Harrisona. W tych niesprzyjających okolicznościach, po ośmiu rundach, Liston musiał zaznać goryczy pierwszej porażki. Po tej walce Liston dodatkowo został wystawiony do wiatru przez swojego promotora Franka Mitchella, który nie pokrył kosztów leczenia złamanej szczęki. Rozczarowany Liston zrezygnował z usług Mitchella i przeszedł pod skrzydła kojarzonego z mafią menadżera Josepha Barone.

W marcu 1955 roku Liston w walce na odbudowę wypunktował przeciętnego Neala Welcha, a już miesiąc później przystąpił do rewanżu z Martym Marshallem. Liston dał upust swojego gniewu w ringu nie dając swojemu oponentowi jakichkolwiek szans. Marshall aż czterokrotnie był liczony, a w szóstej rundzie sędzia przerwał te nierówne zawody. Tym samym Liston wziął odwet za jedyną porażkę w dotychczasowej karierze. Następne 4 pojedynki Sonny'ego nie miały większej historii. Wszystkie zakończyły się wygranymi Listona przed czasem. W kolejnej walce Sonny spotkał się po raz trzeci z Marshallem (który został jednak ściągnięty na ostatnią chwilę, pierwotnie Liston miał zmierzyć się z wymagającym Haroldem Johnsonem). Pojedynek był bardzo jednostronny, Liston wygrał wszystkie dziesięć rund, odniósł punktowe zwycięstwo i ostatecznie potwierdził, że jest lepszym pięściarzem niż jego pierwszy pogromca.

Kiedy zdawało się, że kariera Listona nabiera tempa i wszystko zmierza ku najlepszemu, Sonny'ego opętały stare demony. Pięściarz zaczął pracować jako egzekutor długów dla gangstera Johna Vitale. Potężnie zbudowany pięściarz, na twarzy którego prawie nigdy nie gościł uśmiech, budził postrach wśród wierzycieli. Oczywiście Liston został szybko namierzony przez policję. Od tego momentu zaczęły się ciągłe problemy boksera z prawem. Niejednokrotnie wdawał się w szarpaniny z policjantami, jednemu nawet złamał nogę – wszystko to kosztowało go kilka odsiadek, które na dwa lata zatrzymały jego karierę.

Między odsiadkami, w 1957 roku Liston poślubił niejaką Geraldine Clark Chambers, którą poznał na przystanku autobusowym. Szczęście nowej pary nie trwało jednak specjalnie długo, ponieważ już cztery dni po ślubie Sonny został aresztowany. Podejrzewano go o napad na bank. Ostatecznie pięściarz został oczyszczony z zarzutów.

Sonny Liston i jego żona


Liston stał się „wrogiem publicznym numer jeden” dla policji. Był zatrzymywany pod byle pretekstem, każdy jego krok był czujnie obserwowany. Niejednokrotnie zatrzymania Listona zamieniały się w spektakularne bitwy pomiędzy nim, a kilkoma policjantami próbującymi go okiełznać. W końcu bokser dostał ultimatum – musisz wyjechać z miasta. Tym samym Liston przeniósł się z Saint Louis do Filadelfii. Tam promotorską pieczę przejął nad nim wpływowy gangster Frank Carbo (zajmował się także karierą Rocky'ego Marchiano). Mimo złej reputacji, zwiastowało to nadejście dużych pojedynków dla Sonny'ego.

W tym momencie należy napisać co nieco na temat stylu w jakim walczył Liston. Opierał swój boks na potężnej sile fizycznej, dynamice, oraz miażdżącemu ciosowi. Mimo swoich predyspozycji fizycznych i boksu opartego na nich, nie można powiedzieć aby Sonny był „surowym bokserem”. Miał naprawdę solidne wyszkolenie techniczne, a jego lewy prosty był jednym z najmocniejszych w historii. Nie odganiał on przeciwników, ani nie służył zachowaniu dystansu, tylko był prawdziwym młotem, który odbierał wolę walki rywalom Listona, a czasem nawet rzucał ich na deski. Mimo bojowego nastroju, Sonny potrafił uśpić w ringu swoją ofiarę, by nagle przyspieszyć, zranić przeciwnika i dobić go przy linach potężnymi bombami.


Przy tym należy nadmienić o warunkach fizycznych Sonny'ego. Nie był zbyt wysoki (183 cm), ani specjalnie ciężki (zazwyczaj 96/97kg), ale posiadał jeden z największych zasiegów w historii HW (214 cm!!!). Liston bardzo dbał o formę. Angażował się w treningi, a jego sparingpartnerzy nie mieli łatwego życia. Mimo wzmocnionych ochraniaczy na głowę oraz żebra często byli odsyłani do szpitali lub dobrowolnie rezygnowali ze sparingów. Siła Listona budziła wręcz strach.

W międzyczasie Liston demolował kolejnych rywali. W kwietniu 1959 roku zmierzył się z Clevelandem Williamsem w walce, która zapowiadała się arcy wybuchowo. Obydwaj w tamtym okresie mieli problemy z zakontraktowaniem wartościowych rywali. Z prostej przyczyny. Obydwaj byli bardzo groźnymi puncherami, przed których siłą rywale mieli autentyczny respekt. Williams legitymował się do tego znakomitym rekordem 43-2. Pojedynek nie miał szans zakończyć się na punkty. W końcu w ringu dwóch rębajłów, którzy potrafili jednym ciosem uśpić przeciwnika. Od pierwszej rundy obydwaj szukali okazji do przełamania rywala, w drugiej zarysowała się przewaga Listona. W trzeciej odsłonie w ringu było coraz bardziej gorąco. W bijatyce jednak lepiej odnalazł się Liston, który najpierw rzucił rywala na deski lewym sierpowym, a później dobił go całą serią ciosów. Tym samym Sonny zwyciężył w walce puncherów. Jako motywację do szybkiego załatwienia rywala Liston po walce podał to, że Williams był dla niego „w pierwszej rundzie bardzo niemiły”.

Po tym zwycięstwie terror Listona trwał nadal. Na kolejnych jego rywali padał blady strach. Następnych trzech przeciwników Sonny'ego przegrało z nim przed czasem. W marcu 1960 roku Liston spotkał się w rewanżowej walce z Clevelandem Willimasem. Tym razem walka była jeszcze bardziej brutalna i bezpardonowa. W dzikich wymianach w rundzie drugiej lepiej odnalazł się Liston, który dwukrotnie rzucał przeciwnika na deski i zmusił ringowego do przerwania masakry. Sonny własnymi pięściami torował sobie drogę do mistrzowskiej szansy. Jego kolejnymi ofiarami stali się: legitymujący się świetnym rekordem 29-1 Roy Harris (wyszedł do ringu przestraszony i poległ już w pierwszej odsłonie), bardzo solidny i ceniony przez lata Zora Folley (KO 3), oraz świetnie wyszkolony Eddie Machen (UD, mimo że Sonny stracił 3 punkty za uderzenia poniżej pasa). Liston znokautował jeszcze Howarda Kinga oraz Niemca Alberta Westphala (brutalny nokaut w pierwszej odsłonie).

Zaczęło się pojawiać coraz więcej głosów, że nikt inny jak Sonny Liston powinien dostać mistrzowską szansę. Po przejściu na emeryturę Rocky'ego Marciano, nowym czempionem został Floyd Patterson (trenowany przez słynnego Cusa D’Amato). Tytuł udało mu się wywalczyć w pojedynku przeciwko znakomitemu Archiemu Moore'owi w 1956 roku (KO 6). Patterson czterokrotnie obronił tytuł (wszystkie pojedynki rozstrzygnął przed czasem), aż sensacyjnie utracił pas mistrza wszechwag w pojedynku ze Szwedem Ingmarem Johanssonem. Floyd przegrał przez nokaut w trzeciej odsłonie, wcześniej lądując 7 razy na macie ringu. Po roku doszło do rewanżu pomiędzy oboma pięściarzami. Tym razem, przez brutalny nokaut, zwyciężył Patterson i tym samym stał się pierwszym mistrzem HW, który odzyskał tytuł. Ponad pół roku późnej doszło do trzeciej potyczki Szweda z Amerykaninem. Po dramatycznym pojedynku, gdzie obydwaj wojownicy zapoznawali się z deskami, zwyciężył Patterson przechylając szalę trylogii na własną stronę. Pod koniec 1962 roku jeszcze łatwo odprawił Tony'ego McNeeleya (KO 4), po czym dziennikarze oraz kibice zaczęli burzliwie debatować nad tym, kto powinien być następnym rywalem mistrza. Wielu wskazywało Sonny'ego Listona – w końcu walczył niezwykle efektownie, pokonał kilku wysokiej klasy pięściarzy. Wydawał się być naturalnym wyborem do walki o pas, bo po prostu zasłużył swoimi osiągnięciami ringowymi na taką szansę. Jednak nic nie było takie proste…

Wiele komisji sportowych bojkotowało Listona ze względu na jego przeszłość oraz powiązania z Frankiem Carbo. Również Cus D’Amato wygłaszał, że jego zawodnik nie będzie walczył z pospolitym bandytą. Także wielu ludzi uważało, że ktoś taki jak Liston nie powinien nigdy walczyć o pas mistrzowski. W spór nawet zaangażował się prezydent Stanów Zjednoczonych – John Kennedy – który miał takie same zdanie jak D’Amato. Sprawa Listona stała się wręcz ogólnonarodową dyskusją. Ostatecznie Liston zmienił menadżera, na takiego który nie miał żadnych koneksji ze światem przestępczym. Tymczasem Patterson chciał udowodnić, że nie obawia się nikogo i jest w stanie pokonać każdego. Sporo ryzykował. Był postrzegany jako sympatyczny człowiek, świetny bokser i wzór do naśladowania dla młodzieży. Nikt nie próbował również wywierać specjalnej presji na mistrza odnośnie jego walki z Listonem – człowiekiem spod ciemnej gwiazdy, który prędzej niż idolem tłumów, stanie się kimś kim matki straszą swoje dzieci. Ostatecznie ambicje Pattersona wzięły górę.

Floyd Patterson podczas spotkania z Johnem Kennedym


Doprowadziło to do konfliktu pomiędzy Pattersonem, a Cusem D’Amato. D’Amato nie chciał walk z Listonem. I nie chodziło tutaj wcale o sprawy natury etycznej. D’Amato świetnie czytał boks i znał wszystkie wady i zalety swojego zawodnika. Floyd był świetnym pięściarzem, bardzo szybkim, starannie wyszkolonym, o wybuchowym ciosie, jednak posiadał jedną poważną wadę – otóż posiadał szklaną szczękę. D’Amato zdawał sobie sprawę, że jego zawodnik, ze względu na swoją kruchość, nie ma większych szans na pokonanie takiej ringowej bestii jaką był Liston. Panowie obstawali przy swoim, co doprowadziło do awantury. Brak porozumienia skutkował zerwaniem współpracy pomiędzy obiema stronami.

Do walki „dobra ze złem” doszło 25 września 1962 roku. Faworytem bukmacherów był co ciekawe Liston. Uważali oni, że „kruchy” Floyd skapituluje pod naporem takiego punchera jakim był Sonny. Co ciekawe, za walkę z Listonem Patterson otrzymał najwyższą zapłatę w historii 1 250 000 $, kiedy jego przeciwnik otrzymał pięciokrotnie niższą kwotę. Publiczność chciała ujrzeć jak dobry mistrz wymierza sprawiedliwość złemu, brzydkiemu i mrukliwemu Listonowi. Życie bywa jednak przewrotne. Walka zakończyła się po 2 minutach i 6 sekundach pierwszej rundy. Właściwie pierwszy mocny cios Sonny'ego ustawił walkę. Zraniony prawym krzyżowym Patterson poleciał bezwładnie na liny, gdzie został wręcz „rozszarpany” przez rozjuszonego Listona. Spektakularne zwycięstwo nad urzędującym czempionem sprawiło, że największe marzenie Sonny'ego, ale również największy koszmar bokserskich moralistów Ameryki stały się faktem – „bandyta” Liston został mistrzem świata wagi ciężkiej. Sonny myślał, że wraz z tytułem wygrał nowe, lepsze życie…


Ciąg dalszy nastąpi...

Autor: Rafał Sarnowski/@'redd

Krystian Sander jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 22-03-19, 12:50   #2 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Nov 2013
Postów: 18876
Nominowany 467 razy w 136 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 38
Domyślnie

Wciągająca, fajnie opowiadana historia, ale niestety jest i zła wiadomość - na dziś Rafał nie posiada kontynuacji. Może jakoś go razem zmobilizujemy pozytywnymi komentarzami
Krystian Sander jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 22-03-19, 12:56   #3 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Mar 2015
Postów: 4205
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Przy tym należy nadmienić o warunkach fizycznych Sonny'ego. Nie był zbyt wysoki (183 cm), ani specjalnie ciężki (zazwyczaj 96/97kg), ale posiadał jeden z największych zasiegów w historii HW (214 cm!!!)
W tej kompilacji z jabami wyżej, jak rozpuszczał lewy to był szerszy jak wyzszy... Ale wybryk plus ta siła.

Ps. Napoczęcie Patersona po faulu jak byk. Coś na wzór Fury vs Cunningham,tylko ten jeszcze przetrzymywał Floyda i ładował dalej. Tak czy tak,pewnie by go zmiótł,bo to zupełnie inny wymiar siły,ale faul to faul.
mat.d jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 22-03-19, 18:20   #4 (permalink)
Super Moderator
  
 
Zarejestrowany: Jun 2006
Skąd: Błonie/Warszawa
Postów: 18133
Nominowany 19 razy w 6 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 2
Domyślnie

Cytat:
Napisał Gwahu Zobacz post
Na pewno? Uważam, że było wręcz na odwrót. Świadczą o tym choćby kursy u bukmacherów, czyli ludzie stawiali na Listona i to jest fakt. Ale tak na logikę. Kogo wolą ludzie? Prawilnego, małomównego bad-boya, który bije policjantów i ma znajomych wśród poważanych gangsterów czy kogoś takiego jak Patterson?
Dobrze napisał. Publiczność miała takie oczekiwania ale z drugiej strony mało kto wierzył że Paterson da rade stawic opór.
Black Dragon jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Sonny Liston, niechciany mistrz: część pierwsza (dzieciństwo - amatorski debiut) Krystian Sander Publicystyka 5 22-03-19 08:57


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 14:09.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.