stare 18-01-19, 18:58   #1 (permalink)
prospect
2nd Place Winner (TOTM)  
 
Zarejestrowany: Nov 2009
Skąd: Kraków
Postów: 635
Nominowany 34 razy w 4 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 2
Domyślnie Polski boks: Jenga i kot Schrödingera


2019 będzie ostatnim rokiem drugiej dekady XXI wieku. Rokiem, który dla polskiego boksu zawodowego z jednej strony ma szansę być jednym z najlepszych w ostatnim czasie (teza mocno optymistyczna) jak i jednym z najbardziej rozczarowujących (założenie pesymistyczne). Niezależnie od tego co stanie się w najbliższych dwunastu miesiącach, w oddali widać niebezpieczeństwo.

W oparach promotorskich sporów umyka problem dziury pokoleniowej jaka wytworzyła się w środowisku w ostatnich latach. Jeśli nie zostanie zasypana, niebawem zwyczajnie nie będzie się o co się kłócić.

Vanitas vanitatum et omnia vanitas

Naturalnego paliwa w postaci wyszkolonych pięściarzy dostarcza dla promotorów przede wszystkim boks amatorski zwany od pewnego czasu – olimpijskim. Istnieją oczywiście na świecie regiony z nieco inaczej ukształtowaną tradycją, ale upraszczając – w warunkach europejskich trudno znaleźć silny rynek profesjonalnej odmiany boksu bez podparcia w postaci solidnych struktur amatorskich.

Polski boks olimpijski od dekad podlega stopniowej erozji. Bywają momenty, a w zasadzie momenciki drobnego przebłysku, które jednak ostatecznie gasną tak szybko jak się pojawiły. Przypomina to nieco hipotetyczną sytuację w jakiej znajduje się osławiony „kot Schrödingera”.

Dla niewtajemniczonych: Noblista Erwin Schrödinger sformułował swego czasu eksperyment myślowy w którym opisał teoretyczną sytuację, kiedy to w pudełku umieszczamy obok siebie żywego kota, pojemnik z toksyczną substancją oraz radioaktywny pierwiastek. Ten ostatni element jest swego rodzaju zapalnikiem, który może, choć nie musi, spowodować uwolnienie trucizny. Pudło następnie zamykamy. Zgodnie z rozumowaniem Schrödingera – bez jego ponownego otwarcia, nie jesteśmy z zewnątrz w stanie stwierdzić czy zwierzę zostało zabite czy nie. Z tej perspektywy – jest żywe i martwe jednocześnie. Taki niejednoznaczny i paradoksalny stan fizycy określają mianem superpozycji.

Polski boks amatorski znajduje się zatem w superpozycji (w ujęciu fizycznym) i w ch…..j pozycji – w rozumieniu dosłownym. Przystawiając ucho do pudełka w którym zamknięty jest nasz kot usłyszymy od czasu do czasu cichutkie rzężenie. Jeśli dostawimy nos, odrzuci nas zapach zdechlizny. Na dobrą sprawę nikt nie ma ochoty zaglądać do środka.


Organizm daje oznaki życia głównie dzięki resztce pasjonatów. Różnie bywa z infrastrukturą, różnie z kwalifikacjami – czasem pachnie zwyczajną partyzantką wymuszoną przez rzeczywistość. Martwy jest za to system. Brak realnego przywództwa, pomysłu który sprawiłby, że środowisko choćby zaczęło udawać, iż istnieje jakieś światełko w tunelu.

Narzekanie na Polski Związek Bokserski przypomina trochę użalanie się nad pogodą – prędzej czy później zdajesz sobie sprawę, że to bezcelowe, nudne, a grono słuchaczy dość szybko się wykrusza.

By jednak nieco zobrazować skalę beznadziei, przywołam przykład sprzed 8 lat – tak naprawdę jeden z wielu możliwych do przedstawienia – ale ten szczególnie dający do myślenia.

W 2010 roku w Baku odbywają się Młodzieżowe Mistrzostwa Świata w boksie olimpijskim. Kwalifikuje się na nie Polak – 17-letni Dawid Michelus. Zdobywa brązowy medal. W ćwierćfinale pokonuje Tugstsogta Nyambayara – ówczesnego v-ce mistrza świata seniorów. W półfinale ulega po bardzo równej potyczce Kubańczykowi Robeisy Ramirezowi.

W tej ładnej historii jest jednak mały zgrzyt: otóż niewiele brakowało a młody Polak do Baku w ogóle nie doleciałby. W budżecie związku nie znalazła się bowiem wystarczająca kwota, żeby sfinansować jego pobyt w stolicy Azerbejdżanu. Michelus zdobył medal tylko dzięki uporczywości swojego szkoleniowca, który pukając od drzwi do drzwi, mówiąc brutalnie – wyżebrał brakujące pieniądze:

- Na szczęście udało się uzyskać odpowiednią sumę. Szukając tych funduszy czułem się trochę jak menel, zbierający na „flaszkę” (śmiech). Brałem po 20, po 50 zł, ile się dało. Udało się – mówił w rozmowie ze mną w 2010r., szkoleniowiec Michelusa, Sławomir Nowicki.

Podium wywalczone na MMŚ było jednocześnie przepustką na odbywające się tego samego roku w Singapurze Letnie Igrzyska Młodzieży.

- Dawid jako jedyny z polskich bokserów dostał się na Igrzyska w Singapurze, a Polski Związek Bokserski chciałby, żebym to ja szukał pieniędzy na finansowanie obozów. Ale cóż, ja Dawida i tak przygotuje, nawet jeśli miałbym wyłożyć na to swoje własne pieniądze – dodawał trener Nowicki.

Michelus na szczęście do Singapuru dotarł, zdobył brązowy medal – znów przegrywając półfinał po równej walce z Ramirezem.

Po przylocie do Polski, na lotnisku Michelusa powitał oczywiście ówczesny prezes PZB, Jerzy Rybicki:

- Szczerze powiedziawszy, spodziewałem się medalu Dawida, taki zawodnik jak on to prawdziwy skarb, takie talenty trzeba szczególnie pielęgnować. Znów przegrał ze znakomitym Kubańczykiem, ale do trzech razy sztuka! Życzę mu złota na Olimpiadzie – zapewniał Rybicki.

Jaki jest epilog tej historii? Dwa lata później, już na „prawdziwej” Olimpiadzie w Londynie wspomniani wcześniej – Nyambayar oraz Ramirez zdobywają odpowiednio srebro i złoto. Michelusa na Igrzyskach w ogóle nie ma. Mijają kolejne cztery lata i na następnych IO tym razem w Rio de Janeiro, Ramirez znów sięga po złoto. W lipcu 2018r. ucieka ze zgrupowania kubańskiej kadry w Meksyku i wkrótce rozpocznie profesjonalną karierę. Co dzieje się z Michelusem? Przyznam szczerze nie wiem…

Jak zaznaczyłem – to oczywiście jeden z wielu możliwych przykładów uświadamiający skalę problemu. Pokazujący krajobraz suchej, wyjałowionej ziemi gdzie jeśli – wbrew zupełnej logice – wyrośnie nawet coś, co może dać owoce, zostanie prędzej czy później zadeptane. Kraina gdzie pomimo panującej suszy twa w najlepsze walka „na noże” [czasem dosłownie] o każdą piędź ziemi. Gdzie wszystkie skandale najpierw spływają po obecnych jak po kaczce a potem krzepną, tak jak krew z czasem krzepnie na koszuli.

Wyrwa

Gdy boks amatorski marniał z dnia na dzień, rodzime profesjonalne pięściarstwo rozwijało się, rosło stopniowo w siłę i zyskiwało grono sympatyków. Niektórzy uznają to za paradoks, inni wręcz przeciwnie, uważają że są to procesy ściśle ze sobą powiązane.

Bywały lata zaskakująco dobre jak i rozczarowujące.

Jeśli sięgniemy pamięcią do pierwszej połowy obecnej dekady (lata 2010-2014) zobaczymy jak pewna generacja naszych pięściarzy puentowała swoje kariery. Tomasz Adamek po kilu zwycięstwach w wadze ciężkiej doczekał się pojedynku o mistrzostwo świata królewskiej dywizji. Krzysztof Włodarczyk kilkukrotnie bronił pasa kat. do 200 funtów. Rafał Jackiewicz, Albert Sosnowski, Grzegorz Proksa, Mariusz Wach – otrzymali szansę walki o najważniejszy tytuł [pierwszych trzech wywalczyło dodatkowo wcześniej pas mistrza Europy - EBU]. Paweł Kołodziej oraz jego imiennik Paweł Głażewski również dostali taką możliwość. Będących wysoko w rankingach Damiana Jonaka i Dawida Kosteckiego „złoty strzał” ominął z wiadomych względów.

W tym samym okresie istniało równolegle pokolenie nieco młodszych pięściarzy.

Mateusz Masternak miał już na koncie nawet tytuł mistrza Europy, który ostatecznie stracił w starciu z Grigorijem Drozdem. Kapitalnie rozwinął się Krzysztof Głowacki. Polak piął się w rankingach by chwilę później (w 2015 r.) sięgnąć po pas mistrza świata. Świetnie rokował Kamil Łaszczyk. W 2014 kluczowe zwycięstwa dla swoich karier odnieśli Artur Szpilka, Maciej Sulęcki i Michał Syrowatka. Po wygranych nad m.in. G. Johnsonem oraz G. Campillo szansę zdobycia mistrzowskiego pasa wagi półciężkiej dostał Andrzej Fonfara. Przegrał, ale zostawił po sobie dobre wrażenie. Dość brutalną weryfikację zaliczył Andrzej Wawrzyk. Polak został szybko zastopowany przez Aleksandra Powietkina. Wawrzyk miał jednak wówczas 26 lat – niewiele jak na wagę ciężką – i choć osób wierzących w jego talent było jak na lekarstwo, podopieczny Fiodora Łapina miał jeszcze przed sobą sporo czasu by dojrzeć i okrzepnąć jako pięściarz. W tle coraz śmielej poczynali sobie Michał Cieślak oraz Kamil Szeremeta. Kariera Izu Ugonoha rozpędzała się (i rozpędza po dziś) w tempie fabuły filmu „Śmierć w Wenecji”. Izu pomimo licznych przerw pozostawał jednak na radarze kibiców.

Wróćmy do współczesności. Opisane wyżej pokolenie weszło/wchodzi/wejdzie niebawem w etap puentowania karier. Tak jak kiedyś Adamek i Włodarczyk, tak dziś Głowacki czy Sulęcki wkraczają w kluczowy moment dla swojego sportowego resume.

Przyjrzyjmy się jednak temu co najbardziej nas interesuje, mianowicie bezpośredniemu zapleczu. Poniżej zestawiłem ze sobą obecnie najciekawszych polskich pięściarzy zawodowych (urodzonych w 1990 r. i młodszych) oraz ich odpowiedników sprzed kilku lat, ówczesnych „prospektów”.


Na początek kilka uwag:

1. 29-letni „prospekt” brzmi trochę jak 29-letnia dziewica – spora aberracja w skali świata. Poruszamy się jednak w warunkach polskich, a co za tym idzie – musimy spojrzeć na realia z większą wyrozumiałością.

2. Lista obecnych „prospektów” (jak widać gołym okiem) jest mocno naciągana. Kilka nazwisk zostało na niej umieszczonych na siłę.

3. Inni jak np. Przemysław Runowski czy Patryk Szymański znajdują się na dość poważnym zakręcie i nie wiadomo czy i kiedy wrócą do uprawiania sportu.

4. Odbiór zestawienia może zaburzać fakt, iż porównujemy pięściarzy, których potencjał został już w wielu przypadkach określony w ostatnich latach z tymi, którzy dopiero czekają na prawdziwe testy. Innymi słowy – inaczej postrzegany był np. Artur Szpilka po wygranej nad Tomaszem Adamkiem, a inaczej widzimy go dziś.

5. Pokolenie 1990+ ma jeszcze dwanaście miesięcy by nieco „podrasować” CV (kolumna po lewej obejmuje okres 4-letni, kolumna po prawej 5-letni).

6. Rozwój kariery w zasadzie nigdy „nie zazębia” się z przyjętymi tutaj umownymi przedziałami (dekada, połowa dekady itp.).

7. Przyjęte przeze mnie kryterium wieku też jest tylko symboliczne. Przekroczenie 30 roku życia nie oznacza przecież przekreślenia jakichkolwiek szans na tryumf. Warto jednak tutaj zaznaczyć, iż zdecydowana większość naszych utytułowanych zawodników w tym Tomasz Adamek, Krzysztof Włodarczyk i Krzysztof Głowacki odnosiła swój pierwszy duży sukces przed „trzydziestką”.

8. By nie zaburzać realnego odbioru zestawienia, zdecydowałem się nie umieszczać w nim pochodzącego z Ukrainy utalentowanego Fiodora Czerkaszyna.

Mając z tyłu głowy ww. uwagi widać mimo wszystko jak na dłoni wyraźną różnicę na niekorzyść obecnego pokolenia. Konfrontując ze sobą co smakowitsze „wisienki” z obu list, cóż… zbytnich powodów do optymizmu nie ma. Poprzedniej generacji doczepiano nieraz etykietkę „sztucznie nabitych rekordów” i „ciągłego braku weryfikacji”. Gdy spojrzymy jednak na to z kim walczyli w stosunkowo młodym wieku Szpilka, Wawrzyk, Masternak, Głowacki, Łaszczyk czy Fonfara, to zastanówmy się jaką „łatkę” należałoby przyszyć ich dzisiejszym rówieśnikom? Skala talentu to zresztą jedno. Polski boks zawodowy systematycznie starzeje się. Widać to i w tabeli powyżej, jak i w strukturze wiekowej zawodników boksujących w kategorii ciężkiej i naszej koronnej – cruiser. Na dobrą sprawę w tych dwóch dywizjach nie mamy obecnie praktycznie nikogo w wieku 20-27 lat w kim można pokładać nadzieje na przyszłość.

Potencjału sportowca nie da się określić tylko na podstawie suchych statystyk. Z dziesięciu talentów nigdy nie zrodzi się dziesięciu mistrzów. Proporcja jest o wiele bardziej brutalna. Wielu naprawdę utalentowanych zawodników [np. Kamil Łaszczyk] przepada gdzieś po drodze z najróżniejszych powodów. Dla przeciwwagi – bywa z kolei tak, że ktoś na kogo nikt nie stawia, nagle eksploduje i wdziera się szturmem do światowej czołówki. Cztery lata temu Adam Kownacki był tak naprawdę tylko ciekawostką, którą interesowało się wąskie grono osób. Wiemy w jakim miejscu jest dziś.

Jeżeli w naszych „młodszych” pięściarzach drzemie właśnie taki ukryty potencjał (którego niestety w większości przypadków osobiście nie dostrzegam) – to znakomicie. Sprawa załatwiona i cały ten wywód jest zupełnie bez sensu. Jeśli nie – za kilka lat będziemy wspominać nie tylko największe pojedynki Adamka, „Diablo” czy Głowackiego. Możemy zatęsknić i za tymi co do których nigdy byśmy się tego nie spodziewali.

Jenga

Ze względu na dość mocno okrojony materiał ludzki budowanie produktu pod nazwą „boks zawodowy” przypominało w pewien sposób popularną grę towarzyską – Jengę. Zabawę skupiającą graczy wokół improwizowanej konstrukcji. W oryginalnej wersji Jengi – uczestnicy [za Wikipedią]:

Z drewnianej wieży gracze kolejno usuwają z budowli dowolny klocek poniżej skończonego poziomu i układają go na górze. Przegrywa osoba, która wyciągając klocek, przewróci wieżę. Gra przeznaczona dla dowolnej liczby osób.

Podczas rozgrywki elementy wcześniej wyjęte trafiają z powrotem na górę układanki. W przypadku boksu zawodowego – usunięty fragment budowli [pięściarz definitywnie kończący karierę] trafia na bok i trzeba go zastąpić kimś nowym. Ogólna zasada jest jednak taka sama – wszystkie wyrwy w budowli da się równoważyć, o ile we właściwym czasie, we właściwym miejscu ułożymy kolejną część [w idealnych realiach - starszego, zasłużonego zastępuje perspektywiczny zawodnik].

Do promotorsko – biznesowej Jengi może u nas zasiąść w zasadzie każdy. I na dobrą sprawę – ktoś kto chce ryzykować własne pieniądze w tym naprawdę niełatwym biznesie zasługuje na choćby minimum szacunku i pewien kredyt zaufania. Jednocześnie do wszelkich zapewnień trzeba podchodzić z dużą ostrożnością. Do budowania zabierali się czasem ludzie z trzęsącymi dłońmi, zbawiciele, rewolucjoniści, którzy zapowiadali koniec pewnej epoki, wywrócenie obecnego porządku. Prawie każdy obiecywał nową jakość i powiew świeżości. Efektem przedawkowania tej „nowej jakości” był nieraz skręt kiszek albo biegunka. Zamiast powiewu świeżości w powietrzu unosił się smród zatkanego sedesu, a dalsze rozwolnienie blokował na szczęście Stoperan w postaci ujemnego wyniku finansowego gali. Byli oczywiście i tacy, którzy intencje mieli dobre, ale na pewnym etapie zwykle brakowało im pieniędzy, kontaktów, know-how, zaplecza.

Konkurencja sama w sobie jest oczywiście potrzebna. Wymusza działania, wzmaga innowacyjność, pobudza czujność. Zasadniczym problemem polskiego boksu zawodowego nie jest jednak brak konkurencji, zainteresowania ze strony telewizji czy mała ilość gal. Prawdziwym kłopotem jest deficyt perspektywicznych zawodników. Stosunkowo młodych, naprawdę zdolnych – mówiąc krótko takich, którzy faktycznie potrzebują pomocy przy prowadzeniu karier. Tych jest dziś u nas mniej niż promotorów działających na rynku. Konkurenci coraz częściej zmuszeni są podbierać sobie nawzajem klocki albo sięgać na zakurzoną półkę po te wcześniej odłożone i zapomniane. O ile walkę o najatrakcyjniejsze kąski można jeszcze zrozumieć , o tyle rywalizacja pt. ”U kogo zawoskuje Krzysztof Zimnoch” – jest już co najmniej groteskowa… Są to ruchy pozorowane, kosmetyczne, obliczone na tu i teraz – nie gwarantujące jednak długofalowo stabilności całej konstrukcji. Ta – przy braku dopływu świeżego budulca – zacznie chybotać się i coraz głośniej trzeszczeć.

W oryginalnej Jenge porażkę ponosi tylko ten kto spowoduje upadek całej struktury. W realnym życiu, przy zawaleniu się budowanego mozolnie produktu – przegrają wszyscy.

Opracował: Przemysław Mrzygłód/blog: fightingclub.pl

Przemysław Mrzygłód jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 18-01-19, 19:16   #2 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Nov 2013
Postów: 18877
Nominowany 467 razy w 136 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 38
Domyślnie

Patrząc na tę tabelkę po lewej można się przerazić... Raz, że ja tam nie widzę chłopaków o dużym potencjale sportowym, a dwa, że ja tam nie widzę osobowości. Myślę, że dzisiejsza czołówka naszego boksu jest ponad stan, a ci panowie z lewej strony w większości nigdy nie zbliżą się do poziomu tych po prawej. Co gorsze, my nie mamy prospektów w wadze ciężkiej, a w cruiser raptem może trzech facetów, którzy mają jeszcze przed sobą wiele lat boksu i perspektywę rozwoju (Balski, Cieślak, Jeżewski).

Nie wyobrażałem sobie polskiej reprezentacji, gdy odchodzili z niej ludzie z kadry Engela, nie wyobrażałem sobie, kto miałby zastąpić Żurawskiego, Frankowskiego, Dudka, ale jak się okazywało, życie nie znosi próżni i zawsze ktoś na ich miejsce wskakiwał, często nawet ktoś o wyższych umiejętnościach. Ale w naszym boksie ja naprawdę nie widzę następców Adamka, Diablo, Główki, Mastera, Fonfary czy nawet Szpilki. Może się jakieś rodzynki trafią spoza naszego systemu, ale tak jak pisałem, w tej tabelce po lewej stronie wieje straszną nudą...

Do tego rzuca się w oczy to, że obecna czołówka polskiego boksu miała chyba lepiej rozwinięte kariery na etapie bycia prospektem, lepiej zbudowane nazwiska i osobowości, aniżeli obecni prospekci. No i co najważniejsze - to byli po prostu lepsi pięściarze.

Tekst oczywiście bardzo ciekawy!
Krystian Sander jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 18-01-19, 19:20   #3 (permalink)
challenger
  
 
Zarejestrowany: Feb 2011
Postów: 1620
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Świetny felieton i świetna puenta, niestety skłaniam się ku tej mniej optymistycznej wersji. Żeby mieć jakieś nadzieje to trzeba mieć w ogóle jakichkolwiek bokserów. My nie mamy już prawie nikogo, oglądając mistrzostwa polski w boksie amatorskim wnioski nasuwaja sie same-albo chłopaki przed 30stką albo młodzi, średnio utalentowani zawodnicy z malutkimi wyjątkami. Zainteresowanie tym sportem spadło, widać to po klubach bokserskich, widać po brakach zaangażowanej młodzieży. Po części wyjasniłes to w tym artykule, brak sponsorów mimo że to jest kurwa naprawdę tani sport do uprawiania, olewające podejście PZB itd. Chłopaczek bedzie miał wyjebane, bo nagród i stypendiów nie ma, jak są to załatwiane przez prywatnych sponsorów, wałki sedziowskie zdarzają sie bardzo często na walkach, jak tu myślec poważnie o karierze?
pain.exe jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 18-01-19, 21:49   #4 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Nov 2009
Skąd: Kraków
Postów: 635
Nominowany 34 razy w 4 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 2
Domyślnie

@Gwahu
1. Z dekadą masz oczywiście rację, przy czym jest to stary problem nazywania lat 00-09, 10-19 każdego wieku. Lata zerowe, dziesiętne itd. nie przyjęły się za bardzo w powszechnym użyciu. Natomiast co do meritum - zgoda.
2. Ten kot jest tutaj z mocnym puszczeniem oka, luźniuteńkie porównanie opierające się tylko na głównych założeniach eksperymentu, a nie realna próba umieszczenia tego zagadnienia w warunkach fizyki kwantowej
3. To co najistotniejsze. Kasę opłacało się zbierać - inna sprawa, że nie powinno - to nie był wydatek który byłby poza zasięgiem PZB. Poziom boksu amatorskiego oraz to dlaczego jest gdzie jest to temat rzeka. Jest wiele dyscyplin sportowych, gdzie mamy medale, gdzie jest biedniej niż w PZB i gdzie dyscyplinę ogląda / interesuje się nią jeszcze mniej osób.
Przemysław Mrzygłód jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 19-01-19, 02:45   #5 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 4300
Nominowany 202 razy w 61 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 25
Domyślnie

Rzadko to piszę: fenomenalny tekst!

Jaki jest koń, każdy widzi. Dla mnie nie ma większego znaczenia, że mocno kuleje boks amatorski, bo poza Adamkiem nie widzę w tym gronie mocnych amatorów. Jasne - Diablo i Sulęcki nieźle rokowali, ale to jednak nie była skala talentu i sukcesów juniorskich na miarĘ Tigera. Gorzej, że boks zawodowy z którego wywodzi się większość naszych najlepszych w Polsce ma się coraz gorzej, a dwa pozytywne przykłady: Fonfara i Kownacki, to właściwie pochodne amerykańskiej myśli szkoleniowej. To nie przypadek, że dwaj najlepiej wyszkoleni i najbardziej chyba znani polscy zawodowcy,to świetni amatorzy z ostatniej puli gwiazd polskiego boksu (Gołota, Michalczewski).

Jest jednak coś napawa pewnym optymizmem - cały czas rodzą się tu tacy ludzie jak Sulęcki, Łaszczyk czy Stępień.
Marek Cudek jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 19-01-19, 09:51   #6 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Jul 2017
Postów: 923
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Ludzie rodzą się cały czas ale jak nie będzie jakiegoś systemu wychwytywania ich predyspozycji to zajmą się czymś innym, w najgorszym wypadku budową domu...
Państwo dofinansowuje wiele rodzajów działalności sportowej, więc czemu nie boks? A co do kosztów - jest wiele jeszcze tańszych dyscyplin (biegi) lub takich gdzie infrastruktura już jest i utrzymuje się sama (np. pływanie). Żeby boks zaistniał to niestety trzeba zbudować społeczne zapotrzebowanie - być może wprowadzenie np. elementów boksu do wf? Bo boks ma słabą prasę - wg ogółu to sport dla łysych osiłków. Skoro w szkołach pojawił snowboard finansowany przez miasta/szkoły to dlaczego nie boks? Żeby zmienić mentalne nastawienie?
Kolejny element to siłownie, gdzie ludzie wylewają pot przerzucając ciężary, a gdzie raczej nie widuje się bokserów. Dlaczego państwo nie mogłoby w ramach promocji sportu zawrzeć umów na wydzielenie części dla bokserów? Nie zapuszczonej zamkniętej dziury, ale otwarty ring widoczny z daleka, kolorowy.
Oczywiście jest problem z trenerami ale znowu - rocznie wypuszczamy pewnie kilkuset absolwentów wychowania fizycznego. Nie mogą choć trochę liznąć wyszkolenia bokserskiego? Wziąć dwóch/trzech trenerów nie poduczą kilkunastu absolwentów, ci poduczą już kilkudziesięciu. Nie chodzi o to aby naraz mieć kilkuset Łapinów bo to niemożliwe, ale żeby za 10 lat mieć kilkuset ludzi w skali kraju, którzy znają podstawy boksu i potrafią pokazać kompletnemu amatorowi na takiej sali jak wyprowadzić cios.
Kluby karate są pełne, klubów bokserskich nie ma - dlaczego? Bo kiedyś zrobiła się moda na ten sport, zbudowano zapotrzebowanie. Lawina zaczyna się od drobnego kamyczka.
kretos jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 19-01-19, 13:10   #7 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 4300
Nominowany 202 razy w 61 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 25
Domyślnie

Kwestia kiepskiego PR właśnie. Kiedyś boksu uczyli się obok jazdy konnej i fechtunku, a karate czy judo od kiedy istnieją miały lepszą opinię niż boks - ludzie nie mają żadnego problemu by posyłać tam dzieci, trening zaczyna się dużo wcześniej i jest o wiele mniej nastawiony na konfrontację. Nie wiem jak dziś, ale chyba nie ma mody w Polsce żeby przez dziesięć lat chodzić się porozciągać, poskakać i poobijać worek z delikatną zabawą z trenerem - taki rynek dla białych kołnierzyków. Jackowski coś tam kombinuje, wiadomo.
Marek Cudek jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 19-01-19, 14:35   #8 (permalink)
champion
  
 
Avatar Taszun
 
Zarejestrowany: Jan 2008
Postów: 4697
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

wlasnie na shoutboxie szmagel przyslal info ze organizowany jest turniej ktory ma wylonic nastepce Goloty ( 100 tys nagrody jesli ktoregos z was interesowaloby to. Jesli w kontrakcie zagwarantowanoby mi bedac ogloszony nastepca Goloty ze bede zarabial jak Golota w swoim prime finansowym to moge uznac ze oferta jest ciekawa).
Ponoc turniej dla zawodowcow co wydaje mi sie dziwna oferta bo znamy zawodowcow i wszyscy zgadzamy sie ze nie ma nastepcy Goloty w sensie potencjalu. Sportowego jak i medialnego. Wydaje sie w tym momencie ze turniej jest bezcelowy.
Ale byl taki program w USA ktory promowal wybranych poprzez selekcje amatorow ktorzy mieli przejsc na zawodostwo. Zycie pokazalo ze kilku zawodnikow odnioslo glosne sukcesy. Przynajmniej jeden napewno bo to pamietam.

Znamy przypadki ze w USA zdarzalo sie przyszlym znanym zawodnikom zaczynac swoja przygode z boksem bardzo pozno, nie majac doswiadczenia amatorskiego i to nie przeszkodzilo im odniesc sukcesy ale wydaje mi sie ze za tym stalo swietne przygotowanie fizyczno-motoryczne wychodzace z innego sportu ktory wczesniej uprawiali na poziomie amatorskim jak i zawodowym .Po prostu USA kiedys stalo mocno sportowo i bylo mozliwe zeby zawodnik ktory nie odniosl jeszcze niczego wielkiego co wykluczaloby przejscie do innej dziedziny sportu i odnosic sukcesy. tzw przebranzowic sie
U nas ogolnie sport kuleje i pytanie jest odnoszac sie do artykulu czy to tylko wina wszystkiego co sie dzieje w boksie amatorskim jako instytucji? - co oczywiscie jest tragedia- czy ogolnie mamy problem ze sportem narodowym.
Taszun jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 19-01-19, 14:41   #9 (permalink)
champion
  
 
Avatar szmagel
 
Zarejestrowany: Mar 2005
Postów: 5122
Nominowany 1 raz w 1 Temacie
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 1
Domyślnie

Chyba jednak dla amatorów, na fb jest napisane więcej:

Zaczynamy nowy unikalny projekt. Polski turniej bokserski w wadze ciężkiej. Turniej odbędzie się podczas gal Rocky Boxing Night.

➡️ Start - 10 Maja w Kościerzynie.
➡️ Gale i turniej będą transmitowane w telewizji Polsatsport.pl

W turnieju chcemy wyłonić perspektywicznego zawodnika z charakterem, który udowodni, że warto w Niego inwestować.

Znajdźmy razem boksera, który da Nam emocje, jak Andrzej Gołota.

➡️ Jeżeli uważasz, że możesz podjąć to wyzwanie, odezwij się do Nas na mail - rocky.biuro@gmail.com
szmagel jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 19-01-19, 14:58   #10 (permalink)
champion
  
 
Avatar Taszun
 
Zarejestrowany: Jan 2008
Postów: 4697
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

napewno nie ktos zielony bo mowa jest o znalezieniu kogos kto udowodni ze warto w niego inwestowac . to musi byc ktos kto juz wiele soba reprezentowac. Nie ma sensu zebym sie zapisywal. Nawet jesli blysnalbym odpowiedzia na pytanie po co pan do nas przyjechal odpowiadajac ze jestem nastepca mike tysona i przyjechalem zbic nastepce andrzeja goloty to na wiele by sie to nie zdalo. Dlatego nie namawiajcie mnie juz wiecej
Taszun jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
RSC: Q&A - moje inspiracje, ulubione książki o boksie, boks polski i zagraniczny Andrzej Pastuszek Publicystyka 12 08-01-19 22:50
Marian Kmita: polski boks jest na samym dnie Krystian Sander Newsy 14 02-07-17 10:59
Święty Mikołaj odwiedził polski boks Krystian Sander Publicystyka 2 25-12-14 07:44
Kostyra: Ta sprawa rzuca cień na polski boks Krystian Sander Newsy 7 15-12-14 21:58
Polski boks amatorski - dno, od którego trzeba się odbić. eMCe Boks amatorski 8 10-03-12 15:58


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 23:48.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.