stare 31-08-18, 09:28   #1 (permalink)
Felietonista
  
 
Zarejestrowany: Oct 2014
Postów: 1639
Nominowany 263 razy w 66 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 24
Domyślnie Dawni polscy bokserzy wagi ciężkiej


Tym razem będzie o zawodnikach boksu amatorskiego, który niegdyś wzbudzał w naszym kraju olbrzymie zainteresowanie. Waga ciężka ma swoją niepowtarzalną specyfikę i dostarcza szczególnych emocji zarówno na ringach boksu olimpijskiego, jak i profesjonalnego. Nie bez powodu nazywana jest kategorią królewską. Poniżej przedstawiam sylwetki 6 polskich pięściarzy wagi ciężkiej. Występy trzech z nich doskonale pamiętam, jednego przypominam sobie jak przez mgłę z lat wczesnego dzieciństwa, o dwóch najstarszych jedynie słyszałem i czytałem. Oczywiście mój wybór jest subiektywny, bowiem dokonania Ludwika Denderysa, Janusza Zarenkiewicza i Grzegorza Skrzecza również zasługują na uznanie. Wybrałem nie tyle 6 najlepszych, co 6 w moim odczuciu najciekawszych.

Stanisław Piłat (1909–1993) to najlepszy polski bokser wagi ciężkiej przed II Wojną Światową. Pochodził z Nowego Targu, ale karierę bokserską rozpoczął w wieku 22 lat w Warcie Poznań, której trenerem był wówczas legendarny później Feliks Stamm. Szybko zorientował się on, że ma do czynienia z potencjalnie dużym talentem. Piłat miał bowiem 189 cm wzrostu, co na tamte lata oznaczało doskonałe warunki fizyczne. Stamm nauczył go opartej na ciosach prostych techniki dystansowego boksu i szybko doprowadził do seryjnie zdobywanego (1934-1939) mistrzostwa Polski wagi ciężkiej oraz etatowego jej reprezentowania na arenie międzynarodowej. Piłat dysponował niezłym ciosem i przyzwoitą techniką, ale gorzej było u niego z odpornością, więc zdarzało mu się przegrywać przed czasem. Na arenach międzynarodowych większych sukcesów nie odniósł, chociaż reprezentował Polskę na olimpiadzie w Berlinie w 1936 i dwukrotnie na mistrzostwach Europy. Dobrze wypadał w starciach z pięściarzami wysokimi, natomiast niezbyt leżeli mu ci sporo niżsi. Do legendy przeszły pojedynki Piłata z najlepszym wówczas niemieckim amatorskim bokserem wagi ciężkiej, mistrzem olimpijskim z Berlina Herbertem Runge. Walczyli pięciokrotnie i zawsze triumfował Niemiec, ale w dwóch ostatnich pojedynkach (w 1938 we Wrocławiu w meczu bokserskim Niemcy - Polska oraz na mistrzostwach Europy 1939 w Dublinie) werdykty sędziowskie były podobno ewidentnie krzywdzące w stosunku do Polaka. Po wojnie Piłat wrócił do Nowego Targu. Nie kontynuował kariery sportowej i został nauczycielem wychowania fizycznego. Zmarł w rodzinnym mieście w wieku 84 lat.

Bogdan Węgrzyniak (1933-1976) to pięściarz, którego można określić mianem „meteora polskiego boksu”. Urodził się w Przemyślu, ale od najmłodszych lat związany był z Gdynią i morzem. Zaczął trenować boks w szkole średniej i robił zadziwiająco szybkie postępy. Jako 19-latek zdobył wicemistrzostwo Polski w wadze ciężkiej i natychmiast wzbudził zainteresowanie trenera kadry Feliksa Stamma. Węgrzyniak dysponował dobrymi warunkami fizycznymi (187 cm wzrostu), mocnym ciosem i dużą ogólną sprawnością. Został powołany do reprezentacji Polski na pamiętne mistrzostwa Europy w Warszawie 1953 i wieku 20 lat został wicemistrzem Europy, ulegając w finale legendarnemu Litwinowi w barwach ZSRR Algirdasowi Socikasowi. Węgrzyniakowi wróżono wielką karierę, ale stało się inaczej. Gdy powołano go do wojska i trafił do Legii Warszawa nieoczekiwanie znacznie obniżył loty. Na kolejnych mistrzostwach Europy w Berlinie Zachodnim 1955 sprawił duży zawód, odpadając już w pierwszej walce. Był jednak pewnym kandydatem do wyjazdu na olimpiadę w Melbourne 1956, gdy nagle i nieoczekiwanie dla wszystkich zakończył karierę sportową w wieku niecałych 23 lat. Wybrał zawód marynarza i 20 lat pływał po morzach i oceanach w marynarce handlowej. Zginął tragicznie w wypadku samochodowym.

Władysław Jędrzejewski (1935-2012) to najlepszy polski bokser wagi ciężkiej przełomu lat 50. i 60. XX wieku. Był wysoki (189 cm) i dysponował mocnym uderzeniem, ale jego słabą stroną była odporność. Zasłynął jednak z ogromnej ambicji i waleczności, dzięki którym często odwracał losy beznadziejnie wydawałoby się przegranych pojedynków. Zdarzało się niejednokrotnie, że podnosił się po ciężkim nokdaunie, przechodził do ataku i nokautował rywala. Pomiędzy kibicami kursowało powiedzenie, że „Jędrzejewski nawet padając, jeszcze wyprowadza ciosy”. Jędrzejewski był wielokrotnym mistrzem Polski i miał doskonały bilans walk w meczach międzypaństwowych. Gorzej szło mu na dużych imprezach, na których z reguły już w pierwszych walkach wpadał na najlepszych i przegrywał. Tak było na olimpiadach w Rzymie 1960 i Tokio 1964 oraz na mistrzostwach Europy w Moskwie 1963. Jedynie na mistrzostwach Europy w Lucernie 1959 zdobył dla Polski brązowy medal.

Lucjan Trela (ur. 1942) to chyba najbardziej nietuzinkowa postać w historii wagi ciężkiej polskiego boksu olimpijskiego. Boksując w wadze ciężkiej ważył 85-90 kg przy wzroście 172 cm. Baryłkowata sylwetka i poczciwa okrągła twarz wzbudzały na obcych ringach lekceważenie i politowanie tak wśród kibiców, jak i i rywali. Tym drugim zazwyczaj przychodziło za to ciężko i boleśnie zapłacić, bowiem Trela poza nietypowymi gabarytami był pięściarzem wybitnym i kompletnym. Dysponował potężnym uderzeniem i nienaganną odpornością, dzięki której w żadnej z 275 stoczonych walk nie został znokautowany. Miał szybkie ręce i wypracował sobie bardzo oryginalną technikę dopasowaną do warunków fizycznych tj. bardzo niskie uniki, przekradanie się do półdystansu poniżej dolnego zasięgu rąk rywala i ataki wyprowadzane z pozycji kucznej, czyli dokładnie to, co 20 lat później zademonstrował światu Mike Tyson. Trela zastąpił w reprezentacji Polski Jędrzejewskiego i podobnie do niego nie miał szczęścia do losowania na wielkich imprezach. Z reguły na wczesnym etapie drabinki wpadał na faworytów i nieznacznie z nimi przegrywał. Na olimpiadzie w Meksyku 1968 już w pierwszej walce zmierzył się z George'em Foremanem i uległ mu na punkty 1:4, choć zdaniem wielu zasłużył w tej walce na zwycięstwo. Za to w meczach międzypaństwowych seryjnie wygrywał przed czasem, zwłaszcza z bardzo wysokimi reprezentantami NRD. Co ciekawe, trudniej niż z dryblasami radził sobie z przeciwnikami o wzroście 180-185 cm. Po zakończeniu kariery sportowej Lucjan Trela był przez wiele lat trenerem. Mieszka w Stalowej Woli

Andrzej Biegalski (1953-2017) był pięściarzem, w którym swego czasu pokładano nadzieje nie mniejsze, niż później w Andrzeju Gołocie. Urodził się koło Jeleniej Góry, lecz już jako nastolatek wyjechał na Górny Śląsk, gdzie podjął pracę jako górnik. Bardzo wysokim (193 cm wzrostu) i silnym fizycznie młodzieńcem zainteresowali się w jednym czasie trenerzy kilku różnych dyscyplin sportu. Po pewnym czasie Biegalski (na zdjęciu z prawej) zdecydował się na boks, choć dość późne rozpoczęcie treningów tej dyscypliny rzutowało w przyszłości negatywnie na jego wyszkolenie techniczne i w konsekwencji na całą karierę. Pojawienie się na polskich ringach tak obiecującego boksera wagi ciężkiej spotkało się z dużym entuzjazmem wśród trenerów i kibiców, tym bardziej że miał on instynkt ringowego killera i często szybko nokautował rywali. Biegalskiego wysłano na mistrzostwa świata w Hawanie 1974, gdzie znokautował rywala z Ghany, ale w kolejnej walce przegrał na punkty z bardzo rutynowanym i solidnym Nigeryjczykiem. Dużo lepiej poszło mu rok później na mistrzostwach Europy w Katowicach, gdzie w wielkim stylu wywalczył złoty medal, ciężko nokautując ogromnego Niemca Petera Hussinga i w finale pokonując Wiktora Ulianicza z ZSRR. Był olbrzymią nadzieją polskiego boksu na olimpiadzie w Montrealu i widziano w nim potencjalnie godnego rywala słynnego Teofilo Stevensona. Katem polskiego boksera okazał się jednak bokser USA John Tate (w przyszłości bardzo dobry zawodowiec i krótkotrwały mistrz świata WBA), z którym zmierzył się on w pierwszej eliminacji. Początkowo zdecydowanie przeważał Polak i nokaut na Amerykaninie wisiał w powietrzu, ale potem sytuacja się odwróciła i wtedy okazało się, że nasz bokser nie ma pojęcia o jakiejkolwiek obronie. Przegrał z Tate'em jednogłośnie na punkty, a za rok w rewanżu podczas meczu bokserskiego Polska – USA został poddany w 3 rundzie po walce o niemal identycznym przebiegu. To był w zasadzie koniec Biegalskiego, bo również krajowi rywale zorientowali się w ogromnych lukach w jego wyszkoleniu i zaczęli to wykorzystywać. Andrzej Biegalski zakończył karierę po nieudanym występie na mistrzostwach Europy w Kolonii 1979. Zmarł nagle w 2017 w Jastrzębiu-Zdroju.

Wiesław Dyła (1963-2012) zapewne jest najmniej znanym z grona 6 opisywanych przeze mnie pięściarzy, ale moim zdaniem zasługuje na wzmiankę. Dyła pochodził ze Śląska, był wysoki (znalazłem informację, że miał aż 197 cm wzrostu, ale to chyba lekka przesada), szczupły i bardzo silny fizycznie. Boksował na ogół w wadze do 91kg, czyli według dzisiejszej zawodowej nomenklatury był cruiserem. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek był liczony, za to podejrzewam go o najmocniejsze uderzenie w dziejach polskiego boksu. Oprócz zalet miał jednak także liczne mankamenty. Był kiepsko wyszkolony technicznie i słabo skoordynowany ruchowo, a przez to bardzo chaotyczny w ringu. Podobno niezbyt przykładał się do treningów, a w niektórych pojedynkach demonstrował obojętną gnuśność skutkującą porażkami w zasadzie bez podjęcia walki. Z drugiej strony rywale zachęceni bierną postawą Dyły i ostro go atakujący często nadziewali się na nieludzko mocne petardy, po których urywał im się film. Tak było na mistrzostwach Polski we Wrocławiu w 1985, gdzie finałowym rywalem Dyły był najlepszy polski pięściarz tamtych lat, wicemistrz olimpijski i wicemistrz świata w półciężkiej Paweł Skrzecz, który właśnie zmienił kategorię na wyższą. Skrzecz był zdecydowanym faworytem, ale zebrał od Dyły chyba najmocniejsze lanie (3 nokdauny) w karierze, którą krótko potem zakończył. Dwa lata później na ringu w Sosnowcu w meczu ligowym Dyła pokonał jednogłośnie i wysoko (3 x 60:57) wschodzącą gwiazdę polskiego boksu, 19-letniego wówczas Andrzeja Gołotę. Na ringach międzynarodowych nie zanotował większych sukcesów, choć sporadycznie zdarzało mu się pokonywać klasowych rywali (np. Kubańczyka Hermenegildo Baeza). W 1987 odłączył się od reprezentacji Polski w RFN i osiadł w tym kraju. Krótko boksował w jakimś niemieckim klubie, a potem pracował fizycznie. Wiesław Dyła zmarł tragicznie w Niemczech w wieku zaledwie 49 lat i został pochowany w rodzinnych Siemianowicach Śląskich.

Dariusz Chmielarski jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Tarver: straciłem lata, ale wciąż mogę zostać mistrzem świata wagi ciężkiej Andrzej Pastuszek Newsy 4 24-05-18 21:16
Murat Gassijew myśli o przejściu do wagi ciężkiej Krystian Sander Newsy 5 09-02-18 18:08
Tyson Fury zwakował mistrzowskie pasy wagi ciężkiej Tomasz Baranek Newsy 7 13-10-16 23:35
De La Hoya: Joshua już niedługo będzie główną siłą wagi ciężkiej Krystian Sander Newsy 11 22-10-15 16:19
Przegląd europejskiej wagi ciężkiej: pukając do nieba bram Marcin Zimerman Publicystyka 10 16-06-10 17:38


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 03:40.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.