boks, forum, zobacz
Wróć   boks, forum, zobacz > BoxingForum > Publicystyka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się tutaj    




Komentarz
 
Narzędzia wątku Wygląd

stare 08-01-18, 13:39   #1 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 30956
Nominowany 264 razy w 109 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie Stevenson - bokser niespełniony, odzwierciedlający w ringu unikatową cechę


"Stevenson to nic wielkiego" - powiedział utalentowany Marcus Browne z USA, którego fani pięściarstwa niemal skreślili po jednej, nieudanej walce. Jak to rzekło się mówić: "cały Amerykaniec" - rywal z innego państwa, czy inny wielki bokser, którego umiejętności są dezawuowane zgodnie z panującym tam nurtem - nic nowego. Co gorsza, podobne symptomy wspomnianego nurtu można zauważyć w kraju, który przez wiele minionych dziesiątek lat spłodził niewiele więcej niż pięciu, sześciu bokserów o światowej marce. Kraj ten mieści się nad Wisłą. Od siebie dodam, że obok bezapelacyjnego lidera, Tomasza Adamka, według mojej oceny drugim największym mistrzem w historii polskiego boksu zawodowego jest Krzysztof Głowacki, wszak pięściarstwo zawodowe to sport, w którym okoliczności zewnętrzne wielokrotnie mają duży, a nierzadko największy wpływ na decydujący wynik. "Główka" mistrzem był krótko, ale mistrzem przez prawdziwe "M". Tytuł mistrzowski zdobył w iście mistrzowskim stylu i w najwyższej mierze satysfakcjonujący sposób. W boksie powinno się stosować kryteria możliwości zawodników. "Główka" nie jest wybitny, stąd nie musiał pobić numeru jeden, by uznać ten triumf za godny wszystkich skarbów świata. Pobił wieloletniego, w niektórych przypadkach naciąganego czempiona, Marco Hucka, który tego dnia zmuszony został do walki jak o życie. Wcześniej, chroniony na ringu Sauerlanda, więcej czasu spędzał w głębokiej defensywie. Niemniej miał swoje atuty, posiadł umiejętności i absolutnie nie odstawał od Głowackiego. Nie pytajcie mnie tylko proszę, dlaczego to Głowacki, a nie Diablo... wszystko już dawno zostało powiedziane.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Adonis Stevenson rozpoczął przygodę z boksem w wieku 26-lat, to tym bardziej unikat ten nabiera większej wagi. Dotąd sądzono, że to mało realne. Nauka boksu w wieku nastoletnim niesie w przyszłości nieporównywalne możliwości. A gdyby tak kanadyjski panczer "urodził się" na sali treningowej? Niczym Floyd Mayweather Jr, otoczony znaną rodziną pięściarską? Wieloletni król P4P to najlepszy odnośnik z możliwych. Warto ponadto pamiętać, że kilka lat temu sytuacja Stevensona była w bardzo obiecującym punkcie, dającym mu wiele potencjalnych szans. Zakontraktowany pojedynek z Bernardem Hopkinsem nie doszedł do skutku. Hopkins, mistrz dwóch federacji niespodziewanie ogłosił, że będzie walczył z Siergiejem Kowaliowem. Według mojego uznania mógł uznać, że łatwiej pójdzie mu z ze sztywnym, białym chłopcem, jak określił Kelly'ego Pavlika. Ważny uwagi jest również fakt, że w tym czasie większość stawiała na pierwszym miejscu wagi półciężkiej Stevensona, więc śliski, potężnie bijący mańkut mógł nieco wystraszyć Hopkinsa. Można ponadto przypopmnieć problemy Supermana w wadze super średniej. Kategoria półciężka była odpowiedzią na brak zgody ówczesnych mistrzów na walkę z "Supermanem".

Idąc tropem Browne'a amerykańscy sportowcy mają to w swojej mentalności i po chwili przemyślenia nie wiem, czy to dobrze, czy źle (promocja). Bokserzy z drugiego końca świata nigdy nie kwestionują możliwości przeciwnika; jest to wbrew panującej tam kulturze sportu, w szeroko rozumianym tego znaczeniu, od "ruskich", po Japończyków. Mogą swoje powiedzieć, ale każda głupota ma swoje granice. Według mojego uznania, Stevenson jest bowiem jednym z ostatnich, którzy zasłużyli na krytykę. Decyduje o tym brak ścisłego topu w resume czyli "religia" mniej rozgarniętych fanów. Tymczasem dobór rywali z czołówki zależy niemal wyłącznie od stacji TV, przy wsparciu federacji, promotora oraz dostępności rywala. Pięściarz może co najwyżej nie podpisać kontraktu. Nie zmienia to mojego spojrzenia na sport walki na pięści w wykonaniu boksera z Kanady, gdyż widzę w nim cechy unikatowe. Nie zapominam, że "Superman" nie jest ideałem (dużo bliżej do nieistniejącego ideału ma bardzo dobrze ułożony technicznie, Siergiej Kowaliow). Pod kątem pięściarskim - dla przypomnienia, wszak boksem, tak atakiem jak i obroną, rządzą względnie proste zasady. Co prawda diabeł może tkwić w szczegółach, niemniej normy muszą być zachowane, a odejście od nich jest odejściem od boksu. Mocno bijącego Kanadyjczyka można byłoby ulepszyć, wiele dałoby się poprawić, nauczyć, ale musielibyśmy cofnąć się o 20 lat., a idealnie byłoby 25. Może wówczas zrobiliby z niego boksera walczącego z klasycznej pozycji, w stylu fałszywego mańkuta, tylko odwrotnie. To byłoby coś!

Czego ja poszukuję w boksie, czego poszukują inni? Gustów, chociażby co do stylu walki, czy tez formy zwycięstw jest wiele. Jeśli chodzi o mnie, są to między innymi poparte wysoką techniką cechy fizyczne, wykraczające nie tylko poza ogół, ale i elitę tego sportu - "unikaty". Św. pamięci Emanuel Steward, który wprowadzał Kanadyjczyka w tajniki pięściarskie zawsze wierzył głęboko w siłę i talent Stevensona. Bokser doskonały - ależ skąd, w pewnym sensie można by rzec - ograniczony i to nie tylko z uwagi na obecny wiek, a raczej późny wiek rozpoczęcia treningów. Wiele go ominęło, w takim wieku nie da się przyswoić wielu rzeczy, ale mimo to zasługuje on na miano "unikatowy". I mimo, że tak naprawdę nie był i już nie będzie liderem w limicie 175 funtów, niewiele to zmienia. Stevenson, o czym pewnie większość nie zdaje sobie sprawy, jako wybitny atleta pewnie nadal mógłby walczyć w wadze super średniej, czyli tej, w której zabrakło mu mocnych rywali (czy też mocnym rywalom świadomie zabrakło Stevensona, co oddał przypadek Carla Frocha). Po dłuższym nawoływaniu Brytyjczyka z pozycji obowiązkowego pretendenta, Kanadyjczyk przeniósł się do wagi półciężkiej. Przejście do wyższej dywizji miało lepsze rokowania. Na starcie Kanadyjczyk otrzymał szansę walki o pas WBC w limicie 175 funtów i dzięki swoim wyjątkowym zdolnościom wykorzystał ją perfekcyjnie. Czy ktoś zrobiłby to lepiej? Chad Dawson, będąc w wydłużonym dystansie nie docenił dynamiki rywala. Za chwilę przekonali się o tym Tavoris Cloud, czy Tony Bellew, znany z twardej głowy i serca do walki. Minionych wieczorów zostali oni sponiewierani niczym zawodnicy z dwóch klas niżej.

Spodobało mi się jedno z określeń wybitnego szkoleniowca, jakoby istniały kryteria "czystości" bycia panczerem. Wg Stewarda Stevenson miał papiery na najbardziej "czystego" panczera, tak długo, jak będzie walczył i wygrywał. Jedynie mogę żałować, że duża grupa fanów, "udzieleniem lekcji boksu" nie nazwie szybkiego nokautu - najbardziej wartościowe zwycięstwo ze wszystkich. Można latać, można fruwać, każdy ma prawo cenić inną filozofię walki, nawet walkę bez walki. By jednak pojedynek na pięści mógł być pisany przez duże "P", walka musi spełniać kryteria walki, nie krętactwa; musi być konfrontacją nawiązująca do natury, obwarowaną naturalnie wyszkoleniem technicznym oraz zasadami. Chyba nie jestem jedyny, komu wydaje się to oczywiste? Nic bardziej mylącego. Kult zera w rekordzie, kształtowanie się szkół i stylów boksu w minionym wieku, będące odpowiedzią na inne style, podyktowane pochodzeniem bokserów zrobiły swoje... i jednej strony słusznie. Choć nie ma wyraźnej linii, kiedy bokser dokonuje "przegięcia" (pierwszy przykład z brzegu: Lara vs Martirosjan II czy też 80% walk Guillermo Rigondeaux), oczekujemy bardziej zażartych rywalizacji. Zawsze zachodziłem w głowę, jak to się dzieje, że mający tak dużą przewagę umiejętności, kubański geniusz boksu nie potrafił nauczyć się załatwiać tego szybciej... (wiele jego walk amatorskich lepiej wpisałoby się w zawodowstwo). Należy też dziękować Bogu, że polscy generałowie nie uważali armii będącej w odwrocie za zwycięską, gdyż byłoby to kompletne pomylenie pojęć. Bywało, że jakaś armia celowo udawała odwrót, by zmylić wroga i zainicjować atak w najmniej spodziewanym momencie (tak było m.in. w bitwie pod Grunwaldem).

Mocno podkreślany przez m.in. ostatniego, wieloletniego króla P4P, kult zera w rekordzie, jakoby miał on o czymkolwiek świadczyć, szkodzi tej dyscyplinie, gdyż jest to w sprzeczności z prawami sportu. Gdyby założyć, że Usain Bolt miałby wpływ na dobór przeciwników, a firma Nike, w przypadku jego porażki poniosłaby spore straty, też zapewne zwyciężałby podczas pożegnalnej imprezy. Tmczasem był brąz na setkę. Porażki wpisane są w dyscypliny sportowe, a najlepsi to ci, co przegrywają jak najrzadziej. Nie da się przejść kilkunastu, czy kilkudziesięciu lat kariery, nie zaliczając choć jednej wtopy. Jeżeli komuś się to uda, niech się nie dziwi, że wygląda to podejrzanie. Zero w rekordzie nie jest największym sukcesem, a największą bzdurą, mającą często podłoże innej patologii (trzymając się ogólnych zasad boksu), czyli "własnego" ringu. Można byłoby zadać kolejne, z natury banalne pytanie, czy dobry bokser musi być twardy jak skała. Przez setki lat musiał, dzisiaj nie musi...

Zgodnie z moją oceną to wielka szkoda, że nie wypalił pomysł z "Big Knockout Boxing". Prawdopodobnie ustawiona, nudna walka Curtisa Stevensa z Gabrielem Rosado przekreśliła sens i misję PKB. Czyż nie byłoby interesujące zobaczyć, jak dzisiejsi mistrzowie boksu poradziliby sobie .... w walce na pięści? Blisko mi bowiem do uznania, że dobry bokser to ten, który jest tak samo dobry, bez względu na istnienie lin, powierzchnię walki czy twardość rękawic. Czy kogoś powinno dziwić takie podejście? Boksować na najwyższym poziomie może niewielu i jest to szczytowa elita - ludzie o wysokim, nieznanym nam progu bólu, odporności, bardzo mocnej psychice, w połączeniu z latami ciężkich ćwiczeń. Panuje opinia że boks to najcięższy sport świata. Drugi podobno jest hokej, ale to dość stare opinie, nim powstał sport o nazwie MMA. Dlaczego zatem ten sam bokser, który w ringu zdobywa tytuł, na "dziewiczych zasadach" walki na pięści miałby gigantyczny problem? Ktoś taki nie może być moim bohaterem. Adonis Stevenson, mimo wielu braków, miałby tam równie mistrzowskie szanse.

Jeżeli ktoś uważa inaczej, to znaczy kwestionuje dotychczasowy dorobek Stevensona, niech poda argumenty - co sprawia, że Stevensonowi nie jest dane walczyć z Kowaliowem, Beterbijewem, Gwozdykiem? Andre Ward od razu uciął spekulacje, stwierdzając, że nie ma mowy o jego przejeździe do Kanady. Pięściarzy tych dzielą dwie największe TV? Pytanie retoryczne, wszak porozumienie bokserów z konkurencyjnych stajni tym samym telewizji to rzadkość. Jak można się domyślać, to jeden z wielu powodów, przez co fani nie oddają Supermanowi należnego szacunku. Dlatego też mój dystans do bilansu boksera nie wziął się znikąd. Każda walka to nowa historia i każdą porażkę należy interpretować osobno. Ostatni atak federacji WBC na Supermana, jakoby ten unikał Eleidera Alvareza, zakończył się jak zwykle. Ktoś o tym zdecydował i na pewno nie był to Stevenson.

Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 08-01-18, 23:39   #2 (permalink)
journeyman
  
 
Zarejestrowany: Jul 2017
Postów: 149
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Ciekawy tekst. Nie zgadzam się z kwestią zera w rekordzie, zgadzam się co do oceny Stevensona. Wydaje mi się tylko, że ciężko tak do końca oczyszczać pięściarza z wyboru rywali: każdy bokser na tym poziomie jest trochę produktem pracy jego sztabu. Adonis Stevenson jako osoba prywatna na pewno chciałby wielkich wyzwań, a jeszcze bardziej wielkiej kasy i w żadnym stopniu nie odpowiada za mizerię rywali, natomiast Stevenson jako bokser zawodowy niestety musi zbierać za to cięgi, bo jako kibice traktujemy go w pewnym sensie jako produkt. No i wydaje mi się, że w pewnym momencie był numerem 1 w 175, ale to szczegół. Na początku wyżej go ceniłem niż Kovaliowa i w sumie nadal bardzo chętnie zobaczyłbym takie starcie.
Thrawn jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 09-01-18, 09:25   #3 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 30956
Nominowany 264 razy w 109 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie

Mówisz po części sensownie. Nie będę polemizował z częścią Twojego postu, bo się z nią zgadzam. Natomiast co do zera w rekordzie, uważam to za mit. Tzn. nie ma takiego sportu, w którym sportowiec, czy też drużyna nie przegrałaby przez kilkanaście, a czasem ponad 20 lat. Najwięksi przegrywali, jesteśmy tylko ludźmi. Jeżeli z kolei przechodzimy przez długą karierę bez porażki, to poza gigantycznym talentem kariera ta musi być w jakiejś części reżyserowana. Szczególnie na początku.

W boksie zawodowym zero w rekordzie, przynajmniej do pewnego momentu ma co drugi prospekt. Rekord typu: 20-0 jest standardem. Lecz w każdym innym sporcie byłby wypaczeniem dyscypliny, bo tylko boksie, nim prospekt osiągnie swój prime, ma dobieranych słabszych rywali. Ja wolałbym, by ten "dobór naturalny" bokserów przebiegał jednak w warunkach sportu. Mielibyśmy wówczas wyższy poziom czołówki. W czołówce byliby geniusze czy zawodnicy bardzo wybitni. Równolegle byłoby ich sporo mniej. Sytuacja ta miałaby miejsce, gdyby boks był li tylko sportem. Ale ludzie chcą zarabiać, tworzą swoje stajnie i produkują swoich mistrzów. A porażka boksera gospodarza to x pieniędzy w plecy. Idealnym przykładem jest Suerland + Wegner, czyli trener-psychopata. Obaj byli gotowi na wszystko, byle tylko nie ponieść straty finansowej (patrz Abraham - Miranda I). Nie wyobrażam sobie, by w takich okolicznościach, jakikolwiek inny trener z narożnika nie przerwał walki swojego podopiecznego.

Najwięksi geniusze przegrywali, przegrywają i będą przegrywać i to w każdym sporcie. Czy to będzie Kasparow, czy Usain Bolt - każdy. Więc jakim trzeba dysponować talentem, by bez żadnej reżyserki przejść X dywizji i pokonać "najlepszych"? I tu rodzą się dalsze pytania i kontrowersje. Zwłaszcza, że owo zero w rekordzie może być warte kilkadziesiąt milionów.

Mogę uwierzyć, że wybitny talent, kiedy jest już w pełni dojrzały, jest najlepszy w swojej dywizji i jest w stanie wygrywać przez dłuższy okres i zejść niepokonany (Łomaczenko, Mayweather, Gołowkin - (każdy z nich miewał spacerki i cięższe walki, choć Łoma nie jest nawet w połowie kariery i wiele przed nim), ale żeby traktować to poważnie, muszą być spełnione dwa warunki:

1. Każdy z nich musi pilnować formy i chcąc pozostać niepokonany, musi zejść z ringu tuż po pierwszych spadkach. Czyli można być niepokonanym, jeżeli dysonuje się wrodzonym geniuszem, ale okres ten nie może być długi (pamiętamy Roya Jonesa Jr). Po Tarverze powinien odejść, chcąc pozostać niepokonany (nie licząc dyskwalifikacji, któa mu się zdarzyła). Wiedział, że jego parametry poszły w dół. Optymalna forma człowieka nie trwa przecież 20-tu lat. Przedłużanie formy boksera niepokonanego wiąże się z coraz większą reżyserką.
2. Rozpocząć karierę zawodową, będąc w stanie wygrywać niemal z każdym. Ta sztuka nie udała się nawet Łomaczence, choć był najbliżej ze wszystkich. Niewiele zabrakło, by można było sądzić, że Łoma skończy jako bokser niepokonany (bokser zawodowy) na zasadach czystego sportu.

Zero w rekordzie to mit, gdyż nie istnieje prawdziwość czystych rekordów prospektów. A każdy geniusz, nim stanie się nie do pokonania (kilkunastu na 10 lat), wcześniej ma świadomie dobieranych, słabych rywali, na których to dojrzewa i staje się prawdziwym profesjonalistą. Z punktu widzenia sportu - to jest chore, wręcz nieetyczne (rywalizacja sportowa ma sens jedynie wtedy, gdy uczestniczą w niej sportowcy / drużyny z tej samej / zbliżonej półki). Dlatego w sporcie standardem są wszelkiego rodzaju eliminacje. Z punktu widzenia boksu zawodowego, to przestaje być chore, bo każde lanie w ringu ma swoją indywidualną, wynegocjowaną cenę.

Więc nim bokser stanie się geniuszem, czyli stoczy X walk, wchodząc w swój prime, już dawno wiemy, że jego 0 w rekordzie to czysty mit. Można to nazwać nawet oszustwem, skoro bierze się złotego olimpijczyka, a na pierwsze 10 czy 15 walk, świadomie kontraktuje mu się bokserów o dużo mniejszym potencjale, bez większych umiejętności, wielokrotnie z niższej wagi. Nie zwracamy na to uwagi, ale w pierwszym etapie prowadzenia prospekta to częsty zabieg, że rywal jest z wagi niżej.

Czy nadal ktoś wierzy w prawdziwość zera w rekordzie?
Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 09-01-18, 13:56   #4 (permalink)
challenger
  
 
Zarejestrowany: Jun 2012
Postów: 1697
Nominowany 23 razy w 4 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 4
Domyślnie

Schwarzenegger od 1970 roku, kiedy to zdobył po raz pierwszy tytuł Mr. Olympia (najważniejszy tytuł dla zawodowców), do końca swojej kariery nie przegrał ani razu, a tam nie było możliwości unikania kogokolwiek.
Kosmonauta jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 09-01-18, 14:37   #5 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 30956
Nominowany 264 razy w 109 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie

Cytat:
Napisał Kosmonauta Zobacz post
Schwarzenegger od 1970 roku, kiedy to zdobył po raz pierwszy tytuł Mr. Olympia (najważniejszy tytuł dla zawodowców), do końca swojej kariery nie przegrał ani razu, a tam nie było możliwości unikania kogokolwiek.
Ciekawostka godna uwagi. Czyli wyjątek potwierdzający regułę? Tyle, że w kulturystyce przystępuje się do pierwszych zawodów w optymalnej formie. Gdyby ta sama reguła dotyczyła boksu zawodowego, gdzie walczy się max 3 razy do roku, to rzeczywiście przez kilka ładnych lat, można byłoby być niepokonanym. Tyle, że bokser startuje średnio 30 - 50 razy, spotykając się z różnymi stylami, z czego w pierwszych 10-15 walkach uczy się zawodowstwa. Nie wiem, ile startów zaliczył Schwarzenegger, bo pewnie sporo mniej.
Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 09-01-18, 17:51   #6 (permalink)
challenger
  
 
Zarejestrowany: Jun 2012
Postów: 1697
Nominowany 23 razy w 4 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 4
Domyślnie

Cytat:
Napisał Adrian Golec Zobacz post
Ciekawostka godna uwagi. Czyli wyjątek potwierdzający regułę? Tyle, że w kulturystyce przystępuje się do pierwszych zawodów w optymalnej formie. Gdyby ta sama reguła dotyczyła boksu zawodowego, gdzie walczy się max 3 razy do roku, to rzeczywiście przez kilka ładnych lat, można byłoby być niepokonanym. Tyle, że bokser startuje średnio 30 - 50 razy, spotykając się z różnymi stylami, z czego w pierwszych 10-15 walkach uczy się zawodowstwa. Nie wiem, ile startów zaliczył Schwarzenegger, bo pewnie sporo mniej.
Arnold przez całą swoją karierę zajął dwa razy drugie miejsce, ale to jeszcze na tzw. amatorce. W gronie zawodowców zawsze stawał na najwyższym stopniu podium. Największą ciekawostką jest fakt, że po zdobyciu 6 tytułów Mr. Olympia z rzędu w latach 1970-1975, Arnold ogłosił zakończenie kariery i wycofał się z wyczynowego uprawiania kulturystyki. Wrócił niespodziewanie w 1980r. wygrywając zawody w wielkim stylu po raz siódmy. Tym samym wielu uważa, że w latach 1976-1980r. teoretycznie także mógł tytuł ten zdobywać.

Znamienne jest też, że zdobywając swój pierwszy tytuł Mr. Olympia miał zaledwie 23 lata.

Tak, to jest wyjątek potwierdzający regułę, jednak pokazuje, że takie rzeczy jak ,,zero w rekordzie" są w sporcie możliwe.
Kosmonauta jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 09-01-18, 18:04   #7 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 30956
Nominowany 264 razy w 109 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie

Cytat:
Napisał Kosmonauta Zobacz post

Tak, to jest wyjątek potwierdzający regułę, jednak pokazuje, że takie rzeczy jak ,,zero w rekordzie" są w sporcie możliwe.
Możliwe, pod warunkiem doboru rywali, a na początku każdemu dobiera się celowo słabszych rywali. Więc takie zero w rekordzie godzi nie tylko w podstawy sportu, ale i inteligencję wielu kibiców. Rozumiem, to biznes, ale w takim razie nie gadajmy o bilansach bokserów... bo jedni trafiają tak, a inni inaczej. Można zdobyć pasy w 4 wagach, mając umiejętności Adriena Bronera, czyli umiejętności, z którymi powinien mieć problem ze zdobyciem pasa w jednej dywizji. A można nie zdobyć pasa, a walczyć jak Matthysse..
Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 09-01-18, 22:35   #8 (permalink)
challenger
  
 
Zarejestrowany: Jun 2012
Postów: 1697
Nominowany 23 razy w 4 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 4
Domyślnie

Cytat:
Napisał Adrian Golec Zobacz post
Możliwe, pod warunkiem doboru rywali, a na początku każdemu dobiera się celowo słabszych rywali. Więc takie zero w rekordzie godzi nie tylko w podstawy sportu, ale i inteligencję wielu kibiców. Rozumiem, to biznes, ale w takim razie nie gadajmy o bilansach bokserów... bo jedni trafiają tak, a inni inaczej. Można zdobyć pasy w 4 wagach, mając umiejętności Adriena Bronera, czyli umiejętności, z którymi powinien mieć problem ze zdobyciem pasa w jednej dywizji. A można nie zdobyć pasa, a walczyć jak Matthysse..
A gdyby rywali nie dobierano w celu nabicia rekordu, tylko kierowano by się przede wszystkim sportem ? Zamiast 28-0 rekordy wyglądały by 28-6, ale zawodnik byłby zaprawiony w boju i o wiele bardziej doświadczony...?

Ciekawe ilu obecnych czempionów, gdyby musiało funkcjonować według tych zasad, zostało by mentalnie złamanych już na początku kariery. Ciekawe, gdzie np. byłby Wilder, gdyby nabijanie rekordu kalekami skrócić mu o 80%...?
Kosmonauta jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 10-01-18, 11:22   #9 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 30956
Nominowany 264 razy w 109 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie

Cytat:
Napisał Kosmonauta Zobacz post
A gdyby rywali nie dobierano w celu nabicia rekordu, tylko kierowano by się przede wszystkim sportem ? Zamiast 28-0 rekordy wyglądały by 28-6, ale zawodnik byłby zaprawiony w boju i o wiele bardziej doświadczony...?

Ciekawe ilu obecnych czempionów, gdyby musiało funkcjonować według tych zasad, zostało by mentalnie złamanych już na początku kariery. Ciekawe, gdzie np. byłby Wilder, gdyby nabijanie rekordu kalekami skrócić mu o 80%...?
Zdecydowanie taki pięściarz byłby bardziej zaprawiony i doświadczony. Spójrzmy na rekordy zawodników MMA, a najlepiej organizacji UFC. Tam potrafili pogodzić sport z biznesem. I jestem absolutnie przekonany, mimo, ze walki MMA średnio mnie interesują, że mistrzowie z UFC to są mistrzowie przez duże M. To są unikatowi kozacy. W boksie bywa z tym bardzo różnie. Pozytywnym, wręcz błyszczącym przykładem z wagi ciężkiej może być znany wojownik Holyfield, ale Wilder...? Ja osobiście nie sądzę, by był w stanie przetrwać w naturalnych warunkach, gdyby tak boks zawodowy przybliżyć do zasad sportu.

Nie oglądam UFC (nie mogę patrzeć jak uderza się leżącego, a już te młotki w leżeniu to kompletnie nie dla mnie), ale kiedyś rzuciłem okiem na kilka walk. Utrwaliła mi się druga, albo trzecia walka Velasquez vs Santos... czyli ścisły top najcięższej dywizji, a właściwie mistrz w rewanżu w walce o utracony tytuł. Nie mogłem uwierzyć, że takie rzeczy się dzieją. Santos dosłownie był gotowy umrzeć w klatce. I niewiele brakowało. Nie wiem, ile miesięcy trwało leczenie jego urazów i ran. Ten unikatowy Meksykanin o mało go nie zabił, no i odzyskał tytuł. Bywa, że walki bokserskie mają wiele dramaturgii, ale chyba żadna nie miała tyle, co wspomniana walka w klatce.
Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 10-01-18, 11:55   #10 (permalink)
contender
  
 
Avatar Nelson
 
Zarejestrowany: Aug 2010
Postów: 1322
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

[QUOTE=Kosmonauta;553731Wrócił niespodziewanie w 1980r. wygrywając zawody w wielkim stylu po raz siódmy. Tym samym wielu uważa, że w latach 1976-1980r. teoretycznie także mógł tytuł ten zdobywać..[/QUOTE]
W jakim wielkim stylu? Przyznanie mu do wtedy tytułu do tej pory budzi emocje. Wystarczy wpisać to hasło do wyszukiwarki by o tym poczytać. Arnold wygrał, bo był gwiazdą i miał układy,a nie był najlepszy. Kulturystyka jest tak niewymierna i subiektywna, że trudno o łatwiejsze do manipulowania "zawody".
Nelson jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Recydywista, niedoszły morderca, złodziej, malarz i niespełniony pięściarz w jednym Krystian Sander Publicystyka 11 04-09-17 13:43


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 01:44.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.