boks, forum, zobacz
Wróć   boks, forum, zobacz > BoxingForum > Publicystyka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się tutaj    




Komentarz
 
Narzędzia wątku Wygląd

stare 22-04-15, 06:57   #1 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie "O boksie przy kawie" - Mayweather Jr vs Pacquiao, odc. 9

„Walka stulecia” odbędzie się 2 maja w słynnym MGM Grand w Las Vegas. Długo oczekiwany pojedynek Filipińczyka Manny’ego Pacquiao z Amerykaninem Floydem Mayweatherem Jr pobije w wielu aspektach historyczne rekordy, w tym nade wszystko liczby składające się na poziom komercji widowiska. Najpewniej zobaczy to na żywo więcej ludzi na świecie niż jakąkolwiek wcześniej walkę; prawdopodobnie padnie również rekord wykupionych przyłączy pay-per-view. Dwie ostatnie przesłanki nie powinny robić jednak wielkiego wrażenia, a to z uwagi na postęp technologiczny oraz coraz większą popularyzację i dostępność płatnej telewizji. Co prawda organizatorzy oczekują słonych zapłat za możliwość obejrzenia widowiska na żywo, niemniej pojedynek tej wagi nie powinien zostać pominięty tylko przez ten fakt, że pakiet kosztuje trzy, a może cztery paczki papierosów więcej niż standardowy.

Cieszy mnie Przyjacielu, że spędzimy kilka godzin na dyskusji nad czekającą nas walką. Temat rzeka; te dwie postacie zawodowego boksu, tak przeciwstawne i różne, wywoływały przez ostatnie kilka lat największe emocje. To „Money” i „Pac Man” niejako winni są bezprecedensowego podziału fanów na całym świecie. Obaj to multi-mistrzowie, zdobywcy cenionych pasów w wielu kategoriach wagowych. Mimo, że różni ich zdecydowanie więcej niż łączy, zarówno jeden jak i drugi to kawał „drania” w ringu, którego pokonać jest niesłychanie trudno. Od czego by tu Przyjacielu zacząć..? O czekającej nas walce porozmawiam z moim redakcyjnym kolegą, Andrzejem Pastuszkiem
.

______________________


Andrzej Pastuszek: Witam Adrian. Może zacznijmy od tego, że Mayweather vs Pacquiao, pomimo narzekań wielu kibiców, to nie jest jeszcze sytuacja z gatunku „lepiej wcale niż późno”, ale wciąż „lepiej późno niż wcale”. Pięć, czy sześć lat medialnych przepychanek pomiędzy oboma obozami i dwukrotnie przerwane negocjacje obrzydziły fanom wymarzony pojedynek, ale kiedy wreszcie walka została potwierdzona, to raptownie wytworzył się na nią nieprawdopodobny popyt. Marketingowo konfrontacja nadzwyczajnie uzdolnionego Amerykanina z depczącą mu od lat po piętach niezmordowaną, filipińską maszynką do ofensywnego boksu jest atrakcyjniejsza niż kiedykolwiek. Zostawmy jednak te spodziewane rekordy sprzedaży na boku i poczekajmy aż te prognozy bokserskiego Eldorado ziszczą się 2 maja w Las Vegas.

Abstrahując od tego, czy rozdmuchana do granic przyzwoitości walka, stanie sportowo na wysokości oczekiwań, czy nie, porozmawiajmy chwilę o impakcie tego wydarzenia na całą dyscyplinę zwaną boksem. Szansa na odrestaurowanie zainteresowania pięściarstwem szerszej grupy widzów jest niepowtarzalna, bo 2 maja cały świat zasiądzie przed telewizorami, śledząc zmagania dwóch najpopularniejszych herosów w naszym ukochanym sporcie. W Stanach Zjednoczonych boks wraca na ekrany ogólnodostępnych telewizji w najlepszym czasie antenowym, z wolna zaczyna powracać także w Wielkiej Brytanii. Al Haymon opanowuje ogólnodostępny rynek telewizyjny w USA, tymczasem grupa Top Rank próbuje kontrować w telewizji kablowej, podpisując kontrakt z coraz popularniejszą stacją truTV. W serii imprez mają przecierać się i zdobywać popularność zawodnicy Top Rank, a debiut cyklu nastąpi 1 maja, czyli w przeddzień wielkiego święta. W grze oczywiście pozostają giganci, HBO i Showtime. Czy Twoim zdaniem majowa potyczka na szczycie P4P ma szansę zapoczątkować powrót boksu do dawnej świetności, kiedy mistrza świata wagi ciężkiej znał niemal każdy mieszkaniec globu, czy też wraz z odejściem ikon Mayweathera i Pacquiao sport ten zacznie być marginalizowany i schowa się do niszy?


Adrian Golec: Zgadzam się, że popyt na ten pojedynek jest olbrzymi i nie mniejszy niż ten, jakiego można byłoby się spodziewać kilka lat wcześniej. Mówi się, że obaj bokserzy najlepsze mają za sobą. To prawda, ale czekająca ich rywalizacja jest szczególna; jeden i drugi sięgną po najgłębiej położone pokłady talentu i powinni przygotować optymalną formę. Optymalną – jak na ten etap kariery, rzecz jasna… Parametry fizyczne tych dwóch znakomitych pięściarzy mogą nieco odstawać od czasów, kiedy obaj byli w swoim „prime”; niemniej obaj doskonale wiemy, że owe parametry to nie wszystko, co składa się na obraz ringowej konfrontacji. Myślę, że to ostatni dzwonek, ale równolegle najlepszy czas na tę walkę, przynajmniej z finansowego punktu widzenia. Ponad pięć lat promocji zrobiło swoje.

Kwestia, którą poruszyłeś, mianowicie wpływ tego pojedynku na scenę profesjonalnego pięściarstwa, jest ważna, choć pomijana, gdyż niemierzalna. To dywagacje niemal czysto akademickie, mające wątpliwe dowody. Takie jednak z pewnością wystąpią. Pojedynek ten przyciągnie bowiem uwagę nie tylko codziennych fanów zawodowego boksu. Walka ta dotrze do miejsc, w których wcześniej mało kto o boksie słyszał. 2 maja zasiądą przed telewizorami całe rodziny. „Money” i „Pac Man” to obiektywnie godni ambasadorzy tego sportu. Rzemiosłem jednego i drugiego będzie potrafił zachwycać się niemal każdy, bez względu na wiek, płeć, czy zaangażowanie. Co prawda styl walki Amerykanina bywa krytykowany, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że Floyd potrafi czarować w ringu i poza kilkoma przypadkami, oglądanie go między linami to olbrzymia przyjemność. To moment, kiedy uświadamiam sobie, jak dobrze się stało, że 2 maja - z oczywistych powodów - ludzie nie zobaczą w ringu obecnego mistrza najcięższej dywizji. Zobaczymy dwóch przedstawicieli wagi półśredniej i będziemy świadkami klasycznej konfrontacji stylów. Każdy z tych stylów wymaga indywidualnych gustów i to zestawienie będzie w stanie trafić na stół niemal każdej rodziny tego globu - od Azji, po Amerykę.

Z pewnością jednak owa potyczka na szczycie P4P nie ma szans zapoczątkowania powrotu boksu do dawnej świetności, kiedy mistrza świata wagi ciężkiej znał niemal każdy mieszkaniec globu. Oczekiwany pojedynek ten jest w stanie zrobić w tym kierunku mały kroczek. Niewielu zresztą takich w tym sporcie było, których znałby każdy „fryzjer” na świecie... Muhammad Ali, Mike Tyson i prawdopodobnie to wszystko. „Tamte” czasy już chyba nie wrócą, a to za sprawą m.in. rozwoju gal UFC i im podobnych. Po drugie żaden z bohaterów majowej potyczki nie ma i nie będzie miał statusu legendarnego Tysona. To się prawdopodobnie już nie powtórzy. Niemniej pojedynek Floyda Mayweathera Jr z Mannym Pacquiao będzie miał niewątpliwie pozytywny wpływ na ogólny odbiór profesjonalnego boksu. Nie chciałbym jednak wchodzić głębiej w tę tematykę, a to z uwagi na fakt, iż nie do końca rozumiem znaczenie ruchów Ala Haymona w kontekście rozwoju zawodowego boksu. Podobno wykuwane są nowe pasy, większość gal traci status dotychczasowych imprez. Trudno powiedzieć jak poradzi sobie coraz uboższa w pięściarski potencjał grupa Golden Boy Promotions. Kolejne pytanie, czy następca Boba Aruma będzie miał tyle pasji i energii co dziadek? To Al Haymon, nie Mayweather Jr z Mannym Pacquiao, dokonuje pełzającej rewolucji w tym biznesie/sporcie. Nie zmienia to naturalnie postaci rzeczy, zgodnie z którą dochodzi właśnie do najbardziej oczekiwanego pojedynku, chyba w całej historii tego sportu.



Andrzej Pastuszek: Jeśli poruszyłeś już temat Haymona, to myślę, że sprawa jest dosyć prosta. Cały jego pomysł zawładnięcia ogólnodostępnymi stacjami telewizyjnymi w USA sprowadza się do słupków oglądalności i zainteresowania reklamodawców. Haymon musi dostarczyć znakomity produkt, gdyż widzowie nie dadzą się długo zwodzić i nabierać na mecze, gdzie karty rozdane są z góry pod faworyta. W przypadku bardzo interesującej potyczki Keitha Thurmana z Robertem Guerrero mieliśmy do czynienia z obiecującą 3 milionową widownią NBC, podczas gdy starcie Adonisa Stevensona z wywleczonym z wagi super średniej Biką już tylko ledwie ponad milion odbiorców CBS.

Jeśli wpływowy menadżer marzy o powtórzeniu sukcesu UFC i wypuszczeniu pasów swojej własnej federacji, to będzie zmuszony również do zestawiania najlepszych z najlepszymi, podobnie do tego, co robi prezydent Dana White w UFC. Natomiast jeśli Haymon będzie zwolennikiem kultu zer w rekordzie i „mismeczy”, to pomysł spali na panewce i zainwestowane w czas antenowy miliony się nie zwrócą. Czas pokaże, czy seria „Premier Boxing Champions” zrobi furorę, czy klapę, ale trzeba oddać Haymonowi, że wpadł na pomysł, na jaki nie wpadł ani Bob Arum, ani żaden inny promotor. Szef Top Rank zwrócił wzrok w stronę ogromnego rynku azjatyckiego, podczas gdy na własnym podwórku został zaszachowany przez telewizyjny ruch Haymona. HBO i Arum odpowiadają po części kontraktem z kablową telewizją truTV i na pewno nie złożą broni w tej bitwie. Dopóki jest mocna konkurencja, to my jako kibice tylko zyskamy na ilości i jakości boksu.

Arum rzeczywiście się starzeje, ale władza w Top Rank jest od dawna dzielona między weterana i prezydenta Todda DuBoeffa. To właśnie pasierb Aruma jest sprawcą uczynienia z Top Rank nowoczesnej korporacji, także firma pozostanie w dobrych i godnych rękach. Oscar De La Hoya stracił masę talentu na rzecz Haymona, ale zyskał duże odszkodowania, uzyskał pakiet akcji Golden Boy Promotions należący Richarda Schaefera i rozpocznie odbudowę swojej grupy, która będzie teraz działać w pełni na jego zasadach. Należy oczekiwać tu ścisłej współpracy z Arumem, a w przyszłości być może z Roc Nations, z którymi z pewnością nie po drodze będzie Haymonowi. Haymon zapewne izolował będzie swoich pięściarzy i będzie próbował podkupić największe gwiazdy konkurencji, bo przecież trudno będzie brać poważnie jego mistrza PBC w wadze średniej, gdy na drugim biegunie pozostanie Giennadij Gołowkin, mistrza PBC w półciężkiej, kiedy gdzie indziej jest Siergiej Kowaliow, czy mistrza PBC w piórkowej, gdy gdzie indziej rywalizują Wasyl Łomaczenko i Nicholas Walters. Przykłady można mnożyć dodając Terence’a Crawforda i innych. Wojna jest daleka od skończonej.

Ja liczę jednak, że 2 maja będzie takim zastrzykiem adrenaliny dla boksu, który pobudzi go na dłuższy czas i że jednak część nowych fanów zostanie z nami, by śledzić rywalizację nie tylko Mayweathera i Pacquiao, ale także innych. Wracając do głównych bohaterów, to czasem bywa tak, iż spadek możliwości fizycznych może uczynić starcie nawet efektowniejszym i bardziej atrakcyjnym dla „niedzielnych” fanów boksu. Ali kontra Frazier 3 stało się epickim bojem, mimo że „Smokin” Joe był uważany za skończonego i był gruuubym underdogiem w tamtej walce. Takie zaciekłe rywalizacje wyzwalają ostatnie pokłady energii. A że nogi już nie te? Tym więcej spięć na ringu. Odgrzewany kotlet Pacquiao vs Marquez 4 stał się „Walką Roku” gdzie obaj odwieczni wrogowie od początku zaskoczyli agresywnym nastawieniem i polowali na nokaut. Całkiem ciekawą batalię stoczyli w swoim rewanżu podstarzali Tommy Hearns z „Sugarem” Rayem Leonardem. Tak więc być może czeka nas uczta i to w postaci więcej niż jednego dania. Nie sądzę oczywiście, że Floyd Mayweather wda się z „Pac Manem” w bijatykę, ale być może będzie bardziej ofensywnie nastawiony, zdając sobie sprawę, że „badanie” w pierwszych rundach może go drogo kosztować. „Money” wie również, że tym razem nie wyłączy całkowicie ofensywy przeciwnika i że nogi być może nie pozwolą mu umykać przez dwanaście rund bezpiecznie dla siebie z tak szybkim napastnikiem jak Filipińczyk.

Najpierw jednak chciałem spytać, jak oceniasz przebieg kariery obu pięściarzy, jak widzisz proces starzenia tych dwóch gwiazd. Kto stracił z wiekiem mniej, a kto więcej? Może zacznijmy od faworyta czekającej nas walki.


Adrian Golec: Przyznam szczerze, że wiedza, jaką zgromadziłeś, dotycząca pięściarskiego rynku, w tym odgrywających na nim zasadniczą rolę stacji telewizyjnych, jest imponująca. Zawsze stroniłem od tego typu informacji, nadając im z definicji status poza-sportowy. Niemniej z punktu widzenia technicznego rozumienia zawodowego boksu, kwestie te są niezwykle istotne.

Przejdźmy – jak zasugerowałeś – do głównych bohaterów „walki stulecia”, a konkretnie do faworyta. Zacznijmy od sugerowanej przez Ciebie ogólnej oceny kariery Mayweathera Jr pod kątem tzw. "wielkości boksera". Co bardziej odważni, w tym sprzyjający „Moneyowi” prezes federacji WBC, Mauricio Suilaiman, widziałby zwycięzcę tej konfrontacji (w domyśle Maweathera) w gronie 10 najlepszych pięściarzy świata, w historycznym ujęciu tej dyscypliny. Przyznam szczerze, że bez dokonywania pogłębionej analizy, o którą byłoby mi niesłychanie trudno, mam wątpliwości co do powyższej kwestii. Rzecz dotyczy przede wszystkim Floyda (mniej Pacquiao), jako boksera niepokonanego, roszczącego sobie prawo do największych zaszczytów. Nie jestem pewien, czy zawodnik, który w kwiecie wieku robi 3-letnią przerwę, nie wykorzystując w ten sposób naturalnie swojego potencjału i wraca nastawiony li tylko na wyniki sprzedażowe, może liczyć na tak zaszczytne miejsce? Czy krótko mówiąc, pięściarz ten zdążył zgromadzić wiarygodny kapitał sportowy, który kwalifikowałby go aż tak wysoko?

Nie potrafię operować pojęciem P4P, zwłaszcza w odniesieniu do historii i oddaje się w tym przypadku logice. „Money” to niewątpliwie olbrzymi talent, poparty ciężką pracą i fachową wiedzą rodzimych trenerów. Amerykanin, co różni go zasadniczo od filipińskiego rywala, niemal urodził się w ringu. Od początku towarzyszył mu ojciec i wujek, którzy na boksie zjedli zęby. Tytuły prestiżowych organizacji Floyd zdobył w pięciu dywizjach, choć dzisiejsze mistrzowskie pasy – poza kurtuazyjną nomenklaturą - nie mają charakteru „mistrzostwa świata”. Trzeba również pamiętać, że zgodnie z opinią przygniatającej większości opiniotwórców, Amerykanin powinien mieć w rekordzie jedną porażkę. Poza tym kilka jego walk (Victor Ortiz znokautowany w kontrowersyjnych okolicznościach, Juan Manuel Marquez ściągnięty na walkę przy oklasku mas, zaproszony do ringu dwie kategorie wagowe wyżej) mają w mojej ocenie wartość ujemną – obniżającą klasę tego genialnego pięściarza. Podobnie myślę o zupełnie niepotrzebnym, acz bezpiecznym rewanżu z Marcosem Maidaną,

Wspomniany przeze mnie kapitał sportowy „Moneya” podlega szerokiej dyskusji. Floyd doskonale wiedział, jaki klucz doboru przeciwników zapewni mu nie tylko triumfy, ale pozwoli na realną dominację w ringu, zapewniając sobie przy tym wysokie wpływy finansowe. Trudno mieć o to do niego pretensje, gdyż to właśnie „magia nazwisk” gwarantuje określony przychody. Ówczesny król wagi lekkiej Juan Manuel Marquez, schyłkowy Shane Mosley, czy właściwie skończony Oscar De La Hoya… każdy z tych wielkich pięściarzy został odprawiony przez „Moneya”, tylko jakoś brakuje mi pełnej wartości tych zwycięstw. Wielkość wspomnianych pięściarzy przypadała albo na lata wstecz, albo na niższą wagę. Również Ricky Hatton walczył przecież nie w swojej wadze. Po pojedynku Anglika z Luisem Collazo widzieliśmy już wcześniej, że Hatton nie ma czego szukać w limicie 147 funtów. Jak mogłaby wyglądać ta rywalizacja, toczona w limicie 140 funtów, na ringu Brytyjczyka, z sędzią nie pozwalającym Amerykaninowi na dziesiątki fauli, tego już się nie dowiemy. Nie mam zamiaru krytykować Floyda za dobór przeciwników, o ile nie operujemy w kategoriach wielkich wyzwań. Tych w jego bilansie jak na lekarstwo, w kontekście pierwszej dziesiątki P4P, a to jedynie wyzwania powinny kształtować obraz boksera, nadając mu określoną pozycję w tym sporcie. Tymczasem kibic masowy otrzymał to, czego oczekiwał i na co tak naprawdę zasłużył.



Andrzej Pastuszek: Miejsce Floyda w historii to temat rzeka, a właściwie temat ocean. No bo, wszystko zależy od tego, jakie przyjmujemy kryteria w takiej ocenie kariery Mayweathera. Jeśli mówimy o umiejętnościach, jakie zaprezentował "Money", czy wcześniej "Pretty Boy" w swoich czterdziestu siedmiu występach, to byłby dla mnie absolutny top wszech czasów, razem z kilkoma innymi zawodnikami. Mayweather to zawodnik kompletny, często niesprawiedliwie szufladkowany jako "nudny" defensor kontrujący z dystansu. Oczywiście kapitalna obrona to znak firmowy Amerykanina, ale niejednokrotnie udowadniał, że potrafi znakomicie bić się w półdystansie, a także w razie potrzeby wywierać presję. Wyspecjalizowanie się w defensywie pół-gardą i klasyczne dla Floyda kontry prawą ręką po "nawinięciu" ciosu rywala na lewy bark nie może przysłaniać wszechstronności Mayweathera, który po prostu nie naprawia tego co się nie zepsuło i ostatnimi laty dominuje używając sprawdzonych środków. Arsenał w obronie i ataku jest jednak znacznie, znacznie bogatszy i wystarczy wrócić do mniej znanych pojedynków mistrza, aby się o tym przekonać.

Stopień dominacji nad przeciwnikami również każe mi stawiać Mayweathera bardzo wysoko. Tak naprawdę tylko w pierwszej walce z Jose Luisem Castillo można mówić o kontrowersyjnej wygranej Floyda, a skandalem nazwałbym wyłącznie rozmiary zwycięstwa ówczesnego pretendenta. Sam fakt przyznania wygranej FMJ nie jest dla mnie szokujący. To było typowe starcie, gdzie wskazać da się obie strony. Cała reszta to albo deklasacje albo mniej lub bardziej wyraźne wygrane czempiona. Dzisiejsza pozycja medialna "Moneya" jest oczywiście zbudowana w dużej mierze na owym zerze w rekordzie Amerykanina, choć na to zero można przecież spojrzeć dwojako. Albo jest świadectwem nietykalnie wysokiej klasy niepokonanego albo też świadectwem braku kwalifikacji przeciwników. Na papierze liczba pokonanych mistrzów, czy znamienitych nazwisk przez Juniora jest imponująca.

Przy bliższym spojrzeniu widać, że niewielu z tych wielkich było w swoim szczycie kiedy doszło do owych starć. Nie jest to winą pięściarza, bo te opóźnione konfrontacje wynikały z różnych przyczyn, takich jak mijanie się kategorii wagowych, czy też szczytów tych bokserów. Jest też kwestią, czy Floyd wybierając tych, których wybrał pominął kogoś naprawdę groźnego. Przywoływane są nazwiska Paula Williamsa i Antonio Margarito, ale przecież nie sposób odhaczyć w swoim CV wszystkich bez wyjątku. Fakt jednak pozostaje faktem, że do definiujących karierę spięć z innymi tuzami nie doszło.

A może jednak Mayweather ma rację, że to on sprawia, iż znakomici fighterzy wyglądają jak nowicjusze? Przecież niepokonany "Chico" Corrales uchodził za niezwykle groźnego rywala dla "Pięknisia", zanim nie został zdemolowany przez Mayweathera. Być może do owych wielkich rywalizacji nie doszło, bo FMJ zdominował wszystkich kandydatów na wielkich rywali. A może po prostu rzadko w jednym przedziale czasowym pojawiają się w zbliżonych do siebie kategoriach wagowych tacy giganci jak Hagler, Hearns, Leonard i Duran?

Dodając do siebie pakiet umiejętności Mayweathera serwowany przez niemal dwie dekady na tle wartościowych i bardzo wartościowych przeciwników nie mógłbym go pominąć przy ustalaniu pierwszej dziesiątki wszech czasów. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że swoich rywali rozebrał na czynniki pierwsze i nie dał im najmniejszych szans. W przypadku Mayweathera nie ma mowy o słabszych dniach, braku motywacji, czy niewygodnych stylach rywali, a przynajmniej nie w stopniu takim, że udaremniłoby to mu skuteczne przeprowadzenie operacji zwanej kolejne zwycięstwo.

W mojej dziesiątce Mayweather znajdzie się nawet bez względu na zakończenie starcia z Pacquiao, ale jest to naprawdę bardzo uznaniowa liga. Myślę, że czas spowoduje, iż legendy obu tych pięściarzy będą rosnąć efektem śniegowej kuli, podobnie jak ranga ich majowej konfrontacji i podobnie jak znaczenie w historii boksu.


Adrian Golec: Mimo, że z większością się zgadzam, mam nieco bardziej krytyczny stosunek do Floyda Mayweathera Jr. Bardziej krytyczny, coś na zasadzie - nie czysta platyna, a złoto z domieszką platyny - co przecież nadal nadaje temu pięściarzowi status boksera o charakterze absolutnie wyjątkowym. Zgadzam się, w niższych wagach „Money” wielokrotnie wcielał się w rolę agresora, co nie zawsze wychodziło mu perfekcyjnie, niemniej fani zapamiętają go głownie z limitu 147 funtów. Trzeba również pamiętać, że św. pamięci Diego Corrales to jeden z ostatnich, który wykorzystywałby swoje dobre warunki fizyczne, tłucząc się zwykle z rywalami w bliskim dystansie. Dobrych wysokich szermierzy, jak w rekordzie „Moneya” nie było, tak nie ma i nie będzie. Jeżeli przywołamy pięciu, sześciu najlepszych obecnie bokserów limitu 147 funtów, zauważymy, że żaden z nich nie miał tej „finansowej przyjemności”. Zapomniałbym naturalnie o jednym – „Pac Manie”. Myślę jednak, że w sprawie Amerykanina jesteśmy jednak w stanie znaleźć kompromis, opierający się na przywołanym przez Ciebie zdaniu: - Może po prostu rzadko w jednym przedziale czasowym pojawiają się w zbliżonych do siebie kategoriach wagowych tacy giganci jak Hagler, Hearns, Leonard i Duran? Na tym możemy poprzestać, mając świadomość, że tak okazałe „żylety” wagi półśredniej, jak swego czasu „Złoty” czy „Tito”, dzisiaj w tej wadze po prostu „nie chodzą”. To wielkie szczęście Mayweathera jr, budującego ostatnimi czasy swój kapitał w dużej części na bokserach pokroju Roberta Guerrero, Marcosa Maidany czy Carlosa Baldomira.

Przejdźmy zatem do drugiego bohatera „walki stulecia”. Urzekła Cię jego historia? Mnie i owszem, bowiem to wyjątkowa postać. Nie twierdzę, że nieskazitelna. Komercyjny sukces „Pac Mana”, szanując wszelkie proporcje tego świata, bije w mojej ocenie sukces „Moneya” po stokroć. Gdyby w czasach Mike’a Tysona, czy nawet Lennoxa Lewisa, ktoś narysował wizję małego, skośnookiego bohatera światowego boksu, nikt by w to nie uwierzył, czy wręcz uśmiał się. To, co między innymi wyróżnia Filipińczyka od jego rywala, to fakt, że w dniu przejścia na komercyjną stronę tego sportu, był on już jedną z największych gwiazd w historii niższych kategorii wagowych. Nim Pacquiao spotkał w ringu Oscara De La Hoyę, kibice boksu znali go jako pięściarza absolutnie wybitnego i wyjątkowego. Walka ze skończonym sportowo „Złotym” i późniejsze rywalizacje Pacquiao, niewiele w mojej opinii wniosły w kierunku wielkości sportowej tego boksera. Pozwoliły mu przejść ze statusu wyjątkowego sportowca w status ikonę popkultury. My Polacy nie doświadczamy nawet fragmentu popularności tego zawodnika. Łatwo jednak sobie wyobrazić, jaką pozycję ma „Pac Man” na Filipinach i w kilku innych krajach azjatyckich.



Andrzej Pastuszek: Jeszcze tylko kończąc wątek dorobku Floyda, to szkoda, że nie było mu dane zmierzyć się ze szczytowymi Trinidadem, De La Hoyą i Mosleyem, bo jego dorobek moim zdaniem wyglądałby jeszcze bardziej okazale. Myślę, iż "Pretty Boy" w najlepszych latach był kompletniejszym i inteligentniejszym fighterem od każdego z wyżej wymienionych. Oczywiście tych domniemanych zwycięstw nie włączam do spuścizny Amerykanina. Szkoda też, że cała grupa znakomitych półśrednich z Amirem Khanem, Keithem Thurmanem i Kellem Brookiem na czele nie pojawiła się na firmamencie kilka lat wcześniej. Być może "Money" jeszcze skrzyżuje rękawice z przedstawicielem tego pokolenia.

Manny Pacquiao. Kolejny temat na epopeję w wielu tomach. Jest co najmniej kilka niezwykłych rzeczy jakich dokonał Filipińczyk. Na ten ogromny, globalny sukces "Pac Mana" złożyło się kilka czynników. Oczywiście niebagetelną rolę odegrał Bob Arum, który wierzył, że zawodnik z tej części globu może zawojować Amerykę. Jednak najważniejszym kreatorem tej historii jest sam Manny Pacquiao, którego serce, odwaga, talent i determinacja doprowadziły na szczyt boksu zawodowego i całego sportu.

Trudno sobie nawet wyobrazić lepszy zestaw rywali w niskich kategoriach wagowych niż trójka meksykańskich fenomenów: Erik Morales, Marco Antonio Barrera i Juan Manuel Marquez. Każdy z nich to osobny, wielki rozdział historii boksu. Czasem fantastyczni zawodnicy mają nieszczęście trafić na posuchę w swoich kategoriach wagowych i nie znajdują przeciwnika z własnej, czy podobnie wysokiej półki przez całą karierę. Manny miał takich wielkich rywali aż trzech i stoczył z nimi dziewięć pojedynków osiągając doskonały bilans 6-2-1, ale nie statystyki są tu ważne, bo ktoś mógłby czepiać się niezwykle wyrównanych bojów z "Dinamitą". Najważniejsza jest ilość, poziom i dramaturgia tych pojedynków, które windowały skalę popularności całego boksu. Wszystko to zanim dwaj nasi bohaterowie przeszli do celebryckiego etapu kariery, gdzie zamiast skonfrontować się ze sobą, usiłowali udowodnić jeden drugiemu wyższość, bijąc tych samych pięściarzy. W dobie kryzysu wagi ciężkiej to właśnie Mayweather i Pacquiao utrzymali pięściarstwo zawodowe na powierzchni, a w czasie krótkiej „emerytury” Floyda przez jakiś czas ten ciężar dźwigał sam „Pac Man”.

Wędrówka Manny'ego przez osiem kategorii wagowych jest często wyśmiewana, a niektóre tytuły faktycznie mają większe znaczenie od innych, ale utrzymanie sportowej klasy przy nabraniu po drodze tylu kilogramów jest rzeczą bez precedensu. Vic Darchinyan, Nonito Donaire, czy inni bokserzy, którzy próbowali pójść taką drogą, zatrzymali się znacznie szybciej. Mamy do czynienia z fenomenalnym i niepowtarzalnym atletyzmem w przypadku Filipińczyka.

Kolejna rzecz godna uwagi to transformacja Manny'ego z jednorękiego bandyty we wszechstronną, ofensywną maszynę. Tu nieocenione zasługi ma oczywiście Freddie Roach. Wbrew stereotypowym opiniom kibiców, a czasem o zgrozo ekspertów, „Pac Man” nie bazuje na bitych na oślep kombinacjach. Dzisiejszy Manny używa różnorakich zwodów, potrafi zastawiać pułapki, zrobił przez lata ogromny postęp jako kontr-bokser, a prawy sierpowy z uderzenia mało wykorzystywanego stał się być może najbardziej podstępną i niebezpieczną bronią w jego arsenale. Mamy do czynienia z zawodnikiem kompletnym, choć oczywiście zupełnie innego typu niż jego majowy vis-a-vis. Kompilacja błyskawicznego poruszania in-out z niezwykle szybkimi rękami i wciąż znakomitą wydolnością daje pięściarza niezwykle trudnego do wypunktowania na dystansie 12 rund. Nokaut z rąk Juana Manuela Marqueza, który jak wydawało się mógł być końcem małego giganta, być może paradoksalnie pomóc w starciu z Mayweatherem, gdyż MP wie już, iż w ringu potrzebna jest agresja, ale nie szaleńcza agresja. Reasumując, rozmawiamy o dwóch fenomenalnych, unikalnych fighterach, reprezentujących dwa odmienne światy i dwie odmienne filozofie boksu.

Zmuszony do podsumowania w drabince wszech czasów postawiłbym nieco wyżej „Moneya” ze względu na stopień dominacji nad opozycją i mimo wszystko to zero, które nigdzie nie poszło i wciąż nie chce pójść. Dokonania tej dwójki w sensie tytułów i pokonanych nazwisk są moim zdaniem porównywalne i da się argumentować „w tę i nazad” do woli.


Adrian Golec: Można uznać, że "Pretty Boy" w swoich latach był pięściarzem z większym talentem od Oscara De La Hoi, Felixa Trinidada, lecz oni byli dużo więksi, silniejsi i ich czas przypada na nieco inny okres. Niemniej różnica w warunkach fizycznych i ogólnej mocy, zdeterminowałaby w mojej ocenie przebieg tych hipotetycznych rywalizacji, stawiając Floyda w pozycji outsidera. Niczego to naturalnie Mayweatherowi nie ujmuje, gdyż tak naprawdę są to bokserzy z innych, wyższych dywizji. Wiele na ten temat powiedziała nam walka z maja 2007 roku, która mimo nie najwyższego poziomu sportowego, pozostaje do dzisiaj najgłośniejszą rywalizacją współczesnego boksu. To się jednak niebawem zmieni. Jeżeli natomiast chodzi o drabinkę wszech czasów i pozycję tych dwóch wspaniałych pięściarzy, wiele, a nawet wszystko będzie zależało od rezultatu, jaki padnie 2 maja.

Manny Pacquiao, jak znakomita większość rywali Floyda, nie góruje nad Amerykaninem pod względem wzrostu i zasięgu ramion; ma jednak kilka innych cennych atutów, które na tle ewidentnie podstarzałego mistrza kontr-ataku, mają w mojej ocenie szanse sprawdzić się na miarę zwycięstwa na punkty. Możemy zatem przejść do ostatniego rozdziału naszej dyskusji, mianowicie oceny szans obu bohaterów „walki stulecia”.

Chciałbym poruszyć tu dwie kwestie. Otóż Kibice, jak również wspomniani przez Ciebie eksperci, nie potrafili docenić postawy Filipińczyka w walce Chrisem Algierim. Moja opinia jest w tym temacie znana, gdyż dzieliłem się z nią wielokrotnie. Przy tej okazji zgadzam się z wygłoszoną przez Ciebie tezą, jakoby nokaut z rąk Juana Manuel Marqueza mógł „Pac-Manowi” nawet pomóc. Miniona walka z wysokim i nieźle poruszającym się Algierim to był majstersztyk filipińskiego boksera, który miał przy okazji możliwość tzw. „przed-przygotowań” do walki z Floydem Mayweatherem Jr. Staram się pamiętać o proporcjach, wszak Algieri wielkim bokserem nie jest. Filipińczyk był skoncentrowany, doskonale radził sobie z przednią ręką przeciwnika. Nie podpalał się, wiele akcji rozpoczynał jabem, przepuszczał ataki wyższego rywala, doskakując dynamicznymi zrywami. Wykułem przy tej okazji pewną hipotezę, zgodnie z którą porażka Rusłana Prowodnikowa z wysokim kontr-bokserem wpisana była w plany "walki stulecia”, poprzez poprzedzającą ją organizację pojedynku Pacquiao-Algieri. Na nic bowiem byłyby przygotowania „Pac Mana” pod ultra ofensywnego Rosjanina, w kontekście nadchodzącej - choć jeszcze wówczas nieoficjalnie - walki Filipińczyka z „Moneyem”. Proces przygotowań do pojedynku z Algierim musiał bowiem zawierać w sobie kierunek szkolenia, tożsamy z przygotowaniami do walki z Floydem. To mogła być przemyślana taktyka Boba Aruma, nakierowana na zoptymalizowanie formy Filipińczyka, który 2 maja ma szansę zamknąć kartę pod tytułem „zero w rekordzie wielkiego Floyda Mayweathera Juniora” i pozbawić go miejsce w historycznym rankingu P4P. Jak będzie w rzeczywistości, to się okaże.

Druga kwestia to postawa Floyda w dwóch ostatnich występach. Nie mam na myśli momentów, w których Marcos Maidana wykorzystywał swoje atuty, a te fragmenty obu pojedynków, w których szermierka na pięści przenosiła się na środek ringu. Nie jestem w stanie zaakceptować widoku, w którym siermiężny Argentyńczyk lokuje na głowie genialnego rywala swoje czytelne ciosy. Trafiał jabem, trafiał niemal czym się dało. Moja akceptacja opisanego stanu rzeczy jest oczywiście możliwa, ale wyłącznie po przyjęciu tezy, że Mayweather Jr kończy się w sposób widoczny gołym okiem... Co prawda wcześniej Floyd dał koncert boksu na tle Saula Alvareza, nawet jeżeli pominiemy złą w mojej ocenie taktykę Meksykanina, który uczestniczył w tym koncercie grając na instrumencie dobitnie wskazanym mu przez rywala. Zawsze musi być jednak ta ostatnia dobra walka, by w kolejnych zacząć dołować.

Przechodząc do wniosków, wydają się one czytelne. To Manny Pacquiao zachował w mojej opinii więcej ze swojego arsenału i to przez ten fakt, szanse Filipińczyka są większe niż kiedykolwiek wcześniej. "Money" się starzeje; ma 38 lat, a to czas najwyższy, by refleks i szybkość coraz głośniej mówiły - "dobranoc na zawsze". Wiele będzie zależało do taktyki i tu nie chciałbym wchodzić w rolę trenera. Gdybym mógł to zaleciłbym Filipińczykowi szukanie swoich szans bez konieczności wpisywania się w ultra-pressing, co doradza mu wiele postaci zawodowego boksu. Pacquiao powinien w mojej ocenie uciekać od wzorców z pojedynku "Moneya" z Miguelem Cotto. Mayweather ma być w ciągłym ruchu, tak, aby nie mógł spędzać dłuższych chwil na linach. To skrytykowana przeze mnie taktyka Saula Alvareza (który chwilę później potrafił, jak się okazało, ostro pogonić Erislandy Larę, wykorzystując swoją przewagę fizyczną) powinna w mojej ocenie przyświecać filipińskiemu bokserowi, który z typowych dla siebie pozycji może zaskakiwać, będącego w ruchu amerykańskiego rywala.



Andrzej Pastuszek: Co do "Tito", to myślę jednak, że groźniejszym rywalem dla Floyda byłby szczytowy Oscar De La Hoya, zwłaszcza gdyby tak inteligentnie używał lewego prostego jak wtedy, kiedy poprowadził go Freddie Roach w późniejszym etapie kariery. Trinidad w mojej ocenie zbytnio polegał na lewym sierpowym, co obnażył bezlitośnie Bernard Hopkins kompletnie odcinając Felixa od ulubionego uderzenia. Tego, że "Tito" nie potrafił namierzyć "Kata" czystymi ciosami w półdystansie nie da się zapisać na karb przewagi fizycznej Bernarda. Trafianie "Moneya"ciosem, którego się spodziewa nie byłoby ani o jotę łatwiejsze. To, że "B-Hop" zastopował Portorykańczyka już miało bardzo dużo wspólnego z różnicą rozmiarową. Mayweather zadowoliłby się punktowym zwycięstwem nad Felixem w półśredniej, wykorzystując przewagę szybkości i ringowej inteligencji. Przewaga fizyczna to w moim odczuciu zbyt mało na młodszą wersję półśredniego Floyda. Żeby mieć szanse na wygraną potrzeba bardzo zdywersyfikowanej, trudnej do przewidzenia ofensywy. Tym dysponuje Manny Pacquiao. Bardzo ważna jest też aktywna, przednia ręka, która wybijałaby z rytmu kontr-boksera. Tutaj Filipińczyk będzie miał największą zgryzotę, bo tym atutem nie dysponuje. Tak oto przechodzę powoli do analizy tego, co może się wydarzyć 2 maja.

Co do ostatnich pojedynków Mayweathera i Pacquiao widzę sytuację podobnie. Zegar biologiczny, który wydawał mi się tykać szybciej dla Filipińczyka jakby nieco zwolnił, natomiast piasek w klepsydrze z napisem Mayweather zaczął przesypywać się szybciej. Nie sądzę, że ulegliśmy obaj złudzeniu, choć wykluczyć tego nie można. Również sam Floyd bardzo krytycznie ocenił swój występ przeciwko Maidanie i nie miał na myśli pierwszego starcia z "Chino", który rzucił się na niego z wszystkim co fabryka dała, tylko łatwiej wygrany rewanż. Argentyński bombardier zmienił tam taktykę z ciągłego naporu na wyczekiwanie szansy na kończące uderzenie i omal nie upolował zaskoczonego "Moneya" opóźniając nieco tempo ataku i oszukując timing defensywnego geniusza. Solidna szczęka i sekundy do końca rundy uchroniły Amerykanina przed poważniejszymi konsekwencjami wylądowania prawej ręki Marcosa. Manny Pacquiao jest mistrzem tego, co nazywa się opóźnionym atakiem, czy atakiem w drugie tempo i choć nie wierzę w znokautowanie króla P4P, to myślę że ciosy "Pac Mana" dojdą w ilości większej niż zakłada faworyt majowego starcia.

Naturalnie, masz rację w tym, że "Pac Man" musi szukać innej recepty na Floyda niż próbowali Cotto, czy Maidana, choć akurat w walce "Junito" były przebłyski tego, że zawodnik mający pomysł na środku ringu może punktować Juniora. Na przykład w szóstej rundzie Miguel ograł Floyda nawet nie zbliżając się do narożników. Zdezorientowany przez chwilę Mayweather zapraszał dumę Portoryko pod liny, gdzie wyglądając zza lewego barku czuje się komfortowo. Żeby wydrzeć "Moneyowi" kilka rund w szachach potrzebna jest kreatywność w ataku, szybkość i inteligentne potasowanie przygotowanych akcji, tak aby "Król Poprawek" nie naniósł ich zbyt szybko i nie rozszyfrował planu taktycznego. Dwójka Roach - Pacquiao ma narzędzia do przygotowania i wyegzekwowania właściwej strategii. Warunkiem koniecznym jest doskonała dyspozycja fizyczna Filipińczyka, która pozwoli na nieustanne przemieszczanie, poruszanie Mayweatherem, wytrącanie go z ustabilizowanej pozycji zwodami i fałszywymi atakami. To podstawa, żeby ominąć zasiek w postaci przedniej ręki Floyda. Szybkie nogi i wydolność mogą się przydać też w defensywie, bo Mayweather lubi czasem siąść na mańkuta z presją, co widać chociażby z Corleyem, czy Judah. Amerykanin może spróbować użyć przewagi fizycznej w półdystansie i Manny musi "uciekać" od tej płaszczyzny rywalizacji, stosując swoje ulubione akcje "do środka i na zewnątrz".

Spodziewajmy się, że Pacquiao spróbuje odwracać swojego rywala poruszaniem w prawo, tak, aby Floyd nie mógł korzystać z półgardy (shoulder rolla) i obracał się otwierając na ciosy lewą ręką Manny'ego. W tym aspekcie ulubiony motyw defensywny "Moneya" jest kłopotem z mańkutami, ale pamiętajmy, że pięściarz z Grand Rapids może przejść do konwencjonalnej gardy i mistrz WBO musi mieć w rękawie więcej asów. Kłopotem mańkuta (zwłaszcza bijącego się często z opuszczoną przednią ręką jak Manny) z Floydem jest bliskość niebezpiecznego, kontrującego lewego sierpa "Moneya". Z przeciwnej strony mamy niedoceniany prawy sierp Pacquiao i tu będzie kolejna, ciekawa taktyczna batalia. Kto lepiej będzie karcił przednią rękę rywala?
Manny musi zacząć szybko i musi wyrwać pierwsze rundy samozwańczemu „TBE” (Najlepszy w dziejach), kiedy ten jeszcze będzie sprawdzał z czym do ringu przychodzi jego długo wyczekiwany vis-a-vis. Zadaniem „Pac Mana” będzie nękanie Floyda i zmuszenie do szybszego tempa niż zwykle, tak aby sprawdzić „podejrzane” nogi 38-latka w dalszych rundach. Sądzę, że nieortodoksyjne poruszanie i szybkie zmiany tempa oraz kątów ataku przez małego mańkuta mogą być z upływem czasu coraz większym problemem Floyda. Kontuzje kostki, czy kolana Tima Bradleya niekoniecznie zdarzyły się przypadkiem, akurat, gdy próbował dotrzymać kroku nogom Pacquiao. Młody i świetny atleta jak Bradley nie był w stanie utrzymać się w tempie mistrza ośmiu wag przez dwanaście rund żadnego z obu pojedynków, choć oddawane seryjnie przez „Pustynną Burzę” rundy następowały w innych momentach ich dwóch starć. Myślę, że zmęczenie poluzuje obronę wspaniałego Amerykanina i szybkie ręce jego oponenta znajdą drogę do celu.

Na koniec nawiąże do klasycznego argumentu, że lepszy od Juana Manuela Marqueza kontr-bokser, czyli Floyd będzie miał z Pacquiao jeszcze większe pole do popisu niż wielokroć karcący Manny’ego Meksykanin. Amerykanin rzeczywiście jest jeszcze lepszym, bardziej błyskotliwym i dysponującym lepszymi warunkami niż „Dinamita” zawodnikiem, ale to nie musi się przełożyć na walkę z „Pac Manem”. Mayweather stosuje inną defensywę, inne poruszanie i jest bokserem stawiającym w pierwszym względzie na bezpieczeństwo, podczas gdy Marquez to ryzykant lubiący wstrzelać się w serię przeciwnika, wpuszczając go w bezpośrednią bliskość i wchodząc w niebezpieczne wymiany ognia, które nie raz i dwa kończyły się lądowaniem na deskach Juana. Ci pięściarze mają inne temperamenty i inne są założenia ich kontr-boksu, dlatego Mayweather musi znaleźć inną, własną drogą do zwycięstwa 2 maja. Wbrew opinii większości myślę, że to styl Pacquiao będzie bardziej niewygodny dla starszej wersji Floyda niż na odwrót i to Filipińczyk wygra na punkty, kradnąc decyzję swoim akywniejszym boksem. Jaki jest twój scenariusz?


Adrian Golec: Sądzisz, że bokser toczący "bliskie" walki z Miguelem Cotto czy podstarzałym "Złotym", oparłby się szczytowemu Trinidadowi...? Nie ma to oczywście na dzisiaj żadnego znaczenia, gdyż nigdy tego nie sprawdzimy, a zatem każda opinia w tym temacie jest tak samo dobra. Po takiej analizie, jaką zaprezentowałeś powyżej, pozostaje mi jedynie zaprosić fanów na wyczekiwaną walkę. Nie sądzę, abym mógł tu cokolwiek dodać. Bez względu na to, czy opisany przez Ciebie kierunek myślenia jest zgodny z kierunkiem myślenia określonego fana, nie sposób nie docenić Twojego profesjonalizmu. Opisany przez Ciebie obraz rywalizacji nie musi być zgodny z naszym (kibicowskim), lecz nie może być nie do przyjęcia. Jeśli chodzi konkretnie o mnie, sprawę widzimy bardzo podobnie. Ruchliwość Pacquiao, szeroko rozumiana niekonwencjonalność stylu, wysokie tempo pojedynku i zmiany tego tempa, specyfika płaszczyzn, z których Filipińczyk wyprowadza swoje kombinacje, odwrotna pozycja i nade wszystko niższe niż zawsze parametry fizyczne starzejącego się Mayweathera Jr, to te główne przesłanki, które w mojej opinii mogą zdeterminować obraz rywalizacji, nieznacznie przychylnej bokserowi z Filipin. Nie spodziewam się dużej przewagi żadnej ze stron, gdyż zwycięstwa „Moneya” wykluczyć naturalnie nie mogę, a nawet nie powinienem. Mam małe wrażenie, że walkę wygra na punkty Pacquiao, choć bez względu na moje sympatie, dobrze, by wygrał lepszy. Myślę, że właściwie odczytuję Twój przekaz; nikt „poważny” nie może naturalnie szukać analogii do wielkiego Juana Manuela Marqueza, z którym „Pac Man” toczył tak ciężkie boje. „Dinamitę” różni od „Moneya” niemalże tyle, ile Amerykanina różni od Pacquaio. Pozostaje mi zatem podziękować Ci za zaproszenie do dyskusji. Walka stulecia odbędzie się 02 maja, a to już tuż, tuż. Dziękuję i serdeczności.


Andrzej Pastuszek: Dzięki za dyskusję. Dodam jeszcze tylko, że życzę wszystkim kibicom wielu wrażeń 2 maja i oby poziom walki nie rozczarował. Niech wygra lepszy i niech wygra sprawiedliwie.


__________________


"O boksie przy kawie"

Odcinek 1: "O boksie przy kawie" - Fonfara vs Campillo, odc. 1
Odcinek 2: "O boksie przy kawie" - Mitchell vs Arreola, odc. 2
Odcinek 3: "O boksie przy kawie" - Garcia vs Matthysse, odc. 3
Odcinek 4: "O boksie przy kawie" - Mayweather Jr vs Alvarez, odc. 4
Odcinek 5: "O boksie przy kawie" - Kliczko vs Powietkin, odc. 5
Odcinek 6: "O boksie przy kawie" - Ward vs Rodriguez, odc. 6
Odcinek 7: "O boksie przy kawie" - Pacquiao vs Bradley II, odc. 7
Odcinek 8: "O boksie przy kawie" - Alvarez vs Lara, odc. 8

Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 22-04-15, 11:58   #2 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Oct 2010
Postów: 6917
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Ktory to juz raz dziekuje Andrzejowi za to co robi dla tego portalu? To nie wazeliniarstwo jakby ktos mial mnie zaraz zaszlufadkowac, to zwykle docenianie czyjejs roboty! Dzieki! A.P... jezeli Ty nie napiszesz kiedys zadnej ksiazki o boksie, to bedziesz dla mnie zmarnowanym talentem. Zmarnowanym bardziej niz Solisa, bardziej niz Ibeabuchi.
Nie traktuj tych ohow i ahow opacznie, bo jestem 100% hetero. Szacunek za sposob wypowiedzi, szacunek za ogromna wiedze i pasje do Naszego ukochanego sportu. Jestem kolejny raz pod wielkim wrazeniem caloksztaltu Twojej tworczosci na Boxing.pl.



Co do walki 100lecia, to teraz chyba kazdy wie dlaczego 5 lat temu nie byla ona potrzebna ani Arumowi ani TMT? Kibice byli na tak, ale TR I GBP/TMT nie pasowalo duzo rzeczy. Dawniej obaj bokserzy mieli status 1 i 2 P4P, nie po drodze byly ustepstwa, jak nierowny podzial i testy o ktore "plakal" Floyd. Dzis jest inaczej. Obaj szukaj wyplat, obaj sa jedna noga na emeryturze, a sama walka przyniesie 2x, albo nawet 3x tyle hajsu co kilka lat temu. Dobrze, ze Andrzej przywolal Leonard vs Hearns II. Dzisiaj wielu malkontentow, kreujacych sie na ekspertow narzeka, ze Floyd Manny to lipa, bo pozno, bo to nie waga ciezka etc. Ale wlasnie... jezeli mowa o Halgler-Hearns, czy Leonard-Herarns II, to wszystko bylo super... najwieksi walczyli z najwiekszymi i jakos mlode pokolenie fanow zapomina, ze te walki moglby byc znacznie wczesniej, niz sie faktycznie odbyly.
Choc dzisiaj byl juz ostatni dzwonek na Manny vs Floyd, to patrzac na ich ostatnie wystepy i obecna forme, jest ona wciaz jedna z najlepszych walk do zrobiania na dzis od strony sportowej. Od strony biznesowej jest bezsprzecznie najwiekszym wydarzeniem w historii tego sportu.
Literatt jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 22-04-15, 16:34   #3 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Oct 2012
Postów: 10667
Nominowany 632 razy w 119 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 50
Domyślnie

Dzięki Literat, ale pamiętaj, że to jest praca zespołowa. Kawa została napisana z Adrianem, a ogólnie cały zespół Boxingu.pl jest mocny i coraz mocniejszy.
Andrzej Pastuszek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 22-04-15, 17:24   #4 (permalink)
bum
  
 
Avatar Krzych'
 
Zarejestrowany: Apr 2015
Postów: 83
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Boks Pacquiao jest bardzo mocno przeceniany, szczególnie w ostatnich latach. Jeżeli są tutaj duże wątpliwości co do jakości przeciwników Floyda, to co powiedzieć o Pacquiao, który zjadał po nim resztki. Długo by o tym pisać. Nie zakwestionuję większości osiągnięć Pacmana w niższych wagach, ale ostatnie lata jego kariery, zaczynając od walki z De La Hoyą, to w 90% jedna wielka szopka i manipulacja, po prostu majstersztyk promotorski. Geniusz niezmierzony. Floyd przynajmniej w zdecydowanej większości przypadków nie wciskał śmierdzącego na tysiąc kilometrów kiczu dla debili, takiego jak choćby walka Pacquiao z De La Hoyą w umownym limicie w dniu walki, żeby wymienić tylko jeden. Ostatnie lata kariery Pacmana to kwintesencja manipulacji i iluzji, niesamowite ilu przecież poważnych ludzi się na to nabrało. Do tego jakieś wciskanie kitu o pasach w ośmiu kategoriach wagowych, podczas gdy był mistrzem w sześciu, a biorąc pod uwagę to, że nie wygrał z Marquezem w super piórkowej, a ten wakat z Margarito jest gówno warty, a nawet mniej, to prawdziwym mistrzem był w 4 kategoriach. Nie chcę żeby mnie ktoś źle zrozumiał, że kogoś tutaj nienawidzę i dyskredytuję. Nie mam nic do Pacmana, on był i jest tylko narzędziem, a ogólnie to bardzo sympatyczny gość, który osiągnął wszystko zaczynając jak sam mówi od zera, ale to nie może wpływać na racjonalną ocenę jego kariery, przynajmniej tej jej części, o której mówię. Niestety jedna porażka z Mayweatherem niewiele już zmieni i do historii przejdą takie absurdy jak walka Dawida Pacmana z Goliatem DLH, ale niech chociaż ta finałowa weryfikacja posłuży temu, żeby nikt nie próbował stawiać Pacmana na równi z Mayweatherem, który może wzorem dla nikogo nie jest i sam nie mam do niego sympatii, ale bokserem jest wybitnym, znacznie lepszym niż Manny, co się okaże już niedługo, bo w porównaniu wartości osiągnięć Floyd wypada znacznie lepiej, teraz tylko brakuje zwycięstwa w bezpośrednim pojedynku.
Krzych' jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 22-04-15, 17:36   #5 (permalink)
champion
  
 
Avatar Endrjus
 
Zarejestrowany: Oct 2009
Postów: 3992
Nominowany 47 razy w 6 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 4
Domyślnie

Cytat:
Napisał Krzych' Zobacz post
Boks Pacquiao jest bardzo mocno przeceniany, szczególnie w ostatnich latach. Jeżeli są tutaj duże wątpliwości co do jakości przeciwników Floyda, to co powiedzieć o Pacquiao, który zjadał po nim resztki. Długo by o tym pisać. Nie zakwestionuję większości osiągnięć Pacmana w niższych wagach, ale ostatnie lata jego kariery, zaczynając od walki z De La Hoyą, to w 90% jedna wielka szopka i manipulacja, po prostu majstersztyk promotorski. Geniusz niezmierzony. Floyd przynajmniej w zdecydowanej większości przypadków nie wciskał śmierdzącego na tysiąc kilometrów kiczu dla debili, takiego jak choćby walka Pacquiao z De La Hoyą w umownym limicie w dniu walki, żeby wymienić tylko jeden. Ostatnie lata kariery Pacmana to kwintesencja manipulacji i iluzji, niesamowite ilu przecież poważnych ludzi się na to nabrało. Do tego jakieś wciskanie kitu o pasach w ośmiu kategoriach wagowych, podczas gdy był mistrzem w sześciu, a biorąc pod uwagę to, że nie wygrał z Marquezem w super piórkowej, a ten wakat z Margarito jest gówno warty, a nawet mniej, to prawdziwym mistrzem był w 4 kategoriach. Nie chcę żeby mnie ktoś źle zrozumiał, że kogoś tutaj nienawidzę i dyskredytuję. Nie mam nic do Pacmana, on był i jest tylko narzędziem, a ogólnie to bardzo sympatyczny gość, który osiągnął wszystko zaczynając jak sam mówi od zera, ale to nie może wpływać na racjonalną ocenę jego kariery, przynajmniej tej jej części, o której mówię. Niestety jedna porażka z Mayweatherem niewiele już zmieni i do historii przejdą takie absurdy jak walka Dawida Pacmana z Goliatem DLH, ale niech chociaż ta finałowa weryfikacja posłuży temu, żeby nikt nie próbował stawiać Pacmana na równi z Mayweatherem, który może wzorem dla nikogo nie jest i sam nie mam do niego sympatii, ale bokserem jest wybitnym, znacznie lepszym niż Manny, co się okaże już niedługo, bo w porównaniu wartości osiągnięć Floyd wypada znacznie lepiej, teraz tylko brakuje zwycięstwa w bezpośrednim pojedynku.
Pacquiao to bokser tak naprawdę należący do niższych kategorii a jego walki w półśredniej i junior średniej były spowodowane wyłączenie kwestiami marketingowymi. Nie zmienia to faktu, że Cotto, Bradley x2, Hatton, Clottey czy nawet Algieri (który dał trudną walkę zawsze groźnemu Provo o czym niektórzy zdają się zapominać) i Rios to są cenne skalpy. Pac ma lepsze resume w welter niż większość naturalnych przedstawicieli tej kategorii a to przecież nie jest jego waga.
Endrjus jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 22-04-15, 17:45   #6 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Jan 2013
Postów: 2583
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

AA dają radę

Mega lekturka, dzięki panowie.

Dodam, że szczytowy Shane, ODH i Trinidad - każdy z nich mógłby pokonać najlepszego Floyda, ale on mógłby równie dobrze każdego z nich przejść. Chociaż ja stawiałbym na prime Oscara na pkt.

Apropo Manny vs Floyd to dopóki nie ogłoszono tej walki, myślałem, że emocje trochę za mocno ostygły, ale nic z tych rzeczy.

JA NADAL NIE WIERZĘ , ŻE TO BĘDZIE I MAM OBAWY, ŻE NA FINISZU COŚ SIĘ SPIEPRZY ( ODPUKAĆ )

Kibicuję Pacquiao, spodziewam się walki na punkty i jego minimalnej wygranej u sędziów. Później ton wpisów na forach po pojedynku i podziału świata, na trzy obozy.
1. Lepszy był Floyd
2. Najlepszy byłby remis
3. Lepszy był Pacquiao

Co za tym idzie spodziewam się walki nr. 2 jeśli wypali ta pierwsza
Andre Ward jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 22-04-15, 17:46   #7 (permalink)
contender
  
 
Avatar Nelson
 
Zarejestrowany: Aug 2010
Postów: 1426
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Endrjus Zobacz post
Nie zmienia to faktu, że Cotto, Bradley x2, Hatton, Clottey czy nawet Algieri[/B] (który dał trudną walkę zawsze groźnemu Provo o czym niektórzy zdają się zapominać) i Rios to są cenne skalpy.
Daj spokój. Walka z Algierim to był żart i obciach dla Pacquiao, że walczył z kimś takim na tym etapie kariery. Rios jest do przełknięcia, bo to było pierwsze starcie po nokaucie od Marqueza.

I nie robiłbym też z Manny'ego takiego malca, bo on z tego co pamiętał potrafił ważyć w ringu po 150 funtów, a z de la Hoyą miał bodaj 148. W lekkiej i junior półśredniej też znacząco przybierał po ważeniu, więc on nie jest przypadkiem w półśredniej.

A lekturę obu Panów przeczytałem rano, co prawda przy herbacie a nie kawie, ale tak chyba też można
Nelson jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 22-04-15, 17:53   #8 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Jan 2013
Postów: 2583
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Uważam, że wygrana Pacquiao będzie temu biznesowi na rękę.

Jak Floyd wygra nikt go nie zmusi do walki nr. 2 . Jak przegra zrobią ją szybko a i on nie będzie dyktował kolejnych jeszcze trudniejszych do spełnienia warunków, przecież jakby wygrał to za rewanż musieliby mu zapłacić jeszcze kosmiczniejsze pieniądze.

Wygrana Pacquiao będzie na rękę tym, którym marzy się drugi taki wielki deal. Punktowi mogą sprzyjać Filipińczykowi.
Nie sądzę, że Floyd tracący w kontrowersjach 0 nie chciałby się Mannyemu zrewanżować.
Andre Ward jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 22-04-15, 19:28   #9 (permalink)
champion
  
 
Avatar Endrjus
 
Zarejestrowany: Oct 2009
Postów: 3992
Nominowany 47 razy w 6 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 4
Domyślnie

Cytat:
Napisał Nelson Zobacz post
Daj spokój. Walka z Algierim to był żart i obciach dla Pacquiao, że walczył z kimś takim na tym etapie kariery. Rios jest do przełknięcia, bo to było pierwsze starcie po nokaucie od Marqueza.

I nie robiłbym też z Manny'ego takiego malca, bo on z tego co pamiętał potrafił ważyć w ringu po 150 funtów, a z de la Hoyą miał bodaj 148. W lekkiej i junior półśredniej też znacząco przybierał po ważeniu, więc on nie jest przypadkiem w półśredniej.

A lekturę obu Panów przeczytałem rano, co prawda przy herbacie a nie kawie, ale tak chyba też można
Algieri bardzo dobrze zaprezentował się z Prowodnikowem, jest duży, niewygodny i pewnie da jeszcze niejedną dobrą walkę w limice 140 lub 147. Zgadzam się, że to nie był przeciwnik marzeń ale odnoszę wrażenie, że na jego ocenę mocno wpłynęła deklasacja z rąk Filipińczyka.

W kwestii wagi to zgoda, Pac do każdej z walk musiał robić choć minimalną wycinkę ale zrzucanie kilograma czy dwóch (Marquez) do pojedynku to jest za przeproszeniem "dobra kupa". Wielu welterów do ringu wnosi wagę z okolic MW. Myślę, że mimo walczenia od sześciu lat w półśredniej Filipińczyk nie miałby dziś większych problemów by zejść dywizję niżej. Tylko tam nie ma pieniędzy oraz fejmu.


Co do wypowiedzi Andre to podobny scenariusz był już omawiany na forum i według mnie jest to jak najbardziej realne. W grę wchodzą ogromne pieniądze a porażka Floyda z "odwiecznym wrogiem" oznaczałaby niemal pewny rewanż. Pamietacie słowa Holyfielda? Ten biznes nikomu nie pozwoli odejść z zerem w rekordzie bo to się kłóci z interesami promotorów i telewizji. Calzaghemu się udało bo on ogłosił emeryturę dość niespodzewanie, w swoim prime i stosunkowo młodym wieku jak na boksera. U Floyda już od pewnego czasu wiadomo, że ten koniec się zbliża a skalp w postaci PacMana byłby spełnieniem jego ostatnich ambicji.
Endrjus jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 23-04-15, 05:07   #10 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie

Cytat:
Napisał Endrjus Zobacz post
W kwestii wagi to zgoda, Pac do każdej z walk musiał robić choć minimalną wycinkę ale zrzucanie kilograma czy dwóch (Marquez) do pojedynku to jest za przeproszeniem "dobra kupa". Wielu welterów do ringu wnosi wagę z okolic MW. Myślę, że mimo walczenia od sześciu lat w półśredniej Filipińczyk nie miałby dziś większych problemów by zejść dywizję niżej. Tylko tam nie ma pieniędzy oraz fejmu.
Pac Man to na dzisiaj wypisz, wymaluj klasyczny bokser wagi lekkiej Dzisiejszy Filipińczyk byłby w 135 fizycznym gigantem, robiąc wagę i wnosząc do walki w okolicach 145 funtów, czyli niewiele mniej, niż obecnie. Nie miałby takiej przewagi szybkości, jak to wielokrotnie bywało w 147, ale w lekkiej to byłby na dzisiaj kozak jakich mało.. W welter duży jak na 147 Brook stopuje go swoim niesłychanie dobrym i mocnym jabem... Thurman mógłby również uszkodzić go swoimi potężnymi kontrami...
Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
''O boksie przy kawie'' - Alvarez vs Lara, odc. 8 Adrian Golec Publicystyka 1 11-07-14 22:48
''O boksie przy kawie'' - Pacquiao vs Bradley II, odc. 7 Andrzej Pastuszek Publicystyka 4 12-04-14 10:49
"O boksie przy kawie" - Kliczko vs Powietkin, odc. 5 Andrzej Pastuszek Publicystyka 9 03-10-13 22:48
''O boksie przy kawie'' - Garcia vs Matthysse, odc. 3 Paweł Rozmytański Publicystyka 8 14-09-13 16:44
''O boksie przy kawie'' - Mitchell vs Arreola, odc. 2 Paweł Rozmytański Publicystyka 19 08-09-13 12:44


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 23:33.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.