boks, forum, zobacz
Wróć   boks, forum, zobacz > BoxingForum > Publicystyka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się tutaj    




Komentarz
 
Narzędzia wątku Wygląd

stare 09-02-14, 10:46   #1 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
1st Place Winner (TOTM)  
 
Zarejestrowany: Oct 2012
Postów: 10074
Nominowany 601 razy w 109 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 47
Domyślnie Don King - Po sprawiedliwość!

- Byłem oskarżany o gangsterstwo, pranie pieniędzy, o korumpowanie sędziów, ustawianie walk, wykorzystywanie zawodników, nawet o kradzież dusz. Teraz już wszyscy wiemy, że to nieprawda. Zawsze znajdą się przegrani i głupcy, uprzedzeni i zazdrośnicy, którzy chcą rozerwać na strzępy czarnego człowieka sukcesu. Nie chcą dostrzec, że jestem ucieleśnieniem „Amerykańskiego Snu”. Ale ja jestem nieustraszony i nieugięty! Ja jestem „Amerykańskim Snem”. Nietkniętym, niezwyciężonym i niezniszczalnym - to jedna ze standardowych przemów Dona w odpowiedzi na zarzuty, jakie padały przez lata pod jego adresem.

Dziś druga część felietonu o najsłynniejszym bokserskim promotorze w historii, a być może też najlepszym „sprzedawcy” w historii sportu. Nie sposób przejść obojętnie obok postaci Dona Kinga, który wciąż nie powiedział swojego ostatniego słowa...
"Po sprawiedliwość" to kolejny slogan, który towarzyszy Donowi od wielu lat przy okazji jego promocji. Tym razem o sprawiedliwości wedle króla marketingu, o genialnych transakcjach, o zmaganiach z podopiecznymi i najgroźniejszym człowiekiem na planecie, Mikiem Tysonem.


Boks to jedyna dżungla, w której lwy boją się szczurów


Jaki styl obierze w swoim podboju bokserskiego świata „Władca Numerów”, okazało się błyskawicznie, bo już przy okazji jego pierwszego charytatywnego eventu w Cleveland. Z zebranych przez niego 85 tysięcy dolarów na konto szpitala Forrest City trafiło zaledwie 1500 „zielonych”. Zawsze można powiedzieć, że lepsze takie wsparcie niż żadne, i że darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, podobnie było z bokserami, z których zdzierał czasem nawet 80% ich zarobków.
Wielkie wydarzenia bokserskie organizowane przez „Elektrycznego” co jakiś czas przykrywał obłok smrodu, kiedy na światło dzienne wychodziły przepisy jego promotorskiej „kuchni”. W 1977 roku Don otrzymał od telewizji ABC 2 miliony dolarów na rozkręcenie United States Boxing Championships, turnieju, w którym przez rok batalie mieli toczyć czołowi pięściarze zza Oceanu. W rezultacie jednak w szranki stanęła gromada drugo i trzecioligowców kontrolowanych przez Dona i kilku podległych mu promotorów. Opłaceni dziennikarze "The Ring" podrasowali historie i rekordy „gwiazd”, ale wścibskie media wyniuchały oszustwo i posypały się głowy telewizyjne i prasowe. Turniej przerwano, a bez szwanku wyszedł tylko sprawca całego zamieszania, który obwieścił, że „został zdradzony przez swoich współpracowników i o niczym nie miał pojęcia”. To też stało się jednym z motywów przewodnich w przyszłości, nawet gdy udało się przyłapać na czymś naszego bohatera, niemal zawsze w sieci Temidy wpadały płoteczki, a nie rekin.

- Jeśli "The Ring" to Biblia, to potrzebny nam jest Nowy Testament - skomentował matchmaker Teddy Brenner udział dziennikarzy w turnieju USBC.

Renoma i skuteczność Dona Kinga przyciągała całe rzesze fighterów, którzy nie bacząc na krążące w eterze historie, godzinami, a nawet dniami oczekiwali na audiencję u „Króla Promotorów”. Każdy chciał dostać się na szczyt boksu, sportu, który kilkadziesiąt lat temu był wciąż na ustach całego świata, a dobrze znane przypadki wyzyskanych nie odstraszały żądnych sławy śmiałków. Muhammad Ali, człowiek który wprowadził Dona na piedestał i pomógł zarobić mu krocie, został okradziony w momencie, gdy leżał w szpitalu z początkami swojej choroby. King zalegał Alemu ponad milion dolarów za walkę z Holmesem, czekała sprawa w sądzie wytoczona przez prawników „Największego”, ale sprytny Don pod nieobecność adwokatów podesłał Alemu do szpitala przyjaciela z walizką zawierającą 50 tysięcy dolarów i papierami, których podpisanie oznaczało rezygnację z roszczeń. Co ciekawe, promotor zapewnił sobie wyłączność na zawodnika, w przypadku gdyby cudowna terapia postawiła go na nogi.

- Ali cierpiał i mamrotał. Chyba potrzebował pieniędzy - mówił dostarczyciel walizki Jeremiah Shabazz, który nie mógł wybaczyć sobie tej „przysługi”.

Promotor Don Elbaum był świadkiem, jak King groził śmiercią Meldrickowi Taylorowi, który z należnych mu miliona trzystu tysięcy dolarów otrzymał tylko trzysta i żądał reszty. Larry Holmes był straszony połamaniem nóg, jeśli będzie dopominał się pieniędzy. Nieliczni z zawodników doszli swoich praw przed sądami, większość bała się zadzierać ze swoim szefem. Pieniądze wywalczyli Terry Norris i Holmes, ale zobowiązali się trzymać język za zębami i nie mówić publicznie, jak wyglądały stosunki z pracodawcą. Tim Witherspoon z zakontraktowanych miliona i siedmiuset tysięcy za pojedynek z Frankiem Bruno na Wembley otrzymał czek na 90 tysięcy dolarów. Jak dowodził Don 115 tysięcy musiał zapłacić sankcjonującej bój organizacji WBA, 75 tysięcy zabrał brytyjski urząd podatkowy, a 1 420 000 dolarów pochłonęły rachunki i wydatki treningowe. Sąd nie uwierzył oczywiście w ten nonsens, ale dochodzenie prawdy zajęło pięć lat. Tim odzyskał milion dolarów, ale został na bocznicy i był odcięty od dużego boksu. Stracił najlepsze lata swojej kariery, bo wagą ciężką władał jego były boss. Co sprawiało, że w dżungli zwanej boksem lwy bały się szczurów ?

Mike Tyson opisuje w swojej biografii, jak na spotkanie z Donem przyprowadził dwóch ziomków, gangsterów z Bronxu, żeby postawić do pionu nie tylko włosy, ale całego „Króla”. Po kilkuminutowej przemowie Kinga, to goście z Nowego Jorku nie mieli ochoty na dalsze konwersacje i słuchali grzecznie z otwartymi ustami. Jeśli ktoś był wystraszony, to na pewno nie człowiek, który nosił z tyłu głowy resztki kuli. Nie człowiek, który miał tylu wrogów, że o wysadzenie jego biura podejrzewano połowę populacji.


Burzliwy związek Dona z jego „synem”, Mikiem Tysonem


-Don dał mi wolność, mogłem robić, co chciałem. Negocjował umowy za moimi plecami i zajmował się biznesem. Był bardzo sprytny i wmawiał mi przy każdej okazji, że ta gra to my dwaj przeciwko całemu światu. Biały człowiek, czarny człowiek, biały człowiek, czarny człowiek. Tak długo sączył mi do ucha, że biali sk...le są niedobrzy i chcą nas wykończyć, że właściwie zacząłem wierzyć w to g...o. Tańczyłem tak, jak mi zagrał. Wszyscy, którzy widzieli i słuchali tego ekstrawaganckiego stylu mowy prosto z ghetta, wiedzieli, że Don to chory sk...yn, ale ja byłem wówczas skołowany. Nie myślałem, że Bob Arum jest od niego gorszy, ale Cus (D’Amato) nienawidził Aruma i kazał mi się trzymać od niego z daleka. Myślałem, że dam sobie radę z Kingiem, ale on przechytrzył mnie. Nie grał w mojej lidze - wspomina Tyson w swojej biografii pierwszą część współpracy z Donem.

Wielu fanów często zastanawiało się, co stałoby się, gdyby D’Amato żył dłużej. Tyson nie pozostawia wątpliwości, że tak czy inaczej wpadłby w ręce Kinga, bo postać Mike’a była już za duża nie tylko dla D’Amato, ale nawet dla managerów Jacobsa i Caytona. To oni zaprosili Dona do współpracy, a ten widząc, że może wbić klin między nich a zawodnika, nie wahał się tego zrobić. Jacobs i Cayton, a wcześniej Cus kontrolowali każdy ruch Mike’a, Don wiedział, czego potrzeba, by zdobyć władzę nad żądnym przygód młodzieńcem. Szampana i pięknych kobiet nie brakowało...

Kiedy Mike siedział w więzieniu, był już ikoną pop-kultury, a dziesiątki milionów dolarów za jego podpis gwarantowały stacje HBO i Showtime oraz kasyna. W jego łaski próbowali się wkraść managerowie i promotorzy, gwiazdy estrady jak James Brown i legenda koszykówki „Magic” Johnson. Wszyscy chcieli zadbać o interesy „Żelaznego”, ale skazaniec zmienił wyznanie na islam i faworytami do objęcia sterów wydawali się być jego nowi bracia Akbar Muhammad, Bilal Muhammad i były mistrz wagi półciężkiej Matthew Saad Muhammad. Don King zorganizował przyjęcie na cześć powracającego Tysona, ale ten wyprosił wszystkich i został tylko z żoną. Mike był zdecydowany, żeby wylać Kinga, ale ten wyczuł pismo nosem i powrócił na drugi dzień z walizką z milionem dolarów w gotówce. Podczas gdy inni obiecywali złote góry, Don po prostu przywiózł kasę na drobne wydatki.

- Mike, chyba nie masz zamiaru zrobić mi tego, co te białe świnie? - lamentował King.

Malik Abdul Aziz, jak brzmiało nowe nazwisko najgroźniejszego człowieka na planecie, zmienił ponownie zdanie i poszedł w tango. Związek z Kingiem był burzliwy. Promotor wykonywał świetną robotę z doborem słabych rywali za wielkie pieniądze, ale Tyson już wiedział, że jest okradany. Wraz z upadkiem i degeneracją formy rosła frustracja, nie pomagały alkohol i narkotyki. Tyson wywlókł z limuzyny i skopał Dona w Las Vegas, zrobił to również w domu Kinga przy świadkach, chwaląc się, że po kopniaku z głowy Kinga poleciało tyle kurzu, jak gdyby nie była przez lata trzepana.

- Mike, co robisz? Don cię rozp....i - przemawiał do rozumu manager Horne.

- Mike. On ma sześćdziesiątkę, facet może doznać obrażeń mózgu - próbował z innej strony drugi manager Holloway.

Ogłupiona i zdesperowana „Bestia” atakowała wówczas wszystko, co się rusza, natomiast „Najlepszy z Promotorów” miał wiele milionów powodów, by nie r....ć kury znoszącej złote jaja i dokończyć kontrakt z Showtime. Publicznie opowiadał o stosunkach rodzinnych z fighterem, a prywatnie ograniczył kontakt z Tysonem do minimum i porozumiewał się z nim za pomocą Horne’a i Hollowaya. Ci dwaj przyjaciele Mike’a, którzy mieli bronić jego interesów, skończyli konflikt po stronie „Elektrycznego” i na jego garnuszku. Don miał przyszłość, perspektywy Tysona się kurczyły. Kiedy wreszcie zerwał z całą trójką, był wrakiem boksera i wrakiem człowieka. Adwokaci, którzy wreszcie dostali wgląd w dokumenty, sporządzili pozew przeciw Kingowi za zdefraudowanie 100 milionów dolarów, które przepływały m.in. na konta jego bliskich, Don też sprzedał wizerunek Tysona, nie dzieląc się z nim wpływami. „Najgroźniejszy człowiek planety” nie dotrwał do procesu. Szastanie pieniędzmi, życie ponad stan, utrzymywanie armii darmozjadów, Don King i tuszowanie kolejnych wybryków kosztowało zbyt wiele. Bokser ogłosił bankructwo i nie mógł skarżyć swego bossa, a jego szef wykpił się jak zwykle tanim kosztem. Syndyk zadowolił się ledwie 14 milionami dolarów od Dona dla wierzycieli pięściarza, co było kroplą w morzu. Zniszczenie legendy wagi ciężkiej było głównie dziełem pędu do samodestrukcji samego zawodnika, ale niemałą cegiełkę dołożył bohater naszej opowieści.




Najlepszy promotor w historii


Na koniec trzeba oddać sprawiedliwość geniuszowi marketingu. „Lepkie ręce” okryły go niesławą w środowisku, ale nie były głównym powodem jego wieloletniej hegemonii na rynku. Były nimi kreatywność, inteligencja, niekończąca się energia i szósty zmysł do interesu. „Władca Numerów” nie był znawcą boksu w sensie technicznym, ale wykorzystał doskonale koniunkturę. „Elektryczny” mógł zrobić karierę w każdej branży biznesu. W najlepszych latach nie tylko zarabiał na procencie od swoich zawodników, ale podpisywał własne kontrakty, tak jak w przypadku Tysona i kontraktu z MGM Grand. Don wynegocjował dla siebie pożyczkę w wysokości 15 milionów dolarów na zakup akcji kasyna. Pożyczka została spłacona już po trzech walkach, gdyż Don miał zagwarantowane 5 milionów dolarów za sprzedaż biletów każdego pojedynku. Najlepszy fragment to fakt, że szefowie MGM Grand zgodzili się, by wycenić akcje Dona dwukrotnie wyżej, kiedy umowa dobiegnie końca. Tak więc King nie inwestując własnych pieniędzy, spokojnie czekał na 30 milionów dolarów „na czysto”.

- Don King to jeden z najlepszych sprzedawców naszych czasów. Pokazał to po raz kolejny. To najgorsza umowa w historii kasyna - nie mógł nadziwić się Bob Arum.

Jeśli ktokolwiek potrafiłby „sprzedać grzebienie mnichom buddyjskim”, jak mawia redaktor Andrzej Kostyra, to byłby to pewnie człowiek z „włosami wyprostowanymi przez Boga”. Don twierdzi, że jego włosy działają na zasadzie nosa Pinokio. Kręcą się tylko, jeśli ich posiadacz obrazi Boga nieprawością. Wracając do tematu, King nawet w wieku 76 lat potrafił robić rzeczy, o których inni promotorzy mogli jedynie pomarzyć. W 2008 roku podpisano kontrakty na konfrontację Roya Jonesa Juniora z Felixem Trinidadem. Te nazwiska elektryzowały kilka lat wcześniej, ale w chwili gdy się spotkali, bilety rozchodziły się przeciętnie. PPV na starcie upadłych legend szacowano na 200 tysięcy sprzedanych pakietów, optymiści zakładali, że może będzie to 300 tysięcy. W ostatnich kilku dniach sytuację uratował niezniszczalny Don. Wdział swoją słynną kurtkę „Tylko w Ameryce” i ruszył na tournee po Stanach, zaliczając każdy możliwy telewizyjny i radiowy talk show, gdzie jak zwykle dominował werbalnie nad gospodarzami programów, a jedynym tematem rozmowy stawała się batalia Jones kontra Trinidad. Przez ostatnie cztery dni weteran podbił sprzedaż PPV do pół miliona pakietów, a mówimy o Royu Jonesie, który przegrał trzy z ostatnich pięciu walk i powracającym po trzech latach rozepchanym do kategorii super średniej „Tito”. To najdobitniej oddaje, jakiego kalibru biznesmenem był King, którego śmiało można nazwać najlepszym promotorem w historii boksu.

Wielkie walki w nowych lokalizacjach jak „Rumble in the Jungle” spopularyzowały boks na świecie, w szczycie formy potrafił zorganizować 47 mistrzowskich walk w jednym sezonie, a za czasów Dona z pewnością obejrzelibyśmy szlagiery jak Mayweather vs Pacquiao. A jednak to sam King jest winny tego, że głośniej mówi się o jego innych „osiągnięciach”. Z pewnością z jego przedsiębiorczością i fantazją mógł wybrać drogę wolniejszego zysku i tak wychodząc na swoje, a pozostając sztandarowym modelem czarnej społeczności. W rezultacie częściej słyszy się o Kingu jako „wyzyskiwaczu własnej rasy” niż najlepszym promotorze w historii. Jednak możemy się założyć, że nie spędza to snu z oczu naszego bohatera...

Andrzej Pastuszek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 09-02-14, 13:24   #2 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Jan 2013
Postów: 2583
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Nie wiedziałem, że Tyson nieraz go pobił, ale wcale mu się nie dziwię.

Zastanawia mnie recepta na długowieczność Dona, to chyba jakiś pakt z Diabłem. King robiący w balona kasyno - dobre
Andre Ward jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 09-02-14, 14:10   #3 (permalink)
challenger
  
 
Avatar Wojto
 
Zarejestrowany: Aug 2010
Postów: 1605
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Andrzej Pastuszek Zobacz post

Dziś druga część felietonu o najsłynniejszym bokserskim promotorze w historii

Felieton zapowiada się smakowicie, ale wspomniałeś że to druga część, jest tu może na forum pierwsza? Bo nie widziałem, nie czytałem, a lubię czytać po kolei.

Będę dzwięczny za linka.
Wojto jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 09-02-14, 14:23   #4 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Avatar Tomasz Baranek
 
Zarejestrowany: May 2010
Postów: 9506
Nominowany 10 razy w 5 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 1
Domyślnie

http://www.boxing.pl/forum/publicyst...ona-kinga.html

Pierwsza część.
Tomasz Baranek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 09-02-14, 15:25   #5 (permalink)
champion
  
 
Avatar Taszun
 
Zarejestrowany: Jan 2008
Postów: 4344
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Wielkie walki w nowych lokalizacjach jak „Rumble in the Jungle” spopularyzowały boks na świecie, w szczycie formy potrafił zorganizować 47 mistrzowskich walk w jednym sezonie, a za czasów Dona z pewnością obejrzelibyśmy szlagiery jak Mayweather vs Pacquiao. A jednak to sam King jest winny tego, że głośniej mówi się o jego innych „osiągnięciach”. Z pewnością z jego przedsiębiorczością i fantazją mógł wybrać drogę wolniejszego zysku i tak wychodząc na swoje, a pozostając sztandarowym modelem czarnej społeczności. W rezultacie częściej słyszy się o Kingu jako „wyzyskiwaczu własnej rasy” niż najlepszym promotorze w historii. Jednak możemy się założyć, że nie spędza to snu z oczu naszego bohatera...[/QUOTE]

i o to chodzi. jestem przekonany ze juz moze bysmy byli po 3 ich walce. Oboje zarobiliby wiecej jak walczac z Alvarezami itp. nawet jesli King zdeczka by ich okradl przy tej okazji

King z PPV i reklama dotarlby wszedzie. nawet na kamczatce ludzie by ogladali placac za PPV skrzynkami lososia ktore pozniej dobrze by sie sprzedalo.
dogadalby sie z NASA i wyslaliby jakis nadajnik w kosmos zeby sygnal ppv HBO,Showtime mozna bylo odebrac nawet pod lodami Antarktydy bez zadnego dekodera. Telefon komorkowy typu nokia 3310 potrafilaby odebrac sygnal video w kieszeni dowodcy okretu podwodnego armii radzieckiej na pokladzie ktorego od wielu lat znajduja sie zwerbowani naukowcy III Rzeszy poszukujacego portal czasoprzestenny ktory mialby umozliwic podrozowanie w czasie na zasadzie zalamania czasoprzestrzenni.
Taszun jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 09-02-14, 16:45   #6 (permalink)
challenger
  
 
Avatar Wojto
 
Zarejestrowany: Aug 2010
Postów: 1605
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał gtfo Zobacz post


Ooooo to to to właśnie, fenks!
Wojto jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 10-02-14, 08:51   #7 (permalink)
contender
  
 
Zarejestrowany: May 2009
Postów: 1075
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

U mnie dalej minus,myślę że możnaby napisać podobny artykuł (same ciekawostki) ale z pozytywnego spojrzenia na postać Kinga.Podobnie jest z wyżej wspomnianym Kostyrą (którego nie trawię),dużo ludzi go beszta,ale co on widział,co wie i gdzie był to tego już nikt nie pamięta,bądz nie wie.
salc jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 10-02-14, 09:43   #8 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Oct 2012
Postów: 10074
Nominowany 601 razy w 109 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 47
Domyślnie

Cytat:
Napisał salc Zobacz post
U mnie dalej minus,myślę że możnaby napisać podobny artykuł (same ciekawostki) ale z pozytywnego spojrzenia na postać Kinga.Podobnie jest z wyżej wspomnianym Kostyrą (którego nie trawię),dużo ludzi go beszta,ale co on widział,co wie i gdzie był to tego już nikt nie pamięta,bądz nie wie.
Pewnie tak, ale przytłaczająca większość opinii jest bardzo negatywna wśród byłych podopiecznych Dona i ludzi ze środowiska. Nie sądze, żeby wszyscy byli zawistnikami i zazdrośnikami czarnego człowieka sukcesu. King szedł do celu po trupach, więc nie sądzę, że jest sens wybielać tę postać i szukać na siłę pozytywów. Nawet słuchając opowieści samego Kinga, pomijając relacje innych, jawi się on jako człowiek bez zasad i skrupułów. On wcale nie ukrywa, że pieniądze są dla niego celem nadrzędnym i nic więcej się nie liczy...Także z mojej strony nie może być laurki, bo doceniając skuteczność promotorską jako człowiek King nie budzi mojej sympatii delikatnie sprawę ujmując. Ale każdy może postrzegać sprawy po swojemu...
Andrzej Pastuszek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 10-02-14, 10:41   #9 (permalink)
contender
  
 
Zarejestrowany: May 2009
Postów: 1075
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Poszukaj w antykwariatach,poszukaj w gazetech,tam jest cała wiedza zapisana dzien za dniem.Tam właśnie jest cała prawda,internet to nie wszystko.Moim zdaniem ogłupiasz trochę użytkowników narzucając im swoje zdanie.
salc jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 10-02-14, 10:59   #10 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Avatar Tomasz Baranek
 
Zarejestrowany: May 2010
Postów: 9506
Nominowany 10 razy w 5 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 1
Domyślnie

Oba zarzuty są bzdurne Salc. Felieton z założenia ma być subiektywny i prezentować odbiorcy punkt widzenia autora. Co innego gdybyś krytykował pióro Andrzeja albo dowodził, że przytoczone zdarzenia nie miały miejsca czy cokolwiek. Ale czepianie się o własny, osobisty punkt widzenia w felietonie jest bez sensu.
Tomasz Baranek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Tylko w Ameryce - czyli grzeszny żywot Dona Kinga Andrzej Pastuszek Publicystyka 22 20-01-14 13:29
Don King wygrał przetarg na Lebiediew - Jones, walka w kwietniu Wiechu Newsy 10 08-02-13 15:15
King wspomina Larkina. Marcin Zimerman Newsy 1 11-08-10 20:00
King stoi za fiaskiem rozmów Kliczko - Wałujew Adrian Golec Newsy 0 09-08-10 16:16
Bokserska telenowela odcinek 4 : King prześladuje Mayorgę Marcin Zimerman Newsy 1 16-05-10 12:35


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 04:06.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.