stare 20-11-13, 02:05   #1 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
1st Place Winner (TOTM)  
 
Zarejestrowany: Oct 2012
Postów: 10704
Nominowany 638 razy w 122 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 51
Domyślnie Salvador Sanchez - matador czystej magii

Przez lata trwały burzliwe dyskusje wśród meksykańskich kibiców. Kto jest następcą Julio Cesara Chaveza Seniora? Erik Morales czy Marco Antonio Barrera? A może trzeci z fenomenów, ten który rozkwitł najpóźniej czyli Juan Manuel Marquez. Pierwsza pozycja Chaveza w meksykańskiej hierarchii wszech czasów była zawsze niepodważalna, ale na początku lat 80-tych pojawił się fighter, który miał wszelkie dane, by stać się globalną supergwiazdą. Właściwie, to Salvador Sanchez stał się supergwiazdą, która jednak po tragicznym wypadku samochodowym w 1982 roku zmieniła swój status na status komety. 23-latek sprawdzał możliwości swojego nowego Porsche na autostradzie i było to ostatnie doświadczenie jego życia. Żył pięknie, walczył dzielnie i umarł młodo. Uważał szybką śmierć za swoje przeznaczenie i wielokrotnie o tym wspominał. Zanim odszedł zdążył jako pierwszy pięściarz wagi piórkowej w historii stać się milionerem, a jego walka Jorge Garcią była pierwszym starciem „piórkowych” pokazanym na HBO. Był młody, był cool, a jego cechą charakterystyczną była burza kędzierzawych włosów i zamiłowanie do bitki. Zostawił całkiem niezłą spuściznę sportową zważywszy na tak krótką karierę. Dwukrotnie zwyciężył Danny’ego Lopeza, pokonał Juana Laporte, wielkiego Wilfredo Gomeza, Azumaha Nelsona i sporo wartościowych pretendentów do swojej korony WBC w wadze piorkowej. W 1981 roku podzielił honory „Zawodnika Roku” z samym Sugarem Rayem Leonardem. HBO uwielbiało „Chavę” i wiązało z nim wielkie plany. Szykowany był rewanż z Laporte, a potem konfrontacja ze wspaniałym Alexisem Arguello. Nie było to jednak dane Salowi i pojedynek z Nelsonem okazał się być jego ostatnim.

Salvador urodził się w 1959 roku w miejscowości Tianguistenco. Miejsce to było mekką bokserów, gdyż znajduje się na dużej wysokości i było idealne do treningów kondycyjnych. Mimo początkowego zainteresowania zapasami, „Chava” skierował swój wzrok na boks i szybko został zauważony przez trenera Augustina Palaciosa. Kariera amatora potrwała bardzo krótko i w wieku 16 lat Sanchez wkroczył na ścieżkę profesjonalną. „Karmiony” słabeuszami i nowicjuszami wyhodował imponujący rekord (18-0, 17 KO), ale pierwsza poważna konfrontacja przyniosła porażkę z Antonio Becerrą w boju o wakujący tytuł mistrza Meksyku w wadze koguciej. To bardzo nie spodobało się „Chavie”, który przysiągł sobie, że nigdy więcej nie opuści ringu jako pokonany. Dotrzymał słowa, choć rok później jego remis z Juanem Escobarem powszechnie uznano za szczęśliwy dla Salvadora. Postanowił pracować jeszcze ciężej niż dotychczas. Zmienił cały swój obóz i zatrudnił szkoleniowca Enrique Huertę. Trening na dużej wysokości, w ogromnym upale i pięciominutowe rundy sparingowe przedzielone 45-sekundowymi przerwami musiały zaowocować znakomitym przygotowaniem wytrzymałościowym. 15-rundowe pojedynki stały się pestką dla witalnego „Chavy”, który zamęczał rywali tempem i kumulacją swoich ciosów. Dość wysoki jak na „piórkowego” Meksykanin mierzył 170 cm wzrostu, ale nie mógł pochwalić się imponującym zasięgiem ramion, stąd upodobał sobie półdystansowe wymiany. W pierwszej fazie kariery było to typowe chodzenie „na wybitkę”, ale z czasem Sanchez dodał ruch głową, uniki i przeistaczał się w operującego blisko przeciwnika kontr-boksera. Czy Sal uniknął ciosu balansem, czy przyjął prosto na brodę, przeciwnik mógł być pewien, że za chwilę w odpowiedzi dostanie serię trzech, czterech uderzeń. Przyspieszył nie tylko w ringu, przyspieszył też w drodze do światowego tytułu i bił się co miesiąc, odprawiając kolejnych śmiałków. Wreszcie w 1980 roku stanął przed szansą zdobycia tytułu WBC w wadze piórkowej, który należał do faworyzowanego Danny’ego Lopeza. Sanchez jednak był już na innym poziomie i zastopował mistrza w 13 rundzie. Bronił tytułu z samą czołówką: Rubenem Castillo, Juanem Laporte, Patrickiem Fordem i Roberto Castanonem. Udowodnił, że wygrana z Lopezem nie była przypadkiem i w rewanżu ponownie go znokautował.


Zemsta na „Kacie Meksykanów”

Sława „Chavy” rosła, a tymczasem w niższej dywizji wymiatał portorykański bombardier Wilfredo Gomez, który od czterech lat nosił dumnie pas WBC i miał opinie jednego z najlepszych puncherów P4P. Już wówczas wojny portorykańsko - meksykańskie uchodziły za święte, a „Bazooka” miażdżył kolejnych rodaków Sala. W naszej erze Manny’ego Pacquiao nazywano „Katem dla Meksykanów”, wtedy był nim Wilfredo, który znokautował dwunastu! Najbardziej bolesny był pogrom hegemona „koguciej” Carlosa Zarate, który legitymował się bilansem 55-0. Sytuacje musiał ratować Sanchez, który przyjął Gomeza w swojej dywizji piórkowej. Portorykański macho i trash-talker przy każdej okazji dokuczał Salvadorowi. Zwykle wyluzowany „Chava” przyznał, że po raz pierwszy boks stał się dla niego sprawą osobistą i wyszedł do ringu wyjątkowo zmotywowany. Dysponujący solidną szczęką Sanchez potrafił przyjąć bomby Gomeza, okazało się, że to samo nie działało w drugą stronę. „Bazooka” poleciał na deski już w pierwszej odsłonie, a po kolejnej wizycie w ósmej skończyła się jego przygoda w limicie piórkowej. Wrócił na stare śmieci i jeszcze kilka lat rządził bez porażki w super koguciej. Tymczasem Sanchez po obaleniu dyktatury Gomeza stał się meksykańskim bohaterem narodowym.


Matador czystej magii

Dwie łatwiejsze obrony, gdzie Sal nie błysnął, wygrywając jednak pewnie z Rockym Garcią i Patem Cowdellem aż wreszcie przyszedł pojedynek z Azumahem Nelsonem. Tu czekały mistrza WBC strome schody. Nieoczekiwanie niedoświadczony bokser z Ghany postawił bardzo trudne warunki nowej gwieździe HBO. Sanchez zdołał jednak zastopować rywala w ostatniej rundzie. Tak wszedł na wielką scenę „Profesor”, jak nazwano później Nelsona, a początkowo rozczarowujące zaciętym przebiegiem dla fanów Meksykanina starcie, okazało się konfrontacją przyszłych legend, gdyż Azumah również stał się bokserskim klasykiem i wieloletnim mistrzem świata. Genialny Willie Pep, jeden z najlepszych „piórkowych” wszech czasów, który był na trybunach, powiedział: „Jestem szczęśliwy, że Sancheza nie było w moich czasach”. Niedługo później doszło do feralnego wypadku samochodowego, w którym ziściły się czarne sny Salvadora. Znajomi wspominali, że dokładnie opisywał, jak ma wyglądać jego pogrzeb. Przeciwna pięściarstwu mama wkleiła „Chavie” do bokserskich butów palmowy krzyż, symbol chrześcijańskiego triumfu. Do tragedii doszło jednak poza ringiem. Rekord Sancheza zamknął się wynikiem (44-1-1, 32 KO) a niezmordowany swarmer dopiero zaczynał nabierać rozpędu. Czekał rewanż z Laporte, byli Nelson, Arguello, Pedrosa, rok po śmierci Sala zadebiutował Chavez. Co gdyby żył dłużej? To pytanie przez lata nurtowało meksykańskich fanów. Salvador zainspirował tysiące dzieciaków w Ameryce, jego fanami byli m.in. Roy Jones Junior i James Toney. W Meksyku jest postacią kultową, powstawały o nim filmy, książki i pieśni. Oto fragment utworu grupy Sun Kil Moon, który pięknie podsumowuje postać „Chavy”.

Mexico City wychowało wielu synów, ale żaden nie był jak on,
słodki wojownik, matador czystej magii...

Andrzej Pastuszek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 20-11-13, 08:24   #2 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Oct 2010
Postów: 6917
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Smierc Sancheza, to byl cios dla boksu... nie tylko Meksykanskiego, ale tez swiatowego. Jakis czas temu ogladalem walke z Nelsonem i sie zastanawialem, gdzie bylby Salvador, gdyby tak mlodo nie zgina.. Bezsprzecznie "Chava", to jeden z najwiekszych, a jednoczesnie najbardziej niewykorzystanych do konca talentow w zawodowym boksie.
Literatt jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 23-11-13, 17:47   #3 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie

Ja bym go "matadorem" nie nazywał..
Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 23-11-13, 18:03   #4 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie

Tę walkę z Gomezem, można podawać za przykład modelowego pojedynku, w którym walczy dwóch równorzędnych pod względem umiejętności pięściarzy, a o wyższości jednego z nich przesądza ostatecznie nieznaczna, ale jednak przewaga fizyczna... Mały, ale w takich okolicznościach zasadniczy handicap Sancheza, w postaci naturalnej przynależności do nieco wyższej dywizji, przy równych (bardzo wysokich) umiejętnościach i równych (zachowując proporcje) możliwościach fizycznych, miał tu na pozór i w czasie walki małe - ostatecznie fundamentalne znaczenie.

Oczywiście by móc posługiwać się tym przykładem, należy uznać, że obaj mieli wyśrubowane parametry fizyczne do maxa, zbliżonego do granicy ówczesnych możliwości najlepszych meksykańskich /portorykańskich wojowników..
Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 25-11-13, 22:10   #5 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Jan 2013
Postów: 2583
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Zabierałem się za ten artykuł, ale pomyślałem, że na to musi być wena, nie na siłę. Tak teraz sobie przeczytałem, oglądając przy okazji walkę z Gomezem.
Super robota - Andrzeju, przyznam, że na ostatnich słowach się wzruszyłem, łzy w oczach stanęły Dziękuję i pozdrawiam.
Andre Ward jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 26-11-13, 11:28   #6 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Oct 2012
Postów: 10704
Nominowany 638 razy w 122 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 51
Domyślnie

Cytat:
Napisał Andre Ward Zobacz post
Zabierałem się za ten artykuł, ale pomyślałem, że na to musi być wena, nie na siłę. Tak teraz sobie przeczytałem, oglądając przy okazji walkę z Gomezem.
Super robota - Andrzeju, przyznam, że na ostatnich słowach się wzruszyłem, łzy w oczach stanęły Dziękuję i pozdrawiam.
Dzięki, będziemy odkurzać wielkie postacie z przeszłości od czasu do czasu. Wszak boks nie zaczął się od Mayweathera...Też mnie to rozwala, 23 lata i urwana historia w najlepszym momencie....
Andrzej Pastuszek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 26-11-13, 20:35   #7 (permalink)
V.I.P
  
 
Zarejestrowany: Nov 2009
Postów: 1999
Nominowany 28 razy w 2 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 2
Domyślnie

Mi osobiście zawsze bardziej podchodziła retro publicystyka, że tak to nazwę, niż czytanie nt świeżych/aktualnych spraw o boksie, a ten tekst jest świetny Andrew.
Tomasz Groblica jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 30-11-13, 15:13   #8 (permalink)
contender
  
 
Zarejestrowany: May 2009
Postów: 1079
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Ponoć Sanchez miał nadludzką wydolność organizmu,niejaki dr Jose Luis Venezuela twierdził że Salvadorowi wystarczy 47 sekund,po każdej stoczonej rundzie na pełną regenerację organizmu,tętno,oddech,rytm serca oraz ciśnienie krwi wracało za każdym razem do normy.Warto też dodać że Sanchez tuż przed śmiercią miał zakontraktowany rewanżowy pojedynek z LaPorte w MSG.
salc jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 08:12.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.