boks, forum, zobacz
Wróć   boks, forum, zobacz > BoxingForum > Publicystyka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się tutaj    




Komentarz
 
Narzędzia wątku Wygląd

stare 23-05-13, 20:42   #1 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
2nd Place Winner (TOTM)  
 
Zarejestrowany: Oct 2012
Postów: 10694
Nominowany 637 razy w 121 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 50
Domyślnie Carl Froch - ostatni Mohikanin boksu zawodowego

Niedawno przez brytyjskie media przetoczyła się burzliwa dyskusja wywołana stwierdzeniem Carla Frocha, że jego osiągnięcia przebiły już dokonania wielkiego walijskiego pięściarza Joe Calzaghe. Fani podzielili się w swoich opiniach, co jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia. Ponad trzydziestoletni Froch nie miał na koncie żadnej dużej walki i znany był głównie z tego, że przy każdej możliwej okazji wyzywał „Dumę Walii”. Nazywany „Kobrą” bokser z Nottingham był tak zdesperowany, że zadzwonił do Calzaghe na antenie ITV i próbował wymusić konfrontację z Joe, który miał wówczas na oku większe rzeczy niż starcie z mało znanym Anglikiem. Dzisiaj Carl jest trzykrotnym mistrzem świata w kategorii super średniej i wielką gwiazdą uznawaną przez wielu kibiców i ekspertów za pełnoprawnego członka dziesiątki P4P. Jest jednym z najlepszych „super middle”w stosunkowo krótkiej historii limitu 168 funtów, a wygrana z odwiecznym rywalem Mikkelem Kesslerem i unifikacja tytułów powinna dać mu miejsce „na pudle” obok wspomnianego Calzaghe i amerykańskiego perfekcjonisty Andre Warda. To właśnie rewanże z Duńczykiem i „S.O.G” mają dopełnić karierę angielskiego bomabardiera, karierę która nabrała niesamowitego tempa w ostatnich pięciu latach, stając się dowodem na tezę, że życie pięściarza zaczyna się po trzydziestce. Carl i jego znakomity trener Robert McCracken pokazują za każdym razem, że doświadczony, ukształtowany zawodnik ciągle może się rozwijać i stawać lepszym i wszechstronniejszym. „Kobra” będąc na szczycie pięściarskiego świata rozumie teraz swojego wielkiego poprzednika z Walii, teraz to Carl jest celem Nathana Cleverly, Jamesa De Gale’a czy George’a Grovesa, którzy po jego plecach chcą wspiąć się na top. Froch czekał długo, ale znalazł własną drogę do wielkości. Z ośmiu dużych konfrontacji w ostatnich pięciu latach Carl trzy razy bił się „na wyjeździe”, a raz na neutralnym gruncie. Obce podwórka, jeden mocniejszy oponent od drugiego, i udział w morderczym turnieju Super Six uczyniły brytyjskiego fightera bestią i jednym z najbardziej szanowanych przez kibiców bokserów. To przedstawiciel ginącego gatunku, rzadko zobaczysz go w nudnej walce, zawsze przygotowany, zawsze dający z siebie 100% i jeden z ostatnich, którzy zaryzykują ulokowanie potężnego uderzenia kosztem przyjęcia dwóch ciosów przeciwnika. Carl Froch to „Ostatni Mohikanin”boksu zawodowego.



Życie zaczyna się po trzydziestce


Pierwszy raz zobaczyłem w akcji Frocha przy okazji pojedynku z naszym bokserem Albertem Rybackim w 2008 roku. Pierwotny przeciwnik Anglika Denis Inkin po raz enty nabawił się kontuzji a „Komandos” zdecydował się wziąć byka za rogi i zgodził się na zastępstwo zaledwie na trzy dni przed terminem gali. Od razu rzucało się w oczy, że „Kobra” wygląda jak zawodnik z innej kategorii wagowej, a ciosy Alberta spływają po nim jak woda po kaczce. Opuszczone ręce, nieortodoksyjne kąty uderzeń, siła ciosu i zaniedbywanie wykorzystywania znakomitego zasięgu to kolejne punkty programu, które na stałe zagościły w repertuarze Carla. Starcie z Polakiem miało bardziej charakter sparingu i ostrego przetarcia przed większymi wyzwaniami, które ciągle były jednak niepewne pomimo uzyskania przez Frocha statusu oficjalnego pretendenta do pasa WBC. Arbiter przerwał nierówny bój w czwartej rundzie i niestety był to ostatni jak się okazało występ na ringu Rybackiego. Fighter z Nottingham pokazał spory potencjał, wciąż jednak czekał na przeciwników, którzy będą w stanie zmusić go do maksymalnego wysiłku. Ponad trzydziestoletni bokser mógł się pochwalić jedynie pokonaniem byłego mistrza świata Robina Reida, ale jak sam szczerze przyznawał czasy świetności Reida dawno minęły. Ówczesny promotor Frocha Mick Henessy prowadził go dobrze sobie znanym szlakiem wiodącym od mistrzostw Wielkiej Brytanii i Wspólnoty Brytyjskiej przez pas mistrza Europy ( nie w wypadku Carla) aż do zielonego pasa WBC. Henessy podpisał kontrakt z Carlem po amatorskich mistrzostwach świata w Belfaście, gdzie Froch zdobył brąz ( warto dodać, że miał też na koncie dwa mistrzostwa ABA)., ale na zawodowych ringach miał pod górkę, głównie z powodu urazów. Dwukrotnie złamane ręce, operacja kolana i szereg drobniejszych kontuzji spowalniało progres „Kobry”, który wreszcie zdecydował się porzucić futbol, narciarstwo, kolarstwo górskie i szereg sportów ekstremalnych. Fan adrenaliny musiał się dla swojego dobra ograniczyć i skupić na treningu czysto bokserskim. Porzucił również wielki Londyn i wrócił do rodzinnego Nottingham, gdzie mniejsza ilość atrakcji sprzyjała koncentracji na karierze. Wreszcie zaczęło się dziać długo wyczekiwane rzeczy, WBC wyznaczyła Carla i Kanadyjczyka Jeana Pascala do walki o wakujący pas kategorii super średniej, gdyż mistrz tej organizacji Joe Calzaghe wybrał lukratywne pojedynki za Oceanem. To Walijczyk był celem Frocha, ale teraz przeszkodą stał się zapatrzony w Roya Jonesa Pascal. 6 grudnia 2008 roku starło się dwóch niepokonanych, głodnych sukcesu, mocno bijących, twardych i agresywnych pięściarzy. Szczęki obydwu wystawiane były co chwilę na ciężką próbę, a bitwa chwilami przypominała konfrontacje „Irish“ Warda z Gattim. W końcu Anglik zlitował się nad swoim trenerem Robem McCrackenem i w decydującej fazie zaczął robić użytek z lewego prostego, stopując zapędy Kanadyjczyka, który seryjnie trafiał prawym prostym i lewym sierpowym. Jab „Kobry” przesądził o tym, że Nottingham mogło fetować swego pierwszego mistrza świata w boksie zawodowym. Nowy champion WBC pokazał, że potrafi być ekscytującym fighterem, pokazał też, że opinia o tym, że jest dobrym defensorem dotyczy tylko szczebla brytyjskiego czy europejskiego. Pascal alarmująco łatwo znajdował drogę do głowy Frocha, a pierwsza obrona tytułu z Jermainem Taylorem o mało nie zakończyła się wpadką z uznawanym za past prime „Bad Intensions”. Były mistrz wagi średniej zaczął koncertowo, wyprzedzał Frocha jabem i lokował mocne prawe. W trzeciej rundzie doszły celu takie bomby, że nawet granitowa szczęka Carla została nadkruszona i Brytyjczyk był nie tylko po raz pierwszy w historii swoich występów na deskach, był też w poważnych tarapatach. Jermain nie wykorzystał szansy, a z czasem do głosu doszedł Anglik. Zaimponował brutalnym i przeprowadzonym na zimno finiszem w ostatnich sekundach walki. Jak się okazało tylko nokaut ratował i ostatecznie uratował „Kobrę” od porażki. Dwóch sędziów miało punktację 116-112 dla JT w momencie interwencji sędziego, ale wielu obserwatorów widziało to znacznie bliżej.

- Złamałem jego wolę i chyba też szczęke - skomentował Carl, który zafundował kibicom dramatyczną końcówkę i kolejny świetny show.


Wydarzenia nie mogły być do końca zaskoczeniem dla Frocha, który już przed starciem analizował osobowość swojego przeciwnika.

- Taylor to świetny bokser i sportowiec, ale nie sądzę, żeby kochał nasz sport. Nie sądze, że on lubi się bić, on po prostu tego w sobie nie ma. Kiedy padł w narożniku w czasie pierwszej walki z Pavlikiem był rzeczywiście mocno trafiony, ale widziałem też, że nie ma zamiaru wstawać. Ma on problemy z kondycją czy jakiś problem psychologiczny. Postawiłbym na to drugie - zdiagnozował Carl, co do którego serca czy wytrzymałości nigdy nie było wątpliwości.


Super Carl


Pod koniec 2009 roku wystartował turniej Super Six w wadze super średniej, w którym oprócz „Kobry” partycypowali w oryginalnym składzie: mistrz WBA Mikkel Kessler, Artur Abraham oraz trójka Amerykanów z doświadczonym Taylorem oraz niepokonanymi, ale mało wówczas znanymi Andre Dirrellem i Andre Wardem. Pierwsza kolejka przyniosła niespodziewane rozstrzygnięcia, bo już na wstępie główny faworyt turnieju Kessler przegrał z Wardem i stracił tytuł WBA. Frochowi przypadł w udziale Dirrell i jak utrzymuje większość obserwatorów pojedynku Carla z „Matriksem”, Anglik również był nieco słabszy niż kolejny, bardzo utalentowany, amerykański bokser limitu 168 funtów. Obaj oponenci skupili się przede wszystkim na wyeliminowaniu silnych stron przeciwnika, stąd starcie nie należało do efektownych. Brytyjczyk był świadomy przewagi szybkości i wyszkolenia, swobodnie żonglującego pozycjami młodego technika, tymczasem Andre bardzo obawiał się siły ciosu gospodarza i obaj obrzucali się winą za paraliżowanie wymian i słabą jakość widowiska. Mistrz WBC jeszcze raz zachował tytuł i nie było tu moim zdaniem wielkiej krzywdy Amerykanina, który był zbyt „negatywny”, by wywieźć triumf z wrogiego terenu.
W następnej rundzie doszło do zdecydowanie najlepszej potyczki w całych rozgrywkach pomiędzy topowymi „super middle”. Przegrany Kessler zmierzył się na własnym terytorium w Danii z Frochem i miał wiele do udowodnienia. Najpierw jednak długo trwały przepychanki pomiędzy promującym Duńczyka obozem Sauerlanda a Henessym o miejsce rozegrania pojedynku. Henessy zgodził się na Herning, co wraz z brakiem kontraktu telewizyjnego ze SKY i problemami finansowymi przesądziło nieco później o przenosinach Carla do „stajni” Matchroom.Podrażniony ambicjonalnie Mikkel, którego klasę zaczęto kwestionować po pierwszej porażce i nigdy nie gardzący ringową wojenką przybysz z Nottingham uraczyli kibiców niepowtarzalnym spektaklem. Dwaj wojownicy dali z siebie wszystko od pierwszej do ostatniej rundy, nie szczędząc sobie razów, a zwyciężył o włos Duńczyk. Krytycy zarzucali trenerowi McCrackenowi, że Carl zbytnio skupił się na próbie szukania nokautu, zamiast rywalizować z „Wikingiem” na lewe proste. Czy jednak słusznie? Patrząc na werdykt, a szczególnie dwie karty z rezultatami 116-112 i 117-111 na korzyść Mikkela po absolutnie równej rywalizacji, chyba jednak znakomity szkoleniowiec miał rację obawiając się pozostawiać sprawy w rękach sędziów. Załamany, były już champion WBC, początkowo kwestionował słuszność punktowania, ale z czasem uznał wyższość rywala i skupił się na reszcie turnieju, a po trzech latach dostanie okazję na rewanż, o czym napiszę w dalszej części. Duńczyk osiągnął swój cel i powrócił w wielkim stylu, ale zwycięstwo było pyrrusowe, bo ucierpiał tak bardzo w czasie brutalnej wymiany argumentów z Anglikiem, że musiał wycofać się z Super Six. Pas WBC ponownie był do zgarnięcia i federacja położyła swoje trofeum na szali w wieńczącej fazę grupową Super Six konfrontacji Frocha z Arturem Abrahamem.Dzisiaj trudno w to uwierzyć, ale to Ormianinowi bukmacherzy przyznawali więcej szans w potyczce bombardierów. Nawet najbardziej zagorzali fani „Kobry” nie spodziewali się jednak, że ich bohater zdeklasuje Abrahama, nie oddając mu ani jednej rundy. McCracken mógł wreszcie być dumny z podopiecznego, który tym razem zaprezentował zimny, skalkulowany boks z oparciem o znakomite warunki fizyczne, wykorzystanie zasięgu i szukanie luk w podwójnej gardzie „Króla Artura”. Nie pozwolił żółwiowi ani na chwilę wyjść ze skorupy, obijajając go szybkimi kombinacjami i serwując jednostronne bicie. Czujący ciosy na przedramionach i barkach Abraham rzadko decydował się na „otwieranie”, nie mając ochoty na test nosa, szczęki czy innych części ciała. Ci którzy czekali na rzeź zawiedli się, ci którzy wierzyli, że Carl to coś więcej niż zabijaka, mieli powody do satysfakcji.
Swoje bokserskie kwalifikacje potwierdził też w półfinale z zawsze groźnym Glenem Johnsonem (nokaut nad innym rezerwowym Allanem Greenem wystarczył Glenowi na awans do czwórki). Tutaj to „silnik” dowiózł Brytyjczyka do finału, ponownie szybkie kombinacje w ostatnich rundach i zdyscyplinowany taktycznie występ pozwolił ograć na punkty podmęczonego weterana. O finale turnieju, którego stawką był puchar, pasy WBA i WBC i miano numeru jeden kategorii super średniej pisałem przy okazji felietonu o „Kameleonie” Wardzie. Duża część ekspertów uważała, że bardzo brakowało w rywalizacji Luciana Bute, który w opinii większości był numerem jeden lub dwa kategorii, ale późniejsze wydarzenia potwierdziły, że Froch i Ward byli właściwymi ludźmi na właściwym miejscu. Z perspektywy Anglika można napisać, że zrobił wszystko i przed finalnym rozstrzygnięciem i w trakcie, by to jemu przypadła najwyższa chwała, ale trafił na najtwardszy orzech do zgryzienia z możliwych.

- Nie kupuję tego g...a o „Synu Bożym”. Ten drań walczy nieczysto, uderzył Kesslera kilka razy głową. Ja nie pozwolę mu na to. Jeśli będzie faulował, ja sfauluję mocniej - zaczął akcję propagandową Froch, przy każdej okazji podkreślając, że nokaut może pójść tylko w jedną stronę, z powodu „waty w rękawicach” Amerykanina.


Jednak w ringu Carl miał mało argumentów choć próbował i jaba i akcji bezpośrednich i rozwiązań siłowych. Śliski i szybki Dirrell sprawił poważne problemy „Kobrze”, Ward do jakości Dirella dodawał twardość i siłę fizyczną w półdystansie i umiejętności walki w odległości tak bliskiej, że moc uderzeń Frocha pozostawała zupełnie bez znaczenia. Stosunkowo największy sukces przynosiły ataki, w których Anglik poświęcał głowę na rzecz dobrania się do korpusu „S.O.G”. W końcówce potrafił nawet przycisnąć Warda, który odczuwał trudy batalii, w której boksował ze złamaną ręką. Tak czy inaczej porażka z jednym z najlepszych bokserów P4P (moim zdaniem najlepszym, bo bez wyraźnych słabostek) ujmy nie przyniosła.

- Przegrałem, ale po takiej porażce czuję się jakbym został obrobiony przez kieszonkowca - skomentował w swoim stylu Carl.


Kruszenie "Crushera" z Montrealu


Po nieudanym finale Super Six pojawiło się wiele pytań co do motywacji Carla i dalszej drogi jaką obierze? Czy pierwsza wyraźna porażka nadwątli niezachwianą dotąd pewność siebie charakternego Anglika i czy forma 34-letniego pięściarza nie zacznie zjeżdżać po pochyłej równi? Wielu fachowców doradzało zwolnienie tempa i „rozpoznawczy” pojedynek po napiętym harmonogramie w ostatnich kilku latach. Kiedy kilka miesięcy po starciu z Wardem nowy promotor Carla Eddie Hearn ogłosił podpisanie kontraktu na dwumecz z Lucianem Bute pojawiły się opinie, że „Kobra” szykuje sobie godną odprawę emerytalną. Znakomity „Le Tombeur” był u szczytu swoich mocy i chociaż poza nawiasem Super Six( z powodu umowy z HBO ) to i tak jego spektakularne występy przeciwko zapleczu czołówki nie uszły uwagi bokserskiego świata. Leworęczny stylista rozprawiał się w błyskotliwym stylu z rywalami, a jego przewidywana wiktoria na wrogim, brytyjskim gruncie miała doprowadzić do wymarzonego przez fanów spięcia z Andre Wardem. Prawdopodobnie obóz ulubieńca Montrealu liczył na to, że bierze Carla w dogodnym dla „Lucka” momencie, ale na wszelki wypadek podpisano jednak klauzulę na rewanż w Kanadzie. Nawet na Wyspach faworytem wszelkich sondaży był szybszy, świetny technicznie i będący na zwycięskiej fali gwiazdor pochodzący z Rumunii. Co prawda garść ekspertów widziała opcję przełamania Bute w drugiej połowie pojedynku albo wątpliwej godpodarskiej decyzji, ale chyba nikt nie spodziewał się, że po druzgocącym laniu Bute zrezygnuje z możliwości rewanżu w Bell Center. Późny wieczór 26 maja 2012 przeszedł do historii brytyjskiego boksu tak jak zakończony tragedią triumf Nigela Benna nad Geraldem McClellanem czy wygrana Ricky’ego Hattona nad wspaniałym Kostyą Tszyu. Spotykałem się często z oceną fanów boksu, że Froch po prostu „zacepował” mniej odpornego rywala, ale jest to kolejne niedocenienie umiejętności technicznych Brytyjczyka. Carl nie poskąpił brutalności i instynktu mordercy w decydujących chwilach i nie przebierał w środkach finiszując, ale wpierw pieczołowicie zrealizował plan taktyczny nakreślony przez McCrackena i zaskoczył obóz przyjezdny spokojnym boksem na wstecznym i zaproszeniem do ataku dla rumuńskiego „Crushera”. „Kobra” wybijał z rytmu Luciana jabem i polował na kontry lewym sierpowym, Bute nie mógł rozwinąć swojej regularnej ofensywy i poprzestawał na pojedyńczych bombach, które nawet jeśli spadały na niezwykle skoncentrowanego Anglika, to ten nie pozwolił, by rywal dostrzegł jakiekolwiek szkody. To musiało mieć demoralizujący wpływ na mistrza IBF, który dotąd terroryzował oponentów mocą lewej pięści. "Lucek" nie był w stanie zatuszować spustoszenia jakie zaczęły czynić pięści Carla i Anglik szybko zdał sobie sprawę, że jest okazja zakończyć noc wcześniej. Oprócz lewego sierpa, którym napoczynał Bute Froch coraz częściej pojawiał się prawy podbródkowy. Świetnie znający charakterystykę „Kobry” jeszcze z czasów amatorskich Adam Booth już w analizach przed batalią podkreślał, że jest to cios jaki doskonale funkcjonował przeciwko mańkutom i tutaj również pomógł skruszyć „Crushera” z Kanady. Swoim ustawieniem i kontrolowaniem dystansu Carl zminimalizował deficyt w szybkości zadawania ciosów, także przewidywanej dominacji Bute w tym względzie nie było, właściwie ten domniemywany handicup został zanegowany niemal stuprocentowo. Lucian bił się dzielnie, mając kilka dobrych chwil w drugiej i na początku trzeciej rundy, ale jego obrony balansem przy linach wyglądały coraz bardziej rozpaczliwie, a „Człowiek z Żelaza” kontynuował systematyczne oprawianie swojej ofiary. Trener Stephan Larouche wybawił w piątej rundzie swojego rozbitego podopiecznego, a Froch po raz trzeci w karierze zdobył pas mistrza świata, tym razem IBF.


Jak atakuje "Kobra"


Co sprawia, że mniej uzdolniony od wielu fighterów i nie grzeszący szybkością „Kobra” jest uznawany przez czołowego pięściarza P4P.? Oczywiście kluczem jest atletycyzm 35-latka, który póki co nie pokazał oznak starzenia się w ringu. Froch jest sam sobie dietetykiem i specjalistą od przygotowania fizycznego i choć korzysta z płynów regeneracyjnych pod koniec ciężkich tygodni treningowych czy porad specjalistów w dziedzinie żywienia, to uważa, że przede wszystkim właściwa dieta, naturalność i znajomość własnego organizmu jest kluczem do sukcesu. Carl sam monitoruje wagę na codzień, nigdy nie traci formy i nawet w okresach roztrenowania zawsze stara się ruszać się i trzymać rękę na pulsie. Nie ma dzięki temu gwałtownych skoków wagi i startuje kolejny obóz z innego pułapu niż zaniedbani rywale. Mieszkaniec Nottingham melduje się między linami za każdym razem w znakomitej kondycji, nawet jeśli cierpi na urazy to jego „silnik” jest gotowy na najwyższe obroty przez 15-20 a nie tylko 12 rund. Froch zaczął się rozgrzewać w drugiej części pojedynku z Taylorem i znokautował go w ostatniej rundzie, gdy wspaniały Andre Ward dostał zadyszki w końcówce Carl mimo przyjęcia lawiny lewych sierpowych wydawał się ciągle świeży. Wyobraźmy sobie Anglika kilkadziesiąt lat temu w 15 rundowych starciach z 8 lub nawet 6-cio uncjowymi rękawicami. „Kobra” zaszedł daleko w obecnych czasach, a ze swoim ciosem, wytrzymałością, kondycją i solidną szczęką można prognozować, że złamałby niejednego championa dawnych er po przekroczeniu dzisiejszego dystansu 36 minut.
Były mistrz Europy w wadze średniej Robert McCracken z coraz większym powodzeniem nakłania Carla do korzystania z zasięgu i ciosów prostych, ale znakiem rozpoznawczym nie kryjącego się z polskimi korzeniami mistrza zawsze będzie prawy podbródkowy. Bity czasem ze zbyt dużej odległości uppercut wydaje się nieraz sygnalizowany, a jednak Froch potrafi być bardzo skuteczny z tym uderzeniem. Ponieważ jednak podbródki są łakomym kąskiem dla kontrujących rywali „Kobra” stara się wpadać w przeciwnika po pudle, by nie dać okazji do riposty. Uwielbia kontrować używając nieortodoksyjnych kątów, a opuszczone ręce zapraszają do zabawy oponentów. Jest niewygodny, ale nie jest nieuchwytnym defensorem, stąd musi przyjąć swoją porcję razów, wierząc iż jego bomby uczynią więcej szkód.

- Taki styl to większe ryzyko porażki, ale i większa chwała w przypadku zwycięstwa. Dlatego ja jestem bogaty i popularny, a ekstremalnie utalentowany Dirrell jest nieznany. Być może wojny z Taylorem, Pascalem czy Kesslerem skróciły moją karierę, ale uczyniły mnie tym kim jestem dziś. Nie zmieniłbym niczego. Moją osobowość widać w moim stylu walki, walczę tak - jakim jestem człowiekiem - podsumowuje wielki wojownik.


Słodka zemsta czy powtórka z rozrywki?


Ponad trzy lata czekał Froch na możliwość ponownego skrzyżowania rękawic z Mikkelem Kesslerem i wyrównania rachunków. Na szali będą tytuły WBA i IBF w wadze super średniej ale nie robi to żadnego wrażenia na gospodarzu drugiego spotkania.

- Mam w d..ie te pasy. Chcę rewanżu - mówi niepoprawny politycznie pięściarz.

Olbrzymia większość bokserów, dziennikarzy i kibiców faworyzuje Anglika z powodu miejsca rozegrania boju w jego kraju. Powszechna opinia głosi też, że to mistrz IBF mniej stracił w ciągu 37 miesięcy od batalii w Herning, a być może nawet stał się lepszym zawodnikiem. Kessler z kolei jest postrzegany jako sportowiec, którego najlepsze czasy minęły kilka lat temu. Rzeczywiście to „Kobra” bardziej przekonuje ostatnimi występami, ale daleki byłbym od skreślania Duńczyka, nawet jeśli rzeczywiście „Wiking” jest past prime.
Takie rywalizacje zawsze wyzwalają to co najlepsze z gladiatorów i potrafią się oni zdobyć na ostatnie hura, wznosząc się na niedostępny w innych przypadkach poziom adrenaliny, emocji, poświęcenia i zaangażowania. Najlepszym przykładem jest Joe Frazier z ostatniej walki z Muhammadem Alim. Mówiło się wówczas i pisało, że zużyty Joe nie ma żadnych szans, a kurs bukmacherów na „Smokin Joe” wynosił 12-1. Mimo to Frazier dał piekło swojemu, faworyzowanemu wówczas nemesis. Juan Manuel Marquez miewał słabsze występy w jesieni swojej kariery, ale na Manny’ego Pacquiao zawsze ma to co najlepsze. Saga Kesslera i Frocha nie może być oczywiście stawiana na jednej szali z wyżej wymienionymi klasykami, ale miejmy nadzieję, że serce Mikkela wzniesie go na wyżyny, a serca mistrza nigdy lekceważyć nie można.
Kessler jest nawet zdania, że to on będzie świeższy, dzięki przerwom na leczenie kontuzji, a ciężkie boje Carla w końcu dadzą o sobie znać. Duńczyk podkreśla też, że tym razem presja będzie ciążyć na gospodarzu, który zechce zachwycić publikę i zacznie popełniać błędy, z których on skwapliwie skorzysta.
Może być to bardziej taktyczna rozgrywka niż za pierwszym razem, ale liczmy na to, że do głosu dojdzie prawdziwa natura tych dwóch twardych facetów i nawiążą do brutalnej tradycji jaką zapoczątkowali w Herning trzy lata temu.

Andrzej Pastuszek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 23-05-13, 22:50   #2 (permalink)
challenger
  
 
Avatar Wojto
 
Zarejestrowany: Aug 2010
Postów: 1605
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Napracowałeś się Andrzej.
Przeskoczyłem kilka fragmentów, ale tylko dlatego że zmęczony byłem okrutnie, ale to co przeczytałem było fajnie napisane.
Szkoda że jego ostatnia wypowiedź, może przyćmić fajny artykuł ale tak to właśnie jest z Frochem

Frochowi dawałem taki mini kredyt przed Abrahamem, nie zawiódł mnie i od tego czasu ma wielkiego plusa. Ale z każdym wywiadem który czytałem moje poparcie malało.
Tak już angole mają, praktycznie każdy mówi przykre i żenujące rzeczy.

Za to w ringu, jak dla mnie bomba.
Wojto jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 23-05-13, 23:15   #3 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Oct 2012
Postów: 10694
Nominowany 637 razy w 121 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 50
Domyślnie

Cytat:
Napisał Wojto Zobacz post
Napracowałeś się Andrzej.
Przeskoczyłem kilka fragmentów, ale tylko dlatego że zmęczony byłem okrutnie, ale to co przeczytałem było fajnie napisane.
Szkoda że jego ostatnia wypowiedź, może przyćmić fajny artykuł ale tak to właśnie jest z Frochem

Frochowi dawałem taki mini kredyt przed Abrahamem, nie zawiódł mnie i od tego czasu ma wielkiego plusa. Ale z każdym wywiadem który czytałem moje poparcie malało.
Tak już angole mają, praktycznie każdy mówi przykre i żenujące rzeczy.

Za to w ringu, jak dla mnie bomba.
Rozumiem, że Froch bał się, że jego dobre stosunki z Kesslerem mogą przeszkodzić w w demolce kolegi i tak nakręca instynkt mordercy, ale wypowiedź niestosowna, głupia i nieprzemyślana. Carl to bardzo inteligentny gość, ale czasem zapomina ugryźć się w język.
Andrzej Pastuszek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 23-05-13, 23:19   #4 (permalink)
champion
  
 
Avatar Endrjus
 
Zarejestrowany: Oct 2009
Postów: 3995
Nominowany 47 razy w 6 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 4
Domyślnie

Froch ma wyraźny kompleksy na punkcie Calzaghe tak samo jak Michalczewski na punkcie Gołoty. Oboje od czasu do czasu potrzebują wbić szpilę swojemu bardziej popularnemu koledze.
Endrjus jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 24-05-13, 06:42   #5 (permalink)
Super Moderator
  
 
Zarejestrowany: Jun 2006
Skąd: Błonie/Warszawa
Postów: 18133
Nominowany 19 razy w 6 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 2
Domyślnie

Skad takie zdjecie wygrzebales?)
Black Dragon jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 24-05-13, 14:30   #6 (permalink)
journeyman
  
 
Avatar Zmora
 
Zarejestrowany: Dec 2012
Postów: 426
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Patrząc na to zdjęcie to nie tyle ostatni Mohikanin, a Kratos, Bóg Wojny


:D
ale rozumiem skąd to się wzięło Gratuluję wygrzebania takiego zdjęcia
Całkiem nie doczytałem jeszcze, ale felieton (na obecny stan mojego przczytania)- bardzo ciekawy
Zmora jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 24-05-13, 14:33   #7 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: May 2010
Postów: 3745
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Zmora Zobacz post
Patrząc na to zdjęcie to nie tyle ostatni Mohikanin, a Kratos, Bóg Wojny
No przecież by Andrzej nie napisał "Carl Froch - ostatni Bóg Wojny boksu zawodowego" A zdjęcie dobrze pasuje, rozwaliła mnie ta sesja.

Na czytanie felietonu niestety nie mam sił.
Z!D0 jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 24-05-13, 14:40   #8 (permalink)
journeyman
  
 
Avatar Zmora
 
Zarejestrowany: Dec 2012
Postów: 426
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Z!D0 Zobacz post
No przecież by Andrzej nie napisał "Carl Froch - ostatni Bóg Wojny boksu zawodowego" A zdjęcie dobrze pasuje, rozwaliła mnie ta sesja.

Na czytanie felietonu niestety nie mam sił.
xD

Wiem xD dlatego dopisałem, że rozumiem skąd to się wzięło. Ogólnie w związku z faktem, że ja jestem interesującym się boksem nerdem, micha sama mi się uśmiecha, kiedy widzę, jak bokserzy przejawią jakieś tam nerdowskie cechy :D
Zmora jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 24-05-13, 16:39   #9 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Oct 2012
Postów: 10694
Nominowany 637 razy w 121 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 50
Domyślnie

Cytat:
Napisał Zmora Zobacz post
xD

Wiem xD dlatego dopisałem, że rozumiem skąd to się wzięło. Ogólnie w związku z faktem, że ja jestem interesującym się boksem nerdem, micha sama mi się uśmiecha, kiedy widzę, jak bokserzy przejawią jakieś tam nerdowskie cechy :D
Tytuł był jeszcze przed znalezieniem zdjęcia, a fotka dodana dlatego, że oryginalna, a nie broń Boże, że widzę tam Indianina. Froch to ginący gatunek, jeszcze nie ostatni, ale jeden z ostatnich ryzykantów w ringu..
Andrzej Pastuszek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 24-05-13, 17:52   #10 (permalink)
journeyman
  
 
Avatar Zmora
 
Zarejestrowany: Dec 2012
Postów: 426
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Andrzej Pastuszek Zobacz post
Tytuł był jeszcze przed znalezieniem zdjęcia, a fotka dodana dlatego, że oryginalna, a nie broń Boże, że widzę tam Indianina. Froch to ginący gatunek, jeszcze nie ostatni, ale jeden z ostatnich ryzykantów w ringu..
Fotka świetna! pasuje do artykułu.

Artykuł też świetny. Gratuluję. Przyznam że planowałem go sobie rozłożyć, ale jakoś jak zacząłem czytać to już trzeba było dokończyć chciałbym tu napisać jeszcze jakiś mądry komentarz o Froch'u, ale przyznam szczerze, że po przeczytaniu artykułu to ja już nie mam co dodać:D
Zmora jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Mikkel Kessler vs. Carl Froch I (24.04.2010) Tomasz Baranek Strefa punktowania walk 2 16-07-15 12:49
Carl Froch vs. Andre Dirrell (17.10.2009) Paweł Rozmytański Strefa punktowania walk 1 17-02-14 11:32
Carl Froch.. Wielki.. Niedoceniany Adrian Golec Publicystyka 23 30-05-12 13:50
12 rund Bute i Frocha - obszerna analiza Mateusz Wajs Publicystyka 7 25-05-12 17:50
Odrodzony Carl Froch przed walką życia Piotr Zimnawoda Newsy 7 22-05-12 06:58


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 19:46.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.