boks, forum, zobacz
Wróć   boks, forum, zobacz > BoxingForum > Publicystyka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się tutaj    




Komentarz
 
Narzędzia wątku Wygląd

stare 01-05-13, 15:11   #1 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
1st Place Winner (TOTM)  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie Marco Huck dopełniający "trylogię". Nowe spojrzenie na karierę pięściarza

Trylogia - instytucja zawodowego boksu o elitarnym wydźwięku.

Ogłoszono oficjalną datę i miejsce pojedynku o pas WBO kategorii cruiser. Do walki tej przystąpią bokserzy, którzy zdążyli już dwukrotnie rywalizować w ringu o wspomniane trofeum. Będziemy mieli zatem trylogię czołowych reprezentantów jednej z dywizji, która powinna naturalnie wywoływać skojarzenia bliskie innym współczesnym i nielicznymi trylogiom, jakie miały miejsce w zawodowym boksie. Trzeci pojedynek tych samych pięściarzy, wywołuje zwykle wiele poruszenia, w oczekiwaniu na kolejną wielką batalię. „Trylogie” nacechowane są w tym biznesie bardzo pozytywnie i emocjonalnie. Nikt nie robiłby trzeciej walki, gdyby nie miał gwarancji sensu określonego zestawienia, pod którym kryją się przewidywane przychody, nawet większe, niż miało to miejsce w pierwszej i drugiej walce. Doprowadzając do trzeciej potyczki w wykonaniu tych samych bokserów, nikt już zwykle nie pyta o jej sens sportowy, ponieważ wysoki poziom wydaje się niemal pewny. „Sportowy poziom” walki bokserskiej, to określenie oczywiście umowne, ale nawet wtedy, gdy nie uznamy „wartości sportowej” św. pamięci Arturo Gattiego i Mickiego Warda za wybitną, miejmy świadomość, jak wiele parametrów fizycznych składa się na tę ciężka dyscyplinę, a w kilku z nich, uczestnicy pamiętnego trójmeczu w wadze lekkiej wykazali szczytową elitarność. Na trzeci pojedynek Riddicka Bowe z Evanderem Holyfieldem – inną współczesną trylogię, czekał cały sportowy świat. Walką Manny’ego Pacquiao z Junem Manuelem Maquezem, kiedy to Meksykanin zaskoczył zdecydowaną większość kibiców i ekspertów, tocząc wyrównany pojedynek z podbijającym wagę półśrednią Filipińczykiem, sprzedała się na poziomie największych rozgrywek pięściarskich w historii. Trylogie czołowych pięściarzy świata są najczęściej wyjątkowe.

Podstawowe przesłanki, jakie towarzyszą organizacji trzeciej walki tych samych bokserów, oczywiście zawodników znanych i stanowiących o czołówce jednej z kategorii wagowych, wymieni każdy kibic. Czy zestawienie Marco Hucka z Olą Afolabim wpisuje się powyższy „klimat”? To przecież wspomniany klimat wielkiej rywalizacji, podrasowanej względami ambicjonalnymi bokserów, legitymuje organizację trzeciej walki. Wyrównane pojedynki oraz bliskie punktacje dwóch pierwszych starć Bośniaka z niemieckim paszportem z czarnoskórym Brytyjczykiem, mogą w jakiś sposób uzasadniać doprowadzenie do kolejnej potyczki, choć w kontekście „statusu” trylogii, ma to drugorzędne znaczenie. Pozycja rankingowa federacji, powinna jako główna stanowić o każdym zestawieniu, ale jak wiemy, fundamentem dopełniającym klasyczną trylogię jest wieki biznes. Jedną z kluczowych przesłanek, jakimi kierują się zwykle organizatorzy takiego pojedynku, jest gwarancja wysokiej oglądalności, a co za tym idzie, pięściarze pozostawili po sobie dwa wspaniałe pojedynki, zapisując się często wielkimi zgłoskami w historii zawodowego boksu. Ilekroć myślę o zapowiadanej na czerwiec, trzeciej konfrontacji na ringu Wilfrieda Saurlanda, uzmysławiam sobie "skutki uboczne" odejścia od mekki zawodowego boksu, wraz z przeniesieniem fragmentów ciężaru rywalizacji na różne kontynenty oraz kraje. Mecce towarzyszą pokolenia kibiców. Tak było i jest w Wielkiej Brytanii, a później w Stanach Zjednoczonych, które z uwagi na ilościowy potencjał czarnoskórych mieszkańców, przyćmiły pierwotny brytyjski rynek. Mekka to również konieczność rywalizacji o widza, a jak wiemy, „wymagający widz” nie kupi masowo nawet świetnego Timothy’ego Bradleya. To właśnie dlatego, nie każda walka może być początkiem trylogii.


Trzy pojedynki z Afolabim na tym samym ringu! Wszystkie walki w karierze Marco Hucka na swoim ringu! Co to oznacza - brak wystarczających podstaw do oceny realnych możliwości pięściarza!


O ile odbyte walki Hucka z Afolabim, możemy uznać za widowiska sportowe na niezłym poziomie, o tyle doszukiwanie się wielkości w rywalizacji tych dwóch pięściarzy, wydaje się zbędne. Z pierwszego pojedynku, można było zapamiętać moment kryzysu faworyta gospodarzy, który zamroczony po ciosie rywala, stoczył przez kilka sekund walkę również ze sobą, unikając wizyty z deskami. Poza tym jednym fragmentem, pojedynki te były do siebie bardzo podobne. Miały zbliżony przebieg, zbliżoną punktację, i co najważniejsze - od początku jasne intencje organizatora, który korzystając "przyjętego zwyczaju" w zawodowym boksie, ogłosił ustami sędziów dwukrotne zwycięstwo swojego pupila. Możemy zatem uznać, że wiemy na co stać tych dwóch zawodników w bezpośredniej walce. Popełniamy jednak często duży błąd w ocenie możliwości bokserów, walczących jedynie na swoich ringach. Gdyby udało się przeprowadzić trzeci pojedynek na Wyspach (z punktu widzenia miejsca rozgrywki dwóch pierwszych rywalizacji, dla kibiców innych sportów wydawałoby się to oczywiste), Huck nie wygrałby prawdopodobnie czerwcowego starcia, gdyby jego postawa nawiązała do dwóch poprzednich. Gdyby jakimś cudem, Bośniak zmuszony był jednak bronić tym razem pasa na warunkach rywala (jak a mój gust – jedyna przesłanka, choć niewątpliwie oryginalna…, nadająca duży sens dopełnienia trylogii), szkoleniowiec posiadacza pasa WBO wagi junior ciężkiej byłby po raz pierwszy świadom słabości Hucka w konfrontacji z Olą Afolabi. Mając w planach hipotetyczny wyjazd z niemieckim Bośniakiem do Anglii, za każdego dłuższego „żółwika” przy brytyjskich linach, pięściarz dostawałby od Uliego Wegnera „po łapach”, bowiem tym razem, rundy bliskie byłyby z większym prawdopodobieństwem zapisywane na konto Brytyjczyka. Brakowałoby dopingu własnej publiczności, a do krzyków brytyjskich kibiców, trudno przyzwyczaić się w przeciągu kilku minut, nie mając żadnego wyjazdowego doświadczenia. Huck musiałby tym razem być przygotowywany na prawdziwie twardą walkę, wpisując w plan znokautowanie przeciwnika, przez co wypadłby na ringu gospodarza albo dużo lepiej, przenosząc wcześniej ciężar sesji sparingowych z „przetrwania” na „destrukcję”, albo dużo gorzej. Tym razem to nie Afolabi byłby stroną nacierającą, jak to było przez większość czasu dwóch ostatnich walk. Jak wyglądałby Huck, rywalizując z dobrym bokserem na jego ringu, tego prawdopodobnie nigdy już się nie dowiemy, ale do punktowego zwycięstwa, musiałby zrobić znacznie więcej, niż miało to miejsce wcześniej.


Produkt Marki Huck. Przeznaczenie produktu - nie przegrać przed czasem; nie stracić tytułu
.

To „bokserski handicap”, w przypadku Bośniaka ciągły i nieprzerwany (wszystkie pojedynki rozegrane na prywatnym ringu Sauerlanda), umożliwił stworzenie niepokonanego w kategorii junior ciężkiej produktu o nazwie Marco Huck. Produkt ten, który ma przede wszystkim nie przegrać przed czasem, sprzedaje się dotąd w kraju germańskim bardzo dobrze i choć czasami jest nie do przełknięcia, pozostaje pierwszym koniem pociągowym grupy promotorskiej. Żeby ten niecodzienny produkt (popularność Bośniaków, Ormian i innych nacji z niemieckim paszportem, wobec braku na ringach Niemców z krwi i kości, długo będzie stanowił dla mnie społeczną zagadkę) miał nadal przynosić podobne zyski i to bez względu na smak.. bo z tym bywa różnie..., musi wnosić do ringu mistrzowski tytuł. To obóz mistrza, ma z tego powodu w wielu kwestiach organizacyjnych najwięcej do powiedzenia, co przy kapitale Suerlanda, połączonym z brakiem zainteresowania innych światowych promotorów wagą cruiser, pozwala twórcy tego produktu niemal na wszystko. Sytuacja ta zdeterminowała postawę Hucka w dwóch walkach z Afolabim, obniżając szanse Brytyjczyka na realny sukces na nieprzychylnym ringu gospodarza. Bośniak toczył względnie bezpieczny, wyrównany pojedynek, co z rundy na rundę dawało mu przekonanie co do skuteczności swoich poczynań. Owo przekonanie, poczucie bezpieczeństwa (stosując kryteria ringowej wojny), nie wywołuje frustracji, a wręcz przeciwnie. To Afolabi, z każdą kolejną odsłoną miał świadomość, że w ten sposób walki nie wygra. Bokserzy zmuszeni do walki na obcym ringu, bądź po prostu z faworytem sędziów - na przykład w walce z jakimś gwiazdorem, podejmują wówczas różne działania na rzecz zmian w ringu, które uskuteczniane na pewnym etapie walki, najczęściej przynoszą odwrotny skutek. Frustracja, wkładanie coraz większej siły w pojedyncze ciosy, a tym samym coraz większe usztywnienie, przy konieczności podkręcania tempa, nie przynoszą najczęściej niczego dobrego. Z drugiej strony, bez próby zmian, to jak oczekiwanie na niekorzystny werdykt. Tak to w uproszczeniu dotąd wyglądało i aż się prosi, aby trzecia konfrontacja Hucka z Afolabim, mogła tym razem pozwolić sprawdzić się Bośniakowi "na niemieckich blachach"... Tego typu zjawisko spotykamy od dawna w boksie, choć w przypadku występów mistrza WBO wagi junior ciężkiej, razi to w sposób dotąd niespotykany. Pięściarz jest kontynuacją krótkiej tradycji niemieckich "mistrzów świata" federacji WBO, takich jak Sven Ottke czy Dariusz Michalczewski. Na ich tle, Huck wypada jednak dużo gorzej, z uwagi na nieporównywalnie niższy poziom dywizji, w której duża część rywali, rosły Huck zmiatał bez większej znajomości sztuki niczym rugbista, nie dbając zbytnio o to, czym trafia i gdzie trafia. W wadze cruiser, bardzo często spotykamy zawodników, którzy przy innym bądź jakimkolwiek zapleczu i środkach, reprezentowaliby wagę półciężką. To przede wszystkim skala parasola ochronnego, który jest „ojcem” stylu walki Bośniaka, stanowi symbol mistrzostwa świata WBO wagi cruiser.


Niewykorzystany - skrzywiony potencjał Bośniaka. Produkt Marki Huck to efekt niewłaściwej obróbki, podporządkowanej "obronom" mistrzowskiego tytułu na swoim ringu. Huck może mieć z tym coraz większy problem wewnętrzny

Wspomniany „przywilej” Niemców, niejako podporządkował sobie całokształt szkolenia Marco Hucka, wykrzywiając od dawna realne możliwości tego boksera. Oglądamy w ringu „wysterylizowanego” Hucka, jeżeli tylko rywal może stanowić realne zagrożenie. Uli Wegner przypiłował bokserowi wszystko to, co na początku jego kariery wyglądało na mocną stronę. Bośniak wymagał oczywiście zaawansowanego okrzesania, tymczasem skupiono się na sztuce trzymania gardy, jako unikalnej szkoły zdobywania punktów w rundach i temu poświęcono najwięcej uwagi. Przypomnijmy, że Huck został wcielony do boksu jako wschodzący zawodnik kick-boxingu, z uwagi na atut swojej wyjątkowej fizyczności. Doświadczony trener boksu nie mógł przecież nie zauważyć, że Bośniak nie ma predyspozycji do boksu technicznego, nie porusza się lekko, nie jest elastyczny, w jego genetykę nie są wpisane te cechy pięściarza, które tak skutecznie wprowadzają w życie czarnoskórzy adepci tej sztuki. Druga sprawa, techniczni zwodnicy to najczęściej ci, którzy zaczynają uczyć się ruchów w młodym wieku, w którym nie są jeszcze w pełni fizycznie rozwinięci (podpis fizjologiczny). Mimo to, postawiono właśnie na niego. Jeżeli zatem był tam obecny jakiś doświadczony trener, wcielając do grupy tego surowego boksera; mając równolegle duże środki i tym samym wiele wyborów, musiał zobaczyć w Hucku coś wyjątkowego, co miało zrekompensować mu braki innych predyspozycji. „Instynkt mordercy”, "przewaga fizyczna potencjalnie nad każdym rywalem", "niezwykła dynamika", "dobra odporność" oraz "wysoka wydolność" - na tym mógłby oprzeć się w innych okolicznościach pomysł na potencjalny boks Hucka, ubierając to wszystko w "płaszcz techniki", która zawsze byłaby "na miarę możliwości boksera. Tymczasem praca nad Bośniakiem, nie poszła w kierunku podkreślania atutów wraz z ich cywilizowaniem, a raczej na odbieraniu mu jego najmocniejszych tron, co musiało również odbijać się na jego psychice. Nigdy nie uwierzę, że po każdym zwycięstwie pięściarz był z siebie dumny. Idę o zakłada, że gdyby tak zapomnieć o kontrakcie z Sauerlandem, Huck postawiłby na inny proces szkolenia. Nie tylko ja dostrzegam, że bokser ma z tym coraz większy problem psychiczny, czego wyraz dał tuż po ostatniej walce. Nie wiemy, jak wygląda układ pomiędzy milionerem Sauerlandem, a człowiekiem, który z nędzy typowej dla zacofanych bośniackich wsi, stał się sportowcem znanym i bogatym, dokonując "baśniowego" przeskoku. Stąd pełne jego oddanie dla realizacji planów "Pana".


"Wegnerowska taktyka" triumfuje, choć na jednym i tym samym ringu. Huck nadal z mistrzowskim pasem. Pięściarz nie boi się rywali, ale wnosi momentami do ringu "strach" z tytułu konieczności poddania się w podczas walki narzuconym mu zasadom, pod tytułem "przetrwać do ostatniego gongu" oraz "minimalizować ryzyko". Sędziowie to często najemnicy Sauerlanda. Huck czułby się w ringu znacznie lepiej, gdyby mógł zrealizować się w nim na miarę potencjalnych atutów. Jeżeli jest spętany kajdanami określonej taktyki, która zbyt daleko ingeruje w jego naturę, może czuć strach przed mocno bijącym pięściarzem. Nie może oddawać się instynktowi drapieżnika w walce - nie może podejmować ryzyka utraty pasa WBO, na czym rodzina Sauerland opiera znaczną część swojego kapitału. Pas straci / zwakuje tylko wtedy, gdy będzie to przemyślana decyzja właściciela


Czasami odezwie się w Hucku natura, ale musi mieć na to wyraźne przyzwolenie trenera. Jeżeli rywal ma realne szanse na wywiezienie z Niemiec pasa WBO kategorii cruiser, naturalne predyspozycje pięściarza nie mają znaczenia i od dawna pominięte, ustępują w ringu "wegnerowskiej taktyce”. Co ciekawe, w eksperymentalnym pojedynku z Aleksandrem Powietkinem, to nie „taktyka” Uliego Wegnera była głównym narzędziem Hucka. Porażka Niemca była tym razem wkalkulowana przez promotora, gdzie przewidywane zwycięstwo Saszy, nie pozbawiało Niemca pasa WBO wagi junior ciężkiej. Po raz pierwszy, w ważnej walce na Hucku nie ciążył wówczas jakakolwiek presja, zarówno podczas przygotowań, gdzie mógł prawdopodobnie w większej mierze oddać się swojej naturze, jak również w czasie walki. Sasza wyglądał bardzo słabo, między innymi przez wyjątkowo aktywną postawę Bośniaka, który bez kompleksów atakował silniejszego teoretycznie pięściarza. Wpływ na obraz tej walki miało niewątpliwie wiele różnych czynników. Mam w pamięci minę i blady wyraz twarzy Hucka, kiedy świadom taktycznych tortur, jakie miały zapewnić mu punktowe zwycięstwo z Denisem Lebiediewem, wychodził pamiętnego dnia do ringu. Pamiętam również, że w przypadku walki z Powietkinem, było zupełnie inaczej, a o pewności Hucka, mogliśmy po raz pierwszy czytać na długo przed pierwszym gongiem. Analizując ten przypadek, można założyć, że ładna porażka, dająca Huckowi podczas walki więcej wolności w ringu i doceniona przez kibiców, brana była pod uwagę przez niemieckiego promotora jako wynik najbardziej pożądany. Kontrowersyjna punktowa wygrana Bośniaka, miałaby dla biznesu Sauerlanda fatalny wpływ. „Święty” dla promotora tytuł WBO kategorii cruiser, bo bez niego nie byłoby władzy, został tym razem szafie, stąd mogliśmy zobaczyć fragment fizycznego demona, jakiego moglibyśmy hipotetycznie dzisiaj oglądać, gdyby ten młody atleta, był poddany innemu procesowi wdrożenia w ten sport. Zamiast „produktu” mielibyśmy wówczas zawodnika wzbudzającego jeszcze więcej emocji, jednak związanych głównie z solą zawodowego boksu. Bośniak miałby pewnie niejedną porażkę na koncie, ale i niejeden spektakularny triumf czy też wielką zapamiętaną na długo wojnę. Spróbowałby się na wielu ringach, z większą ilością wymagających przeciwników i dopiero wtedy, mogliby uczciwie definiować jego pięściarskie możliwości.


Podsumowanie. Co dalej z Huckiem, w kontekście narastających nieporozumień pomiędzy nim a Wegnerem. Jak będzie wyglądał trzeci pojedynek z Afolabim? Czy podczas czerwcowej walki, uda się Huckowi zachować status quo, wynikające z obrazu dwóch wcześniejszych walk?

Hasło „Przetrwaj do ostatniego gongu…”, było częścią myśli przewodniej rozwoju Hucka, wbew jego naturze, co idealnie oddały walki z Denisem Lebiedewem czy Victorem Ramirezem, oraz w dużo mniejszej skali, pojedynki z Afolabim. Nie uwierzę, że ten wychowany w jakiejś biednej bośniackiej wiosce drwal, blednie ze strachu przed rosyjskim przedstawicielem kategorii cruiser, by za chwilę śmiać się ustami Bilda z Saszy. Nawet jeżeli uznamy, że to Lebiediew stanowił większe zagrożenie od cięższego Powietkina (teza do dyskusji, pomijam poziom przygotowania), nijak ma się do tego skala. Jednym razem widzieliśmy boksera, któremu "powiązano jaja" drutem kolczastym, innym razem był to zawodnik o niespotykanej wcześniej pewności siebie, drwiący z rywala i mam tu na myśli kontekst wykraczający ponad obraz samej walki. Może walczący na niemieckiej ziemi bokser, nie bał się Lebiediewa, a bał się swoich przełożonych? Poczucie zagrożenia Hucka, mogło być wynikiem pętania mu rąk przez szkoleniowca.

W ostatniej walce, gdzie ciężko znaleźć choć jedną wygraną przez Hucka rundę, w której jego przewaga byłaby bezdyskusyjna, mieliśmy wybuch gorzkiej chemii, pomiędzy pięściarzem a jego narożnikiem. Wcześniej mogliśmy również obserwować, że z tą współpracą bywa różnie. Podobnie rzecz wyglądał na w przypadku Artura Abrahama. Fatalna postawa mistrza WBO w walce z Firatem Arslanem, a za chwilę ten niespotykany widok, wyrażającego przez Hucka w stronę trenera niezadowolenia czy też żalu, każe zastanowić się przed czerwcową rywalizacją z Afolabim. Nie wiem, na ile to poziom przygotowania, a na ile forma przygotowania, dały widok sfrustrowanego i aż tak bezradnego Bośniaka - widok podobny do kilku innych jego występów, choć tym razem skrajny. Mimo to, cały czas do przodu... Może w końcu uda się kibicom dostrzec, że to nie różnica w możliwościach obu pięściarzy, a realizowany styl na przetrwanie, chroniący przed porażką przed czasem Hucka, złożyły się na obraz ostatniej walki. A przecież Turek z pojedynczego ciosu nie słynie. Pomysł Aleksiejewa na walkę z Arslanem, gdzie Rosjanin nie miał w karierze nawet części takiej opieki i środków do treningu jak Huck, został powszechnie skrytykowany, podczas, gdy pozbawiony regularnych występów Rosjanin, znalazł jakiś tam pomysł na paraliżowanie idącego do przodu Turka. Jaki pomysł miał Wegner? Jak to się stało, że fizyczny Huck nawet nie próbował chodzić na boki i z różnych stron taranować rywala, który pojedynczym uderzeniem nie zagraża właściwie w ogóle? Optymalnie przygotowany Arlsan, w specyfice swojego stylu nie jest łatwym rywalem, ale cofanie się w linii prostej i stanie przy linach „na żółwika”, to ostatni pomysł, jaki poleciłbym na walkę ze swarmerem, tym bardziej pozbawionym nokautującego uderzenia. Być może się mylę, być może poleciłbym właśnie taki sposób na zwycięstwo u sędziów, gdybym jako trener miał dodatkowo jakieś "kontraktowe zobowiązania" w stosunku do pracodawcy. Gdyby płacono mi setki tysięcy rocznie, a tyle na pewno zarabia Wegner, być może nie byłbym już takim chojrakiem w krytyce „żółwika”, mając „duże zaufanie” do punktowych. "Żółwik" opracowany został niemal do perfekcji i co ważne, nie odbiera tak wiele sił. Niejeden ambitny w historii, nie wytrzymywał narzuconego przez siebie tempa, w konsekwencji odejścia od starej i sprawdzonej taktyki.

Gdyby język polski, tak giętki był jak o nim niektórzy mówią, przewidziałby na okoliczność trzeciej walki z Afolabim zdrobnienie dla słowa „trylogia”. W ten sposób moglibyśmy oddać rzeczywistą wartość „paczki walk” Huck – Afolabi. Przedstawiając ją jako młodszą, czy wręcz małą siostrę („gówniarę”) znanych nam trylogii, intencje nasze byłyby jasne, przekaz czytelny i żaden początkujący kibic, nie szukałby analogii do „trylogii” w jej klasycznym rozumieniu jedynie przez fakt, że wcześniej odbyły się dwa wyrównane pojedynki. Chcąc być konsekwentny, powinienem napisać że trzecia walka w Niemczech, z tym samym rywalem, nie powinna odbiec znacznie od dwóch wcześniejszych. Huck i jego otoczenie to jednak ciekawe i nierozpoznane zjawisko. Boksera coraz bardziej może stresować promotor, trener, szkoła boksu. Sauerlanda uważam za niezwykle kontrowersyjną postać i widok wbiegającego promotora do narożnika Artura Abrahama, na kilka sekund po przerwaniu walki z Roberetem Steiglitzem i potok, przesyconych negatywnymi emocjami słów, jakie czerwony ze zdenerwowania właściciel wykrzykiwał w różne strony, rodzi moje dziwne skojarzenia, nawiązujące do genezy instytucji „promotora zawodowego boksu”. Dla żyjącej z boksu rodziny, cel uświęca środki, a Uli Wegner to idealny oficer, którego rolą jest podporządkowanie pięściarzy misji szefa. Ta misja jest oczywisyta, wątpliwości budzi zaawansowana w tym przypadku maksyma: Cel uświęca środki. Jedynym celem grupy promotorskiej są pieniądze, a mówiąc o środkach, przekornie zadam pytanie? Czy ktoś pamięta, kiedy ten niezwykle silny fizycznie pięściarz, rzucił sensownego rywala na deski? Być może nawet nigdy nie „podłączył” żadnego czołowego na dany moment boksera (oszczędzę tu słaniającego się ze zmęczenia Powietkina). To trochę dziwne, w kontekście wyboru przed laty Marco Hucka i zachwytu nad jego fizycznością, jako głównym powodem podjęcia współpracy. Z oceną postawy Bośniaka w czekającej nas walce, wolę się wstrzymać mimo, że trzecia walka również odbędzie się na ringu gospodarza. Wybuch negatywnych emocji boksera, jaki widzieliśmy po walce z Arslanem, być może niesie za sobą jakiś zakręt w karierze Bośniackiego Niemca.

Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 01-05-13, 15:59   #2 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Aug 2011
Skąd: Warszawa
Postów: 8556
Nominowany 227 razy w 57 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 11
Domyślnie

Gratulacje Adrian, to jeden z lepszych artykułów, jakie miałem tu okazję przeczytać. Tyle się namęczyliśmy na forum, rozmaitymi argumentami kwestionując pozycję Hucka w kategorii cruiser, a ten tekst jest tego doskonałym podsumowaniem. Niech będzie od tej pory pewnego rodzaju "Biblią", jeśli chodzi o osobę Marco Hucka i jakiekolwiek przyszłe dyskusje odnośnie tego pięściarza

Zaciekawiło mnie też spojrzenie na walkę z Powietkinem, jako na starcie, w którym Huck nie był skrępowany więzami wmuszanej w niego taktyki... i odniesienie tego do polityki niemieckiego promotora... Sauerland nie chciał pozbyć się Saszy (a mógł to zrobić i nawet nie byłobybardzo dużych kontrowersji), bo ten ma nadal duży potencjał kasowy, choćby w Rosji, a Huck może zarabiać swoje równie dobrze obijając latynosów w cruiser... Ciekawi mnie co byłoby, gdyby wtedy Niemiec znokautował Powietkina... Czy wtedy promotor też ściągnąłby Hucka z powrotem do cruiser? Czy jeśli udałoby się zrealizować szybko walkę z Kliczką to zrobiłby to po tym pojedynku? Wydaje mi się, że tak. Taktyka na przetrwanie z napierającym 110-kilowcem - nawet średniej jakości - mogłaby okazać się bardzo nieskuteczna..
Mateusz Wajs jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 01-05-13, 16:02   #3 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie

Dziękuję Mati
Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 01-05-13, 19:38   #4 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Jan 2013
Postów: 2583
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Wow jestem pod wrażeniem...
Normalnie lektura
Rozłożyłeś wiele ważnych spraw na części pierwsze. Zajebiście.
Ja strasznie kibicuję Afolabiemu...
Marzę aby wygrał to przed czasem i nie dał szans na werdykt.
Andre Ward jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 01-05-13, 20:05   #5 (permalink)
contender
  
 
Avatar liverpoolczyk
 
Zarejestrowany: Jun 2010
Postów: 1069
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Trzeba być złośliwym, aby nie docenić pracy Adriana, nawet jeśli ma się inne spojrzenie na sprawę. Well done.

Sauerland Sauerlandem, Niemcy Niemcami, ale całość zupełnie inaczej by wyglądała w przypadku Hucka z innym szkoleniowcem. Uli Wegner jest stworzony pod miejscowych zawodników, którzy muszą "tylko" nie przegrać wyraźnie. Warsztat tego fachowca to jest porażka. Powinno się go oceniać po osiągnięciach podopiecznych, ale w przypadku tak sprawnego i obrotnego promotora nie jest to miarodajne. Jeśli słyszę opinię, z którymi się nie zgadzam, że wszyscy pięściarze Fiodora walczą identycznie ( ? ), to jak nazwać efekty pracy urodzonego w Szczecinie Wegnera ??

W tej chwili Huck nie jest już reformowalny.. Nie w taki sposób, aby walczyć inaczej, dużo lepiej.. W dodatku facet jest nierówny, lepsze walki przeplata słabszymi. Wolałbym, aby nigdy nie było walki z Firatem Arslanem. Wszyscy wiedzieli jak walczy naturalizowany Niemiec, a Marco w ringu był zielony. Ciekawe czy trener odrobił lekcje, dlaczego Huck walczył najgorzej jak tylko można ze swarmerem bez nokautującego ciosu ? A pół roku odpoczywał przed tym pojedynkiem.
liverpoolczyk jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-05-13, 17:58   #6 (permalink)
champion
  
 
Avatar Rollins
 
Zarejestrowany: Jun 2010
Postów: 7154
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Fajnie napisane, choć nieco przydługie.

Cytat:
Napisał Adrian Golec Zobacz post
...
To „bokserski handicap”, w przypadku Bośniaka ciągły i nieprzerwany (wszystkie pojedynki rozegrane na prywatnym ringu Sauerlanda), umożliwił stworzenie niepokonanego w kategorii junior ciężkiej produktu o nazwie Marco Huck. Produkt ten, który ma przede wszystkim nie przegrać przed czasem, sprzedaje się dotąd w kraju germańskim bardzo dobrze i choć czasami jest nie do przełknięcia, pozostaje pierwszym koniem pociągowym grupy promotorskiej...
Tutaj mogłeś jednak co nie bądź wspomnieć o nokaucie z rąk Steve'a Cunninghama.
Rollins jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 08-05-13, 07:05   #7 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Aug 2011
Postów: 3077
Nominowany 4 razy w 2 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

luki29 jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 08-05-13, 20:47   #8 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie

Cytat:
Napisał Rollins Zobacz post
Tutaj mogłeś jednak co nie bądź wspomnieć o nokaucie z rąk Steve'a Cunninghama.
Prawda.. Błąd myślowy - niepokonany w junior ciężkiej mistrz WBO... miało być...
Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Marco Huck vs Victor Emilio Ramirez (29.08.2009) AdIPOL Strefa punktowania walk 3 06-09-15 21:27
Alexander Povetkin vs. Marco Huck (25.02.2012) Paweł Rozmytański Strefa punktowania walk 5 11-02-14 05:39
Marco Huck vs Ran Nakash (02.04.2011) Mateusz Wajs Strefa punktowania walk 1 27-02-13 22:30
115 kg mięśni Marco Hucka Vittek Newsy 15 14-01-12 00:06
Marco Huck w wadze ciężkiej? "Ha ha ha" Wiechu Publicystyka 27 07-11-11 15:50


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 01:52.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.