boks, forum, zobacz
Wróć   boks, forum, zobacz > BoxingForum > Publicystyka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się tutaj    




Komentarz
 
Narzędzia wątku Wygląd

stare 06-10-12, 11:07   #1 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
1st Place Winner (TOTM)  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie Polacy o "Mistrzostwo Świata" wagi ciężkiej. Coraz mniej chce mi się śmiać...

Coraz bardziej mnie to śmieszy, coraz mniej chce mi się śmiać... Powiedzenie to dobrze oddaje moje konkretnie nastroje, jeżeli tylko podejmę się surowej oceny dotychczasowych dokonań polskich pięściarzy w pojedynkach o "mistrzostwo świata" wagi ciężkiej, z naciskiem na czasy najnowsze. Mariusz Wach będzie czwartym w historii Polakiem, który stanie do walki o to prestiżowe trofeum. 10 listopada, trenujący w USA polski Olbrzym, zmierzy się z niezwykle doświadczonym i skutecznym w ostatnich latach Władimirem Kliczko. Stawką pojedynku będą należące do Ukraińca trzy, spośród czterech, liczące się tytuły Królewskiej kategorii wagowej. Przypomnijmy, że pierwszy był Andrzej Gołota, który aż czterokrotnie próbował swych sił z pięściarzami, mającymi na dany moment status „mistrza świata”. Drugim zawodnikiem rodem z Polski, ubiegającym się w ringu o najwyższe trofeum w najwyższej wadze był Albert Sosnowski, a trzeci to Tomasz Adamek. Do tego „szacownego” grona, już 10 listopada dołączy Wach.

Historia walk Polaków o pas mistrza wagi ciężkiej w zawodowym boksie, jest krótka, lecz przepełniona wieloma kuriozalnymi okolicznościami, wywołującymi na twarzy wyjątkowo specyficzny, choć ostatnimi czasy typowy dla tego typu wydarzeń "uśmiech". Dotyczy to właściwie każdej walki Polaka o mistrzostwo świata wagi ciężkiej, bowiem za każdym razem mogliśmy, wespół z naszymi ciężkimi bohaterami, ubolewać nad brakiem szczęścia, czasem spiskiem, począwszy od zastrzyków w kolano, aż do niewystarczającej aklimatyzacji związanej ze zmianą czasu. Dodatkowo, mieliśmy przejawy teatru, polegającego na celowym odwlekaniu egzekucji, buńczucznych zapowiedzi, czy nieprawdziwych tłumaczeń rozmiarów porażki.


Ostatnia nadzieja białych
i jego złośliwy, prześladujący pech.


Jak to się stało, że naszego „biednego” Andrew, „rzucili” na pożarcie wielkiemu Lennoxowi Lewisowi po tym, jak Polak dwa raz z rzędu nie potrafił udźwignąć ciężaru potyczki, najpierw z mającym nieprawdopodobną nadwagę Riddickiem Bowe; pięć miesięcy później z tym samym, choć tym razem expressowo odchudzonym Amerykaninem, zawodnikiem o nazwisku wielkim, dalekim wówczas pod względem dyspozycji fizycznej od czasów swojej krótkiej, acz bardzo wyraźnej chwały, wiedzą tylko ci, którzy planowali i planują ten biznes, sprzedając nam go pod przykrywką sportu. Lewis był wówczas wielki w każdym wymiarze zawodowego boksu i nie było elementu, w jakim Andrzej Gołota dorastał mu choćby do pięt. Stąd taki, a nie inny obraz walki. W październiku 1997 roku, w pojedynku o pas WBC wagi ciężkiej, spotkali się bokserzy, których dzieliła przepaść. Z jednej strony, mający dobre wyszkolenie techniczne, pozbawiony jednak doświadczenia z walk na szczycie; sponiewierany mentalnie wydarzeniami z ostatniego roku oraz przede wszystkim, pozbawiony naturalnych predyspozycji mentalnych do walki Andrzej Gołota; z drugiej, jeden z najlepszych pięściarzy wagi ciężkiej w historii zawodowego boksu, na etapie pełnej świadomość swoich możliwości i olbrzymiego doświadczenia.

Całe kuriozum tej sytuacji, oczywiście z dzisiejszego punktu widzenia, polega na zderzeniu się mitu z rzeczywistością; mitu pechowego Andrew z wybitnym, jak również wybitnie tego dnia dysponowanym czempionem, co w konsekwencji dało nam obraz nad wyraz "śmieszny", obraz lądującego na początku walki na deski „zdziwionego” Polaka. Do osobliwości tej nie sposób nie zaliczyć rzekomego zastrzyku w kolano, który miał osłabić naszego pięściarza. Samo przystąpienie do walki o tak cenione w boksie trofeum, niesie zwykle za sobą wiele pozytywnych emocji; nie tamtym razem.

Kolejne szanse Gołoty to względnie wyrównane pojedynki z Chrisem Byrdem oraz z Johnem Ruizem. Czasy te, pozbawione były już wielkich mistrzów w wadze ciężkiej. W kwietniu 2004 roku, sędziowie orzekli remis, kiedy to nie do końca już sprawny fizycznie Gołota, nie potrafił ani razu mocno trafić Chrisa Byrda. W listopadzie 2004 roku, to John Ruiz inicjował większość akcji, to on narzucał tempo walki, odbierając Andrzejowi jego podstawowe atuty. O ile Byrd mógł być na tamten moment rywalem trudnym dla wracającego do dużego boksu Gołoty, o tyle z Ruizem, po raz kolejny Andrew nie dźwignął „w głowie” wagi starcia, oddając drugą połowę walki ówczesnemu posiadaczowi pasa WBA. Oba werdykty zaliczają się do dyskusyjnych; w żadnej z tych walk, „mistrzostwo świata” wagi ciężkiej Andrzejowi się najzwyczajniej nie należało. Potwierdzenie tego miało miejsce w maju 2005 roku, kiedy to wystarczyło sklinczować w pierwszej rundzie kilka razy Lamona Brewstera, by za chwilę, mając nad nim olbrzymią przewagę w wyszkoleniu technicznym, wykorzystując pracę nóg punktować Amerykanina i zgarnąć w końcu to wymarzone trofeum. Tymczasem, to podobno zbyt krótka rozgrzewka, jak również długi czas stania w korytarzu i oczekiwania na walkę sprawiły, że Andrew nie był wystarczająco rozgrzany. Rozgrzany był za to Brewster, który doskonale znał wartość sportową Gołoty, wykorzystując jego podstawowe braki, fundamentalne, z punktu widzenia pięściarza zasługującego na tytuł "mistrza świata".

Cztery potyczki o "mistrzostwo świata" Andrzeja Gołoty okazały się dla Polaka zupełnie nietrafione. Dwie z nich, pierwsza i ostatnia, zapisały się historii boksu zgłoskami, jakich większość dumnych pięściarzy chciałoby za wszelką cenę uniknąć. Kolejne dwie pokazały, że nawet w przypadku dużo mniejszych wyzwań, Gołota nie jest w stanie wykrzesać z siebie wszystkiego, stanąć na wysokości zadania i właśnie wtedy, kiedy realizują się jego i nasze marzenia, postawić kropkę nad „i”.


Prawdziwy boks czy teatr? Odwleczone w czasie egzekucje.


Po Gołocie był Albert Sosnowski, a po Lewisie, Byrdzie, Ruizie i Brewsterze - współczesny dominator w wadze ciężkiej, Vitalij Kliczko. Okoliczności walki Alberta z Ukraińcem, stosując kryteria pojedynku o "mistrzostwo świata", znane nam z lat wcześniejszych, nie mogły wcześniej i w trakcie jej trwania, nie wywoływać „uśmiechu”, a czasem uczuć na kształt "zażenowania", kiedy to słyszeliśmy argumenty padające z ust mistrza, na usprawiedliwienie wyboru Sosnowskiego. Polak mieścił się wówczas w pierwszej piętnastce WBC, stąd jego walka była usankcjonowana przez federację jako mistrzowska; wyżej sytuowani bokserzy na liście WBC to ci, którzy albo nie wyrazili zgody na walkę ze starszym Kliczko, albo byli już przez niego bądź przez jego brata pobici. Jak wyglądały szanse obu zawodników, widzieliśmy w ringu, wypowiadając się po walce w kurtuazyjnym tonie o heroizmie Sosnowskiego. Widok, kiedy to ukraiński mistrz bawi się naszym pięściarzem, walcząc na kilkadziesiąt procent swoich możliwości, przedłużając celowo egzekucję to obraz, kiedy to kibice z wytrawnym okiem, uśmiechali się gorzko, ubolewając na poziomem dzisiejszej wagi ciężkiej.

Nikt nie może mieć wątpliwości, że Albert dał z siebie tego dnia wszystko. Nikt nie może negować również faktu, że to właśnie on, w tym konkretnym momencie dostał szansę i starał się jak mógł, aby ją wykorzystać. Nikt również nie powinien mieć pretensji do Polaka, że poziom jego pięściarskich możliwości, w zetknięciu z Vitalijem Kliczko, dał efekt urągający poziomowi konfrontacji o najważniejsze trofeum w zawodowym boksie. Podobnie, choć jeszcze pocieszniej było na walce Tomasza Adamka z mistrzem WBC, kiedy to „tekturowy” w tej walce Polak, pokazał się ze strony, która wpisała się na youtube.com w kategorię „śmieszne”. Ambitny Góral nie chce do dzisiaj słyszeć o prawdziwych powodach porażki, doszukując się kuriozalnych tłumaczeń.


Lutuj Mariusz.. lutuj!


Tak oto przedstawia się, nieco złośliwym okiem, historia walk Polaków o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Począwszy od Gołoty, który i tak zaszedł niezwykle w tym sporcie daleko, biorąc pod uwagę całkowity brak predyspozycji mentalnych do wykonywania tej pracy, poprzez skazanych na pewną, acz celowo tonowaną i wydłużaną przez Vitalija Kliczkę egzekucję Sosnowskiego i Adamka. Przed nami kolejny pojedynek o pas mistrza świata wagi ciężkiej z udziałem Polaka. 10 listopada, mistrz WBA, IBF, WBO w królewskiej kategorii wagowej, Władimir Kliczko podejmie w Hamburgu Mariusza Wacha.

Coraz bardziej mnie to śmieszy, coraz mniej chce mi się śmiać
... Nie wiem, czy chciałbym, aby Ukrainiec odniósł na początku walki kontuzję, przez co Mariusz zostałby pierwszym w historii Polski zawodowym mistrzem świata i to od razu trzech federacji. Można oczywiście założyć, że w konfrontacji z Kiczko, Wach niesie za sobą większe zagrożenie dla rywala niż Sosnowski, czy tym bardziej Adamek. Atutem Mariusza są jego warunki fizyczne, wzrost, zasięg, waga. Z drugiej strony, Polak nie bił się nigdy z rywalem, którego moglibyśmy zaliczyć do szerokiej czołówki wagi ciężkiej, dokonując najdalej idącego rozciągnięcia pojęcia „czołówki”. O Mariuszu nie wiemy zupełnie nic. Nie znamy jego psychiki w ringu, nie wiemy, ile i czy w ogóle jest w stanie przyjąć jakiś mocny cios. Wiemy jedynie to, co słyszymy jako zapowiedzi Polaka, który – jak twierdzi – nie ma nic do stracenia i szansę swoją chce wykorzystać w pełni.

Wątpliwe, aby Wowa był tak wyrozumiały w ringu jak jego starszy brat. Kluczem jednak do oceny tego starcia, jest w mojej ocenie generalne spojrzenie na instytucję „mistrzostwa świata” i co za tym idzie, określonych oczekiwań w stosunku do mistrza i pretendenta. Na tym tle, czekające nas zestawienie, jak również minione, o których wspomniałem, a w których to karty rozdawał starszy brat, jawi się jako „śmieszne”, chcąc zachować powagę instytucji "mistrzostwa świata wagi ciężkiej", które jeszcze w latach 70-tych, uznawane było w Stanach Zjednoczonych za największe osiągnięcie sportowe. Oczywiście nie wina to Polaka, który – mam nadzieję – choć trochę tego wieczora spróbuje. Kolejnej mistrzowskiej szansy, Mariusz prawdopodobnie już nie dostanie. Całe kuriozum tej sytuacji polega w mojej opinii na tym, że pojedynek ten interesuje mnie niewiele, co z uwagi na moją pasję, musi o czymś konkretnym świadczyć. Chodzi tu jedynie o oczekiwania co do wartości sportowej wydarzenia, zwanego walką o "mistrzostwo świata" wagi ciężkiej. Na bazie dotychczasowych mistrzowskich popisów Polaków, jak również jako takiej znajomości możliwości pięściarskich Mariusza, nie spieszy mi się do przeżywanie emocji, jakie w trakcie rywalizacji na najwyższym szczeblu zaawansowania sportowego, w tak wymagającym sporcie, pojawiać się nie powinny.

Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 06-10-12, 11:39   #2 (permalink)
journeyman
  
 
Avatar Masternak Mistrz
 
Zarejestrowany: Sep 2012
Postów: 196
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Ja jestem ciekaw czy ja dożyję momentu kiedy polska będzie miała swojego pierwszego polskiego mistrza świata wadze ciężkiej.Szkoda,że K2 nie urodzili się szybciej,szkoda,że nie walczyli latach 80/90,bo wtedy mieliby godnych siebie rywali,a dziś są nie tylko dobrymi pięściarzami,ale także biznesmenami.
Masternak Mistrz jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 06-10-12, 11:53   #3 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Oct 2010
Postów: 6917
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Masternak Mistrz Zobacz post
szkoda,że nie walczyli latach 80/90,bo wtedy mieliby godnych siebie rywali,a dziś są nie tylko dobrymi pięściarzami,ale także biznesmenami.
Pamiec mam dobra i zapewnim Cie, ze Kliczki walczyli w 90tyh latach. Tylko bylo to ostrozne prowadzenie, pod Niemieckim parasolem-obijali sredniakow, taka prawda.. Nikt Ukraincow nie traktowal powaznie, ani koneserzy sportu, ani federacje(WBC, WBA, IBF... nie wim jak WBO, bo nie interesowalem sie tym pasem). Dopiero jak cala czolowka sie wykruszyla, badz wyraznie obnizyla loty, to Kliczkowie zaistnieli,, a z biegiem lat, zdominowali najslabsza HW jaka mozna sobie tylko wyobrazic.Co do tematu, to u mnie usmiech wywolywaly walki z Charrem, Mormeckiem, czy innymi niegodnmi tytulu facimi. Polacy sa moim zdaniem, jak najbardiej ok, choc Wach jako jedyny jest nie sprawdzony, to wierze, ze wzniesie sie podczas treningu na wyzyny, i nie da lipy jak np. wczesnij wspomniany Mormeck, czy stary Thompson.
Literatt jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 06-10-12, 12:15   #4 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Apr 2010
Postów: 2110
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

mamy andrew, ,,niekoronowanego" mistrza.

a co do tytulu, moze adamek cos ugra (wbc po odejsciu witka,haye? ale chlop ma juz 36 lat. woebc wacha nie mam zadnych nadziei nawet w przyszlosci.
wariat3000 jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 06-10-12, 13:08   #5 (permalink)
journeyman
  
 
Avatar Masternak Mistrz
 
Zarejestrowany: Sep 2012
Postów: 196
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Literat10 Zobacz post
Pamiec mam dobra i zapewnim Cie, ze Kliczki walczyli w 90tyh latach. Tylko bylo to ostrozne prowadzenie, pod Niemieckim parasolem-obijali sredniakow, taka prawda..
Tak ale mi chodziło o pierwszą połowe lat 90 a nie drugą.Obaj Bracia Kliczko debiutowali na zawodowych ringach 1996r i jak wiadomo pierwsze ich rywale byli słabeuszami i po prostu bracia Kliczko nie mieli prawa przegrać takich walk,a mimo wszystko Władkowi potkneła się noga i przegrał z Purittym. Pierwsze poważne walki Bracia Kliczko toczyli 1999/2000r wtedy obaj walczyli z Byrdem Władek wygrał a Witalij przegrał.Szkoda,że obaj nie walczyli z topem lat 90 i oto mi chodziło.
Masternak Mistrz jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 06-10-12, 13:13   #6 (permalink)
bum
  
 
Zarejestrowany: Mar 2012
Postów: 68
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Masternak Mistrz Zobacz post
Ja jestem ciekaw czy ja dożyję momentu kiedy polska będzie miała swojego pierwszego polskiego mistrza świata wadze ciężkiej.Szkoda,że K2 nie urodzili się szybciej,szkoda,że nie walczyli latach 80/90,bo wtedy mieliby godnych siebie rywali,a dziś są nie tylko dobrymi pięściarzami,ale także biznesmenami.
Kiedyś to w cięzkiej kategorii byli bokserzy. Sanchez wygrał z Kliczką .. nie był większy, ale się nie bał i był szybszy. Haye też jest szybki, tylko gdyby nie walczył tak ostrożnie. Ci co kiedyś byli średniakami w latach 80 teraz, z Kliczką toczyli by wielkie boje. Boje się, że Wach nic specjalnego nie pokaże z swoimi warunkami.
dawid100298 jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 06-10-12, 15:25   #7 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: May 2008
Postów: 4396
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Bardzo dobry, obiektywny artykuł. U nas za dużo nadal krąży tych róznorakich mitów a Andrzej uznawany jest za największego pechowca w historii boksu

Cytat:
Napisał dawid100298 Zobacz post
Kiedyś to w cięzkiej kategorii byli bokserzy. Sanchez wygrał z Kliczką .. nie był większy, ale się nie bał i był szybszy. Haye też jest szybki, tylko gdyby nie walczył tak ostrożnie. Ci co kiedyś byli średniakami w latach 80 teraz, z Kliczką toczyli by wielkie boje. Boje się, że Wach nic specjalnego nie pokaże z swoimi warunkami.
Byli tacy sami jak dzisiaj, troszkę mniejsi, walczący efektowniej. Pewnie było troszke więcej talentów.
Ze średniakami lat 90 Kliczkowie walczyli z powodzeniem : Vaughn Bean, Frans Botha, Larry Donald, Kirk Johnson, kilku innych. Tacy zawodnicy jak Bert Cooper czy nawet bardzo dobry Michael Moorer którzy namieszali porządnie w latach 90 moim zdaniem z braćmi by nie istnieli. Szanse mieli by tylko najlepsi, w dodatku o odpowiednich predyspozycjach : Bowe, Lewis, może Tyson, raczej nie Holyfield, z pewnością nie stary Foreman czy Holmes (z lat 90). Natomiast trudno sobie wyobrazić w tamtym czasie tyle szans dla naszych bokserów.
kubuś jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 06-10-12, 19:15   #8 (permalink)
V.I.P
  
 
Zarejestrowany: Jan 2008
Postów: 6202
Nominowany 10 razy w 8 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 1
Domyślnie

Cytat:
Napisał kubuś Zobacz post
Szanse mieli by tylko najlepsi, w dodatku o odpowiednich predyspozycjach : Bowe, Lewis, może Tyson, raczej nie Holyfield, z pewnością nie stary Foreman czy Holmes (z lat 90). Natomiast trudno sobie wyobrazić w tamtym czasie tyle szans dla naszych bokserów.
Witalij i Władimir to są inni bokserzy, więc nie mieszałbym ich do jednego wora. Ja myślę, że Wład na pewno nie byłby faworytem z powyższymi łącznie z Holyfieldem, który zresztą udowodnił to z lepszymi pod większością względów od Włada Bowe'm czy Lewisem.

Katami Włada mogliby być również Frank Bruno, Ray Mercer ale w dobrej dyspozycji, David Tua, Shannon Briggs mógłby go ustrzelić będąc w formie, z McCallem wydaje mi się, że Wład zostałby złamany prędzej czy później.

Walki z takimi jak Ruddock, Tucker (i paru innych) zostawiłbym bez faworyta, jednak z tymi problemami Włada związane z podjęciem walki kiedy nawet byle jaki rywal zadaje ciosy istniałyby duże szanse że nawet z nimi Wład mógłby okazać się przegranym. Poza tym Wład jak już podejmuję walkę, to często dają o sobie znać jego średnie umiejętności techniczne.



Taki Witek Kliczko na pewno był w prime lepszym bokserem i to o dobrą klasę niż Wład, ale jego kariera tak na prawdę nic nie udowodniła. Teraz Witek na tle odstających od niego rywali wydaje się szybkim, świetnym kondycyjnie bombardierem z obroną Aliego. Z tymi powyższymi mógłby okazać się przyjmującym w obronie gościem, który daje dobry show w pierwszych rundach by potem nie wytrzymać własnego tempa i dostać oklep. A parę walk z jego kariery mogłoby wskazywać, że w walkach z takimi bokserami jak ci którzy wymieniłem przy Władzie mogłoby nie być tak kolorowo jak z grubym Peterem, który starał się znokautować Witka pojedynczymi ciosami na klatę czy Johnson nie zadający ciosów.
Robercik (Frazier) jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 06-10-12, 22:10   #9 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: May 2008
Postów: 4396
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Frazier Zobacz post
Witalij i Władimir to są inni bokserzy, więc nie mieszałbym ich do jednego wora. Ja myślę, że Wład na pewno nie byłby faworytem z powyższymi łącznie z Holyfieldem, który zresztą udowodnił to z lepszymi pod większością względów od Włada Bowe'm czy Lewisem.

Katami Włada mogliby być również Frank Bruno, Ray Mercer ale w dobrej dyspozycji, David Tua, Shannon Briggs mógłby go ustrzelić będąc w formie, z McCallem wydaje mi się, że Wład zostałby złamany prędzej czy później.

Walki z takimi jak Ruddock, Tucker (i paru innych) zostawiłbym bez faworyta, jednak z tymi problemami Włada związane z podjęciem walki kiedy nawet byle jaki rywal zadaje ciosy istniałyby duże szanse że nawet z nimi Wład mógłby okazać się przegranym. Poza tym Wład jak już podejmuję walkę, to często dają o sobie znać jego średnie umiejętności techniczne.



Taki Witek Kliczko na pewno był w prime lepszym bokserem i to o dobrą klasę niż Wład, ale jego kariera tak na prawdę nic nie udowodniła. Teraz Witek na tle odstających od niego rywali wydaje się szybkim, świetnym kondycyjnie bombardierem z obroną Aliego. Z tymi powyższymi mógłby okazać się przyjmującym w obronie gościem, który daje dobry show w pierwszych rundach by potem nie wytrzymać własnego tempa i dostać oklep. A parę walk z jego kariery mogłoby wskazywać, że w walkach z takimi bokserami jak ci którzy wymieniłem przy Władzie mogłoby nie być tak kolorowo jak z grubym Peterem, który starał się znokautować Witka pojedynczymi ciosami na klatę czy Johnson nie zadający ciosów.

Kliczkowie jako bokserzy są inni ale porównywalnej klasy. Vitek jest wiekszym fighterem i posiada cechy, które w starciach z tymi najgroźniejszymi rywalami stawiałyby go pewnie w lepszej sytuacji niż jego brata od którego bokserem jest raczej gorszym w sensie wyszkolenia. Na tle klasowych ale niekoniecznie wybitnych rywali lepsze wrazenie zawsze sprawiał dla mnie Wołodia . Myślę że z jednymi rywalami Wladymir poradziłby sobie lepiej od Vita (np z Holyfieldem, Moorerem, Holmesem), z innymi zapewne gorzej od niego (nie widzę go za bardzo z primie Bowem czy Lewisem ale mogę się mylić).
Ja naprawdę nigdy nie byłem i zapewne nie zostanę fanem braci Kliczko ale mam wrazenie że w stosunku do nich też rozpowrzechniły się pewne mity .
kubuś jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 06-10-12, 22:37   #10 (permalink)
V.I.P
  
 
Zarejestrowany: Jan 2008
Postów: 6202
Nominowany 10 razy w 8 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 1
Domyślnie

Cytat:
Napisał kubuś Zobacz post
Ja naprawdę nigdy nie byłem i zapewne nie zostanę fanem braci Kliczko ale mam wrazenie że w stosunku do nich też rozpowrzechniły się pewne mity .
Z tym się zgodzę.
Robercik (Frazier) jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Udana, polska noc wagi ciężkiej Adrian Golec Publicystyka 4 27-03-12 22:07
Bracia Kliczko jednym z czynników "degrengolady" obecnej wagi ciężkiej Adrian Golec Publicystyka 36 25-01-12 22:24
Przereklamowani, nieprzereklamowani pięściarze wagi ciężkiej Adrian Golec Publicystyka 1 06-08-10 14:06
Polacy, oraz czołowa 15 wagi ciężkiej w rankingu IBF Adrian Golec Newsy 1 03-08-10 08:20
Przegląd europejskiej wagi ciężkiej: pukając do nieba bram Marcin Zimerman Publicystyka 10 16-06-10 17:38


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 19:38.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.