stare 27-12-11, 00:50   #1 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Aug 2011
Skąd: Warszawa
Postów: 8567
Nominowany 227 razy w 57 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 11
Domyślnie 2011 w boksie: waga junior ciężka

Boks kojarzy nam się poza sportową rywalizacją przede wszystkim z biznesem. Obok konkurujących w aspekcie ringowych umiejętności pięściarzy mamy wyścig promotorów, menadżerów i innych osób pośrednio z tym interesem związanych. Wyścig, którego niektórych szczegółów i tajemnic nie będzie nam dane nigdy poznać. Czasem wysoka „dochodowość” danego boksera nie idzie w parze ze zdolnościami, które prezentuje w ringu. Kariery budowane są ostrożnie, rywale starannie dobierani. Czy mało było przypadków, by napompowane do granic możliwości rekordy niektórych pięściarzy przy pierwszym prawdziwym wyzwaniu pękały jak balony? Gdy jednak w parze z odpowiednim zapleczem promotorsko-menadżerskim, znajomościami i koneksjami idą wysokie umiejętności, nieprzeciętny talent i ciężka praca na treningach, mamy do czynienia z postaciami wybitnymi – nazywanymi potocznie gwiazdami. To one przyciągają na trybuny i przed telewizory rzesze kibiców. To wokół nich kłębią się rzesze pretendentów, zabiegając o walkę z nimi niczym żebracy o rękę królewny.

Powodem niewielkiej popularności praktycznie niedostrzeganej dziś za oceanem wagi junior ciężkiej jest między innymi brak gwiazd, które stałyby się znakiem rozpoznawalnym tej dywizji. W ciągu krótkiego, 30-letniego żywota „cruiserweight” przez szeregi bokserów w niej występujących przewinęło się co prawda kilka jednostek wybitnych. Z pewnością taką był Evander Holyfield, który jako pierwszy w tym przedziale wagowym zunifikował tytuły wszystkich trzech najważniejszych federacji: WBC, IBF i WBA. Na kategorii tej ciąży jednak etykietka przedsionka wzbudzającej w przeciągu historii tej dyscypliny największe zainteresowanie dywizji ciężkiej. Bokserzy rywalizujący w limicie wagowym do 200 funtów przeważnie traktowali ją jako przystanek przed podbojem kategorii najwyższej, którym byłą również dla wspomnianego wyżej Holyfielda.

W dywizji średniej gwiazdą jest bez wątpienia Sergio Martinez. W półciężkiej z pewnością takim mianem można określić choćby Bernarda Hopkinsa czy Chada Dawsona. Czy w ostatnich latach w wadze junior ciężkiej pojawili się bokserzy zasługujący na przyznanie im miana wybitnych? Dominatorzy, którzy zadomowili się w tej kategorii na dłużej, dążąc do unifikacji tytułów? Być może kimś takim mógł być David Haye, poszedł on jednak śladem swoich poprzedników, walcząc o większe pieniądze w wadze ciężkiej. Czy rok 2011 coś zmienił w tej sytuacji? Co w tym czasie działo się w „cruiserweight”? Czy zainteresowanie dywizją wzrosło? Postaram się odpowiedzieć na te pytania w poniższym tekście.

W lutym tego roku tytułu IBF bronił uznany gracz kategorii junior ciężkiej: Amerykanin Steve Cunningham. Jego rywalem był obowiązkowy pretendent, Serb Enad Licina. Zgodnie z przewidywaniami „USS” nie miał żadnych problemów z pokonaniem ograniczonego boksersko rywala, ze sporą łatwością zwyciężając go po jednogłośnej decyzji sędziów. 35-letni Cunnigham jeszcze wtedy mógł szczycić się, nie bez podstaw zresztą, że w swojej karierze wygrał z każdym z ówczesnych mistrzów świata tej dywizji. Trudno jednak było oprzeć się wrażeniu, że forma Amerykanina znajduje się już od jakiegoś czasu na równi pochyłej.
Na tej samej gali, odbywającej się w Muelheim w Niemczech, o tymczasowy tytuł WBA rywalizował Kubańczyk Yoan Pablo Hernandez. Jego przeciwnikiem był występujący niegdyś w wadze ciężkiej Francuz Steve Herelius, który wywalczył pas w walce ze znajdującym się u schyłku kariery Firatem Arslanem. Kontuzja nogi, której w początkowej fazie pojedynku nabawił się „Centurion” uniemożliwiła mu na dłuższą metę wyrównaną rywalizację z Hernandezem. Herelius w 7 rundzie wdał się w wymianę z silniejszym rywalem i trafiony lewym sierpowym znalazł się na deskach. Chwilę później 27-letni Kubańczyk mógł świętować zwycięstwo.
Los chciał, by obaj zwycięzcy lutowej gali spotkali się ponownie w październiku, tym razem jako przeciwnicy. Stawką był należący do Steve’a Cunninghama pas IBF. Hernandez zrzekł się tym samym należącego do niego tytułu tymczasowego czempiona WBA. Walce jeszcze przed jej rozpoczęciem towarzyszyło sporo kontrowersji. Obaj pięściarze związani byli kontraktami z Wilfriedem Sauerlandem. W gronie ekspertów i bardziej wnikliwych obserwatorów mówiło się, że niemiecki promotor chce zwycięstwa bardziej lubianego przez tamtejszych kibiców Kubańczyka. „USS”, wykazujący od jakiegoś czasu pierwsze oznaki starzenia się, miał zostać usunięty w cień.
Początek pojedynku był niewątpliwie zaskakujący. Trafiony w wymianie krótkim lewym sierpowym Cunningham pada na deski, a liczenie sędziego przywodzi na myśl klasyczną już walkę Mike’a Tysona z Jamesem Busterem Douglasem. Zamroczonemu Amerykaninowi udaje się jednak jakoś dotrwać do gongu, kończącego pierwszą rundę. Pochodzący z Filadelfii Steve jeszcze jakiś czas dochodził do siebie, jednak od trzeciej odsłony wziął się na serio do roboty. W wyniku przypadkowego zderzenia głowami na czole Kubańczyka pojawiło się rozcięcie, jednak sytuacja wydawała się niegroźna i opanowana. W piątej odsłonie Hernandez zaczynał słabnąć, widać było, że narzucający coraz większą presję Cunningham zaczyna łamać swojego przeciwnika. Po szóstej rundzie nieoczekiwanie i bez uzasadnionego powodu lekarz ringowy zdecydował się przerwać walkę, wskutek czego o jej wyniku decydowała punktacja dotychczasowych 6 odsłon... „USS” stracił tytuł.
Skala wątpliwości towarzysząca temu pojedynkowi nie pozostała bez echa i wkrótce federacja IBF zobligowała obu pięściarzy do stoczenia rewanżu. Drugie starcie odbędzie się 2 lutego 2012 roku. Czy starzejącemu się Amerykaninowi starczy jeszcze „paliwa”, by oprzeć się solidnemu, jednak pozbawionemu cechującej mistrzów determinacji Kubańczykowi?

Kolejny z pasów, należący do naszego rodaka Krzysztofa Włodarczyka tytuł WBC pozostał w rękach jego właściciela. I w tym przypadku nie obyło się jednak bez kontrowersji. „Diablo” w drugiej obronie swojego trofeum podejmował 2 kwietnia nieznanemu szerszej publiczności Portorykańczyka Francisco Palaciosa. Zbliżającej się walce towarzyszyła naprawdę bojowa atmosfera, obaj pięściarze obiecywali ringowe fajerwerki. Niedosyt, wstyd i wątpliwości. To uczucia, które towarzyszyły bokserom po pojedynku, w którym kompletnie nic się nie działo. Tak jak w przypadku IBF, tu również federacja WBC zdecydowała się zainterweniować. 30-letniego Włodarczyka zobligowano do stoczenia rewanżu, pozostawiając portorykańskiego „Czarodzieja” na pozycji oficjalnego pretendenta.
Wpierw jednak „Diablo” udał się do Australii, by w intratnej finansowo walce zmierzyć się z tamtejszym bohaterem, byłym mistrzem WBA wagi półciężkiej, Dannym Greenem. Dla Polaka była to walka o wszystko i jednocześnie szansa na rehabilitację. Czy ją wykorzystał? Trudno powiedzieć. Z pewnością jednak obronił się przed spadkiem w bokserski niebyt. Włodarczyk po kolejnym kiepskim w jego wykonaniu pojedynku przegrywał wysoko na punkty, kiedy to w 11 rundzie zdołał w końcu dopaść swojego rywala, dwoma ciosami przechylając szalę zwycięstwa na swoją korzyść.
Perspektywa rewanżu z Palaciosem nie daje spać zarówno „Diablo”, jak i jego promotorowi, Andrzejowi Wasilewskiemu. Obaj próbują uniknąć kolejnej konfrontacji z mało znanym „Czarodziejem”, będąc gotowi w imię bardziej opłacalnych walk poświęcić nawet mistrzowski tytuł. Jako potencjalnych rywali Włodarczyka podaje się legendy: boksersko martwego od dawna Roya Jones’a Jr. oraz Antonio Tarvera.

Jones? Tarver? Z pewnością można by wymienić wiele rzeczy łączących i dzielących obu pięściarzy. Dla tego tekstu istotny jest jednak fakt, że obie „emerytowane” gwiazdy w poszukiwaniu dolarów pojawiły się w tym roku w dywizji junior ciężkiej. I o ile o występie Roya Jones’a Jr. w tej kategorii będzie warto powiedzieć jedynie w kontekście kariery Denisa Lebiediewa, o tyle „Magic Man” odegrał w minionych 12 miesiącach o wiele istotniejszą rolę. Skazywany na porażkę wybrał się do Australii, by tam stawić czoła miejscowemu faworytowi, wspomnianemu wyżej Danny’emu Greenowi. Tarver, który po nieudanej przygodzie w wadze ciężkiej i przeciętnej walce z Nagym Aguilerą miał stanowić kolejne znane nazwisko w rekordzie Australijczyka, zaskoczył wszystkich, a już najbardziej chyba swojego rywala. „Magic Man” kompletnie zdominował przeciwnika, który po tęgim laniu, jakie zebrał w dziewiątej rundzie nie był zdolny kontynuować pojedynku. Gwiazda Amerykanina, która zaświeciła 7 lat temu po znokautowaniu Roya Jones’a Jr. znowu zaczęła świecić własnym światłem. I jeśli komukolwiek w obecnej dywizji junior ciężkiej można przypisywać status „gwiazdora”, będzie nim 43-letni już Tarver. Zawodnik, który swoje najlepsze lata spędził w dywizji półciężkiej, natychmiast ogłosił się najlepszym bokserem „cruiserweight”. I choć posiadany przez niego tytuł IBO nie ma wielkiego znaczenia, wciąż duża popularność czyni go numerem jeden na liście życzeń większości pięściarzy tej kategorii.

Osobny rozdział stanowi historia pupila niemieckich kibiców i czempiona WBO, Marco Hucka. Często padający ofiarą krytyki obserwatorów, silny, ale toporny technicznie naturalizowany Bośniak stoczył w roku 2011 trzy walki. Po stresie, jakiego dostarczył mu wygrany dzięki skandalicznemu werdyktowi pojedynek z grudnia 2010 roku z Denisem Lebiediewem, 27-letni „Kapitan” mógł nieco „odpocząć”, wychodząc do ringu ze słabymi rywalami. Pierwszym z nich był kompletnie nieznany instruktor krav-maga, Ran Nakash. W kolejnej obronie Huck zmierzył się z mającym swoje dobre czasy dawno za sobą, Hugo Hernanem Garayem. Znany z mistrzowskich pojedynków w wadze półciężkiej Argentyńczyk nie wyglądał na dobrze przygotowanego do tej walki. Posiadającemu niemiecki paszport protegowanemu Wilfrieda Sauerlanda spodobało się obijanie pochodzących z Ameryki Południowej pięściarzy, gdyż na następnego rywala wybrał on prymitywnie boksującego Rogelio Omara Rossiego. Wymieniona wyżej trójka, pomimo, że starannie dobierana, by nie zagrozić dzielnemu „Kapitanowi”, sprawiła mu jednocześnie spore kłopoty, po raz kolejny kwestionując umiejętności niemieckiego mistrza... Samozwańczy „dominator” tej dywizji przeniesie się jednak do wagi ciężkiej na pojedynek z Aleksandrem Powietkinem i...miejmy nadzieję, zostanie w tamtej kategorii na dłużej.

Trudno napisać coś więcej o posiadaczu tytułu WBA, Guillermo Jonesie. Panamski bokser po ponad roku absencji na światowych ringach przystąpił do walki z pięściarzem z pewnością nie zasługującym na pojedynek o tytuł, kiepskim Michaelem Marrone, który w tajemniczych okolicznościach pojawił się w pierwszej piętnastce rankingu tracącej w ostatnich latach na prestiżu federacji. Z pewnością nie można odmówić „El Felino” wysokich umiejętności, co to jednak za mistrz, który walczy tak rzadko? Pozostaje jednak liczyć na to, że listopadowa walka ze słabym przeciwnikiem była jedynie przetarciem i panamskiego boksera zobaczymy już wkrótce...

...Na przykład z Denisem Lebiediewem, tymczasowym mistrzem WBA. Rosjanin, który w grudniu 2010 roku przegrał po skandalicznym werdykcie pojedynek z Marco Huckiem, wyrósł ostatnio na pierwszoplanowego gracza w dywizji junior ciężkiej. I choć do statusu gwiazdora być może brakuje mu zarówno pod względem charyzmy, jak i umiejętności, prosty, ale solidny boks, który Rosjanin próbuje dopracować do perfekcji, stawia go w czołówce jego kategorii wagowej. Dysponujący mocnym uderzeniem Lebiediew odegrał niemałą rolę w promotorskim przedsięwzięciu jego rodaka, Władimira Hriunowa, próbującego budować w swoim kraju coś na kształt niemieckiej grupy Sauerlanda. Popularyzacji boksu w Rosji miały służyć przyjazdy wielkich postaci. 32-letni Denis zmierzył się zatem w 2011 roku z dwoma „emerytowanymi” gwiazdami. O ile Royowi Jones’owi Jr. nikt nie dawał szans na zwycięstwo, o tyle zbijający z wagi ciężkiej James Toney mógł według obserwatorów pokusić się o wygraną. Zadziałał tutaj casus Antonio Tarvera i jego zaskakującego powrótu. 43-letni „Lights Out” nie zdołał jednak powtórzyć wyczynu swojego równolatka, ustępując młodszemu Lebiediewowi zdecydowanie pod każdym względem. Pomimo marnej formy, jaką zaprezentował szukający dużych pieniędzy Amerykanin, fakt, że pojawił się w tej dywizji i zamierza w niej pozostać, świadczy o nieco wzrastającej popularności kategorii junior ciężkiej. Na pewno udany powrót Tarvera bardzo ożywił tą dywizję, a o możliwości przeniesienia się do „cruiserweight” przebąkiwał nawet znajdujący się wciąż na szczycie Bernard Hopkins.

Kto jeszcze liczył się w 2011 roku w wadze junior ciężkiej? Z pewnością nie można zapominać o zdolnym Brytyjczyku, Ola Afolabim. Etatowy sparingpartner braci Kliczków, który budował swoje pozycje w rankingach w walkach ze słabszymi rywalami, uzyskał wreszcie upragniony status oficjalnego pretendenta federacji WBO. Z kim zmierzy się o wakujący po Marco Hucku tytuł, o ile ten na dłużej zadomowi się w kategorii ciężkiej?
Być może jego rywalem będzie Nigeryjczyk Lateef Kayode. Zawodnik posiadający niebanalne zaplecze, pokazywany przez stację Showtime, ze słynnym Freddiem Roachem w narożniku. Trudno powiedzieć jednak, czy afrykański pięściarz jest gotowy na najwyższe wyzwania. Wyglądał dobrze, gdy wywierał presję na swoich rywalach, zasypując ich dużą ilością ciosów. Ostatnia walka z Felixem Corą Jr., w której Kayode był zmuszony boksować, obnażyła jednak wciąż spore braki Nigeryjczyka. Trudno powiedzieć jak spisze się w walce z pięściarzami ze ścisłej czołówki, z pewnością jednak posiada potencjał na zostanie jednym z głównych aktorów tej dywizji.
Warto wspomnieć również o Rahimie Czakijewie. Ba, niektórzy widzą w Rosjaninie przyszłego dominatora „cruiserweight”. Z pewnością styl, w jakim „The Machine” rozprawił się z Michaelem Simmsem musi budzić szacunek. Opinie odnośnie potencjału mistrza olimpijskiego z Pekinu wciąż jednak są podzielone. Czekamy na jego walki z pięściarzami z czołówki.
Istotnej roli w roku 2011 nie odegrali niestety Polacy Paweł Kołodziej i Mateusz Masternak. Pierwszy, po wygranej w przyzwoitym stylu marcowej walce z Felixem Corą Jr. miał być rywalem Oli Afolabiego podczas wrześniowej gali Adamek-Kliczko. Ostatecznie jednak „Harnaś” z walki się wycofał, za oficjalny powód podając kontuzję pleców. Mateusz Masternak, który w mijających 12 miesiącach pokonał trzech przeciętnych rywali, podpisał niedawno kontrakt z grupą Sauerland Event. Z pewnością pod opieką nowego promotora dostanie szansę na zaprezentowanie swojego talentu.

Jak można podsumować mijające 12 miesięcy w kategorii junior ciężkiej? Z jednej strony rok 2011 był dla tej dywizji rokiem rozczarowań. Nie odbył się planowany turniej Super Six, a Marco Huck wbrew wcześniejszym deklaracjom jego promotora nie przystąpił do pojedynków unifikacyjnych z pozostałymi mistrzami. W kontrowersyjny sposób stracił tytuł IBF Steve Cunningham, a mistrz świata WBC, Krzysztof Włodarczyk zaprezentował się w swoich pojedynkach z tej „gorszej” strony. Posiadacz pasa WBA, Guillermo Jones pojawił się tylko na chwilę, by po walce z kiepskim rywalem znów o nim ucichło. Rozgłos kategorii junior ciężkiej przyniósł jednak udany powrót Antonio Tarvera, któremu przypadł „tymczasowy” tytuł gwiazdy tej dywizji. Z pewnością brakuje tu jednak kogoś wybitnego, dominatora, który stanie się znakiem firmowym tej kategorii. Czy taka jednostka wyłoni się w roku 2012? Kto wygra w lutowym rewanżu o tytuł IBF? Co dalej z karierą „Diablo”? Czy Denis Lebiediew zostanie w końcu pełnoprawnym mistrzem świata? To pytania, na które odpowiedź uzyskamy w nadchodzących 12 miesiącach.

Mateusz Wajs jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 27-12-11, 12:41   #2 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Dec 2008
Postów: 3729
Nominowany 37 razy w 17 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 1
Domyślnie

co do Mateusza, ten jego kontrakt nie jest ponoć taki pewny. Do jego walki z Simmsem nie doszło właśnie z racji braku podpisu na kontrakcie. Miał walczyć w styczniu, a tu nie słyszymy nic, jego otoczenie za szybko wyskoczyło z tą informacją, a teraz cisza.

co do cruiserów jeszcze: dużym wygranym tego roku jst Tarver. Znów może dużo zarabiać, każdy chce walki z nim, jako opłacalnej i z dużym splendorem. Na dziś Tarver potrzebuje jednego zwycięstwa z kimś z szerokiej czołówki i następnego dnia Kliczko wykłada grube miliony.
Tomasz Nowak jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 27-12-11, 16:41   #3 (permalink)
champion
  
 
Avatar AdIPOL
 
Zarejestrowany: Jan 2009
Skąd: Гро́зный
Postów: 2279
Nominowany 1 raz w 1 Temacie
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Dlatego tak bardzo Tarver chce walki z Włodarczykiem. Tarver wie, że ma wszystko by spokojnie wypunktować Włodarczyka stąd ogromne zainteresowanie z jego strony osobą Włodarczyka.
Oczywiście tego z pasem, bo co jest warty Włodarczyk bez pasa? Raczej nie tyle co ten z pasem.

Zawiodłem się troche na Toneyu. Na pewno ta kontuzja z 2 rundy wpłyneła na pojedynek, ale nie o to mi chodzi. Uważam, że zrobił bład mierząc się odrazu po zrzuceniu tych 25 kg z Lebedewem. Bardziej wskazana byłaby tutaj walka lub dwie rozgrzewkowe ze słabszym rywalami by oswoić się z wagą.
Mógł też zrzucić troche mniej i zostać w HW i wziąść walkę z jakimś Sethem Mitchellem czy innym prospektem HW, który ma za sobą TV. Ale wiadomo chodziło o kase nikt Toneyowi by nie zapłacił tyle co Hriunow(prawie bańke) za Lebedewa.

Jeszcze jednak ważna rzecz to walka Cunningham vs Hernandez. Uważam, że Amerykanin wygrałby ta walkę byc może nawet może przed czasem gdyby nie to, ze sędzia przerwał pojedynek, bo tak jak autor zauwazył Cunningham dochodził coraz bardziej do głosy a Kubańczyk słabł z każdą sekundą.
Dobrze, że jest rewanż. Liczę na Cunna.
AdIPOL jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 28-12-11, 14:40   #4 (permalink)
bum
  
 
Zarejestrowany: Dec 2009
Postów: 22
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Wygrana Cunna z Hernandezem, a potem Cunn vs Tarver.
Roman jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 28-12-11, 21:24   #5 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie

Cytat:
Napisał Mateusz Wajs Zobacz post
Trudno napisać coś więcej o posiadaczu tytułu WBA, Guillermo Jonesie. Panamski bokser po ponad roku absencji na światowych ringach przystąpił do walki z pięściarzem z pewnością nie zasługującym na pojedynek o tytuł, kiepskim Michaelem Marrone, który w tajemniczych okolicznościach pojawił się w pierwszej piętnastce rankingu tracącej w ostatnich latach na prestiżu federacji. Z pewnością nie można odmówić „El Felino” wysokich umiejętności, co to jednak za mistrz, który walczy tak rzadko? Pozostaje jednak liczyć na to, że listopadowa walka ze słabym przeciwnikiem była jedynie przetarciem i panamskiego boksera zobaczymy już wkrótce...
.
Wczoraj oglądnąłem ten pojedynek do poduszki na Eurosport.. Ja nie wiem, kim jest dzisiaj Panamczyk.. Ruszał się świetnie; mimo takich warunków rewelacyjny półdystans; dużo, choć przeciętnej siły ciosy; wiele przyjętych świstaków ze strony Marrone'a, jednak każdy przyjęty bez mrugnięcia.. Wydaje się, że wiek mu specjalnie nie przeszkadza.. Chciałbym jakiejś dużej walki Jonesa....
Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 29-12-11, 11:31   #6 (permalink)
contender
  
 
Avatar liverpoolczyk
 
Zarejestrowany: Jun 2010
Postów: 1069
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Adrian Golec Zobacz post
Wczoraj oglądnąłem ten pojedynek do poduszki na Eurosport.. Ja nie wiem, kim jest dzisiaj Panamczyk.. Ruszał się świetnie; mimo takich warunków rewelacyjny półdystans; dużo, choć przeciętnej siły ciosy; wiele przyjętych świstaków ze strony Marrone'a, jednak każdy przyjęty bez mrugnięcia.. Wydaje się, że wiek mu specjalnie nie przeszkadza.. Chciałbym jakiejś dużej walki Jonesa....
Bo Guillermo jest bardzo niedoceniany, to jest absolutne top wagi cruiser. To jak wygląda obecnie jego pozycja to wina Dona Kinga i nikogo innego. Jones by chciał walczyć często, a i tak przytwierdzić wszystko musi King.

Sportowo Guillermo nie ma nic do zarzucenia. Doświadczony, nie widać wieku, rewelacyjna psychika, dobrze się rusza, dobry timing, wyczucie... Gdyby walczył częściej to wszyscy by go uważali za top 3, może 1 ? Z Firatem Arslanem dominował, z Brudovem nie dał mu szans, Marrone to nie ta liga, ale Panamczyk spisał się świetnie. On wiele traci, bo ma w rekordzie przegraną z Cunninghamem. A przecież... to było SD, które równie dobrze mogło być dla Guillermo. Zresztą, mam na dysku, zaraz sobie obejrzę jeszcze raz

Chciałbym widzieć cokolwiek, jeśli chodzi o Guillermo sprzed 2005 roku, np. walkę z Nelsonem. Widział ktoś, gdzieś to jeszcze jest ?
liverpoolczyk jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 29-12-11, 15:09   #7 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie

Cytat:
Napisał liverpoolczyk Zobacz post
Bo Guillermo jest bardzo niedoceniany, to jest absolutne top wagi cruiser. ?
No właśnie tego nie wiemy.. może jest przeceniany.. Powinien zweryfikować to ring, lecz w jego przypadku nie ma mowy o weryfikacji, patrząc na słaby jak na mistrza jednej z czterech najważniejszych organizacji poziom rywali...
Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 29-12-11, 15:17   #8 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Aug 2011
Skąd: Warszawa
Postów: 8567
Nominowany 227 razy w 57 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 11
Domyślnie

Spokojnie, może jednak zawalczy z Lebedevem? Kasa będzie się zgadzać...
Mateusz Wajs jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 29-12-11, 19:06   #9 (permalink)
cez
journeyman
  
 
Zarejestrowany: Dec 2009
Postów: 319
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał liverpoolczyk Zobacz post

Chciałbym widzieć cokolwiek, jeśli chodzi o Guillermo sprzed 2005 roku, np. walkę z Nelsonem. Widział ktoś, gdzieś to jeszcze jest ?
Jest na sweetboxing...
cez jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 29-12-11, 23:02   #10 (permalink)
contender
  
 
Zarejestrowany: Nov 2010
Postów: 1087
Nominowany 41 razy w 13 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał liverpoolczyk Zobacz post
Chciałbym widzieć cokolwiek, jeśli chodzi o Guillermo sprzed 2005 roku, np. walkę z Nelsonem. Widział ktoś, gdzieś to jeszcze jest ?
Strasznie oszukali Guillermo... Brzydka walka, ale zupełnie unieszkodliwił Nelsona.

On ma to samo, co wszyscy zawodnicy Kinga od kilku lat - walczy +/- raz na rok...
Paweł Kulig jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Discovery Channel - Gołębie serce Mike'a Tysona / Taking On Tyson (2011) luki29 Strefa ściągania walk 7 25-07-12 11:18
"Oczekiwane walki 2011 roku" - Podsumowanie Adrian Golec Publicystyka 5 31-12-11 13:41
2011 w boksie: "Idee na deskach" Mateusz Wajs Publicystyka 18 23-12-11 13:37
17 Polaków w zestawieniu WBC. Adrian Golec Newsy 6 09-10-10 14:04
Przegląd kategorii wagowych okiem laika Adrian Golec Publicystyka 11 11-06-10 08:15


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 18:01.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.