stare 06-06-11, 18:41   #1 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie "Super Six" - podsumowanie przed finałem

Zorganizowany przez amerykańską stację Showtime, turniej Super Six wielkimi krokami zbliża się do ostatecznego finału. Nie oddał on pokładanych przez wielu kibiców w nim nadziei; z drugiej jednak strony spełnił chyba co do zasady swoją rolę – poddał wzajemnej rywalizacji najlepszych pięściarzy kategorii super średniej, która – będąca wcześniej jedynie przedsionkiem do mającej dużo bogatszą historię wagi półciężkiej - chyba po raz pierwszy zrzeszyła w jednym czasie tak wielu wspaniałych pięściarzy. Na pytanie o jeden z najbardziej wymagających limitów wagowych spośród wszystkich, każdy z fanów zawodowego pięściarstwa bez wahania wskaże dzisiaj na wspomnianą dywizję super średnią i wydaje się, że to jeden z sukcesów Super Szóstki.

W pierwszym pojedynku imprezy, amerykański champion wagi średniej, Jermain Taylor uległ jednemu z pierwotnych, głównych faworytów do wygrania całego turnieju, Arturowi Abrahamowi, który porzucił na rzecz zdrowia niski jak na siebie limit kategorii średniej, a wraz z nią mistrzowski pas i - jak się później okazało - nadzieję na zawojowanie wyższej dywizji. W przypadku Ormianina, mylący może być jego niższy niż rywali wzrost; jego masywna budowa z pewnością zmuszała go i tym razem do zbijania wagi na rzecz osiągnięcia wymaganych 168 funtów. Taylor okazał się największym „nieporozumieniem” całego eventu, bowiem ani jego dyspozycja fizyczna, ani mentalna - po kilku przecież ciężkich nokautach - nie predysponowała go już do rywalizacji z najlepszymi. Należy zaznaczyć, że pozbawiony tego dnia wiary w swoje możliwości Amerykanin, w październiku 2009 roku na ringu w Niemczech dał prawdopodobnie najsłabszą walkę w całej swojej karierze, ulegając w ostatniej rundzie – jak się niedługo potem okazało – zawodnikowi, do którego jak ulał pasuje dzisiaj określenie.. „Nie taki diabeł straszny….” Wkrótce prawdziwe możliwości silnego fizycznie Abrahama zostały brutalnie dla niego zweryfikowane.

Równolegle w czasie miała miejsce rywalizacja srebrnego medalisty z Aten w wadze średniej, Andre Dirrella z ówczesnym championem WBC, wołającym wręcz o sportowy szacunek Carlem Frochem. To po tym głównie, rozegranym w październiku 2009 roku pojedynku, obnażona została duża słabość turnieju. Ową słabością okazało się w tym przypadku miejsce toczonej walki – rodzinne Frocha Nottingham. Dirrell, mimo bojaźliwej, podyktowanej brakiem doświadczenia w walkach z czołówką tej wagi postawy, wygrał z miejscowym faworytem - w najbardziej pesymistycznym dla siebie scenariuszu – rund co najmniej siedem, by ostatecznie uznać na kartach punktowych wyższość walczącego u siebie rywala. Niby nic w zawodowym boksie zaskakującego; nie mniej dla tych kibiców, którzy nie mają w zwyczaju przechodzić obojętnie obok sędziowskich nadużyć, werdykt pojedynku z Anglii wydał się co najmniej kontorwersyjny.

Kolejna walka w ramach turnieju Super Six to starcie doświadczenia Mikkela Kesslera z olbrzymim talentem Andre Warda, który pewnym zwycięstwem nad faworyzowanym Duńczykiem, mocno zakorzenił się w świadomości kibiców i dziennikarzy, przebojem wchodząc do szerokiej jeszcze wówczas czołówki P4P. Mimo, że większość opiniotwórców, jako ostatecznego zwycięzcę imprezy wskazywało właśnie Kesslera, o tyle pojedynek z Wardem nieco zweryfikował sposób postrzegania szans rywalizujących ze sobą, pierwotnie sześciu pięściarzy. Duński bokser był w listopadzie 2009 roku na ringu w Kalifornii zagubiony jak "dziecko we mgle"; nie był w stanie w żadnym stopniu przeciwstawić się szybkości i pomysłowi na walkę złotego medalisty z Aten. Nieformalna scheda po Joe Calzaghe została roztrwoniona w niespełna 12 rund.

Większość kibiców zawodowego boksu, jako zwycięzcę pojedynku Andre Dirrell vs. Artur Abraham z marca 2010 roku upatrywała tego drugiego, mającego na koncie turnieju 3 punkty za znokautowanie Taylora. Wątły, wysoki Amerykanin, w konfrontacji z "drwalem" z Niemiec miał swoje atuty; miał również i słabości. Dużą przewagą Matrixa była szybkość, refleks i umiejętność walki „na wstecznym”. Ułomnościami młodego pięściarza okazały się z kolei fizyczna kruchość, zmuszająca go do ciągłej ucieczki oraz brak doświadczenia – a co za tym idzie – przygotowania mentalnego do konfrontacji z tak mocno bijącym rywalem. Dirrell wygrywał zdecydowaną większość rund; Ormianin nie stał jednak na spalonej pozycji do samego końca, kiedy to skonsternowany, uderzył nieprzepisowo znajdującego się po poślizgnięciu na deskach rywala. Nie powinno się chyba negować postawy Amerykanina, który upadł jak znokautowany po ostatnim uderzeniu Abrahama; nie mniej wątpliwości co do postawy Dirrella wzbudziły wiele wątpliwości tym bardziej, że im bliżej końca walki, tym armeński "czołg" nabierał coraz żwawszego tempa. Wkrótce okazało się, że problemy neurologiczne zawodnika z USA wyeliminują go z turnieju i na dłuższy okres z całego zawodowego boksu.

Bardzo trudno było wskazać faworyta w pojedynku pomiędzy przeżywającym swoją sportową młodość Carlem Frochem, a wracającym po dotkliwej porażce Mikkelem Kesslerem. Rozgrywaną w kwietniu 2010 roku walkę pomiędzy tymi dwoma zawodnikami można śmiało zaliczyć do najbardziej efektownych całego turnieju. To jednak Duńczyk był przez większość czasu stroną atakującą; to on inicjował większość akcji i mimo, że jego ciosy nie siały takiego spustoszenia jak te, wyprowadzane przez Frocha, Kessler wygrał nieznacznie acz zasłużenie, zdobywając po raz drugi w karierze prestiżowy tytuł wagi super średniej. Był to ostatni pojedynek walecznego Wikinga w Super Six, po którym ogłosił on prawdopodobne zakończenie kariery. Powodem takiego stanu rzeczy okazała się groźna kontuzja oka. Dzisiaj już wiemy, że ze zdrowiem duńskiego pięściarza jest wszystko w porządku i wydaje się, że Mikkel Kessler na dobre powrócił do rywalizacji w mocno obsadzonej wadze super średniej.

Starcie z listopada 2010 roku, uważanych za najsilniejszych i najodporniejszych fizycznie bokserów Super Szóstki, Artura Abrahama z Carlem Frochem, pachniało pozornie wielkim pięściarskim widowiskiem. Zawiedli obaj – jeden swoją niemocą; drugi nudną dla oka, acz skuteczną do bólu taktyką. Cel jednak uświęca środki; Brytyjczyk zdominował całkowicie ograniczonego technicznie i pod względem warunków fizycznych rywala, odnosząc wielkie, acz rozczarowujące – jedynie pod względem widowiska – zwycięstwo. Oczywiście, mówiąc o rozczarowaniu postawą Frocha mam na myśli jedynie fakt, że zapowiadana w wyobraźni większości fanów jako wielka "bitwa", wbrew pierwotnym założeniom większości kibiców walka ta weszła na najwyższy stopień taktyki i - ku dużemu zaskoczeniu - ringowej mądrości Frocha, który obalił mit o swojej jedno wymiarowości. W odróżnieniu od Dirrella, dla dużo silniejszego od amerykańskiego olimpijczyka, mającego polskie korzenie Carla, wystarczający okazał się jego lewy prosty, który dzięki swojej wymowie, nie wymusił na Frochu walkę na wstecznym, a pozwolił mu na pełną realizację walki z kontry nie ruszając się właściwie ze środka ringu. Konfrontacja ta przypieczętowała niższe niż pierwotnie miejsce Abrahama w bokserów światowym rankingu i wywindowała umiejętności - wydawałoby się pierwotnie - bardzo prostego w swoim boksie Brytyjczyka.

Zgodnie z przewidywaniami, będący w zastępstwie Jermaina Taylora, amerykański pięściarz Allan Green nie nawiązał w czerwcu 2010 roku w żadnym elemencie równej walki z nowym posiadaczem pasa WBA, Andre Wardem, gdzie faworyt w typowy dla siebie sposób, nie pozwolił rywalowi na rozwinięcie w najmniejszym nawet stopniu swoich "pięściarskich skrzydeł". Walka w klinczu, w którym amerykański olimpijczyk wydaje się nie mieć równych, była – kosztem niestety widowiska - zabójcza dla przeciwnika, któremu nie udało się wygrać znacząco ani jednej rundy.

Dwukrotnie wcześniej pobity, upokorzony Artur Abraham podszedł mimo to do walki z Andre Wardem pełen wiary w swoje zwycięstwo. Ów entuzjazm, w maju 2011 roku trwał zaledwie przez kilka pierwszych rund, które sędziowie zapisali w jakiejś części na rzecz Ormianina. Druga połowa walki to absolutna dominacja mistrza WBA i jak się wszyscy spodziewali, w ostatniej przygodzie z turniejem Super Six, reprezentującego naszych zachodnich sąsiadów byłego championa wagi średniej.

Nikt chyba nie przypuszczał, że miejsce Mikkela Kesslera zajmie weteran zawodowych ringów, reprezentant wagi półciężkiej Glen Johsnon. 42-letni pięściarz dobrze wpisał się w turniej, nokautując w listopadzie 2010 roku Allana Greena; dając na początku czerwca niezły, choć przegrany pojedynek z Kobrą z Nottingham.

W finale Super Six, spotkają się niebawem Carl Froch z Andre Wardem. Mając już tak dużą wiedzę na temat możliwości pięściarskich obu zawodników, nie trudno wskazać tu wyraźnego faworyta. Nie ma ani jednej przesłanki, która kazałaby wierzyć, że Brytyjczyk podniesie poprzeczkę złotemu medaliście z Aten wyżej niż wysokość, na jakiej zawiesili ją dotychczasowi rywale Warda. Nie ostatnie zwycięstwa, a łatwość wygrywania z najlepszymi pięściarzami tej dywizji stawia Amerykanina w pozycji wielce prawdopodobnego zwycięzcy. Poziom jego wyszkolenia technicznego; dynamika, realizowana w błyskawicznym wchodzeniu w półdystans może okazać się zabójcza dla nieprzywiązującego dużej wagi do osłony swojej szczęki, mającego niekiedy dziecinne problemy z refleksem Frocha. Nie wydaje się również, aby sygnalizowane ciosy Kobry były w stanie sięgnąć głowy, równie wybornego w obronie jak i ataku, nieporównywalnie szybszego rywala.

Prawdopodobnym, wysokim zwycięstwem nad silnym Brytyjczykiem, Andre Ward przypieczętuje swoją pozycję w kategorii super średniej. Co prawda, miano absolutnego numero uno da mu dopiero ewentualne zwycięstwo nad wielkim nieobecnym Super Szóstki, mistrzem IBF Lucianem Bute i wydaje się, że po zakończeniu turnieju będzie to jedna z najbardziej wyczekiwany walk, nie tylko w kategorii super średniej, lecz w całym, nie uwzględniającym podziałów na limity wagowe zawodowym boksie.

Jak dotąd, do zalet turnieju Super Six możemy zaliczyć „porządek” w kategorii super średniej. Waga ta, mimo nieobecności w imprezie wspomnianego Luciana Bute wydaje się jedną z bardziej klarownych spośród wszystkich pozostałych limitów. Uczestniczący w rywalizacji pięściarze, mogą zaliczyć ostatnie lata do bardzo pracowitych, bowiem w ich bilansach, niezależenie od zwycięstwa czy porażki, widnieją największe nazwiska tej dywizji, co przecież nie jest normą w dzisiejszym zawodowym boksie. Z niecierpliwością oczekujemy na finał i na ostateczne podsumowanie całego turnieju.

Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-06-11, 07:19   #2 (permalink)
champion
  
 
Avatar Rollins
 
Zarejestrowany: Jun 2010
Postów: 7154
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Adrian! Fajnie Ci to wyszło. Krótko, zwięźle, mądrze.

Co do walki Ward vs Froch, to trochę szkoda mi było Glena Johnsona. To naprawdę wielki pięściarz.
Ale sądzę, że w starciu z Wardem większe szanse na zwycięstwo ma jednak Froch i dlatego dobrze, że to on walczy w finale.
Carl jeśli chce wygrać, albo przynajmniej dać dobry pojedynek, musi wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności i czymś zaskoczyć Andre.
Tylko czy jest w stanie to zrobić?
Rollins jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-06-11, 07:38   #3 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie

Cytat:
Napisał Rollins Zobacz post
Adrian! Fajnie Ci to wyszło. Krótko, zwięźle, mądrze.

Co do walki Ward vs Froch, to trochę szkoda mi było Glena Johnsona. To naprawdę wielki pięściarz.
Ale sądzę, że w starciu z Wardem większe szanse na zwycięstwo ma jednak Froch i dlatego dobrze, że to on walczy w finale.
Carl jeśli chce wygrać, albo przynajmniej dać dobry pojedynek, musi wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności i czymś zaskoczyć Andre.
Tylko czy jest w stanie to zrobić?
Dzięki Ja nie widzę Carla z Wardem... w ogóle nie wyobrażam sobie, żeby Froch był w stanie zrobić cokolwiek.. Przy jego atakach Ward go sparaliżuje klinczem i jeżeli sędzia nie będzie szybko przerywał walki, każde wyjście z klinczu będzie kończyło się dla Brytyjczyka kilkoma mocnymi ciosami, wchodzącymi jak w masło w głowę Frocha..
Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-06-11, 09:08   #4 (permalink)
champion
  
 
Avatar Rollins
 
Zarejestrowany: Jun 2010
Postów: 7154
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Adrian Golec Zobacz post
Dzięki Ja nie widzę Carla z Wardem... w ogóle nie wyobrażam sobie, żeby Froch był w stanie zrobić cokolwiek.. Przy jego atakach Ward go sparaliżuje klinczem i jeżeli sędzia nie będzie szybko przerywał walki, każde wyjście z klinczu będzie kończyło się dla Brytyjczyka kilkoma mocnymi ciosami, wchodzącymi jak w masło w głowę Frocha..
Szanse na zwycięstwo też widzę marne, ale pamiętajmy, że walka będzie o nie lada chwałę (i pieniądze), więc i Froch zapewne da z siebie wszystko.
Rollins jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-06-11, 10:45   #5 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie

Im da z siebie więcej, tym przegra boleśniej..
Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-06-11, 11:47   #6 (permalink)
champion
  
 
Avatar Rollins
 
Zarejestrowany: Jun 2010
Postów: 7154
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Adrian Golec Zobacz post
Im da z siebie więcej, tym przegra boleśniej..
Skąd takie wnioski?
Im Froch da z siebie więcej, tym na pewno będzie ciekawiej.
Szczerze mówiąc ja spodziewam się dość wyrównanej walki (choć zwycięstwo Warda)
Rollins jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-06-11, 12:12   #7 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie

Cytat:
Napisał Rollins Zobacz post
Skąd takie wnioski?
Tak to już w boksie jest.. Można ładnie przegrać, unikając większości ciosów rywala lub postarać się o niespodziankę, rzucając na szalę cały swój ofensywny potencjał, z nadzieją na znokautowanie / przełamanie przeciwnika.. Próba szermierki Frocha z Wardem nie może przynieść temu pierwszemu zwycięstwa; próba urwania mu głowy może teoretycznie przynieść efekt, ale może również przeciwdziałać w drugą stronę, narażając się na silne kontry, w których Amerykanin czuje się jak ryba w wodzie
Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-06-11, 15:26   #8 (permalink)
Super Moderator
  
 
Zarejestrowany: Jun 2006
Skąd: Błonie/Warszawa
Postów: 18133
Nominowany 19 razy w 6 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 2
Domyślnie

Pytanie gdzie bedzie mial miejsce final...
Black Dragon jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-06-11, 16:34   #9 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Jan 2002
Skąd: NY
Postów: 10627
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Black Dragon Zobacz post
Pytanie gdzie bedzie mial miejsce final...
MGM Grand w Las Vegas.
kubakj jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Cotto o swojej przyszłości Adrian Golec Newsy 3 07-06-11 12:20
Przed półfinałami Super Six. Adrian Golec Newsy 0 30-11-10 16:39
Kessler liczy na pojedynek ze zwycięzcą Super Six. Adrian Golec Newsy 1 25-08-10 17:38
Super Six - Trzecia Kolejka Adrian Golec Publicystyka 3 14-07-10 11:12
Super Six - krótkie podsumowanie Adrian Golec Newsy 13 23-06-10 10:57


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 16:04.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.