boks, forum, zobacz
Wróć   boks, forum, zobacz > BoxingForum > Newsy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się tutaj    




Komentarz
 
Narzędzia wątku Wygląd

stare 06-08-20, 13:13   #1 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 3747
Nominowany 146 razy w 38 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 14
Domyślnie Wywiad z Leszkiem Błażyńskim Juniorem


Fragmenty rozmowy Dariusza Dobka z Leszkiem Błażyńskim Juniorem. Dziennikarz Przeglądu Sportowego, autor m.in. niedawno wydanej, świetnej biografii Zbigniewa Pietrzykowskiego, syn dwukrotnego medalisty olimpijskiego opowiada o ojcu - jednym z ostatnich wybitnych polskich pięściarzy amatorskich.

Dariusz Dobek/Onet Sport: oprócz sukcesów bokserskich twój tata został zapamiętany jako towarzyski człowiek, który lubił śpiewać, pisał wiersze, występował w kabarecie razem z Władysławem Komarem.

Leszek Błażyński Jr: zgadza się, miał różne zainteresowania. W latach 80. wystąpił nawet w telewizji - śpiewał "What a wonderful world" Louisa Armstronga, trzymając mikrofon w rękawicach bokserskich. Co prawda nie znał dobrze angielskiego, więc nucił głównie refren, ale potrafił zrobić show. Z Komarem miał bardzo dobry kontakt, mistrz olimpijski przyjeżdżał nawet do nas na Śląsk.

Za tą fasadą radośnie usposobionego człowieka ukrywał trudne chwile z przeszłości?

Był bardzo wesołym, towarzyskim, otwartym człowiekiem. Nie było w tym sztuczności, jakiegoś grania, udawania. On po prostu miał taki charakter. Ale to prawda, przeżył trudne chwile w dzieciństwie. Gdy miał 11 lat, umarł jego ojciec. Zrobiło się bardzo biednie, tata wylądował nawet w poprawczaku za kradzież jedzenia.

Jako że sam doznał krzywd w dzieciństwie, starał się pomagać potrzebującym.

Gdy był trenerem w Szombierkach Bytom, szkolił chłopaka z domu dziecka. Zabierał go do naszego domu, żeby mógł spędzić z nami np. święta Bożego Narodzenia. Natomiast w Victorii Jaworzno załatwił chłopakom ze szkółki bokserskiej dodatkową robotę, przy kopaniu rowów albo czymś w tym stylu. To byli biedni chłopcy, liczył się dla nich każdy grosz. Prezes klubu się wkurzył, że nie zostało to z nim uzgodnione i doszło do konfliktu.

Za sportowymi osiągnięciami szła również sława i życie na wyższym poziomie niż inni obywatele czasów PRL-u?

Jak najbardziej. Tata był zafascynowany muzyką, więc sprowadzał winyle do Polski, co w tamtych czasach było czymś luksusowym. Zdarzało się, że nasz wicemistrz świata na żużlu, Zenon Plech, przywoził mu je z Wielkiej Brytanii. Głównie The Beatles, Pink Floyd czy Black Sabbath. Na wakacje pojechali kiedyś z mamą do Soczi - wrócili zachwyceni. Ale z drugiej strony tata nie miał jakiegoś wyszukanego auta. Najpierw jeździł maluchem, a potem skodą.

Przyznałeś kiedyś, że tata "mówił, to co myślał i dlatego też nie wszyscy za nim przepadali".

Tak to niestety jest, że gdy mówi się bolesną prawdę, nie zawsze dobrze się to kończy. On miał też taki charakter, że gdy ktoś poprosił go o pomoc, to potrafił sobie odjąć, a komuś dać, ale z drugiej strony - gdy ktoś go atakował, to potrafił być dla niego bardzo ostry. Gdy coś mu się nie podobało, to się z tym nie krył. Tyle że zwłaszcza za czasów komuny było to problematyczne, więc tata był dyskwalifikowany za jakieś pyskówki, utarczki słowne [...].

Z tego, co czytałem, twój tata miał propozycje ucieczki do RFN, ale nie zamierzał pójść śladami Władysława Kozakiewicza.

Ojciec wspominał o tym, choć konkretnej propozycji nigdy nie było. Nigdy nie uciekłby z kraju, kiedy inni sportowcy decydowali się na to, krytykował ich. Nie mam jednak wątpliwości, że poradziłby sobie w zawodowym boksie. Z tego względu, że miał doskonałą kondycję. Dla porównania Pietrzykowski był fenomenalnym bokserem, świetnym technikiem, ale przez to, że jego walki trwały tak krótko - bo albo się go bali, albo szybko nokautował, albo były walkowery - miał słabą kondycję. Natomiast ojciec wręcz przeciwnie - w trzeciej rundzie jeszcze przyspieszał tempo. Z tego względu fachowcy zgodnie się wypowiadali, że razem z Henrykiem Średnickim mogliby sporo namieszać na zawodowych ringach w kategorii muszej.

Niestety oficjalnie nie mogli wyjechać, więc zostali w Polsce. Dopiero po latach zmierzyli się ze sobą w zawodowym pojedynku.

To był 1989 roku, jeszcze przed upadkiem komuny, więc uważa się to starcie za pierwszą nieoficjalną walkę zawodową w polskim boksie. Spikerem był Włodzimierz Szaranowicz, a tablice z numerami rund nosiła kobieta, która czasem pokazywała się topless. Obaj dostali jakieś niewielkie pieniądze, które i tak zostały przeznaczone na bankiet, a poza pieniędzmi mogli sobie jeszcze wybrać magnetowid albo wycieczkę do Włoch. Ojciec wziął odtwarzacz, który służył nam jeszcze przez wiele lat, a Średnicki wybrał wycieczkę, na którą i tak nie pojechał, bo organizator zbankrutował. Tak wyglądały początki zawodowstwa w polskim boksie.

Polecamy cały wywiad

Źródło: Dariusz Dobek/Onet Sport

Marek Cudek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-08-20, 01:20   #2 (permalink)
bum
  
 
Zarejestrowany: Jan 2019
Postów: 61
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Przeczytane jednym tchem
Bongo jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
(Nie)kontrowersyjny wywiad z Kamilem Szeremetą Marek Cudek Newsy 12 10-05-20 19:23
Sztab Gołowkina otwarty na walkę z Eubankiem Juniorem Andrzej Pastuszek Newsy 11 07-01-17 12:47
Wywiad z Andrzejem Fonfarą przed jego walką z Glenem Johnsonem Tomasz Ślęzak Wywiady 2 12-07-12 23:42


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 02:18.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.