boks, forum, zobacz
Wróć   boks, forum, zobacz > BoxingForum > Newsy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się tutaj    




Komentarz
 
Narzędzia wątku Wygląd

stare 05-06-20, 20:27   #1 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 3642
Nominowany 141 razy w 36 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 13
Domyślnie Hubert Skrzypczak: sparowałem również z "ciężkimi"



Jeden z lepszych wywiadów na stronie TVP Sport. Damian Pechman rozmawia z medalistą z Meksyku Hubertem Skrzypczakiem.

Damian Pechman: dzień dobry, możemy porozmawiać?

Hubert Skrzypczak: ze mną? Miło, że ktoś jeszcze o mnie pamięta. Ostatni telefon od dziennikarza odebrałem wiele lat temu.

Coraz mniej z nami "dzieci" Feliksa Stamma. Jeszcze mniej tych, którzy podczas igrzysk zdobyli medale.

Nasze roczniki powoli się wykruszają. Dzięki Bogu ja jeszcze się trzymam. Co do igrzysk… Mógłbym je podsumować jednym słowem: katorga. Trener Feliks Stamm poprosił mnie – podkreślę: poprosił, a nie rozkazał – żebym wystartował w wadze papierowej. Nie mogłem ważyć więcej niż 48 kilogramów, a zwykle ważyłem około 53, więc rachunek był prosty – musiałem zgubić pięć.

Ile dostał pan na to czasu?

Cztery tygodnie. Bardzo mi zależało na igrzyskach, więc zaczął się trudny okres…

Pytanie o dietę będzie pewnie nie na miejscu.

Jeszcze teraz mnie nosi, gdy o tym pomyślę. Na śniadanie kromka chleba, na obiad kawałek mięsa wielkości połowy dłoni. To był mój ostatni posiłek, bo kolacja była tylko… gwizdana. A bym zapomniał! Po obiedzie wypijałem Normosan, szklankę ziół o działaniu przeczyszczającym.

Kto pilnował, by nie zaglądał pan do lodówki?

Nikt! Sam się kontrolowałem. Ale gdybym sprowadził zbijanie wagi tylko do diety, to raczej bym poległ. Musiałem w to włączyć treningi, saunę i gorące kąpiele. Tak gorące, że trudno było włożyć palec do wody, a co dopiero zanurzyć całe ciało. Leżałem tak 30-40 minut i liczyłem krople, które spływały mi z czoła. Gdy było ich od 500 do 600, to wychodziłem z wanny. A raczej wytaczałem się z niej, bo kręciło mi się w głowie. Zawsze musiał ktoś czuwać, żebym nie zrobił sobie krzywdy.

Lekarz?

Najczęściej Feliks Stamm. Wielki trener! Zgrzeszyłbym, gdybym powiedział o nim złe słowo. Inny mógłby rozkazać: "zbij wagę, nic więcej mnie nie obchodzi". A pan Stamm każdego dnia mnie wspierał i pilnował. Siedział obok, wycierał mi nawet pot z czoła. Wiedziałem, że bardzo mu zależy na moim starcie w igrzyskach.

W Meksyku debiutował nie tylko pan, ale też… waga papierowa.

To prawda, bo wcześniej najniższa była musza, do 52 kilogramów. W niej miał walczyć o medal Artur Olech, srebrny medalista z Tokio. Na ostatnim zgrupowaniu był ode mnie cięższy o dwa kilogramy i to zadecydowało, że to ja, a nie on, zostałem wytypowany do wagi papierowej.

Przed wylotem był już wymagany limit?

A skąd! Nie jest łatwo zgubić tak szybko 10 procent masy ciała. Co żona miała ze mną… Nie mogła jeść posiłków w mojej obecności. Gdy zapomniała o tym, to fruwały talerze. Łatwo mnie było wtedy sprowokować. Wystarczyło pytanie: "a może byś coś zjadł?". Mimo takiego reżimu wciąż brakowało mi około trzech kilogramów do limitu. Resztę musiałem więc załatwić już na miejscu, w Meksyku. Gdy sobie to przypominam, to chce mi się płakać.

A stołówka w wiosce olimpijskiej kusiła…

Raz dziennie tylko zaglądałem i szybko stamtąd uciekałem. Czego tam nie było! Do wyboru, do koloru. Zwłaszcza dla nas, ludzi ze wschodu Europy, to była bajka. Ale co z tego, skoro mnie można było tylko popatrzeć. Najgorsze było jednak to, że musiałem trzymać wagę przez dwa tygodnie. Nie mogłem ani na moment odpuścić. Po pierwszej rundzie miałem dwa-trzy dni przerwy, po drugiej to samo. A po wejściu na wagę musiało być ciągle 48 kilogramów.

Co było wiadomo o rywalach?

Niewiele. Może jedynie to, że w przypadku tych z Azji 48 kilogramów to była naturalna waga. Nie musieli się tak męczyć. Pierwsze dwie rundy przeszedłem dość łatwo, później zaczęły się schody. Przede wszystkim zabrakło mi siły. W półfinale przegrałem z Koreańczykiem Yang-Ju Jee. Szkoda, ale naprawdę jechałem już na oparach. Z drugiej strony, nie wróciłem z pustymi rękoma. Dwa razy wystąpiłem w mistrzostwach Europy – z Berlina przywiozłem srebro, a z Rzymu złoto. Utrzymałem więc dobrą passę.

Z ręką na sercu – do Meksyku jechał pan też po medal?

Co, miałem jechać na wycieczkę? Głupio byłoby wystartować w igrzyskach i przegrać w pierwszej rundzie. Byłem mały, ale ambitny. Lubiłem wygrywać. W Meksyku też chciałem wygrać. Może gdyby sędziowie byli dla mnie bardziej przychylni, to awansowałbym do finału. Ale nie ma sensu do tego wracać. Cieszę się, że zdobyłem medal. Szczególnie że to były moje pierwsze i ostatnie igrzyska.

Ostatnie także Feliksa Stamma.

Wtedy jeszcze tego nie wiedzieliśmy. Takiego trenera już nigdy nie będzie. Był nie tylko świetnym szkoleniowcem, ale też człowiekiem. Dla zawodników jak ojciec. Mogliśmy pójść do niego z każdym problemem. Także życiowym. Usiadł, wysłuchał, poradził. Byłem jego pupilkiem. Bawił się nawet na moim weselu. Gdy mieliśmy zgrupowania w Cetniewie, to pozwalał, abym na dzień albo dwa wyjechał do rodzinnego Wejherowa. Wiedział, że nigdy go nie zawiodę i nie będę pił, palił oraz bił się na ulicy.

Kadra Stamma nie była grupą grzecznych chłopców.

Bzdura! Wszyscy oceniają nas przez historię Mariana Kasprzyka. Dokładnie wiem, co go spotkało i że sam nie szukał kłopotów. Potraktowano go bardzo niesprawiedliwie, ale nie był chuliganem. Mówię szczerze, bo spędziliśmy razem wiele miesięcy na zgrupowaniach. Znały się też dobrze nasze żony. Cóż, zawsze trafi się głupek, który wypije trochę alkoholu i chce pokazać, że jest lepszy od medalisty olimpijskiego. Też to przeżyłem, na szczęście skończyło się tylko na słownych zaczepkach i kilku milicyjnych pałkach na mojej głowie. Na pewno na zgrupowaniach Feliksa Stamma nie było imprez. Gdyby trener kogoś przyłapał z piwem albo winem, to od razu wyrzuciłby gościa do domu. Było kilku takich, co spróbowali, ale szybko pożegnali się i z kadrą, i marzeniami o medalach. Na zgrupowaniach można było pić tylko wodę i herbatę. Poza tym treningi były tak mordercze, że każdy wracał szybko do pokoju i odpoczywał. Nie było sił, żeby pomyśleć o rozrywkach [...]

Stamm organizował sparingi zawodników z różnych kategorii. Z Jerzym Kulejem, cięższym o 15 kilogramów, też pan ponoć walczył.

Nie tylko z nim. Sparowałem również z "ciężkimi"! Na przykład z Lucjanem Trelą. Ktoś może zapytać, jaki był sens takich walk. Ale trener Stamm wiedział, co robi. Miałem pomóc Treli, by w ringu stał się szybszy. Bo ja byłem piekielnie szybki. Oczywiście nie walczyliśmy na 100 procent. Gdyby Lucjan zagonił mnie do narożnika, to bez problemu wysłałby mnie jednym ciosem w kosmos [...]

Słyszałem opinię, że młodzi potrafią się bić, ale nie potrafią boksować.

Wygląda to słabo. W ringu tylko bijatyka. Gdyby Feliks Stamm to zobaczył, to natychmiast wyrzuciłby takich z zajęć i kazał iść na ulicę. W boksie niezbędna jest technika. Obecnie mamy wielu trenerów-teoretyków. To trochę za mało. Trzeba mieć też doświadczenie, jakieś osiągnięcia, dostać kilka razy po głowie. Trener musi założyć rękawice, a nie tylko stać z boku i dyrygować. Gdy pracowałem w Wybrzeżu albo Gryfie, to nie tylko gadałem, ale też pokazywałem. Wracałem później poobijany do domu, żona załamywała ręce, ale innej drogi nie ma.

Jak wygląda zwykły dzień emeryta?

Żyję samotnie, dziesięć lat temu zmarła żona. Nigdy nie piłem i nie paliłem, więc ze zdrowiem nie jest najgorzej. W Wejherowie nie ma już klubu, więc zostały mi tylko spacery. Czasami odwiedzam szkoły, ale młodzi mnie nie znają… Zostałem zaproszony kiedyś do tej w Wejherowie. Prowadzący to spotkanie nauczyciel zapytał uczniów, czy znają boksera Huberta Skrzypczaka, medalistę mistrzostw Europy i igrzysk olimpijskich. Nikt nie podniósł ręki.

Klub: Gryf Wejherowo (1960-1962), Zawisza Bydgoszcz (1963-1965), GKS Wybrzeże Gdańsk (1963-1965).
Bilans: 208-32-3
Mistrz Europy Rzym 1967 waga musza
Wicemistrz Europy Berlin 1965 waga musza
Brązowy medal IO Meksyk 1968 waga papierowa.
Mistrz Polski: Opole 1979 waga musza
5-krotny wicemistrz Polski: 1965, 1966, 1968, 1969, 1971
8-krotny reprezentant Polski (1966-1974) w meczach międzypaństwowych (7 zwycięstw, 1 porażka).
„Boks” uznał boksera najwybitniejszym polskim pięściarzem w wadze papierowej w historii.

Cały wywiad



Źródło: Damian Pechman/TVP Sport

Marek Cudek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 05-06-20, 22:36   #2 (permalink)
bum
  
 
Zarejestrowany: Jan 2019
Postów: 56
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Fajny materiał choć chciałoby się jeszcze czytać .
Bongo jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 05-06-20, 22:42   #3 (permalink)
Super Moderator
  
 
Avatar Rockefeller
 
Zarejestrowany: May 2009
Postów: 5996
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Przyznam szczerze, ze nie slyszalem wczesniej o tym piesciarzu.
Rockefeller jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 06-06-20, 20:19   #4 (permalink)
journeyman
  
 
Avatar Lotnik
 
Zarejestrowany: Jan 2017
Postów: 209
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Zgadzam się świetny wywiad.
Lotnik jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-06-20, 20:46   #5 (permalink)
journeyman
  
 
Zarejestrowany: Jun 2019
Postów: 218
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Kawał dobrego wywiadu, warto przeczytać
Głos zza podwójnej gardy jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 11:03.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.