boks, forum, zobacz
Wróć   boks, forum, zobacz > BoxingForum > Newsy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się tutaj    




Komentarz
 
Narzędzia wątku Wygląd

stare 23-04-20, 16:22   #1 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 4202
Nominowany 193 razy w 58 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 21
Domyślnie Damian Jonak: sporty walki są słabo opłacalne



Damian Jonak:

Zgodziłem się na najbardziej szczery i otwarty wywiad, jakiego kiedykolwiek udzieliłem, ponieważ chciałbym, aby wielu moich kibiców, hejterów, środowisko bokserskie poznało, jakie były prawdziwe fakty i jakie mechanizmy towarzyszą mojej ukochanej dyscyplinie sportowej. A boksuję już ponad ćwierć wieku.

Nie wiem, czy po naszym wywiadzie wzrośnie świadomość ludzi, czemu akurat tak wyszło z moim boksowaniem. Nie wiem, czy młodszym kolegom moja historia pozwoli nie popełniać pewnych błędów. Jestem zawsze do waszej dyspozycji – możecie do mnie pisać na Instagramie, Facebooku. Chętnie pomogę w waszej sportowej drodze jako menadżer lub doradca. Na pewno w ringu nie powiedziałem ostatniego słowa. Jeszcze zawalczę i będzie dobra bitka. Będę szukał ciekawych rozwiązań dla naszej dyscypliny w Polsce i zagranica, aby dołożyć swoją cegiełkę do rozwoju polskich fighterów. Na co dzień będę starał się tak rozszerzać swoje projekty biznesowe, aby spokojnie z nich żyć i wspierać boks.


Zapraszamy na wywiad Huberta Kęski, u nas tylko najciekawsze fragmenty, ale 120 000 znaków czeka na Ciebie na newonce.sport. Wywiad fascynujący, Damian potrafi opowiadać, więc "dzieje się".

HUBERT KĘSKA: Rozmawiamy w specyficznym okresie. Nie ma gal, pozamykane są sale treningowe. Łukasz Jurkowski mówi, że w MMA naliczyłby maks piętnastu zawodników, którzy są w stanie powegetować trzy miesiące i mieć na rachunki, jedzenie, kredyty.

DAMIAN JONAK: Ogólnie sporty walki są słabo opłacalne. Zawodnicy MMA czasami walczą za darmo, żeby tylko się pokazać. Tych imprez jest tak dużo, że liczą się z tym, iż najpierw trzeba się przebić, poszukać sponsorów, zdobyć nazwisko. A teraz, wiadomo, o sponsorów ciężej, bo pierwszym, co ucina się w momencie kryzysu są budżety marketingowe. W MMA dominuje system amerykański – normalnie pracujesz do momentu osiągnięcia wyższego pułapu. W polskim boksie jest inna mentalność. Ja jestem z ostatniego pokolenia zawodników, którzy dotknęli ligi, czyli boksowania na etacie. Zawodnik boksujący w lidze miał lepsze warunki niż teraz przeciętny zawodowiec. Miał wypłatę z zakładu pracy (czy to była kopalnia, wojsko, czy policja), dostawał często mieszkanie, bonusy za walki, za tytuły mistrzowskie. Jak boksowałem w juniorach, miałem osiemnaście lat i od razu dostałem etat w firmie, miałem stypendium z kadry. Do szkoły woził mnie kierowca prezesa, który ściągnął mnie do Jastrzębia. „Masz tam iść, Damianku, kilka razy w tygodniu, ale generalnie wszystko masz zdane”. Pan na włościach. Uczyłem się z nudów, bo poziom był naprawdę niski. Później sam dostałem auto. A wtedy nie było jeszcze rodziny na utrzymaniu, żadnego kredytu, leasingu. Miałem samochód, wszystko za darmo, kasę, którą wydawałem na jedzenie i ciuchy. Co miałem z nią robić? Sportowcy byli w pełni zaspokojeni, a jak ktoś jeszcze tanio kupił, drogo sprzedał, to miał naprawdę życie jak w bajce. Dla mnie to było prawdziwe zawodowstwo, bo człowiek tylko chodził na trening, wszystko inne miał zabezpieczone.

Ale praca w kopalni cię nie ominęła.

Była przez krótki okres, kiedy kończyła się liga, bez większych obciążeń. Wiadomo, że po komunie sytuacja w kraju się zmieniała, no i ten apetyt ludzi wzrastał, bo było więcej możliwości. Ci zawodnicy byli słabo ogarnięci gospodarczo i jak później nie poszli do pracy na kopalnię, czy do policji, to źle się to kończyło. Nie byliśmy uczeni, że to sport indywidualny – jak pieniądze się ucinały, to był wielki szok. Meczów już nie było tak dużo jak kiedyś i musieliśmy pomagać w klubie. Np. stać na ochronie podczas gier sekcji piłkarskiej. Wtedy ogólnie stałem na bramkach, bo już nie miałem stypendium i zarobki nie były tak fajne. Pamiętam, jak raz wyszedłem z roboty i z marszu pojechałem na mecz. Byłem taki zmęczony, że założyłem kamizelkę ochrony, położyłem się na murawie i… zasnąłem.

Dzisiaj „bramki” wyglądają zupełnie inaczej niż tamte. Coraz mniej jest karków, coraz więcej sprawnych, wysportowanych gości, którzy na pierwszy rzut oka wyglądają na normalnych ludzi.

Ja pierwszy raz w życiu stałem na „bramce” mając 17 lat i ważąc sześćdziesiąt parę kilo. Ale dobrze się lałem i znałem różnych ludzi, którym imponowałem na treningu. A wiesz, ubicie takiego dużego chłopa to jest tak naprawdę najmniejszy problem. Jak byliśmy jeszcze w juniorach, to moi koledzy podskakiwali i jeden, czy drugi koks padał. Bo jak człowiek jest duży po siłowni, to jest też mega pospinany. Wiadomo, że jak ktoś tak masywny cię złapie, to może ci zrobić krzywdę. Ale taka osoba w życiu nie zrobi ci krzywdy uderzeniem, jeśli nie trenuje sportów walki. Pamiętam, jak obserwowaliśmy pierwsze treningi Mariusza Pudzianowskiego. Jemu po każdej rundzie trzeba było podawać „tlen”! To niebo a ziemia do czego doszedł determinacją i ciężką pracą, teraz jest prawdziwym fighterem. Ja byłem małym kreplem, który bił takich dużych koni. Ci chłopcy, którzy pracują teraz w klubach wyglądają jak ja wtedy, z tym że znają judo, zapasy i są dużo bardziej efektywni w swojej pracy.

Gdybyś urodził się 10 lat później, poszedłbyś w boks czy w MMA?

Na 100% w MMA. Bruce Lee, Van Damme – to na nich wzorowałem się jako dziecko. I było mi obojętne, co będę ćwiczył, byle były to sporty walki [...]

Pewnie miałbyś problem ze zliczeniem solówek.

Dorastałem w patologicznej dzielnicy w centrum Bytomia, laliśmy się non stop. Nieraz w łeb dostałem, czasami płakałem i groziłem starszym chłopakom, że za dwa, trzy lata to ja ich zleję. Mam grube kości, dlatego też zawsze było mi ciężko z wagą. Doktor, który robi mi rezonans mówi, że mam płat czołowy dwa razy grubszy niż przeciętny człowiek. Śmieję się, że mam predyspozycję do boksu, bo mogę dużo przyjąć. Nawet jeśli popatrzysz, to ja walczę tak jakby spod byka. To właśnie z dzieciństwa. Wiesz jakie były moje pierwsze walki? Patrzyłem na chłopa. „Znaczy co, bijemy się?”. Wbiegałem w niego, waliłem go z bani w brzuch, łapałem za nogi, podcinałem i pach pach, koniec.

Jakiś czas potem mogłeś przetestować te umiejętności stojąc w dyskotekach. Dzisiaj wciąż wielu sportowców to po godzinach „bramkarze”. Są też trenerzy personalni. Tego zjawiska w twoich czasach nie było.

Dzisiaj osoba z nazwiskiem, jeśli dobrze sobie poukłada te treningi, to czasami nie wiadomo, czy jest sens, żeby w ogóle dalej miała boksować. Bo niektórzy koledzy zarabiają po piętnaście tysięcy miesięcznie z takich treningów, to po co im to boksowanie?

Myślę, że tak jest w przypadku choćby Norberta Dąbrowskiego, który ostatnio bierze tylko kasowe na Wschodzie. Boksowanie na bieżąco nie opłaca mu się tak, jak prowadzenie treningów.

Rozmawiałem o tym nawet z trenerami boksu. Popatrz, jaka chora jest sytuacja. Taki człowiek trenuje grupę mecenasów, lekarzy i dostaje za to miesięcznie takie pieniądze, że jemu nie opłaca się trenować zawodnika. No bo tak: zawodnik zarobi za walkę na gali 10 tysięcy złotych. Trenerowi daje się z tego 10%, czyli tysiąc. Przecież to jest śmieszna stawka, bo on musi jeszcze z tego zapłacić drugiemu trenerowi, który robił ci przygotowanie fizyczne. Czyli mamy taką sytuację, że wszyscy muszą inwestować – zawodnik w siebie, trener obcinając sobie czas, w którym mógłby zarobić więcej pieniędzy. A mówimy o parciu do takiego światełka, które znajduje się gdzieś bardzo daleko. Bo ktoś tam kiedyś dobiegł i my wszyscy liczymy, że będziemy tymi mistrzami. Uważam, że zawodnicy powinni być na tyle uczeni przedsiębiorczości, żeby mieć zaznaczone w głowie – marzenia, wiadomo, trzeba do nich dążyć, bo to jest motor, który napędza wszystko; ale zarazem trzeba cały czas myśleć, że to się kiedyś skończy. A może się skończyć w każdej chwili. Ja znam jednostkowe przypadki, gdzie ktoś komuś pomógł. Normalnie człowiek jest zdany tylko na siebie i wszystkie te charakterne gadki o wielkiej lojalności można sobie wsadzić między bajki [...].

Pięściarze grupy KnockOut Promotions wyjeżdżali na sparingi do Niemiec.

Pamiętam, że dopiero zacząłem boksować u Wasilewskiego, kiedy usłyszałem, że Paweł Kołodziej ma kontrakt z Sauerlandem. Mówię: „Panie Andrzeju, jakby była szansa tam kiedyś wystąpić… Może bym się pokazał”. „Nie, bo wiesz, oni chcą tylko z ciężkiej wagi”. Odpuściłem. Ale za ileś tygodni zadzwonił: „Damian, możesz jechać na sparingi do Sylvestra. To taki i taki zawodnik, walczy o mistrzostwo Europy. Jakbyś się dobrze zaprezentował, no to, nie wiem, może będą chcieli z tobą podpisać kontrakt? Zobaczymy”. „No to świetnie, dziękuję”. No i pojechałem na te sparingi.

Kiedy dokładnie to było?

Pół roku po przejściu na zawodowstwo. Pojechałem do tych Niemiec taki szczęśliwy i podniecony. Wysiadam z pociągu i słyszę: „Przebierz się i jedziemy na sparing”. „Już? Od razu??” – myślę. „Tylko się nie bój” – zaczęli gderać. O, jak ktoś mi tak mówi, to natychmiast się wkurwiam – nie musieli mnie dodatkowo nakręcać. Przyjechali na salę. „Tylko dwie rundy sparingu, spokojnie, nic ci się nie stanie”. „Zaraz mu…! To zobaczą, co mu się stanie”. Poszedłem się rozgrzewać, tak patrzę na tych zawodników. Powiedzieli mi, że tam będą sami mistrzowie. A – naprawdę, bez wazeliny – nasi zawodnicy byli lepiej wyszkoleni technicznie! Sylvester był w ringu sztywny jak kołek. Zacząłem go tak napierdzielać, że dwa razy był do liczenia. Pękł mu łuk brwiowy i przerwali sparing. „Może chciałbyś posparować z Abrahamem?” – mówią. „To jest mistrz świata, ale on będzie sparował lekko”. Znowu się zapaliłem, ale zarazem bardzo ucieszyłem.

Abraham się rozgrzewał, a ja poszedłem na salkę obok i piszę do promotora: „Panie Andrzeju, chyba dobrze się spisałem, przerwali sparing po pierwszej rundzie. Teraz dali mi tego mistrza świata Abrahama”. „No to super” – odpisał. Ale po chwili podszedł do mnie niemiecki trener: „Pan Andrzej dzwoni i mówi, że ty się boisz sparować z Abrahamem”. „No kurwa, jasne, że chcę z nim sparować!”. Abraham niby luźno, ale przywaliłem mu parę razy, żeby poczuł, że ja tak sparować nie będę. I później już sparowaliśmy normalnie. Wsadziłem mu taki fajny podbródkowy, bo on wcale takiej szczelnej gardy nie miał – po prostu wszyscy stresowali się, że ich uderzy i bili go jakby chcieli, ale nie mogli (cios-odskok). A on technicznie nie był dobry, Maciek Sulęcki np. bije go pod tym względem na głowę. Za to rzeczywiście był strasznie silny. Bił takimi cepami i jak już mi przywalił, to myślałem, że nerka wyjdzie mi z drugiej strony. Albo jak dostałem w tył głowy, to nie wiedziałem czy stoję, czy leżę na głowie. Byli ze mnie zadowoleni i później toczyliśmy już regularne sparingi. Z Sylvestrem sparowałem potem tylko lewą ręką, więc jak Grzesiu Proksa powiedział o ich walce, nie miałem wątpliwości: „Ty się nie zastanawiaj, czy wygrasz, tylko w której rundzie”.

Sylvester poddał się po trzeciej.

Stało się tak, jak myślałem. Wiadomo, że moje sparingi to nie walka, ale szkoda, że nie mogłem też dostać takiej szansy. Pamiętam doskonale np. pierwszy sparing z bratem Arthura Abrahama. Trochę drwił ze mnie, pokazywał paluchem. Bo my, skromne chłopaki z Polski, siedzieliśmy z boku. Ruszył na mnie jak brat, cepami. Ja wszystko spokojnie przyjmuję na gardę i go pykam. Odczekałem i w trzeciej rundzie tak go palnąłem, że padł. Był tylko bratem wielkiego mistrza, ale wszyscy i tak byli w ciężkim szoku, że usadziłem go na dupę. Potem już cały czas przede mną uciekał. Zobaczył to Arthur, który przyszedł na końcówkę sparingu. Wkurzył się i powiedział do Ulli Wegnera, że chce pomścić brata. Wegner się nie zgodził, bo wiedział, że będą nerwy i będziemy się bić. Ale wymyślił sobie, że ukara mnie Karo Murat, mistrz Europy z dwóch kategorii wyżej, z którym zupełnie nie dawał sobie rady Dawid Kostecki i który sadzał wszystkich ciosem na wątrobę, za co sam go podziwiałem. Niemcy czekali, że usadzi i mnie, ale ja się nie boję, bo mi walka sprawia frajdę i to był jeden z moich najlepszych sparingów. Bardzo wyrównany, nic nie zrobił. Trener Fiodor był ze mnie mega zadowolony, ale tylko do czasu. Bo później dostałem jakiegoś juniora z boksu olimpijskiego, który totalnie mnie obskoczył. Mańkut. Chodziłem tylko za gardą, nie mogłem nic zrobić. Skał jak ping pong, a ja nie umiem boksować z mańkutami.

A dalej jest tylko ciekawiej.

Pełny tekst

Źródło: Hubert Kęska/Newonce Sport

Marek Cudek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 23-04-20, 18:13   #2 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 4202
Nominowany 193 razy w 58 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 21
Domyślnie

Ten fragment jest niezły.

Jonak:

Wyobraź sobie, że Damian Jonak rozmawia z Top Rankiem o tym, żeby zrobić galę w Polsce. No przecież byśmy rozwalili cały układ. I o to chodziło Wasilewskiemu, dlatego tyle kłamał na mój temat. Dla mnie to Pinokio polskiego boksu.


Hubert Kęska: W modelu niemieckim promotor inwestuje bez przerwy. A zysk jest bardzo niepewny. Jeden zawodnik skończy karierę przez kontuzję, drugi trafi do za kratki, trzeci zostanie znokautowany i już nigdy nie będzie sobą.

Damian Jonak: Ale ja zgadzam się, że na polskim rynku jest to bardzo trudny kawałek chleba! Wiem, że to jest inwestycja długoterminowa. Tylko jeśli masz być nie w porządku dla swoich zawodników, to lepiej daj sobie spokój. Kiedyś gadałem z Mariuszem Grabowskim. „Ja tam raz dołożę, raz coś tam zarobię. Ogólnie ważne, żeby nie dokładać za dużo. Ale ja dobrze się przy tym bawię, a poza tym, kto mi tak wypromuje firmę jak moje gale”. Chłop ma zdrowe podejście. Tomek Babiloński powiedział uczciwie, że on na boksie zarabia. A Andrzeja Wasilewskiego, który mógłby kupić wszystkich polskich promotorów, nie stać na to, żeby to przyznać? Ja cały czas słyszę o dokładkach. Jak na tym się nie zarabia, no to po chuj zakłada się spółkę na Cyprze?

Jesteś gotowy rozmawiać z Wasilewskim?

Bardzo chciałbym usiąść z nim do debaty publicznej, twarzą w twarz, na argumenty. To najlepszy polski promotor w pozycjonowaniu zawodników w rankingach, jego polityka jest bardzo skuteczna. Ja się go nie boję pod względem ewentualnej współpracy. Jeśli pan Wasilewski podpisałby kontrakt z zawodnikiem, którego byłbym menadżerem i ten kontrakt byłby równorzędny – nie ma problemu, możemy współpracować. Tylko to wszystko powinno być transparentne i na uczciwych zasadach. A to dla niego byłaby ciężka odmiana.

Na czym ci zależy?

W Anglii, w Stanach trener może szkolić zawodników różnych promotorów, a każdy pięściarz ma prawo samemu wybrać sobie trenera. Nie może być tak, że my ci wszystko podamy na tacy, dostaniesz parę złotych stypendium, ale będziesz rąbany przy każdej okazji w innych sprawach. Twoim zawodem jest walka. I ten zawód masz wykonywać w ringu i na treningu. Płacone powinieneś mieć za walkę. A jeśli promotor czy ktokolwiek chce mieć na twoim stroju jakieś logotypy, to musi ci za to zapłacić osobno. Powinieneś mieć menadżera, który zajmuje się właśnie takimi sprawami. Poza tym, dziwnie wygląda, jeśli to zawodnik mówi o sobie w samych superlatywach i ma reklamować się przed promotorem lub sponsorem.
Marek Cudek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 23-04-20, 19:00   #3 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Nov 2009
Skąd: Kraków
Postów: 620
Nominowany 34 razy w 4 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 2
Domyślnie

Jonak to jest na pewno taka inna postać w sportach walki i chyba faktycznie świetny kandydat na dobrego menago.

Inna sprawa, że ten wywiad jest taki, hmmm... momentami dziwny. Zawsze zapala mi się czerwona lampka gdy słyszę taką jednostronną narrację: każdy gorszy występ to jakieś czynniki zewnętrzne, każdy chce Cię oszukać, winni wszyscy tylko nie ja.

A moim zdaniem to Damianowi pasowało bycie takim "local hero" na Śląsku. Miał rywali dobieranych pod siebie, wygraną za wygraną. Jeśli ktoś ma taką faktycznie chęć sportową wyzwania to tę szansę da się załatwić. A u niego tak trochę w pewnym momencie ten sport owszem był, ale nie wiem czy kluczowy. W boksie jak zawodnik jest zbyt świadomy wszystkiego, to niekoniecznie pomaga...
Przemysław Mrzygłód jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 23-04-20, 19:01   #4 (permalink)
champion
  
 
Avatar szmagel
 
Zarejestrowany: Mar 2005
Postów: 5110
Nominowany 1 raz w 1 Temacie
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 1
Domyślnie

Cytat:
Napisał Marek Cudek Zobacz post
Na czym ci zależy?

W Anglii, w Stanach trener może szkolić zawodników różnych promotorów, a każdy pięściarz ma prawo samemu wybrać sobie trenera. Nie może być tak, że my ci wszystko podamy na tacy, dostaniesz parę złotych stypendium, ale będziesz rąbany przy każdej okazji w innych sprawach. Twoim zawodem jest walka. I ten zawód masz wykonywać w ringu i na treningu. Płacone powinieneś mieć za walkę. A jeśli promotor czy ktokolwiek chce mieć na twoim stroju jakieś logotypy, to musi ci za to zapłacić osobno. Powinieneś mieć menadżera, który zajmuje się właśnie takimi sprawami. Poza tym, dziwnie wygląda, jeśli to zawodnik mówi o sobie w samych superlatywach i ma reklamować się przed promotorem lub sponsorem.
W Polsce to nawet wypierdzielą z tv z posady komentatora jak tylko zacznie się trenować kogoś z konkurencyjnej stacji. Tak właśnie było z Gmitrukiem, wywalony na zbity pysk z polszmatu jak tylko podjął współprace ze Szpilką którego pokazuje tvpis.
Fajnie gdyby to wszystko działało tak jak chce Jonak ale to utopia.
szmagel jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 23-04-20, 19:50   #5 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Mar 2020
Postów: 250
Nominowany 22 razy w 12 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 3
Domyślnie

Cytat:
Napisał Przemysław Mrzygłód Zobacz post
Jonak to jest na pewno taka inna postać w sportach walki i chyba faktycznie świetny kandydat na dobrego menago.

Inna sprawa, że ten wywiad jest taki, hmmm... momentami dziwny. Zawsze zapala mi się czerwona lampka gdy słyszę taką jednostronną narrację: każdy gorszy występ to jakieś czynniki zewnętrzne, każdy chce Cię oszukać, winni wszyscy tylko nie ja.

A moim zdaniem to Damianowi pasowało bycie takim "local hero" na Śląsku. Miał rywali dobieranych pod siebie, wygraną za wygraną. Jeśli ktoś ma taką faktycznie chęć sportową wyzwania to tę szansę da się załatwić. A u niego tak trochę w pewnym momencie ten sport owszem był, ale nie wiem czy kluczowy. W boksie jak zawodnik jest zbyt świadomy wszystkiego, to niekoniecznie pomaga...
Dokładnie był lokalnym bohaterem ze świetnym rekordem i według mnie bez perspektyw na sukces. Wydaje mi się Damian był tego świadomy. Powiedzmy 5-6 lat temu mógł powiedzieć „sprawdzam”. No, ale tam mańkut, tam tez nie za bardzo, tam kasy mało. Nie chciał się zdefiniować i dla wielu został dużym znakiem zapytania.
Patryk Konieczny jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 23-04-20, 20:32   #6 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Nov 2009
Skąd: Kraków
Postów: 620
Nominowany 34 razy w 4 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 2
Domyślnie

Cytat:
Napisał Patryk Konieczny Zobacz post
No, ale tam mańkut, tam tez nie za bardzo, tam kasy mało. Nie chciał się zdefiniować i dla wielu został dużym znakiem zapytania.
Został gościem z karierą bez żadnej puenty. I narracja, że cały świat sprzysiągł się przeciw niemu, cóż... Top Rank chciało wejść do Polski, on zatrudniał promotorów, a no i chciał kontrakt bezpośrednio z amerykańską tv a nie od promotora. Ten rynek faktycznie nie jest fajny, od cholery przepychania, każdy chce maksymalizować zyski i ciąć koszty i tak dalej, ale tak jest z grubsza na całym świecie, a wielu zawodników lepszych od naszych boksuje w dużo gorszych warunkach.
Przemysław Mrzygłód jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 23-04-20, 21:25   #7 (permalink)
champion
  
 
Avatar puciu
 
Zarejestrowany: Apr 2010
Skąd: Wołomin
Postów: 2942
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał szmagel Zobacz post
W Polsce to nawet wypierdzielą z tv z posady komentatora jak tylko zacznie się trenować kogoś z konkurencyjnej stacji. Tak właśnie było z Gmitrukiem, wywalony na zbity pysk z polszmatu jak tylko podjął współprace ze Szpilką którego pokazuje tvpis.
Fajnie gdyby to wszystko działało tak jak chce Jonak ale to utopia.
polsz,at to je przeca pisowska stacja teraz. Solo rzuk kolaboruje z każdym kto jest przy władzy.
puciu jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 25-04-20, 14:43   #8 (permalink)
journeyman
  
 
Zarejestrowany: Jan 2019
Postów: 267
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Krok a nie żaden Solorz Żak.
Big Daddy jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 26-04-20, 00:28   #9 (permalink)
contender
  
 
Avatar Bred
 
Zarejestrowany: Jan 2013
Postów: 1408
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

No, ale kibiców to miał wybitnie wkur##jacych, szło zajoba dostać z tymi trąbkami.
Jonak chciał być traktowany jako równorzędny partner biznesowy Wasyla, co jest sprzeczne z polityka promotorka
Bred jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Damian Jonak zdobył Puchar Kompanii Węglowej po efektownej walce [WIDEO] Wiechu Newsy 7 09-12-12 22:10
Jonak pokonuje Claytona wysoko na punkty Wiechu Newsy 6 22-04-12 19:20
Damian Jonak podsumowuje walkę z Claytonem, mówi o przyszłości Piotr Zimnawoda Wywiady 1 22-04-12 11:47
Wokół walki Jonak - Skrzypczyński Tomasz Nowak Newsy 11 16-02-12 12:40
Cudze chwalicie .... czyli co elektryzowało by polską publikę. Marcin Zimerman Publicystyka 12 31-08-10 09:27


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 10:51.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.