stare 04-11-19, 19:45   #1 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 2682
Nominowany 2 razy w 1 Temacie
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie Ali, Mobutu i złoty interes Kinga.



Bardzo interesujący tekst z okazji 45 rocznicy "Rumble in the Jungle" napisał Rafał Stec. Opowieść o nieco naiwnym, słynnym pieściarzu, dyktatorze i słynącym z bogactw naturalnych, biedy, wyzysku - Kongo.

Obaj chcieli wyzwolić czarnych. Spotkali się raz, w krainie potworności znanej dzięki Josephowi Conradowi jako jądro ciemności, przy okazji legendarnego widowiska sportowego, od którego w środę minęło 45 lat.

Ten dobry – chyba dobry – naprawdę nazywał się Cassius Clay, ale przeszedł do historii jako wybitny pięściarz Muhammad Ali. Pochodził z Ameryki i był więcej niż sportowcem – był charyzmatycznym celebrytą z misją, który przemożnie wpływał na masy bez użycia przemocy. Miał soft power.

Ten zły urodził się jako Joseph-Désiré Mobutu, ale po objęciu władzy absolutnej postanowił obwołać siebie Mobutu Sese Seko Kuku Ngbendu wa za Banga, czyli Wszechmocnym Wojownikiem Kroczącym Od Triumfu Do Triumfu I Pozostawiającym Za Sobą Zgliszcza. Pochodził z Konga. Przeszedł do historii jako jeden z najokrutniejszych, najdłużej panujących satrapów XX wieku. On panował nad tłumem dzięki hard power.

Do spotkania doszło w Kinszasie, czyli stolicy Konga przemianowanego akurat na Zair. Ali przyleciał tam, żeby napaść na ringu na George’a Foremana – młodszego, dotychczas niepokonanego – i odebrać mu pas mistrza świata. Mobutu zaprosił obu czempionów dla pogłaskania ego większego niż 60-tysięczny stadion, na którym bili się Amerykanie. Należące doń państwo – tak, było jego własnością – wstawało z kolan, więc musiał pokazać, że umie zorganizować globalny show, a obywatele żyją godnie jak mieszkańcy krajów rozwiniętych.

To ostatnie było oczywiście kłamstwem. A Muhammad Ali nie miał pojęcia, do czego przykłada pięść.

W całym interesie pośredniczył Don King. Bystry, elokwentny ekscentryk z niesforną afroczupryną, a przede wszystkim z bujną kryminalną przeszłością – były nielegalny bukmacher po wyrokach za zabójstwo, nieumyślne spowodowanie śmierci i oszustwa. Popędy kierowały nim zawsze te same, chciał mianowicie produkować możliwie najwięcej mamony.

W tym przypadku szukał kogoś, kto wypłaci każdemu z pięściarzy astronomiczne wówczas 5 mln dol., a wielokrotnie więcej wyłoży na organizację. Znalazł w szwajcarskiej spółce i w pałacach Zairu, wyreżyserował spektakl opatrzony słynnym do dzisiaj sloganem „Rumble in the Jungle” („Bijatyka w dżungli”), zaczął budować swoją sławę promotora wszech czasów.

Komercyjne zamiary upiększył szlachetnymi intencjami. Alego przekonywał, że w Kinszasie podaruje czarnym braciom wolność i sprawiedliwość. „Pojedynek stulecia” – to inny neon rozbłyskujący nad widowiskiem – miał zjednoczyć kontynent i napełnić Afrykę dumą; napisy rozwieszone na ulicach Kinszasy głosiły: „Spotkanie dwóch Czarnych w kraju Czarnych, zorganizowane przez Czarnych i oczekiwane przez cały świat. Oto zwycięstwo mobutyzmu”.

Zair dołożył do imprezy znacznie więcej niż 10 mln obiecane pięściarzom, choć generalnie przyniosła ona bezprecedensowe zyski. Wszystkie przytulili Don King i jego świta. To on sprzedawał bilety w pakiecie z wycieczkami zagranicznym fanom, na czas kilkudniowej imprezy przejął nawet kontrolę nad hotelami w Kinszasie. [...]

Wraz z 30 bliskich przyleciał prywatnym boeingiem prezydenta, zamieszkał w jego posiadłości, ćwiczył w luksusach, a po wybiegnięciu w teren był wniebowzięty. Pozował do zdjęć, obcałowywał niemowlęta, gawędził z dorosłymi, a gdy z powodu rozciętej brwi Foremana walkę odroczono o pięć tygodni, zareagował radością. – Nie mam ochoty się stąd ruszać. Moje miejsce jest tutaj, z moim ludem. Kocham ich. To ludzie prości, dobrzy, pracowici, serdeczni! – powtarzał w uniesieniu, zachwycony, że reagują inaczej niż Amerykanie, z których wielu mimo uwielbienia dla stylu nie potrafiło przełknąć dezercji czy wstąpienia do radykalnej organizacji Naród Islamu (dla której, gdy popadła w tarapaty finansowe, Ali zabiegał o wsparcie i u Kaddafiego, i u duchowego bliźniaka Mobutu, ugandyjskiego dyktatora Idi Amina).

A tubylcy uczucia odwzajemniali. Foreman się z nimi nie bratał, przywiózł owczarka niemieckiego kojarzącego się tu silnie z belgijskimi kolonizatorami, uchodził za przedstawiciela establishmentu. Trzymali więc stronę rebelianta i czerpali autentyczną rozkosz ze sportowego święta. [...]

Cały tekst: http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,...na-wojnie.html

Źródło: Rafał Stec/wyborcza.pl

Marek Cudek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 05-11-19, 19:00   #2 (permalink)
challenger
  
 
Zarejestrowany: Mar 2018
Postów: 1854
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

ŚWIETNY artykuł.
Szymon Aleksandrowicz jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Pindera po gali w Londynie: interes się kręci Krystian Sander Newsy 6 31-07-18 12:22
Armwrestling Black Dragon K1, UFC... 230 09-10-17 15:44
Mauricio Sulaiman wspomina Dona Kinga, który dwa dni temu obchodził 86. urodziny Krystian Sander Newsy 1 22-08-17 19:34
Tylko w Ameryce - czyli grzeszny żywot Dona Kinga Andrzej Pastuszek Publicystyka 22 20-01-14 14:29
Złoty medalista olimpijski podpisał kontrakt z grupą Top Rank Adrian Golec Newsy 0 02-11-13 07:40


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 23:13.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.