boks, forum, zobacz
Wróć   boks, forum, zobacz > BoxingForum > Newsy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się tutaj    




Komentarz
 
Narzędzia wątku Wygląd

stare 19-04-18, 20:28   #1 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Nov 2013
Postów: 18877
Nominowany 467 razy w 136 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 38
Domyślnie Mateusz Borek dla Boxing.pl: to będzie "game over", jeśli Adamek przegra z Abellem


Zapraszamy do lektury drugiej części rozmowy z Mateuszem Borkiem. Głównym tematem tego wywiadu jest oczywiście sobotnia gala PBN, a przede wszystkim starcie Tomasza Adamka (52-5, 30 KO) z Joeyem Abellem (34-9, 32 KO). Nie brakuje też powrotów do przeszłości, jak i wycieczek w przyszłość. A tych wszystkich, którzy nie przeczytali jeszcze pierwszej części rozmowy z szefem MB Promotions, zapraszamy TUTAJ. Podkreślmy, że wywiad został przeprowadzony we wtorek, 17 kwietnia.

Krystian Sander/Boxing.pl: Dokąd zmierza duet Mateusz Borek – Tomasz Adamek? Bo Tomasz Adamek wyraźnie mówi, że chce jeszcze jednej dużej walki. A duża walka to jaka?

Mateusz Borek: Na razie z Tomkiem dobrze się bawimy, drogo się bawimy, poważnie się bawimy, bo boks to poważna sprawa. Na końcu to jest zdrowie, to jest życie, to jest ciężki trening. Nie potrafię tego jednoznacznie ocenić, dokąd idziemy. Ja tutaj muszę się zgodzić z Tomkiem, który powiedział takie fajne zdanie: on nie wie, ile walk mu zostało, czy to będą 2 czy 3, ale na pewno jest na ostatniej prostej w swojej karierze. I ja się pod tym podpisuję. Sądzę, że jeśli walkę z Abellem przegra, to jest to "game over” w kontekście jego wyjścia do ringu, a na pewno jest to "game over”, jeśli chodzi o normalny boks. Wtedy tylko jakiś benefis, jakiś starszy pan z brzuszkiem z drugiej strony i, oczywiście, Tomek nie w main evencie, tylko na karcie walk pożegnałby się z kibicami. I wcale nie jestem przekonany, czy coś takiego odbyłoby się w Polsce. Odbieram mnóstwo telefonów, maili i prywatnych wiadomości od ludzi np. z New Jersey. Oni chcieliby Adamka zobaczyć jeszcze raz, chcieliby, żeby się z nimi pożegnał. Przychodzili jednak przez te lata, kupowali bilety, wspierali go w największych walkach i tak dzisiaj troszeczkę z zazdrością patrzą na to, że Tomek regularnie boksuje w Polsce. Zresztą, na chyba każdą jego galę przyjeżdża 30-40 kolegów z New Jersey, z Nowego Jorku i też pytają, dlaczego nie można jego walki zrobić także w USA, żeby przyszli, zaśpiewali hymn, podziękowali mu, bo jednak przeżyli z nim mnóstwo emocji. Też trzeba powiedzieć, że jakoś spełnił to, na co oni czekali w karierze Andrzeja Gołoty. Czyli został mistrzem świata. Doczekali się tego przy okazji Tomka, dlatego zyskał taką popularność, dlatego wszyscy zaczęliśmy wierzyć przez kilkadziesiąt godzin, że to, co jest niemożliwe, może się wydarzyć, że Tomek wygra z Witalijem. Potem dopiero, jak rozłożyliśmy to wszystko na czynniki pierwsze, zupełnie rozsądnie, trzeba powiedzieć, że te szanse były jednak znikome.

Dokąd my zmierzamy? Jeśli Tomek wygra z Abellem, to wydaje mi się, że będzie wtedy bardzo istotne, żeby Tomek podjął decyzję o kolejnej walce w gronie ludzi, którzy naprawdę dobrze mu życzą i którzy są mu bliscy. Bo nie mam wątpliwości, że Tomek Adamek po 3 zwycięstwach będzie jednym z najbardziej "łakomych kąsków” dla wszystkich młodych, dużych, bogatych wilków i ich promotorów, ponieważ mieć Adamka w rekordzie: dwukrotnego mistrza świata, zawodnika powoli schodzącego ze sceny, zawodnika, któremu niczego nie możesz zarzucić – pokonał trzech ostatnich rywali, zupełnie innych stylowo, o różnych gabarytach, czyli radzi sobie w każdej historii ringowej – zawsze jest przyjemnie. Uważam, że Tomek do określonej grupy zawodników ze światowego topu nie powinien się spieszyć. Na samym końcu – nie powinien w ogóle o tym myśleć. Nawet jak ja jestem dzisiaj jego kumplem... nie mówmy słowa "promotor”, bo ja nie traktuję Tomka w relacji promotor - zawodnik... to będę go przekonywał do tego, że nawet lepiej będzie, jak zarobi mniej, a stoczy sobie walkę z kimś, z kim będzie miał realne szanse na normalną, sportową rywalizację. Ja nie mówię jednak, że on będzie faworytem albo przywiezie mu się kogoś, kto jest leszczem. Mówimy o normalnej rywalizacji. Nie wyobrażam sobie dzisiaj Tomka boksującego z Wilderem czy z Joshuą. To jest kompletnie bez sensu. Szkoda zdrowia.


A jak Pan ocenia prawdopodobieństwo, że, przykładowo, oferta od Deontaya Wildera może przyjść po wygranej nad Abellem?

Nie, myślę, że Deontay Wilder ma dziś tyle spraw do załatwienia, że Tomek może już wnuki bawić, zanim on ewentualnie by go wybrał. On ma Breazeale'a, ma Powietkina, czekają wszyscy na Joshuę, ma parę rzeczy do "wyczyszczenia” w Ameryce, Rosji i Wielkiej Brytanii, zanim spojrzy na Polskę. Myślę więc, że taka walka jest nierealna. Bardziej bym już spoglądał na Parkera i jego walkę na odbudowanie po porażce z Joshuą. Może Pulew, może coś tam pokręci się w WBA, może ktoś z przegranej walki Haye - Bellew... Jest na pewno kilka takich nazwisk, w które, gdybyśmy chcieli wyjechać z Polski, możemy celować. Bo umówmy się, że walka z każdym z tych, których wymieniłem, w Polsce jest niemożliwa. To nie są te pieniądze. Ludzie pytają: "Ty, czemu nie przyjechał tu np. Bellew”? Bo takiemu Bellew trzeba by było zapłacić, tak podejrzewam, z milion funtów. Sam Charr, który sportowo jest wart pięć dych, ale ma dzisiaj pas WBA Regular, jest wart milion. I takie są fakty. Jak rozpocząłem rozmowy z promotorem Charra o walce, to powiedział, że na "dzień dobry” to trzeba by było dać z 250 tysięcy Oquendo, żeby ten zakończył karierę i odstąpił od umowy, że musi dojść do jego obowiązkowej walki o pas WBA Regular. Po co jakiś facet z Austrii pakował w tego Charra i federacje pieniądze, skoro miałby podjąć ryzyko utraty tego pasa, a nawet ze starym Adamkiem byłoby to poważne ryzyko? W takim przypadku chciałby od ciebie milion czy 1,2 mln euro. No to skąd takie pieniądze na polskim rynku? Ja nie mam finansowania ze spółek Skarbu Państwa na swoich galach, nie jestem w stanie takich pieniędzy zaproponować, prawda?

Prawda.

Dlatego jeśli uderzymy w tę grupę zawodników, albo ta grupa uderzy w nas, to będą to walki w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Rosji. Natomiast jak my będziemy szukać zawodnika na Polskę, to ja mam w głowie 2-3 atrakcyjnych rywali, ale wolę o nich nie mówić, bo zaraz dostaną telefony, że są dla nich lepsze oferty. A ja będę przepłacał, albo tych zawodników nie dostanę.

Rozmawiał Pan już z Joeyem Abellem po jego przylocie do Polski?

Jeszcze nie, jadę w tej chwili do Częstochowy. Myślę, że przyjadę i wpadnę od razu do hotelu przywitać się. I Sara Pucek, i Tim Cronin i właśnie Joey Abell, dla wszystkich z nich podróż się przedłużyła. Abell miał krótką przesiadkę w Paryżu, samolot w Minneapolis się spóźnił, Paryż go wysłał przez Wiedeń do Warszawy, potem się okazało, że w Wiedniu jest pełen pokład, więc został na noc wczoraj w Wiedniu, prespał się, przyzwyczaił się do tego czasu europejskiego i dzisiaj rano przyleciał już do Warszawy. Sarah Pucek to w ogóle poleciała z Calgary do Vancouver, tam się dowiedziała, że samolot jednak nie odlatuje, więc wysłali ją z powrotem do Calgary i stamtąd do Londynu. Cronin miał i tak najłatwiej, bo wyleciał z Toronto z chyba 3-godzinnym opóźnieniem. Ja robię wszystko, żeby zawodnicy mieli komfort, by nie mieli długich przesiadek i mogli przyjechać do Polski tydzień przed walką, ale MB Promotions nie ma żadnego wpływu na to, że pada śnieg w Minnesocie albo Kanadzie.

Tak patrząc na ostatnich rywali Tomasza Adamka... Artur Szpilka, Fred Kassi, Solomon Haumono, to jest jednak inny wymiar "fizyczności” i ryzyka, jakie oni wnosili do ringu, niż to, co zaproponuje "Minnesota Ice". Szpilka mógł Adamka wyprzedzić, być od niego szybszym, sprytniejszym, bardziej lotnym na nogach, jednak Abell to "końska” siła. Dawno takiego ryzyka przed Tomkiem nie było. Nie ma Pan obaw związanych z tym, jak 41-letni Adamek będzie znosił ciosy tego giganta?

Myślę, że Tomek Adamek już niczego nie musi nikomu udowadniać. Tomek Adamek nigdy nie dyskutował o wyborze rywala. Zadzwoniłem do niego, że jest Joey Abell, zawodnik od niego wyższy, cięższy i leworęczny. To jest najważniejsze, bo gdyby to był pięściarz praworęczny, to sądzę, że Tomek... nie powiem, że śmiałby się, tylko nie miałby wtedy najmniejszych wątpliwości, że sobie poradzi. Jak wychodziłeś z gośćmi o takich parametrach jak Abell, albo nawet jeszcze większych, to dlaczego miałbyś się bać? Tomek sam mówi, że być może w sobotę trzeba będzie z podłogi wstawać (śmiech). Proste zdanie, ale oddające całą rzeczywistość tego sportu. Mówi: "Po co mi jest walka z bumem, z kimś, kto jest w tej chwili na fali schodzącej, walka, która nie ma żadnego ładunku emocjonalnego”? Ludzie chcą widowiska, kupują bilety, PPV, chcą dostać rozrywkę. Jestem częścią tej rozrywki, zdecydowałem się wykonywać taki zawód. I dlatego Adamek taką walkę wziął bez zmrużenia oka. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę z zagrożeń. Cały proces przygotowawczy uznaję za znakomity. Patrzyłem z boku, byłem tam kilka razy – to był najlepszy obóz.

Duet Adamek - Curren rozumie się coraz lepiej.

"Dotarła się” ta współpraca z Gusem. Jak starał się uruchomić tego Tomka od ich pierwszej walki, to nawet przy zawodniku bardzo doświadczonym, który dostaje nowego trenera z nowymi metodami treningowymi, potrzeba tego czasu i obozów przygotowawczych do pełnej adaptacji. Dlatego, że na pierwszym, nawet dobrym obozie, przychodzi pierwszy moment zagrożenia i wracasz do starych nawyków. Albo przynajmniej do pewnych elementów ze starych nawyków. Natomiast to jest trzeci obóz, a pamiętajmy, że Tomek też w wakacje pojechał do Gusa potrenować na Florydę. Także to jest trzeci poważny obóz, gdzie oni już rozumieją się bez słów, gdzie trener koncentruje się tylko na jakichś detalach, gdzie nagle Adamek przestał mówić, jak u Rogera, że "z mańkutem boksuje się tak samo”, bo okazało się, że nawet tarcza od pierwszego dnia zgrupowania była ewidentnie podporządkowana pod boksowanie z mańkutem, że chodzi trochę inaczej, że na inne elementy i na inne kombinacje Gus zwraca uwagę. Także myślę, że stary, 41-letni Adamek nagle w tym wieku zaczął się uczyć boksowania z mańkutem. Sam przyznał, że jego dzisiejsza dyspozycja i to, co pokazuje w trakcie tych przygotowań, porównując np. do obozu z Rogerem przed Szpilką, to są w ogóle dwa światy. I nie ma sensu dyskutować o tym, co jest inne, co się zmieniło, bo to są dwa światy. Ja tak w ogóle wyczułem... bo Adamek strasznie nie lubi o boksie gadać (śmiech), wyczułem, że dla niego to jest też taki dzisiaj punkt honoru, by coś sobie udowodnić, zrealizować dwa zadania: szybko wejść w walkę. Nie czekać pierwszych trzech rund, żeby się rozkręcać, tylko od pierwszego momentu być aktywnym, pobudzonym. Nie wiem, jak to zrobią – czy to są kwestie psychologiczne, czy będzie więcej tarczy w szatni. Druga: uważam, że on chce sobie w tym wieku udowodnić, że potrafi boksować z mańkutami. Jak popatrzymy, to tak: walka z jakimś śmiesznym Iftode – leżał na deskach, przegrana z Dawsonem, potem ze Szpilką. Ja nie wiem, czy on w ogóle walczył z jakimś innym mańkutem.


Tomek jest pewny swego przed sobotą? Nie dostrzegł pan w nim jakiegoś zwątpienia?

Jak to Tomek mówi: "Człowiek planuje, Pan Bóg się śmieje” (śmiech). Był dobry obóz, bez żadnej choroby i kontuzji. Powiem szczerze, z naszego punktu widzenia najtrudniejszym zadaniem było znalezienie wartościowych sparingpartnerów. Bo normalnie dzisiaj jesteśmy w stanie w 24 godziny znależć 30 wartościowych kandydatów do tego, żeby przyjechać do Polski na sparingi, bo wszyscy wiedzą, że jak jest Adamek, to zawsze jest zapłacone, są dobre warunki, nie ma żadnego problemu, żeby przyjechać do Polski na 2-3 tygodnie. Każdy wystawia nam świetne świadectwo – że dbamy o zawodnika, że ma dobre jedzenie, dobry hotel, że jesteśmy wypłacalni. Natomiast znalezienie dzisiaj dobrych mańkutów na sparingi, to jest tragedia. Nawet wystarczy popatrzeć na sparingpartnerów Deontaya Wildera przed walką z Ortizem i zobaczyć, jacy to byli zawodnicy, jak bardzo różni klasą od samego Ortiza. Przecież tam był chwilę Abell, 4 tygodnie Bergman, który był u Tomka, był dobry chłopak, który wygrał turniej Golden Gloves i trenuje w gymie z Adamem Kownackim z rekordem 2-0. Na początku przyjechał do nas Mateusz Figiel, ten "amator”, bo chciałem, żeby Tomek się na nim nauczył poruszania z mańkutami, potem przyjechał chłopak z Albanii, który walczył w meksykańskiej drużynie WSB, a później Bergman – w lepszej formie niż przed walką Tomka ze Szpilką. Był też chłopak, którego polecił nam Bryant Jennings.

Obserwował Pan te sparingi w dużych częściach czy tylko urywkami? Jak to wyglądało?

Widziałem kilka, a co najważniejsze – ze sparingu na sparing było lepiej. Tomek nigdy nie był zawodnikiem, który lubił sparować. Dla niego to zawsze była tylko lekcja, nawet jeśli kogoś trafił, ten ktoś się zgiął czy przyklęknął, to nigdy nie kończył. Nie temu służy sparing. Są tacy, co mogą być mistrzami sparingów, z kaskiem i 18-uncjowymi rękawicami, a potem zobaczą 7 tysięcy ludzi, trochę światła, świadomość, że trzeba za chwilę wyjść, rękawice "dziesiątki”, kasków nie ma i nagle się robi "chicken” (śmiech). Ze sparingów Gus był zadowolony, są dobrze przygotowani. W ogóle Gus skrócił czwartkowy sparing.

Dlaczego?

Powiedział: "Tomasz, you are ready”. Możesz dzisiaj walczyć, nie ma sensu toczyć kolejnych rund, lepiej zróbmy sobie tarczę, już nie ryzykujmy. Trener uznał, że na 10 dni przed walką Tomek jest gotowy.

Pamiętam taką sytuację przed starciem z Jasonem Estradą, był Pan w szatni Tomka tuż przed walką. To były początki "Górala" w wadze ciężkiej, rok 2010. Mija dzisiaj 8 lat, Tomasz Adamek wciąż w grze, wraca w dodatku na gali, którą Pan organizuje. Pomyślałby Pan wtedy w tej szatni, że tak to się potoczy?

Nie. Dlatego kochamy życie. Pisze różne scanriusze. Ja jako mały chłopiec chciałem być strażakiem, potem zrozumiałem, że chcę robić coś innego. Ktoś, kto staje przed ołtarzem, nigdy nie kalkuluje, że kiedyś się może rozwieść. Wtedy jeździliśmy do niego za każdym razem od walki z Briggsem. Dzisiaj muszę powiedzieć, że dla mnie największą traumą i taką rzeczą, której nie mogę wybaczyć naturze, jest ten pył wulkaniczny na Islandii. Na całym świecie były odwoływane loty, a do Ameryki często się leci przez ten korytarz w okolicach Islandii. Przekładałem tamten wyjazd 7 razy, a ostatecznie nie wyleciałem. Ominęła mnie walka z Chrisem Arreolą.

Mówi się, że to najlepsza walka Tomka w wadze ciężkiej.

Adamek jechał tam na stracenie. Nikt nie wierzył w Adamka. Był mistrzem w kategorii cruiser, ale pamiętajmy, że, po pierwsze, walka na terenie Arreoli, po drugie – Arreola promowany przez HBO, Arreola, który miał za sobą meksykańskich kibiców i parametry na wagę ciężką. Do momentu rozbicia go przez Witalija w Ameryce mówili, że on będzie mistrzem świata. Pobił go Witalij, przegrał walkę z Tomkiem, a my wszyscy uwierzyliśmy, że Tomek może coś ugrać w tej kategorii. Oczywiście, z perspektywy czasu myślę, że do największego sportu Tomek został stworzony do kategorii cruiser. Proszę mnie wyprostować, ale ja nie pamiętam: kiedy ostatni raz w historii światowego boksu jakikolwiek bokser, który stoczył heroiczny bój z zawodnikiem klasy Cunninghama i potem znokautował obowiązkowego challengera Banksa, przyszedł, zastanowił się i pas oddał za darmo? Nie było żadnej opcji walki. Miał walczyć Tarver, coś tam mówiło się o Holyfieldzie, tu miał pas Włodarczyk, nie było mowy o unifikacji, podobnie z Huckiem. Jak miał walczyć za 150 czy 200 tysięcy z byle kim, to po co? Miał Ziggiego, przyjechał na walkę z Gołotą, zaczął dobrze zarabiać i się zaczęło. Jak dzisiaj prześledzimy, to Tomek z kilkoma nazwiskami naprawdę powalczył w tej kategorii ciężkiej. Teraz Adamek czuje się dobrze, ma formę, bawi go to, lubi to. Niczego nie musi, tak jak ja też niczego nie muszę. Jak już coś robimy, to chcemy to zrobić dobrze i mieć z tego rozrywkę. Także to nie jest tak, że dzisiaj on boksuje, bo nie ma za co żyć, albo ja to robię, bo nie mam co robić w życiu.

No właśnie, ten temat się często pojawia, bo jednak czytając fora nie brakuje wpisów, że Adamka głównie pieniądze ciągną do ringu, a to, że on walczyć nie musi, to tylko takie gadanie. Ale chyba rzeczywiście w przypadku Tomka nie do końca to tak wygląda?

Jeszcze raz mówię. Jakby chciał zarobić kasę, to mógłby szybko się sprzedać w Wielkiej Brytanii, albo toczyć walki w Ameryce. On lubi Polskę, lubi kibiców, lubi tu przyjeżdżać, lubi się zmęczyć, lubi potrenować, więc dopóki będziemy chcieli się w to bawić, a Tomek uzna, że jego ciało i głowa się do tego nadają, to będziemy to robić. A jeśli uznamy, że nie chcemy tego robić, to nie będziemy tego robić. Tak ostatnio rozmawialiśmy z Tomkiem: "Pierwszy dzień, kiedy poczuję, że to nie to na treningu, trzeba będzie skończyć, kiedy zawaham się i zacznę się bać, trzeba będzie kończyć, bo to nie jest sport na takie spostrzeżenia czy odczucia, na jakieś takie zawahania". Nie ma w boksie miejsca na zawahanie. Jak czujesz, że nie masz zdrowia, jak czujesz, że ci nie idzie, jak czujesz, że to nie ten organizm, jesteś naruszony, albo jesteś zmęczony psychicznie, nie regenerujesz się właściwie, cokolwiek takiego, odczuwasz lęk, chowasz się przed ciosami, to jest sygnał, że game over. Ja bym proponował nikomu nie kończyć kariery; jak ktoś ocenia dokonania, to niech ocenia rzetelnie, jak boksuje, lepiej, gorzej, średnio, bardzo dobrze, słabo, nie ma problemu, nie patrzmy na wiek, bo ja uważam, że jest w polskim boksie wielu młodszych zawodników, zdecydowanie bardziej rozbitych, i nikt nie zastanawia się, czy oni powinni dalej boksować.

Dodajmy, że dzisiaj 41-letni Tomek Adamek ma najmocniejszego rywala, a przecież cała plejada polskich ciężkich zaraz wyjdzie do ringu.

Takie są fakty. Ja nie chcę zabierać Wachowi Moliny, bo możemy powiedzieć, że przegrał kilka ostatnich walk, natomiast przegrał te walki z Joshuą i Breazeale’em i pewnie każdy rywal polskiego zawodnika miałby szansę, żeby tak skończyć. Natomiast widzieliśmy jakim zawodnikiem jest Kassi, jestem bardzo ciekawy w jakiej formie przyjedzie. Na pewno jest to zawodnik niewygodny, ale na pewno jest to zawodnik, który będzie pasował Ugonohowi. Ugonoh mówi, że on ma niewygodny styl. Ja bym powiedział inaczej, jest to zawodnik, który będzie Ugonohowi pasował mentalnie. Dlatego, że Ugonoh się go nie będzie bał. Bo Ugonoh ma problem z zawodnikami, kiedy łapie go świadomość, że on ma cios, że on może przewrócić, że on ma pewne parametry fizyczne, które mogą go skrzywdzić w walce. Natomiast tutaj będzie miał wszystko, żeby pokazać dobry boks, bo on dzisiaj wizualizując sobie walkę, nie czuje takiego zagrożenia fizycznego i to mu pomoże lepiej rozłożyć siły i spowodować, że może mu się lepiej boksować niż z kimś, kto będzie nawet gorszy boksersko, a będzie stwarzał zagrożenie, że jak trafi to wywróci. Natomiast jeśli chodzi o rywala dla Artura, to tu powinien wypowiadać się jego promotor, bo co mogę powiedzieć… trzy walki w pięć lat, powrót z emerytury. Zdawałem sobie sprawę, że jego promotor nie zgodzi się ani na walkę z Wachem, ani z Moliną, bo od samego początku była decyzja, że szukają przeciwnika bez ciosu, natomiast na pewno nie spodziewałem się, że postawią na zawodnika nieaktywnego dwa lata. Bo to mu niedużo da. W perspektywie normalnego boksu stawiać na faceta, którego pewnie przez pierwsze trzy tygodnie bolało wszystko, że w ogóle wrócił na salę, potem zrobił wszystko, żeby coś się ruszyć, posparuje ze trzy tygodnie, przyjedzie, pokrzyczy trochę, a wydaje mi się, że nie będzie dobrej walki. To jest taka ekspozycja Artura na gali i przygotowanie się na pojedynek jesienią. Tak widzę to zestawienie.


Towarzyszy Pan Tomkowi od wielu lat, były zwycięstwa, były porażki. Chwile lepsze, gorsze, różne. Widział pan kiedyś Tomka zrezygnowanego?

Dwa razy. Raz po Kliczce, kiedy to największym jego problemem były jaja i charakter. Jak tu przyjechał Gus Curren, to powiedział, że jego największym problemem, nawet wtedy jak wygrywał największe rzeczy, były jego jaja i charakter do sportu. Bo to często nie pozwalało mu unikać błędów. Mógł boksować zdecydowanie bezpieczniej dla siebie, ale tego nie robił, bo kalkulował, że wstanie, albo przyjmie kilka ciosów, a i tak walkę wygra. Natomiast po Kliczce pamiętam, jak zatrzymał tę walkę sędzia, prowadziłem wtedy konferencję, Tomek przyszedł i naprawdę było widać po nim ślady walki, bo przyjął wtedy trochę przez te 10 rund. A mógł pewnie, jak większość bokserów, przewrócić się w drugiej rundzie. Alle to nie byłby Tomek. To właśnie odróżnia Tomka od większości bokserów. Ja zobaczyłem tę jego rękę, trochę dłuższą od mojej, a z drugiej strony zobaczyłem rękę Witalija, która wyglądała trochę jak ręka robota, jakby sobie na rękę nałożył podwójną nakładkę, bo ta ręka była dwa razy dłuższa. Poobijany Tomek dziwnie mówił po walce, ja się w pewnym momencie przestraszyłem, bo to było niepokojące. Podszedł do mnie Ziggy Rozalski i mówi: "Mati, kończ, zobacz jak on wygląda". Ja ją skończyłem, a na drugi dzień była taka sytuacja. Tomek poszedł spać, my posiedzieliśmy, wypiliśmy jakieś wino, godzina 9 rano, telefon dzwoni, wyświetla się Tomek. Ja mówię, kurde, coś się pewnie stało. Podnoszę słuchawkę.

- Gdzie ty jesteś, nie ma cię na śniadaniu?

- Ale Tomek, 9 rano, jak ty się czujesz?

- A dobrze, dobrze, dawaj na śniadanie

Jemy śniadanie, a on, poza tym, że ma kilka znaków walki na twarzy, siniaki, krwiaki, to już mówi normalnie, gada te swoje głupoty. Zagaduję go.

- Jak ty się czujesz?

- A dobrze, dobrze, słuchaj, ja wczoraj miałem problemy z aklimatyzacją. Trzeba rewanż zrobić! (śmiech).

Myślę, że po takim laniu, to pokazało jakim jest zawodnikiem, bo normalny człowiek przez tydzień by nie wyszedł z pokoju, myślał co dalej, a on następnego dnia wstał uśmiechnięty, mówi dawaj, dawaj na śniadanie, wytykał błędy w aklimatyzacjach, jazdy na konferencje. "Mówiłem: przyjechać na obóz do Polski, mój błąd, trzeba rewanż zrobić". Drugi raz zrezygnowanie było po walce z Głazkowem. Bo to była walka przekładana, na walkę nalegało ME, był chory przed tą walką, bolał go łokieć, nie chciał boksować za bardzo. Spadł ze schodów, rozwalił sobie łokieć, był potężnie przeziębiony na obozie, ale namówili go, że to eliminator do pasa IBF i żeby boksować. Jak sobie przypomnimy tę walkę, Tomek sparował przecież wcześniej z Głazkowem wielokrotnie. Przypomnijmy sobie, kto rozdawał karty w tamtym czasie, jeśli chodzi o biznes. Przecież nie Głazkow. Kathy Duva nie podpisała Głazkowa, pewnie nawet bardziej pasowało jej zwycięstwo Adamka, bo to zawsze było więcej biletów i lepszy biznes. A jak miał wygrać Głazkow, to to nikomu nie przeszkadzało, bo zaraz miała być walka o mistrzostwo świata i był lepszy układ procentowy, bo Tomek był sam sobie promotorem, a Głazkow był pracownikiem. I ona mogła zarobić więcej na tej walce. Taki jest biznes. I jak wygląda walka? Jak wcześniej sparowali, to Tomek też nie zgodziłby się na walkę z Głazkowem, gdyby wcześniej czuł, że mu nie idą sparingi. No bo to jest proste. Jak z gościem sparowałeś ileś razy i by ci gość nie leżał, to byś robił wszystko, żeby do tej walki nie doszło. Jak ci pasował gość, bo wygrywałeś z nim sparingi, no to chciałeś tej walki. Głazkow w tej walce był szybszy, świeższy, częściej trafiał, miał lepszy lewy prosty, natomiast jak ja siedziałem pod ringiem, to miałem absolutnie takie wrażenie, że ostatnia faza walki, 2-3 rundy, to są rundy do wiwatu dla Tomka. Gdyby walka trwała jak w dawnych czasach 15 rund, to Tomek to wygrywa przed czasem, Głazkowa nie ma. Ale dlaczego tak ta walka wyglądała? Po pierwsze, świeższy, szybszy Głazkow, który trafił z formą, z biegiem rund jego szybkość malała i to się wszystko wyrównało, wzięły górę inne parametry. Po drugie, charakter, a po trzecie, Tomek przez tę chorobę, przez łokieć, przez inne zachowania, on walczył zachowawczo przez te pierwsze rundy. On kalkulował, że może mu zabraknąć sił, żeby boksować na określonym tempie od samego początku. I dopiero kiedy pojawiły się te komunikaty, że przegrywa, to te ostatnie rundy przyspieszył ewidentnie i te rundy spokojnie wygrywa. Na dzisiaj nie wiemy, czy było go stać na taki boks na tle szybszego, świeższego Głazkowa, czy było go stać na taki boks, jak w trzech ostatnich rundach. Ale fakty są takie, że tak ta walka wyglądała. I on po tej walce rzeczywiście wyglądał na zrezygnowanego.

Do niego nie dochodziło, że tę walkę przegrał. Po tym, jak przegrałeś z Dawsonem, zrzucałeś 20 kg, było podejrzenie zatrucia, okej, zaakceptowałeś to, poszedłeś do wyższej kategorii. W tej cruiser wygrywałeś wszystko co chciałeś. Poszedłeś do ciężkiej. To, że przegrasz z Witalijem zawsze musisz kalkulować. Pamiętam, jak boksował z Dawsonem, to siedzieliśmy wtedy z Przemkiem Garczarczykiem i promotorem Dawsona, Garym Shawem. Mayweather mówił wtedy o Dawsonie, że to przyszłość amerykańskiego boksu... Swoją drogą tam była ciekawa sytuacja, bo Tomek podczas obozu korzystał z zepsutej wagi. Myślał, że jest kilka funtów od limitu półciężkiej, a był kilkanaście (śmiech). Wszystko wyszło w ostatniej chwili. Wracając do tej wagi ciężkiej. Zawsze można zakładać, że się przegra z Witalijem Kliczką, tzn., Tomek tego nie zakładał, ale wszyscy dookoła zdawali sobie sprawę, jaka to jest przeszkoda. Natomiast Tomek po raz pierwszy w życiu dostał takiego przeświadczenia, że przegrał z kimś, od kogo czuł się lepszy (od Głazkowa) i dlatego wtedy, będąc w jeszcze młodym wieku, zareagował tak błyskawicznie, że to już nie ma sensu w tym sporcie być. Bo jak człowiek ma rekord 25-10 czy 25-7 to wie, że czasami jest lepiej, czasami jest gorzej i czasami trzeba przegrać. Natomiast jeśli przegrałeś jedna walkę w wadze półciężkiej i przystępowałeś do Kliczki z rekordem 48-1, to ty w ogóle nie pamiętałeś, co to jest porażka. Tylko się przyzwyczajasz, kto jest następną ofiarą i ile kasy dostaniesz za następną walkę. I to, kto jest przeciwnikiem, jest ci w zasadzie obojętne. I ja myślę, że takie odczucia wtedy mu towarzyszyły, takie niedowierzanie, zniechęcenie, taki żal do samego siebie, świata. Po co to brałem? No, ale wiemy, jak to jest, ze sportu w ogóle ciężko odejść, z boksu jeszcze ciężej, także dlatego w tej dyscyplinie jest tak dużo powrotów. Bo to jest magnez, narkotyk. Jak od strony promotora kosztuje to dużo zdrowia i ryzyka, tak od strony zawodnika ryzyko zdrowia, a czasami życia, ciężko się uwolnić od tych emocji. Dlatego też, mimo tego wszystkiego, promotorzy w tym trwają, a pięściarze wracają.

Nie żałuje Pan tej porażki Tomka z Arturem Szpilką? Tych marnych przygotowań, bardzo słabej formy?

Mnie trudno na takie pytania odpowiadać, bo nie byłem promotorem Artura, ani nie byłem promotorem Tomka. Adamek, mimo że znaliśmy się wtedy dobrze, nie zwrócił się do mnie o pomoc od strony organizacyjnej, całego campu, żebym ja to mu poukładał. Tak jak zadeklarowałem się w momencie, w którym zaczęliśmy pracować, to było wiadomo, jakie są moje obowiązki i że będę się starał zrobić to jak najlepiej. Przecież Tomek zdecydował, ile wydaje na obóz , kto jest jego sparingpartnerem, z kim trenuje, czy siedzi w Cetniewie, czy siedzi w Zakopanem, czy siedzi w Osadzie Śnieżka czy w domu w Gilowicach. Pasowało mu siedzenie u mamy, jedzenie dziczyzny i sparowanie z Włodkiem Letrem, to ja nie mam na to wpływu. Taka walka, jakbyśmy zdjęli emocje, to tam za dużo nie było boksu w tym pojedynku. Artur dobrze przygotowany taktycznie, trzymany przez Fiodora niemal na sznurku, żeby nie wdawać się w żadne wymiany, dobrze wyglądał fizycznie, dobrze chodził na nogach, wygrał jednogłośnie na punkty, zasłużenie. To bardziej Tomek powinien sobie pluć w brodę, a nie ja, że on tę walkę przegrał.

Dzisiejszy Tomek, z nowym trenerem, z inną bazą szkoleniową, z obecnym Arturem Szpilką byłby w stanie wypaść o wiele lepiej?

Na pewno, zdecydowanie. Nie podejmuję się żadnego typowania, bo ja nie lubię rozmów teoretycznych o boksie. Bo czasami styl robi walkę, styl zawodnika może komuś pasować, a innemu nie. Nie umiem sobie zwizualizować, jak mógłby wyglądać ten pojedynek. Natomiast Adamek byłby w lepszej formie, po normalnym 10-tygodniowym obozie, byłby świetnie przygotowany pod względem motorycznym, siłowym, fizycznym, szybkościowym, miałby 10 razy lepszych sparingpartnerów. Dzisiaj też trochę się zmieniło, bo Artur waży 110-114 kg, wtedy Artur ważył 101 kg. Uważam, że Tomek wtedy to powinien był boksować z wysokimi, lotnymi na nogach cruiserami, bo on nie miał się bać siły Szpilki, tylko musiał się przygotować na jego szybkość. Tomek przez wiele lat swojej kariery boksował talentem, umiejętnościami, a nie tym, że był świetnie przygotowany taktycznie. To jest tak, że zawodnik ma już swój wiek, nie jest aż tak bardzo głodny sukcesu, nie jest świeżakiem, trzeba znalezć trenera, który jest młody, optymistyczny, aktywny, dla którego praca z takim zawodnikiem jest szansą, żeby coś w tym wszystkim zmienić.

Gus Curren idealnie pasuje do tego modelu.

Dlatego myślę, że tak dobrze układa się współpraca Tomka z Gusem Currenem. Gus jest 2 lata starszy od Tomka, 25 lat pracuje jako trener, skończył karierę mając 18-19 lat ze względu na astmę, zbierał szlify przy Lou Duvie, trenował też mistrza świata w kategorii lekkiej Johnsona, pracował z kadrą olimpijską Chin, miał paru zawodników z niezłymi nazwiskami. Ale dla takiego faceta praca z Tomkiem to była szansa. Raz, że on dzisiaj kocha Polskę, bo jest show koło niego, z faceta anonimowego stał się gościem, którego każdy zna w Polsce, a dwa - Tomek zawsze swoim trenerom dobrze płacił, zdecydowanie więcej niż to ustalone 10%.

Kilka dużych rzeczy Tomaszowi Adamkowi przez te lata uciekło. Porażka z Głazkowem – za chwilę Ukrainiec walczy o pas IBF z Martinem. Porażka z Moliną – za chwilę Molina jest zaproszony na Wyspy, na walkę z Joshuą. Gdzieś tego szczęścia czasami zabrakło.

Jak mówiliśmy, z Głazkowem był eliminator, dlatego Tomek tej walki nie odwołał, bo myślał, że nawet nieprzygotowany, z bolącym łokciem, po chorobie, sobie poradzi. Tak myślał na bazie sparingów. Dlatego też tę walkę wziął, bo on już widział się oczami wyobraźni w kolejnym pojedynku o mistrzostwo świata. Oczywiście, zdawaliśmy sobie sprawę, czym jest pas, o który walczyli Adamek i Molina, ale nie wiedzieliśmy oczywiście, że zwycięzca walki z Krakowa będzie boksował z Joshuą. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jest w stawce pas, który umieści kogoś wysoko w rankingu. Natomiast nie wiedzieliśmy, że następną walką będzie Joshua i duża kasa. Trzeba powiedzieć, że telewizja Polsat i sędzia przyczynili się do dużej wypłaty dla Moliny (śmiech).

Podsumowując, Adamek czy Abell w sobotę?

Byłbym niepoważny, gdybym mówił, że Abell. Rozważamy różne scenariusze, chcieliśmy, żeby ludzie pocili się, ściskali kciuki, niektórzy obgryzali paznokcie. Ktoś będzie Tomkowi życzył, żeby skończył szybko na deskach, ktoś pewnie będzie się modlił, żeby przetrwał tę nawałnicę Abella i tę walkę wygrał. Ja twierdzę, że ta walka nie zakończy się na punkty. To jest mój typ na tę walkę, albo w pierwszych rundach TKO Abell, albo w końcowych TKO Tomek. Nie sądzę, żeby ta walka miała potrwać pełny dystans.

Co by się nie stało, panowie Borek i Adamek trzymają się razem i dalej jadą na tym samym wózku?

My się trzymamy razem i to się nie zmieni. Mam przykłady moich przyjaźni z chłopakami z kadry Engela, które pokazują, że nie skaczę z kwiatka na kwiatek i chociaż mam sympatię do młodych, pracuję z nimi jako dziennikarz przy dużej piłce, to wiadomo, że nie będę miał z 25-letnim chłopakiem tylu tematów, takiego zaufania, nie przeżyłem tego, co przeżyłem z tamtym pokoleniem, które było w moim wieku. My razem dojrzewaliśmy, oni jako piłkarze, ja jako dziennikarz. Też się tego powoli, spokojnie uczyłem i dużo z tych naszych prywatnych relacji wyniosłem, także jak wszystko pójdzie okej, pewnie jeszcze się zobaczymy na płaszczyźnie zawodowej, coś zrobimy razem. A jeśli pójdzie coś nie tak, my kumplami zostaniemy dalej. Tylko będę musiał uważać, żeby nie spotkać Doroty, bo jakby coś się stało, to mogłaby mi zrobić dłuższą tyradę (śmiech).

Czego można życzyć Panu jako organizatorowi przed sobotą?

Żebym mógł ogłosić, że w kasach nie ma biletów i będzie ciąg dalszy, bo to jest fajna historia dla promotora, jeśli nie rozdaje biletów, tylko sprzedaje. W kraju z tradycjami, ale bez mistrza świata, jakby udało się sprzedać halę do ostatniego miejsca, byłby to dla mnie, dla mojego teamu powód do dumy. A w sobotę chcę emocji, żeby to, co jest teoretyczne, na papierze, przełożyło się na widowisko. Bo promotor może mieć pomysł, może maksymalizować ryzyko, wiele rzeczy zrobić dobrze, a czasami to się nie przekłada na walkę, więc mam nadzieję, że od pierwszej walki, bitwy o Poznań, aż do main eventu będą wielkie emocje i ludzie będą mieli satysfakcję, że przyszli do hali czy kupili PPV.

Krystian Sander jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 19-04-18, 20:42   #2 (permalink)
challenger
  
 
Zarejestrowany: Mar 2018
Postów: 1917
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Bardzo fajna rozmowa, a co do tego, że walka z Abellem nie będzie ostatnią w karierze Adamka, nawet w przypadku porażki nie mam żadnych wątpliwości.
Szymon Aleksandrowicz jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 19-04-18, 20:52   #3 (permalink)
prospect
  
 
Avatar Pawulon
 
Zarejestrowany: Nov 2009
Skąd: sto(L)ica
Postów: 645
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Borek już drugi raz pije do Wasilewskiego i "pieniędzy od państwa". Dupa boli, że Wasyl związał się z TVP?
Pawulon jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 19-04-18, 21:41   #4 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Jan 2010
Postów: 581
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Pawulon Zobacz post
Borek już drugi raz pije do Wasilewskiego i "pieniędzy od państwa". Dupa boli, że Wasyl związał się z TVP?
Wasilewski teraz za pieniążki TVP będzie robił galę w Wałczu,Nysie itd i kręcił niedzielnych kibiców,że robi super sport...
Wywiad świetny.Borek super gość..szczery bez owijania w...
rambo2010 jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 19-04-18, 21:58   #5 (permalink)
Felietonista
  
 
Zarejestrowany: Oct 2014
Postów: 1639
Nominowany 263 razy w 66 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 24
Domyślnie

Rozgadał nam się Pan Borek, ale to zasługa Krystiana, że go do tego skłonił. Wątków jest dużo, ale z jednym poglądem Borka kompletnie się nie zgadzam. Konkretnie z tym:
Natomiast widzieliśmy jakim zawodnikiem jest Kassi, jestem bardzo ciekawy w jakiej formie przyjedzie. Na pewno jest to zawodnik niewygodny, ale na pewno jest to zawodnik, który będzie pasował Ugonohowi. Ugonoh mówi, że on ma niewygodny styl. Ja bym powiedział inaczej, jest to zawodnik, który będzie Ugonohowi pasował mentalnie. Dlatego, że Ugonoh się go nie będzie bał. Bo Ugonoh ma problem z zawodnikami, kiedy łapie go świadomość, że on ma cios, że on może przewrócić, że on ma pewne parametry fizyczne, które mogą go skrzywdzić w walce.
Jest dokładnie odwrotnie. Izu nie boi się silnych fizycznie rywali z nokautującym ciosem i pokazał to w walce z Breazeale'em. Natomiast trudny do trafienia, gibki i wytrzymały kondycyjnie Kassi zupełnie nie będzie mu pasował.
Dariusz Chmielarski jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 19-04-18, 22:26   #6 (permalink)
journeyman
  
 
Zarejestrowany: May 2015
Postów: 269
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Uff fajny wywiad, ale ciężki do czytania w sensie długości, to powinna być rozmowa audio czy video, wtedy można Borka słuchać i godzinę, zawsze ma wiele ciekawego do powiedzenia. Nie mam wątpliwości, że dzisiejszy Adamek pokonałby dzisiejszego Szpilkę, faceta zrobi dziś każdy twardy, solidny bokser, a jak ktoś ma uderzenie to ko murowane. Czekam na sobotę dużo bardziej niż na Narodowy, tutaj będę emocje, tam będzie podejrzewam momentami męczący, nudnawy, dłuuugi event, ale fajnie, że będzie co oglądać. Stawiam KO Abella, sorki Tomek, ale to nie Szpilka.
legos jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 19-04-18, 22:46   #7 (permalink)
challenger
  
 
Zarejestrowany: Mar 2018
Postów: 1917
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Bardzo dobrze, że wywiad ma formę pisemną. Można się szybciej z nim zapoznać.
Szymon Aleksandrowicz jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 20-04-18, 01:17   #8 (permalink)
journeyman
  
 
Zarejestrowany: Oct 2007
Postów: 426
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Swietny wywiad, z przyjemnością takie się czyta
Archonus jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 20-04-18, 06:15   #9 (permalink)
bum
  
 
Zarejestrowany: Jul 2017
Postów: 75
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Oportunista, definicja poniżej i wstęp do niej, idealnie opisuje p. Borka -
często się sądzi, że chodzi o 'kogoś, kto stawia opór, kogoś, kto się czemuś lub komuś sprzeciwia'. Tymczasem oportunistą jest 'ktoś bez zasad, osoba kierująca się w życiu doraźnymi korzyściami, wybierająca zawsze to, co jest w danej sytuacji dla niej bezpieczne, lepsze'...
MutantGentleman jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 20-04-18, 08:52   #10 (permalink)
champion
  
 
Avatar Lojalny Kibic (thekudiq)
 
Zarejestrowany: Jul 2014
Postów: 2019
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Wyśmienity wywiad, dużo ciekawych wątków zostało poruszonych.
Lojalny Kibic (thekudiq) jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Alfabetyczna lista walk + ogólne punktacje (sędziowie, użytkownicy) Paweł Rozmytański Strefa punktowania walk 8 15-06-15 01:43
Adamek - Głazkow: typujemy przebieg pojedynku Tomasz Groblica Newsy 5 16-03-14 01:44
Borek: Adamek czuje się bardzo źle. Walki z Głazkowem nie będzie Andrzej Pastuszek Newsy 13 14-11-13 21:56
"O boksie przy kawie" - Mayweather Jr vs Alvarez, odc. 4 Adrian Golec Publicystyka 13 14-09-13 16:56
Tomasz Adamek dla Boxing.pl przed starciem z Dominickiem Guinnem Wiechu Wywiady 2 02-08-13 15:33


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 17:26.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.