boks, forum, zobacz
Wróć   boks, forum, zobacz > BoxingForum > Newsy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się tutaj    




Komentarz
 
Narzędzia wątku Wygląd

stare 07-07-15, 17:39   #1 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Nov 2013
Postów: 16346
Nominowany 444 razy w 128 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 35
Domyślnie Bokserski alfabet Mateusza Borka

Mateusz Borek ułożył dla bloga pogongu.wordpress.com swój bokserski alfabet. Jeden z najlepiej poinformowanych dziennikarzy zajmujących się boksem w Polsce i prowadzący magazynu "Puncher" opowiedział o wielu ciekawych tematach. Poniżej możecie zapoznać się z treścią bokserskiego alfabetu Mateusza Borka.

A - Adamek Tomasz. Z kariery Tomka na pewno zapamiętam jego dwie walki z Paulem Briggsem. Ta pamiętna historia, gdy Adamek trzy tygodnie przed ich pierwszym pojedynkiem złamał nos i nie mógł sparować, ale nie zrezygnował z walki i przez ponad pół godziny połykał krew i walczył ze złamanym nosem. To odzwierciedlało jego charakter. Nie wszyscy pamiętają, że Adamek ostatnią walkę przed konfrontacją o pas mistrza świata z Briggsem stoczył w galerii Blue City w Warszawie. Od Blue City po galę w United Center, gdzie na trybunach zasiadło 20 tysięcy ludzi. Fajna historia.

Tomek genetycznie stworzony był do kategorii cruiser. Jego przejście do wagi ciężkiej podyktowane było względami finansowymi. Złotym strzałem była walka z Witalijem Kliczko. Do dzisiaj pamiętam atmosferę, jaka panowała we Wrocławiu w dniu tego pojedynku. Gdy spacerowałem po rynku z Januszem Pinderą, zaczepiali nas ludzie i pytali, co się wydarzy. Czuć było atmosferę wyczekiwania na cud. "Przegląd Sportowy" na pierwszej stronie dał tytuł: "Adamka walka o nieśmiertelność", a całość opatrzona była zdjęciem z "face to face" z ważenia. Zachowałem sobie tę okładkę, bo jak się na nią patrzyło, to aż przechodziły ciarki po plecach.

W trakcie walki spotkałem mamę "Górala". Gdy sędzia przerwał pojedynek rozżalonym tonem spytała mnie: Redaktorze, czemu walka została przerwana? Mówię: Tomek dostawał i sędzia przerwał walkę, żeby chronić jego zdrowie. A ona na to: u nas na wsi jak góral nie leży, to się nie kończy walki. Mama, mimo wielkiej troski o zdrowie syna, nie potrafiła zrozumieć, dlaczego sędzia przerwał walkę, skoro Tomek nie leżał na deskach. Adamek po konfrontacji z Witalijem Kliczką był już innym pięściarzem.

"Góral" marzył jeszcze o mistrzowskiej walce z Władimirem. Notabene mieszkając tyle lat w New Jersey, nigdy nie walczył w Madison Square Garden. Marzył mu się tam pojedynek, ale przegrał z Głazkowem i te marzenia prysły. Później będąc bardzo przeciętnie przygotowanym przegrał z Arturem Szpilką. Teraz czas na jego pożegnalną walkę z Przemkiem Saletą.

B - Babiloński Tomasz. Najmłodszy z polskich promotorów. Chłopak, który przebijał się powolutku – od małych gal w podwarszawskich miejscowościach, do dużych i ciekawych formatów, które organizuje dzisiaj. Wymyślił sobie kilka miejsc, które są charakterystyczne tylko dla niego, czyli gale w Międzyzdrojach czy Kopalni Soli w Wieliczce. Buduje swoje portfolio na bazie tych nietypowych miejsc. Cenię go za organizację, podczas jego gal zawsze wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Krótko mówiąc: dba o swój produkt. Brakuje mu w tej chwili 2-3 zawodników, którzy pociągnęliby jego grupę. Bardzo odważnie prowadzi swoich pięściarzy. Nie buduje zawodnika na zasadzie 15-20 walk z bumami, leszczami czy węgierskimi gulaszami, tylko jak jest szansa to konfrontuje ich z zagranicznymi rywalami o podobnym bilansie. Sam mówi, że to jest show-biznes, rozrywka dla ludzi i nikt nie będzie płacił za bilety za walki jego pięściarzy z kelnerami.

C - Chicago. W USA jest kilka ośrodków, gdzie polonia amerykańska szuka imprez, na których mogłaby manifestować swój patriotyzm. Jednym z takich ośrodków jest właśnie Chicago. Przez lata idolem był tam Andrzej Gołota. W Chicago gościnnie walczył Tomek Adamek, ze 2-3 gale zorganizował tam Andrzej Wasilewski. W Chicago zaczęła się kariera Andrzeja Fonfary, który z walki na walkę ściągał coraz więcej ludzi na trybuny. Z tego co się orientuje, to szykowana jest dla niego większa hala w tym mieście. Amerykańcy promotorzy zrozumieli, że warto zainwestować w naszych pięściarzy, bo oni potrafią przyciągnąć rodaków na trybuny. W Chicago i New Jersey jest duża polonia amerykańska, dlatego Al Haymon tak chętnie kontraktuje Polaków.

D - Don King. Miałem okazję spotkać go kilka razy, zrobiłem z nim kilkanaście wywiadów. W pamięci utkwiła mi zwłaszcza jedna historia związana z tym promotorem. Po walce Andrzeja Gołoty z Rayem Austinem w Chengdu Don King zaprosił nas na kolację do dobrej chińskiej restauracji, w której pierwsze piętro było przeznaczone dla normalnych ludzi, a drugie dla VIP-ów, gdzie King zorganizował bankiet dla około 40 osób. Pojechałem tam z Przemkiem Garczarczykiem. Wchodzimy do środka i… własnym oczom nie wierzymy. Pobity przez Austina Andrzej Gołota siedzi z rodziną i je między setką Chińczyków na pierwszym piętrze. Tak wstydził się porażki, że nie miał ochoty wjechać piętro wyżej. Namówiliśmy go jednak, żeby wszedł tam chociaż na chwile. Gdy Don King go zobaczył od razu wypalił: Andrju, mój przyjacielu, dam ci jeszcze jedną szansę.

Nie wiem, czy traktować to w kategorii anegdoty, bo na własne uszy tego nie słyszałem, ale podobno Gołota przed walką z Johnem Ruizem powiedział Kingowi, że nawet jak zdobędzie pas mistrza świata, to następnego dnia kończy karierę. Pamiętajmy, że King był wtedy również promotorem Ruiza, więc mógł sobie pomyśleć: po co ja mam dać Gołocie pas, skoro on go następnego dnia zwakuje i ja tego pasa jako promotor też nie będę miał i przelecą mi miliony koło nosa. Możliwe, że Gołota pospieszył się z tą deklaracją. Wielki boks to wielka polityka i wielka kasa, a pamiętamy, że ta walka była bardzo wyrównana. Dzisiaj z Dona Kinga zostało już tylko nazwisko i wspomnienia.

E - emocje przy ringu. Emocje to jest jedna sprawa, druga to odbiór walki. Często jest tak, że inaczej punktuje się pojedynek, oglądając go spod ringu, a inaczej, gdy ogląda się go w telewizji. Obserwując walkę tuż przy ringu widzi się przede wszystkim nogi pięściarzy, ich oczy. Dostrzega się czy ktoś jest zamroczony po ciosie czy nie, a tego nie da się zobaczyć z 10-15 metrów. Tuż przy ringu inaczej widać ciosy i ich siłę. Czasem w telewizji wydaje się, że cios był normalny, a gdy siedzisz przy ringu, widzisz jak gościem zachwiało i ile go to kosztowało zdrowia. Dlatego oglądając boks z bliskiej odległości odczuwa się zupełnie inne emocje niż przed telewizorem czy z wysokości trybun.

F - Fonfara Andrzej. Nowa gwiazda polskiego boksu, choć tak naprawdę jeszcze niespełniona. Stoczył kilka ciekawych pojedynków, ale największy rozgłos przyniosły mu walki z Adonisem Stevensonem i Julio Chavezem Jr. W tym pierwszym przypadku jechał na teren przeciwnika w roli underdoga, ale w konfrontacji z „Supermenem” pokazał się z dobrej strony. Nie był jednak, jak niektórzy sugerują, bliski zwycięstwa.

Z kolei walka z Chavezem przysporzyła Andrzejowi wielu kibiców i dużo splendoru, bo to był rywal z wielkim nazwiskiem. Dzięki wygranej z Meksykaninem Polak zbudował swoje nazwisko w Ameryce. Nie chcę niczego ujmować Fonfarze, ale pamiętajmy, że on boksuje w kategorii półciężkiej, a Chavez jest pięściarzem z niższej kategorii, na dodatek był zardzewiały, bo nie walczył przez 12 miesięcy, dlatego do tej wygranej trzeba podejść z lekkim dystansem.

Andrzej Fonfara jest na właściwej drodze by za chwilę zapisać sześć zer na swoim czeku. Myślę, że jest to kwestia jeszcze 1-2 walk i ten pierwszy milion pojawi się w jego kontrakcie. Jaka będzie przyszłość "Polskiego Księcia" Nie ma co ukrywać, wszyscy zawodnicy, którzy są w tej kategorii najmocniejsi, będą dla niego piekielnie trudnymi rywalami. Andrzej nie będzie faworytem walki ani z Kowaliowem, ani ze Stevensonem. Do czołówki kategorii półciężkiej dobija Beterbijew, który bije piekielnie mocno. W pojedynku z Rosjaninem Fonfara też nie będzie faworytem.

G - Gołota Andrzej. Myśląc o Andrzeju Gołocie, mam w głowie takie zdanie: nigdy polscy ojcowie nie wstawali tak często do dzieci, jak wstawali na walki Andrzeja Gołoty. Trafił na nieprawdopodobne czasy w kategorii ciężkiej, bo pamiętajmy, że gdy boksował w swoim prime byli między innymi: Mike Tyson, Lennox Lewis, Michael Grant i Riddick Bowe. To była cała plejada świetnych zawodników. Jednak fakty są takie, że Andrzej Gołota co najmniej raz powinien być mistrzem świata, bo na pewno wygrał walkę z Chrisem Byrdem.

W jego karierze było sporo dziwacznych momentów: szybkie przegrane z Lewisem czy Brewsterem, ucieczka z ringu w walce z Tysonem, niezrozumiała przegrana z Grantem, dziwna deklaracja przed pojedynkiem z Ruizem, o której wspominałem wcześniej. Co by nie mówić, Gołota był świetnym pięściarzem, ale w boksie zawodowym niczego nie osiągnął. Karierę pięściarza puentuje to, co uda się zawiesić na biodrach, a on przecież nie zdobył żadnego pasa. Dlatego Andrzej przypomina polskich bohaterów literackich i jest wielką postacią tragiczną.

Smutne było to, że Gołota nie potrafił pogodzić się z brakiem sukcesu sportowego. Gdy był po wypadkach, nie mógł prostować lewej ręki, nie funkcjonował mu bark i spadła szybkość, on ciągle wierzył, że jest w stanie zawojować wagę ciężką. To było życzeniowe myślenie.

Gmitruk Andrzej. Ikona, legenda, showman. Nie znam drugiego takiego trenera, który potrafiłby tak psychicznie napompować pięściarza. On nawet przeciętnemu zawodnikowi jest w stanie wmówić, że jutro czeka go walka o pas mistrzowski i że ma fenomenalne umiejętności. Andrzej przeszedł z wielkimi sukcesami przez boks amatorski. W boksie zawodowym wychował wielu pięściarzy. Jego oczkiem w głowie zawsze był Tomek Adamek, bo zdobyli razem dwa pasy. Cieszę się, że Gmitruk będzie stał w narożniku "Górala" w jego pożegnalnej walce z Saletą.

H - Haymon Al. To jest facet, który zarobił kilkaset milionów dolarów na show-biznesie, a dzisiaj wymyślił sobie, że zbuduje markę pod tytułem Premier Boxing Championship. Jaki jest jego pomysł na biznes? On chce zbudować coś na wzór UFC, NHL czy NBA.

Haymon jest jedynym promotorem na świecie, który nie chce pieniędzy od telewizji. Mało tego - on daje amerykańskiej telewizji wielką kasę za to, żeby pokazywała jego gale. Przy tym stawia tylko jeden warunek: jego gale muszą być promowane we wszystkich programach danej stacji i wszędzie musi pojawiać się nazwa PBC. Gdy już zbuduje markę, a zajmie mu to pewnie kilka lat, powie: teraz mogę sprzedać komuś prawa na wyłączność. Już dzisiaj PBC ma lepsze słupki oglądalności niż niektóre mecze NHL, a za prawa do pokazywania NHL stacje płacą setki milionów dolarów. Pewnie Haymon wyobraża sobie, że za 2-3 lata, gdy już będzie miał wypromowany produkt, sprzeda go razem z pięściarzami i zarobi na tym krocie.

Al Haymon to bardzo ciekawa a zarazem bardzo tajemnicza postać. Gdy wchodzi do szatni do zawodników, to każe im wyłączać telefony. W trakcie gal nie pojawia się w pierwszych rzędach, tylko chowa się w jakimś apartamencie. Nie udziela wywiadów, nie chce, żeby ktoś robił mu zdjęcia. Krąży jak niewidzialny duch między rzędami nad halą i kontroluje swój biznes. Ktoś powie, że Haymon kontraktuje pięściarzy jak leci, ale pamiętajmy o tym, że on podpisał kontrakty z pięcioma stacjami, więc musi zorganizować około 70-80 gal rocznie. Szybko policzmy: na każdej gali musi wystawić 14-16 pięściarzy, więc musi podpisać kontrakty z setkami zawodników. Jednak za chwilę on zrobi wycinkę między tymi pięściarzami.

I - Igloopol Dębica. W tym klubie zaszczepiłem się miłością do boksu. Pamiętam, jak w niedzielę chodziłem na dziesiątą do kościoła i uciekałem przed błogosławieństwem, żeby na jedenastą zdążyć do hali Igloopolu na mecze bokserskie. Tata mojego kumpla był kierownikiem sekcji bokserskiej w tym klubie i zawsze dostawaliśmy bilety przy ringu. Tam się zakochałem w boksie. Pamiętam te wielkie mecze: Igloopol - Legia, Igloopol - Gwardia, Igloopol - Jastrzębie, Igloopol - Czarni Słupsk. Mieliśmy w Dębicy wielu znakomitych pięściarzy: Wróblewskiego, Łukasika, Wołejkę, Krysiaka, Wasiaka i świętej pamięci Mariana Klepkę, który był pięściarzem kategorii ciężkiej, wygrał turniej Felixa Stamma, boksował z Gołotą. Mam piękne wspomnienia związane z Igloopolem.

J - Jennings Bryant. Jego przykład pokazuje, że na pójście na salę treningową nigdy nie jest za późno. Jennings zaczął trenować boks w wieku 24 lat, a mimo to dołączył do czołówki wagi ciężkiej. Wygrał przed czasem ze Szpilką i stoczył dobrą walkę z Kliczką. To był pierwszy rywal Ukraińca, który przyszedł po pojedynku na konferencję i wyglądał jak po wizycie u kosmetyczki a nie po 12 rundach z królem wagi ciężkiej. W walce z Kliczką był zakryty, szczelny, ogólnie pokazał świetną defensywą. Udowodnił niedowiarkom, że po kilku latach trenowania boksu można dojść do main eventu w Madison Square Garden z Władimirem Kliczką. To duży wyczyn.

K - kasa w boksie. Gdy ludzie widzą pięściarza w efektownym szlafroku, myślą sobie, że facet ma na koncie miliony. To złudne wrażenie. Często jest tak, że pięściarze, którzy są mistrzami świata, za chwilę nie mają za co żyć. Gigantyczne pieniądze zarabiają Floyd Mayweather, Manny Pacquiao i Władimir Kliczko. Zwłaszcza ten pierwszy, który już na niejednej walce rozbił bank. Jak to wygląda w Polsce? Niektórzy pięściarze mają stałe pensje plus pieniądze za pojedynki, czego nie ma na przykład w USA. Tam zawodnicy płacą ze swojej kieszeni za gym, trenera, przygotowania i sparingpartnerów. Polscy promotorzy inwestują w perspektywicznych zawodników i płacą im co miesiąc pensje, opłacają trenera, pokrywają koszty za gym, lekarza i suplementację. Ale umówmy się, boksując całe życie w Polsce, ciężko jest odłożyć na stare lata.

W tym momencie najwięcej z polskich pięściarzy zarabia Andrzej Fonfara. Kiedyś dobrą kasę wyciągali Andrzej Gołota, Tomek Adamek i Dariusz Michalczewski. Z kolei Krzysztof Włodarczyk pierwsze poważne pieniądze, na które zasługiwał jako mistrz świata, zarobił na walce z Greenem w Australii. Później dobre wypłaty inkasował za pojedynki w Rosji z Czakijewem i Drozdem. Duże pieniądze na rosyjskich ringach zarobili też Paweł Kołodziej w walce z Lebiediewem, Łukasz Janik za pojedynek Drozdem i Andrzej Wawrzyk za konfrontację z Powietkinem. W tych przypadkach były to wypłaty życia.

L – Lennox Lewis. Gigant, tytan tamtego okresu. Świetne warunki fizyczne, wielkie umiejętności, serce do walki, psychika mistrza i duży spokój. Cenię go za to, że karierę zakończył w odpowiednim momencie i nikomu nie sprzedał swojego rekordu. Do dzisiaj mam przed oczami scenę, która miała miejsce przed walką Lewis vs Gołota: Andrew chodzi nerwowo po szatni, odbija się od ściany do ściany, a Brytyjczyk leży i słucha jamajskich rytmów i przygotowuje się spokojnie do wyjścia do ringu.

Lewis chyba nie zainwestował dobrze pieniędzy, bo teraz jeździ po świecie i udziela się w różnych rolach. Trochę się zdziwiłem, gdy zobaczyłem go na gali w Moskwie w narożniku Manuela Charra. Było to dziwne i trochę upokarzające, bo Lewis nie powinien swoją osobą firmować kogoś takiego jak Charr, ale pewnie w tym przypadku zdecydowały finanse.

Ł – Łapin Fiodor. Niby ich, ale nasz. Od wielu lat mieszka w Polsce, wychował wielu zawodników. Ma opinię trenera bezpiecznego w sposobie swojej pracy. Narkoman pracy, melduje się na sali rano, wychodzi wieczorem. Całe życie podporządkował pod swoich zawodników. Bardzo go cenię i szanuję. Powiem szczerze, że lubię rozmawiać z nim o boksie, ale także na inne tematy, bo to jest facet mający szalenie szerokie horyzonty.

M – Michalczewski Dariusz. Pięściarz, który zawsze zostawiał serducho w ringu. Darek oprócz tego, że był świetnym zawodnikiem, był też mistrzem celebrowania swoich sukcesów. W jego przypadku imprezy po walkach trwały po kilka dni. „Tiger” miał swoją ulubioną dyskotekę w Hamburgu, gdzie po pojedynkach zapraszał wielu gości. Gdy chciał płacić rachunek za imprezę, właściciel dyskoteki mówił do niego: u mnie mistrzowie świata nie płacą. Po przegranych walkach z Julio Gonzalezem i Fabrice Tiozzo też były imprezy, ale wtedy to już Darek ze swojej kieszeni płacił za rachunek, bo nie był już mistrzem świata. Te wyjazdy do Niemiec na jego pojedynki zapamiętam do końca życia, bo rzeczywiście było tam kolorowo, ciekawie zarówno podczas walk jak i po nich.

W jego bokserskim CV na pewno brakuje pojedynku z Royem Jonesem Jr. Do ich konfrontacji nie doszło, bo promotorzy „Tigera” i Jonesa uznali, że nie ma sensu wchodzić sobie w drogę, lepiej będzie, jak każdy z nich będzie zarabiał miliony na swoim poletku.

N – najlepiej znający się na boksie dziennikarz w Polsce. Janusz Pindera, bo posiada ogromną wiedzą książkową i empiryczną. Ma wielkie doświadczenie, skomentował kilkaset walk spod ringu. Co odróżnia dobrego dziennikarza od wybitnego? Ten dobry jest w stanie wielu rzeczy się nauczyć, podejrzeć, podsłuchać i zapamiętać. Natomiast nigdy nie nauczy się czytania i antycypowania danej dyscypliny, a Janusz Pindera posiada te umiejętności. Dlatego jest wybitny. To jest wielka przyjemność spotykać się z nim w jednym studiu. Namawiał mnie parę razy, żebym usiadł z nim przed mikrofonem, ale odmówiłem, bo nie jestem godny, żeby komentować razem z nim gale. Wolę zostać przy reporterce i robić swoje.

O – obóz Tomka Adamka. Przeżyłem z Tomkiem Adamkiem wiele fajnych chwil. Zawsze traktował mnie w sposób bardzo elegancki. Dzięki niemu mogłem być w miejscach, w których dziennikarze zwykle nie przebywają, a to dało mi dodatkową wiedzę na temat tego sportu. Tomka traktuję jak dobrego kumpla i dlatego postanowiłem, że na koniec kariery zorganizuje mu profesjonalny obóz, którego nigdy nie doświadczył. Z dietą, kucharzem, porządnymi sparingpartnerami, trenerem od przygotowania fizycznego, czyli ze wszystkim jak pan Bóg przykazał. Taki jak na co dzień ma Władimir Kliczko.

Dlaczego rywalem Tomka w jego pożegnalnej walce będzie Przemek Saleta? Bo to pięściarz, który całe życie jest w treningu. Poza tym Saleta jest naturalnym ciężkim, który nigdy nie dał się rozbić, bo jak trafiał na punchera, klękał na jedną nóżkę i kończył walkę. Stąd jego żywotność. Zresztą Przemek lubi wyzwania. Już po pierwszym telefonie od nas powiedział „tak”. Co więcej, Saleta uważa, że ma szanse wygrać z Adamkiem. W przypadku tego pojedynku chodziło o wytworzenie pewnego ładunku emocjonalnego, a Saleta jest postacią rozpoznawalną i budzi spore emocje.

P – Polsat Boxing Night. Na polskim rynku jest wielu promotorów, ale tak naprawdę największym promotorem jest telewizja, która wymyśliła sobie imprezę Polsat Boxing Night. Z Marianem Kmitą od początku chcieliśmy, żeby to były gale polsko-polskie, na których można byłoby zestawiać najlepszych zawodników z polskich grup promotorskich i to nam się udało zrobić. Raz, drugi, trzeci. Jesteśmy ciekawi, kiedy wyczerpie się ta formuła. Po PBN w Krakowie wydawało nam się, że następna gala nie może być już polsko-polska, ale usiedliśmy nad figh-cardem i okazało się, że jesteśmy w stanie wymyślić 30 kolejnych fajnych zestawień. Impreza świetna, ekskluzywna i interesująca nie tylko kibiców boksu. Traktowana jest także jako miejsce dla polskiego show-biznesu. Na galach zawsze jest komplet publiczności. Możliwe, że wkrótce stanie się imprezą międzynarodową.

R – Roy Jones Jr. Wielki mistrz, wybitny pięściarz, szkoda, że nigdy nie doszło do jego walki z Darkiem Michalczewskim. Roya oszukano, źle zainwestował pieniądze w nieruchomości, które niesamowicie straciły na wartości i dlatego teraz na siłę musi przedłużać swoją karierę. Roy ima się różnych zajęć. Oprócz boksowania, jest komentatorem stacji HBO, a także próbuje swoich sił w trenerce, bo cały czas nie ma pieniędzy. Zarabiając te dziesiątki milionów dolarów pewnie nawet przez myśl mu nie przeszło, że przyjdzie taki dzień, że będzie miał problemy finansowe. Roy Jones walczył niedawno w Polsce. Pierwotnie miał skrzyżować rękawice z Dawidem Kosteckim, ale „Cygan” trafił do więzienia i w trybie awaryjnym zastąpił go Paweł Głażewski. PPV z Głażewskim nie sprzedało się tak, jak oczekiwali tego promotorzy Roya i sprawa znalazła się w sądzie. Jego prawnik wygrał sprawę i z tego co pamiętam, Roy otrzymał od polskich promotorów 300 tysięcy dolarów. Ostatnio, jak był w Polsce, robiłem za jego przewodnika po Warszawie. Spędziliśmy fanie czas, to jest normalny, miły facet.

S – Szpilka Artur
. Wulkan emocji i aspiracji. Jakby mógł, to walczyłby o 8 rano z Joshuą, o 12 rewanż z Jenningsem, o 16 z Wilderem, a na wieczór zostawiłby sobie Kliczkę. Energetyczna postać, mocna osobowość, charakterny chłopak. Jeszcze przed pojedynkiem z Manuelem Quezadą mówił mi, że jeśli wygra, to usiądzie z promotorami do stołu i powie im, że nie chce więcej walczyć z takimi rywalami. Twierdzi, że wyjechał do USA po to, żeby dać Polsce pierwszego mistrza świata wagi ciężkiej. Nie wiem, czy uda mu się zrealizować ten cel, bo boks to trudny biznes. Artur ma talent, swoje plusy, ale ma też ograniczenia w postaci braku granitowej szczęki. Posiada jednak taką siłę mentalną, że nie zabierajmy mu marzeń i nie odbierajmy szans. Pamiętajmy, że on ma dopiero 26 lat. Wyjazd do Ameryki to bardzo dobry ruch z jego strony. A to wcale nie jest takie proste, spakować dwie walizki, narzeczoną, psa i zaryzykować otwarcie nowego życia. Oby mu się udało.

T – Tyson Mike. Tyson pożerał rywali jak drapieżnik. To był fantastyczny pięściarz, z nokautującym ciosem. Siłą mentalną łamał wszystkich. Wydaje mi się, że 80-90% jego przeciwników było złamanych psychicznie już przed pierwszym gongiem. Do tego grona należy zaliczyć Andrzeja Gołotę. Jednak na „Bestię” trzeba spojrzeć też przez pryzmat braku rozsądku w życiu. Potrafił wchodzić do salonu i kupować po kilka sztuk Ferrari dla siebie i swoich kolegów, a teraz jest zadłużony po uszy i musi występować w reklamach i innych produkcjach. Do dzisiaj nie oddał pieniędzy Tomaszowi Babilonśkiemu, które wziął z góry za swój przyjazd do Polski. Gdy dzisiaj rozmawia się z Tysonem i patrzy mu się prosto w oczy, to wciąż widać w nich szaleństwo. Po jednym spojrzeniu można zrozumieć, dlaczego ci wszyscy przeciwnicy, którzy z nim walczyli, tak się go bali…

U – Ugonoh Izu. Bardzo sympatyczny i inteligentny chłopak. Czasami mówi się, że w sportach walki inteligencja może nawet przeszkadzać, ale w jego przypadku to się nie potwierdziło. W tej chwili buduje swoją karierę w Australii i Nowej Zelandii, ale niestety walczy z leszczami. Ostatnio spotkałem w Nowym Jorku Jonathana Banksa, który powiedział mi, że Izu robi duże postępy i szybko się uczy. Sceptycznie podchodzę do tego typu opinii, bo Banks też miał znokautować Adamka i zostać mistrzem świata, a pamiętamy co z tego wyszło. Chciałbym zobaczyć Ugonoha w jakieś fajnej walce. Chętnie byśmy dali mu miejsce na karcie walk gali Polsat Boxing Night, ale ciężko złapać z nim kontakt. Wysłałem do niego z pięć sms-ów, wykonałem z dziesięć telefonów, nawet nagrałem mu się na skrzynce, ale ani nie oddzwonił, ani nie odpisał. Jest paru rywali, którzy mogliby z nim walczyć: Zimnoch, Wawrzyk. Kołodziej albo Rekowski, ale ciężko mu cokolwiek zaproponować, skoro nie ma z nim żadnego kontaktu. Jeszcze nie postawiliśmy na nim krzyżyka, ale przydałoby się, żeby pan Ugonoh oddzwonił do nas.

W – Wasilewski Andrzej. Największy polski promotor, który działa na rynku od wielu lat. Trzeba oddać Andrzejowi, że potrafił doprowadzić swojego zawodnika do tytułu świata. Niektórym swoim pięściarzom załatwił kontrakty z Alem Haymonem. Świetnie porusza się po rynku bokserskim. Dobrze radzi sobie na wielu płaszczyznach biznesowych, jest facetem niezależnym finansowo, a w boks się tylko bawi. Jego tata był prezesem PZB i dzięki niemu młody Andrzejek połknął bakcyla i teraz kontynuuje rodzinne tradycje.

Włodarczyk Krzysztof. Promotorzy prowadzili go rozsądnie i mądrze, ale wiązało się to z dosyć ograniczonymi finansami. „Diablo” musiał wyjechać do Australii do Greena, do Moskwy do Czakijewa i Drozda, żeby zarobić solidną wypłatę. W tym momencie Krzysiek przez swoje zawirowania życiowe jest na rozdrożu. Niestety, wygląda na to, że Rosjanie nie za bardzo będą chcieli dać mu walkę rewanżową z Drozdem. Chyba, że zmusi ich do tego ranking. Przed Włodarczykiem trudne miesiące i czas trudnych decyzji. Sam jestem ciekaw, czy jest on w stanie wrócić na szczyt.

Nie widzę sensu, żeby przechodził do kategorii ciężkiej, bo jego boks w cruiser opiera się na mocnym ciosie a nie na intensywności czy nogach. Ktoś powie: Adamkowi udało się wśród ciężkich, to „Diablo” też może spróbować. „Góral” zawodników przeciętnych i dobrych w wadze ciężkiej robił nogami, techniką i ilością ciosów. Krzysiek nigdy nie był zawodnikiem walczącym w ten sposób. On czekał na jeden cios, który był nokautujący w cruiser, ale nie będzie w wadze ciężkiej. Dlatego w jego przypadku przeprowadzka do królewskiej dywizji nie ma większego sensu.

Z – Ziggy Rozalski. Chcę jeszcze raz podkreślić i zdementować wszystkie plotki – Ziggy nie zarabia pieniędzy na boksie. On jest milionerem i wybitnym biznesmenem, który ma gigantyczny majątek. Rozalski pomagał zainwestować pieniądze Andrzejowi Gołocie, ale ustawił też finansowo, przez swoje decyzje biznesowe, Tomka Adamka. Nie jest fanem boksu, nie ogląda go w telewizji, sam często powtarza, że się na boksie za bardzo nie zna. W Ameryce Ziggy’ego nazywają „Mister twenty five procent”, bo nikt nie daje takich napiwków w restauracjach jak on. Zna najlepsze lokale gastronomiczne, kelnerzy jak go widzą, to ścigają się, żeby go obsłużyć, bo wiedzą, że dostaną sowity napiwek.

Źródło: Krzysztof Smajek/pogongu.wordpress.com

Krystian Sander jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-07-15, 20:10   #2 (permalink)
challenger
  
 
Avatar Nihilus
 
Zarejestrowany: Aug 2010
Postów: 1635
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Super napisane. Lubię i szanuję Mateusza Borka jest świetny w tym co robi. Zawsze dobrze poinformowany i rzetelny u mnie zawsze ma plus
Nihilus jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-07-15, 20:19   #3 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Nov 2013
Postów: 16346
Nominowany 444 razy w 128 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 35
Domyślnie

Wszystko fajnie, dobrze napisane i jak zwykle w przypadku Mateusza Borka przedstawione w atrakcyjnej dla odbiorcy formie. Tylko nie zgodzę się, że Gołota pokonał Byrda .
Krystian Sander jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-07-15, 21:20   #4 (permalink)
champion
  
 
Avatar Endrjus
 
Zarejestrowany: Oct 2009
Postów: 3910
Nominowany 36 razy w 5 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 3
Domyślnie

Z całym szacunkiem do pana Borka ale tak zapewne wyglądałby alfabet każdego dziennikarza Polsatu Sport - opierający się na polskich bokserach oraz ich promotorach.
Endrjus jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-07-15, 22:48   #5 (permalink)
contender
  
 
Avatar Bred
 
Zarejestrowany: Jan 2013
Postów: 1280
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Nie wiem co poeta miał na myśli pisząc,że Pindera ma empiryczną widzę o boksie ?
Taką wiedzę ma na pewno Miszkiń chyba,że czegoś nie wiem...
Ale fajnie zredagowany ten alfabet najlepiej poinformowanego człowieka w polskim boksie...
Bred jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-07-15, 23:05   #6 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Skąd: wschodnie Mazowsze
Postów: 649
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Napisane świetnie, ale jak to dziennikarz PS, napisał o tych, których promuje PS. Zdecydowanie lepszy alfabet boksu skomponowałby Pindera, o którym mam zdanie podobne do Pana redaktora.

Dziwi mnie pisanie o Izu. Że niby zostając w PL to by nie walczył z bumami? A Szpilka z kim walczy niby teraz w Stanach? To, że chłopak odszedł od polskiego promotora wyjdzie mu tylko na dobre w mojej opinii
Paweł Sawicki jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 07-07-15, 23:30   #7 (permalink)
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Nov 2013
Postów: 16346
Nominowany 444 razy w 128 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 35
Domyślnie

Trzeba oddać M.Borkowi, że to niezwykle oczytany i kumaty facet. Świetnie czuje się przed kamerą, zawsze ma coś ciekawego do powiedzenia. Co do wiedzy Mateusza, to nie wypowiadam się, bo też częściej występuje on jako ten, który pytania zadaje, aniżeli odpowiada na nie. Co do pana Pindery, o którym wspomniał Paweł, to chętnie bym jakąś jego książkę o boksie przeczytał.
Krystian Sander jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 08-07-15, 03:15   #8 (permalink)
champion
  
 
Avatar Wojtek Mistrzu
 
Zarejestrowany: Nov 2012
Skąd: Łomianki
Postów: 2707
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Fajna reklamówka najbliższego PNB. Dziwi mnie to stwierdzenie o MŚ dla Gołoty. Na pewno to on wygrał z Ruizem, a z Byrdem była bardzo równa walka... A wśród "dziwacznych momentów" znaleźć się powinny przede wszystkim walki z Bowem
Wojtek Mistrzu jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 08-07-15, 12:15   #9 (permalink)
challenger
  
 
Zarejestrowany: Jul 2012
Postów: 1860
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Ciekawa sprawa z tym Royem, teraz przynajmniej wiadomo o co chodzi, źle wyszedł na nieruchomościach. Z drugiej strony czemu zainwestował wszystko.

Co do Adamka to też ciekawe, że nigdy nie miał porządnego, w pełni profesjonalnego obozu przygotowawczego. Rozumiem, że na początku kariery nie było go stać, ale później ?

Ugonoh dziwnie postępuje, skoro niby chce się rozwijać boksersko, a nie odbiera telefonów od Polsatu, odrzuca szansę na PBN.
omen jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 08-07-15, 12:55   #10 (permalink)
challenger
  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 1980
Nominowany 2 razy w 1 Temacie
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Dokładnie! Na pewno to on wygrał z Ruizem.
Mateusz Borek udowodnił, że jednak można znać się na wszystkim Jest wielu zawistników, prostaków i małych duchem ludzi, którzy myślą, że facet od piłki nożnej nie ma prawa znać się na boksie (tym bardziej, że nigdy "empirycznie" go nie doświadczył). Ale to wierutna bzdura. Jak zwykle, decyduje głód wiedzy, talent i chęć do pracy.
Marek Cudek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
"Niemiecki sen" Mateusza Masternaka. Chyba czas się obudzić Krystian Sander Publicystyka 5 09-06-15 20:24
Krzysztof Zimnoch pokonał na punkty Mateusza Malujdę. Art Binkowski kolejnym rywalem? Wiechu Newsy 40 21-08-13 19:28
Klub bokserski ,, pięściarz'' PIĘŚCIARZ Przywitaj się 0 12-11-12 09:29
Butterbean powróci na bokserski ring? Robercik (Frazier) Newsy 6 27-08-11 20:10


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 19:10.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.