stare 08-08-12, 08:29   #1 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Skąd: wschodnie Mazowsze
Postów: 656
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie Legendy MMA - profile



Ken Shamrock jest jednym, z najbardziej rozpoznawalnych zawodników MMA. W przeszłości obok MMA uprawiał także zawodowo zapasy czyli był pro wrestlerem. Na uznanie pracował walcząc w UFC, PRIDE, WWF, Pancrase i innych organizacjach MMA i wrestlingu. Żaden inny zawodnik bardziej nie zasłużył na ksywkę ‘Najgroźniejszy człowiek na ziemi’ niż on.

Ken Shamrock założył team o nazwie Lion’s Den, który w początkowej fazie rozwoju MMA zrzeszał czołowych zawodników UFC jak chociażby: Jerry Bohlander czy Pete Williams. Był bardzo szanowanym trenerem zarówno w swoim gymie jak i w IFL, gdzie miał okazję prowadzić Nevada Lion’s

Kiedy Kenneth Kilpatrick po raz pierwszy przybył do domu Boba Shamrocka w Susanville w stanie California, jego przyszłość nie wyglądała zbyt wesoło. Dorastał w biedzie bez ojca w sąsiedniej Georgi, gdzie ulica udzielała mu pierwszych lekcji życia. Gdy jego matka wychodziła do pracy on wraz ze swymi braćmi uprzykrzał życie sąsiadom jak tylko potrafił.

Ken po raz pierwszy uciekł z domu gdy miał dziesięć lat. Jako schronienie upatrzył sobie stary, opuszczony samochód, niestety został odtransportowany do szpitala gdy inne dziecko, także postanowiło uciec z domu i schronić się w tym samym aucie, które było powodem sprzeczki obu urwisów Siedmiokrotnie był wyrzucany z rodzinnych domów dziecka. Jako młody, silny i dziki ważący 125 funtów człowiek, z własnym spojrzeniem na świat, był gotowy bronić swojej dumy przy pomocy pięści.

Nie okazując żadnych dowodów skruchy po swoich występkach Stan postanowił dać mu ostatnią szansę na zmianę stylu bycia: musiał iść do kolejnego domu dziecka- Shamrock Ranch- prowadzonego przez Boba Shamrocka, człowieka, który był już zaprawiony w wychowywaniu młodych degeneratów. Wcześniej sprawiający problemy Kenneth stał się nagle bezproblemowym dzieckiem na ranczu Shamrocków. Bob Shamrock wychował ponad 600 chłopców w swoim domu a jego metody były zarówno unikalne jak i efektywne. Gdy mieszkający pod jednym dachem chłopcy ponosili kary za swoje występki, często bardzo wyszukane. Bob pozwalał im wkładać bokserskie rękawice i bić się na zewnątrz.

Nie długo zajęło Kenowi zostanie mistrzem domu zarówno w boksie jak i w zapasach. Poza domem zyskał przydomek ‘Jednostrzałowego Shamrocka’. ‘’Po prostu gdy się bił to nokautował inne dzieciaki. Wystarczyło, że uderzył raz i inni już leżeli. Nigdy nie szukał zaczepki ale także nie uciekał od walki.’’ relacjonuje Bob.

Dostrzegłszy w Kenie niesamowite możliwości sportowe Bob przekierunkował gniew młodziana na sport. Początkowo zapisał go na podnoszenie ciężarów ale w końcu zdecydował zmieni mu dyscyplinę na bardziej kontaktową. Tak oto zaczęła się przygoda Kena z futbolem i zapasami. Przez lata Bob i Ken razem zmagali się z wieloma problemami. Jednym z nich była matka, która dostała zgodę na życie z synem. Ken, który polubił życie u Boba, postanowił na własne życzenie wróci tam gdzie było jego serce czyli na ranczo Boba. Shamrock przywitał chłopaka z otwartymi ramionami mimo, że już nie był wspierany finansowo przez Stan. Ken szybko stał się przywódcą innych młodych na ranczu a także przybranym synem Boba, którego ten nigdy nie miał. Natychmiast gdy Ken skończył 18 lat Bob go zaadoptował.

Odtąd Kenneth Kilpatrick stał się Kenem Shamrockiem.

Jako 19-nastolatek Ken stanął przed pierwszym wielkim wyzwaniem w swoim życiu. Ważył zaledwie 195 funtów, ale z powodu braku zawodników, musiał wystartować w zawodach w dywizji ciężkiej. W pierwszej walce musiał się zmierzyć z zawodnikiem cięższym od niego o około 60 funtów!! To jednak nie przeszkodziło Kenowi, który znokautował oponenta celnym ciosem na wątrobę. Drugi bokser ważył 245 funtów. Tym razem w powietrze poleciały zęby i kolejny rywal na deskach. Trzeci zawodnik nie chciał się przekonać, dlaczego Kena nazywano ‘Jednostrzałowcem’ i tłumacząc się kontuzją nie wyszedł do walki.

Te zawody były dowodem, że Ken posiadał naturalne zdolności do walki. Wskazywały na to zwycięstwa w ringu jak poza nim. Jego renoma jako maszyny do walki wzrosła gdy pracował jako ochroniarz w różnych nocnych klubach. Ale w końcu zrozumiał, że praca w nocnym klubie tutaj się kończy ‘’To jest zataczanie koła. Stałem na bramce tu i tam i wszystko’ powiedział Ken. Tak młodzieniec zaczął poszukiwać innych form walki i któregoś dnia jego ojciec zaproponował mu karierę zawodowego zapaśnika, Bob był wielkim fanem wrestlingu ale młodego Kena niespecjalnie to interesowało, uważał, że to głupie i na dodatek na niby. Jednak szybko zdał sobie sprawę ile pieniędzy można zarobić jako pro wrestler i zaczął poważnie myśleć nad tym zawodem.

Bob zorganizował mu występ na Buzz Sawyer Wrestling Academy w Sacramento, a Ken zdał egzamin śpiewająco. Ken zapisał się na lekcję a ponieważ miał już doświadczenie z zapasami i ponad ludzki talent bardzo szybko przystosował się do nowych warunków. Bob zdał sobie sprawę z potencjału jaki posiadał jego syn i umieścił go w bardziej prestiżowej szkole zapaśniczej w innej części kraju. ‘’ Pojechałem do Nelson Royal and Gene Anderson w Mooresville, w Północnej Karolinie,” Przeszedłem pomyślnie ich wszystkie testy i oni dostrzegli we mnie wielki potencjał’’ powiedział Ken. Młody Shamrock ukończył program w cztery miesiące podczas gdy innym zajmowało to około dwa lata. Razem z ojcem Ken przeprowadził się do Północnej Karoliny gdzie Ken zaczął występować na scenie

Początkowo nie było to dla niego dochodowe zajęcie. Był taki okres gdy zbierał złom by trochę zarobić. Ken walczył w barach i na parkingach. Jego walki zwykle kończyły się po jednym ciosie lub suplesie. Po każdej walce odchodził bogatszy o 350 dolarów. Ale to było za mało by zaspokoić jego ambicję. Zaczął szukać innej okazji.

Cytat:
"Nowa szansa pojawiła się dość szybko “Dean Malenko zaproponował mi, bym był jego tag partnerem. Jako młode twarze walczyliśmy w zawodowych walkach. Pokazał mi taśmę ze swoją walkę w Japonii dla UWF(Universal Wrestling Federation). Kurde chcę to robić! Dean przedstawił mnie Sammy’emu Saranace z Florydy i na spotkaniu z tym panem przeszedłem prawdziwy test.’’ powiedział Ken. Po ciężkich testach na Florydzie Kenneth wsiadł w samolot i obrał kurs na Japonię. Po przylocie do Tokyo Ken musiał zdać jeszcze kilka testów w dojo UWF, jak wszyscy musiał okazywać szacunek mistrzom od poddań: Suzuskiemu i Funakiemu. ‘Zawsze musiałem sobie radzić sam w każdej sytuacji. Mogłem liczyć tylko na siebie. Ale kiedy przybyłem do Japonii okazało się, że mają lepsze techniki w zakładaniu heel hooków, armbarów i duszeń niż moje. O wiele lepsze czego doświadczyłem na własnej skórze."
Zdając sobie sprawę ze swojej siły ciosu, i że nie wespnie się na poziom reprezentowany przez swoich mistrzów Ken mieszkał w Japonii I uczył się niezliczonych metod służących do poddawania przeciwników. Gdy znalazł sposób, którego szukał szybko przyswoił sobie nowe techniki i stał się groźnym zawodnikiem. Ken przez rok walczył w UWF i mimo, że większość meczów mógł zaliczy do udanych, to w Japonii zawodowe zapasy były tylko ułamkiem tego co działo się w USA. Gdy tylko UWF zaczęło mieć problemy Ken zaczął szukać sobie bardziej realistycznych walk, gdzie mógł sprawdzić siebie i swoje umiejętności przeciwko innym zawodnikom w prawdziwej walce. Było mnóstwo problemów z UWF. Organizacja się załamała i splajtowała. Zawodnicy rozeszli się do trzech innych organizacji: do pana Takady, Maedy lub Fujiwary. Ja poszedłem do Fujiwary- przyjaciela Saranaki, który mnie tam polecił. Potem zacząłem trenować z Funakim i spędziłem dużo czasu ucząc wraz z nim walki. Po pewnym czasie skończyliśmy i Funaki zapytał, czy nie zechciałbym współtworzyć z nim nowego show o nazwie Pancrase. Powiedziałem ‘Ok. to jakoś brzmi bardziej swojsko’. Razem ze swoimi mistrzami od poddań Ken rozpoczął przygodę z hybrydowymi zapasami. 19 grudnia 1994 przez 11, 500 ludzi Ken pokonał Japończyka Manabu Yamadę i został koronowany na pierwszego Króla Pancrase.

Ta walka zapewniła mu sławę w Japonii. Zaczął pojawiac się w komiksach, w różnych czasopismach, dziesiątki tysięcy fanów przychodziło oglądać jego walki.

Wiążąc swoją przyszłość z tym sportem Ken wrócił do USA I założył Lion’s Dean w Lodi w stanie Kalifornia. Były dwa powody dla których Shamrock zdecydował się na ten krok. Po pierwsze chciał stać się oficjalnym pośrednikiem między amerykańskimi zawodnikami a Pancrase. Po drugie w USA miał z kim trenować. Pancrase stało się wyznacznikiem walk MMA na świecie, jednak wtedy był jedynym ośrodkiem MMA. Nigdzie indziej nie było sparingpartnerów do MMA. Ken zaczął sam sobie tworzyć sparingpartnerów. Po kilku latach z jego stajni wyszło wielu bardzo utytułowanych zawodników.

We wrześniu 1993 roku Shamrock przeczytał ogłoszenie w magazynie Czarny Pas, w którym szukali ekspertów od różnych sztuk walki by wzięli udział w show nazwanym Ultimate Fighting Championship- walki miały odbywać się bez zasad na gołe pięści. Bob I Ken byli pewni, że Ken wygra łatwo turniej ze względu na umiejętność walki w stójce oraz poddawania rywali. Gdy Shamrock był młodszy uczestniczył w wielu zawodach Karate. Raz podczas zawodów znokautował rywala kopnięciem w brzuch za co został zdyskwalifikowany, gdyż uznano to kopnięcie za bardzo brutalne. Tak samo było, gdy któryś z rywali postanowił zablokować cios twarzą i również został znokautowany. Werdykt: Kenneth zostaje zdyskwalifikowany.

W tamtym momencie obaj Shamrockowie nie wiedzieli co potrafią Ci goście w pidżamach, którzy trenują coś takiego jak jiu jitsu. Ken nie spotkał się wcześniej z takimi fighterami jak Royce Gracie. Wtedy świat się dowiedział, że nie wystarczy być silnym i mieć rękę z ołowiu by być dobrym fighterem.

Wciąż nie było wiadomo gdzie ten turniej się odbędzie. Ken wciąż walczył w Pancrase i na trzy dni przed UFC miał walkę. Ken nie zrezygnował z niej, gdyż nie był pewny czy pomysł z UFC wypali. Gdy przyjechał z ojcem do Denver wszystko było w jak najlepszym porządku. To przerosło ich oczekiwania, zwłaszcza Kena.

W pierwszej walce Ken poddał hell hookiem amerykańskiego kickboxera Patricka Smitha. Było nawet łatwiej niż Ken przypuszczał. Nie znający wcześniej żadnych dźwigni Amerykanin chciał walczyć po minucie odpoczynku ale niestety było za późno. Po długim odpoczynku w szatni Ken wyszedł do walki z Roycem Gracie. Shamrock nigdy do tej pory nie walczył z zawodnikiem jiu jitsu, który na dodatek nosił GI, ale po pokonaniu najlepszych grapplerów w Japonii był pewny, że nikt o nazwisku Gracie nie może go skrzywdzić. Niestety skończyło się duszeniem zza pleców, na dodatek Ken ociągał się z przyznaniem do klepania.

Ken w wywiadzie po walce ” Nie lubię przegrywać i dla mnie porażka w ogólnokrajowej telewizji jest ciężka do zaakceptowania. Przyszedłem z ulicy. Nie bałem się nikogo. Rzadko przegrywałem ale jak już tak się stało to potrafiłem wrócić i wygrać. Zawsze znalazłem jakiś sposób by wygrać. Muszę się z nim spotkać ponownie i udowodnić wszystkim, którzy to oglądali, że nie jestem tchórzem. Zawsze walczyłem z gołym korpusem i muszę nauczyć się walczyć przeciwko ludziom ubranym w GI. Nie popełnię ponownie tego samego błędu.

Z występu na UFC 2 wyeliminowała go złamaną ręka, którą złamał mu na treningu sparingpartner wysokim kopnięciem. Ken chciał wystartować ale odradził mu tego lekarz i z boku oglądał jak Royce Gracie zabiera pas do domu.

Podczas UFC 3 Shamrock szybko pokonał Christophe Lenningera i Felixa Lee Mitchela i czekał, aż Gracie dojdzie do finału. Jednak w półfinale Royce nie przystąpił do walki. Powodem był wyczerpujący pojedynek z Kimo. Shamrock wygrał w finale z karateką Haroldem Howardem i po walce powiedział, że nie dba o pas ani o pieniądze, chce tylko rewanżu z Roycem.

Koniec końców obaj ponownie zmierzyli się na UFC 5. Stawką walki był pierwszy w historii pas superfight UFC. Ken przed walką ‘Nie chcę po prostu pokonać Royca. Chcę zniszczyć go i jego cały styl skądkolwiek się wziął. Jestem lepiej przygotowany, więcej potrafię i mogę pokonać każdego, o każdym czasie i w każdym miejscu. Mój cały plan polega na obaleniu go i wykończeniu jak psa, tak, żeby miał problemy ze wstawaniem. Chcę obić mu żebra i przestraszyć jak małe dziecko. Chcę go naprawdę poniżyć. Jak powiedział tak zrobił. Potrzebne było dodatkowe piec minut ale i w tych pięciu minutach żaden z zawodników nie zwyciężył. Publiczność jednak widziała walkę i miała swojego zwycięzcę. Shamrocka. Przez cały czas on dominował I obijał Brazylijczyka w parterze. Twarz Royca wyglądała strasznie.

Swój pas Shamrock musiał wywalczyć podczas UFC 6, na której zmierzył się z zapaśnikiem Danem Severnem. Walka zakończyła się dość szybko na korzyść Shamrocka, który udanie zapiął gilotynę. Na kolejnej UFC rozpędzony niczym T-34 Ken nie dał nawet cienia szansy mistrzowi Sambo Olegowi Taktarovowi.

Po tej serii zwycięstw coraz większa liczba zawodników zaczęła przyjeżdżać do Lodi by trenować z Kenem. Jednak nie wszyscy zostali przyjęci. Ken szukał zawodników w dobrej kondycji a nie doświadczonych adeptów sztuk walki. Ken nigdy nie trzymał za długo swoich zawodników. Gdy jeden z jego uczniów był gotowy do walki to Ken wysyłał go do Pancrase. Jeśli tam sprawdzał się czyli wygrał sporą ilość walk to śladami Kena pojawiał się w UFC. Taki start miał: Guy Mezger, Pete Williams, Jerry Bohlander, Mikey Burnett, oraz Frank Shamrock Jako ich instruktor Ken zbudował najbardziej szanowany gym w całym MMA: Lion’s Dean.

Shamrock stał się ikoną oktagonu, był utożsamiany z duchem rywalizacji i sportowej odwagi. Poza ringiem dużo podróżował do krajów by pojawiać się w talk show-ach by przekonywa publikę, że UFC nie jest barbarzyństwem. Starał się pokazywać MMA w jak najkorzystniejszym świetle. ‘’UFC przeżywało wtedy trudny okres. Gdzie tylko się pojawiliśmy zaraz nas banowali. Przed jedną galę musieliśmy wszystkie rzeczy spakować na dzień przed jej rozpoczęciem, wynajęliśmy samolot i polecieliśmy tam gdzie pozwolono nam zorganizować nasze show.

Przed UFC 9, na której Ken miał bronić swojego pasa przeciwko Danowi Severnowi, Shamrock dowiedział się o niecodziennej sytuacji. ‘’Dowiedziałem się, że noc wcześniej w Kanadzie aresztowano zawodników, bo uderzali się po głowach. Nasza gala odbywała się w Detroit. Podobno tamtym zakazał tego sąd. Jeszcze kiedyś było tak samo w Detroit. Promotorzy powiedzieli mi, że nic takiego się nie wydarzy, że mogę spokojnie uderzać rywala. Cały czas o tym myślałem, przypomniało mi się Juvenile Halls, które odwiedziłem w dzieciństwie, przypomniały mi się wszystkie prywatne domy dziecka z których mnie wyrzucano. Wiedziałem, jak boli rodzinę gdy łamiesz prawo. Nie chciałem ich ranić. Nie chciałem znowu łamać prawa. Wybrałem brak ciosów i dlatego przegrałem. Severn więcej boksował i wygrał.

MMA kontynuowało swoją drogę a Ken w tym czasie poświęcił się rodzinie I swojemu teamowi. Kiedy nagłośniono jego powrót do oktagonu postanowił to wykorzystać by wspiąć się w rankingach w wrestlingu, wykorzystując przy tym popularność zdobytą w MMA.

24 lutego 1997 Shamrock zadebiutował w WWF a przez następne lata pracował na uznanie by stać się jednym z najbardziej przerażających I najpopularniejszych zapaśników na świecie. Wywalczył wiele tytułów: Inter Continental Champion, Tag Team Champion, King of the Ring Champion, oraz debiutant roku. Na dodatek co tydzień był w telewizji. W tych czasach zaczął także karierę filmową.

Zaraz po odejściu Franka Shamrocka z oktagonu Ken zdecydował się do niego powrócić. ‘Byłem już zmęczony tą całą otoczką WWF. Chciałem spędzić więcej czasu z żoną i z dziećmi. Chciałem także wróci do walki bo zdawałem sobie sprawę, że dawno tego nie robiłem By powrócić do formy Ken trenował ze swoimi studentami. Po kilku miesiącach zdecydował się ponownie podpisać kontrakt z UFC i od razu zawalczył z mistrzem dywizji do 205 funtów Tito Ortizem. Ken zgodził się na tę walkę z dwóch powodów: po pierwsze chciał pasa ale ważniejszym powodem była niechęć do Ortiza. A zaczęło się od walki z Guyem Mezgerem. Tito po pokonaniu Mezgera, który trenował w Lion’s Dean, zamiast uścisnąć dłoń rywala wolał pokazać Kenowi wysunięty środkowy palec. Potem jeszcze wymiana słów pod siatką i John McCarthy podniósł Ortiza i zaniósł w drugi narożnik. Najpierw pewnemu siebie Kenowi dokuczało kolano ‘’Byłem pewny, że jestem w stanie wyjść I go pokonać. Wydawało mi się, że pokonam go na jednej nodze. Obóz był ciężki, bo nie mogłem biegać. Musiałem być ostrożny z powodu kolana. Zawsze dałem radę wygrać z kontuzją myślałem, że tym razem także”. Jednak rzeczywistość okazała się bardziej brutalna. Ortiz pokazał w jakim kierunku zmierza MMA i nie ma już miejsca dla starych wyjadaczy. Tito dominował przez wszystkie 3 rundy, choć w trzeciej było już widać pewne problemy kondycyjne zawodnika z Kalifornii. Po walce nastąpio uściśnięcie dłoni i na UFC 41 Ken pojawił się w roli komentatora.

Po tej walce Ken poddał się operacji kolana. Jeszcze dwukrotnie spotykał się z Ortizem i za każdym razem przegrywał. Pierwszą walkę sędzia przerwał zbyt wcześniej, o czym Ken mówił jeszcze długo po walce. W ich trzecim pojedynku na UFN 7 trenerzy trzeciej serii TUFa spotkali się po raz ostatni. Ortiz znowu zdominował legendarnego Kena i sędzia John McCarthy uchronił legendę przed ciężkim nokautem. Ostatnio Ken walczy na małych eventach MMA i ciężko jest rozpoznać w nim dawnego Kena. Znacząco przytył a nawet zaliczył wpadkę dopingową po walce z Rossem Cliftonem na gali walentynkowej w 2009 roku. W najbliższej walce zmierzy się z innym weteranem UFC i grabażem Elite XC Sethem Petruzellim.

Kenneth Shamrock jest pamiętany przez wszystkich kibiców MMA. Jego wkład w rozwój tej dyscypliny jest nieoceniony. W 2003 roku został członkiem galerii sław UFC. Przez lata dusił rywali w oktagonie i rzucał nimi w zawodowych zapasach, ponadto wystąpił w niezliczonej ilości telewizyjnych show oraz napisał dwie książki. Ken jest legendą.Nie tylko UFC ale całego MMA. Tak jak chrześcijanie pamiętają Chrystusa a muzułmanie Mahometa tak fani MMA pamiętają Shamrocka. On był prorokiem, który niósł dobrą nowinę jaką były mieszane sztuki walki. Chociaż jego droga była wyboista nie poddał się i min dzięki niemu MMA jest w ty miejscu w jakim jest dzisiaj. Już nie jest to sport dla barbarzyńców. Teraz to sport jak każdy inny, może tylko trochę bardziej kontaktowy. Ken Shamrock zawsze będzie symbolem prawdziwego wojownika, odważnego i nie znającego strachu przed rywalem a przy okazji okazującemu mu szacunek.

Paweł Sawicki jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 09-08-12, 14:03   #2 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Skąd: wschodnie Mazowsze
Postów: 656
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie



Rickson Gracie jest jednym z najlepszych zawodników w historii BJJ. Do dzisiaj wielu jego uczniów dziwi się z jaką łatwością potrafi ich poddawać. Na seminariach często pokazuje swoje techniki a zwłaszcza te które są innym nie znane. Przedstawiam wam profil jednego z najlepszych wojowników wszech czasów.

Wzrost: 178cm. Waga: 85kg. Data urodzenia: 21.11.1959


Rickson, syn Helio Gracie, urodził się w sali Gracie ju-jitsu. Kiedy miał 6 lat zaczął pobierać nauki ju-jitsu, wcześniej ojciec bawił się z nim na macie "ucząc" co podstaw BJJ. Kiedy Rickson osiągnął wiek 15 lat sam zaczął nauczać najskuteczniejszej walki chwytanej, a w wieku 18 lat otrzymał swój czarny pas. Jako pierwszy, 20-sto letni wówczas Rickson wygrał walkę ze sławnym 230 funtowym Brazylijczykiem Zulu który miał do tej pory w rekordzie ponad 140 walk, i żadnej porażki. Po tym zwycięstwie, Rickson zyskał sławę najlepszego brazylijskiego freestylowego fightera, odcisnął swoje piętno na historii Gracie Jiu-Jitsu i wyzwaniu Graciech. Pięć lat potem Zulu zażądał rewanżu lecz ponownie przegrał z Ricksonem w Maracanazinho przed oczami 20,000 ludzi...

Rickson jest posiadaczem siódmego stopnia czarnego pasa klasy mistrzowskiej w rodzinie Gracie, dodam że zwycięzca UFC1 Royce ma tylko piąty poziom. Jego technikę można uznać za najpiękniejszą ekspresje stylu Gracie ju-jitsu na świecie. Do dzisiaj zaskakuje wielu młodych adeptów BJJ swoimi technikami czy ucieczkami z zagrożonych pozycji. Jego wielki talent pozwolił mu zostać mistrzem w bardzo młodym wieku. Jak sam mówi jest niepokonany. Stoczył ponad 400 walk na różnych zawodach min.: Jiu-Jitsu tournaments, free-style wrestling, Sambo, open weight free-style competitions, oraz no holds barred challenge matches. Rickson jest dwukrotnym mistrzem Brazylii w free-style wrestling, Złotym medalistą mistrzostw w Sambo. I na ponad dwie dekady był mistrzem świata Jiu-jitsu w wadze średniej i w kategorii OPEN. Konkurował w japońskim elitarnym Japan Open Vale Tudo, Wygrywał go w latach 94 i 95 Japończycy dostrzegli że drzemie w nim duch Samuraja.

W roku 1997 podczas Pride 1 Vale Tudo meczu w Tokyo Dome (47,860 widzów i to JAPOŃCZYKÓW), pokonał słynnego Nobuhiko Takadę, w 4:47 pierwszej rundy przez balachę. Rok później podczas Pride 4 Rickson obronił swój tytuł. W najbardziej oczekiwanym rewanżu w historii MMA ponad 50,000 ludzi w Tokyo Dome oglądało jak Rickson pokonuje Takada po raz drugi. W Colosseum w roku 2000, w Tokyo Dome komplet, przed telewizorami blisko 30 milion widzów, Rickson walczył z japońskim fighterem Masakatsu Funaki. Gracie pokonał swojego przeciwnika przez RNC w 11:46 pierwszej rundy. MMA wtedy dopiero raczkowało: nie przerywano pasywnego klinczu i pasywnej obrony w parterze.

Cytat:
Oto pełny rekord Ricksona w MMA(9-0-0)

Result, Opponent, Method, Event, Date, Round, Time

Win Masakatsu Funaki Technical Submission (rear naked choke) C2K Colosseum May 26 2000 1 12:49

Win Nobuhiko Takada Submission (armbar) PRIDE 4 October 11, 1998 1 9:30

Win Nobuhiko Takada Submission (armbar) PRIDE 1 October 11, 1997 1 4:47

Win Yuki Nakai Submission (rear naked choke) Vale Tudo Japan 1995 April 20, 1995 1 6:22

Win Koichiro Kimura Submission (rear naked choke) Vale Tudo Japan 1995 April 20, 1995 1 2:07

Win Yoshihisa Yamamoto Submission (rear naked choke) Vale Tudo Japan 1995 April 20, 1995 3 3:49
Win Bud Smith Submission (punches) Vale Tudo Japan 1994 July 29, 1994 1 0:39

Win Dave Levicki Submission (punches) Vale Tudo Japan 1994 July 29, 1994 1 2:40

Win Yoshinori Nishi Submission (rear naked choke) Vale Tudo Japan 1994 July 29, 1994 1 2:52


Rickson udowadniał zawsze ze jest jednym z najlepszych nauczycieli sztuk walki. U niego szkolili się i szkolą po dzień dzisiejszy agenci FBI, a także CIA, drużyny S.W.A.T. komandosi, zawodnicy MMA reprezentujący różne style, sportowcy i aktorzy. Praktyczność BJJ w samoobronie jest bardzo rozpoznawalny przez fanów MMA i przydatny w sytuacjach życiowych.
Rickson Gracie założył Rickson Gracie International Jiu-Jitsu Association w 1996 czyli po Polsku MIĘDZY NARODOWY ZWIĄZEK JU-JITSU POD PATRONATEM RICKSONA GRACIE, po to by dostarczyć kompletny system Ju-jitsu młodym zawodnikom którzy jeszcze nie mieli przyjemności spotkać sie z tym pięknym sportem. Wprowadza ona jasne zasady rankingowania pasów i testów na ich otrzymanie oraz ustala standarty bjj. Związek ten więc podkreśla, techniczny i filozoficzny aspekt ju-jitsu I ściąga uczniów z całego swiata.


Rickson prezentował swoje mozliwości na różnych turniejach oraz uczył ju-jitsu przy okazji seminariów I specjalnych spotkań przede wszystkim w centrali Rickson Gracie International Jiu-Jitsu w zachodnim Los Angeles. Uczniowie Ricksona uczą się przede wszystkim samo zaufania, odporności psychicznej, zachowywania spokoju.
Możliwe ze jeszcze zobaczymy Ricksona w akcji. W wywiadzie dla Sherdoga powiedział że bardzo ciągnie go do walk i że w następnym roku być może powróci. Mimo ponad 50 lat na karku wciąż udowadnia swoją wyższość nad innymi zawodnikami trenującymi w GI.. Kiedyś nawet powiedział, że umiejętnośći Fedora są ,,nawet, nawet” ale nie wytrzymałby nawet minuty z nim w ringu. Powiedział tez że zbyt luksusowe życie wiodą Big Nog i Axe Murder, a nie mają większych umiejętności umiejętności niż on sam.
Na dzień dzisiejszy legenda Ricksona Gracie ma międzynarodowy rozgłos. I słusznie bo jest wzorem do naśladowania. Jest żywym przykładem sztuki jaka jest filozofia Gracie Jiu-Jitsu. Z rodziną łączy go silna więź, prowadzi zdrowy tryb życia. Jest przykładem dyscypliny, zaangażowania i relacji sportowych. Mieszka w Rio de Janeiro i tam wraz z rodziną uczy bjj. Wystąpił także w filmie anatomia sztuk walki w którym mistrzowie TKD, muay thai, boksu, karate i kung fu na manekinach mogli sprawdzić jak silnie, jak szybko i jak śmiercionośnie zadają ciosy lub dźwignie. Kron Gracie, syn legendarnego mistrza, stara się podążać drogą swojego ojca jednak na razie ustępuje znacznie swoimi umiejętnościami.
Podsumowując Rickson Gracie jest jedną z moich ulubionych postaci sportów walki a na pewno ulubionym zawodnikiem BJJ. Jest legendą mieszanych sztuk walki oraz brazylijskiego jiu jitsu.
Te cytaty określają w pełni kim jest Rickson Gracie

Cytat:
"Są wielcy wojownicy i jest Rickson Gracie"
Renzo Gracie

"Rickson jest jedynym człowiekiem, do którego mam szacunek na macie"
David "Tank" Abbot, najbrutalniejszy zawodnik vale tudo.

Mój stary tekst, bodajże sprzed 4 lat. Chyba używałem za dużo translatora google. Generalnie nieco pochwalny, ale na pewno postać jest legendą MMA
Paweł Sawicki jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 16-08-12, 11:24   #3 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Skąd: wschodnie Mazowsze
Postów: 656
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie


Royce Gracie jest wychowankiem słynnej szkoły Gracie ju-jitsu. W ramach wyzwania Gracie'ch Rickson wystawił go do pierwszej gali UFC którą z łatwością wygrał. Kim jest i jaka jest jego historia? Co robi teraz?

Royce Gracie urodził się 12 grudnia 1966 roku w Rio de Janeiro. Jest synem Helio Gracie i całe swoje dzieciństwo spędził w Rio de Janeiro. Ju-jitsu uczył go ojciec oraz starsi bracia: Rorion, Relson i Rickson. Treningi rozpoczął w wieku 8 lat. W wieku 16 lat był już mianowany na niebieski pas. Rok później otrzymał zaproszenie od Roriona by pomógł mu trenować ju-jitsu w USA. Nieznający angielskiego Royce przystał na propozycję brata i przeniósł się do Kalifornii. W tym czasie brał udział w turniejach ju-jitsu w Brazylii i USA, a jego amatorski rekord z tamtych czasów wyniósł 51 zwycięstw i 3 porażki. Czarny pas został mu nadany w wieku 18 lat a teraz jest posiadaczem czarnego pasa 6 stopnia.

Jego życiowym celem stało się wyzwanie Gracie'ch czyli konfrontacja ze wszystkimi zawodnikami trenującymi sztuki walki. Wygraną w pierwszym UFC miało być 100 000$ ale oto co powiedział Royce o tym turnieju.

Cytat:
" To wcale nie było wyzwanie o 100 000$. Mój brat miał ogromny problem z jednym wielkim kickbokserem z USA. Wielu źle mówiło o tym etapie w jego życiu i pytało się go czy zechciałby się z nim spotkać. On odpowiedział że mógłby się z nim zmierzyć w MMA. Mój brat przed chwilą go pokonał. Potem pytał się go czy wiedział z kim walczył?"

Owy kickbokser został szybko poddany i musiał zapłacić Gracie'm 100 000$. Benny "The Jet" Urquidez potem powrócił i chciał by zamiast 100 000$ Rickson wziął jego pas mistrza świata w kickboxingu.

Royce Gracie wsławił się 8 wygranymi pod rząd w pierwszych turniejach UFC. Pokazał wtedy światu potęgę brazylijskiego ju-jitsu. Poddawał wszystkich przeciwników którzy nawet nie mieli pojęcia o istnieniu nawet armbara. Brazylijskie ju-jitsu było wtedy rewolucją, która wstrząsnęła całym światem mieszanych sztuk walki. Jego wspaniała seria trwała zapewne by dłużej gdyby nie kontuzja, która nie pozwoliła mu wyjść do walki z Haroldem Howardem na UFC 3. Jednak Royce udanie powrócił na UFC 4 i pokonał znowu wszystkich rywali. Na następnej gali Ultimate Fighting Championship odbyła się pierwsza walka o pas mistrza superfight. Royce Gracie zmierzy się z Kenem Shamrockiem. Nie było wtedy sędziów punktowych a sędzia w oktagonie mógł zakończyć walkę tylko w razie KO, poddania lub kontuzji któregoś z zawodników. Po 36 minutach walka została przerwana i ogłoszona remisem. Royce postanowił wtedy zrobić sobie przerwę od MMA na bliżej nieokreślony czas.


Przerwa Royca Gracie trwała około 4 i pół roku. Wrócił by walczyć w turnieju Open Weight Pride w 2000 roku. Jego przeciwnikiem w pierwszej rundzie był Nobuhiko Takada, który w przeszłości został pokonany przez jego starszego brata Ricksona. Royce poradził sobie z przeciwnikiem wygrywając z nim przez decyzję. W drugiej rundzie za przeciwnika dostał legendę japońskiej sceny MMA czyli Kazushiego Sakurabę. Gracie nie chcieli walki na zasadach MMA. Zaproponowali Japończykowi walkę bez sędziów punktowych bez limitu 15 minutowych rund. Japończyk z chęcią przystał na owe warunki. Po 90 minutach walki narożnik Royca postanowił poddać swojego zawodnika. Od tamtej pory Sakuraba nosił przydomek The Gracie's hunter czyli łowca Graciech. Potem Royce stoczył jeszcze jedną walkę w Pride zakończoną remisem z Hidehiko Yoshidą. Royce przeważał jednak walka odbyła się na specjalnychy zasadach. Obaj zawodnicy wystąpili w Gi ale Royce miał tylko dolną część. Podobno odbyła się jeszcze jedna walka z Japońskim judoką ale Sherdog nic o niej nie wspomina.

Potem nastąpił dla niego rok przerwy i na kolejnej gali sylwestrowej czekała go walka z mistrzem świata w sumo czyli Akebono. Wygrana przez omoplatę w 2 minucie i 13 sekundzie nikogo nie zaskoczyła. Akebono nie wychodził przecież do ringu nawet z cieniem szans. Rok później przyszedł czas na walkę z Tokoro, ale ta zakończyła się remisem. Kolejnym przystankiem w karierze Royca była walka na UFC 60 z ówczesnym mistrzem Mattem Hughesem. Przegrana przez TKO z powodu GnP w tylnym dosiadzie obaliła mit Royca jak najlepszego wojownika MMA na świecie. Mówiono, że za walkę z Mattem Gracie otrzymał milion dolarów. Ostatnią walką w MMA jaką stoczył Brazylijczyk była ponowna walka z Sakurabą na gali K-1 Dynamite! USA 6 lutego 2007 roku. Royce pokonał Japończyka ale badania wykazały obecność sterydów anabolicznych w jego organizmie.


Obecnie jest członkiem Hall of Fame UFC i oddaje się uczeniu brazylijskiego ju-jitsu w Kalifornii oraz udziela seminariów na całym świecie.

Royce Gracie wyznaje życie bez używek. Prywatnie ma trzech synów, córkę i żonę. Wystąpił ponadto w teledysku grupy Sepultura.

Royce Gracie zasłużył sobie na szacunek. Oczywiście nikt nie musi go lubić zwłaszcza, że takie powody są jak choćby wpadka ze sterydami oraz żądanie miliona dolarów za walkę z Hughesem. Jednak każdy powinien go szanować za wkład jaki wniósł w rozwój MMA oraz za osiągnięcia w tym sporcie.
Paweł Sawicki jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 18-08-12, 08:08   #4 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Skąd: wschodnie Mazowsze
Postów: 656
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie Vitor Shaolin Ribeiro


Era Brazilian Top Team i Chute Boxe skończyła się ostatecznie wraz z upadkiem PRIDE. Mimo, że obie ekipy wciąż mają w swoich szeregach znakomitych zawodników i zawodniczki, to obecnie o sile brazylijskiego MMA świadczy ekipa Andre Pedeneirasa z jego akademii BJJ i MMA, Nova Uniao. Obecnie legendarny trener ma pod opieką mistrzów UFC i Bellatora w osobach tak znakomitych zawodników jak: Jose Aldo, Eduardo Dantas, Marlon Sandro czy Renan Barao. Jednak gdy jakaś ekipa jest na topie to wszystkich interesuje tylko to, co jest obecnie, zapominając kto tworzył siłę tej ekipy. Dzisiaj chciałbym przedstawić wam jeden z filarów Nova Uniao, Vitora Ribeiro, znanego jako 'Shaolin'.

Historia zdecydowanie najlepszego zawodnika wagi lekkiej na przełomie XXI wieku rozpoczęła się 24-ego lutego w 1979 roku w najsłynniejszym brazylijskim mieście, czyli w Rio de Janeiro. Przez niemal 14 lat Vitor nie wiedział czym są chwytane sporty walki. Pierwszą sztuką walki jaką udało mu się poznać było muay thai, któremu poświęcił się we wczesnych latach szkolnych. Prawdziwa miłość do sztuk walki dopiero miała nadejść, a sam 'Shaolin' nie przeczuwał, że strzała Amora w jego przypadku będzie nosiła na sobie napis BJJ.

Wtedy w Brazylii wszyscy coś trenowali, a zwłaszcza w Rio, gdzie mieściła się przecież kolebka rodziny Gracie. Bójki były popularne również w szkole, do której uczęszczał bohater mojego artykułu. Pewnego dnia zaproponowano mu walkę z o trzy lata starszym chłopakiem, który trenował Luta Livre. Shaolin trenujący muay thai nie mógł sobie poradzić w parterze z rywalem, który bez najmniejszych problemów potrafił kontrolować go w parterze, roztłukując mu nos. Po tej, niestety przegranej dla Shaolina, walce postanowił dowiedzieć się nieco więcej o brazylijskim jiu jitsu i udał się do szkoły Andre Pedeneirasa.

To właśnie w szkole słynnego 'Dede' w Rio de Janeiro nadano mu pseudonim Shaolin. Jest to spowodowane pozycją, jaką przyjmował podczas medytacji, czyli pozycją kwiat lotosu.

Vitor bardzo szybko zaczął odnosić sukcesy w nowej dla siebie dyscyplinie sportu. Już trzy lata po rozpoczęciu treningów został mistrzem świata w dywizji purpurowych pasów. W wieku 18 lat został promowany przez swojego mistrza, któremu jest wierny po dziś dzień, Andre Pedeneirasa na czarny pas BJJ i odpłacił mu się wygrywając po tym swoje drugie Brazilian Nationals, pierwsze wygrał jako brązowy pas, i zostając srebrnym medalistą Pan Amsów. Potem Vitor zwyciężał w Mistrzostwach Świata czarnych pasów trzy razy po kolei: 1999, 2000 i 2001, gdzie walczył z takimi sławami jak Terere, Marcio Feitosa, Royler Gracie czy jego największy koszmar, Leo Vieira.

Właśnie walki z Vieirą przejdą do annałów BJJ jako jedne z najlepszych walk w historii tego sportu. Pojedynek z jednego z turniejów w 2000 roku, dokładnie to na Professional BJJ League był jednym z najbardziej zaciętych pojedynków w historii. Obydwaj spotykali się na zasadach BJJ i ADCC i założyciel CheckMat w każdej udowadniał swoją wyższość nad reprezentantem Nova Uniao.


W 2001 roku rozpoczął się dla Shaolina nowy etap w jego życiu, który notabene trwa do dziś, ale jego absencja w świecie MMA nie wróży nam raczej tego, że miałby on ponownie stanąć między linami ringu. 3-ego listopada Brazylijczyk pokonał na gali WFA Charlie Kohlera w niecałe 4 minuty. Następnych dwóch rywali poddał swoim firmowym duszeniem trójkątnym, które stało się jego znakiem rozpoznawczym, a później firmową techniką Marlona Sandro i Eduardo Dantasa. Następnie rozpoczął karierę w najlepszej ówcześnie organizacji zajmującej się walkami w niższych kategoriach wagowych i jednocześnie jednej z najstarszych organizacji MMA, Shooto.

W debiucie w nowej organizacji zmierzył się z Hiroshim Tsuruya. Po 15 minutach sędziowie wskazali go jako zwycięzcę pojedynku. Kolejną walkę stoczył podobnie jak trzy pierwsze w Stanach Zjednoczonych gdzie swoim firmowym trójkątem rękoma poddał Eddiego Yagina w drugiej rundzie. Pod koniec 2002 roku zmierzył się po raz pierwszy z obecnie numerem 2 w Japonii, Tatsuyą Kawajirim. Po pokazie pięknego jiu jitsu słusznie został wskazany przez sędziów jako zwycięzca walki. Ten doskonały pojedynek można odnaleźć w internecie i jest pozycją obowiązkową dla fanów BJJ w MMA.

W 2003 roku Shaolin oprócz walk w MMA postanowił wystartować w zawodach ADCC, które wtedy w maju odbywały się w brazylijskim Sao Paulo. Na dwa tygodnie przed tą imprezą Ribeiro wygrał walkę w MMA. Na gali Shooto w słynnej Korakuen Hall pokonał przez decyzję Amerykanina, Ryana Bow. Dwa tygodnie później nadszedł czas na ADCC.

W imprezie w swoim ojczystym kraju Ribeiro zaprezentował się dobrze. Z rekordem 7-0 w MMA zawodnik Nova Uniao zdobył brązowy medal. W pierwszej rundzie pokonał nikomu nieznanego Jasona Ramstetter, a w ćwierćfinale czekał na niego obecnie czołowy grappler na świecie, Pablo Popovitch. Walka zakończyła się zwycięstwem naszego bohatera, ale walki półfinałowej nie będzie wspominał najlepiej. Kilkadziesiąt sekund wystarczyło największemu rywalowi Popovitcha, Marcelo Garcii z Alliance, by swoim ulubionym duszeniem zza pleców posłać do krainy Morfeusza wychowanka Andre Pedeneirasa. Mimo dotkliwej porażki z późniejszą mega gwiazdą BJJ, Ribeiro zdołał jeszcze w walce o brąz pokonać Chrisa Browna zdobywając swój pierwszy i jedyny medal na ADCC.

W kolejnej walce w formule MMA Vitor pokonał przez decyzję weterana, Ivana Menjivara podczas gali Absolute Fighting Championship 4 na Florydzie. Później dostał wielką szansę od włodarzy organizacji Shooto, bo miał zmierzyć się o pas mistrza wagi lekkiej z Norwegiem, Joachimem Hansenem.

14-ego grudnia 2003 roku Hansen i Ribeiro stanęli naprzeciw siebie. Stawką był należący do późniejszego mistrza Dream, pas wagi lekkiej Shooto. Po niecałych ośmiu minutach walki wszystko było już jasne. Niepokonany Shaolin poddał Hansena swoim firmowym trójkątem rękoma zostając nowym mistrzem Shooto i praktycznie najlepszym lekkim na świecie.

W swojej pierwszej obronie pasa Shaolin znów dał fanom porcję niezapomnianych wrażeń. Przejścia z kimury do balachy, próby wyciągania tych dźwigni pod różnymi kątami i w bardzo różnych i niestandardowych pozycjach. Jednak mimo szczerych chęci nie udało mu się poddać pretendującego do mistrzowskiego pasa Mitsuhiro Ishidy. Kolejna walka godna polecenia.


Wielki sen jako mistrza Shooto skończył się dla Shoalina dokładnie tego samego dnia, kiedy się zaczął ale rok później. Wtedy to w rewanżu Tatsuya Kawajiri pokonał przez TKO Shoalina, zmuszając sędziego do zatrzymania pojedynku. Była to bardzo kontrowersyjna decyzja, ale jak wiadomo, Japonia rządzi się swoimi prawami, lecz tak naprawdę trudno się nie zgodzić z sędzią, który ma za zadanie chronić zawodników i ich zdrowie. Byłą to ostatnia walka zawodnika Nova Uniao w organizacji Shooto.

Po pierwszej porażce w karierze Shoalin stoczył walkę na Hawajach, gdzie na gali Rumble on the Rock 7 poddał Japońyczka, Tetsuji Kato swoim firmowym trójkątem rękoma w trzeciej rundzie. Po tej walce zadebiutował w brytyjskiej organizacji Cage Rage, która niedługo potem stała się jego domem.

Debiut w nowej organizacji był łatwy, szybki i przyjemny. Zaledwie 73 sekundy wystarczyły naszemu bohaterowi do poddania Geralda Strebendta na 12-stej gali Cage Rage.

We wrześniu 2005 roku łupem Shaolina na Cage Rage 13 padła głowa Jeana Silvy, słynnego capoeristy znanego z walki z Marcinem Heldem. Stawką walki był pas Cage Rage w wadze lekkiej. Niecałe dwie rundy wystarczyły Shaolinowi, by udowodnić, że wciąż jest jednym z najlepszych lekkich na świecie. Oczywiście walka zakończyła się poddaniem ulubionym przez Shaolina duszeniem trójkątnym rękoma.

Kolejne dwie walki Shaolin stoczył w Japonii i w USA. Najpierw 3-ego lutego pokona na gali MARS przez decyzję Eiji Mitsuokę, a miesiąc później na GFC: The Gracie vs The Hammer House w Columbus w stanie Ohio poddał na skutek obrażeń wywołanych ciosami w parterze Chrisa Brennana. Następnie miał pół roku przerwy i we wrześniu przystąpił do obrony pasa Cage Rage. 4 minuty i 27 sekund, tyle dokładnie potrzebował do skończenia kimurą zawodnika gospodarzy, Abdula Mohameda.

W październiku, dokładnie 5-ego i 6-ego października Vitor 'Shaolin' Ribeiro, wtedy już z rekordem 16 -1 pojawił się na zaproszenie trenera Mirosława Oknińskiego w Warszawie by udzielić seminarium. Podczas dwudniowych lekcji z Shaolinem w zakresie MMA i submission fighting każdorazowo na macie było ok 80 osób. Seminarium było wielkim sukcesem jak wspominają uczestnicy, a sam trener Okniński później sprowadzał równie wielkie gwiazdy MMA jak chociażby Ricco Rodriguez.

Kolejna walka to kolejny klasyk. Na Cage Rage 19 Shaolin po długiej i rozpaczliwej obronie Daisuke Nakamury poddał Japończyka, walczącego w charakterystycznych butach, balachą. Byłą to ostatnia walka Shoalina na brytyjskiej ziemi.

Kolejnym przystankiem dla zawodnika Andre Pedeneirasa była Japonia, a dokładniej K-1 Hero's. W tej organizacji Shaolin stoczył trzy walki, notując dwie wygrane przez poddanie trójkątem rękoma: Ryuki Ueyama i Kazuyuki Miyata oraz porażkę przed czasem z JZ Calvanem. Właśnie walka z Calvanem sprawiła, że Shaolin spadł z piedestału i z tronu króla wagi lekkiej w świecie MMA. Wtedy do głosu zaczął dochodzić również jego kolega z teamu, BJ Penn.

Po walce z Calvanem Shaolin miał blisko dwuletnią przerwę od MMA spowodowaną głównie kontuzją oka i otwarciem swojej własnej akademii w Nowym Jorku. W 2009 roku zgłosiła się do niego Dream i zestawiła go w walce z Katsuhiko Nagatą. Brazylijczyk potrzebował niecałych 8 minut, by zdominować rywala i kolanem z pozycji bocznej rozciąć głowę rywalowi. Sędziowie nie dopuścili Nagaty do dalszej walki i tak oto Shaolin zanotował ostatnie zwycięstwo w karierze.


Na Dream 10 Shinya Aoki pokazał światu, że obecnie w MMA sam parter nie wystarczy. Uznawany za najlepiej walczącego z pleców w MMA Aoki jak ognia unikał konfrontacji w parterze z Shaolinem i po kilku treningach w Tajlandii postanowił wykorzystać swoje muay thai. Wystarczyło to na mającego problemy kondycyjne Shaolina, który po walce mówił, że za bardzo chciał przenieść walkę na ziemię.

Następne dwie walki Shaolin stoczył w USA w organizacji Strikeforce po kolejnym rozbracie z ringiem, spowodowanym otwarciem akademii i problemami z oczami. Dwie dobre walki, ale dwie porażki przez decyzję, w których widać było jednopłaszczyznowość Shaolina. Lyle Beerbohm i Justin Wilcox okazali się być pogromcami niegdyś najlepszego zawodnika wagi lekkiej. Od listopada 2010 roku z powodu braku ofert Shaolin pozostaje nieaktywny i wciąż ma ważną umowę ze Strikeforce.


Obecnie Shaolin oddaje się prowadzeniu swojej akademii w Nowym Jorku, która jest filią Nova Uniao. Jak sam mówi były momenty, że chciał zrezygnować z prowadzenia swojej własnej szkoły, ale na szczęście wszystko się poukładało i dalej prowadzi zajęcia w Nowym Jorku. Cechą charakterystyczną Shaolina jest to, że jako jeden z niewielu zawodników nie zmieni barw klubowych. Sam zainteresowany argumentuje to tym, że nie goni za modą jak wielu zawodników, których podnieca fakt, że ktoś ma kilku mistrzów świata, więc zaczną z nim trenować. Shaolin jest wdzięczny Pedeneriasowi za uwagę jaką mu poświęcił i za wsparcie. Jak mówił w wywiadzie dla onthematradio.com gdyby trafił pod skrzydła innego nauczyciela to mógłby się tak nie rozwinąć jak pod opieką swojego mistrza. Zawdzięcza mu wiele i nie wyobraża sobie reprezentowania nagle kogoś innego.

Tak oto wygląda zawodowa kariera Vitora 'Shaolina' Ribeiro. Wraz z Robsonem Mourą, BJ Pennem i Leo Santosem stanowili podwaliny obecnego sukcesu akademii Nova Uniao, która obecnie jest najlepszą szkołą MMA w Brazylii. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się więcej o naszym bohaterze, to Shaolin sam odpisuje na maile z adresu podanego na stronie
Aby zobaczyć link załóż konto: zarejestruj sie





FOTKI
Vitor w Polsce
Aby zobaczyć link załóż konto: zarejestruj sie

Paweł Sawicki jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 08-08-13, 17:39   #5 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Skąd: wschodnie Mazowsze
Postów: 656
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie


David "Tank"Abbott jest najlepszym przykładem na to że do UFC nie trafia nikt z ulicy. TAK! Tank Abbott trafił do oktagonu prosto z baru, gdzie wzniecał bójki, z których zwykle wychodził bez szwanku. Oto sylwetka jednej z legend UFC

David Lee Abbott urodzony 26 kwietnia 1965 roku w Huntington Beach w stanie Kalifornia. Swój styl walki szlifował przez długie lata walcząc w kalifornijskich barach. W młodości trenował futbol oraz zapasy. W zapasach był nawet mistrzem stanu w liceum i mistrzem NJCAA ALL AMERICAN. Właśnie doświadczenie zapaśnicze i zwierzęca siłą pomagały mu wygrywać w podziemnych walkach.

Swój debiut w UFC David Abbott zaliczył podczas gali UFC 6. Ksywka Tank dokładnie opisywała styl walki naszego bohatera. Niczym T-34 nacierał na swoich rywali z pełną siłą, uderzając i powalając ich na ziemię. John Muta został zmiażdżony w 18 sekund. W drugiej walce inny kolos Paul Valerans nie wytrzymał pełnych dwóch minut. Dopiero w finałowej batalii Abbott musiał uznać wyższość dużo lżejszego sambisty Olega Taktarova. Przez blisko 18 minut walczył z gardy Taktarova, próbując zmusić go do poddania przez serię ciosów w parterze. Dopiero po 17 minutach walki Taktarov zajął dogodną pozycję i wykończył Tanka przez RNC. Obaj po walce byli skrajnie wyczerpani a narożnik Rosjanina wynosił go z klatki.

W swoim drugim turnieju podczas UU '95 Tank Abbott w pierwszej walce podejmował Stee Jennuma. Amerykanin przetrwał z mocno bijącym Tankiem zaledwie minutę i 14 sekund. W następnej walce czekała na Tanka wielka przeszkoda. Dan Severn, jeden z najlepszych zawodników MMA w tamtych czasach. Szybkie obalenie Abbotta i kontrola walki przez Severna pozwoliły mu wygrać przez decyzję. Doszło nawet do tego ze Abbott chcąc uniknąć obaleń trzymał się bardzo mocno siatki.


Potem przyszło kilka gal odpoczynku i powrót na UFC 11. W pierwszej walce wygrana przez poddanie z Samem Adkinsem a w drugiej Tank zmierzył się z niezłym uderzaczem Scottem Ferrozzo. Długo walczyli w klinczu w którym aktywniejszy, głownie dzięki dlatego że Tank nie używał nóg gdy walczył, uderzając często kolanami był Ferrozzo i to na jego wskazali sędziowie po 3 dodatkowych minutach. Tank pojawił się potem na UU '96 gdzie po raz kolejny stanął do walki w turnieju w którym oprócz pasa nagrodą było 150 000$. W pierwszej walce z zawodnikiem tae kwon do Calem Worshamem mniejszy Worsham zdecydował się klepać po ciosach Abbotta, jednak Tank strzelił go jeszcze dwoma ciosami w twarz na co niższy Worsham zareagował bardzo agresywnie. big John Mc Carthy miał troszeczkę kłopotów z opanowaniem zawodnika. W drugiej walce rywalem Tanka był zastępujący Kena Shamrocka Steve Nalmark. Jednak że blokowanie ciosów twarzą nie jest dobrą taktyką na walkę z takimi puncherami jak Abbott nie muszę nikogo przekonywać. W 3 sekundzie drugiej minuty prawy prosto w ucho posłał na deski Nelmarka. Był to jeden z najlepszych nokautów w historii UFC. Nelmark upadł niczym Rashad Evans w pojedynku z Lyoto Machidą. W finale czekał zmęczony pierwszą walką Don Frye. Walka od początku dobrze się zaczęła dla Tanka po prostym Frye zaliczył deski i postanowił wdać się w wymianę z Tankiem gdy jak mówił chciał spojrzeć bestii prosto w oczy. Już po minucie Tank znalazł się w gorszej pozycji w parterze by w minutę i 22 sekundy dać się zastopować przez RNC. Frye został nowym mistrzem i zgarnął 150 000$, na pocieszenie dla Tanka zostało 25 tysięcy zielonych.

Potem przyszła passa dwóch porażek. Pierwsza bardzo dotkliwa z młodziutkim Vitorem Belfortem w niecałą minutę. Podczas UFC 15 Abbott dostał szansę walki o pas mistrza UFC. Jego przeciwnikiem był Maurice Smith. Po 8 minutach i 8 sekundach Big John McCarthy w skutek low kicków przerwał pojedynek.

Fatalną passę David przerwał dopiero na Ultimate Japan I gdzie wygrał przez decyzję z japońskim zapaśnikiem Yoji Anjo. Niestety Tank nie był w stanie wyjść do walki finałowej i tak oto Kazushi Sakuraba został zwycięzcą turnieju na UFC Japan. Podczas UFC 17 tank nie zmęczył się podczas walki z Hugo Duarte. Niecałe 45 sekund i było po sprawie Czołg znowu zmasakrował swojego przeciwnika. Jednak rewanż na Abbocie za porażkę rodaka wziął Pedro Rizzo podczas gali UFC Brazil. Tank umiejętnie obalił trenowanego przez Mauricio Ruasa Brazylijczyka i starał się go kontrolować w parterze. Jednak po podniesieniu walki przez sędziego Tank był wyczerpany co umiejętnie wykorzystał Rizzo nokautując wielkiego Tanka.

Po porażce z Rizzo Tank postanowił zarabiać na życie walcząc w zawodowych zapasach. oczywiście epizodycznie pojawił się w WCW, gdzie wtedy prym wiedli Goldberg czy Hulk Hogan. Mimo że Abbott posiadał niezłe wyszkolenie zapaśnicze jego firmową akcją był pojedynczy cios, którym potrafił kończyć walki. Tank walczył w wrestlingu przez 4 lata by w 2004 roku ponownie walczyć w UFC. Dana White poinformował oficjalnie o jego powrocie podczas UFC 40. Jako przyczynę Tank poda; zniewieścienie fighterów, że bardziej dbają o włosy a nie o walkę.

Jego "debiut" przypadł na UFC 41 gdzie zmierzył się z specjalistą od parteru Frankiem Mirem. Jak to Abbott miał w zwyczaju walka trwała niecałą minutę. Oczywiście nie mający prawie żadnego pojęcia o technikach kończących tank dał się złapać w klucz na stopę, który zakończył walkę. W drugiej walce po powrocie do macierzystej organizacji Tank zmierzył się z uczestnikiem UFC 3, świetnym parterowcem Kimo Leopoldo. Mający spore umiejętności grapplerskie Kimo w niecałe dwie minuty poddał Tanka trójkątem rękoma. Swoją trzecią porażkę w krótkim czasie Tank zanotował na UFC 45 gdzie zmierzył się z Wesleyem Correirą. Walka trwała zaledwie 2 minuty i 14 sekund, jednak Abbott nie przegrał przez poddanie tylko przez rozcięcie. Trzy porażki w UFC to byo za dużo i Abbott musiał opuścić największą organizację MMA.


Potem Abbott walczył na całym świecie. Przegrał min z Hidehiko Yoshidą na Pride, w walce wieczoru na gali Strikeforce z Paulem Buentello, kolejna porażka z Garym Turnerem na Cage Rage 21 i w końcu ostatnia z Kimbo Slicem na gali Elite XC. Mimo to Abbott nie zaliczał samych porażek. Zaraz po zwolnieniu z UFC zrewanżował się "Kapuście" za porażkę podczas UFC 45 a w ostatniej walce na Valentine Masacre wygrał przez KO w 29 sekundzie z Mikem Bourke.

Ponadto Tank wystąpił na gali IGF 6 gdzie przegrał przez balahę z Joshem Barnettem. W Japonii ciosem kończącym Tanka podobnie jak w USA był pojedynczy prawy, którym nokautował rywali.

Tank tworzył historię UFC wspólnie z Roycem Gracie i Kenem Shamrockiem. Był uwielbiany przez kibiców za swój destruktywny styl walki. Mimo to Tank to nie sama siła pięści. to także świetny background zapaśniczy i świetne double leg takedown. Abbott lubi walczyć w parterze i uderzać rywala z pozycji dominującej. Tank to nie tylko pięść i tak go pamiętaj drogi czytelniku! Mimo że nie wiedział absolutnie nic o technikach kończących zasługuje na miejsce w naszej pamięci, bo to on był chyba bardziej ojcem MMA niż Gracie i Shamrock. Z pewnością jego bardziej kochali kibice zarówno w USA jak i w Japonii.
Paweł Sawicki jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 28-08-13, 21:45   #6 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Skąd: wschodnie Mazowsze
Postów: 656
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie


Dan Severn jest legendą UFC. Toczył świetne pojedynki z Roycem Gracie i Kenem Shamrockiem. Niewątpliwie zasłużył sobie by zostać członkiem galerii sław UFC. Walczył wiele lat i jeszcze teraz sporadycznie pojawia się w ringu.

Dan "The Beast" Severn urodził się 8 czerwca 1958 roku. Walczył w ponad 100 walkach na zasadach MMA i jeszcze nie zawiesił rękawic na kołku. Karierę w MMA zaczynał od występu podczas UFC 4 które było galą turniejową. Przeszedł jak burza przez drabinkę i w finale spotkał się z uważanym wtedy za najlepszego zawodnika MMA na świecie Roycem Gracie. Wcześniej pokazał że brazylijskie jiu-jitsu nie jest mu tak obce jak innym i pokonywał rywali przez duszenia. W finałowej walce przez ponad 15 minut starał się postawić opór wielkiemu mistrzowi walcząc w jego gardzie. Wtedy pokazał że będzie liczącym się zawodnikiem UFC. Podbiłe serca fanów dwoma suplesami na Maciasie.

The Beast powrócił na UFC 5 gdzie wystartował w kolejnym turnieju. Potrzebował zaledwie 9 minut by rozprawić się z trzema rywalami i wygrać cały turniej. W nagrodę za wygranie turnieju zmierzył się z Kenem Shamrockiem w walce o tytuł na gali UFC 6.

Walka z Shamrockiem trwała niewiele ponad 4 minuty. Shamrock zakończył ją gilotyną i pokazał kto jest lepszym fighterem, zdobywając pas UFC Superfight.

Severn potem wystąpił jeszcze w jednym turnieju UFC na gali Ultimate Ultimate 1995. Paul Valerans poddał się dosyć szybko po trójkącie rękoma a potem przyszła kolej na barowego potwora i fenomenalnego punchera Davida "Tanka" Abbota. Dan przez 18 minut unikał nokautujących bomb groźnego Tanka i po 18 minutach to na jego zwycięstwo wskazali sędziowie. W finale spotkał się z Olegiem Taktarovem zwanym także niedźwiedziem polarnym. Po 30 minutowej walce znowu to jego ręka powędrowała w górę. Na UFC 9 ponownie spotkał się z Kenem Shamrockiem a stawką tego starcia był ponownie tytuł mistrza UFC superfight.

Tym razem Dan nie dał się tak łatwo zaskoczyć Shamrockowi i mieliśmy 30 minut wyrównanej walki. Sędziowie wskazali jednak na zwycięstwo Severna, który został nowym mistrzem UFC. Po tej gali Severn postanowił odpocząć od oktagonu i zawalczył 4 razy poza granicami UFC. Wrócił na galę UFC 12 gdzie zmierzył się o swój pas z Markiem Colemanem. Coleman bardzo szybko pokonał mistrza przez duszenie i po niecałych 3 minutach mógł cieszyć się z wywalczonego mistrzostwa UFC.

Po porażce z Colemanem Severn opuścił UFC i zaczął się pojedynkować na innych galach MMA zarówno w USA jak i w Japonii. W tamtym czasie walczył z takimi sławami jak: Jeremy Horn(remis), Ebenezer Braga(zwycięstwo), Paul Buentello(zwycięstwo) a potem dostał zaproszenie na pierwszą galę PRIDE. W tej japońskiej organizacji jego przeciwnikiem był znany z UFC Kimo Leopoldo. Walka zakończyłą się remisem po 30 minutach. Potem jeszcze dużo walczył na innych galach min: dwukrotnie z Kevinem Rosierem, raz z Patem Miletichem a także przegrał z Joshem Barnettem. Jeszcze raz został skuszony na powró do UFC gdzie zmierzył się w dywizji ciężkiej Pedro Rizzo,w której dość szybko został pokonany przez Brazylijczyka. To była jego ostatnia oficjalna walka w UFC. Potem walczył bardzo dużo ze znanymi przeciwnikami: dwukrotnie z Travisem Fultonem, przegrana z Forrestem Griffinem i uczestnikiem superfightu na UFC FAN EXPO Ulysses Castro, Wes Sims, Justin Eliers, Rubben Villareal,. Ostatnio walczył z mniej znanym,i przeciwnikami a trzy jego ostatnie walki zakończyły się przez decyzję i tylko jedna na jego korzyść. Walczył także dla kanadyjskiej organizacji King of the Cage a obecnie walczy sporadycznie na bardzo małych galach. Podczas gali UFC 52 został ogłoszony członkiem Hall of Fame UFC.

Severn oprócz kariery w MMA zajmował się także karierą w zawodowych zapasach walczył dla NWA(National Wrestling Alliance,) i WWE(World Wrestling Entertaiment) w USA a także dla UWF(Ultimate Wrestling Federation) w Japonii. Był jedynym człowiekiem który w tym samym czasie dzierżył dwa tytuły w różnych sportach: jeden w MMA a drugi w pro-wrestlingu(pas NWA zdobyty w 1995 roku). W WWF walczył w Royal Rumble gdzie wchodził jako 8 i przebywał w ringu 6 minut. Brał także udział w turnieju King of the Ring ale został wyeliminowany w półfinałąch przez The Rocka. W 2000 roku powrócił do NWA i zdobył pas wagi ciężkiej. Brał udział w inauguracyjnej gali TNA vs NWA gdzie obronił swój pas pokonując Kena Shamrocka. Przez pewnien okres był tez właścicielem PWG ale w 2007 roku zrezygnował z pełnienia tej funkcji.

Severn zaskakiwał swoich rywali inteligencją i znajomością technik kończących. Duszenia Severna były tak samo abstrakcyjne dla przeciwników jak te Royca Gracie z czasó UFC 1. Bo kto z nas słyszał o Bulldog Choke czy Jaw Choke. Ponadto wiele swoich walk kończył chwytami zapaśniczymi czyli kluczem na rękę(americana) czy kimurą. Oprócz wspomnianego już arsenału technik kończących Severn był niesamowicie silny o czym świadczą chociażby dwa suplexy na Maciasie. Wiele swoich walk rozwiązywał w parterze bo niegdy nie był nawet w połowie tak świetnym strikerem jak Tank Abbot czy Don Frye.

Oto pełna lista osiągnięć Severna

Amateur wrestling
Arizona State University wrestling Hall of Famer
1980 Summer Olympic team alternate
13 National AAU wrestling championships from 1982 to 1994
1984 Summer Olympic team alternate
1985 Canada Cup Gold Medalist
Mixed martial arts
Continental Freefighting Alliance
CFA Super Heavyweight Championship (1 time, current)
Gladiator Challenge
Gladiator Challenge Superfight Heavyweight Championship (1 time, current)
The Danger Zone
Undefeated in Danger Zone single bout competition
Ultimate Fighting Championship
UFC 5 Championship
UFC Ultimate Ultimate 1995 Championship
UFC 9 Superfight Championship
UFC Hall of Fame
World Extreme Cagefighting
WEC Super Heavyweight Championship (1 time)
Professional wrestling
Cauliflower Alley Club
Other honoree (1998)
Global Wrestling Alliance
GWA Heavyweight Championship (2 times)
New Japan Pro Wrestling
NWA World Heavyweight Championship (1 time)
NWA UK Hammerlock
NWA United Kingdom Heavyweight Championship (1 time)
Smoky Mountain Wrestling
NWA World Heavyweight Championship (1 time)
Paweł Sawicki jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 11-09-13, 06:59   #7 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Skąd: wschodnie Mazowsze
Postów: 656
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie


W czasach, gdy UFC dopiero zaczynało stawiać pierwsze, niezdarne jeszcze kroczki, największe sukcesy odnosili zawodnicy wywodzący się z zapasów, zwłaszcza w stylu wolnym. Polacy zawsze byli wspaniałymi zapaśnikami i co by było gdyby trafiali na pierwsze gale UFC? Jednak walczyli głównie Amerykanie: Daniel Severn, Kevin Randleman czy bohater tego artykułu Mark Kerr.

Kerr urodził się 21 grudnia 1968 roku w małym miasteczku Toledo w stanie Ohio. Ohio jest do dzisiaj kolebką amerykańskich zapasów, gdyż pochodzi z tego stanu min: Mark Coleman, przyjaciel Marka Kerra oraz Dan Gable jeden z najlepszych zapaśników w historii. Zwany także Smashing Machine Kerr od dziecka marzył by zostać zawodowym zapaśnikiem i walczyć dla World Wrestling Federation (obecnie WWE). Wraz z młodszym bratem przysparzali sporo kłopotów swoim rodzicom ciągłymi awanturami z użyciem siły. Gdy matka pytała się co robią, bracia odpowiadali "Nic, po prostu walczymy w wrestling".

W roku 1983 Kerr zaczął swoją przygodę z licealnymi zapasami w Bettendorf w stania Iowa. W miejscowym liceum dzielił szatnię z późniejszym mistrzem UFC wagi lekkiej Patem Miletichem, który uczęszczał wtedy do ostatniej klasy. Po ukończeniu pierwszego roku młody Mark przeniósł się do liceum w Toledo, gdzie kontynuował naukę i karierę zapaśniczą.

Na Uniwersytecie Syracuse Mark był mistrzem pierwszej dywizji do 190 funtów w 1992 roku. Randy Couture, który wtedy ćwiczył w Uniwersytecie Stanu Oklahoma zajął drugie miejsce w tej samej dywizji. Kerr był także mistrzem pierwszej dywizji All American w 92. W 1994 Mark Kerr został mistrzem USA seniorów w zapasach w stylu wolnym w wadze do 220 funtów. Gdy Mark trenował zapasy zaczął powoli interesować się MMA by zarobić troszkę kasy.


Jego debiut przypadł na turniej World Vale Tudo Championship III. W pierwszej walce na tej gali zmierzył się z olbrzymim Paulem Valeransem, który w przyszłości pojawiał się w oktagonie. Po dwóch minutach GnP sędzia przerwał walkę. W drugiej walce Kerr zmierzył się z Mestre Hulkiem i po ponad 2 minutach został ogłoszony zwycięzcą z powodu niewłaściwego używania lin przez Hulka. W finale czekał na niego zawodnik gospodarzy, Fabio Gurgel. Po 30 minutach walki ze złamaną ręką przy użyciu GnP, łokci, kolan w parterze i uderzeń głową sędziowie wskazali na zwycięzcę Amerykanina. Po serii trzech zwycięstw w Brazylii o młodego Marka upomnieli się włodarze UFC.


Jego debiut w UFC przypadł na turniej podczas UFC 14. Dwie walki trwające łącznie niewiele ponad 4 minuty. W pokonanym polu Kerr zostawił Izraelczyka Moti Horensteina oraz jedynego mistrza dywizji super ciężkiej UFC Daniela Bobbisha. Swojego tytułu przyszło mu bronić już na UFC 15 gdzie minuta i 10 sekund wystarczyło mu by ponownie zostać mistrzem. Tak imponująca seria zwycięstw nie mogła obić się bez echa i następną walkę Kerr stoczył w Japonii na ringach Pride.

W tamtym czasie MMA dopiero raczkowało, Pride zdobyło rozgłos dzięki pierwszej gali a na drugiej pojawił się już dwukrotny mistrz UFC, znany zapaśnik Kerr i zmierzył się z mistrzem K-1 Branko Cikaticem. Citakic za wszelką cenę nie chciał być obalony i w końcu cierpliwość sędziego się skończyła i zdyskwalifikował Chorwata za przytrzymywanie się lin. Podczas Pride 3 przeciwnikiem amerykańskiego zapaśnika był mający większe pojęcie o mieszanych sztukach walki niż Citakic Brazylijczyk Pedro Otavio. Jednak na rozpędzonego Marka Kerra znajomość MMA to za mało. Dwie minuty i trzynaście sekund, tak oto przedstawia się oficjalny czas walki. Udana dźwignia na łokieć doprowadziła do zwycięstwa Amerykanina. Trzeci rywal w Pride miał być bardziej wymagający. Mark Kerr w swojej walce po podczas Pride 4 zmierzy się z innym Brazylijczykiem Hugo Duarte. Jak się okazało była to jak do tamtej pory najtrudniejsza walka w karierze Amerykanina. Ponad 17 minut walki aż w końcu dzięki niezawodnemu GnP Kerr mógł się cieszyć z 10 zwycięstwa z rzędu w swojej karierze zachowując nie splamiony rekord.

Podczas następnej gali największej wtedy organizacji MMA Kerr zmierzył się z japońskim aktorem Nobuhiko Takadą. Walka trwałą kilka sekund ponad trzy minuty i zakończyła się przez odklepanie Japończyka kimury. Mark nie zamierzał oczywiście rezygnować z walki podczas Pride 7 gdzie jego przeciwnikiem miał być Ukrainiec Igor Vocochanchyn. Na konferencji prasowej przed galą organizatorzy po raz pierwszy zabronili kolan w parterze. Oczywiście wywołało to ogromne zdziwienie wśród zawodników i fanów. Jednak podczas walki sędzia albo nie został poinformowany o tym fakcie albo po prostu o tym zapomniał bo Vovochanchyn znokautował Marka serią kolan w parterze. Walka do tego momentu była wyrównana i Amerykanin częściej znajdował się w pozycji dominującej. Schodząc do szatni Kerr przedstawił problem organizatorom, którzy później uznali walkę za nie odbytą (No Contest).

Kolejnym etapem w karierze Kerra było pierwsze w historii Pride Open Weight GP. 16 najlepszych zawodników MMA min": Coleman, Goodrige czy Fujita rywalizowało o 100 000$. Kerr w pierwszej walce zmierzył się z Japończykiem znanym z organizacji RINGS, Ensonem Inoue. Po jednej 15 minutowej rundzie sędziowie nie mieli wątpliwości kto powinien zostać zwycięzcą. Tak oto Mark wykonał mały kroczek w kierunku 100 000$. W drugiej rundzie turnieju, jednej nocy zwycięzca musiał stoczyć aż trzy walki. Kerr zmierzył się z solidnym Kazuyuki Fujitą, który dominował w klinczu i w parterze nie dając dojść do głosu Amerykaninowi. Po gongu nikt w narożniku Kerra nie łudził się, że Mark może wygrać. Fujita zasłużenie awansował do kolejnej rundy a Mark poszedł na stół, by zszyć rozcięcie na podbródku.

Po pierwszej porażce w karierze zaczął się powolny upadek wielkiego talentu Marka Kerra. W przeszłości uzależniony od środków przeciwbólowych zapaśnik miał problemy z własnym ciałem i psychiką. Mimo że wygrał kolejną walkę z Igorem Borisovem nie przypominał człowieka, który siał spustoszenie w oktagonie. Podczas Pride 12 doszło do rewanżu z Vovochanchynem, niestety walka zakończyła się porażką Amerykanina. Jego rodak Heath Herring na Pride 15 zmusił sędziego do przerwania walki przez kolana w parterze. Jednak naprawdę bolesna porażka miała dopiero nadejść.

Blisko po dwa i pół roku Kerr wraca na biały ring. Jego przeciwnikiem podczas Pride 27 jest Yoshihisa Yamamoto. Próba obalenia rywala z dwóch nóg kończy się uderzeniem głową o matę i po 40 sekundach Japończyk niespodziewanie pokonuje jedną z legend MMA.

Po rozstaniu z Pride Mark błąkał się po większych i mniejszych organizacjach MMA. Walczył w IFL z Mikem Whiteheadem, gdzie przegrał po 2 minutach i 40 sekundach. Potem wygrał dwie walki z rzędu z kiepskimi rywalami na malutkich galach by w kwietniu 2008 ulec przez dźwignię na kolano w niecałe dwie minuty innej legendzie UFC Olegovi Taktarovowi. Potem jeszcze dwie porażki z mało znanymi zawodnikami i na koniec 2008 roku kolejna przegrana tym razem z Jeffem Monsonem przez RNC po ponad trzech minutach walki. W 2009 roku Kerr pojawił się na ringu dosyć niedawno, zastępując Dona Frye w walce z utalentowanym zapaśnikiem Muhammedem Lawalem. Jak się skończyło wszyscy wiemy. Potworny slam z obalenia z jednej nogi i dokończenie Marka przez GnP. Tak oto skończyła się ostatnia walka jednego z największych zmarnowanych talentów w MMA.


Kerr ponadto walczył w mistrzostwach w submission wrestlingu. W 2000 roku wygrał najcięższą kategorię wagową oraz absolute. W 2001 roku mistrzostwo superfight. Oto pełna lista jego grapplerskich osiągnięć:

ADCC World Submission Wrestling Championships
ADCC 2003 Superfight championship: Lost to Ricardo Arona.
ADCC 2001 Superfight championship: Defeated Mario Sperry.
ADCC 2000 99 kg+: 1st Place Openweight: 1st Place
ADCC 1999 99 kg+: 1st Place
Collegiate Results NCAA Division I Collegiate Championships
1992 190 lbs: 1st Place
Freestyle Results FILA World Championships Freestyle Results
1993 220 lbs: 7th Place
USA Senior Freestyle Championships
1994 220 lbs: 1st Place


HBO wyprodukowało także film biograficzny o bohaterze mojego artykułu
"The Smashing Machine: The Life and Times of Extreme Fighter Mark Kerr"

Kerr sam przegrał swoją karierę. W znacznej mierze winne jest temu uzależnienie od środków przeciwbólowych. Kerr poddał się 28 dniowej kuracji, która zakończyła się sukcesem, jednak nie do końca. Może uwolnił się od nałogu ale na ringu nie przypominał już tego samego człowieka. Kerr od zawsze był zapaśnikiem i nigdy nie zmienił swojego stylu walki. Trochę treningów stójkowych pomogło w walce z Inoue i to wszystko. Kerr był jednowymiarowy, lecz chciał się nauczyć walki i jak mówił Bas Rutten ‘’Dziwne, że zapaśnik chce się czegoś nauczyć’’. Jednak Mark ‘’Smashing machine" Kerr był jednym z ojców MMA, zwłaszcza tego japońskiego MMA.
Paweł Sawicki jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 10-11-13, 12:56   #8 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Skąd: wschodnie Mazowsze
Postów: 656
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie Joczu


Minęło już przeszło 13 lat* odkąd walki MMA obecne są w Polsce. Taki niemały okres czasu pozwala na inaugurację nowego cyklu artykułów dotyczących historii krajowego MMA zatytułowanego "Leksykon wojowników".

Będziemy przybliżać w nim sylwetki zawodników, którzy współtworzyli i współtworzą polską scenę mieszanych sztuk walki. Nie będzie to zestawienie chronologiczne, jednak obiecujemy nie pominąć żadnego z prawdziwych wojowników, dzięki którym ten współczesny – ale odwołujący się do tradycji antycznego Pankrationu – sport ukorzenił się w świadomości rzeszy fanów.

Dziś zaczynamy od przedstawienia z pewnością jednego z najbardziej niedocenianych polskich zawodników – Roberta Jocza.

Ten urodzony w 1976 roku zawodnik, przed rozpoczęciem kariery w MMA z powodzeniem uprawiał judo. Ta sztuka walki była też sportem bazowym Roberta Jocza, co też specjalnie dziwić nie może, bowiem zaczynał on karierę w MMA w czasie kiedy o profesjonalnych klubach MMA nikt nawet nie myślał, a najbardziej uznane obecnie osobowości polskiej sceny BJJ z dumą zdobywały nominacje na niebieskie pasy.

Popularny „Joczu” całą swoją dotychczasową, bo wciąż przecież trwającą karierą, udowodnił jednak, że nie jest zawodnikiem jednowymiarowym, z równym powodzeniem kończąc walki przez techniki kończące jak i uderzenia.

Pierwsza zawodowa walka nie była szczególnym powodem do dumy. Zresztą słaby debiut był w tym czasie swoistą tradycją dobrych – jak się to później okazywało – zawodników. Brak zwycięstw w pierwszej walce odnotowali m. in. Jan Błachowicz, Tomasz Drwal, Grzegorz Jakubowski, Krzysztof Kułak, Łukasz Leś czy Grzegorz Trędowski.

Naszego bohatera spotkała gorycz porażki zadanej przez Lucio Linharesa, późniejszego zawodnika UFC (stoczył tam 2 pojedynki przegrywając z Yushin Okami Rousimarem Palharesem). Warszawski wojownik z zawodnikami, którzy później trafiali do UFC mierzył się w swojej karierze pięciokrotnie, niestety ponoszący tyle samo porażek. Sama walka odbyła się w 2005 r. w… Helsinkach. Zresztą walki za granicą były codziennością - popularny „Joczu” stoczył ich aż 21 na 28 wszystkich pojedynków. Dodatkowo przez długi okres swojej kariery związany był z holenderską organizacją Beast of the East, z którą rozstał się jednak w niezbyt miłych okolicznościach po porażce z Hracho Darpinyanem. W pewien sposób przełożyło się to na słabszą rozpoznawalność w Polsce. Już w 2007 r. Marcin Hawryszko - osobowość warszawskiego środowiska sportów walki pozytywnie wyrażał się o umiejętnościach zawodniczych i trenerskich Roberta Jocza, zaznaczając, że może nie jest tak znany w środowisku jak ówcześnie mający już 15 stoczonych walk Michał Materla, ale solidny warsztat i mocna psychika nakazuje zwrócenie uwagi na zawodnika z Warszawy.

Obecnie charakteryzując styl walki i umiejętności Roberta można użyć sformułowań: Ground-and-pound, ciągła presja, tytanowa kondycja. Jednak szczególnie ta ostatnia cecha wymagała szczególnego treningu. Wystarczy wspomnieć walkę Francis Carmont-Robert Jocz, która miała miejsce na KSW 5 w 2006 r. (wtedy jeszcze Konfrontacji Sztuk Walki), by przypomnieć sobie dosłownie „pływającego” zawodnika, który tylko siłą charakteru dotrwał do ostatniego gongu ratując się przed nokautem. Nie można tylko zapomnieć, że wszystko działo się w czasach gdzie metodyka treningu MMA w Polsce dopiero raczkowała, a dokładniej powstawała na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji.

Na pewno gorszymi momentami kariery były już wspominane porażki z zawodnikami trafiającymi później do UFC. Nie można jednak nie wspomnieć o

chlubnych zwycięstwach. Lista pokonanych zawierająca takie nazwiska jak: Dave Dalgliesh, Assan Njie, Dion Staring czy Mikhail Zayats pozwoliła na przynależność do ścisłej czołówki europejskich zawodników wagi – 84 kg. Konsekwencją długiej passy aż 10 zwycięstw na ringach holenderskich organizacji była możliwość walki o tytuł mistrza świata w Shooto, który to pas otwierał szansę na pozaeuropejską karierę. Przeciwnikiem był trenujący w Holandii Afgańczyk Siyar Bahadurzada obecnie zawodnik UFC, a wtedy flagowa postać organizacji Shooto i jeden z liderów teamu Golden Glory. Walka odbyła się w 2009 r. na jubileuszowej dla gymu GG (10-lecie istnienia) gali UG 11 - A Decade of Fights. Obok tej dwójki wystąpili tacy fighterzy jak Alistair Overeem, jego starszy brat Valentijn, pogromca Krzysztofa Kułaka Nikolai Onikienko czy inny pogromca polskich zawodników Hans Stringer.

Po walce, trwającej 3 rundy po 5 minut, sędziowie orzekli niejednogłośne zwycięstwo „Afgańskiego Zabójcy” utwierdzając obserwatorów gali w przekonaniu, że mistrza trzeba pokonać wyraźnie, a najlepiej „ubić” aby odebrać mu tytuł.

Nawet późniejsze 5 kolejnych wygranych nie pozwoliło na powrót na wcześniej zajmowaną pozycję zawodnika dobijającego się do drzwi organizacji amerykańskich czy japońskich. Wreszcie nadeszła II połowa 2010 r. Mógł to być wielki powrót na europejskie szczyty tego nietuzinkowego zawodnika. Mniej lub bardziej poważne oferty pozwalały na zaplanowanie nawet 3 występów w październiku i 2 w listopadzie, m. in. z Bruno Carvalho – wtedy zaliczanym do ścisłego topu zawodników walczących w Europei. Spekulacje przerwała już pierwsza walka z Hracho Darpinyanem, w której chwila nieuwagi spowodowała konieczność przyjęcia piekielnie mocnego cepa wyprowadzonego przez obywatela Armenii. Nokaut po zaledwie 47 sekundach walki przekreślił ambitne plany. Dwie kolejne porażki z mocnymi Torem Troengiem i Vyacheslavem Vasilevskym przestawiły karierę flagowego wtedy zawodnika Nastula Team na boczny tor, z którego nie powrócił do dziś.

Obecnie Robert Jocz to już bardziej trener niż zawodnik, choć po zejściu do kategorii 77 kg, z powodzeniem może rywalizować z wieloma młodszymi zawodnikami. Kolejny powrót do klatki zapowiadany jest na galę Profesjonalnej Ligi MMA. Zmieniła się też afiliacja Roberta, obecnie jest to S4 Fight Club, który połączył siły z MMA Okniński Team.

Jednoznaczna próba oceny osiągnięć tego fightera nie jest łatwa. Z pewnością przegrał on najważniejszą walkę w karierze. Natomiast w znakomity sposób w 2 i pół minuty potrafił zastopować holenderskiego „Króla Nokautów” Diona Staringa. W dwadzieścia kilka sekund przed końcem pojedynku zmusił do odklepania Dava Dalgliesha, który wcześniej na oczach widzów Eurosportu zgotował brutalny nokaut Łukaszowi Jurkowskiemu. Ciężko odpowiedzieć czy miał szansę na pokazanie się w jeszcze bardziej prestiżowych organizacjach. Prócz talentu potrzebne są do tego warunki treningowe, kadra trenerska i sztab menedżerski. Dopiero zapewnienie wszystkich tych elementów sprawia, że ścieżki kariery w największym stopniu zależne są od samego zawodnika. Niemniej marka jaką Jocz wyrobił sobie notując 20 zwycięstw pozwala na zaliczenie go do grona istotnych postaci pierwszej dekady rozwoju polskiego MMA.

* przyjmując za 1 walkę MMA w Polsce pojedynek: Karol Matuszczak vs. Tomasz Jamroz, który odbył się 29 kwietnia 2000 r. w Jaworznie. Czasem też za 1 walkę uznawany jest sędziowany przez Mirosława Oknińskiego odbyty 10 kwietnia 2002 r. pojedynek pomiędzy Grzegorzem Jakubowskim a Temistoklesem Teresiewiczem.
Paweł Sawicki jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 22-04-14, 08:04   #9 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Skąd: wschodnie Mazowsze
Postów: 656
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie



Boks to nieodłączny element fighterskiego rzemiosła. Szermierka na pięści odgrywa ogromną rolę w MMA. Niemal wszyscy zawodnicy korzystają z pomocy trenerów Muay Thai, których dodatkowo uzupełniają trenerzy pięściarstwa. Niektórzy pracują ze sławami ze świata boksu, a inni wolą treningi ze znanymi od lat ‘no name-ami’. Jednym z takich ‘no namów’ jest Richard Perez, nauczyciel widowiskowych braci Diaz.

Historia tego człowieka jest swoistą drogą przez mękę. W wieku 13 lat doznał pierwszego ataku padaczki. Wychowany w fighterskiej rodzinie trener w dość niecodziennych okolicznościach dowiedział się o swojej chorobie. Pierwszy atak padaczki dopadł go podczas polowania w górach:

”Znajdowałem się przy niemal gotowym do jedzenia stole piknikowym i nagle urywa mi się film. Później obudziłem się w szpitalu. Czułem się koszmarnie z powodu tego, że przeze mnie rodzinna wycieczka się nie udała. Miałem już się zabrać do jedzenia sałatki ziemniaczanej i hot doga i to ostatnie co pamiętam przed szpitalem. Tamten dzień na zawsze odmienił moje życie.”

Sala treningowa była dla niego ucieczką. Najmłodszy z czwórki dzieci wyżywał się uderzając w worek treningowy i ‘refleksówkę’. Bardzo często sparował z zawodnikami, którzy reprezentowali zupełnie inne style. Boks pomagał mu również mierzyć się ze swoimi demonami, które wzięły nad nim w końcu górę:

”Byłem gniewnym dzieciakiem w okresie dorastania. Udawało mi się rozładować swój gniew poprzez nieustanne treningi. Zawsze byłem na sali podczas sparingów i to wiele mnie nauczyło. Sparowałem z różnymi zawodnikami, którzy reprezentowali różne style. Dzięki temu miałem możliwość ukształtować swój własny styl walki. Dzięki temu moje życie nie poszło na marne. Mam boks we krwi.”

Wszystko zaczęło się w garażu Państwa Perez, gdzie ojciec czwórki synów uczył swoich młodych podopiecznych uderzeń na worek bokserski oraz niuansów, które mogą się im przydać w bójkach na ulicy. Sam Richard twierdzi, że nauczył się wiele od kogoś innego:

”Dużo się nauczyłem od swoich braci. Mieszkaliśmy w Herndon w stanie Kalifornia i boksowaliśmy z innymi dzieciakami na ulicach. Później przenieśliśmy się do Fresno i sparowaliśmy z każdym, następnie przeprowadzka do Modesto. Mój brat Johnny był nawet na 8. miejscu w światowym rankingu. Później Johnny został powołany do armii, na wojnę w Wietnamie. Gdy wrócił, to nie był już tym samym człowiekiem. Mój inny brat, Bernie, który był trzy lata starszy ode mnie, przegrał w kwalifikacjach do Igrzysk Olimpijskich w 1968. roku.”

Jak widać tradycje fighterskie w rodzinie kreatora boksu Nicka i Nate’a Diaza były bardzo silne. Niestety, kolejne lata dla młodego Richarda nie były niczym rajski eden. Jego ojciec zdecydował, w obawie o zdrowie swojego najmłodszego syna, że powinien on zamieszkać poza rodziną, w ośrodku. Jego matka odwiedzała go i czasami udało jej się podrzucić synowi 10 dolarów tygodniowo. Richard nie był jednak zadowolony z ośrodka i dużą część wolnego czasu spędzał na ulicy. By zarobić nieco pieniędzy na jedzenie i ciuchy imał się różnych, dorywczych zajęć np. zbierał pomidory. Często musiał jednak przeżyć za kwotę, która jest uznana jako granica ubóstwa. Nie miał jednak innego wyboru:

”Naprawdę nie wiem, jak udało mi się przetrwać tamten okres. Wszystko to było sprawą Boga. To dzięki niemu przetrwałem. Bóg mnie ocalił. Jako 18-19-letni chłopak handlowałem narkotykami, sam się nawet wciągnąłem w to. Mój przyjaciel dał się złapać i wystraszyłem się. Stchórzyłem i przestałem sprzedawać. Wtedy nie byłem sobą. Gdy patrzę wstecz na tamten okres w moim życiu, to dziękuję Bogu, że udało mi się przeżyć. Dałem radę, ale wciąż nie wiem jak. Raz obskoczyło mnie sześciu chłopaczków. Miałem wtedy 17 lat. To było naprawdę ciężkie. Nie miałem rodziców, nie miałem domu. Sypiałem wtedy na ulicy. Czasami spałem w pralni, na zapleczu. Moi rodzice nie chcieli, bym z nimi mieszkał z powodu padaczki. Mój brat zawsze pytał mnie, jak przechodzę ten okres.”

Jak wielu młodych ludzi, również Perez błądził. Podobnie jak w życiu, chociażby Iana McCalla, w pewnym momencie władze nad jego życiem zaczęły przejmować narkotyki. Podobnie jak w przypadku zawodnika wagi muszej UFC, sporty walki uratowały życie młodego pięściarza. Boks to jedyna rzecz, która cały czas była z Perezem, w dobrych i złych chwilach:

”Zawsze zastanawiałem się, dlaczego to wszystko przytrafiło się właśnie mnie. Bóg mi pomógł, dał mi siłę. Właśnie dlatego nic mi nie przeszkadzało. Ukrywałem padaczkę i gdy tylko mogłem chodziłem do różnych klubów bokserskich i testowałem swoje umiejętności. Udawało mi się rekompensować niektóre rzeczy boksem. Walka sprawiała, że czułem się naprawdę świetnie. Ciągle sprawia, że mam lepszy humor.”

Co ciekawe, gdy Perez coraz bardziej poświęcał się pięściarstwu, to tym rzadziej miał ataki padaczki:

”Padaczka nie przeszkadzała mi trenować i sparować, uderzenia otrzymywane podczas sparingów nie wywoływały u mnie ataków. Nie miałem żadnego ataku przez około 20 lat. Zwykle brałem ogromną ilość leków. Uczyłem się swojego ciała, dzięki czemu czułem się lepiej. Gdy spotkałem się z jednym z lekarzy, to był zdumiony. Mówił, że nie powinienem boksować, ale ja czułem się od tego jeszcze lepiej.”

Na talencie Pereza poznał się Reynaldo Zaragoza, brat członka bokserskiej galerii sław, Daniela Zaragozy. W tamtym czasie Perez pracował w Manteca Unified School District w San Joaquin w Kalifornii, gdzie był zatrudniony przez 34 lata. Tak naprawdę, jego kariera rozpoczęła się po sparingach z Rodney’em Jonesem, który kiedyś walczył o pas mistrza IBF w wadze junior średniej, przeciwko członkowi legendarnej rodziny Spinksów, Corey’em.

Losy Richarda Pereza są jednak ściśle związane z braćmi Diaz. To właśnie Ci dwaj krnąbrni młodzieńcy są przyczyną sukcesu medialnego Pereza, który nauczył ich boksować.

Dowiedzmy się, jak to się stało, że dwóch młodych chuliganów zaufało Perezowi.
Bracia Nate i Nick Diaz kręcili się po różnych szkołach walki, zanim trafili do Akademii Cesara Gracie. Trenowali, ale nie mieli obranego jakiegoś kierunku. Jak mówi sam sam Nick, nie było wśród nich jakiegoś porządku:

”Trenowałem Karate, naprawdę był to jakiś styl z getta, który robi się na ulicy i pracowałem z wieloma trenerami. Nie miałem swojego trenera na stałe. To nie były dla mnie łatwe czasy. Cesar Gracie pewnego razu wziął mnie do CYC Gym, gdzie poznałem Andre Warda, który był wtedy wybijającym się nastolatkiem. Zauważyłem, że ludzie skupiają się na trenowaniu Andre, a on sam był o wiele młodszy ode mnie. Zacząłem sam ciężej trenować i dopiero wtedy zrozumiałem, jak wielkim talentem dysponuje Ward. Właśnie wtedy doszedłem do wniosku, że muszę mocniej się skoncentrować nad poprawą swojego boksu.”

Akademia Cesara Gracie wkrótce zaczęła działać jak magnes na pięściarzy. Jednym z tych, którzy przyjechali spróbować treningów u słynnego Brazylijczyka był wspomniany partner treningowy Pereza, Jones. Właśnie tak zaczęła się przyjaźń Cesara i Richarda.

”Myślę, że Richard jest trenerem w starym, dobrym stylu. Zmusza swoich zawodników do zadawania mnóstwa ciosów pod różnymi kątami. Nick został głównym partnerem treninowym Rodney’a Jonesa. Z pomocą Richarda zaczął rozumieć walkę, jak i sam boks. Rozumiał jak wywierać presję i mimo że wielu zawodników MMA bazuje dzisiaj na Kickboxingu, to on robi zupełnie coś innego. Sposób, w jaki walczą jego podopieczni nie pozostawia wiele czasu rywalom, na zainicjowanie akcji. Nie dziwi mnie, że odniósł on sukces. Jego główną bronią jest to, że ma naprawdę solidne podstawy i bardzo dobrze pracuje na tarczach. Nie zdziwiło mnie, że odniósł on sukces jako trener.”

Jak widać, Cesar Gracie jest zadowolony ze swojego współpracownika. Wróćmy jednak do historii obecnie emerytowanego Nicka Diaza. Rodney Jones niczym walec przejeżdżał przez swoich sparingpartnerów. Wtedy Nick postanowił, że sprawdzi swoje umiejętności w pojedynku z zawodowym pięściarzem. Miał styl i charakter, dzięki czemu Perez go zauważył i poświęcał mu coraz więcej czasu. Sparingi szybko zaczęły przynosić efekty, co można było zobaczyć w walce Nicka z Robbie Lawlerem w 2004. roku podczas UFC 47:

”Sparingi z Jonesem były najlepszą rzeczą, jaka mogła mi się wtedy przydarzyć. Pomagaliśmy sobie nawzajem złapać formę, a ponadto pomógł mi pozbyć się pewnych złych nawyków. Mieliśmy swój własny system, który dla nas działał. Miałem 20 lat, kiedy walczyłem i znokautowałem Robbiego Lawlera. Sparingi z Jonesem pozowliły mi złapać formę. Od tamtego czasu staliśmy się drużyną.”

Tak wspomina pierwszy kontakt z Perezem były mistrz Strikeforce w wadze półśredniej, Nick Diaz. Pod przewodnictwem Pereza, Nick stał się jednym z pierwszych kompletnych zawodników MMA. Jak mówił sam przed walką z Georgesem St Pierre, jego więź z Perezem jest specjalna:

”Richard sprawił, że pracowałem ciężej, niż każdy inny trener ze swoim zawodnikiem. On cały czas mnie naciskał, bym przekraczaj bariery. Naprawdę świetnie współpracujemy jako zespół. Miałem 16 lat, kiedy zacząłem walczyć. Zawsze szukałem dobrego trenera boksu. Nie mogłem sobie wymarzyć lepszego niż Richard. Dzięki niemu w walce idę po najmniejszej linii oporu i wykorzystuję wszelkie aspekty boksu. Właśnie tego nauczyłem się od Richarda.”

Za Nickiem Diazem niczym sznurek ciągnął się za nim jego młodszy brat, Nate. Jako 17-latek, młodszy z duetu braci Diaz obserwował sparingi swojego starszego brata z Jonesem:

”Pewnego razu poprosili Nicka, by z nimi popracował i od tamtego czasu zaczęliśmy się zbliżać do Richarda. Byliśmy wtedy dzieciakami, którzy zaprzątają mu głowę, ja zaprzątałem mu ją bardziej. Nick poprosił Richarda, by pomógł mu trenować do walki w UFC. Oglądałem ich sparingi. Rodney wyprowadzał wiele ciosów, ale Nick próbował wyprowadzić jeszcze więcej niż Jones. Richard trenował Nicka do walki z Lawlerem. Kiedy znokautował Lawlera, który wcześniej nie przegrał przez nokaut, Nick wkręcił się w pracę z Perezem.”

W dość niecodziennych okolicznościach swoje umiejętności pięściarskie zaprezentował Nate Diaz przed późniejszym trenerem. Jego starszy brat złapał kontuzję żeber i postanowił, że Nate wejdzie do ringu i będzie sparował z Jonesem. Nick zapewniał trenera, że Nate da radę słynnemu bokserowi. Oto jak wspomina tamten dzień młodszy z braci Diaz:

”Chciałem po protu pokazać to, co umiałem. W pierwszej rundzie już w ciągu 30 sekund Rodney trafił mnie strasznym ciosem na korpus. Zacząłem już wtedy myśleć, że nie dam rady, ale przez cały tydzień sparowałem z Rodney’em. Wiedziałem już wtedy, że Richard musi zostać naszym trenerem. Rodney Jones był naprawdę kimś. To była dla nas naprawdę cenna lekcja. Rodney potrafił uderzać z każdego kąta.”

Nate Diaz dał się poznać światu MMA wygrywając piąty sezon popularnego reality show, ‘The Ultimate Fighter’. Później młodszy z braci Diaz walczył o pas mistrza wagi lekkiej UFC, ale poległ w starciu z Bensonem Hendersonem. Jak sam mówi, nic nie udałoby mu się gdyby nie pomoc jego trenerów:

”Bez Richa, Nick i ja nie osiągnęlibyśmy tyle w MMA. Mamy jednych z najlepszych trenerów w osobach Cesara Gracie i Richarda Pereza, najlepszego trenera boksu, w moim mniemaniu. On jest w boksie przez całe swoje życie i wypracował swój własny styl. On sprawia, że boks działa. Poważnie traktuje swoją pracę. Dla niego boks jest pracą na cały etat. Nie ma drugiego takiego trenera bokserskiego jak on.”

Podobne zdanie na temat umiejętności Pereza ma Ronda Rousey, która niegdyś pracowała z trenerem boksu braci Diaz. Obecnie mistrzyni UFC w wadze koguciej trenuje z Ormianami, znanym w Polsce specjalistą od dźwigni na nogi, Gokorem Chivichianem oraz trenerem boksu Vica Darchinyana, oraz trenera boksu, Edmonda Tarverdyanem. Oto co pamięta z treningów z Perezem:

”Richard bardzo mi pomógł, jeśli chodzi o swobodę w wyprowadzaniu dłuższych kombinacji i w wymianach. Pokazał mi kilka rzeczy, dzięki którym lepiej trafiam, pracował nad moim poruszaniem się i pokazał mi, jak składać kombinacje. Oczywiście pomógł mi rozwinąć moją stójkę.”

Perez musiał pokonać wiele przeszkód na swojej drodze, by spełnić swoje marzenia, o pozostaniu jak najbliżej szermierki na pięści. Sam puentuje pytania o jego drogę uśmiechem:

”Nigdy się nie poddaje i coś w mojej głowie powiedziało mi, że padaczka mnie nie powstrzyma. Coś kazało mi dalej walczyć. Wiedziałem, że czeka mnie coś wyjątkowego. Nigdy nie sądziłem, że będę trenerem, ale nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Przyjąłem to. W swoim życiu osiąga się punkty, w którym uświadamiasz sobie, że życie jest błogosławieństwem. Musisz przejść wszystko i osiągnąć to, co chcesz. Dzisiaj nie mogę narzekać i nie wyobrażam sobie, bym mógł być jeszcze bardziej szczęśliwy.”

Aby zobaczyć link załóż konto: zarejestruj sie

Paweł Sawicki jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 22-04-14, 11:04   #10 (permalink)
champion
  
 
Zarejestrowany: Jan 2013
Postów: 2583
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Fajne miejsce, dobre wpisy, pierwszy raz tu zajrzałem. Paweł - dobra robota.
Andre Ward jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Wyłączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Wyłączony

Skocz do forum

Podobne wątki
Temat Autor wątku Forum Komentarzy Ostatni post / autor
Sturm z synem legendy 19 lutego Adrian Golec Newsy 9 21-02-11 07:02
Holyfield - Jones. Walka weteranów w planach legendy z Pensacoli. Marcin Zimerman Newsy 18 29-10-10 07:47
Lemieux zmierzy się z synem legendy? Marcin Zimerman Newsy 0 29-09-10 13:08
Soto celuje w legendy zawodowego boksu. Adrian Golec Newsy 0 08-09-10 11:49
Wolak z synem legendy 11 września Adrian Golec Newsy 3 04-08-10 10:12


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 04:31.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.