boks, forum, zobacz
Wróć   boks, forum, zobacz > BoxingForum > Boks zawodowy na świecie
100bonus

Komentarz
 
LinkBack Narzędzia wątku Wygląd
04-05-09, 10:01
Reklama

Zarejestrowany: Feb 2009
Postów: 24
Podziękowań: 0
Podziękował 2 x w 2 postach
Walki Boksu:

Walki zawodowego Boksu:


stare 03-04-2010, 11:55   #1 (permalink)
challenger
  
 
Avatar Wiechu
 
Zarejestrowany: Mar 2009
Skąd: Dla nich hołd ,dla tych noszących blizny... dla nich.. w imie dobra Ojczyzny.
Postów: 1521
Bet Cash: 500
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie Joshua "Grand Master" Clottey.

Wklejam tutaj tekst ,który chciałem dać jako felieton. no ale cóż , podobno nie spełnia kryteriów, jest w złej "formie".

Dla wszystkiego, podam definicje felietonu,który jako gatunek nie jest mi obcy kto czytał kiedykolwiek "Polityke" czy inne tego typu pisma i ich ostatnie strony ten wie dlaczego:

Cytat:
Napisał Wikipedia
specyficzny rodzaj
Aby zobaczyć link załóż konto: zarejestruj sie

, krótki utwór dziennikarski (
Aby zobaczyć link załóż konto: zarejestruj sie

,
Aby zobaczyć link załóż konto: zarejestruj sie

, telewizyjny) utrzymany w osobistym tonie, lekki w formie, wyrażający - często skrajnie złośliwie - osobisty punkt widzenia autora. Charakterystyczne jest częste i sprawne "prześlizgiwanie" się po temacie
Może ktoś zechce przeczytać ,troche to długie ale daje słowo starałem sie nie przynudzać .

Już tylko niespełna dwa tygodnie dzielą nas od ciekawie i wg mnie ekscytująco zapowiadającej sie walki na szczycie kategorii półśredniej pomiędzy filipińską sensacją Mannym Pacquiao a dumą afrykańskiej Ghany Joshua Clotteyem.

Jednakże nieco przysłoniętej niekończącymi się debatami nt. domniemanego dopingu jakiego miałby dopuszczać się obecny król rankingów p4p, tego czemu tak naprawde nie doszło do starcia stulecia z Floydem Mayweatherem, czy dyskusją nad drugą zapowiadającą sie równie dobrze a może jeszcze lepiej potyczką w dywizji do 147 funtów pomiędzy obecnie wg wielu linearnym czempionem tej kategorii Sugar Shanem Mosleyem a wyżej wymienionym Mayweatherem.

Czemu tak sie dzieje?

Powód przewodni: zdecydowana większość obserwatorów, kibiców, fanów czy dziennikarzy niedaje afrykańskiemu zawodnikowi większych szans w tym pojedynku.
Zapewne będąc pod wrażeniem niedawnego srogiego twarzolania jakiego z rąk Pacquiao doświadczył Miguel Cotto. A także dwóch poprzednich pojedynków pacmana w których po prostu demolował w stylu potwora tasmańskiego bez większych problemów teoretycznie większych i silniejszych od siebie rywali, stopując wszystkich po kolei. (oprócz wspomnianego Cotto , odwodnionego Oscara de la Hoye oraz Ricky Hattona)
Wydaje sie więc, że taka opinia jest zrozumiała, może nawet jest prawdziwa, aczkolwiek gdy troche bliżej przyjżeć sie stylom obu zawodników, ich poprzednim walkom, tym co sprawiało im kłopoty bądz dawało przewage i przełożyć to na potencjalny przebieg pojedynku, można dojść do wniosku, że niekoniecznie będzie to taki "walk in the park" dla azjatyckiego bohatera.

I to jest właśnie ten drugi główny powód, otóż Clottey jak i jego walki nie są powszechnie znane u tych mniej zapalonych kibiców pięściarstwa, szczególnie w polsce gdzie mogliśmy go oglądać na antenie telewizji jedynie raz w jego ostatniej walce z Cotto.

Aby to nieco zmienić postanowiłem napisać ten tekst, w którym postaram sie nieco przybliżyć postać urodzonego w Accra czarnoskórego pretendenta do sławy.

Kwestie biograficzne odkładając na bok, skupie sie najważniejszych wydarzeniach w jego sportowej karierze to jest krótko mówiąc-->jego najważniejszych walkach, które dane było mi zobaczyć. Postaram sie pokazać również dlaczego suchy rekord Clotteya może być bardzo mylący i nie odzwierciedlać jego faktycznych umiejętności czy tego co działo sie w coponiektórych walkach na ringu, troche przypominac to może cassus Andrzeja Gołoty.

Pierwszy raz Clottey zmierzył sie ze światowej klasy przeciwnikiem 29 listopada 1999 roku na gali w Wielkiej Brytani. Podjął on wtedy rękawice naprzeciwko Argentyńczyka Carlosa Manuela Baldomira, znanego między innymi z niespodzianki jaką sprawił kilka lat pózniej pokonując szykującego sie wtedy do starcia z Floydem Mayweatherem Jr, linearnego championa kategorii półśredniej Zaba Judah.

Pojedynek pomiędzy ówczesnymi prospektami był nieco chaotycznym i rwanym widowiskiem, niemniej jednak bardzo wyrównanym. Clottey nie prezentował jeszcze swojego pózniejszego ukształtowanego stylu, mniej sie skupiał na obronie,swoim charakterystycznym "shellu", przez co o wiele więcej zbierał na pape. Sporo tańczył na nogach, zadawał średnio więcej ciosów, z czego jednak bardzo wiele chybiało celu.
Ogólnie walka była wyrównana, możliwe, że z lekką przewagą Clotteya (również na kartach sędziowskich), żaden z zawodników nie był w niej zraniony co zresztą nie może dziwić skoro obaj są znani ze swojej niesamowitej odporności na ciosy.

I tak to trwało do 10 rundy kiedy po akcji lewy-prawy Joshua wszedł z głową w Argentyńczyka i rozcioł mu lewy łuk brwiowy, czego następstwem było odjęcie punktu i początek jego kłopotów.
Na starcie następnej rundy po obszernym prawym clottey znowuż doprowadza do zderzenia głowami i traci kolejny punkt ze swojego dorobku. Runda trwa jednak dalej i tym razem wyraznie pod jego dyktando, to zdecydowanie jego runda, tragedia ma jednak miejsce na ok. 35 sekund przed kończącym to starcie gongiem, kiedy to Clottey po swojej akcji znowu wpada "z byka" i uderza czołem w brode rywala, nie wygląda to groznie, niemniej jednak sędzia ringowy kończy ten pojedynek i zwycięzcą zostaje ogłoszony Baldomir, który zachował w ten sposób swój pasek Wbc international. ~(coś co posiada teraz w wersji Ibf Tomasz Adamek.)

Wydaje sie jednak, że arbiter mógł troche z tą decyzją zaczekać, prawdą jest, że najczesciej sędziowie kończą pojedynki w momencie w którym odejmowaliby 3 punkt, z drugiej jednak strony Clottey przez pierwsze 9 rund nie używał w walce głowy, wszystkie te zderzenia niewydawały sie intencjonalne a te ostatnie dyskwalikacyjne było ledwo widzialne. Sędziowie po 10 rundach punktowali 2x 96-92 i raz 95-93 in favour of Joshua Clottey, śmiało można więc stwierdzić, że Ghanijczyk przegrał "wygraną" walke, szczególnie ze w 11 starciu momentum wydawało byc sie zdecydowanie po jego stronie.

Co do aspektu przyszłej potyczki z Pacquiao to po tej walce nie można wysuwać żadnych większych wniosków jako, że był to wtedy młody, inny Clottey, jedyne co można po niej zapamiętać to umyślnie lub nie, czarnoskóry zawodnik używa czasami w walce "3 pięści".

Teraz przeniesiemy się już do roku 2006, konkretnie 2 grudnia, kiedy to Clottey po serii 10 zwycięstw od opisanej dyskwalifikacji dostał swoją pierwszą szanse wywalczenia mistrzowskiego tytułu (w wersji WBO) i to naprzeciwko nikogo innego a zawieszonego do tej pory za nielegalne bandażowanie rękawic Antonio Margarito.

Walka transmitowana przez Showtime prosto z Broadwark Hall w Atlantic City·, jedna z "doubleheadera", który zawierał również starcie Miguela Cotto z Carlosem Quintaną.

Pojedynek, który jest interesujący pod kątem walki z Pacquiao jako, że Margarito w kwestii siły uderzenia i ilości wyprowadzanych ciosów orientacyjnie prezentuje sie podobnie do tego czym raczy nas filipińczyk. Oczywiście szybkość, pozycja, technika wyprowadzania ciosów i tak dalej jest inna, niemniej jednak pewne obserwacje mogą być pomocne.

Pierwsze 4 rundy to dominacja Clotteya, wyprowadza dużo ciosów z których większosć ląduje, popisuje sie świetnymi kombinacjami, dobrymi kontrami i ewidentnie góruje szybkością nad swoim rywalem. Szybkością którą ma doprawdy imponująca jak na tą kategorie, jest tu w topie bardzo "szybkiej" przecież welterweight, tuż obok pacmana, Mayweathera, Mosleya i może jeszcze Berto.

Mimo, że Margarito jak to zazwyczaj wypuszcza ciosy z częstotliwością miniguna, to rzadko kiedy przebija sie przez podwójną zasłone Clotteya i walka wygląda troche jak "schooling". Czego podsumowaniem mogłaby być świetna kontra prawym podbródkowym po zejściu w lewo w końcówce 3 rundy, po którym to Margarito został chwilowo zamroczony i musiał sklinczować.
Problemy dla bohatera niedzielnej walki zaczynają sie od 5 rundy, a może bardziej od koncówki czwartej, kiedy to jak możemy sie dowiedzieć z jego narożnika nabawił sie kontuzji lewej ręki.

We wspomnianej 5 rundzie niewiele więc robi i oddaje ją Meksykaninowi bez walki, w 6 i 7 rundzie obraz walki jest podobny i Margarito wygrywa swoim wysokim workrate.(z ang. ilosć wyprowadzanych ciosów). Clottey pomimo kilku popisowych akcji i wsadzeniu paru petard "flash on the jaw", przegrywa rundy zbyt małą aktywnością, jak i tym że ciosy lewą ręką choć je zadaje, to robi to widocznie bez przekonania, bojąc sie zapewne pogłębienia kontuzji i wygląda to troche jak takie liście a'la Calzaghe.
W rundzie 8 Ghanijczyk nieco przyspieszył i znów to on zadał więcej widocznych, mocniejszych uderzeń. I nawet chociaż margarito nie pozostawał mu dłużny i mocno, konsekwentnie atakował przede wszystkim tłuw, to jednak nie przyniosło to większych korzyści. Clottey wydaje sie być bardzo wytrzymały na wszelkie body shoty.

Pod koniec rundy 9 pojawia sie motyw 6 starcia z z Cotto, Clottey wygrywa tą runde do momentu kiedy zostaje zagoniony do narożnika i zasypany gradobiciem ciosów, i chociaż większosc z nich nie dochodzi do celu, te trafione nie są zbyt czyste a Clottey co jakiś czas odpowiada własną serią, to widocznie przez minute czasu nie stara sie uciec z tego niewygodnego przecież położenia.
Nawet po rozerwaniu uścisku przez sędziego w który po jakims czasie obaj wpadli, Joshua nie podejmuje wysiłku by uciec na środek ringu, tylko sam cofa sie do narożnika by tam kontynuowac walke. Jest to dosyć dziwne zjawisko i niewiadomo czym je tłumaczyć, chyba najprawdopodobniej prawdziwa odpowiedz brzmi po prostu -->odpoczynek, napewno nie da sie tak wygrywać rund, gdyż jak Toney czy Ali to on tam z pewnością nie wygląda i napewno odbija sie to negatywnie na punktacji ze strony sędziów. Wątpie też żeby chciał w ten sposób zniechęcić przeciwnika do ataku, coś w stylu "zobacz i tak nie jesteś mi w stanie nic zrobić, lepiej sobie odpuść kolego" tak raczej nie podkopie delikwenta morale, to nie ten poziom rozgrywki.

W rundzie 10 Clottey włącza opcje cofania, tańczy na nogach boksując co mu nawet niezle wychodzi i dzięki czemu nie wyłapuje żadnego mocniejszego ciosu margarito, z drugiej jednak strony sam również nie zadaje wiele czystych trafień wobec czego uznałem tą runde za remisową.
(Kibicom wyraznie nie spodobała sie taka forma walki i nie wzbraniali sie przed buczeniem)

Następna runda toczy sie w starym dobrym stylu i zgarnia ją Tony. 12 Wyrównana jednak z większą ilością widocznych trafien ze strony Clotteya ,
co na moim scorecardzie objawiło sie ostatecznym wynikiem 115-114 Joshua Clottey, rundy przez niego wygrane: 1-4,8 i 12 , 10 remisowa. Sędziowie mieli odmienne zdanie i punktowali: 2x 116-112 i raz 118-109(?!) na korzyść boksera z meksykańskiej Tijuany.

Pomimo tego faktem jest,że cześć kibiców czy obserwatorów wypunktowała wynik na korzyść Clotteya podobny do mojego, niektórzy mieli remis, inni wygraną Margarito z mniejszą różnicą punktową, to jest przykład walki, która śmiało mogła pójść w obie strony, jak sporo innych wyrównanych pojedynków np. pierwsze starcie Adamka z Paulem Briggsem, czy całkiem niedawno pierwsza walka Juana Diaza z Paulie Malignaggim.

Podsumowując już to konkretne twarzobicie trzeba koniecznie uwzględnić problemy Clotteya z jego lewą ręką od 5 rundy wzwyż, oczywiście mozna tylko spekulować czy gdyby nie ten problem, wygrałby on ostatecznie pojedynek na kartach punktowych, niemniej jednak dał on bardzo wyrównaną walke czołowemu welterowi z kontuzjowaną ręką ,przez co wiele złego z tej porażki nie można dla niego wywnioskować.

Co do aspektów czysto bokserskich to Clottey w tej walce pokazał swoją ogromną siłe fizyczna, kiedy to dawał rade przepychać sie z wielkim przecież jak na welterweight Margarito, dużą szybkosć, którą nie będzie bardzo odstawał od Pacquiao.
(Jak to było np w pojedynku z Odlh czy nawet Cotto, który do demonów szybkości nie należy)
Bardzo celne "sharp" kombinacje, ktoś powie ,że z Margarito wszyscy są celni ale Clottey ogólnie wypuszcza ciosy z reguły wtedy kiedy wie że dojdą do celu, dobre umiejętności walki z kontry. Jest to ogólnie zawodnik defensywny--> kontrujący, ma coś w sobie z tego wcześniejszego El dinamita, jest bardzo celny, nie otwiera sie bez przyczyny, a z takimi Pacquiao ma właśnie spore problemy,najprostszy przykład to oczywiście dwie bardzo wyrównane wg wielu przegrane, (przynajmniej jedna ) walki ze wspominanym właśnie Juanem Manuelem Marquezem.
Co do negatywów to Joshua Mimo swojej szczelnej zasłony na góre jest dosyć otwarty na ciosy w tułów, szczególnie w półdystansie, co nie jest jednak w tym wypadku zbyt istotne mając na uwadze, że Pacquiao za dużo ciosów takich ciosów na dół nie zadaje, a nawet gdyby, to w tej właśnie walce afrykańczyk pokazał, że dużego wrażenia one na nim nie robią, no i druga sprawa te przestoje... ale o tym pózniej.

Po tej efektownej batalii Clottey został nieco doceniony i otrzymał kolejną propozycje walki na antenie Showtime. Tym razem z również powracającym po porażce
przez niejednogłośną decyzję w ostatniej walce trylogii z kubańczykiem Joelem casamayorem, znanym między innymi ze zwycięstwa w jednej z najlepszych walk tej dekady*: Diego "Chico" Corralesem. *(Idzie oczywiście o pierwszą walke z Jose Luisem Castillo)

Walka odbyła sie w Springfield w stanie Misouri w Catchweight do 149 funtów, na dystansie 10 rund. Na wstępie trzeba zaznaczyć, że był to już Corrales po przejściach, kilku dotkliwych porażkach przez nokaut i w kategorii w której nigdy wcześniej nie walczył, myśle jednak, że lepsze to niż kontynuowanie kariery w 135 gdzie wyraznie nie dał rady juz robić wagi i w pojedynku z Casamayorem nie zmieścił sie w limicie.

W każdym razie jak zwykle przewaga wzrostu była po jego stronie , w ringu wydawał sie dosyć świeży, szybki i napewno walczył o zwycięstwo. Tak czy siak było to zdecydowanie za mało na reprezentanta Ghany, gdyż to Clottey był postacią wyraznie dominującą w pełnym wymiarze walki. Od pierwszego gongu co chwile zaskakiwał idącego do przodu amerykanina celnymi trafieniami i chociaż corrales cały czas starał sie odgryzać, również lądując troche swoich ciosów to było to zdecydowanie za mało by zapisać poszczególnie starcia na jego korzyść. Tak przebiegły 3 pierwsze rundy, w 4 Clottey wyraznie dał sobie runde "off" i to jest jedyne starcie obok 6 w którym można przyznać zwycięstwo jego oponentowi.

Definitywny koniec mężnego Diego rozpoczął sie w rundzie 8, pod której koniec był wyraznie zraniony i bliski zaliczenia desek. W kolejnej rundzie po serii ciosów wylądował już na macie ringu, stosując swoją starą sztuczke tj. wyplucie szczęki, uratował sie jednak przed nokautem.
W 10 rundzie było podobnie, po kolejnej serii Clottey po raz drugi posłał rywala na deski i po raz drugi "Chico" zastosował swoją metode na przetrwanie, przez co tym razem został ukarany odjęciem punktu. (co dało mu jeszcze więcej czasu potrzebnego na dojście do siebie.) W finale taktyka ta okazała sie skuteczna, gdyż mimo bycia kilka razy na skraju nokautu dotrwał do ostatniego gongu w pozycji stojącej.
Sędziowie nie mieli oczywiście żadnych wątpliwości co do ogłoszenia zwycięzcy tej walki, walki która była początkiem serii zwycięstw otwierających Clotteyowi drzwi do kolejnego pojedynku o mistrzostwo świata i walki która okazała sie ostatnią w karierze Diego Corralesa, którego, niech spoczywa w pokoju, niestety już wśród nas niema.
Zwycięstwo efektowne, jednak napewno nie pozwala by Clotteya wynosić pod niebiosa z racji okoliczności które wymieniłem kilka linijek wyżej.

W każdym razie wiktoria ta, pośrednio* doprowadziła Clotteya do jego drugiej szansy zdobycia mistrzowskiego tytułu, tytułu wakującego o który zmierzył się z byłym zunifikowaym czempionem tej dywizji Zabem Judah. *(Bezpośrednio wywalczył ją pokonując przez jednogłośną decyzję w eliminatorze Ibf Shamona Alvareza)

Pojedynek ten miał miejsce 2 sierpnia 2008 roku w Palms Casino Las Vegas, transmisją tym razem zajęło sie Hbo pokazując tę gale w swojej serii "Boxing After Dark"
Niewątpliwie pierwszą rzeczą warta odnotowania w tym pojedynku jest spora aktywność "Grand Mastera" od początku do końca. W ciągu 9 rund wyprowadził blisko 400 ciosów co napewno zawyżyło jego średnią. Sam pojedynek toczył sie w żywym i żwawym tempie z oboma stronami "giving their best". 1 Runda poszła dla Zaba który dobrze kontrolował dystans jabem i wsadził kilka ładnych kombinacij, kolejne 2 rundy wyrównane z nieznaczną przewagą clotteya, który to zaadopotował sie do stylu Judah i efektywnie atakował boksującego przeciwnika.

Od 4 rundy tego ciekawego bokserskiego show, Judah zaczął krwawić z nosa czego prawdopodobną przyczyną był lewy podbródek otrzymany od clotteya, runde tą wygrał wyraznie Joshua. Nastepną również zapisał na swoje konto by oddać szóstą, w której to Judah powrócił ze zdwojoną energią popisując sie kilkoma efektywnymi seriami, i tak wymienili jeszcze pomiędzy siebie rundy, 7 dla Clotteya, 8 dla Amerykanina, by finał nastąpił w starciu numer 9.
Wtedy to po kolejnym podbrudkowym Ghanijczyka Judah doznał rozcięcia nad prawym okiem i onzjamił dla lekarza ze nie jest w stanie kontynuować pojedynku, walka powinna więc zakończyć się techincznym nokautem, jednak doświadczony sędzia robert byrd popełnił tutaj błąd i ogłosił, że rozcięcie było wynikiem przypadkowego zderzenia głowami. Widocznie wzburzony tym Clottey nerwowo oczekiwał na werdykt, który jednakże tym razem okazał sie być dla niego korzystny. Sędziowie prawidłowo ocenili przebieg walki i punktowali następująco:2x 86-85 i raz 87-84 na korzyść Clotteya. (ostatnia punktacja pokrywa sie z moją,zgodnie z przepisami punktowana była również runda 9 do czasu przerwania walki ,moim zdaniem wygrywał ją Grand Master.)

W taki o to sposób Joshua Clottey wygrał swój pierwszy i jak narazie jedyny prestiżowy pas Mistrza świata, zdecydowanie zasłużenie i w dobrym stylu. Tym razem jego pech odbił sie wyłącznie na rodzaju wyniku (td zamiast tko) a nie samej wygranej, pokazał też, że walka z leworęcznymi bokserami jakim również jest jego przyszły rywal Pacquiao nie sprawia mu specjalnych problemów.

Joshua niesiony amibicją i wolą sprawdzenia sie w jeszcze większych wyzwaniach, co ubolewać, nie jest dzisiaj tak powszechną postawą w bokserskim świecie, zdecydował sie porzucić pas na który tak długo pracował i zmierzyć sie z powracającym po zwycięstwie na odbudowanie* ze słabym Michealem Jenningsem, puertorykańczykiem: Miguelem Angelem Cotto. *(z dotkliwej porażki przez techniczny nokaut z rąk prawdopodobnie oszukującego w tej walce Antonio Margarito)

Walke tą mozna opisać jedynie dla formalności, gdyż jak sie domyślam każdy, nawet tylko niedzielny kibic boksu złapał ją jeżeli nie na żywo to na jednej z licznych powtórek, którymi raczy nas polsat sport wypełniając swoją ramówke.

Zaczęło sie od rundy, która ostatecznie zadecydowała o wyniku tej walki, rundy w której bezproblemowo prowadził clottey niedając sie trafić czysto praktycznie ani razu przez całe 3 minuty, aż do ostatnich sekund kiedy to lewy prosty obrócił tą runde jak i całą walke o 360 stopni. Cotto mianowicie złapał atakującego Clotteya jabem posyłając go na deski, oczywiście krzywdy mu nie zrobił, chodziło tu bardziej balans aniżeli siłe ciosu, niemniej jednak sędziowie musieli wypunktowac to starcie w stosunku 10:8 Dla portorykańczyka.
Drugie starcie spokojne z przewagą Clotteya.

Nieciekawie zaczeło sie robić w 3 rundzie, gdy po zderzeniu głowami ucierpiał lewy łuk brwiowy Miguela co wyraznie miało wpływ na jego dalszą postawe w tej potyczce, 3 runda jednak dla niego, 4 remisowa. W 5 clottey zaczyna dominować i jest to runda jak narazie najbardziej jednostronna z dotychczasowej części widowiska. Cotto wydaje sie nieco sfrustrowany nie tylko krwią spływającą mu prosto do oka ale również faktem, że bardzo rzadko przebija sie przez szczelną obrone Czarnoskórego rywala. Powrócił jednak Mocno w rundzie 6, której to połowe czasu trzymał Clotteya na linach i tutaj jest również ciekawa sprawa. Otóż na początku tej sytuacji "przy linach" to Clottey zadawał więcej ciosów, składając je w kilka ładnych serii, lecz gdy momentum sie odwróciło a Cotto po swoich atakach odskakiwał na chwile by złapać oddech, Clottey znów jak w walce z margarito nie korzystał z okazji by wydostać sie z opresji tylko statycznie czekał na dalsze ataki. Oczywistym tego wynikiem było oberwanie kilku naprawde soczystych uderzeń i zdecydowane przegranie rundy.
Nawet pod koniec tego starcia kiedy Joshua się w koncu się przebudził i wsadził całą serie na porozbijaną już twarz Miguela odsuwając go tym samym od siebie i od lin , nie skierował sie do środka ringu tylko znów cofnął do narożnika, w każdym razie był to ostatni taki zryw Cotto w środkowej części walki jako, że rundy 7 ,8 i 9 to popis jednego aktora, tego o zdecydowanie ciemniejszej karnacji. Clottey umiejscowił wtedy więcej prawych prostych na twarzy Cotto niż przez całą reszte pojedynku i wyglądało to jakby zmierzał prosto po zwycięstwo, może nawet przed czasem.

Jednak od rundy 10 gdy Cotto wrzucił na wsteczny i zaczął swój charakterystyczny taniec, jego zwyczajowy plan B, Joshua jakby stracił werwe, miał problemy z dosięgnięciem rywala, niezbyt efektywnie odcinał dystans i co najgorsze mając na względzie jego przyszłą walke, nie atakował kiedy Cotto poruszał sie na boki.(Uciekając przy linach.) Czekał z uruchomieniem pięści dopiero aż ten przystanie, nawet mając go w zasięgu rzadko wypuszczał ciosy. Jest to o tyle zły znak, że pacman to zawodnik, który cały czas jest w ruchu i cały czas przeskakuje z nogi na noge poruszając sie prostopadle do rywala. Niewiadomo jednak czy był to już objaw zmęczenia, mylne wrażenie, że i tak wygrywa tą runde bezproduktywnym parciem do przodu, czy odpuszczenie sobie tej rundy z nadzieją, że i tak prowadzi wysoko na kartach punktowych, jedenastą runde przegrał bardzo podobnie.

W 12 jak to w 12 był żywszy i żwawszy ale i tak wydawało sie, że to Cotto dał w niej więcej z siebie. Można było odnieść wrażenie, że Clottey przez te 3 ostatnie rundy nie walczył na najwyższych obrotach, tak jak powinien. Dać z siebie 110% i pokonać mistrza, może miał problem z defensywnie walczącym zawodnikiem, może czuł, że nie da rady ze zmęczenia? w każdym razie przegrał tą walke troche na własne życzenie. Sędziowie przy ringu punktowali następująco: 116-111 , 115-112 dla Cotto i 114-113 dla Clottey'a, moja osobista punktacja: 115-113 Cotto. W "punch statach" Clottey jednak wyraznie wygrał (222 do 179 celnych trafień), dlatego niebrakuje tych którzy wypunktowali tą walke po jego mysli.

Podsumowując, konkludując i reasumując: Joshua "Grand Master" Clottey to przykład "Underachiever", po polsku przykład kogoś kto osiągnął mniej niż mógł osiągnąć a nawet mniej niż powinien osiągnąć, złożyło sie na to kilka różnych czynników: jego własna wina(przespane ostatnie 3 rundy z Cotto), niesprawiedliwość sędziowska(Baldomir) czy Pech (kontuzja ręki z margarito , nie otrzymanie zwycięstwa w 2 bardzo wyrównanych walkach własnie z Margarito i Cotto), jest sporo takich, którzy twierdzą że Joshua tak naprawde powinien być niepokonany i mają oni swoje racjonalne argumenty w tej kwestii.
Jedno jest dla mnie pewne: Clottey nie stoi w starciu swojego życia na tak straconej pozycji jakby to wynikało z powszechnego klimatu otaczjącego tą walke, w moim mniemaniu poradzi sobie lepiej od ostatnich 4 przeciwników Pacquiao, którzy to dostali niemiłosierne lania do jednej bramki w starciu z bokserem minionego roku.

Co z tego wszystkiego wynika w odniesieniu do walki z Manny'm?
Clottey jest bardzo silnym fizycznie, szybkim welterem z bardzo dobrą obroną, wyszkoleniem technicznym, granitową szczęką, szerokim repertuarem ciosów i defensywnym stylem, czym głównie różni sie od wyżej wymienionych ofiar Pacmana. Pacqiuao najlepiej czuje sie w otwartej wojnie w której nikt, może poza wspaniałym Erikiem Moralesem (chociaż taka stuprocentowa wojna to to nie była) z nim jeszcze nie wygrał ani nawet nie był bliski zwycięstwa. Clottey nie dąży do wojny, on wogóle bardzo rzadko wdaje sie w wymiany, raczej czeka na odpowiedni czas, bądz kontre i dobrze wyszukuje cele swoich ataków przez co jest bardzo celny, z takimi przeciwnikami manny już nie czuje sie jak ryba w wodzie.

Wezmy walki z Marquezem, gdzie po kilkukrotnym skarceniu pacmana, jego aktywność wyraznie spada, wtedy kiedy właśnie liczy sie z mocną kontrą. Bardzo Istotne jest też czy pacman znajdzie sposób na nagminne przebijanie sie przez garde Clotteya, która jest jednym z jego głównych atutów, jak narazie nikt takiego sposobu nie znalazł, dzięki czemu wielkiej krzywdy w ringu Clottey jeszcze nie doznał. I jeżeli pacman będzie miał kłopoty z jej sforsowaniem to moze sie nieco sfrustrować i zacząć popełniać błędy co już sie zdarzało w jego niektórych walkach.
Bo co jak co ale pacman nie jest typem profesora analizy ringowej, to jest bardziej taka maszyna; bazująca na instynktach, odruchach czy przyzwyczajeniach, niż ringowy myśliciel, on po prostu idzie jak burza roznosząc wszystko co stanie mu na drodze. Kiedy jednak trafi na granitową ściane nie do przebicia zwykłym rozpędem i będzie ją musiał pokonać "sposobem", może być ciekawie.
Sam Manny mistrzem defensywy nie jest, jego obroną jest atak więc gdy ten atak nie będzie taki efektywny i oszalały to Clottey napewno swoją porcje ciosów usadzi, pytanie tylko jak dużo? Czy nie będzie problemu z ruchliwościa pacmana side 2 side, tak jak był ten problem pod koniec pojedynku z Cotto? Oczywiście był to troche inny ruch, cotto sie cofał, pacman niema tego w zwyczaju i tutaj też jest szansa dla boksera z Ghany, Cotto na początku swojej walki z filipińczykiem miał kilka ciekawych akcji na linach, gdzie uwidaczniała sie na jego korzyśc przewaga siły fizycznej, Clottey ma tej siły naturalnie jeszcze więcej, co nie oznacza jednak, że głównie na niej powinien bazować, sam tow wywiadach przyznaje więc tu można być spokojnym.

Problemem oczywiście najczęściej podnoszonym jest nienajwiększa ilosć wyprowadzanych ciosów przez Clotteya i dosyc częste przestoje w walkach. Otóż w pojedynkach z Judah, Baldomirem i Corralesem nie było to tak widoczne, gorzej to wyglądało z Cotto czy Margarito, napewno nie jest to zawodnik zrzucający na swojego przeciwnika deszczu uderzeń w każdej minucie walki i to może byc jakiś kłopot, bo przeciez manny zazwyczaj zadaje ciosy jak oszalały.
(co jednak jak nadmieniłem wcześniej, może sie zmienić jezeli garda clotteya będzie trzymała sie mocno)
Między innymi z tego powodu wydaje mi sie, że ostatecznie po dosyć wyrównanej walce szczególnie w pierwszej połowie dystansu, ostatecznie to Manny Pacquiao okaże sie zwycięzcą i to zwycięzcą na punkty, gdyż nokaut w tej walce ciężko jest mi sobie wyobrazić. Oczywiście Manny już czesto nas zadziwiał i dopuszczam do siebie na przykład myśł, że moze wymęczyć Clotteya kondycyjnie na śmierć i ten sie podda, ale nie wydaje mi sie to bardzo prawdopodobne.

Widze też jednak szanse na "upset" i jest to większa szansa niż powszechne przeświadczenie bokserskiego światka.

Ostatnio edytowane przez Wiechu ; 03-04-2010 o 13:05
Wiechu jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 03-04-2010, 12:18   #2 (permalink)
prospect
  
 
Avatar Jaffay
 
Zarejestrowany: Nov 2008
Skąd: Warszawa
Postów: 632
Bet Cash: 500
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Ciekawa analiza i wyczerpująca historia najważniejszych pojedynków Clotteya. Nie mogę się doczekać tej walki, to bedzie intrygująca konfrontacja stylów. To może być jedno z najwazniejszych i najbardziej wartościowych zwycięstw Pacquiao w karierze, lub brama do sławy dla Clotteya.
Jaffay jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 03-04-2010, 13:32   #3 (permalink)
prospect
  
 
Zarejestrowany: Sep 2007
Postów: 532
Bet Cash: 500
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Dobry artykuł. Jego miejsce powinno być wśród felietonów.
Szykuje się nam ciekawa walka, a tego typu artykuły jeszcze podgrzewają atmosferę. Szczególnie, że bokser z Ghany jest niedoceniany i znany mniej niż na to zasługuje.
Dies jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 03-04-2010, 13:57   #4 (permalink)
Pio
contender
  
 
Avatar Pio
 
Zarejestrowany: Dec 2005
Postów: 1474
Bet Cash: 500
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Clottey po prostu nie ma jaj ani serca do walki.

Z Margarito odstawił komedię i zamiast walczyć upewniał się, że każdy oglądający usłyszał już 10 razy o tym, że coś mu się stało w rękę. Wielu pięściarzy w każdej walce łamie łapy, ale zaciska zęby i walczy. Tutaj gość wysiadał kondycyjnie i znalazł sobie usprawiedliwienie. Smutno się na to patrzyło.

Ta sama historia z Cotto. Jak Miguel wziął go z byka i rzucił o glebę, to Clottey niemal się rozpłakał na środku ringu. Gdyby nie sędzia który zachęcił go do walki, to pewnie poszedłby z płaczem do szatni.

Teraz Clottey odmówił walki i z Sergio Martinezem, i z Cintronem, i z Williamsem bo bał się dwóch porażek z rzędu. Z Pacmanem wezmie wyplate zycia i zapewne tyle o nim bedziemy slyszec.
Pio jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 03-04-2010, 17:19   #5 (permalink)
challenger
  
 
Avatar Wiechu
 
Zarejestrowany: Mar 2009
Skąd: Dla nich hołd ,dla tych noszących blizny... dla nich.. w imie dobra Ojczyzny.
Postów: 1521
Bet Cash: 500
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Pio Zobacz post
Clottey po prostu nie ma jaj ani serca do walki.

Z Margarito odstawił komedię i zamiast walczyć upewniał się, że każdy oglądający usłyszał już 10 razy o tym, że coś mu się stało w rękę. Wielu pięściarzy w każdej walce łamie łapy, ale zaciska zęby i walczy. Tutaj gość wysiadał kondycyjnie i znalazł sobie usprawiedliwienie. Smutno się na to patrzyło.

Ta sama historia z Cotto. Jak Miguel wziął go z byka i rzucił o glebę, to Clottey niemal się rozpłakał na środku ringu. Gdyby nie sędzia który zachęcił go do walki, to pewnie poszedłby z płaczem do szatni.

Teraz Clottey odmówił walki i z Sergio Martinezem, i z Cintronem, i z Williamsem bo bał się dwóch porażek z rzędu. Z Pacmanem wezmie wyplate zycia i zapewne tyle o nim bedziemy slyszec.
Nie poszczędziłeś ostrych słow , zgadzam sie ,że czasami zbyt bardzo niż powinien wczuwa sie w role aktora, ta akcja z cotto była troche irytująca ale myśle ,że mniej chodziło tu o brak chęci do kontynuowania pojedynku, a bardziej o to żeby

sędzia po prostu odjął cotto punkt. Co w tak wyrównanej walce jak tamta mogłoby mieć decydujące znaczenie.(pózniej po Rabbit punchu, też tego szukał) niestety trafił na nieodpowiedniego sędziego.

Strachu w żadnej z jego walk ani przez chwile nie widziałem, Co do Margarito to chyba faktycznie coś sie stało z tą ręką ,bo wątpie zeby spuchł kondycyjnie po 4 rundach..., Może nie musiał co chwile tego powtarzać w narożniku , niemniej jednak, dalej dawał wyrównaną walke cheaterowi więc serca do walki bym tu mu nie odmawiał, Nawet z ta kondycją to nie jest tak do konca oczywiste bo on pomiędzy ostatnimi rundami wcale nie wygląca jakby miał zaraz wypluć płuca.


A Co do tych przeciwników to mnie zaskoczyłeś, nie przypominam sobie tego , może nie było to szeroko reportowane. Pamiętam za to jak czytałem ,że miał walczyć z Mosleyem , który jednak ostatecznie wybrał Berto, a potem z Quintaną na undercadzie do Pavlik-Williams.
Wiechu jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 03-04-2010, 17:39   #6 (permalink)
Pio
contender
  
 
Avatar Pio
 
Zarejestrowany: Dec 2005
Postów: 1474
Bet Cash: 500
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Wiechu Zobacz post
A Co do tych przeciwników to mnie zaskoczyłeś, nie przypominam sobie tego , może nie było to szeroko reportowane. Pamiętam za to jak czytałem ,że miał walczyć z Mosleyem , który jednak ostatecznie wybrał Berto, a potem z Quintaną na undercadzie do Pavlik-Williams.
Aby zobaczyć link załóż konto: zarejestruj sie



Aby zobaczyć link załóż konto: zarejestruj sie



itd itp
Pio jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 03-04-2010, 18:15   #7 (permalink)
challenger
  
 
Avatar Wiechu
 
Zarejestrowany: Mar 2009
Skąd: Dla nich hołd ,dla tych noszących blizny... dla nich.. w imie dobra Ojczyzny.
Postów: 1521
Bet Cash: 500
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Cytat:
Napisał Pio Zobacz post
Aby zobaczyć link załóż konto: zarejestruj sie



Aby zobaczyć link załóż konto: zarejestruj sie



itd itp
Ok , z tym, że jeżeli chodzi o Williamsa, to jak czytam Clottey chciał po prostu przesunięcia walki o kilka tygodni ,żeby mieć więcej czasu na przygotowanie, (od czasu wpłynięcia oferty było 5 tygodni do daty walki) lub podwyższenia gaży za to ze wezmie walke on short notice.

Już sam nie pamiętam czy on był wtedy w treningu czy walka z quintaną wypadła wcześniej, Po 2 Clottey to jednak zawodnik welterweight, nie mozna go oskarżać o to ,że nie walczy z przeciwnikami ktorzy ostatnia pokazują sie 2 kategorie wyżej.... , Przecież williams zmusił martineza do przejścia do mw , to samo miałby zrobić Clottey? , Wielu ludzi sie powołuje na te 170 funtów ktore Clottey ma ważyć w swoich walkach , ale to nie tak do końca prawda , te 170 to on ważył przed Corralesem i jest potwierdzone ,że to było jednak w ciuchach.(a walka była powyżej limitu welter) W walce z Judah ważył 156. Faktem jest że wyżej niz ten catchweight nigdy oficjalnie nie walczył.

Martinez , też jakby nie patrzeć jest z wagi wyżej.. Czy Jest obowiązek walki w wyższej wadze , jeżeli tamci zawodnicy cie do tego wywołują? Czy może to oni powinno zejść niżej jeżeli tak im zależy? , Oczywiście tutaj różnica nie jest zbyt wielka ,i jak dla mnie mógł tą oferte przyjąć, mogłoby być ciekawie.

Jednak Nie przyjął i wielkiego halo bym z tego nie robił. jak Narazie Clottey nie pokazywał,swego tchórzostwa , rzucił pas Ibf zeby bić sie z cotto za którego jak jest napisane na tej stronce aż tak dużo nie zarobił. Szczerze powiedziawszy jestem ciekaw ile zgarnie za pacmana , zapewne najwięcej w życiu za pojedynczą walke , ale czy aż tak dużo? Żeby zniknąć i odcinać kupony do konca życia?, wątpie napewno różnica w zarobkach będzie kolosalna.
Wiechu jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 03-04-2010, 19:37   #8 (permalink)
contender
  
 
Avatar Taszun
 
Zarejestrowany: Jan 2008
Postów: 1257
Bet Cash: 500
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

bardzo dobry felieton.
Akurat tak sie sklada ze mialem na dniach zapoznac sie blizej z Clotteyem niz do tej pory to uczynilem
a Wiechu sprawil mi niespodzianke.
Mowiac krotko wyreczyl mnie w robocie. Szkoda ze sie nie docenia ciezkiej pracy.
Taszun jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 03-04-2010, 20:03   #9 (permalink)
prospect
  
 
Avatar Roccoco
 
Zarejestrowany: May 2009
Postów: 695
Bet Cash: 500
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Domyślnie

Bardzo Fajny felieton, powinien jednak sie znalezc w odpowiednim dziale
Dobry styl który przyjemnie sie czyta, bez przynudzania, konkrety.
Dobra robota Wiechu Twoja praca powinna byc doceniona.
Roccoco jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem

stare 03-04-2010, 20:08   #10 (permalink)
Super Moderator
  
 
Zarejestrowany: Mar 2005
Postów: 1141
Bet Cash: 3162
Nominowany 0 razy w 0 Tematach
Art. Miesiąca - Nagród: 0
Wyślij wiadomośc poprzez AIM do Bokser
Domyślnie

Tekst zdecydowanie lepszy niz wiele z owego dzialu, widac ze duzo pracy wlozyles.
Nie martw sie ludzie i tak to docenia
Bokser jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Komentarz

Tagi
"grand, clottey., joshua, master"

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Wyłączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Włączony

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 02:23.


Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2010, Jelsoft Enterprises Ltd.



Ranking stron internetowych, najlepsze strony www Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.
TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking.
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39