View Single Post

stare 21-02-21, 18:52   #1 (permalink)
Marek Cudek
champion
  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 4300
Nominowany 202 razy w 61 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 25
Domyślnie Kto Kogo: Valdez, Berchelt, Avanesyan, Marku, Wallin, Broner, Easter, Valenzuela


Kto Kogo dla odmiany już w niedzielę, w sobotnią noc było gorąco, jestem ciekaw Waszych komentarzy.

BERCHELT - VALDEZ

Spora niespodzianka. Berchelt ze swoimi statystykami celnych ciosów to absolutny top 3 P4P, do tego dochodziła duża przewaga warunków fizycznych, jedyny co mogło budzić niepokój jego teamu, to problemy z wagą i wyraźna poprawa defensywy Valdeza w ostatnich walkach.

Starcie to może mieć ogromny wpływ na postrzeganie trenera Reynoso, jako kogoś, kto definitywnie potrafi odmienić pięściarza i co szczególnie trudne - wprowadzić nowe elementy do boksu kogoś bedącego już w światowej czołówce. Nie ma trenerów nieprzegrywalnych, na dziś jednak Trener Roku 2020 według Sweet Science jest na ustach wszystkich. Zbudował kapitalny plan dla Oscara Valdeza, który umiejętnie go realizował i w czwartym starciu doświadczyliśmy zarówno grzmotów jak i przedziwnej względności czasu: raniony ciężko Miguel Berchelt mógł być od razu co najmniej liczony, jednak zebrał jeszcze kilka potwornych uderzeń i zawisł na linach.

Berchelt od ważenia nie wyglądał dobrze, po nokdaunie było już całkiem źle. Zdarzył jednak epicki powrót wielkiego wojownika (“Skorpion” atakował naprawdę szaleńczo i kąśliwie przez blisko dwa starcia) przerwany pod koniec siódmej rundy paroma potężnymi piorunami z rąk Valdeza, który szykował się już do przejęcia piłeczki. Ten moment odczułem jako przełomowy, wszelka energia u mającego ewidentne problemy z wagą Berchelta wyciekła, a puentą był miażdżący nokaut w dziesiątej rundzie, po lewym w środek mocno już obitego oblicza “Skorpion” padł jak rażony piorunem na twarz.

Przewaga Berchelta w warunkach, szczególnie w zasięgu była tak duża, że absolutnie nikt nie wyobrażał sobie takie przebiegu walki - zbombardowania mistrza z dystansu. Oscar Valdez wygrał walkę nogami, jabem i lewym sierpowym, ma swój drugi pas i cały świat stoi przed nim otworem, a wielu kibiców będzie teraz czekało z ciekawością na powrót “Skorpiona”, trudno przewidzieć, czy po takim biciu będzie jeszcze kiedykolwiek w stanie wznieść się na mistrzowski poziom.

I jeszcze zdanie o sędziach. Piep..ć ich. Pierwsze trzy rundy dla Berchelta!? Naprawdę stan wiedzy sędziów jest alarmujący.


KELLY - AVANESYAN

Dla mnie bez niespodzianki. Wygrał znacznie twardszy - tak w boksie często bywa. Kolejny przykład na to, że sam skill - szczególnie w boksie zawodowym - nie wystarczy. Dywizja jest tak trudna, że zwycięzcy nie wróżę oszałamiających sukcesów. Nie mówię, że jego szczytem marzeń ma być walka z Conorem Bennem, (wcale nie są wykluczone szanse od wielkich, choćby Terence’a Crawforda), ale sportowo to jest właśnie jego poziom.

MARKU - CHARLTON

Emocje były już na ważeniu. Marku robi szereg drobnych kroków nieułatwiających mu zyskiwania sympatii, choć popularność kickboksera z Albanii na Wyspach równocześnie stale rośnie. W ringu również cały czas coś tam nawijał w stronę Charltona, który chciał pokazać ponoć Marku różnicę między bokserem a kickbokserem. Faktycznie jednak walka wyglądała dla Brytyjczyka niekorzystnie. Rylan Charlton nie miał innego planu niż monotonne nacieranie na większego Albańczyka, który lokował mocne sierpy i podbródkowe. Ciosy dość sztywnego i schematycznego Charltona nie robiły na “TNT” większego wrażenia i choć w szóstej rundzie Florian był liczony, to jednak nie zmieniło to obrazu walki. Wygrał przed czasem silniejszy i lepszy boksersko. Charlton powinien przemyśleć przejście do niższej dywizji, bo ewidentnie brakowało mu nie tylko bokserskich argumentów.

WALLIN - BREAZEALE

Mało ciekawa walka. Dominic wolny jak wóz z węglem był obijany przez wszystkie rundy. Przypierany do dość luźnych lin Szwed mógł zagwizdać piosenkę z psa Huckleberry i jeszcze spokojnie zdążyć wywinąć się spod cepów poruszającego się jak nosorożec w kisielu Breazeale’a. Bardzo jednostronny pojedynek. Czytałem na temat Wallina sporo pochwał, ale w moim odczuciu to jest pięściarz dalszego sortu. Zaplecze zaplecza czołówki, czyli trzecia grupa HW, często to są ludzie z czołówek rankingów, szczególnie federacji czy wg osiągnięć, ale bez realnych szans na pas.

BRONER - SANTIAGO

AB po przerwie ani lepszy, ani gorszy niż w ostatnich latach. Ale nie dam sobie wmówić, że wygrał walkę z trafiającym dwa razy więcej ciosów Santiago. O ile w Wielkiej Brytanii skandalu tym razem nie było, to werdykt przyznający wygraną Bronerowi za taki moim zdaniem uchodzić może. Adrien dostał jednogłośne zwycięstwo, ze sporą przewagą - absurd.

Adrien Broner po walce, którą punktujący dla Showtime Steve Farhood dał Santiago: jak spojrzysz na mojego Twittera, 98% obeserwujących mnie nie lubi. Pier..lić Twittera i Steve’a Farhooda.

Dodajmy, że Broner wygrał u sędziów pierwszą rundę, w których nie zadał ani jednego celnego ciosu.

DAVIS JR - VALENZUELA

Robbie wszedł do ringu w bujnej fryzurze a’la lata 70 i tak naprawdę wyglądał dziwnie do końca. Stawiałem na zwycięstwo Meksykanina przed czasem i wiele nie brakowało, aby przepowiednia się spełniła. Valenzuela był underdogiem, nic dziwnego - to jest bardzo przeciętny pięściarz, ale proste wciąganie w wymiany Daviesa zupełnie wystarczyły, by namieszać i wyprowadzić Brytyjczyka na grząski grunt. Davies jednak zupełnie sprytnie radził sobie w trybie przetrwania, Valenzuela nie wygrał przed czasem, a sędziowie, o dziwo, pozwolili mu zwyciężyć.


EASTER JR - MARTIN

Przekonująca wygrana na punkty Roberta Eastera Juniora (23-1-1, 14 KO) w limicie 140 i chyba w tej kategorii powinien pozostać.

Marek Cudek jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem