View Single Post

stare 02-02-21, 19:14   #1 (permalink)
Marek Cudek
champion
1st Place Winner (TOTM)  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 4300
Nominowany 202 razy w 61 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 25
Domyślnie Jak uzdrowić polski boks olimpijski?

Aby zobaczyć link załóż konto: zarejestruj sie


Do długiej rozmowy o polskim boksie amatorskim (zwanym też dzisiaj boksem olimpijskim) zaprosiłem Kacpra Bogdanowicza - trenera, praktyka, pasjonata i znawcy tematu. Wywiad ten oczywiście jest dopiero początkiem dyskusji o tym jak naprawić zaniedbania, jak przywrócić popularność tej pięknej dyscyplinie i wreszcie jak sprawić, by ponownie Polacy wracali z dużych imprez z medalami.

Zapraszam gorąco do lektury i komentowania!

Marek Cudek/Boxing.PL: W przyszłym roku minie trzydzieści lat od ostatniego bokserskiego medalu na olimpiadzie dla Polski. W 2026 będziemy mieli półwiecze od złota Jerzego Rybickiego. Dlaczego tak długo czekamy na sukces?

Kacper Bogdanowicz: myślałem, że to będzie łatwa rozmowa, no i proszę. Dopiero pierwsze pytanie i to już na miarę rozszyfrowania Enigmy 😉 A tak całkiem poważnie: ilu pytanych - tyle odpowiedzi, dla mnie jednym z czynników mających na to wpływ, będzie na pewno wejście do Polski zawodowstwa. Szczególnie teraz, kiedy na profi może walczyć byle Mietek spod sklepu, a walki „brat kontra brat” stają się normą.

Dla zawodników boksu olimpijskiego jest to też swego rodzaju wygoda. Ci, którzy byli w kadrze doskonale wiedzą, ile trzeba poświęcić tej dyscyplinie. Ciągłe wyjazdy, zgrupowania, wyrzeczenia i dyscyplina… w imię czego tak naprawdę? Wielu zawodników, którzy mieli potencjał, albo już coś osiągnęli w boksie olimpijskim przechodzi na pro dla zaoszczędzenia czasu. Prosty przykład: nie da się budować rodziny będąc ¾ roku na zgrupowaniach wiele kilometrów poza domem. Zdecydowanie wygodniej jest się przygotować przez 8-12 tygodni pod domem i zarobić za to kilka groszy. Ktoś może zapytać „jak to, w Stanach czy Wielkiej Brytanii od zarania dziejów istnieje rynek zawodowy, a sukcesy odnoszą?” Tak, tylko, że te dwie dziedziny boksu żyją tam ze sobą w symbiozie od samego początku, w naszym kraju pomimo upływu kilkudziesięciu lat wciąż jest to coś nowego. Biorąc pod uwagę dodatkowy fakt dzisiejszych realiów i tego co jest ważne (czyli lajków), boks olimpijski traci na atrakcyjności, przestaje być rentowny nie tylko finansowo, również wizerunkowo. Po prostu, jest mało ludzi, którzy dla idei poświęcą się na 100%.

Ale zawodowstwo mamy też od niedawna w krajach byłego Związku Radzieckiego, większość z nich ma gorsze zasoby finansowe. Trudno też tłumaczyć Polskę tym, że promotorzy zawodowi „podkradają pięściarzy” (do tego wątku jeszcze wrócę) z amatorki, bo to się dzieje wszędzie. Być może mamy po prostu za mało dobrych amatorów?

Pięściarstwo w byłym Związku Radzieckim w dużej mierze opierało się na Armenii i Uzbekistanie. To właśnie w tych krajach, a zwłaszcza w Uzbekistanie była tworzona kultura boksu po I Wojnie Światowej, którą widać do dnia dzisiejszego. Myśląc o Uzbekistanie pod względem sportowym do głowy przychodzi mi tym skojarzenie zapasy i boks, gdzie pięściarstwo to zdecydowanie coś więcej niż tylko dyscyplina sportowa. Uzbekistan jako niepodległe państwo wystąpił na IO w Atlancie w 1996 rok, od tamtego czasu zdobywał pojedyncze trofea, aż do igrzysk z Rio w 2016 r. Ich team na chwilę przed igrzyskami w Rio, poleciał na Kubę, gdzie mieli wspólny obóz. Pokazali się na nim z dobrej strony, dzięki czemu jeszcze bardziej uwierzyli w swoje możliwości. Do dnia dzisiejszego uczestniczą we wspólnych obozach.

Jaki był efekt chyba każdy zorientowany w boksie wie. Uzbekistan w jednej chwili stał się potęgą, zwyciężając w klasyfikacji medalowej przed Kubą. Wszyscy popadli w zachwyt jak to średniak nagle stał się gigantem, ale nie stało się tak dlatego, że postsowieccy naukowcy wynaleźli specjalną pigułkę na sukces. Jest to efekt wieloletniej pracy u podstaw. Na 10 lat przed Rio w Uzbekistanie nastąpił szereg reform w ichniejszym związku bokserskim. Zmieniono praktycznie wszystko, państwo mocno zaangażowało się w finasowanie tej dyscypliny, a politycy objęli kilka stanowisk w związku.

Wyobraź sobie teraz, co by się wydarzyło w naszym kraju, gdyby nagle ktoś z góry uznał boks za sport nr 1. Wybuchłaby afera na miarę tej z przekazaniem dwóch miliardów na telewizję (śmiech). Wpływ na takie działania w Uzbekistanie ma właśnie wspomniana tradycja i kultura narodu względem boksu. System szkoleniowy niewiele się różni od tego, jaki funkcjonował u nich przez wiele lat, usprawniają go jedynie o nowinki wynikające z postępu nauki. Długofalowa praca jest sukcesem, jaki odnieśli w ostatnich latach, obecni mistrzowie już w wieku juniorskim, a nawet i wcześniej byli ukierunkowani na jeden cel – złoto IO. W Uzbekistanie nikt nie „podkrada” zawodników na profi, oni sami ich na to przygotowują i w odpowiednim momencie przekierowują do odpowiednich osób. Mają świadomość, że im więcej osiągniesz na ringach olimpijskich, tym więcej dostaniesz na zawodowstwie, prosty rachunek i tego pilnują.


Aby zobaczyć link załóż konto: zarejestruj sie



Mateusz Borek w zeszłym roku po jednej z gal powiedział: "najsmutniejsza dla promotorów i polskiego boksu jest... frekwencja na trybunach. Pustki, a przecież jest cieplutko. Wieczór. Fajna sceneria. Turyści. Polska walka wieczoru. I nie ma to kompletnie przełożenia na zainteresowanie i sprzedaż biletów".

Nie jestem analitykiem, nie prowadzę badań rynku, ale na chłopski rozum problem może tkwić w lokalizacji. Ile może być gal w Międzyzdrojach, Legionowach, czy innych Dzierżoniowach? W pewnym momencie od przejedzenia człowiek nie może patrzeć na talerz, nawet jak będzie serwowany najdroższy stek. Z każdej strony jesteśmy zasypywani masą rozrywek, mamy ogromny wachlarz możliwości spędzania wolnego czasu, nikt nie chce robić w kółko tego samego. Nie jest też tak, że boks sam w sobie się nudzi, społeczeństwo podświadomie czuje chęć pobudzenia w sobie pierwotnych instynktów w bezpieczny sposób. W mojej ocenie warto jest otworzyć się na nowe rynki zbytu, tj. nowe lokalizacje. W Polsce jest mnóstwo miast, w których ta dziedzina rozrywki kuleje, a potencjał jest spory. Sam fakt, że ludzie pójdą na takie wydarzenie z ciekawości, z chęci poznania czegoś nowego. Psychologia tłumu może przerodzić się w sukces organizacyjny.

Wydaje mi się, że nie ma bezpośredniej relacji między sukcesami boksu amatorskiego
i zawodowego. Ale patrząc po krajach azjatyckich, państwach Ameryki Łacińskiej - popularność i możliwość uprawiania boksu jest kluczowa. Parę lat temu prezes PZB Leszek Piotrowski narzekał, że boks znalazł się w najniższej grupie w hierarchii sportów olimpijskich w Ministerstwie Sportu.


Każdy się zastanawia, dlaczego Kuba wciąż uznawana jest za jedną z potęg boksu olimpijskiego na świecie. Nikogo nie zaskoczę, jeśli stwierdzę, że tam i w kilku innych krajach ta dyscyplina jest sportem narodowym. Od wczesnych lat dzieciaki wiedzą z jakimi ogólnymi przywilejami wiążą się sukcesy w boksie. Jeśli zapytamy młodzieńca na ulicy na wspomnianej Kubie, czy chociażby Filipinach: kim chciałby być w przyszłości? On bez zastanowienia odpowie, że Stevensonem, albo Pacquiao.

Jak jest u nas? O ile trafisz już na takiego, który interesuje się sportem, to usłyszysz: Lewandowski. Przed igrzyskami w Londynie w 2012 roku, Wielka Brytania drastycznie ucięła dofinansowania w niszowych sportach, które w ich ocenie nie miały szans na cokolwiek. Całą uwagę poświęcili na to w czym upatrywali szanse. Duży sukces medalowy, jaki odnieśli w trakcie tych igrzysk, świadczy o tym, że podjęli słuszną decyzję. Ciężko jest mi powiedzieć, czy to jest dobre czy złe. Wiem jedno, jeżeli chcemy mieć wszystko, to tak naprawdę nie będziemy mieli nic.

Ok. A jak to zmienić? Jak przenieść boks z powiedzmy „trzeciego koszyka” w hierarchii Ministerstwa Sportu do drugiego, nie mówiąc o pierwszym?

Nie mam pojęcia, ale pewnie jest tak jak w biznesie. Podstawą i matką sukcesu jest dobry plan, który należy w odpowiedni sposób przedstawić inwestorowi tj. Ministerstwu Sportu. Ale żeby do tego doszło, trzeba coś dać też od siebie, nikt nie wyłoży kapitału, jeżeli przedstawisz suche fakty bez wkładu własnego.

Czy boks jest skazany na porażkę z MMA?

Zależy jak na to spojrzeć. Jeżeli zapytasz promotora/organizatora, to w większości odpowiedzą, że tak. Z drugiej zaś strony, nazwijmy ją szkoleniową - to nie. Takie zabiegi mogą się przysłużyć oddzielając ziarno od plew. Nasza dyscyplina jest jedną z trudniejszych, jaką można sobie wybrać. Tutaj nie ma półśrodków, nic się nie dzieje samo z siebie, tutaj też nie możesz polegać na kolegach z drużyny, którzy w odpowiednim momencie podadzą Ci piłkę. Tylko ciężka i sumienna praca może doprowadzić nas na szczyt. Im więcej będzie konkurencji w tym przypadku MMA, tym łatwiej i sprawniej dokonamy selekcji, bez nerwów i straconego czasu. Dodatkowo wychodzę z takiego założenia, że lepiej mieć jednego przeciętnego, ale sumiennego i pracowitego zawodnika, niż dwudziestu leniwych z talentem.

Trener Różański ze Szczecina powiedział kiedyś w wywiadzie z Arturem Gacem: "najbardziej interesują mnie osiągnięcia w boksie seniorskim [...], po prostu w przeszłości miałem mistrzów Polski kadetów i młodzików, ale ci zawodnicy nie wytrzymywali reżimu treningowego i nie docierali do najwyższej kategorii wiekowej.

Szczerze mówiąc, śmieszą mnie takie sformułowania z dwóch powodów. Po pierwsze: wiek kadeta to okres życia człowieka, w którym dopiero kształtuje się wiele procesów fizjologicznych. Wdrażając system szkoleniowy u takich zawodników trzeba być odpowiedzialnym i przede wszystkim kompetentnym trenerem. Mówiąc w skrócie: szkoleniowiec może przysporzyć więcej szkody niż pożytku dlatego jednostki treningowe u młodych osób to bardziej zabawa niż reżim. No chyba, że ktoś zdyscyplinowanie i powtarzalność nazywa reżimem, to nie mam pytań. Po drugie: klub za sukcesy seniorskie dostaje tzw. punkty, które z czasem przekładają się na gratyfikacje. To właśnie na seniorach można zarabiać pieniądze w różnoraki sposób. Ponadto każdy z nas spotkał się z takim przypadkiem, że ktoś tam był w czymś dobry, ale jak pojawiła się dorosłość to przepadł.

Tutaj możemy się cofnąć do poprzedniego pytania, gwoli uzupełnienia. Funkcjonują kluby, które działają na wzór linii produkcyjnych – byle jak najwięcej. Nie jest to oczywiście nic złego, bo w końcu zdobywają sporo medali rangi mistrzowskiej na krajowym podwórku, ale co dalej? Przychodzi kolejny sezon, pojawiają się nowi seniorzy, wcześniejsi odchodzą, nikt się nie zatrzymuje. Nikt się nie zatrzymuje po to, żeby spróbować wejść na wyższy poziom, poszukać rozwiązań, żeby ulepszyć to co jest dobre. Otwiera się rok w rok stary konspekt, szkoli się kolejnych Mistrzów Polski, co gorsza, coraz mniej, bo przecież jest MMA, a poziom mimo upływających lat, wciąż na tym samym słabym w skali międzynarodowej poziomie.

Co sądzisz o polskiej myśli szkoleniowej, trenerach? Kogo od nas zatrudniliby w GB Team? Czy dopuszczasz import coachów z innych krajów? Czy widzisz u nich coś, czego w Polsce ewidentnie brakuje?

Zależy co masz na myśli: praktykę czy teorię? W sumie to chyba bez różnicy, patrząc na to co było z 40 lat temu, a co jest dzisiaj śmiało można stwierdzić, że cofnęliśmy się o 100 lat. Nie chcę też powiedzieć, że u nas nie ma fachowców, bo jest ich bardzo dużo, prędzej bym upatrywał zacofania w metodyce treningowej. Jest za mało monitoringu, za mało konsultacji, za mało indywidualnego podejścia do zawodnika, które jest kluczowe w boksie. Nie zapominajmy, że każdy z trenujących ma inne predyspozycje psychofizyczne i to właśnie określenie tych cech powinno być bazą wyjściową. Trudno też się dziwić skoro trener musi, albo chce być specjalistą od wszystkiego, a na grupie ma 30 osób…

Sądzę, że na Wyspach jest tylu specjalistów, że nie muszą nawet patrzeć w kosmos, żeby kogoś ściągać do siebie. Chociaż w teamach Joshuy, czy Huntera doczekaliśmy się polskich akcentów. Nie mam z tym problemu, żeby którąkolwiek z polskich kadr trenował zagraniczny szkoleniowiec. Powiem więcej, znając realia finansowe jakie panują na tych stanowiskach, to nawet biłbym brawo.

Nie zanosi się na to, żeby Polska doczekał się własnej, indywidualnej myśli szkoleniowej, która by funkcjonowała. W świecie się mówi o takowej, ale bardziej sentymentalnie, u nas nikt za bardzo nie lubi wracać do przeszłości i korzystać z tego, co się sprawdzało. Przez wymianę pokoleń w pewnym stopniu gdzieś się to zatarło. Pozostaje nam inspirowanie się innymi. Ze względów finansowych raczej nie będzie to Rosja, która na turnieje wystawia 50-osobowe składy, z czego 50% to zawodnicy, a drugie 50% to sztab. Ze względu na odległości w miejscach zamieszkania zawodników nie możemy też pójść w kierunku Litwy, gdzie kadrowicze mają scentralizowany program szkoleniowy i praktycznie każdego dnia trenują w ośrodku w Wilnie. Można natomiast skłonić się w kierunku Białorusi. Ograniczyć kadrę zawodniczą do potrzebnego minimum, brzydko mówiąc: pozbyć się kilku kategorii wagowych, które są najmniej perspektywiczne kosztem indywidualnego prowadzenia zawodnika w ścisłej współpracy PZB-klub. Czy też stworzyć dwie kadry A i B, przy czym pierwsza „okrojona” pracowałby centralnie, zaś ta druga byłaby rezerwą opierającą się w głównej mierze na pracy w macierzystych placówkach. Tak czy siak, do prowadzenia kadry potrzebny jest konkretny sztab ludzi składający się z fachowców. Jeden, czy dwóch trenerów z zagranicy nic nie zrobi.

Co konkretnie się u nas sprawdzało?

Sprawdzały się kompetencje i wiedza osób zaangażowanych w rozwój boksu. Dzisiaj trenerom, którzy swoją wiedzę czerpią z filmików na YouTube nie jest na rękę inwestowanie pieniędzy i czasu w naukę. Lata temu wykorzystywano szereg sposobów na sprawdzanie poziomu wytrenowania. Wykorzystywano wzory pozwalające określić dokładne programowanie planu treningowego. Na bieżąco kontrolowano na przykład zdolność czasu reakcji pojedynczej i złożonej przy użyciu specjalistycznego sprzętu. Szczegółowo analizowano wszelkiego rodzaju imprezy sportowe. Skupiano się bardzo profesjonalnie na wszystkim, co tylko mogło przełożyć się na zadowalające wyniki. Technologia poszła mocno do przodu, przeciętny Kowalski w swoim asortymencie posiada gadżety pozwalające uzyskać pomiar tętna. Jedynie garstka ludzi w obecnej chwili korzysta z takich udogodnień.

Do tego potrzeba też odpowiedniej wiedzy, kiedy, po co i dlaczego. W latach 70. nie było takich ułatwień, a mimo to każdy zawodnik kadry miał założony dziennik, w którym takie istotne sprawy były zapisywane i na bieżąco analizowane. Teraz w kadrze zawodnicy przechodzą specjalistyczne badania może dwa razy w roku. Skąd mamy wiedzieć, czy robią progres, skąd mamy wiedzieć jakie korekty w planach treningowych są potrzebne? Wszystko dzieje się „na czuja”. Wspominam o tym wszystkim bardzo ogólnikowo, bo znam kilka osób, które naprawdę tego pilnują i swoją całą pracę z zawodnikiem opierają właśnie na kontrolowaniu wszystkich składowych potrzebnych w treningu. Kiedyś było nie do pomyślenia, żeby zajęcia odbywały się bez elementów z przygotowania sprawności ogólnej, często pomijanych dzisiaj, nie wspominając już o ćwiczeniach gimnastycznych. Proste narzędzie jak skakanka, jest używana sporadycznie, tak ważny przyrząd w kształtowaniu koordynacji - podstawowej umiejętności potrzebnej do nauczania techniki. Opieramy się ślepo na Internecie, szukamy gotowych diet, które pasują do każdego, nieważne młody-stary, gruby-chudy i w jakim trybie żyje dnia codziennego. Wykorzystujemy gotowe konspekty do ćwiczeń motorycznych nie zwracając uwagi kiedy i w jakim celu ich używać. Działamy szablonowo bez konsultacji ze specjalistami z danej dziedziny. Jest mnóstwo drobnostek, które składają się na finalny efekt, kiedyś mocno pilnowane. Zaś dzisiaj są często pomijane.

Polski boks był mocny jeszcze w latach 80. Pojedyncze medale zdarzały się i później. Ci ludzie to roczniki z grubsza 1950-1980. Między Bogdanem Gajdą a Andrzejem Liczikiem. Wiek od 40 do 70 lat. Co się dzieje z tymi ludźmi? Bracia Skrzeczowie, Kosedowscy. Pokolenie Gołoty. Kto teraz szkoli młodych Polaków?

Nie wiem, nie znam tych osób. Mogę jedynie odpowiedzieć na przykładzie własnych obserwacji i rozmów, które prowadziłem. Jeśli chodzi o zawodników, poznałem pięściarza, który ma mniej lub bardziej wartościowe osiągnięcia w boksie olimpijskim. Występował w lidze WSB w drużynie zza granicy, kilka lat spędził na treningach w jednym z lepszych gymów w Stanach. Wydaje się, że ma potężną wiedzę i pewnie tak jest. Ale pytany, czy poprowadziłby klub nastawiony na współzawodnictwo, odpowiedział, że nie. Zdajmy sobie sprawę, że ten biznes nie jest rentowny, za to jest bardzo wymagający, nic nie dzieje się z przypadku. Wszystkiego trzeba pilnować od A do Z, nie mając pewności czy coś z tego wyjdzie. Jeżeli już ma się odpowiednią wiedzę, trzeba ją spieniężyć w najprostszy sposób, czyli zajęciami komercyjnymi, indywidualnymi dla ludzi, którzy mogą wydać parę ładnych złotych za godzinę treningu. Czysty zysk, bez stresu, bez napinki, prosta sprawa. Druga rzecz, to zamykanie się we własnej bańce. Sporo czasu poświęciłem też na rozmowy z olimpijczykiem, który był kadrowym kolegą gwiazd światowego formatu. Jeżeli ktoś taki trenuje w Polsce, naturalne jest czerpanie od niego wiedzy. Nic bardziej mylnego, nikt się nim nie zainteresował, aby podszkolić własny warsztat trenerski, wymienić doświadczenia itp. Ponadto, do walk praktycznie przygotowywał się sam w kącie sali, a nawet jego uwagi co do tejpowania rąk przed walką nie były traktowane poważnie.

Wielki powrót Tysona Fury’ego jest związany z dwoma młodymi trenerami. Jeden z nich – Ben Davison miał w okresie współpracy z mistrzem świata wagi ciężkiej zaledwie 25 lat. Jasne, są też Eddy Reynoso (44 lata) czy Ismael Salas (63). Już po tych nazwiskach widać, że znakomity trener nie musi być wybitnym pięściarzem. Teraz naprawdę trudne pytanie. Co według Ciebie jest najważniejsze w zawodzie trenera? Doświadczenie, talent, specjalne umiejętności (jakie)?

Mówi się, że dobry trener powinien zwąchać rękawice. Nie jest to przesadą, trener musi rozumieć boks, wiedzieć o co w nim chodzi i jak się zachować w ringu. Z technicznego punktu widzenia lepiej i łatwiej będzie takiej osobie przekazać wiedzę na temat technik i taktyki. Tylko, że boks to nie tylko zadawanie ciosów, o czym notorycznie wspominam. Umiejętność kreatywnego doboru puzzli, żeby zlepić całość jest czymś bez czego nie ma czego szukać w poważnym sporcie. Młodzi ludzie łatwiej przyswajają wiedze, chętniej się uczą. W każdej dziedzinie życia, żeby być przez lata dobrym w swojej specjalizacji trzeba iść z duchem czasu. Z psychologicznego punktu widzenia trudniej jest ukierunkować, czy też zmieniać nawyki u starszych osób, niżeli u młodych.

Co sądzisz o przejściu na zawodowstwo Mateusza Bereźnickiego, który podpisał niedawno umowę z Queensberry Poland? Tzw. środowisko patrzy niechętnie na "porwanie" utalentowanego 20-latka, a przecież jakąś dekadę temu podobne zarzuty były wysuwane wobec promotora Andrzeja Wasilewskiego (mam na myśli przejście na pro Andrzeja Wawrzyka i Artura Szpilki)?

Irytują mnie buńczuczne zapowiedzi, kto co zrobi dla polskiego boksu olimpijskiego. To, że Bereźnicki przeszedł na zawodowstwo, może mu wyjść na zdrowie. Właśnie kategoria ciężka i superciężka widnieje w moim notatniku jako ta do wykreślenia. Zawodnicy w podobnym wieku do Mateusza w tych kategoriach – często w ciągu roku przeskakując dwie wagi - nie są jeszcze odpowiednio dojrzali fizycznie i psychicznie do wyższych wag. Szkoda czasu, oraz zdrowia zawodników i pieniędzy PZB na szkolenie pięściarzy, dla których nie ma perspektyw. Inne zdanie mam na temat niższych wag, ale tutaj już musiałbym się wypowiedzieć na temat ambicji, czego nie chcę robić.

W jaki sposób wyobrażasz sobie współpracę kadry narodowej amatorów z zawodowcami, promotorami?

Na obecną chwilę z zawodowcami, którzy już są na kontrakcie i modelem szkoleniowym PZB nie wyobrażam sobie jej w ogóle. W przyszłości upatruję w tym coś pozytywnego. W ogóle, żeby można było zacząć myśleć o takiej współpracy potrzebny byłby indywidualny program szkolenia zawodnika kadry. Kolejna rzecz, porozumienie na linii promotor-PZB w celu ustalania kalendarza startów kontrolnych, które odbywałby się na galach zawodowych. Określenie podziału ról w kwestii inwestycji w zawodnika itp. Korzyści mogą płynąć z tego dla każdego. Promotor będzie miał pewność wyszkolenia/wytrenowania zawodnika, PZB będzie miało z głowy organizowanie wyjazdów na starty kontrolne, a zawodnik będzie miał ciągłość walk, możliwość rozwoju na miejscu plus dodatkowe kilka groszy do kieszeni. Wiem, że może to się wydawać patykiem po wodzie pisane, ale w tym kierunku bym podążał. Na całym świecie słyszy się o takich przypadkach, więc dlaczego by nie spróbować tego u nas.

A co myślisz o modelu kariery Tomasza Adamka? Największy sukces w wieku 22 lat, potem przejście na zawodowstwo i wspaniałe osiągnięcia na pro. W którym momencie (załóżmy tu jakąś średnią wieku) dobrze rokujący pięściarz powinien przejść na zawodowstwo, aby wilk był syty i owca cała (czytaj: pięściarz mógł osiągać dalsze sukcesy, zarabiać dobre pieniądze i żeby równocześnie boks amatorski nie był drenowany przez promotorów boksu lub MMA).

Staram się trzymać z daleka od boksu zawodowego, miałem w tym krótki epizod i stwierdziłem, że to nie jest dla mnie. Dla mnie liczy się rywalizacja sportowa, nie biznes. Co do wieku, nie da się tego określić jednoznacznie, biorąc pod uwagę fakt kształtowania ciała i umysłu w poszczególnych kategoriach wagowych. Dla jednych może to już być 18, zaś dla ciężkich 28. Uważam, że samo słowo „zawodowstwo” to wyższy poziom tego, co można osiągnąć w amatorstwie. Robert Kubica nie został zawodowym kierowcą F1 tylko dlatego, że miał znajomości. Wygrał wszystko na amatorstwie, został zauważony i kolejnymi sukcesami wszedł do „zawodowstwa”. Chciałbym, żeby to wyglądało tak samo w pozostałych sportach, w tym i w boksie. A jak jest w rzeczywistości, wszyscy doskonale wiemy.

Odnoszę wrażenie, że coraz więcej czołowych bokserów boksuje w stylu umożliwiającym większe sukcesy na zawodowstwie. Ich kariery są przemyślane. Dokładnie wiedzą, kiedy nastąpi następny krok. Gleb Bakszi i wielu innych celują w sukces na olimpiadzie, a potem w odpowiednim jeszcze wieku, planują przejść na pro.

Każdy wie, że gdy pójdziemy do pracodawcy z dobrym CV, możemy ubiegać się o lepsze wynagrodzenie. To jest normalne, że zawodnik myślący poważnie o swoim sportowym życiu nie będzie się pchał z niczym, żeby być jednym z wielu. Masz predyspozycje, to powinieneś je maksymalnie wykorzystać w boksie olimpijskim, żeby wejść w świat profi z konkretami.

Białorusin Dzmitry Asanau, po tych wszystkich zawirowaniach, jest głównym faworytem do zdobycia medalu IO w Tokio. Ma już na swoim koncie chociażby brąz Mistrzostw Świata i złoto Mistrzostw Europy. Już przed igrzyskami w Rio był nęcony zawodowym kontraktem, nie skusił się, bo jego głównym celem był medal IO, którego nie zdobył. Oferta pojawiła się w 2015 roku, a do dzisiaj występuje na ringach amatorskich. To jest właśnie ambicja, oraz świadomość swojej przyszłości, której w wielu przypadkach brakuje. Asanau ma już podpisany kontrakt zawodowy od 2016, ale czeka na debiut po zdobyciu złotego medalu w Tokio 😉

Jak oceniasz ostatnie Suzuki Boxing Night i w ogóle całą inicjatywę?

Tak naprawdę organizowanie takich gal, czy tych we współpracy z zawodowym promotorem nigdy nie zastąpi wyjazdów na turnieje międzynarodowe. Owszem można rozwijać się pięściarsko, testować z czołówka itp. Ale wyjazdy są potrzebne też dla łapania kontaktów, wyrabiania „marki” na arenie międzynarodowej. Sport wyczynowy to w głównej mierze koneksje i polityka, bez tego samymi wynikami sportowymi dużo się nie zwojuje. Pomijając już ten fakt, byłem mile zaskoczony rozpiską ostatniej gali, rzadko kiedy mamy okazję do konfrontowania pięściarzy ze ścisłą czołówka danego kraju. Organizatorzy tym samym zawiesili sobie bardzo wysoko poprzeczkę i mam nadzieję, że nie obniżą lotów przy kolejnych imprezach. Dla promocji dyscypliny to także strzał w dziesiątkę. W końcu szersza publiczność przekona się, że „amatorzy” to tak naprawdę sportowcy z krwi i kości, a niekiedy o wiele solidniejsi niż zawodowcy. Nie chciałbym tylko, żeby cykl SBN zastąpił kadrze wyjazdy na międzynarodowe imprezy. Tego się nie da zastąpić, uczestnictwo w MTB (międzynarodowych turniejach bokserskich) jest nam potrzebne jak amen w pacierzu, bez tego ani rusz. Nie możemy być anonimowi w Europie, a nawet na świecie, siedząc zbyt długo w domu z czasem będziemy postrzegani jak Madagaskar.

Czy będzie medal dla Polski w Tokio w boksie? Jeśli tak, to kto ma największe szanse?

Sytuacja, jaka jest obecnie w męskiej kategorii do 63 kg, nie zdarza się zbyt często. Los tak łaskawy nie był już dawno, można powiedzieć, że światowa czołówka sama się eliminuje poprzez przejścia na zawodowstwo jak Davis czy Oumiha, bywa że pięściarze zmieniają kategorie wagowe przez reorganizację limitów wagowych. Jak nie teraz, to kiedy? Sam Damian Durkacz prezentuje się coraz lepiej, na ostatnim Suzuki Boxing Night udowodnił, że się rozwija, jest wszechstronny i może zaskoczyć każdego. Wszystkie znaki na niebie wskazują, że ten medal IO musi w końcu trafić do Polski. Oczywiście pozostają jeszcze panie, które obecnie zdobywają najwięcej tytułów w boksie olimpijskim. Myślę, że doświadczenie zawodnicze trener Karoliny Michalczuk, oraz „zapożyczony” długofalowy plan szkoleniowy od jednego z lepszych, bardziej świadomych fachowców przyczyni się do uśmiechu na naszych twarzach.

Jak widzisz przyszłość boksu kobiecego w Polsce i na świecie?

Z boksem kobiet jest jak z disco polo, niby nikt nie słucha, ale każdy zna tekst, do boksu kobiet ma to się tak, że na co dzień większość ma coś do powiedzenia, ale jak już pojawiają się sukcesy np. w boksie olimpijskim, to wszyscy chcą być pierwsi z gratulacjami… dajmy im trochę czasu, a na pewno będzie dobrze. W świadomości przeciętnego kibica utarł się stereotyp, że kobiety nadają się tylko do szydełkowania, bez względu na to jak prezentują się na ringu. Żeby zrozumieć walki kobiet najpierw trzeba zrozumieć boks. Do ringu nie wychodzi się po to, żeby komuś urwać głowę za wszelką cenę. Każde pokolenie przekazuje, że boks jest sztuką, a nie bezsensowną bitką. W boksie ważna jest głowa i ciało. Kobiety w dwóch aspektach mają przewagę nad mężczyznami, oczywiście mówię teraz o tym co mnie w boksie najbardziej fascynuje. Głowa, statystycznie kobiety podejmują mniej ryzykowne decyzję, są bardzie rozsądne niż my. W boksie może się to przekładać na mniej ryzykowne prowadzenie walki, dzięki czemu możemy delektować się czystą techniką. Druga rzecz, to fakt, że kobiety potrafią dłużej utrzymywać skurcz izometryczny, dzięki czemu mniej się meczą, a jeżeli mniej się męczą, to dłużej będą walczyć, a ja finalnie będę miał więcej materiału z teoretycznie ciekawej walki. Ja tak to odbieram, tak postrzegam boks, ktoś kto czeka tylko na nokaut walk kobiet oglądać nie będzie. Osobiście tenisa nie oglądam, bo nie rozumiem zasad, ci którzy najwięcej krytykują boks kobiet mogliby wziąć te sformułowanie pod rozwagę.

Dostajesz propozycję szefowania Polskiemu Związkowi Bokserskiemu. Masz umówioną rozmowę w Ministerstwie Sportu, wiesz, że budżet na boks na razie nie będzie większy (pandemia, groźna recesji). Przedstaw w kilku punktach wizję odbudowy boksu amatorskiego. Co byś zrobił?


[*]Na pewno skupiłbym się na monitorowaniu i egzekwowaniu postępu pracy zawodnika kadry w macierzystych klubach - tutaj potrzebni byliby audytorzy, którzy podjęliby się zadania cyklicznej kontroli.

[*]Kolejna grupa audytorów ocenialiby poziom wyszkolenia w oparciu o każdy turniej w kraju, nawet nie widzę potrzeby w zatrudnianiu nowych ludzi, wystarczy rozszerzyć zakres obowiązków delegatów technicznych.

[*]Nawiązałbym ścisłą współpracę z AWF w celu przygotowywania odpowiednich planów treningowych pod danego zawodnika.

[*]Zredukowałbym kadrę zawodniczą do potrzebnego minimum, zamiast jeździć w 30 osób raz w roku na MTB wysyłałbym 5 kilka razy w sezonie.

[*]Konsultowałbym sędziów z trenerami. Przed rozpoczęciem sezonu każdy otrzymywałby wytyczne odnośnie sędziowania walk zgodnie z regulaminem EUBC, czy AIBA. Dzięki temu wymusiłbym na trenerach więcej pracy techniczno-taktycznej z zawodnikami. Nie może być tak, że dzisiaj w każdej kategorii wiekowej zawodnicy wygrywają walki kombinacją lewy-prawy-lewy sierp, a do tego od pierwszego gongu chcą urwać głowę przeciwnika. Boks to jest mnóstwo technik, w ataku, obronie, a my za każdym razem widzimy tylko podstawowe akcje, które zostają ze statystycznym zawodnikiem do końca swoich dni w danym klubie.

[*]Powołałbym wolontariaty, w różnych komórkach organizacyjnych - co dwie głowy to nie jedna.

[*]Stworzyłbym autonomiczną jednostkę przy PZB, która składałaby się z oddzielnego budżetu, oddzielnego zarządu i byłaby ukierunkowana na sukces olimpijski. W skład której wchodziliby zawodnicy szkoleni tylko i wyłącznie pod ten cel, z osobnymi trenerami.


Aby zobaczyć link załóż konto: zarejestruj sie


Marek Cudek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem