View Single Post

stare 07-01-21, 20:00   #1 (permalink)
Marek Cudek
champion
  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 4163
Nominowany 191 razy w 56 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 21
Domyślnie Damian Jonak: żałuję, że ludzi z Queensberry nie spotkałem dziesięć lat temu.



Fragment świetnego wywiadu dla TVP Sport z Damianem Jonakiem. Rozmowę przeprowadził Mateusz Fudala.


Mateusz Fudala: ile zawodnicy zarabiają na walkach?

Damian Jonak: w przypadku zawodników, którzy nie występują w walkach wieczoru, to jak dostają od tysiąca do półtora tysiąca złotych za rundę, to jest super.

Biorąc pod uwagę, że walczy się kilka razy w roku, to trudno z takich pieniędzy utrzymać pięć osób.

Są różne rozwiązania, można przecież podpisać umowę barterową.


Chodzi o to, że my ciągle żyjemy tym amerykańskim snem. Że będzie duża walka i wtedy godziwie zarobimy, a jak już zostaniemy tymi mistrzami świata, to będziemy pływali w luksusach. A mistrzami zostaje 2% ludzi, którzy zawodowo uprawiają boks. Dlatego zawodnicy powinni zainteresować się tym, skąd biorą się pieniądze w ich branży. Jeśli komuś się to nie podoba, to niech idzie do pracy, a po robocie niech trenuje. W innych krajach, gdzie boks jest na wysokim poziomie, tylko najlepsi nie pracują. W Polsce problemem jest to, że jest kij, a nie ma marchewki. Marchewką jest duża walka zagraniczna, tzw. złoty strzał. A te strzały nie są wcale złote i trzeba to powiedzieć otwarcie.

Nie są dla zawodnika czy dla promotora?

Dla promotora zdecydowanie tak, dla zawodnika na pewno nie.

Trzeba też rozróżnić jedną rzecz – promotor jest od tego, żeby zorganizować imprezę i promować zawodnika w mediach. Od sponsorów i dbałości o zaplecze finansowe zawodnika jest menedżer. U nas jest pomieszanie z poplątaniem, dlatego potem zawodnik jest okradany przy walkach zagranicznych, bo promotor myśli sobie tak: "Skoro mu tyle pomogłem i zorganizowałem, to muszę to sobie jakoś odbić". My, jako pięściarze, tracimy masę zdrowia i czasu na przygotowanie się do walki. W ringu narażamy zdrowie i wydaje mi się, że powinniśmy być szanowani. Szacunek do drugiego człowieka polega na tym, że się go, za przeproszeniem, nie robi w ch***.

Myślisz, że na rynku brytyjskim czy amerykańskim tego szacunku do zawodników jest więcej?


Nie, ale taka jest specyfika boksu. Promotorzy traktują zawodników jak głupków i wykorzystują ich naiwność i ambicje sportowe. Nie boję się tego powiedzieć publicznie. Ale to jest wina także zawodników.

Jeśli chodzi o rynek amerykański, to poznałem go dobrze. Widziałem kontrakty od największych promotorów i naprawdę dużo się tego nastudiowałem. Poznałem to od kulis i tak naprawdę wolałbym pewnych rzeczy nie wiedzieć.

Nie myślałeś o tym, by zostać menedżerem zawodników?

Chciałbym się tym zająć. Zresztą już od jakiegoś czasu dzwonią do mnie zawodnicy, zarówno ci mniejsi, jak i z polskiego topu. Tylko w wielu przypadkach szukają pomocy dopiero wtedy, gdy jest już prze***ane, a szkoda, bo wielu rzeczom można zapobiec. Doradzam im za darmo, bo chciałbym, żeby ta moja ukochana dyscyplina wreszcie była na zdrowych zasadach. Jeśli miałbym się tym zająć na poważnie, to za pieniądze, bo przecież też muszę za coś utrzymać rodzinę.

Do Polski wszedł nowy gracz – Queensberry, z którym rozpocząłem współpracę. Nie mówię, że to będzie nie wiadomo jakie "wow", bo to zweryfikuje przyszłość, ale widzę, że te kontrakty z zawodnikami są podpisane transparentnie, bez żadnych mijanek. Jeśli któryś załapie się do rankingów, to jest duża szansa, że dostanie dużą walkę, za duże pieniądze. Z całym szacunkiem dla polskich promotorów, ale jeśli za zawodnikiem stoi marka Franka Warrena, to pułap finansowy, od którego zaczynają się rozmowy, jest zupełnie inny.

Swego czasu chciałem zrobić coś podobnego z grupą Top Rank i otworzyć ich filię w Polsce. Okno na świat dla polskich pięściarzy, furtka do wielkich walk. Mówiłem im, że mam możliwość załatwienia hali za darmo, zapełnienia jej kibicami, dofinansowania imprez z różnych źródeł. Niestety, temat się rozmył w momencie, gdy pan Andrzej przekonywał drugą stronę, że w 2014 roku wciąż byłem jego zawodnikiem. To była nieprawda i po czasie sąd przyznał mi rację. Mam na to dowody.

A propos Queensberry. W środowisku pojawiły się głosy, że brytyjska grupa stworzyła filię w Polsce, by nabijać rekordy zawodnikom, a potem wysyłać ich na Wyspy na pożarcie dla miejscowych pięściarzy.


A co robi w Polsce Wasilewski? Żałuję, że ludzi z Queensberry nie spotkałem dziesięć lat temu. Mogli mi nabijać rekord, a potem mógłbym pojechać się bić nawet z panem Kliczką, bo dla mnie dostać w łeb od wielkiego mistrza za duże pieniądze to czysta przyjemność. Jak człowiek dostaje ciężki nokaut, to nie jest nic strasznego. Po prostu gaśnie ci światło, leżysz i jest po walce. Jedyne co boli, to ciosy na wątrobę albo w splot słoneczny. Ale promotorzy tego nie rozumieją, bo się nigdy nie walczyli. Jak się bijesz od 15 lat, to co to za różnica, od kogo zbierzesz na głowę? Jeśli od mistrza, to przynajmniej godziwie zarobisz. Zaznaczyć jednak trzeba, że każdy, kto kocha walczyć, zostawi w ringu całe serce i nie będzie traktował takiej szansy wyłącznie jako wyjazd po wypłatę.

Jakiej reakcji Andrzeja Wasilewskiego spodziewasz się po tym wywiadzie?

Chciałbym, żeby usiadł ze mną do debaty publicznej, byśmy wszystko po kolei wyjaśnili. Np. przed kamerami TVP Sport. Świadomie nazywam go "Pinokiem polskiego boksu", choć uważam, że przy swoich kontaktach w federacjach i politycznym podejściu, mógłby być wzorem sportowym i biznesowym dla innych promotorów. Nie rozumiem, dlaczego on, jako niezależny finansowo i spełniony w biznesie człowiek, hobbystycznie kręci zawodników na kasę. Rozumiem, że płaci stypendia i daje możliwości, tylko po co spisuje z zawodnikami jednostronne i długowieczne kontrakty, skoro potem nawet ich nie respektuje? Dla mnie to niewolnictwo XXI wieku. I nie mówię tego wyłącznie na bazie oceny zachowania w stosunku do mnie, ale też do innych zawodników czy sztabu szkoleniowego

Całość

Źródło:Mateusz Fudala/TVP Sport.PL

Marek Cudek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem