View Single Post

stare 12-10-20, 14:55   #1 (permalink)
Marek Cudek
champion
  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 3958
Nominowany 161 razy w 44 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 17
Domyślnie Kto Kogo, czyli podsumowanie weekendu: Navarrete, Machmudow i inni



Emanuel Navarrete (32-1, 27 KO) nie zamierzał sprawić prezentu skromnej grupie freaków i ekspertów, którzy postawili na umiejętności Rubena Villi (18-1, 5 KO). Nietypowo boksujący pięściarz z Meksyku już w pierwszej rundzie fantastycznym lewym podbródkowym ustawił walkę, potem był jeszcze drugi nokdaun w czwartym starciu i mimo, że druga połowa walki była lepsza dla Villi, to jednak dodatkowe punkty za "deski" miały ogromny wpływ na wynik starcia w "bańce" w Las Vegas. Dwóch sędziów wypunktowało 114:112, a trzeci 115:111 - wszyscy dla mistrza drugiej już dywizji. Moim zdaniem jednak wygrana Meksykanina była nieco za niska. Navarrete ulokował tyle samo tzw. mocnych ciosów, ile Villa wszystkich.

Przed walką, najczęściej ogłaszanym scenariuszem potyczki był ten z nacierającym jak zwykle Navarretem i Villą urywającym początkowe rundy, dzięki wszechstronniejszemu wyszkoleniu, doświadczeniu z boksu amatorskiego, dobremu jabowi i pracy nóg. Wszystkie plany Amerykanina jednak wzięły w łeb po pierwszym nokdaunie, sporo czasu zabrała mu adaptacja, tym bardziej, że zgodnie z oczekiwaniami Navarrete pokazał, że w wadze piórkowej nie stracił większości swoich walorów.

Navarrete po sobotnim zdobyciu pasa WBO będzie pewnie parł w kierunku Josha Warringtona. Walka z Villą nie rozstrzygnęła ostatecznie zarówno pozycji Emanuela w piórkowej, jak i przyszłości Rubena Villi. Amerykanin bowiem pokazał charakter i potrafił zmienić przebieg walki, trzeba też podkreślić, że nie walczył nigdy powyżej 10 rund, z kolei wiadomo, że nie należy on do najsilniejszych fizycznie "piórkowców", nie wszystko więc w limicie 126 zostało u Navarrete'a przetestowane. Wiemy już jednak, że warto na Meksykanina stawiać - pomyśleć, że jeszcze z Dogboe był underdogiem w stosunku 7:1!

O ile "mainstream" głosował od początku na wygraną Emanuela Navarrete'a, to jednak w pozostałych walkach znów było kilka niespodzianek - jakiś złośliwy chochlik panuje nad tym, by kupony grających u bukmachera nie wchodziły w stu procentach.

27-letni Kazach Żanibek Alimkanuli (9-0, 5 KO) miał łatwo wygrać w średniej z Argentyńczykiem Gonzalo Corią (16-4, 6 KO). Mało kto się jednak spodziewał, że odbędzie się to tak szybko, bo pięściarz z Ameryki Łacińskiej zdawał się być twardym oponentem, a Alimkanuli nie jest Gołowkinem, Trenujący w Los Angeles z Buddym McGirtem Kazach rozstrzygnął walkę w drugim starciu i to jest jego trzecia wygrana przed czasem z rzędu. Mistrz świata amatorów z 2013 jest na dobrej drodze do walki o pas.

W Caen, we Francji, mistrz EBU w średniej, 41-letni Włoch Matteo Signani (30-5-3, 11 KO) w dobrowolnej obronie niespodziewanie w drugiej rundzie zastopował francuskiego challengera Maxime'a Beaussire'a (29-3-1, 11 KO).

Ponownie waga średnia. Podobna sytuacja w Wielkiej Brytanii.Liam Williams (23-2, 18 KO) miał wygrać z Andrewem Robinsonem (24-5-2, 7 KO), przed czasem. I tak też się stało, ale okoliczności tej walki były zaskakujące. Oddajmy zresztą głos samemu Williamsowi.

Potrzebowałem rund, ale mieliśmy zderzenie głowami, zobaczyłem krew spływającą mi z głowy, pomyślałem, że to może być poważne rozcięcie i muszę to skończyć, zanim sędziowie orzekną remis techniczny.

To był nalot niszczyciela. Williams wygrał w pierwszej rundzie, pokazując absolutnie życiową formę. Liam chce bić się z Demetriusem Andrade'em i po sobotniej galopadzie, biorąc też pod uwagę, że będzie to znakomite zderzenie stylów, walka ta jest zarówno prawdopodobna jak i pożądana.

W innej ciekawie zapowiadającej się walce tej gali upasiony Nathan Gorman (17-1, 11 KO) wygrał na punkty, do jednej bramki z równie upasionym (mowa o kilkunastu funtach nadwagi!) rudobrodym (!) Ghańczykiem Richardem Larteyem (14-3, 11 KO).

Kuriozalna walka w Magdeburgu. Sytuacja podobna do tej z potyczki Helenius-Kownacki. Ringowy zakwalifikował zachwianie po ciosie jako poślizgnięcie, puścił walkę, co skończyło się mocno niespodziewanym nokautem. Posiadacz pasów IBO i interim WBA, notowany na dziewiątym miejscu w zestawieniu The Ring w wadze półciężkiej Dominic Boesel (30-2, 12 KO) przegrał w trzeciej rundzie z Robinem Krasniqim (51-6, 19 KO).

Na niemieckim undercardzie zgodnie z moimi oczekiwaniami młody, 23-letni niemiecki prospekt Peter Kadiru łatwo wygrał w walce o lokalny pas w HW z 31-letnim Romanem Gorstem (6-1, 5 KO). Sędziowie punktowali 99:91, 98:92 i 97:93 dla Kadiru.

Ten weekend pozwolił mi dostrzec jedną pozytywną stronę covidowego kryzysu. Dzięki kalendarzowi uboższemu w większe walki, szansę na pokazania się mają prospekci i można już śmiało powiedzieć, że Arsłanbek Machmudow (11-0, 11 KO) został wreszcie wystarczająco wyraźnie dostrzeżony przez ekspertów, którzy teraz wręcz żądają dla niego mocniejszych rywali.

Dillon Carman (14-6, 13 KO) został "usadzony" w pierwszym starciu ciosem wyglądającym na niepozorny lewy prosty, który w rzeczywistości był lewym sierpowym.

Na tej samej gali przypomniał się David Lemieux (42-4, 35 KO) w drugiej już walce w super średniej. Jego rywalem był ciemniskóry Kanadyjczyk Francy Ntetu (17-4, 4 KO). I tutaj również nie było niespodzianki - Lemieux pokazał niezłą formę i wszystkie swoje zalety i wady. Leżał w poprzedniej walce dwa razy, tym razem były deski w pierwszej rundzie, ale że Lemieux ma nie tylko podatną na uderzenie szczękę, ale nadal dobry cios, to w piątej rundzie było już po wszystkim.

David jest notowany wysoko, więc przy prawdopodobnej rezygnacji Canelo z walki z Avni Yildrimem o wakujący pas WBC, jego miejsce zajmie pewnie chętnie nr 3 w rankingu - Lemieux, i to jest całkiem prawdopodobna i sympatyczna dla Kanadyjczyka opcja.

Z wcześniejszych walk, na gali w Kijowie, w obrcności Witalija Kliczki, srebrny medalista z olimpiady w Londynie Denis Berińczyk (14-0, 8 KO) w ósmej rundzie zastopował w walce o pas WBO International w lekkiej 38-letniego Rumuna Viorela Simona (22-4, 9 KO). Notowany na czwartej pozycji w rankingu WBO Ukrainiec wygrał pewnie z mniejszym, wolniejszym rywalem, należy jednak podkreślić, że Rumun zasadniczo pracował ostatnio na budowie i nie walczył od półtora roku.

Dwukrotny pretendent i były mistrz EBU Max "Tiger" Bursak (37-6-2, 16 KO), który niedawno dał twarą próbę Davidowi Lemieux w jego debiutanckiej walce w super średniej, wygrał na punkty z rodakiem Dmytrem Sermeninem (14-7-1, 8 KO).

Źródło: Redakcja, Bad Left Hook, Boxing Scene, Sweet Science, Twitter

Marek Cudek jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem