View Single Post

stare 23-09-20, 16:05   #1 (permalink)
Patryk Konieczny
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Mar 2020
Postów: 250
Nominowany 22 razy w 12 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 3
Domyślnie „Myślałem, że on jest lepszy”, czyli sport vs. „szrot”.


Pierwsza część mojego tekstu dotyczyć będzie tytułowego „szrotu”, w drugiej części skupię się na sporcie, którego na gali w Tarnowie nie brakowało. Nie zabraknie też wątku PZB, który musiał zostać przeze mnie poruszony. Zaczynajmy!

Już wiem co czuła postać grana przez Bogusława Lindę w filmie „Psy” wypowiadając kwestię: „Nie chce mi się z tobą gadać”...Występ Łukasza Rożańskiego był naprawdę mało zabawny, niczym życie Adama Miauczyńskiego odgrywanego przez Cezarego Pazurę w filmie „Nic śmiesznego”.

Po gali Knockout Boxing Night 13 w Tarnowie polska kinematografia dobitnie skojarzyła mi się z boksem. Nie powinienem o tym „gadać”, powinienem zapomnieć, ale ja nie jestem Franzem Maurerem i rozumiem tragizm zestawienia Różańskiego z Cetinkayą. Tragizm dużo większy niż krótkowzroczność w stosunku do kobiety, jaką miał główny bohater filmu Władysława Pasikowskiego.

To co wydarzyło się na antenie TVP trzeba nazwać po imieniu. To nie są czasy głupiego kibica. To nie są czasy komentarzy w stylu śp. Jerzego Kuleja, mówiącego o pierwszych polskich mistrzach świata kiedy w stawce był pas IBC. Teraz ludzie są bardziej świadomi. Co z tego, że na gali mieliśmy dobrą walkę Mateusza Masternaka, dobry występ Maćka Kiwiora, fajną walkę Damiana Kiwiora i pojedynek młodej nadziei polskiego boksu czyli podopiecznego Piotra Jankowskiego, Macieja Marchela. Wszyscy zapamietają turecki kebab w rzeszowskiej bułce na wynos i to boli najbardziej, ale o patologii trzeba mówić.

W rozmowie z ringpolska i bokser.org Różański oznajmił, że „oglądał walki Cetinkayi i nie wyglądał on na słabeusza...” Radzę zmienić sztab, albo okulistę, bo dobrze nie jest.
Wszyscy wiedzieli jakim zawodnikiem jest Cetinkaya: komentatorzy, eksperci, kibice, pięściarze. Nie wiedział o tym tylko Łukasz Różański i jego sztab. Oczywiście padły słowa (moje ulubione), że to waga cieżka, może paść jakiś przypadkowy cios i zgasić światło. Świetnie!

Nie zgadzam się jednak ze stwierdzeniem pana Andrzeja Kostyry, iż Cetinkaya to większy bum niż Laszlo Fekete. Można wymienić kilku gorszych na papierze.
Niektórym przez pryzmat wieku i pozycji nie przystoi brać udziału w wojenkach podjazdowych.

Po gali w Tarnowie porozmawiałem z trenerem Piotrem Jankowskim. Z założenie miał to być krótki komentarz Piotra, wyszła godzinna rozmowa, która spokojnie mogła potrwać kolejne godziny, ale do rzeczy. Z racji, że moj felieton to sport vs. „szrot”, nie sposób nie wykorzystać okazji, aby słowa trenera Maćka Marchela przelać na papier.

Co do samej gali... Walka Marchel vs. Kawulok miała być jedną z walk otwierających przekaz TV. Jednak w dniu gali spotkał ich niespodziewany prezent i występ zaraz po walce Adama Balskiego z Jarkiem Prusakiem.

Sięgnijmy pamięcią wstecz. Maciek jako medalista mistrzostw Europy młodzików (na których wystąpił w wieku 13 lat co jest dużą zasługą ówczesnego kierownika wyszkolenia PZB Arkadiusza Szwedowicza) do dnia dzisiejszego nie otrzymał ŻADNEJ pomocy finansowej od PZB, chyba, że taką można nazwać otrzymanie w nagrodę dyplomu i rękawic bokserskich. Młodego zawodnika wspierają: rodzice, Województwo Podlaskie z marszałkiem Arturem Kosickim na czele, firma Ostrowia oraz fundacja pana Mariusz Kołodzieja - Global Boxing wraz z trenerem Aleksandrem Maciejowskim.

Zamiast pomocy młodemu zawodnikowi z sukcesami mamy ambicję prezesa Nowaczka dotyczące zrobienia z PZB grupy promotorskiej i realizowania swoich celów w boksie zawodowym. Teraz zadajmy sobie pytanie. O jakim odbudowaniu boksu olimpijskiego mówimy? Skoro największą nadzieją na męską eliminacje olimpijską był zawodowiec, Mateusz Masternak? PZB ma wciąż szansę, aby takiego zawodnika jak Maciek Marchel zauważyć, ale czy ktoś to zrobi? Niestety należy użyć stwierdzenia, że nikt nie da tobie tyle ile PZB ci obieca. Osobiście byłem zszokowany kiedy poznałem kwotę jaka inwestowana jest w rozwój młodego medalisty ME. Mowa tu o sumie, która przekracza budżet polskich klubów bokserskich.

Wracając do Maćka, trener Jankowski powiedział, że chciałby, aby jego podopieczny wystąpił w tym roku jeszcze na trzech turniejach. Nadmienił, że Maciek jest ostatnim zawodnikiem boksu olimpijskiego z którym współpracuje. Zaznaczając, że: „Czasami za pasję nie warto jest się dawać zabijać.”, czego dowodem może być jego krótka przygoda z reprezentacją Polski kobiet.

Drodzy Państwo, jeżeli związek - gospodarz proponuje reprezentacji Francji kobiet, przed meczem towarzyskim z naszą kobiecą kadrą nocleg w bursie studenckiej i wyżywienie na tamtejszej stołówce, jeśli na prośbę trenera kadry o 10 tysięcy złotych na 10 zegarków dla zawodniczek dostaje się odpowiedź, że: „Już kiedyś dostały zegarki i nie są one potrzebne”, a potem podczas śniadania zegarek Anety Rygielskiej wskazywał na puls na poziomie 180... Jak coś takiego nazwać? Ręce opadają, po prostu czysta amatorka i nie chodzi tu o kolokwialne nazywanie pięściarstwa olimpijskiego. W jaki sposób chcemy cokolwiek odbudowywać, skoro oszczędza się na wszystkim? Wypada tylko się przeżegnać i liczyć na to, ze opatrzność będzie miała w opiece sterników PZB, ja nie jestem optymistą.

Trener Jankowski nadmienił również, że dziękuję za otrzymaną od Andrzeja Wasilewskiego i od stacji TVP szansę oraz ma nadzieję, że w niedalekiej przyszłości Maciek ponownie będzie miał możliwość pokazania się szerszemu gronu odbiorców, a co najważniejsze, jako osoba lojalna zaznaczył, że jako „Team Marchel” nie zamierzają przyjmować ofert występów na galach innych promotorow.

Na sam koniec, kończąc kwestie PZB. Fajnie zaprosić do współpracy Grzegorza Proksę i obiecywać poprawę, ale Proksa został przecież... viceprezesem ds. boksu zawodowego. O jakim konkretnie boksie zawodowym mówimy i jaki wpływa ma mieć niby PZB na nasz boks zawodowy? Z definicji wygląda to na fantasmagorie... Przypomnę tylko, że nie wymyślono jeszcze zaklęcia na odbudowę polskiego boksu olimpijskiego. W moim mniemaniu wcześniej dostaniemy takie zaklęcie, niż konkretny plan działania.

Szybki powrót do gali w Tarnowie. Jeśli jako kibice chcemy rozliczać matchmaking, to sami odpowiedzmy sobie czego się tak naprawdę spodziewaliśmy?

Adam Balski... Kilkuletnia przerwa, nokut na stojąco z Radczenko. Powrót z kickbokserem i słaba walka. Jaki miał być jego kolejny przeciwnik? Taki, aby utopić Balskiego czy taki, który wyprowadziłby go na spokojne wody? Odpowiedz powinna być oczywista. Czasami jako kibice jesteśmy jak wygłodniałe wilki, poczujemy krew i nie odpuszczamy „ofierze”. Matchmaking możemy oceniać w kolejnej walce Adama, jeśli nie otrzyma on journeymana, będziemy mogli wtedy zarzucać sztabowi i promotorowi zbytnią ostrożność wpływającą negatywnie na odbiór widowiska.

Mateusz Masternak... Moim zdaniem Taylor Mabika był to solidny wybór. Journeyman, znany polskiemu kibicowi z walk z Głowackim i Włodarczykiem. Walka była dobra, w kolejnym występie liczę ponownie tego typu przeciwnika dla „Mastera”, bo tak powinno się dochodzić do walki o pasy. Koniec, kropka zdania nie zmienię.

Debiut Rafała Wołczeckiego... nie, nie, nie! Nie było tam „lewego sierpowego Gołowkina! Dajmy spokój, nie pompujmy, obserwujmy. To był debiut na zawodowstwie i na tym zakończmy.

Damian Kiwior... Pierwsze zwycięstwo przed czasem na zawodowstwie, jak najbardziej potrzebne. Rywal? Na papierze przyzwoity. Skończony w pierwszej rundzie, czego nie zrobił do tej pory żaden jego rywal na „pro”. Trzeba tę walkę zapisać na plus.

Maciej Kiwior... Druga walka na zawodowstwie, z niepokonanym zawodnikiem o podobnym rekordzie. Czego na tym etapie kariery chcieć więcej? Dobry matchmaking, dobre prowadzenie. Oby tak dalej, tutaj nie ma do czego się przyczepić.

Sprowadzenie Cetinkayi to był jak mawia Jan Tomaszewski „wielbłąd”, którego można było uniknąć. Nie kupuję tekstów o wypadku przy pracy, bo to nie jest średniowiecze.

Patryk Konieczny jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem