View Single Post

stare 30-06-20, 01:01   #1 (permalink)
Marek Cudek
champion
Zobacz Sonde  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 3627
Nominowany 140 razy w 36 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 13
Domyślnie Zrozumieć Gołotę - odc. 6 (specjalny)


Polacy na punkcie Gołoty są przewrażliwieni. W obie strony. Często wynika to po prostu z bardzo powierzchownej wiedzy o jego karierze, sprowadzającej się do chwil ze znajomymi przed telewizorem, łatwości absorbowania obiegowych opinii, uproszczonych ocen. Cykl "Zrozumieć Gołotę" miał przypomnieć najważniejsze fakty dotyczące walk, opinie ekspertów przed i po starciu. Często też przemycałem własne oceny, prawdziwym podsumowaniem będzie jednak dzisiejsza część, w której zebrałem opinie końcowe kibiców i ekspertów. Na końcu tekstu znajduje appendix - analiza zawodowej kariery Gołoty zrobiona dokładnie tak, jak to czynię w cyklu "Sam na sam".

Cofnijmy się o kilka lat.

Mariola Gołota dla Boxing.PL:

Panie Krystianie [chodzi o byłego redaktora boxing.pl Krystiana Sandera], jest Pan z tego młodszego pokolenia, więc zapewne nie pamięta Pan tych wszystkich okrutnych, krzywdzących artykułów w polskiej prasie na temat mojego męża. Odnosiłam czasami wrażenie, że główne hobby polskich dziennikarzy to okrucieństwo wobec Andrzeja. Słowami kolegów pięściarzy, z którymi wygrywał w amatorstwie, słowami ekspertów, polityków... Jeśli będzie Pan kiedyś w Stanach, to pokażę Panu te tomy bezinteresownej nienawiści. Nie mam pojęcia, dlaczego tak się działo. Pomimo tego, co ukazywało się w prasie, Andrzej nadal jest bardzo popularny i lubiany przez kibiców. Każdy człowiek przecież wie, jak ciężko trzeba pracować, by wspiąć się na szczyt w swoim zawodzie. A Andrzej tego dokonał. Gdy mąż przyjechał pierwszy raz do Ameryki, wielu Polaków przebywało tutaj nielegalnie. Byli traktowani jako pracownicy manualni. Dzięki takim sportowcom jak Marek Piotrowski czy Andrzej, nie tylko Polacy, ale i Amerykanie zaczęli patrzeć na nasz naród nieco szerzej, niż przez pryzmat polskiej wódki, kiełbasy i kobiety, która sprzątała ich dom lub bawiła ich dzieci. Dzisiaj Polonia jest bardzo bogata i wykształcona, ale kiedyś tak nie było. Wielu ludzi, widząc sukcesy Andrzeja w obcym kraju, w innej rzeczywistości, dostawało wiatru w żagle, wiarę we własne siły. Wielu Amerykanów nie pamięta dokładnych wyników walk Andrzeja, ale zawsze jest nazywany "that Polish boxing champ" (śmiech). I tylko w Polsce słyszę ciągle głosy, że Andrzej nie osiągnął nic... Osiągnął bardzo dużo. Nie ma dziś w wadze ciężkiej Polaka, który byłby tak ceniony i osiągnąłby tyle, co Andrzej Gołota. Nie ma nawet prospekta na horyzoncie. Można rozbijać każdą walkę Andrzeja na czynniki pierwsze i ukazywać braki lub niedociągnięcia, ale jaki jest w tym cel? Andrzej jest na emeryturze i nie jest w stanie poprawić niczego względem rekordu. (...) Panie Krystianie, co do czasów, w jakich walczył mój mąż, wspominając jego pojedynki uważam, że wstydu nie przyniósł. Nawet dzisiaj powodem do dumy może być to, o czym się nie pisze, ale na pewno odsuwa od Polaków obraźliwe przezwisko "dumb Pollacks". Dwa miesiące temu byliśmy z Andrzejem w Nowym Jorku na "International Boxing Hall of Fame Induction Weekend". Andrzej i Marvin Hagler byli tam jednymi z niewielu pięściarzy, którzy potrafili zainwestować swoje ciężko zarobione pieniądze i nie powielają tysięcy przykładów ubogich sportowców na emeryturze. Cenieni dziennikarze, inni pięściarze, którzy po raz pierwszy obcowali z Andrzejem, byli pod wrażeniem jego dowcipu oraz klasy. Wiele osób spoglądało na Andrzeja ze zdziwieniem i podziwem, znając go tylko z nieżyczliwych opisów w prasie. Ja jestem z Andrzeja dumna, z wielu powodów, ale też z tego, że potrafi mądrze żyć i jest świetnym ambasadorem Polski.


Dom Gołotów w Chicago


Moją uwagę zwróciło zdanie: "Można rozbijać każdą walkę Andrzeja na czynniki pierwsze i ukazywać braki lub niedociągnięcia, ale jaki jest w tym cel?"

To ważne pytanie. W każdej dziedzinie jest jakaś grupa ludzi, którzy chcą wiedzieć więcej, nie zadowalają się ogólnikami, uproszczeniami, bajkami. Każdy musi sam sobie odpowiedzieć na pytanie: czy wystarczy mu przekaz rodem z "Faktu"? Wyrazy: mistrz, legenda, tchórz, pomyłka? Czy jednak wolę poznać detale, opinie odmienne od swojej. Czy znajomość faktu, że Tony Zale nie walczył z bardzo groźnymi pięściarzami ze słynnego "Murderer's Row" ma znaczenie dla jego dorobku? Czy to, że Ken Norton został przynajmniej raz "przekręcony" w werdyktach z Muhammadem Alim jest ważne? Co sądzić o postępkach Alego względem Joego Fraziera?

Pisząc ten cykl, często spotykałem się z różnymi tłumaczeniami porażek Andrzeja: zastrzyk z lidokainy, ręka po wypadku, brak rozgrzewki. Bez tych szczegółów obraz walki byłby uboższy. Interesuje nas prawda - takie to proste.

Co myślą o Andrzeju fani boksu z amerykańskiego forum?

Jego dorobek to zmarnowany talent.

Byli też inni znani pięściarze, którzy poddawali walki: Roberto Duran, Oliver McCall, Witalij Kliczko, Julio Cesar Chavez, Michael Gomez, Victor Ortiz, i Daniel Geale. Nie jest to jakaś anomalia w sporcie.

Gdyby walczył z Byrdem czy Ruizem bliżej swego prime, może zdołałby wygrać przed czasem.

To nonsens nazywać Gołotę tchórzem. Mówimy o zawodowcu, z wieloma walkami, który dostał bokserską licencję. To bezsensowne uważać, że mógł się bać Tysona czy kogokolwiek. Po Tysonie wrócił i stoczył 11 walk.

Jego szczyt to była walka z Bowe'em i byłby bólem w d... dla każdego boksera z wyjątkiem ATG. Jego walki były bardzo atrakcyjne i był długo na światowym poziomie. Walka z Byrdem była bardzo bliska, mógł ją wygrać. Szkoda, że nie walczył z większą ilością bokserów na najwyższym poziomie. Mógłby mieć fajne wojny z Holyfieldem, Tuą, Peterem i Mercerem.

Niedocenione możliwości bokserskie. Bardzo płynnie walczący inside w swoim prime. Śliski, dobrze kontrujący, znakomite uniki z bliska, co jest niezwykłe u boksera tych rozmiarów

Przypadek zawodnika z problemami z psychiką, który dobrze boksował z pewnym typem pięściarzy (np. niezbyt mocni fizycznie spryciarze typu Byrd) lub z umiarkowanie mocno bijącymi zapaśnikami (Ruiz). Zastygał, kiedy mierzył się z puncherami typu Lewis czy Brewster, szukał wyjścia z walki, kiedy zaczynało być ciężko (Grant, Tyson), a czasem zachowywał się zupełnie niepoprawnie (Bowe 1&2, Pou'ha).

Million dollar body and a 10 cent brain.

Typ gościa, który trenuje ostro, wygląda dobrze na sparringach, wszystko niby jest ok., a kiedy dochodzi do wielkiej walki, spala się i zostaje zdmuchnięty.

Ironia losu: po latach Gołota uzyskał mentalną równowagę na ringu, a fizycznie najlepsze dni miał już dawno za sobą.

Gołota był świetnym bokserem, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Ale przegrał tyle razy, że to wszystko nie trzyma się kupy. Mój wujek ma teorię, że Gołota stawiał pieniędze w zakładach na swoje porażki.

Nigdy nie był znokautowany, zawsze wstawał po nokdaunie. Był po prostu słaby mentalnie.

Gołota miał dobrą szczękę, może nie granitową jak Tua, ale dobrą. Zaczynał walki nerwowo, był slow starterem. Pokazał świetną odporność z Bowe'em, Pouhą i Tysonem.

Jak mówił Big George Foreman, komentując walkę z Grantem: nie możesz pytać pięścarza, czy chce dalej walczyć, kiedy on nawet nie wie, gdzie się znajduje.

Jego walki z Riddickiem Bowe'em są idealnymi przykładami jego kłopotów z głową. Niektórzy pięściarze wpadają w panikę kiedy zbliża się porażka, Gołota spanikował, będąc blisko zwycięstwa.


Rumsfeld [moderator boxingforum24]: Miał bardzo dobrą szczękę. Wojny między Bowe'em i Gołotą tak naprawdę zakończyły kariery ich obu. Jasne, kariera Gołoty ciągnęła się dalej i był blisko mistrzowskiego poziomu przez cały ten okres, ale nigdy nie był tak wysoko jak pięściarz, którego dwukrotnie obił - Bowe.

Tyle zwykli kibice. Zanim przejdziemy do opinii ekspertów, anegdota - przerywnik:

Dawid Przystup: czy chciałby Pan skierować kilka słów do czytelników bokswpolsce.pl? Może namówię Pana na jakiś dowcip. Wiem, że jest Pan znany z niepowtarzalnego poczucia humoru.

AG: kino… Gołota walczył w ringu, tańczył, gotował, a teraz ma opowiadać dowcipy. Jak się spotkamy za rok, będziesz mi kazać szydełkować.

Ocena czyjejś kariery wcale nie jest taka prosta. Żeby to zrobić uczciwie, trzeba wiedzieć, jakie ten ktoś miał cele. Czy udało mu się je zrealizować? Co się nie udało? Każdy wie, że w planach Lennoksa Lewisa musiał być pas mistrzowski - umiejętności, młody wiek, talent, złoto na olimpiadzie, warunki fizyczne - to wszystko określało jasno jego target. Gołota, wyjeżdżając z Polski, nie mógł wiedzieć, czy kiedykolwiek jeszcze będzie boksował. Także z perspektywy kibiców z Polski jego walki z Bowe'em były jak spełniony sen Kopciuszka. Jeśli zaś jego marzeniem był pas mistrzowski, to zupełnie uczciwie można powiedzieć, że przy kompetentnym sędziowaniu cel ten zostałby zrealizowany. Oddzielna sprawa to oczekiwania kibiców, którzy marzyli o tym, że Gołota choć przez chwilę będzie kimś takim jak Lewis czy Tyson - niepodważalnym mistrzem heavyweight. Czy to był realny cel!?

Kolejna rzecz: czy Endrju może mieć poczucie niesprawiedliwości? Przecież walka z Byrdem mu się po prostu nie należała. O tym, jakie były przyczyny bolesnych porażek z Lewisem i Brewsterem, czy pierwszych polskich polexitów z Grantem i Tysonem możecie przeczytać w poprzednich odcinkach "Zrozumieć Gołotę". Czasem powody nie są łatwe do wskazania.

Bodaj najczęstszym mitem dotyczącym Andrzeja, było to, że "pękał", "stchórzył". Nie chcę koncentrować się na tym, czy takie oskarżenia bolały pięściarza. Najdziwniejsze było to, że wypowiadali je czasem również bokserzy (Artur Szpilka). Pięściarz, który miał bogatą karierę amatorską, stoczył dziesiątki twardych sparringów i w każdej walce dążył prędzej, czy później do wymiany ciosów. Jest to co najmniej takie nieporozumienie, jak słowa Durana o "uciekającym" Leonardzie. Czy boks to sport, czy raczej bójka? Myślę, że pewna niezgoda niektórych pięściarzy na zasady rywalizacji sportowej, była przyczyną ich kłopotów ringowych. Trudno o bardziej wyrazisty przykład pod tym względem od naszego Endrju.

Wywiad Sebastiana Staszewskiego z Kazikiem Staszewskim.

- Wstydzi się Pan za Andrzeja?

- Wstyd jest mi, kiedy sam narozrabiam. Napisałem kiedyś piosenkę, której refren leci tak: "Niech się wstydzi, ten co robi, a nie ten co widzi". Częstokroć przysparzałem sobie powodów do wstydu, więc nie muszę się wstydzić za sportowca [...].

To było chwilę po tym, jak prezydent Kwaśniewski wystawił Andrzejowi "list żelazny". Jadę sobie na zakupy, a z naprzeciwka nadjechał amerykański krążownik szos, kolor wiśniowy, z fioletowymi światłami zamontowanymi na podwoziu. Wiedziałem, że to auto Gołoty. Wracając ze sklepu, zobaczyłem, że samochód zaparkowany był pod Hotelem Europejskim. Postanowiłem wejść. Andrzej siedział z małżonką Mariolą, Kaziem Szczerbą i jednym z braci Skrzeczów.

- I podszedł Pan, aby się przywitać.

- Chciałem podać Andrzejowi rękę, zamienić kilka słów. Chciałem podejść i… nie starczyło mi odwagi. Stałem za filarem, popatrzyłem trochę i poszedłem do domu. Strasznie żałuję. Może dostałbym autograf?

- Pasowałby do kolekcji, w której ma Pan na przykład Georga Foremana.

- Do Foremana nie bałem się podejść, a do Gołoty tak (śmiech).

Janusz Pindera: to był prawdziwy ciężki, który już w czasach juniorskich boksował w kategorii do 91 kg. Widziałem go przed wieloma walkami i zawsze był znakomicie przygotowany fizycznie, sprawiał też wrażenie pewnego siebie - nawet przed spektakularną porażką z Lamonem Brewsterem. To, co się czasem z nim działo jest wielką zagadką dla psychologów. Z pewnością Gołocie brakowało twardej psychiki, choć z drugiej strony stoczył pojedynki, które temu przeczyły. Starcie z Coreyem Sandersem było niesamowicie twarde, a jednak dał radę i zwyciężył. Być może zabrakło w jego narożniku np. Janusza Gortata, który w czasach, gdy Gołota był pięściarzem Legii Warszawa, umiał do niego dotrzeć. Inna sprawa, że Lou Douva czy Roger Bloodworth robili wszystko, by w drugiej walce z Bowem nie bił poniżej pasa. Cały czas go uczulali, że wszystkie ciosy ma kierować na głowę, nie kazali mu nawet bić w dół. Kilka porażek w późniejszym okresie kariery sprawiło, że młodsi kibice kojarzą Gołotę tylko z ucieczką z ringu i szybkimi nokautami. To mocno krzywdząca ocena. Tak jest chyba nie tylko w boksie. Porażki poniesione po efektownej walce znaczą czasem więcej niż nudne zwycięstwa. To, że dziś Gołota bywa wyszydzany, wynika z szerszego kontekstu. Niektórzy ludzie obejrzą wideo w Internecie i już uważają się za specjalistów. Hejtowanie jest bardziej trendy niż chwalenie. Zgoda, Gołota nie wygrał nic znaczącego, ale zrobił dla tej dyscypliny coś nieprawdopodobnego. To on sprawił, że Polska zaczęła się interesować zawodowym boksem.

Joe Souza, cutman Gołoty: Andrzej za bardzo zwracał uwagę na to, co się działo wokół niego. Dorastał w Europie, w trudnych warunkach. Zawsze wydawało mi się, że nie ufa nikomu. Jeśli myślisz, że Andrzej jest twardy, musisz poznać jego żonę. Nie waży więcej niż 100 funtów, ale od razu wiesz, że to ona rządzi. Kocha go. Nigdy nie miałem z nimi problemów. [O walkach z Bowe'em] Myślę, że ten moment go po prostu przerósł. Nie kontrolował tego. Za dużo się działo wokół i po prostu przegrał. Po walce opadł z sił.

Carl Moretti, matchmaker, były pracownik Main Events: Największą przeszkodą był sam Andrew. To oczywiste, że miał wielki talent, zdolność do lania fantastycznych bokserów. Jednak w którymś momencie zaczynało mu brakować pewności siebie, dlatego nie wdrapał się na szczyt. Ten sam problem widzimy nie tylko w boksie, ale i u wielu sportowców. Gołota był tak blisko, bił tych facetów naturalnie i na luzie. Ale nie dawał rady wspiąć się na najwyższy poziom przekonania i pewności siebie.

Faktem jest, że nigdy nie wycofał się z walki. Jeśli więc czegoś się obawiał, to zawsze był w stanie przezwyciężyć rozterki. Nie chcę tego nazywać obawą, bo żaden bokser nie czuje strachu, gdy stoi w ringu. Zachowanie Andrzeja to jedna z tych pogmatwanych spraw, których nigdy nie zrozumiem.

Wchodził na ring i potrafił świetnie boksować. Ale w którymś momencie – jak w walkach z Bowe’em – gdy gość nie pozwalał się zdemolować i znokautować, a zamiast tego odpowiadał ciosami i nie dawał za wygraną, pewność siebie Gołoty spadała. Tak jakby coś ją zachwiało. To wielka zagadka, bo fizycznie był dominującym pięściarzem. Jednak to oczywiste, że aby wygrać walkę, trzeba zrobić dużo więcej.

Janusz Pindera: bił się z najlepszymi, walczył nie u siebie, nie w Polsce. Dla mnie powinien dwa razy zostać mistrzem świata [to samo mówi Tyson, Gmitruk i Kostyra - przyp. red.]. Moim zdaniem ta walka z Tysonem też miała podwójne dno.

Andrzej Gmitruk: motoryka. W Seulu: praca nóg jak u zawodnika junior średniej, średniej, balans tułowia, płynność ruchów, refleks. Bardzo trudna do wyrobienia u bokserów jest szybkość i dynamika, a Andrzej się z tym urodził. Potrafił nie tylko przegrywać, ale też odwracać losy walki. McBride, Pou'ha.
W jednym z wywiadów Andrzej powiedział: „Za późno się spotkaliśmy" i za taką ocenę bardzo mu dziękuję. Też uważam, że razem zrobilibyśmy znacznie więcej. Gdy trafił do USA, był jednym z najlepiej wyszkolonych zawodników wagi ciężkiej. Później nastąpiła już tylko adaptacja do boksu zawodowego. Od niektórych można jednak usłyszeć, że to w Stanach nauczono go boksu, z czym absolutnie się nie zgadzam. Już igrzyska w Seulu pokazały, że miał doskonałą jak na wagę ciężką pracę nóg, świetny lewy prosty i wzorcowy sposób poruszania się. [...] Uważam, że psychikę buduje się w trakcie całych przygotowań, nie tylko w sali treningowej. Psychikę można zmienić. Psychikę tworzą ludzie, którzy są wokół zawodnika. Wiele zależy od tego, w jakim środowisku pięściarz funkcjonuje. Nie chodzi o to, aby podczas przygotowań szukać spokoju w liczeniu płytek chodnikowych. Wewnętrzny spokój i motywację pięściarzowi powinni zapewniać ludzie z bliskiego otoczenia. Jeśli ich nie ma, przychodzą niepotrzebne przemyślenia i kompleksy. Wtedy odporność psychiczna, szczególnie istotna w ringowej konfrontacji z rywalem, spada.

Bogdan Gajda i Wiesław Rudkowski: przeżywał strasznie każdą walkę, nie mógł spać.
Gajda: Andrzej kozak był naprawdę, jak wychodził do kogoś, kogo znał, to nie miał najmniejszych problemów. Andrzeja cały czas trzeba było psychicznie pompować, bo on nie wierzył w siebie, a w Ameryce nie widziałem tego podczas walk.

Janusz Gortat: zawodnik musi ufać trenerowi. Za naszych czasów wygrywał wszystko. Kochał boks, od samego początku.

Rozmowa Jana Cioska z Kamilem Wódką psychologiem sportowym:

- W kontekście Andrzeja Gołoty zawsze się mówiło, że miał wszystko pod względem bokserskim i fizycznym, ale brakowało głowy. Zgodzi się pan, jako psycholog sportu, a przy okazji człowiek z pokolenia, które wychowało się na walkach Gołoty?

- Żeby być uczciwym w takiej ocenie, trzeba by było tam być, w środku, w szatni, i wiedzieć, co dokładnie się wydarzyło. Wiele głosów jest takich, że Gołota mógł być mistrzem świata, ale zawsze coś mu się działo w głowie, że zamiast boksować normalnie, on schodził z ringu, albo uderzał tam, gdzie nie trzeba. Ja się nauczyłem, będąc tyle lat w sporcie, że zazwyczaj mamy do czynienia z bardzo wieloma uwarunkowaniami, o których ludzie z zewnątrz nawet nie mają pojęcia. Ktoś próbował wprowadzić nową metodę treningową, inny się pokłócił z dziewczyną, komuś babcia zmarła i tak dalej. Jest mnóstwo czynników, które mogą wpływać na to, co widzimy potem w ringu czy na korcie. O pewnych rzeczach może tak naprawdę opowiedzieć tylko sam zawodnik, ale też nie możemy oczekiwać, że będzie przed mediami robił wiwisekcję swojego życia. Współczesne media to nie są przyjaciele sportowców. Zawodnicy są przygotowywani, żeby nie powiedzieć “tresowani” do wygłaszania pewnych formułek, które potem dobrze wyglądają, a nie żeby mówić prawdę o sobie, bo potem nigdy nie wiadomo kto, gdzie i po co to wyciągnie i uderzy.

- Pan nie był w sztabie Gołoty, ale zastanawiam się, czy jako psycholog sportu miałby pan ochotę zajrzeć do jego głowy, kiedy bił Bowe’a poniżej pasa? Czy to by było ciekawe?

- Dla mnie bardzo ciekawe jest, kiedy poznaję nową dyscyplinę sportu i mogę zanalizować, co się tam zadziało. Na pytanie o Gołotę, odpowiem, używając przykładu ostatniej walki Szymona Kołeckiego. Damian Janikowski w pewnym momencie zaczął robić rzeczy, które były dla niego zgubne, na przykład suplesy. To może wyglądało widowiskowo, ale z punktu widzenia efektywności walki było bezsensowne: on próbował wyrzucać stukilogramowego gościa, co go bardzo męczyło. Pytanie brzmi: po co to robił. Może dlatego, że w tym czuł się dobrze, bo kiedyś uprawiał zapasy? W sytuacji zagrożenia sięgnął po rozwiązanie, które miał najmocniej zakodowane. Z punktu widzenia psychologicznego takie tłumaczenie może być „logiczne” – chociaż z punktu widzenia efektywności walki sensu nie ma.

=========================================

Nawiasem mówiąc, ataki paniki w sportach walki są czymś zupełnie powszechnym. Tyson Fury mierzył się z nimi, szykując do rewanżu z Kliczką. Już kilkadziesiąt lat temu Edward Kurowski pisał w swojej klasycznej (polecam gorąco!) pozycji "Prawa kontra" o trudnych poszukiwania pięściarza wagi ciężkiej. Kiedy znużeni działacze w końcu znaleźli człowieka o odpowiednich rozmiarach, który wykazywał jakiś podstawowy talent sportowy, na meczu ligowym dochodzi do bolesnej weryfikacji z dużo mniejszym przeciwnikiem. Człowiek, który po kieliszku rozganiał wszystkich awanturników w knajpie, na ringu wchodził w tryb "frozen".

Wywiad Przeglądu Sportowego z Mikiem Tysonem:

- Wielu Polaków do końca życia nie zapomni pana walki z Gołotą, która odbyła się w 2000 roku pod Detroit. W pana autobiografii czytamy, że był pan wystraszony rozmiarami rywala. U nas dziennikarze wspominają, że to Gołota obawiał się pana szaleństwa.

- Nie gadaj! Patrzyłem na niego. Potem przy nim stanąłem. Myślę sobie: k..., jaki on wielki! I pamiętałem, że strasznie zbił mojego kumpla Riddicka Bowe'a. To nie poszło w dobrą stronę, nie chciałem skończyć jak Bowe. Gość potem sfiksował i już nie walczył.

- Nie czuł pan, że Gołota jest zdenerwowany?

- Miałem gdzieś, co on sobie myślał. Bałem się o siebie i o swoje zdrowie!

- I co, poczuł pan ulgę, gdy walka skończyła się po drugiej rundzie?

- Byłem kurew... szczęśliwy, że już po wszystkim. Może i zachowywałem się tak, jakbym był zły i chciał walczyć dalej, ale pewnie udawałem. Wiedziałem, że dobrze się stało, nie chciałem oberwać. Robiło się ciężko. Nie wiem, dlaczego Gołota zrezygnował. W drugiej rundzie zaczął odpowiadać. Bił, było dla niego coraz lepiej. A tu koniec.

- Skarżył się, że walił go pan głową.

- Prawdopodobnie to robiłem! (śmiech)

- Gołotę usprawiedliwiano, że złamał mu pan kość policzkową.

- Zdarza się. A Gołota to co? Może nigdy nikogo nie faulował? (śmiech) Uszkodził Riddickowi mózg. Jak on teraz mówi? Nie wygląda na okaz zdrowia.

- Co by pan powiedział Gołocie, gdybyście się spotkali?

- Lubię go, nie jestem na niego zły. Chyba byłem w Nowym Jorku, gdy oszukali go w walce z Johnem Ruizem. Gołota miał za dużo przerw, zaszkodziły mu. Mógł wycisnąć z boksu więcej. I tak powinien był zostać mistrzem świata wagi ciężkiej. Oszukiwali go, nie wiedziałeś o tym?

- Proszę pana – każdy wie o walkach z Chrisem Byrdem i Johnem Ruizem.

- No widzisz. To było bardzo słabe.



Andrzej Kostyra: nie ma chyba drugiego boksera, który zarobiłby tyle kasy na przegranych pojedynkach. Choć i tak wielkie pieniądze przeszły mu koło nosa. Ziggy Rozalski twierdzi, że gdyby Gołota został mistrzem świata, to było dogadane, że Calvin Klein podpisałby z nim kontrakt reklamowy na sto milionów dolarów. Jednak Gołota dobrze zainwestował pieniądze i na pewno nie skończy jak Riddick Bowe, który łazi i prosi o pieniądze, podpisując zdjęcia. Gołotę stać, żeby podpisywać zdjęcia kibicom za darmo.

[...] Andrzej Gołota – który z kolei wygrał proces z "Masą" oskarżającym go o ustawienie do spółki z nieżyjącym już "Pershingiem" walki z Michaelem Grantem - przyleciał do Polski, żeby odebrać nagrodę "Super Expressu" za wygranie plebiscytu dla... najlepszego polskiego sportowca ostatniego 25-lecia. Niewiarygodne, Gołota wyprzedził Adama Małysza, Anitę Włodarczyk, Roberta Lewandowskiego i Roberta Korzeniowskiego. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że rozstrzygnięcie jest kontrowersyjne. Tak samo jak kontrowersyjny jest Gołota. Ale taki był werdykt ludu.

O czym to świadczy? Na pewno o tym, że Andrzej Gołota to fenomen socjologiczny. Nigdy nie został mistrzem świata (chociaż według mnie wygrał walki i z Ruizem, i z Byrdem o mistrzostwo świata), a ludzie go wciąż kochają. Na gali w Teatrze Polskim nawet prezydent Andrzej Duda z małżonką robili sobie zdjęcia z Gołotą, na ulicy zaczepiali go kibice, wszędzie go poznawano.

Krystian Sander, redaktor Boxing.PL: Gołota wygrał ten plebiscyt i dobrze. Fajnie, że ludzie właśnie na Andrzeja głosowali, bo sobie zasłużył. Potrafił nawiązywać walkę z bardzo silnymi pięściarzami w dyscyplinie, którą uprawia na świecie pewnie jakieś milion razy więcej osób niż skoki, czy też chodzenie, w czym błyszczał Robert Korzeniowski, inny nominowany do nagrody. No i Andrzej, co ważne, w ringu nie przynudzał. Z nim nigdy nudy nie było. Ja sobie nie przypominam nudnej walki Gołoty. No dobra, u siebie z Witherspoonem. Ale przeważnie w ringu się waliło i paliło. I po to cały kraj wstawał w nocy na boks. Bo Andrzej wychodził i się lał. Albo jego szybko składali, albo on kogoś składał, ale nudy nie było. Zresztą zobaczmy jedną rzecz. Dziś w wadze ciężkiej nie ma Lennoxa, Tysona, Bowe'a, a nasi pięściarze i tak są ganiani z kąta w kąt. Szpilka od Wildera w łeb, od Jenningsa w łeb. Adamek ostatnio tylko w łeb. Od Kliczki tak samo. Wcześniej Saleta też w łeb. Andrzej Wawrzyk w Rosji też oberwał, Mariusz Wach tak samo, bez szans z kimś mocnym, a lanie okrutne przez 12 rund. Tak więc poziom dziś niższy, a nikt wyczynów Andrzeja powtórzyć nie umie. Nikt tak nie grzeje kibiców, nikt tak nie emocjonuje, nikt nie wywołuje tyle podniecenia. A Gołota, w różnym stylu i z różnym skutkiem się z tymi wielkimi czarnoskórymi ganiał po Chicago i okolicach, i za to szacunek i nagroda i niech ma, bo zasłużył. Tytułu Polak nie zdobył, ale zarobił tak, jak zunifikowany wieloletni czempion. Do tego nadal cieszy się uznaniem, ze zdrowiem całkiem w porządku, a nagrodę wręcza mu prezydent Andrzej Duda. Gołota jest wygrany. Nie tylko w plebiscycie tego dziennika, ale i w życiu.

Mateusz Borek, dziennikarz i promotor:
Myśląc o Andrzeju Gołocie, mam w głowie takie zdanie: nigdy polscy ojcowie nie wstawali tak często do dzieci, jak wstawali na walki Andrzeja Gołoty. Trafił na nieprawdopodobne czasy w kategorii ciężkiej, bo pamiętajmy, że gdy boksował w swoim prime byli między innymi: Mike Tyson, Lennox Lewis, Michael Grant i Riddick Bowe. To była cała plejada świetnych zawodników. Jednak fakty są takie, że Andrzej Gołota co najmniej raz powinien być mistrzem świata, bo na pewno wygrał walkę z Chrisem Byrdem.

W jego karierze było sporo dziwacznych momentów: szybkie przegrane z Lewisem czy Brewsterem, ucieczka z ringu w walce z Tysonem, niezrozumiała przegrana z Grantem, dziwna deklaracja przed pojedynkiem z Ruizem, o której wspominałem wcześniej. Co by nie mówić, Gołota był świetnym pięściarzem, ale w boksie zawodowym niczego nie osiągnął. Karierę pięściarza puentuje to, co uda się zawiesić na biodrach, a on przecież nie zdobył żadnego pasa. Dlatego Andrzej przypomina polskich bohaterów literackich i jest wielką postacią tragiczną.

Smutne było to, że Gołota nie potrafił pogodzić się z brakiem sukcesu sportowego. Gdy był po wypadkach, nie mógł prostować lewej ręki, nie funkcjonował mu bark i spadła szybkość, on ciągle wierzył, że jest w stanie zawojować wagę ciężką. To było życzeniowe myślenie.



Promotor Andrzej Wasilewski: czytam o Gołocie. Gdybym ja był jego promotorem, to przez 10 lat byłby mistrzem świata! Gołota nie był w ogóle prowadzony, nie miał żadnej poważnej opieki, poważnych sparingów, psychologa, odnowy. Nie było na dłużej ani jednego poważnego fachowca. Wszystko jak najtaniej. Mega stały team, trzech trenerów. Psycholog. Płatne (a nie za grosze) sparingi. Zaufanie do teamu. Budowanie psychiki. Dobór walk. Obejrzałem większość ich walk. Gołota dobrze prowadzony znokautowałby i Kliczków i Joshuę. Stały super team, mega sparingi i psycholog.

==========================

I tu jest sporo prawdy. Pomoc psychologiczna, trener mówiący po polsku lub ludzkim językiem, przygotowanie ścisłe pod punchera typu Brewster czy stary Tyson. Nie twierdzę, że kiedykolwiek pokonałby Lewisa, ale kilka porażek (Grant, Tyson, Brewster) było zupełnie niepotrzebnych i niezrozumiałych.

Przeczytajmy jeszcze parę opinii z Boxing.PL:

kubuś: abstrahując już od zasadności werdyktu to nawet jeżeli uznamy wbrew opinii sędziów punktujących tę walkę, że jednak popełnili bład i Gołota powinien z Ruizem wygrać to czy byłoby to REALNIE wielkie osiągnięcie? W najlepszym wypadku Gołota zostałby ogłoszony posiadaczem prestiżowego pasa WBA, wymęczonego po kiepskiej, równej walce z papierowym mistrzem w słabej formie, jakim był Ruiz. Równie dobrze niekoronowanym "królem" można by nazwać np. Fresa Oquendo, który z Byrdem był tak samo bliski zwycięstwa jak Gołota. Mistrzami prestiżowych federacji byli w czasie kariery Gołego: Hide, Seldon, Akinwande, Botha, Brewster, Rahman, Byrd, Liachowicz, Sanders, Briggs, Ruiz, Haye, Wałujew, Ibragimow, niektórzy więcej niż raz i naprawde nie wiem, czy wymieniłem wszystkich. Nie wspominam o Kliczkach, Lewisie czy Holyfieldze, bo to oni byli jednak tą elitą, a nie jakiś Ruiz, który, chociaż mistrzem był dwa razy, to NIGDY nie walczył z zawodnikiem powszechnie uznawanym za nr 1 swojej kategorii, podobnie zresztą jak Gołota który do walki o tytuł stawał 4 razy. Prestiż mistrzowskiego pasa wyznacza jego posiadacz, Ruiz to był dobry bokser, ale jaki z niego mistrz pokazał Jones Jr czy Toney. Akurat na bokserskim forum nie trzeba chyba tłumaczyć, że ten tytuł był marketingową ściemą, która o mały włos mogłaby być również udziałem Polaka, ale może i dobrze, że tak się nie stało.

Marek Cudek version 2016: taki Primo Carnera ma status legendy wśród wielu Włochów w średnim i starszym wieku, był mistrzem świata, choć nie był wybitnym zawodnikiem. Andrzej Gołota miał papiery na dużo więcej, ale trafił na jeden z najlepszych okresów w historii wagi ciężkiej, miał też trochę pecha. Dla mnie zawsze będzie niekoronowanym mistrzem, ale co przegrał, to przegrał (Lewis, Brewster, Grant). Nie zanosi się jednak na to, żeby ktoś prędko powtórzył jego osiągnięcia w wadze ciężkiej, na pewno Polacy (zarówno w Polsce jak i w USA) czekają na kogoś, w kogo mogliby zainwestować swoje nadzieje, uczucia, emocje. To było wspaniałe, móc marzyć o tytule w heavyweight i to marzyć realnie ...

wariat3000: Andrzej Gołota był dla mnie...kolażem wszystkich najcenniejszych sportowych emocji. Dostarczał smutek gdy przegrywał, wściekłość, gdy schodził z ringu, zażenowanie jak padał w 1 rundzie...jednocześnie żaden polski sportowiec nie wywołał we mnie tyle nadziei i zachwytu. Pokaz boksu z Bowe, niesprawiedliwe porażki z Ruizem, Byrdem, bój z Mollo, krwawa jatka z Sandersem. Gołota, mimo że skończył kariere jako niekoronowany mistrz, był złotym talentem w czasie złotej ery wagi ciężkiej.

Gdy dodamy do tego pozasportowe przygody Andrzeja, połączone z jego dużym poczuciem humoru dostajemy obraz sportowca wyjątkowego, nietuzinkowego, takiego, który w każdej walce czy wywiadzie gwarantuje show.

Co w moje życie sportowe wniósł Andrew? Przede wszystkim upór. Boje z Ruizem i Byrdem, ktore Andrzej toczyl jako past prime-wyniszczony, 36-letni i rozbity kontuzjami były jednocześnie tymi walkami, w których pas byl najbliżej.

Ponadto został moim wzorem jeśli chodzi o lewy prosty. Gdy zobaczyłem ten cios, lądujący raz za razem na twarzy Bowe`a (będącego przecież tuż po znokautowaniu Holyfielda) od razu uznałem go za perfekcyjny. Luz, gracja, siła, precyzja... Gołota był technikiem jakich mało, idealnym wzorcem dla młodych adeptow boksu- takich jak ja...

Tejksio, późniejszy redaktor Boxing.PL: Dla mnie to facet, który cieszy się niewspółmiernym szacunkiem do tego, co zaprezentował jako sportowiec i jako człowiek. Umiejętności światowej klasy, natomiast bez serca do walki, do tego często prymitywne i złośliwe wypowiedzi. Polacy uwielbiają heroizm, który kończy się porażką, ale ja byłem zbyt młody, żeby w tamtych czasach jarzyć, o co chodzi, także mnie to nie rusza. Na pewno nikomu nie stawiałbym Gołoty jako wzór.

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą, a nie pokonanym [św. Augustyn z Hippony]

Marek Deryło, wówczas redaktor Boxing.PL, obecnie Sport.PL: [o dokumencie "Endrju"] generalnie większość filmu jest taka smutna. Od razu widać, że Błachnicki i Wachowiak byli nastawieni na taki właśnie charakter swojej produkcji. W pewnym momencie twórcy idą w swoim zamyśle dość daleko, kto wie, czy nie przesadzają. Chodzi mi o scenę, w której mama Andrzeja podczas rozmowy z nim oraz panią Mariolą wspomina, jak to syn trafił na pewien okres do domu wychowawczego. Najpewniej było tam niewesoło, bo Andrzej nakazuje w tym momencie przerwanie nagrywania. I chyba dobrze, że tak się dzieje; pewne tajemnice niech na zawsze pozostaną znakiem charakterystycznym Andrzeja Gołoty. I tak jest smutno, a co najgorsze, "Endrju" o tym wie. Widać to w jego rozmowie z pewnym artystą, który chce go uwiecznić na swoim rysunku. Na pytanie tegoż rysownika o to, czy zmieniłby coś w swojej karierze, nasz rodak odpowiada bardzo wymownie, w swoim stylu, z grymasem na twarzy, łapiąc się za głowę: - Ojej…, O kurde…

Lech Wałęsa nie chciał, ale musiał. Gołota bardzo chciał, ale nie mógł. Tak to wygląda w filmie, którego miałem nie streszczać, a prawie streściłem. Mimo wszystko warto obejrzeć.

Adrian Golec, nieżyjący już redaktor Boxing.PL: kim jest dla polskich kibiców Andrzej Gołota...? Dobre pytanie… Nie chcę, by wspomniana za chwilę analogia miała zostać odczytana dosłownie, ale zachowując wszelkie możliwe parametry i skalę, stwierdzenie w kraju nad Wisłą, że Gołota to "bokser", to jak uznanie Jana Pawła II wyłącznie za głowę kościoła katolickiego. Analogia ta ma jedynie pokazać, jak wielka jest przestrzeń pomiędzy nazwiskiem Gołota – a uznaniem go za zawodowego pięściarza. Andrew to coś absolutnie więcej, to zjawisko społeczne, to idol, to pośredni namiestnik i twórca naszych pasji sportowych. To on przetarł szlaki, był naszym bohaterem, najczęściej romantycznym, ale przynajmniej jakimś. Bardzo charakterystycznym, wręcz uwielbianym i konia z rzędem temu, kto będzie w stanie w pełni wyjaśnić to zjawisko. Czy my mu kibicowaliśmy? Nie, my mieliśmy pierdolca na jego punkcie… My kibicowaliśmy jak zwykle piłkarzom, siatkarzom, lekkoatletom; my go najnormalniej w świecie kochaliśmy, a przynajmniej część z nas. Śnił nam się po nocach, po jego porażkach mieliśmy tygodniowe traumy. Za co go kochaliśmy? To była miłość chora, patologiczna, bo taka jest prawdziwa miłość – ślepa, nie wiadomo za co [...]

Andrzej Gołota niczego w boksie nie osiągnął, brzmi wielokrotnie suchy komunikat; jakże uproszczony i nieprawdziwy… Gołota osiągnął więcej, niż jakikolwiek inny polski sportowiec w ostatnich latach. Nie będę tego dalej rozwijał, ponad to, co ująłem wyżej, gdyż zrozumienie, a raczej przyznanie tego nie wymaga ani wielkiego zaangażowania intelektualnego, ani wielkiej kreatywności. Wczoraj - bohater naszej młodości, bohater naszego dzieciństwa, przeboksował w Częstochowie z Nicholsonem 4 rundy, żegnając się ostatecznie z czynnym boksem. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z żegnaniem się z kibicami. My zawsze ugościmy Andrzeja jak wielkiego mistrza zawodowego pięściarstwa.

=========================

Jak widzimy, zdania były podzielone, całość jednak zupełnie nieźle opisuje nastroje na najbardziej zaawansowanym w dyskusjach polskim forum bokserskim. Przeczytajmy dla odmiany opinię Amerykanina.

Frank Lotierzo, ekspert Sweet Science: Andrzej Gołota miał więcej niezasłużonych okazji i walk o duże cele niż jakikolwiek inny pięściarz, który mi przychodzi do głowy. Między 1997 a 2005 Gołota miał cztery szanse mistrzowskie na przestrzeni 16 walk. Trzy okazje na pas z rzędu. Był trzykrotnie zastopowany w pierwszej rundzie.

Bilans Gołoty wg The Ring: dwie dyskwalifikacje pod rząd z Riddickiem Bowe'em w 1996, 95-sekundowe okładanie przez Lennoksa Lewisa w 1997, przerwanie w 10 rundzie walki z Michaelem Grantem w 1999 - kolejnej walce, w której Gołota wygrywał na punkty, zaskakująco szybkie poddanie z Mikiem Tysonem w 2000, zmiecenie w pierwszej rundzie z ringu przez Lamona Brewstera w 2005, tuż po tym, jak Gołota przywrócił w pewnym stopniu swą wiarygodność po bliskich walkach z Chrisem Byrdem i Johnem Ruizem, TKO w pierwszej rundzie z Rayem Austinem po kontuzji bicepsa w lewej ręce.

Siedem porażek, tylko jedna decyzją sędziów, brak wygranych nad ciężkimi notowanymi przez The Ring w chwili, gdy z nimi walczył.



2013. Wywiad z Przemkiem Iwańczykiem dla Sport.PL

Andrzej Gołota: "Weź kup sobie wędkę, połów ryby, masz parę groszy, żebyś się nie zagubił bez pieniędzy przypadkiem". Kobiety takie są. Szkoda, że dopiero teraz zgraliśmy się tak naprawdę. Zrobiłem błąd w życiu: nie wierzyłem w możliwości mojej żony wcześniej. Potrafiła przebrnąć przez law school, czyli prawo, a to daje podstawy, by mówić, że coś w życiu osiągnęła. Być adwokatem w USA to jest big deal. Ona już 13 lat temu zdobyła te uprawnienia, ale ja wtedy w nią nie wierzyłem. To był błąd. Żałuję, że nie doceniłem żony, tego skarbu, kapitału, który był już gotowy do działania.

- Co by pan zmienił?

- Dzięki niej moja kariera mogła być zupełnie inna. Zadawałem się z ludźmi, z którymi nie powinienem się zadawać, mieć do nich zaufania [...]

- To prawda, że w 1997 r. przekazał pan powodzianom z Wrocławia 100 tys. zł?

- Tak, ale zaraz ktoś mi powiedział: "Co to jest, zarabia miliony, a stówkę dał". Zwariowali chyba ci ludzie.

- Z panem nie powinno się rozmawiać o boksie?

- Dlaczego?

- Wpada pan w nostalgię, obwinia się.

- Czy ja wiem? Ale lubię boks.

- Markotnieje pan...

- Bo nie było sukcesów. Jakby były, to byłby bajer.

Adam Kownacki: na początku marzyłem, aby być taki jak Andrzej Gołota. Jak przyjechaliśmy z Łomży do Nowego Jorku 20 lat temu, Gołota to był ktoś!

Dla mnie w Ameryce wszystko było obce. Nowa szkoła, nowi ludzie. Nie czułem się dobrze. Były bójki w szkole, bo byłem gruby i dzieciaki się ze mnie śmiały. Gołota był wtedy dla mnie wzorem, kimś wyjątkowym. Ale nie tylko dla mnie. Większości z nas szkoda było wydawać pieniądze na bilety do Madison Square Garden, gdzie walczył z Johnem Ruizem i Chrisem Byrdem o tytuły mistrza świata, więc sąsiedzi – osiem, dziesięć osób – zbierali się u moich rodziców przed telewizorem, by zobaczyć, jak nasz chłop daje radę. Bo był taki sam jak my w tamtym zatłoczonym pokoju, przyjechał do Stanów z niczym, a daje radę, jakby za nas. W ogóle się nie przejmowałem, że najważniejsze walki przegrał. Chodziło o to, że był na ringu z najlepszymi pięściarzami. To z jego powodu zacząłem boksować.

Jameel McCline: ja mam wielki szacunek dla Gołoty. Nie wiem, czy wiesz, ale byłem kiedyś jego sparringpartnerem, muszę powiedzieć, że potrafił nieźle skopać tyłek. Andrew jest dla mnie jednym z najwspanialszych pięściarzy. Świetnie się go oglądało: był wielki, silny i szybki, miał wiele atutów, to był mój idol przez wiele, wiele lat! Poza tym jest moim przyjacielem, kiedy się widzimy, to żartujemy i rozmawiamy praktycznie o wszystkim, znam również jego żonę Mariolę.



Andrzej Wasilewski: Gołota sportowo jest niespełniony. On pewnie zdaje sobie z tego sprawę, ale nigdy się do tego nie przyzna. Boks go trochę pokarał. Mówiłem to już, ale powtórzę jeszcze raz: Andrzej zostałby mistrzem świata wagi ciężkiej, gdybym był jego promotorem.

Jego kariera od początku była źle prowadzona, zabrakło odpowiedniej strategii. Lista grzechów jest długa. Powinien mieć jednego, poważnego trenera z charyzmą, do którego miałby zaufanie. W walce z Mikiem Tysonem w jego narożniku nie powinien stać ktoś taki jak Al Certo. W pojedynku z Michaelem Grantem ktoś taki jak Roger Bloodworth. Andrzej nie miał odpowiednich sparingpartnerów. Sparował z tym, który akurat przyszedł do gymu, bo tak było taniej. O odnowie biologicznej nawet nie słyszał. Brał walki, których nie powinien brać.

Nikt nie chciał walczyć z Lewisem, kontuzjowany Gołota się zgodził. Owszem, swoje zarobił, ale zebrał straszne bicie i walka o mistrzostwo świata się oddaliła. Tego typu zaniedbania można wyliczać i wyliczać. To nie była wina Andrzeja, tylko ludzi, którzy go otaczali. Zabrakło wiedzy promotorskiej, ale musimy też pamiętać, że boksował w czasach, gdy w wadze ciężkiej byli naprawdę wielcy pięściarze. Wielka i niespełniona do końca postać. Bardzo ciekawy i dowcipny kompan. Z panią Mariolą są świetnym małżeństwem.

Janusz Gortat: w walkach z Bowe'em Andrzej stracił mnóstwo zdrowia. Obydwaj słaniali się na nogach, po gongu nie szli, tylko byli prowadzeni. I Bowe zakończył po drugim boju karierę. A dlaczego Andrzej faulował? Bo był wojownikiem, ale tracił głowę w ciężkich momentach. Był do tego stopnia ambitny, że był gotowy zrobić wszystko, aby tylko wygrać. Stąd brało się walenie bykiem, w jaja. Po walce z Bowe'em pytałem go: Andrzej, k..., wytłumacz mi, przecież ostentacyjnie walnąłeś go w jaja. "To nie było w jaja" - odpowiadał. A z Lewisem to był przypadek. Wyszła mu akcja, Andrzej się zagapił, bo był za bardzo spięty.



Roger Bloodworth: spójrzmy na takiego pięściarza jak David Tua. Miał drugi, zaraz po Tysonie, współczynnik nokautów w pierwszej rundzie, a nigdy nie został mistrzem świata. Tak po prostu czasami jest.

=======================

Niby Gołota z nikim nie wygrał, ale też w przeciwieństwie do wielu (Diablo, Tiger) walczył właściwie ze wszystkimi, z którymi powinien, z wyjątkiem Kliczków.
Gołota nigdy nie robił uników.
Sam Gołota twierdzi, że tak naprawdę nic nie osiągnął. Do dziś uważa, że nie nadaje się na idola. Jeśli już ktoś koniecznie chce się na mnie wzorować, niech spróbuje naśladować moją ciężką pracę.




Ocena dorobku Andrzeja Gołoty na zawodowych ringach.

Informacje wstępne.

Andrzej Gołota, pięściarz praworęczny, na zawodowstwie w latach 1992-2013 (21 lat!). Bilans (41-1-9, 33 KO). Procent nokautów: 63,5%

Runda I: jakość opozycji

Riddick Bowe HOF (członek Hall Of Fame - Galerii Sław) - dwie porażki przez dyskwalifikację
Lennox Lewis - HOF - przegrana przez KO, w pierwszej rundzie
Mike Tyson HOF, walka unieważniona

posiadacze pasów:

Chris Byrd - remis
John Ruiz - niezasłużona moim zdaniem porażka
Lamon Brewster - przegrana, TKO w pierwszej rundzie

Michael Grant - przegrana w 10 rundzie, bardzo dziwna
Dannell Nicholson - wygrana, RTD w 8 rundzie
Tim Witherspoon - wygrana na punkty
Corey Sanders - wygrana na punkty
Mike Mollo - wygrana na punkty
Kevin McBride - wygrana przed czasem
Orlin Norris - wygrana na punkty
Samson Pou'ha - wygrana przed czasem

W dorobku Gołoty jest jeszcze ponad 20 pokonanych z dodatnim bilansem.

Nasz ciężki stoczył 51 walk. Kilka ostatnich zupełnie niepotrzebnych. Wyżej wymienieni, to wszystkie godne zapamiętanie skalpy dla tak dobrego niegdyś amatora, jakim był Gołota. I Proszę Państwa, po raz kolejny bilans prawdę nam mówi!

Kariera Gołoty to był ciąg zaskoczeń, jednak było tak tylko wtedy, kiedy na bieżąco emocjonowaliśmy się jego walkami. Z perspektywy czasu jego résumé pokazuje idealny porządek. Bardzo pewne wygrane na początku: z początkującymi zawodowcami, bumami, journeymanami i mocno przeciętnymi pięściarzami. Twarde wygrane walki ze średniakami (Sanders, McBride), dobrymi lub bardzo dobrymi pięściarzami mocno past prime (Norris, Witherspoon), zapleczem czołówki i nieco niżej cenionymi prospektami (Mollo, Pou'ha).

Wyżej stali prospekci w pełni sił: Nicholson, Grant i raczej nie lepsi od nich w momencie walki z Gołotą: Byrd i Ruiz. Jasne, ci ostatni mieli pasy mistrzowskie i byli w czołówce zestawień The Ring, mam tu jednak na myśli ogólną dyspozycję, formę w dniu walki. Danell pokonany po dobrej, ostrej walce, Grant bity przez większość rund, aż do baaardzo dziwnego zakończenia, z Byrdem - ówczesnym mistrzem - zasłużony remis, z Ruizem Gołota powinien dostać wygraną, uzasadniałem to już wyczerpująco w piątym odcinku naszej serii.

I wreszcie poziom najwyższy: Lewis na tamten moment, po młóckach z Bowe'em był na pewno o poziom za wysoko - strategicznie zdecydowanie się na walkę z Lennoksem po tak ciężkich bojach było fatalnym wyborem, Brewster - tu dał o sobie znać brak taktycznego przygotowania pod konkretną walkę, choć Lamon był koszmarem stylowym dla Gołoty w 2005 roku. Tyson - mocno past prime i na dopingu, więc walka ewidentnie do powtórzenia. Bowe - wynik tych walk tak naprawdę zadecydował o tym, że u niektórych ekspertów Gołota nie mieści się w top 10 lat 90. Jedna wygrana i ocena byłaby zupełnie inna. 1996 to był czas super prime - absolutnie szczytowej dyspozycji Gołoty.

Widzimy więc, że amplituda jakości Polaka wahała się od top 5 w 1996 roku (tak wysoko był umieszczany nawet po dwóch porażkach z Bowe'em - po prostu dyskwalifikacje Gołoty nie były odbierane przez ekspertów jako normalne porażki) i top 10 w połowie lat 00' (nieco przypadkowego, bo walka o pas z Byrdem mu się po prostu nie należała, ale oceniam tu jego klasę sportową), do okolic połowy drugiej dziesiątki po ciężkich porażkach z Lewisem i Brewsterem).

Przypomnijmy raz jeszcze sporządzony na szybko ranking top 10 lat dziewięćdziesiątych Stephena Edwardsa:

1. Lennox Lewis
2. Evander Holyfield
3. Riddick Bowe
4. Ike Ibeabuchi
5. George Foreman
6. Mike Tyson
7. David Tua
8. Michael Moorer
9. Andrew Golota
10. Razor Ruddock

Kto na podstawie samego bilansu mógłby w latach 90. być wyżej od Polaka?

Na pewno nie: Hasim Rahman, Oleg Maskajew, Zeljko Mavrović, Shannon Briggs, David Izon, Aleksander Zołkin, Lionel Butler, Jorge Luis Gonzales, Herbie Hide, Francesco Damiani, Tim Witherspoon.

Być może: Ray Mercer, Tommy Morrison, Oliver McCall, Henry Akinwande, nieco niedoceniony Axel Schultz, Michael Grant, Frank Bruno, Bruce Seldon, James "Buster" Douglas.

Jak widać gołym okiem, miejsce Polaka w top 10 za całą dekadę jest dalekie od oczywistego. Bardzo brakuje wygranej z Michaelem Grantem, która była na wyciągnięcie ręki. Bliższa prawdy byłaby pozycja w połowie drugiej dziesiątki. Co znaczą dwa mocne zwycięstwa, świetnie widać na przykładzie Ibeabuchiego, którego miejsce w top 10 jest bezsporne, po wygranych w świetnym stylu ze szczytowym Chrisem Byrdem (1999) i Davidem Tuą.

W XXI wieku pojawił się w top 10 dość niezasłużenie. Ale szansę z Byrdem wykorzystał, z Ruizem zaś potwierdził, że nadal jest pięściarzem z czołówki.

Runda II: z kim się nie zmierzył, kogo unikał, co zaniechał

Tutaj nasz pięściarz wypada okazale. Dużych walk było czasem wręcz za dużo i w złych momentach. Zły "timing" kosztował go moim zdaniem sporo miejsc rankingowych, a zarazem przyniósł spore pieniądze (Lewis, Tyson).

Runda III: tytuły, pasy, inne zaszczyty.

IBF North American
WBA Fedelatin

To wszystkie tytuły/pasy Andrzeja Gołoty na zawodowych ringach. W 2016 roku „Andrew” został wprowadzony do Galerii Sław Boksu – Illinois Boxing Hall of Fame. Oczywiście los "wisi" mu jeszcze przynajmniej jeden pas mistrzowski.



Runda IV: bonusy

Tutaj często pięściarze otrzymują punkty za "wrażenie artystyczne". Przy wszystkich brakach, Gołota w prime prezentował się świetnie, wyglądał jak bokser absolutnej czołówki światowej. Najczęściej kariery uznanych prospektów załamują się po weryfikacji odporności na ciosy. Gołota większość bokserskich cech miał na wysokim poziomie, niektóre wręcz ocierały się o wybitność: lewy prosty, łatwość składania kombinacji, wyprowadzania ciosów. Wydolność, praca nóg, przyzwoita odporność, niezła siła ciosu i refleks, dobre warunki fizyczne, spora bojowość. Moim zdaniem najbardziej brakowało, szczególnie w prime, przygotowania strategicznego i pracy nad stroną mentalną. To nie była przegrana sprawa.

Najcenniejszą wygraną polskiego ciężkiego jest dla mnie bezspornie pokonanie Chrisa Arreoli przez szczytowego Tomasza Adamka. Ale lepszego boksu niż zaprezentował Gołota z Bowe'em nie pokazał żaden Polak w "królewskiej dywizji". Obok Gołoty w HW sukcesy odnosili Saleta, Sosnowski, Adamek i Kownacki. Tylko dwaj ostatni wylądowali w szerokiej czołówce. Moim zdaniem lepszego bilansu od Endrju nie ma jednak nikt. Remis z Byrdem, moralna wygrana z Ruizem, zwycięstwo z Nicholsonem, pokonanie Norrisa, Witherspoona, Mollo, Pou'hy, Sandersa, to jednak w moim doczuciu troszkę więcej niż wygrane Adamka z Arreolą, Chambersem, Aguilerą, Estradą, Abellem i Guinnem, nie mówiąc już o dwóch skalpach Kownackiego.

Tak, mieliśmy kiedyś pięściarza wagi ciężkiej, o którym poważnie dyskutowano w kontekście tytułu mistrzowskiego. Kogoś, kto przez wiele rund prał boksera z top 3 dekady, członka Hall Of Fame. Kogoś, kto bedąc past prime potrafił pokazać wyższość nad mistrzem i kto dawał tyle emocji w ringu, że przepychano go wręcz do mistrzowskich walk. Zamiast tak "po polsku" ubolewać nad tym czego nie osiągnął Andrzej Gołota, wypada docenić jego miejsce w historii - bez względu na wzgląd, kibice boksu jeszcze za 50 lat będą oglądać walki Bowe-Gołota, nie tyle ze względu na poziom sportowy, ile na szaleńczą wojnę w ringu.




Seria felietonów o Andrzeju Gołocie powstała w oparciu o moją coraz słabszą pamięć, liczne artykuły z New York Timesa, Los Angeles Times, film o Andrzeju Gołocie "Historia Legendy" prezentowany na kanale Bokser.ORG, liczne wywiady (m.in. Roberta Małolepszego z Polska The Times, Huberta Kęski, Kacpra Bartosiaka i Przemka Osiaka z Przeglądu Sportowego) i wiele innych źródeł.

Marek Cudek jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem
Konkurs: Artykuł Miesiąca July, 2020   Zobacz SondeZobacz Sonde   Zobacz 3 Najlepsze NagrodyZobacz 3 Najlepsze Nagrody
Nominated Poniżsi 1 użytkownicy nominowało ten Temat:  
Patryk Konieczny  (02-07-20)