View Single Post

stare 14-02-20, 03:37   #1 (permalink)
Marek Cudek
champion
  
 
Zarejestrowany: Feb 2012
Postów: 3018
Nominowany 22 razy w 6 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 3
Domyślnie Wspomnienie walki Gołota - Mollo



Andrzej Gołota stoczył 12 lat temu swoją ostatnią niezłą walkę wygrywając przekonująco z Mikiem Mollo. Rok później popularny Andrew rozpoczął proces rozmieniania na drobne wychodząc zupełnie bez zdrowia i bez formy do znacznie lepszego Tomasza Adamka. Poniżej fragmenty tekstu wspomnieniowego napisanego przez Kamila Wolnickiego.

– Już mnie atakujecie? Wyglądasz jak jakiś komandos z tymi wszystkimi obiektywami! – skomentował wygląd fotoreportera, a kiedy spytałem, jak się czuje przed walką, tylko popatrzył i odpowiedział pytaniem: – A jaką walką?

– Sobota, Madison Square Garden. Będzie gala bokserska, Gołota walczy z Mikiem Mollo. Coś się zaczęło kojarzyć?

– Kto się bije? Pierwsze słyszę, nie znam ludzi!

Przy tym wszystkim robił niepowtarzalne miny. Gołota zawsze potrafił żartować w wyjątkowy sposób, także z siebie, zawsze ekspresowo znajdował też celne riposty. Wtedy Andrzej wiedział, że starcie z Mollo to dla niego być albo nie być. A rywal mógł okazać się niewygodny, bo taki, jakich Gołota nie lubi, czyli atakujący od pierwszego gongu. – E tam, wy się pewnie denerwujecie, ja jestem spokojny – mówił i faktycznie na takiego wyglądał. W tym samym hotelu Affinia opowiadał, że widział tylko trzy walki rywala, bo więcej nie było sensu. Mówił też, że sparował z silnymi przeciwnikami, ale nie ma pojęcia, jak mogli się nazywać. I że Mollo pewnie się na niego rzuci, ale nie widzi w tym problemu. – Nie mam zamiaru go powstrzymywać, tylko bić po głowie – mówił.

– Gołota nie słucha nikogo, robi wszystko po swojemu – to znowu słowa Dona Kinga, którego spotkaliśmy w polskiej restauracji Kredens. Tam „Dziadek” znowu wszedł na wysokie tony. – To wielki bokser! Ma swoje lata, a prezentuje się jak młodzieniaszek! Pokazuje, że chcieć to móc. Jest jak naród polski, który wiele razy pokazał wspaniały charakter! – jak zwykle wrzeszczał i machał biało-czerwoną flagą. Gołota tylko się śmiał. Spoważniał na chwilę, gdy spytałem go, czy jeśli przegra, będzie kolejny powrót. – Bez sensu byłoby zaczynać od nowa. Dałbym sobie spokój. Ale ja nie przegram, nie ma takiej możliwości, rozumiesz?! – syknął i tak skończyliśmy rozmowę [...].

Wtedy, w styczniu 2008 roku, siedziałem z Rozalskim w jego pokoju jakieś trzy godziny przed wejściem Gołoty do ringu. – Coś ci zdradzę. Andrzej tego nie wie, ale jeśli wygra z Mollo, ma otwartą drogę do pasa WBC. Wcześniej może jeszcze stoczy jakąś walkę, ale szansa na tytuł poczeka – powiedział Ziggy.

Andrzej Gołota wygrał walkę z Mikiem Mollo na punkty, ale za zwycięstwo zapłacił mocno podbitym okiem.
Za starcie z Mollo Polak zarobił podobno 450 tysięcy dolarów, ale musiał się na to solidnie napracować. Nieźle przetrwał początek, kontrolował walkę, było widać, że więcej umie, ale jeszcze bardziej widoczne było coraz bardziej puchnące oko Gołoty. Zaczęło się w piątej rundzie, a później było tylko gorzej. Wygrał na punkty bez żadnych wątpliwości. „Jakie były pierwsze słowa Andrzeja po walce?” – pytaliśmy żony pięściarza, pani Marioli. – Trzymaj lód! – odpowiedziała uśmiechnięta, choć podobnie jak trener Polaka Sam Colonna przyznała, że nie spodziewała się walki na pełnym dystansie.

Odwiedził go w szatni Mollo. – Dzięki za dobrą walkę, dużo się nauczyłem – powiedział, a później stanął przed dziennikarzami bliski płaczu. – Byłem chyba za bardzo podniecony tą walką, a w ringu pokazałem za dużo respektu Gołocie. Walczył jednak świetnie. Nie ukrywam, przyjąłem dużo ciosów. W tym wieku wyprowadzać takie kombinacje... Niewiarygodne! Odczuwałem te uderzenia, przecież jest wielki i silny, to potwór – mówił. Gołota nie był z siebie zadowolony. – Zepsułem walkę na własne życzenie, bo powinienem ją skończyć wcześniej. Trudno, co robić? – podsumował, stojąc w ciemnych okularach, które zasłaniały część opuchlizny.

Dzisiaj mało kto pamięta, że wtedy plan był taki, aby Gołota kolejną walkę stoczył w Polsce. To było podobno życzenie pięściarza. Ostatecznie nic z tego nie wyszło. Następny występ Andrew miał miejsce w tym samym roku, ale w Chinach i skończył się smutno, bo Gołota zerwał mięsień i w zasadzie trudno nazwać króciutkie starcie z Rayem Austinem walką. Otwarta droga do pasa też się zamknęła.


Źródło: Kamil Wolnicki/Przegląd Sportowy

Marek Cudek jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem