View Single Post

stare 17-04-19, 13:43   #1 (permalink)
Dariusz Chmielarski
Felietonista
1st Place Winner (TOTM)  
 
Zarejestrowany: Oct 2014
Postów: 1526
Nominowany 252 razy w 61 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 20
Domyślnie Durnie czy klakierzy?


Nie było mi dane obejrzeć gali MB Promotions „Ostatni taniec”, która odbyła się 6 kwietnia br. w katowickim Spodku. Byłem tego dnia w Moskwie i nie udało mi się uruchomić żadnego streama z transmisją pomimo wielu usilnych prób. Nie wiem, czy zadziałała jakaś geoblokada, czy też zwyczajnie brakło mi odpowiednich umiejętności. Tak czy owak, nie widziałem jednej z najciekawszych gal boksu, jakie dotychczas odbyły się w Polsce i bardzo tego żałuję. Dokładnie przejrzałem więc potem nie tylko opisy walk na portalach bokserskich, ale także liczne komentarze. Przyznam, że przebieg i rezultaty kilku walk były dla mnie dużym zaskoczeniem.

Skoro nie widziałem gali, to nie wypada mi jej oceniać. Jednak w zamian postanowiłem wziąć pod lupę komentarze kibiców na portalach i forach internetowych, zarówno stricte bokserskich, jak i bardziej ogólnych. Ich zdecydowana większość zawierała pochwały i podziękowania pod adresem organizatora imprezy Mateusza Borka za ogromną ilość emocji, którą dostarczyły prezentowane w Katowicach pojedynki. Z pewnym zdumieniem znalazłem jednak także wcale nieodosobnione oceny negatywne, co więcej uzasadnione pewnymi argumentami. Ponieważ kategorycznie się z nimi nie zgadzam, postanowiłem się do nich ustosunkować. Konkretnie chodzi mi o 2 powtarzające się zarzuty zmierzające w następujących kierunkach:

1. Tego typu gale są może i dobre dla widzów, ale szkodzą interesom promotorów.
2. Dla taniego poklasku Mateusz Borek zmarnował kariery Szymańskiego, Wacha i Jonaka.


Pierwszy z tych argumentów wprawił mnie w prawdziwe osłupienie. Co komu do domu, jak chałupa nie jego? Czy oglądając w telewizji film zastanawiamy się, ile zarobił reżyser, a jak wyszedł na nim producent? Ważne, żeby widowisko było dobre, a w przypadku „Ostatniego tańca” żadnych wątpliwości co do tego nie było. Jeżeli komuś mogła zaszkodzić gala Mateusza Borka, to jedynie konkurencji przyzwyczajonej do wygodnej monopolistycznej pozycji.

Kariery polskich pięściarzy to już sprawa poważniejsza. Szczególnie żal Patryka Szymańskiego, który smykałkę i charakter do boksu niewątpliwie posiada, a przy tym jest sympatycznym młodym człowiekiem, kulturalnym i nie obrażającym innych. Niestety, chyba jednak rację miał śp. Andrzej Gmitruk, mówiąc, że on się do boksu nie nadaje. Moim zdaniem Patryk cierpi na „syndrom Davida Price'a” czyli połączenie dwóch poważnych mankamentów w postaci słabej odporności na cios i jeszcze gorszej kondycji. Jedną z tych wad można by próbować zmarginalizować, ale z dwiema naraz nie da się skutecznie boksować. Przynajmniej w boksie zawodowym, bo w amatorskim Szymański miałby znacznie większe szanse. Być może to jest właśnie właściwa i optymalna droga, którą teraz powinien podążyć. W każdym razie w wieku 25 lat ma jeszcze czas na poważne życiowe wybory i decyzje. Dużo gorzej byłoby, gdyby znalazł się w podobnej sytuacji 10 lat później po zaliczeniu kolejnych kilkunastu zwycięstw nad bumami i weteranami.

Mariusz Wach boleśnie przekonał się, że nawet granitowa szczęka nie chroni przed porażkami przed czasem, jeżeli forma i umiejętności z wiekiem w naturalny sposób spadają. Co gorsza, ona nie chroni także przed poważnymi urazami i kalectwem, jeżeli zbiera się dużo na głowę z rąk mocno bijących rywali. Los Magomeda Abdusałamowa, który w walce z Perezem ani razu nie leżał na deskach powinien być dla Mariusza przestrogą. Pora przymierzać się do zakończenia udanej kariery i zawieszenia rękawic na kołku. Z racji swych doskonałych warunków fizycznych Wach na pewno zdąży sobie jeszcze trochę podorabiać jako pożądany sparringpartner. Potem wypadałoby się pożegnać z kibicami jakąś łatwą i zwycięską potyczką, ale o poważniejszych wyzwaniach trzeba definitywnie zapomnieć.

Damian Jonak przegrał z Robinsonem po wyrównanej walce i problematycznym werdykcie. Pomimo zaawansowanego wieku ta porażka absolutnie nie musi i nie powinna oznaczać dla niego zakończenia kariery. Jonak ma teraz przed sobą kilka interesujących opcji, w tym rewanż z Robinsonem, konfrontacje z krajowymi rywalami lub starty na brytyjskich ringach, z których przy swoim imponującym (choć już zaśmieconym niepotrzebną przegraną) bilansie z pewnością mógłby oczekiwać atrakcyjnych finansowo propozycji. Za to, że jego ringowe dokonania nie są i chyba już nie będą adekwatne do skali talentu nie odpowiada Mateusz Borek, lecz ci, którzy drogą pustych słów i niespełnionych obietnic doprowadzili Damiana do 3-letniej przerwy w najlepszym momencie jego bokserskiej kariery.

Pora zastanowić się nad postawionym w tytule pytaniem, czyli odpowiedzieć, czym podyktowane były niesłuszne i bezsensowne zarzuty wobec Mateusza Borka. Z jednej strony wiadomo, że głupich nie sieją, ale z drugiej dość spora skala ataku na Borka sugeruje także inną możliwość, a mianowicie zorganizowaną negatywną klakę. Czym jest klaka, to poniżej wyjaśnia nam Wikipedia [KLIKNIJ TUTAJ].

Czasy się zmieniają, ale klaka nadal funkcjonuje, choć dzisiaj bardziej w internecie, niż bezpośrednio w miejscach, w których odbywają się widowiska. Tak negatywna, jak i pozytywna. Tę drugą mieliśmy nie tak dawno okazję zobaczyć w TVP i to w jej klasycznej tradycyjnej formie. Podczas transmisji z pewnej gali boksu w oczy i w uszy rzucał się przede wszystkim nienaturalny i odwrotnie proporcjonalny do poziomu sportowego walk entuzjazm komentatorów. Również część zebranej na trybunach widowni (ta sama w kółko pokazywana przez kamerzystów TVP) reagowała w sposób zupełnie nieadekwatny do wyjątkowo nędznych pojedynków, jakie rozgrywały się w ringu. Zupełnie oderwane od rzeczywistości oklaski i wiwaty wzbudziły moje wątpliwości, czy aby na pewno ta grupka widzów z własnych kieszeni zapłaciła za bilety i okolicznościowe koszulki z wizerunkami bohaterów gali. Niektórzy sprawiali wrażenie, jakby przed galą zafundowano im też po kielichu czegoś mocniejszego i kiszonym ogórku. Hojną mamy państwową telewizję w naszym kraju.

Dariusz Chmielarski jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem