View Single Post

stare 20-11-18, 07:23   #1 (permalink)
Krystian Sander
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Nov 2013
Postów: 18872
Nominowany 467 razy w 136 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 38
Domyślnie Jacek Krzysztof Piątek dla Boxing.pl: marzę o walce w Polsce


Ma 45 lat, dziewięć zwycięstw i ani jednej porażki. Wśród zawodowców boksuje od trzech lat, reprezentuje wagę ciężką. Jest Polakiem, choć nadal nie doczekał debiutu na polskim ringu. O kim mowa? O Jacku Krzysztofie Piątku (9-0, 7 KO). Jeden z naszych czytelników ("armand" - red.) postanowił przeprowadzić wywiad z Piątkiem i czegoś się o nim dowiedzieć. Zapraszamy do lektury!

Roman Wojewoda (armand)/Boxing.pl: Na początku sprawa formalna - na plakatach przed walkami figurujesz jako Jacek Christoph Piątek. Jak do Ciebie mówić?

Jacek Krzysztof Piątek: Jacek Krzysztof. Kilkanaście razy wysyłaliśmy do boxrec.com maila ze zdjęciem dowodu, żeby zmienili „Christoph” na „Krzysztof”, jednak bardzo ciężko się z nimi porozumieć. Wcześniej przez ponad rok walczyliśmy, żebym figurował w rankingach w Polsce a nie w Niemczech. „JCP” powstało jako skrót, żeby było bardziej nowocześnie. Większość życia spędziłem w Niemczech i Niemcy mieli problemy z wymową „Krzysztof”, dlatego zmienili na „Christoph”. Walczę, żeby to odmienić, nazywam się Jacek Krzysztof Piątek i tak ma zostać.

Urodziłeś się w Gdyni. Od jak dawna nie mieszkasz w Polsce?

Znowu mieszkam w Polsce, koło Słupska, w rodzinnych stronach mojej żony Aleksandry. Od pół roku głównie jeżdżę i dzielę czas na Polskę i Koblencję, żeby tutaj rozwiązać wszystkie sprawy. Wyjechaliśmy z Polski gdy miałem 9 lat.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z boksem? Boksowałeś amatorsko? Co robił Jacek Piątek do 42 roku życia, kiedy to zaczęła się jego zawodowa przygoda z boksem?

Zaczynałem w kick-boxingu jako szesnastoletni chłopak, próbowałem się wybić, trenowałem około 2-3 lata. Potem przeszedłem na boks, ćwiczyłem, stoczyłem kilka walk amatorskich, bardziej pokazowych, to było na małych galach czy w siłowniach. Trener mówił, żebym więcej ćwiczył ale nie za bardzo chciał mnie wystawiać, nie wiem dlaczego, chyba nie przyłożyłem się do tego za bardzo. I wtedy dałem sobie spokój ze sportem, ćwiczyłem dla siebie, na worku. Jeździłem na siłownię ćwiczyć, ale nie traktowałem tego poważnie, nie miałem ambicji. Minęło dobre 20 lat, przytyło się trochę, urodziły się dzieci (córka 11 lat, syn 8 lat). Ważyłem pod koniec około 151 kg, byłem dość masywny i umięśniony, bo ćwiczyłem wcześniej na ciężarach, na workach ale mimo wszystko przy tej wadze byłem zbyt gruby, żeby dobrze się ruszać. Poznałem przez przypadek mojego obecnego trenera Turgaya Uzuna, na gali, na której on boksował. Zapisałem swoje dzieci na trening, żeby zaczęły ćwiczyć boks. Trener zapytał „ a co z Tobą? Słyszałem, że sam kiedyś trenowałeś". To mały świat, tu wszyscy się znają. Zgodziłem się spróbować i zacząłem znowu trenować. Miało to wyglądać tak, że przygotujemy się, zrzucimy wagę i w nagrodę miałem stoczyć jedną walkę jako zawodowiec.

Uczestniczymy z żoną w Polskiej Misji Katolickiej w Koblencji, jesteśmy bardzo zaangażowani, byłem w radzie parafialnej. Jako, że jest taka duża polonia w tym rejonie to zgodziłem się na tę walkę zawodową. Miałem przygotowywać się 6-8 miesięcy jednak po pewnym czasie trener stwierdził, że lepiej żebym pierwszą walkę stoczył poza gronem znajomych, żeby nerwy mi nie puściły, żeby było mniej stresu. Pojechaliśmy na galę koło Berlina, przeciwnik z Czech, notowany w rankingu na 900 miejscu. Znokautowałem go pod koniec pierwszej rundy. Następnie zorganizowaliśmy walkę w Koblencji, była bardzo duża publiczność, przyszło wiele osób z Polskiej Misji Katolickiej, około 250 Polaków. I tak jakoś się spodobało. Wtedy co prawda zerwałem ścięgno w prawej ręce i miałem dać sobie spokój z boksowaniem, żona też sugerowała, że to może jednak nie ten czas, nie ten wiek. Ja jednak nie odpuściłem, zacząłem znowu trenować, toczyć kolejne walki z coraz mocniejszymi przeciwnikami. W październiku tego roku zadzwonili do nas, że potrzebują przeciwnika do walki o pas WBU (z Pablo Matiasem Magrinim). Nie jest to umówmy się najważniejszy pas i dający wielką reklamę zawodnikowi, dostałem jednak szansę jako zawodnik rezerwowy, byłem w treningu i przyjąłem walkę i znokautowałem go w drugiej rundzie.

Według rankingu portalu boxrec jesteś na 10 miejscu wśród polskich zawodników wagi ciężkiej, można jednak śmiało przesunąć Cię na ósme miejsce z uwagi na to, że będący wyżej Tomasz Adamek i Marcin Rekowski zakończyli już kariery. Na którym miejscu widzisz się sam wśród polskich pięściarzy? Czy chciałbyś walczyć w Polsce? Twój trener Turgay Uzun jest znany naszym kibicom, walczył m.in. z Damianem Jonakiem czy Rafałem Jackiewiczem.

Myślę, że na razie na tym miejscu gdzie jestem… ósmy, dziesiąty. Próbowaliśmy nawiązać kontakt z Mateuszem Borkiem, pisaliśmy wiele maili, wiadomości na facebooku, żeby brano mnie pod uwagę, na razie jednak nie widać chęci, żeby ktoś chciał nas zaprosić do udziału. Szkoda, bo moim wielkim marzeniem jest, żeby walczyć pod polską flagą i usłyszeć na ringu hymn Polski, a drugim marzeniem jest to, żeby pokazać się na gali w Polsce. Matchmaker, z którym współpracujemy, był w kontakcie z Dariuszem Michalczewskim, który rozkręcił nową grupę promotorską Tiger Promotions i staramy się, żeby walczyć na jakiejś z jego gal.

Mam zakontraktowaną walkę 16 lutego z Johnem Nafarim z Ghany (20-0, 14 KO), chcę się z nim zmierzyć i zobaczyć na co mnie stać, dążę do góry i do coraz lepszych przeciwników. Chcemy zobaczyć jak się sprawdzę na ich tle. Obecnie dzielę życie na boks i pracę, pracuję na budowie, więc jest to trochę ciężko połączyć, trening, rodzinę i pracę. Do następnej walki będę potrzebował na pewno z 3-4 tygodnie wolnego, żeby dobrze się przygotować i lepiej nastawić na walkę. Na razie czuję się dobrze, ludzie mówią „masz 45 lat, daj sobie spokój”, ale ja mam siłę, determinację. Umówmy się, może nie jestem najlepszym pięściarzem pod względem technicznym, ale nadrabiam mocną wolą, trener mówi że jest dobry „punch”.

W ostatnich latach coraz więcej jest bokserów, którzy boksują po czterdziestce. Kibice i znajomi zapewne porównują Cię do George'a Foremana. Do jakiego wieku chcesz boksować?

Zgadza się, do George'a Foremana często mnie porównują. Będę boksował tak długo, jak będę się dobrze czuł, może 2, może 3 lata... Czuję się dobrze, nie ograniczam się. Nie mam wyznaczonej żadnej granicy, przy której przestanę. Miała być jedna walka, potem dwie i osiągnęliśmy więcej niż chcieliśmy. Miało być hobby, zrobiło się zawodowo. Tak długo jak będą sukcesy i wsparcie, to chcę boksować. Właśnie dzisiaj jestem zaproszony do Regensburga koło Monachium na taką polską imprezę andrzejkową, organizatorzy zaprosili mnie, będzie krótkie przedstawienie, podpisy, wspólne zdjęcia. Chciałbym dostać swoją szansę i zawalczyć o coś większego. Moimi wzorami, którymi się kierowałem byli zawsze Gołota, Adamek i George Foreman, który w wieku prawie 50 lat był jeszcze mistrzem świata. Może uda się w przyszłym roku boksować o jakiś ważniejszy tytuł, może któryś z pasów WBA żeby zrobiło się głośniej. Dużo zależy od sponsorów…

Jak na razie żaden z Twoich rywali nie dotrwał do ostatniego gongu. W sierpniu walczyłeś na gali w Chorwacji. Twój przeciwnik Sejfula Berisa pomimo mylącego rekordu (7-27-2) i rozmiarów okazał się być trudnym przeciwnikiem. Ostatecznie został zdyskwalifikowany za uderzenia po komendzie sędziego. Rywal tłumaczył się kontuzją i mówił po walce, że stoczył ponad 300 walk na ringach amatorskich. Jak wspominasz tę walkę i jak by się potoczyła, gdyby sędzia nie zdyskwalifikował rywala?

Tak… powiem szczerze, że w przerwie po 1 rundzie mówiłem do trenera, że wybraliśmy przeciwnika, który co prawda miał być twardszy niż pozostali do tej pory, ale widziałem, że umie boksować, umie się bić. Dopiero po walce dowiedziałem się, że ma ponad 300 walk amatorskich. Miałem po 1 rundzie obitą cała prawą stronę, umiał bardzo dobrze bić na korpus, obił mi żebra z prawej strony i miałem pęknięty bębenek w uchu. Pierwszy raz spotkałem się z takim przeciwnikiem, który był o wiele szybszy na nogach niż ja, o wiele szybszy. Dopiero wtedy zobaczyłem, gdzie są moje granice i nad czym muszę pracować. Od drugiej rundy tak na dobre rozkręciłem się i wciągnąłem w tę walkę. Jak sam powiedziałeś, większość walk kończyła się bardzo szybko, więc byłem zaskoczony, że walka może trwać dla mnie więcej niż dwie czy trzy rundy. W drugiej rundzie rywal uderzył głową, dwa czy trzy razy zadawał ciosy po komendzie „break”. Tłumaczył się potem po walce, że miał kontuzję, bolało go prawe ramię… w każdym razie nawet ostatni rywal, Pablo Matias Magrini, pomimo że jest dużo bardziej znany, to nie był tak trudnym rywalem i nie umiał tego co Sejfula Berisa.

Podobno po walce w Kolonii z Rubenem Angelem Mino powiedziałeś, że chciałbyś walczyć z Yakupem Saglamem. To zawodnik o imponującym rekordzie (40-5), wszystkie porażki które poniósł nie przynoszą mu wstydu, przegrywał m.in. z Odlanierem Solisem, Marko Huckiem czy Josephem Parkerem. Czy to prawda, że jego promotor złożył wam ofertę walki?

Tak, wyszedłem na ring i tak powiedziałem. Saglam opowiadał w okolicy, że ja się nie odważę przyjechać do ich gymu, że nie jestem wystarczająco dobry, by z nim walczyć. Ku ich zaskoczeniu przyjechaliśmy, zapowiedział że znokautuje mnie ciosami na wątrobę. Sparowałem z nim, to był twardy i zacięty sparing, dużo się nauczyłem, a on mnie nie znokautował, myślę że dobrze sobie poradziłem. Myślę, że ta walka jednak się nie odbędzie ze względów finansowych, zespół Saglama chce pieniędzy od nas za to, żeby z nim walczyć. Dostaliśmy ofertę by walczyć u nich na gali z Saglamem, jednak wynagrodzenie nie było zadowalające. Będziemy obserwować, na razie mój cel to walczyć z Nafarim w lutym.

Co na koniec chciałbyś przekazać kibicom boksu w Polsce?

Chciałbym, żeby kibice mnie wspierali, doceniali to co robię, bo jest to myślę niezwykłe w takim wieku startować i się nie poddawać, obojętnie czy trafi się kontuzja, czy ciężka walka. Chciałbym żeby każdy wiedział, że nawet mając tyle lat co ja, mając rodzinę i dzieci i będąc po prostu zwykłym facetem, toczącym normalne życie jak wielu innych, można przy odrobinie dyscypliny, siły woli i samozaparcia spełnić swoje marzenia.

W takim wieku gonię z młodymi chłopakami, chciałbym żeby udało się trochę nagłośnić moją historię, tak aby dostać walkę z kimś, kto jest wyżej w rankingu polskich pięściarzy. Jest kilku bokserów, z którymi chętnie bym spróbował, nie boję się tego. Obojętnie czy to będzie Adam Kownacki, Mariusz Wach, Artur Szpilka, Marcin Najman czy Marcin Rekowski. Są w mojej wadze i chciałbym się z nimi zmierzyć. Na koniec chciałbym przekazać podziękowania dla mojej żony, mojego trenera, mojego menedżera oraz dla całej rodziny za wsparcie, a także podziękować mojemu sponsorowi, firmie Hamman, która wspiera mnie finansowo oraz wszystkim kibicom, którzy oglądają moje walki.


Krystian Sander jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem