View Single Post

stare 08-01-18, 13:39   #1 (permalink)
Adrian Golec
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie Stevenson - bokser niespełniony, odzwierciedlający w ringu unikatową cechę


"Stevenson to nic wielkiego" - powiedział utalentowany Marcus Browne z USA, którego fani pięściarstwa niemal skreślili po jednej, nieudanej walce. Jak to rzekło się mówić: "cały Amerykaniec" - rywal z innego państwa, czy inny wielki bokser, którego umiejętności są dezawuowane zgodnie z panującym tam nurtem - nic nowego. Co gorsza, podobne symptomy wspomnianego nurtu można zauważyć w kraju, który przez wiele minionych dziesiątek lat spłodził niewiele więcej niż pięciu, sześciu bokserów o światowej marce. Kraj ten mieści się nad Wisłą. Od siebie dodam, że obok bezapelacyjnego lidera, Tomasza Adamka, według mojej oceny drugim największym mistrzem w historii polskiego boksu zawodowego jest Krzysztof Głowacki, wszak pięściarstwo zawodowe to sport, w którym okoliczności zewnętrzne wielokrotnie mają duży, a nierzadko największy wpływ na decydujący wynik. "Główka" mistrzem był krótko, ale mistrzem przez prawdziwe "M". Tytuł mistrzowski zdobył w iście mistrzowskim stylu i w najwyższej mierze satysfakcjonujący sposób. W boksie powinno się stosować kryteria możliwości zawodników. "Główka" nie jest wybitny, stąd nie musiał pobić numeru jeden, by uznać ten triumf za godny wszystkich skarbów świata. Pobił wieloletniego, w niektórych przypadkach naciąganego czempiona, Marco Hucka, który tego dnia zmuszony został do walki jak o życie. Wcześniej, chroniony na ringu Sauerlanda, więcej czasu spędzał w głębokiej defensywie. Niemniej miał swoje atuty, posiadł umiejętności i absolutnie nie odstawał od Głowackiego. Nie pytajcie mnie tylko proszę, dlaczego to Głowacki, a nie Diablo... wszystko już dawno zostało powiedziane.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Adonis Stevenson rozpoczął przygodę z boksem w wieku 26-lat, to tym bardziej unikat ten nabiera większej wagi. Dotąd sądzono, że to mało realne. Nauka boksu w wieku nastoletnim niesie w przyszłości nieporównywalne możliwości. A gdyby tak kanadyjski panczer "urodził się" na sali treningowej? Niczym Floyd Mayweather Jr, otoczony znaną rodziną pięściarską? Wieloletni król P4P to najlepszy odnośnik z możliwych. Warto ponadto pamiętać, że kilka lat temu sytuacja Stevensona była w bardzo obiecującym punkcie, dającym mu wiele potencjalnych szans. Zakontraktowany pojedynek z Bernardem Hopkinsem nie doszedł do skutku. Hopkins, mistrz dwóch federacji niespodziewanie ogłosił, że będzie walczył z Siergiejem Kowaliowem. Według mojego uznania mógł uznać, że łatwiej pójdzie mu z ze sztywnym, białym chłopcem, jak określił Kelly'ego Pavlika. Ważny uwagi jest również fakt, że w tym czasie większość stawiała na pierwszym miejscu wagi półciężkiej Stevensona, więc śliski, potężnie bijący mańkut mógł nieco wystraszyć Hopkinsa. Można ponadto przypopmnieć problemy Supermana w wadze super średniej. Kategoria półciężka była odpowiedzią na brak zgody ówczesnych mistrzów na walkę z "Supermanem".

Idąc tropem Browne'a amerykańscy sportowcy mają to w swojej mentalności i po chwili przemyślenia nie wiem, czy to dobrze, czy źle (promocja). Bokserzy z drugiego końca świata nigdy nie kwestionują możliwości przeciwnika; jest to wbrew panującej tam kulturze sportu, w szeroko rozumianym tego znaczeniu, od "ruskich", po Japończyków. Mogą swoje powiedzieć, ale każda głupota ma swoje granice. Według mojego uznania, Stevenson jest bowiem jednym z ostatnich, którzy zasłużyli na krytykę. Decyduje o tym brak ścisłego topu w resume czyli "religia" mniej rozgarniętych fanów. Tymczasem dobór rywali z czołówki zależy niemal wyłącznie od stacji TV, przy wsparciu federacji, promotora oraz dostępności rywala. Pięściarz może co najwyżej nie podpisać kontraktu. Nie zmienia to mojego spojrzenia na sport walki na pięści w wykonaniu boksera z Kanady, gdyż widzę w nim cechy unikatowe. Nie zapominam, że "Superman" nie jest ideałem (dużo bliżej do nieistniejącego ideału ma bardzo dobrze ułożony technicznie, Siergiej Kowaliow). Pod kątem pięściarskim - dla przypomnienia, wszak boksem, tak atakiem jak i obroną, rządzą względnie proste zasady. Co prawda diabeł może tkwić w szczegółach, niemniej normy muszą być zachowane, a odejście od nich jest odejściem od boksu. Mocno bijącego Kanadyjczyka można byłoby ulepszyć, wiele dałoby się poprawić, nauczyć, ale musielibyśmy cofnąć się o 20 lat., a idealnie byłoby 25. Może wówczas zrobiliby z niego boksera walczącego z klasycznej pozycji, w stylu fałszywego mańkuta, tylko odwrotnie. To byłoby coś!

Czego ja poszukuję w boksie, czego poszukują inni? Gustów, chociażby co do stylu walki, czy tez formy zwycięstw jest wiele. Jeśli chodzi o mnie, są to między innymi poparte wysoką techniką cechy fizyczne, wykraczające nie tylko poza ogół, ale i elitę tego sportu - "unikaty". Św. pamięci Emanuel Steward, który wprowadzał Kanadyjczyka w tajniki pięściarskie zawsze wierzył głęboko w siłę i talent Stevensona. Bokser doskonały - ależ skąd, w pewnym sensie można by rzec - ograniczony i to nie tylko z uwagi na obecny wiek, a raczej późny wiek rozpoczęcia treningów. Wiele go ominęło, w takim wieku nie da się przyswoić wielu rzeczy, ale mimo to zasługuje on na miano "unikatowy". I mimo, że tak naprawdę nie był i już nie będzie liderem w limicie 175 funtów, niewiele to zmienia. Stevenson, o czym pewnie większość nie zdaje sobie sprawy, jako wybitny atleta pewnie nadal mógłby walczyć w wadze super średniej, czyli tej, w której zabrakło mu mocnych rywali (czy też mocnym rywalom świadomie zabrakło Stevensona, co oddał przypadek Carla Frocha). Po dłuższym nawoływaniu Brytyjczyka z pozycji obowiązkowego pretendenta, Kanadyjczyk przeniósł się do wagi półciężkiej. Przejście do wyższej dywizji miało lepsze rokowania. Na starcie Kanadyjczyk otrzymał szansę walki o pas WBC w limicie 175 funtów i dzięki swoim wyjątkowym zdolnościom wykorzystał ją perfekcyjnie. Czy ktoś zrobiłby to lepiej? Chad Dawson, będąc w wydłużonym dystansie nie docenił dynamiki rywala. Za chwilę przekonali się o tym Tavoris Cloud, czy Tony Bellew, znany z twardej głowy i serca do walki. Minionych wieczorów zostali oni sponiewierani niczym zawodnicy z dwóch klas niżej.

Spodobało mi się jedno z określeń wybitnego szkoleniowca, jakoby istniały kryteria "czystości" bycia panczerem. Wg Stewarda Stevenson miał papiery na najbardziej "czystego" panczera, tak długo, jak będzie walczył i wygrywał. Jedynie mogę żałować, że duża grupa fanów, "udzieleniem lekcji boksu" nie nazwie szybkiego nokautu - najbardziej wartościowe zwycięstwo ze wszystkich. Można latać, można fruwać, każdy ma prawo cenić inną filozofię walki, nawet walkę bez walki. By jednak pojedynek na pięści mógł być pisany przez duże "P", walka musi spełniać kryteria walki, nie krętactwa; musi być konfrontacją nawiązująca do natury, obwarowaną naturalnie wyszkoleniem technicznym oraz zasadami. Chyba nie jestem jedyny, komu wydaje się to oczywiste? Nic bardziej mylącego. Kult zera w rekordzie, kształtowanie się szkół i stylów boksu w minionym wieku, będące odpowiedzią na inne style, podyktowane pochodzeniem bokserów zrobiły swoje... i jednej strony słusznie. Choć nie ma wyraźnej linii, kiedy bokser dokonuje "przegięcia" (pierwszy przykład z brzegu: Lara vs Martirosjan II czy też 80% walk Guillermo Rigondeaux), oczekujemy bardziej zażartych rywalizacji. Zawsze zachodziłem w głowę, jak to się dzieje, że mający tak dużą przewagę umiejętności, kubański geniusz boksu nie potrafił nauczyć się załatwiać tego szybciej... (wiele jego walk amatorskich lepiej wpisałoby się w zawodowstwo). Należy też dziękować Bogu, że polscy generałowie nie uważali armii będącej w odwrocie za zwycięską, gdyż byłoby to kompletne pomylenie pojęć. Bywało, że jakaś armia celowo udawała odwrót, by zmylić wroga i zainicjować atak w najmniej spodziewanym momencie (tak było m.in. w bitwie pod Grunwaldem).

Mocno podkreślany przez m.in. ostatniego, wieloletniego króla P4P, kult zera w rekordzie, jakoby miał on o czymkolwiek świadczyć, szkodzi tej dyscyplinie, gdyż jest to w sprzeczności z prawami sportu. Gdyby założyć, że Usain Bolt miałby wpływ na dobór przeciwników, a firma Nike, w przypadku jego porażki poniosłaby spore straty, też zapewne zwyciężałby podczas pożegnalnej imprezy. Tmczasem był brąz na setkę. Porażki wpisane są w dyscypliny sportowe, a najlepsi to ci, co przegrywają jak najrzadziej. Nie da się przejść kilkunastu, czy kilkudziesięciu lat kariery, nie zaliczając choć jednej wtopy. Jeżeli komuś się to uda, niech się nie dziwi, że wygląda to podejrzanie. Zero w rekordzie nie jest największym sukcesem, a największą bzdurą, mającą często podłoże innej patologii (trzymając się ogólnych zasad boksu), czyli "własnego" ringu. Można byłoby zadać kolejne, z natury banalne pytanie, czy dobry bokser musi być twardy jak skała. Przez setki lat musiał, dzisiaj nie musi...

Zgodnie z moją oceną to wielka szkoda, że nie wypalił pomysł z "Big Knockout Boxing". Prawdopodobnie ustawiona, nudna walka Curtisa Stevensa z Gabrielem Rosado przekreśliła sens i misję PKB. Czyż nie byłoby interesujące zobaczyć, jak dzisiejsi mistrzowie boksu poradziliby sobie .... w walce na pięści? Blisko mi bowiem do uznania, że dobry bokser to ten, który jest tak samo dobry, bez względu na istnienie lin, powierzchnię walki czy twardość rękawic. Czy kogoś powinno dziwić takie podejście? Boksować na najwyższym poziomie może niewielu i jest to szczytowa elita - ludzie o wysokim, nieznanym nam progu bólu, odporności, bardzo mocnej psychice, w połączeniu z latami ciężkich ćwiczeń. Panuje opinia że boks to najcięższy sport świata. Drugi podobno jest hokej, ale to dość stare opinie, nim powstał sport o nazwie MMA. Dlaczego zatem ten sam bokser, który w ringu zdobywa tytuł, na "dziewiczych zasadach" walki na pięści miałby gigantyczny problem? Ktoś taki nie może być moim bohaterem. Adonis Stevenson, mimo wielu braków, miałby tam równie mistrzowskie szanse.

Jeżeli ktoś uważa inaczej, to znaczy kwestionuje dotychczasowy dorobek Stevensona, niech poda argumenty - co sprawia, że Stevensonowi nie jest dane walczyć z Kowaliowem, Beterbijewem, Gwozdykiem? Andre Ward od razu uciął spekulacje, stwierdzając, że nie ma mowy o jego przejeździe do Kanady. Pięściarzy tych dzielą dwie największe TV? Pytanie retoryczne, wszak porozumienie bokserów z konkurencyjnych stajni tym samym telewizji to rzadkość. Jak można się domyślać, to jeden z wielu powodów, przez co fani nie oddają Supermanowi należnego szacunku. Dlatego też mój dystans do bilansu boksera nie wziął się znikąd. Każda walka to nowa historia i każdą porażkę należy interpretować osobno. Ostatni atak federacji WBC na Supermana, jakoby ten unikał Eleidera Alvareza, zakończył się jak zwykle. Ktoś o tym zdecydował i na pewno nie był to Stevenson.

Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem