View Single Post

stare 19-06-17, 18:56   #1 (permalink)
Krystian Sander
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Nov 2013
Postów: 18877
Nominowany 467 razy w 136 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 38
Domyślnie Łukasz Janik dla Boxing.pl: mało brakowało, żebym umarł lub jeździł na wózku


Już w sobotę między liny wróci Łukasz Janik (28-3, 15 KO). Były pretendent do tytułu WBC wagi junior ciężkiej przeszedł prawdziwe piekło, by ponownie stanąć w bokserskim ringu. Już w sobotę podczas gali Polsat Boxing Night "Lucky Look" zmierzy się z Adamem Balskim (9-0, 7 KO) i raczej nie będzie faworytem tej potyczki. Tymczasem zapraszamy Was do lektury wywiadu z Łukaszem Janikiem, który szczerze i otwarcie opowiada o swoich problemach zdrowotnych, jak i aktualnej dyspozycji. Zapraszamy.

Krystian Sander/Boxing.pl: Pana ostatnia walka odbyła się dwa lata temu, pamiętny pojedynek z Grigorijem Drozdem. Co się z panem działo od tamtego czasu?

Łukasz Janik: Przede wszystkim, to powiem, że pojechałem tam kompletnie nieprzygotowany. Trenowałem tydzień do tej walki, padłem z wycieńczenia w 9. rundzie. Drozd mnie nie znokautował, moja forma była jednak taka, że nie mogłem pokazać w ringu tego, co chciałem. Nie dotrwałem do końca.

Później? Wiadomo, jak to po takich walkach, w których zarobi się trochę grosza. Byłem na wakacjach, trochę jeździłem po świecie. Po pewnym czasie wybrałem się do Irlandii na obóz przygotowawczy. Tam przez trzy tygodnie trenowałem. Po trzech tygodniach obozu, mając dwa treningi dziennie, byłem w naprawdę dobrej formie.

To był poniedziałek. Rano przebiegłem 11 kilometrów w 45 minut. Zaraz po biegu udałem się na basen. Popływałem godzinę i wieczorem odbyłem jeszcze trening bokserski. W nocy przyszło zaś wirusowe zapalenie płuc i jelit. Kolega, który na szczęście miał wtedy nockę, przyszedł do mieszkania o szóstej rano, zobaczył mnie na łóżku zwijającego się z bólu. Zawiózł mnie więc do szpitala, gdzie dostałem drgawek i padłem na ziemię. Płuca nie pracowały, przestałem oddychać. Jedynie serce mi biło. Od lekarzy dowiedziałem się, że gdybym nie był w tak dobrej formie i nie miał tyle tlenu w mięśniach, to umarłbym, zanim udzielonoby mi pomocy. Mózg bez tlenu obumiera po czterech, może pięciu minutach. Płuca nie pracowały, serce jednak biło, pompowało tlen z mięśni do mózgu. Dzięki temu nie jeżdżę na wózku i jeszcze żyję.

Długo pozostał pan w szpitalu?

Miesiąc czasu. Szpital w Dublinie. Dwa tygodnie w śpiączce. Po dwóch tygodniach w śpiączce, po miesiącu leżenia w łóżku w szpitalu, to wiadomo, mięśnie mi zanikły... Musiałem zacząć wszystko od nowa.

Nie był to jednak koniec pana kłopotów ze zdrowiem.

Okazało się, że są jakieś problemy. Dwa razy zasłabłem. Do szpitala trafiłem 17 listopada, zaś 17 grudnia wyszedłem do domu. Od stycznia zaczałęm biegać, choćby na Śnieżkę znowu, ale dostałem dwóch ataków, powiązanych z tym wirusowym zapaleniem płuc i jelit. Najpierw rozbiłem jedno auto. Potem, po wbiegnięciu na Śnieżkę, wracałem do domu, zasłabłem i rozbiłem drugie auto. Zniszczyłem sobie przy okazji kolano. W styczniu tego roku miałem operację więzadła przedniego - krzyżowego.

Miałem sporo problemów zdrowotnych, jak i prywatnych. I do tego ta operacja na kolano, pobyt w Dublinie w szpitalu... I tak to się złożyło, że dwa lata minęły, bym mógł w ogóle wrócić do sportu. Po operacji praktycznie wszystko musiałem robić na siedząco, nie mogłem biegać - dalej praktycznie nie biegam, więcej jeżdżę na rowerze. No i tyle.

Brzmi to wszystko bardzo dramatycznie. Zapytam więc, w jakim stopniu, po tych wszystkich problemach, może pan jeszcze być tym dawnym Łukaszem Janikiem?

Ja przez te dwa lata to w większości cały czas trenowałem. Coś robiłem, miałem problemy, ale robiłem coś dla siebie. Nie czuję się gorszy niż byłem. Może nie jestem przygotowany tak, jak do walki z Afolabim, na 12 rund w świetnym tempie, ale umiejętności bokserskie nie są słabsze. Ale wiadomo, moja forma nie będzie optymalna 24 czerwca. Nie ma szału, tragedii w sumie też nie. Ring to zweryfikuje. Ja uważam, że wcale nie będzie źle. Widzę to po treningach i sparingach. Wiadomo, mógłbym być lepszy, gdybym dowiedział się o tej walce dwa, trzy miesiące wcześniej, to mógłbym wnieść do ringu lepszą formę. Gdybym jednak nie widział szans na zwycięstwo, to w ogóle bym tej walki nie wziął.

Ringowe występy nie są dla pana niebezpieczne? Nie są obarczone szczególnym ryzykiem?

Myślę, że nie są obarczone żadnym ryzykiem. Inaczej ja bym nie wchodził do ringu. Ja mam kilka pomysłów na życie. Boks kocham, to jest sport, który uprawiam od osiemnastu lat, to całe moje życie. Ale napisałem choćby program reality show - bramkarze z dyskotek walczący w formule podobnej do MMA, również wymyślonej przeze mnie. Pewna firma holenderska, która zajmuje się produkcją programów typu "Big Brother", zainteresowała się tym. Robiłem też gale charytatywne, mam co w życiu robić. Kocham jednak boks, mam 32-lata. Myślę, że mam z pięć lat najlepszego boksu przed sobą. Rozmawiałem z lekarzami, miałem robioną tomografię głowy, nigdy nic nie wyszło, że jest coś nie tak. Wszystko jest więc chyba na dobrej drodze.

Jak długo się pan zastanawiał nad zaakceptowaniem oferty na walkę z Adamem Balskim?

W ogóle się nie zastanawiałem. Jak tylko dostałem sms-a od Mateusza Borka, z propozycją walki, od razu oddzowniłem i spytałem o to, na jakich to ma się odbyć zasadach. Mi brakuje tej otoczki związanej z boksem. To jest piękny sport i sposób na życie. Brakuje mi tego od dwóch lat. Powrót na tak dużej gali, z dobrym rywalem, to jest spełnienie moich życzeń.

Kibice, w większości, stawiają na wygraną Adama Balskiego. Mylą się?

Balski to dobry zawodnik. Jest szybki, ruchliwy, luźny, podoba mi się jego styl boksowania. Ale ja jestem bardziej doświadczony. Zobaczymy, jak wytrzyma presję walki na tak dużej gali. Zobaczymy, jak sobie z tym wszystkim poradzi. Ja już boksowałem na różnych galach, nie robi mi różnicy, gdzie i z kim wychodzę do ringu. Nie będę tutaj jednak przygotowany tak, jakbym mógł. Szkoda, że w kontrakcie nie ma zapisu o rewanżu, na wypadek jego zwycięstwa. Gdybym miał dwa miesiące przygotowań do tej walki, to nie dałbym mu szans. Fizycznie pewnie on będzie lepiej przygotowany, ale boksersko lepszy jestem ja.

Na koniec zapytam o pana ofensywę słowną w kierunku Artura Szpilki. Artur napisał dziś na Twitterze, że zawsze doceniał pana serce do walki i nie wie, o co panu tak naprawdę chodzi.

Słucham? Artur mnie zadziwia teraz. Widziałem jakiś wywiad, dla jednego z portali, gdzie wyzywał mnie od "białych murzynów", że ja jestem taki i taki. Byliśmy kolegami z drużyny. Bardzo lubię Wawrzyka, Miszkinia, "Diablo", czy innych chłopaków, Jackiewicza, to są moi koledzy. To są normalne chłopaki. A Szpilka uważa się za ponad człowieka, jest socjopatą. To on zaczął dogryzanie mi, że ja jestem "biały murzyn". Mnie zapytano tylko, komu życzę zwycięstwa w walce Szpilka - Kownacki i powiedziałem, że życzę Kownackiemu, bo to jest fajny gościu. Poznałem go w Łomnicy, fajny, sympatyczny gościu. Szpilkę wszyscy znają, wiedzą jaki on jest. Dostałem ostatnio mnóstwo wiadomości od ludzi, że w końcu ktoś powiedział prawdę o Szpilce. Większości ludzi nie podoba się jego zachowanie i sposób bycia. On wszystkich ciśnie, nie wiadomo za kogo się uważa. Może jak Kownacki go pokona, to on przestanie kozaczyć? I tyle.

Rozmawiał: Krystian Sander/Boxing.pl

Krystian Sander jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem