View Single Post

stare 05-06-17, 12:46   #1 (permalink)
Paweł Rozmytański
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Dec 2009
Postów: 6879
Nominowany 287 razy w 87 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 17
Domyślnie Poniedziałkowy Scorecard, runda 63 - czarne chmury nad Andrzejem Fonfarą


Adonis Stevenson brutalnie rozbił marzenia polskich entuzjastów pięściarstwa i nade wszystko Andrzeja Fonfary o mistrzowskim tytule w kategorii półciężkiej. W niedzielę nad ranem "Superman" był bezwględny, skuteczny, nie pozostawiając Polakowi żadnych złudzeń. Trudno pisać w tym tonie, ale przyszłość "Polskiego Księcia" na zawodowych ringach rysuje się w ciemnych barwach. Bardzo ciemnych.

Wierzyłem. Z niekłamaną szczerością muszę przyznać, że wierzyłem, iż Fonfara może sprawić sensację i tym samym zdetronizować czempiona rodem z Haiti. Mając w pamięci obraz ich pierwszej walki, 40 lat na karku Stevensona, a także uważnie śledząc ostatnie jego występy, nadzieja na zwycięstwo Polaka praktycznie sama wlatywała do głowy i nie chciała się z niej ulotnić. I tak, jak bardzo długo przed pojedynkiem budowała ona klimat i napięcie, tak bardzo szybko czmychnęła już po kilkunastu, kilkudziesięciu sekundach od premierowego gongu. Ciosy Kanadyjczyka nie musiały w zasadzie nawet przebijać się przez polską obronę, bo jej na ringu w Bell Centre po prostu nie było. A to w połączeniu z potężnymi uderzeniami Stevensona mogło przynieść tylko jeden rezultat. I przyniosło bardzo szybko.

Miniona, bolesna porażka Andrzeja Fonfary nie stanowi jednak synonimu jego dotychczasowej kariery. Bo przecież Polak od kilku dobrych lat (począwszy od rywalizacji z Glenem Johnsonem) przystępował do trudnych, ringowych sprawdzianów i pomimo napotykanych kłopotów w ich trakcie, przyjmowanych ciosów, przegrywanych rund, ostatecznie to on mógł więcej razy podnosić głowę do góry niż być przybitym i rozczarowanym. Jednocześnie zwycięstwo nad Nathanem Cleverlym, skądinąd bardzo cenne, wcale nie miało tak słodkiego smaku, jak mogło się wydawać. Wówczas Andrzej gros ciosów blokował głową, jego obrona nadawała się do natychmiastowej wymiany i już wtedy można było mieć obawy związane z dalszą karierą Polaka na tym najwyższym szczeblu. Już wtedy mogła i powinna zapalić się czerwona lampka alarmująca o nadciągającej katastrofie. Bo pomimo faktu, że pojedynek z Walijczykiem trzymał w napięciu, przyniósł emocje, rekordy i zadowolenie kibiców, to równie dobrze sędziowie punktowi mogli 16 października 2015 roku wskazać na Cleverly'ego, a postawa samego Fonfary, wbrew pozorom, pozostawiała wiele do życzenia. Porażka przez nokaut z Joe Smithem Juniorem nie była więc dziełem żadnego przypadku, żadnego lucky punchu, o jakim opowiadał po walce nasz pięściarz.

Fonfara nie zamierza kończyć kariery, którą będzie być może kontynuował w wadze junior ciężkiej. Czy to odpowiedni krok? Z pewnością bardzo ryzykowny, zwłaszcza dla jego zdrowia. Nie chcę nawet myśleć, co z obroną Polaka zrobią Murat Gassijew, Mairis Briedis czy też inni czołowi cruiserzy, bo zapewne takie aspiracje będzie miał właśnie w nowej kategorii Fonfara. A więc chęć konfrontowania się z najlepszymi. Czy pozostanie w dywizji półciężkiej przyniesie więcej korzyści? Określiłbym taki ruch jako mniejsze zło. Trudno o inną definicję rzeczywistości, jeśli spojrzy się na katalog pięściarzy w dywizji do 175 funtów.

I tak źle, i tak niedobrze...


Fot. Luke Buras/Team Fonfara

Paweł Rozmytański jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem