View Single Post

stare 06-09-13, 10:14   #1 (permalink)
Paweł Rozmytański
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Dec 2009
Postów: 6879
Nominowany 287 razy w 87 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 17
Domyślnie ''O boksie przy kawie'' - Mitchell vs Arreola, odc. 2

Walka Setha Mitchella (26-1-1, 19 KO) z Chrisem Arreolą (35-3, 30 KO) to główne danie na amerykańskiej scenie zawodowego boksu 7 września. Zwycięzca tego boju przybliży się do pojedynku o mistrzowski pas(y) w "królewskiej" wadze. Wydaje się, że dla Arreoli to starcie z serii "być albo nie być". Były pretendent do trofeum WBC przegrał bowiem niedawno wysoko na punkty z Bermane Stiverne'em i kolejna porażka mocno zahamowałaby karierę boksera o przydomku "Koszmar". Z kolei dla "Mayhema" Arreola będzie chyba najpoważniejszym testem w gronie profesjonalistów. Jaki obraz konfrontacji wykrystalizuje się między linami w Fantasy Springs Casino w Indio? Zachęcamy do oddawania głosów w sondzie, a także do dyskusji!

_______________________________________________

Paweł Rozmytański: Witaj Andrzej. Od czego by tu rozpocząć... Czołowi przedstawiciele najcięższej dywizji nie rozpieszczają nas w ostatnich latach ilością dramatycznych pojedynków. Ubolewam nad tym faktem szczególnie, ponieważ nie dane było mojej osobie śledzić w bezpośrednim przekazie wielkich konfrontacji pięściarzy w latach dziewięćdziesiątych. Mam nadzieję i wierzę w to głęboko, że jeszcze przyjdzie mi się fascynować "królewską" kategorią. Riddick Bowe, Evander Holyfield, Mike Tyson, David Tua, Lennox Lewis, Ray Mercer, a ponadto Larry Holmes, czy też George Foreman - mógłbym tak długo wymieniać. Masz jakąś ulubioną walkę właśnie z tej epoki wagi ciężkiej, do której często wracasz?

Andrzej Pastuszek: Witaj Paweł! Nie będę tutaj oryginalny i oczywiście muszę napisać o pierwszym pojedynku Evandera Holyfielda z Riddickiem Bowe’em. Wielką, niespełnioną obietnicą pozostał Ike Ibeabuchi, o którego festiwalu strzeleckim z Davidem Tuą warto tutaj wspomnieć. Z innych epok: starcia Foreman kontra Lyle, Ali kontra Frazier, Holmes kontra Norton. Jest tego mnóstwo, a i do prehistorycznych czasów Jacka Johnsona czy Joe Louisa też lubię sięgnąć. Wszak boksem żył wtedy cały świat. Ostatnie duże emocje w ciężkiej to bój Witalija Kliczki z Lennoxem Lewisem. Niestety, nie wygląda na to, że konfrontacja Arreoli z Mitchellem dołączy w poczet niezapomnianych walk, ale liczę tutaj na trochę dobrej akcji, bo na „Koszmara” pod tym względem narzekać nie można. Przeglądając przeróżne opinie fanów czy ekspertów zdecydowanym faworytem wydaje się być Chris Arreola. Czy Ty również uważasz, że Amerykanin o meksykańskim rodowodzie weźmie górę nad niespełnioną gwiazdą futbolu?

PR: Odbiegając jeszcze tematem od konfrontacji wewnątrz amerykańskiej, do której dojdzie niebawem na ringu w Kalifornii. W kontekście walki Lennoxa Lewisa z Witalijem Kliczką często się mówi o końcu pewnego rozdziału w wadze ciężkiej. Co prawda po 2003 roku fani najcięższej kategorii doświadczali jeszcze ekscytujących potyczek, lecz były to raczej pojedyncze przypadki. Warto tu chociażby nadmienić o świetnym wręcz pojedynku Siergieja Liachowicza z Lamonem Brewsterem z kwietnia 2006 roku. Cóż to było za starcie, wypełnione wieloma akcjami...

Mitchell kontra Arreola. W mojej opinii ten mecz nie ma wyraźnego faworyta. Niby owym faworytem zdaniem wielu osób jest Chris, ale wokół tego zawodnika krąży teraz wiele znaków zapytania, które nie dają mi spokoju. Już przed walką ze Stiverne'em "Koszmar" był raniony przez Fridaya Ahunanyę czy też Erika Molinę, co mogło świadczyć o pewnym rozbiciu Amerykanina. Obraz starcia z Kanadyjczykiem znamy doskonale i nie wiem, czy ta bomba Bermane'a z trzeciej odsłony jeszcze bardziej nie obniżyła u Arreoli poziomu odporności na uderzenia. Mieszkaniec Escondido głowę ma twardą, ale pewne historie się kiedyś kończą. Tyle przyjętych ciosów musi dać kiedyś o sobie znać, w tym negatywnym znaczeniu oczywiście. Zresztą umówmy się - Mitchell nie głaszcze, lecz ma za to po swojej stronie wady, które swobodnie może wykorzystać Cristobal. Zdziwiło mnie również same zestawienie zawodników. Jak odczytujesz ten ruch?

Chris Arreola oraz jego trener, Henry Ramirez, podczas treningu przed walką z Mitchellem
Zdjęcie: boxingscene.com

AP: Odbieram to jako zniecierpliwienie Ala Haymona, zarówno w stosunku do Arreoli, który przegrał kolejny ważny pojedynek (najpierw z Adamkiem, teraz ze Stiverne’em), ale również w stosunku do Mitchella. Porażka z Banksem nastąpiła wskutek braku doświadczenia i to można wybaczyć, gorzej że Seth nie ekscytuje fanów i nie przyciąga publiczności na walki. Podpisanie przez Haymona kontraktu z Deontayem Wilderem może oznaczać, że wpływowy manager i grupa Golden Boy Promotions właśnie w „Bronze Bomberze”, a nie „Mayhemie” pokładają nadzieję na tron wagi ciężkiej. Mówi się, że zwycięzca boju pomiędzy Arreolą a Mitchellem spotka się właśnie z Wilderem. Nie bardzo w to wierzę, zwłaszcza, gdyby wygrał Chris i pokazał, że ma jeszcze sporo paliwa w baku. Wracając do interesującej nas konfrontacji w Indio, to absolutnie nie skreślam Setha Mitchella. Doświadczenie z pojedynków na dużym poziomie oczywiście jest po stronie Chrisa, Mitchell pada niemal za każdym razem, kiedy przeciwnik namierzy jego szczękę, ale jednak Chris Arreola to nie jest typ boksera, który zaczai się na precyzyjną kontrę jak chociażby Banks. „Koszmar” jest przewidywalny, a jego ciosy koszmarnie sygnalizowane. Zobaczymy, czy niewątpliwa inteligencja pozaringowa Setha może przełożyć się na myślenie między linami. Mitchell potrzebuje dyscypliny taktycznej, unikania opierania się o liny, potrzebuje lewego prostego i takich ataków prawym na dół, jakimi raczył Banksa w pierwszej walce. „Mayhem” poległ, bo myślał, że naruszył Banksa, zbyt szybko zaatakował frontalnie, kompletnie odsłaniając swoją feralną szczękę. Później zabrakło sklinczowania, wykorzystania swojego atletycyzmu. Seth znowu trafił i znowu bezmyślnie rzucił się z pięściami na przeciwnika. Andre Hunter musi nauczyć go być cierpliwym, bo Arreola sam sprezentuje mu szanse na mocne ciosy. Jest też pytanie, jak będzie wyglądała odporność na uderzenia Chrisa? Stiverne sprawił mu lanie, po którym może być trudno się otrząsnąć miłośnikowi meksykańskiej kuchni...

PR: No właśnie, poruszyłeś bardzo ciekawy temat: Banks - Mitchell - Arreola. Seth nie będzie narażony w takim stopniu na szybką kontrę ze strony Chrisa, na jaką nadział się w pierwszym pojedynku z Banksem. Od tego zaczął się przecież cały dramat Mitchella. Ponadto Arreola nie jest obdarzony potężnym uderzeniem; to "kumulator", którego w dodatku cechuje - jak zresztą już zauważyłeś - przewidywalność. Żywiołem Mitchella jest ofensywa i to na tym polu czuje się jak ryba w wodzie, ale nie wiem, czy ostre ruszenie z pierwszym gongiem na Chrisa to dobra recepta dla Mitchella. W ewentualnej wymianie ognia, od której Arreola raczej nie będzie stronił, może coś wyłapać, a wtedy koszmar byłego gracza futbolu amerykańskiego powróci niczym bumerang. Dobrym rozwiązaniem dla "Mayhema" jest właśnie spokojne wejście w walkę i czekanie na ulokowanie bardzo mocnego uderzenia na głowie Arreoli. Seth szukać swojego przeciwnika w ringu na pewno nie będzie, a i miejsce na soczysty cios również się znajdzie. Wtedy może zrobić się w Kalifornii naprawdę ciekawie. Kibicuję w tym pojedynku Mitchellowi i szczerze mu odradzam reprezentowania w tym starciu filozofii nieustannego ataku.

Być cierpliwym, być cierpliwym i raz jeszcze być cierpliwym - te słowa powinny przyświecać młodszemu z Amerykanów. Od czego zaczęły się kłopoty Mitchella w starciu z Chazzem Witherspoonem? Od śmiałego ataku bezpośrednim lewym sierpowym (przestrzelonym zresztą) autorstwa Setha i kontrze prawą ręką Chazza. W drugiej konfrontacji z Banksem "Mayhem" był cierpliwy, ale jaki ładunek emocjonalny ta walka miała, wiemy dobrze. Towarzyszące obu zawodnikom gwizdy na trybunach wyraziły wszystko, natomiast z drugiej strony trudno się dziwić samemu Mitchellowi. Nie mógł przecież po raz kolejny mocno zaatakować Banksa, wiedząc, jakie wyrwy posiada w swoim wyszkoleniu defensywnym. Ciekawy jestem bardzo tego pojedynku. Jakiego scenariusza się spodziewasz? Masz swojego faworyta?

AP: Rzecz może przybrać różny obrót. Doskonale wiemy, czego się spodziewać po Arreoli, jednak Mitchell to ciągle zagadka. Chris próbował być nieco mądrzejszy ze Stiverne’em, zaczynał akcję jabem, starał się, żeby lewa ręka wracała na miejsce. Ale za długo to nie potrwało... Lewa opadła mu już w trzeciej rundzie i pięknie wykorzystał to Kanadyjczyk. Seth musi czekać na takie okazje, oczywiście nie biernie, ale boksując aktywnie lewym prostym, ruszając się, szukając miejsca na dole. Jak napisałem wcześniej, musi unikać lin jak diabeł święconej wody. Ma dziurawą gardę i okopywanie się przy linach to ostateczna linia obrony. W idealnym świecie Mitchell piwotowałby na boki z precyzyjnymi ciosami jak Mikey Garcia z Salido i tak unikał niebezpieczeństwa. Nie wymagam jednak zbyt wiele od dzielnego futbolisty. Musi wykorzystać swoją siłę fizyczną i wbijać się klinem w Arreolę, torując sobie drogę na środek ringu. Może to zrobić zasłonięty „krzyżową” gardą Foremana. Ale Andre Hunter z pewnością wie, co doradzić Mitchellowi. „Mayhem” jest zbyt grzeczny w ringu, on musi pokazać Chrisowi, że nie pęka. Nie chodzi mi o wdawanie się w bijatykę, ale o pokazanie własnej mocy. Kilka akcji i zduszenie, sklinczowanie „Koszmara”. Pozbawianie go energii, po kilku rundach Arreola nie będzie już tak niebezpieczny. Jeśli jednak Seth da się zastraszyć i zepchnąć do głębokiej defensywy, to przegra szybko przed czasem. Liczę jednak, że mądra walka to coś, co nie jest poza zasięgiem Mitchella. Kibicuję tu futboliście i liczę, że pokaże konsekwencję, zachowa koncentrację i zobaczymy ringowe IQ. Pójdę pod prąd i postawię tutaj na zwycięstwo absolwenta Michigan State. Porażki często lubią chodzić parami i spekuluję, że Arreola został naruszony przez Stiverne’a, a Seth może dokończyć dzieło zniszczenia. Jak Ty to widzisz Paweł?

PR: Uważam, że od początku pojedynku to Arreola przejmie w tym starciu rolę agresora. W moim przekonaniu Chris będzie się starał spychać Mitchella na liny, być blisko niego, nie dać mu za dużo miejsca i czasu na konstruowanie swoich akcji, zbieranie myśli, i generalnie postara mu się udowodnić, kto tu rządzi. "Koszmar" będzie zapewne wyprowadzał sporą liczbę ciosów, mając jednocześnie nadzieję, że jakieś uderzenia dojdą celu i zakończy tym samym walkę przed finalnym gongiem. Pytanie, jak na to wszystko zareaguje "Mayhem", i tutaj mam sporo wątpliwości. Jeśli przyjmie "ofertę" Arreoli, zwłaszcza w pierwszej fazie pojedynku, to widzę w czarnych barwach zwycięstwo Setha w tym meczu. Zobaczymy również, jak pod dużą presją ze strony Arreoli poradzi sobie Mitchell. Na początku niemałą rolę odegra lewy prosty Setha, praca nóg, chłodna głowa i neutralizowanie ofensywnych poczynań Chrisa.

Tak jak napisałem wcześniej, liczę bardzo w tym zestawieniu na Mitchella, bo mu kibicuję, i stawiam nieśmiało na to, że wygra z Arreolą wbrew obiegowej opinii. To nie jest tak, że młodszy z Amerykanów jest tutaj bez szans. "Mayhem" swoje atuty ma, lecz do tego musi tym razem dojść zdyscyplinowanie taktyczne, przekonanie do własnych umiejętności i jeszcze jedna bardzo istotna rzecz – nie dać się stłamsić rywalowi.

AP: Czyli stoimy w jednym narożniku tym razem. Widzę to bardzo podobnie. Kluczem do zwycięstwa dla Mitchella będzie uniknięcie „cepeliady” z Chrisem tak długo, jak tylko się da. Jeszcze dodam tylko, że Seth powinien trzymać się ciosów prostych, zapewne dorzuci ten swój prawy na dół, dobrze bije podstawowe kombinacje jak lewy-prawy zakończony lewym sierpowym. Jeśli Seth zrani Arreolę, to musi skończyć go bezwzględnym finiszem i nie dać dojść do siebie. Napisałeś we wstępie, że to pojedynek z gatunku „być albo nie być” dla Arreoli, ale ja uważam, że podobnie jest z Mitchellem. „Mayhem” ma sprzyjające okoliczności, by zabłysnąć i wykorzystać swoje przewagi, szybkości, atletycyzmu, inteligencji ringowej (ta ostatnia dopiero wyjdzie w praniu czy istnieje), pisaliśmy o ciężkim boju „Koszmara” ze Stiverne’em. Jeśli Mitchell nie pokona teraz Arreoli, to kogo z szeroko pojmowanej czołówki mógłby pokonać? Jest to moim zdaniem ostatni dzwonek dla obydwu Amerykanów, żeby utrzymać się w rywalizacji o duże stawki. Były futbolista powinien zakończyć karierę w razie porażki, ma wykształcenie, jest bystry i ma przyszłość w innym biznesie. Szkoda zdrowia na bycie testerem czy journeymanem. „El Burrito” z kolei już chyba wie, że za wysoko nie podskoczy. Kwestią jest tylko, czy resztę jego entuzjazmu wygasi już Mitchell, czy dopiero kolejny rywal? Miejmy nadzieję, że tego żaru w obu panach będzie na tyle dość, żeby dostarczyć nam emocjonującego widowiska. I niech wygra lepszy.

Krótki dokument o amerykańskim "ciężkim" - Mitchellu

PR: Wszystko moim zdaniem zależy od tego, jaką walkę zobaczymy w sobotę. Jeśli bokserzy stworzą dobre widowisko, pokażą serce, determinację, publiczność będzie nagradzała ich burzą braw, to czemu mają kończyć kariery? Jeśli jednak Seth przegra szybko przed czasem, to rzeczywiście, lepiej dla niego, żeby zawiesił rękawice na kołku. Tak jak piszesz – szkoda zdrowia. Chciałbym, żeby po walce z Arreolą Mitchell nie miał problemów tej natury, bo po prostu wygrał walkę. Sympatyzuję z „Mayhemem”, życzę mu jak najlepiej, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że jeszcze wiele pracy przed nim, że wiele ułomności gości w jego boksie, a i tak pewnie niektórych rzeczy nie da się już wymazać z jego bokserskiego zeszytu. Gdyby tak odporność na uderzenia znajdowała się u Mitchella na wyższym poziomie… No właśnie – gdyby.

AP: Niestety, jest jak jest i Seth może tylko lepiej swoją szczękę chronić. Decyzja oczywiście będzie należała do niego, a ja odniosłem się do słów Mitchella, że interesują go tylko wysokie cele. Nie sądzę, że po porażce ktokolwiek będzie kłopotał się jeszcze odbudowywaniem go od początku, czy też dalszą inwestycją w niego. Czas pokaże... Natomiast jeśli chodzi o Chrisa, to sam pięściarz zapowiadał, że jeśli nie da rady futboliście, to odejdzie na emeryturę. Przyjmuję to z niedowierzaniem, ale ponownie, to już zdrowie i życie tych sportowców. Dzięki za ciekawą rozmowę Paweł! I do następnego razu.

Główne zdjęcie: Gene Blevins / Hoganphotos

_______________________________________

"O boksie przy kawie"

Odcinek 1: ''O boksie przy kawie'' - Fonfara vs Campillo, odc. 1

Paweł Rozmytański jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem