View Single Post

stare 18-08-13, 13:17   #1 (permalink)
Wiechu
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Mar 2009
Skąd: Dla nich hołd, dla tych noszących blizny, dla nich.. w imie dobra Ojczyzny.
Postów: 9875
Nominowany 120 razy w 42 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 11
Domyślnie Daniel Jacobs, czyli "Dzieciak" po przejściach

Na gali w Nowym Jorku na ring powróci utalentowany Daniel "Złoty Dzieciak" Jacobs (25-1, 22 KO). Rywalem Amerykanina będzie Dominikańczyk Giovanni Lorenzo (32-5, 24 KO), niestandardowy termin walki (poniedziałek) zawdzięczamy nowemu kanałowi telewizyjnemu Fox Sports 1 Channel (w Polsce transmisję na żywo przeprowadzi telewizja Fightklub - start od 3:00). Dla Jacobsa będzie to szósty pojedynek od czasu pamiętnej przegranej z Rosjaninem Dimitrijem Pirogiem i czwarty od czasu zwycięstwa w "pojedynku" o coś znacznie więcej niż mistrzowskie tytuły.

Zaledwie 26-letni Daniel Jacobs to "już" jeden z tych pięściarzy, którzy najcięższe boje toczyli poza bokserskim ringiem. Po wspominanej przegranej w bokserskich zawodach przez nokaut w 5. rundzie ze znakomitym Dimitrijem Pirogiem w lipcu 2010 roku, u boksera wcześniej otaczanego wianuszkiem „przyjaciół” szybko zamilkł telefon. Ciężki nokaut i trudny powrót do szarej rzeczywistości dla najlepszego prospekta 2009 roku wg ESPN był jednak tylko preludium do prawdziwego dramatu.

Jacobs chciał nowego otwarcia, zatrudnił słynnego trenera Freddiego Roacha, stoczył dwie szybko wygrane walki "na przetarcie" i wszystko wydawało się powracać na prawidłowe tory. W międzyczasie, w marcu 2011 roku „Złoty Dzieciak” wraz ze swoim promotorem Oscarem De La Hoyą oraz Sethem Mitchellem i Adrienem Bronerem wyjechał na siedem dni do Iraku. Była to wizyta organizowana przez organizację USO – zajmującą się różną formą pomocy, między innymi poprzez dostarczanie rozrywki, dla amerykańskich żołnierzy i ich rodzin.


Któregoś z dni wizyty na bliskim wschodzie Jacobs spróbował burgera z wielbłąda, po którym poczuł się bardzo "niekomfortowo". Mdłości, bóle brzucha – wyglądało to na tradycyjne objawy zatrucia pokarmowego. Jak się jednak później okazało, burger z wielbłąda nie miał z owymi objawami nic wspólnego, symboliczny zbieg okoliczności, to właśnie wtedy 24-letni ówcześnie Jacobs odczuwał pierwsze symptomy śmiertelnej choroby.

Tajemnicza choroba szybko zaczęła się objawiać w znacznie groźniejszej postaci – już nie tylko mdłości, ale też niekontrolowane skurcze mięśni w nogach czy stopniowe tracenie czucia w palcach zaczęły dokuczać młodemu bokserowi. Jak wspomina żona i matka ich 3-letniego syna – Natalie Stevens:

- Danny powtarzał, że czuje ukłócia (mrowienie) w śródstopiu. Po około tygodniu, zaczęły się wstrząsy, jego noga po prostu drgała i od tego momentu nie był już w stanie chodzić.

Daniel, jak to zaprawiony w boju wojownik był wytrwały i początkowo nieźle znosił te wszystkie "niedogodności". Żartował z siebie, wygłupiał się, pokazując jak od teraz będzie biegał – zataczał się i potykał na sztywnych i słabo kontrolowanych już przez ciało nogach. Rzeczywistość i kolejne diagnozy dawały jednak coraz mniej powodów do śmiechu. Objawy się nasilały, a na początku kwietnia 2011 roku, Jacobs wobec postępującego paraliżu kończyn dolnych zmuszony był poruszać się za pomocą wózka inwalidzkiego.

- Nigdy nie miałem psychicznego odczucia, że nie mogę podnieść mojej nogi, myślałem, że podnoszę tę nogę, ale ta po prostu w rzeczywistości się nie ruszała. Dziwnym aspektem choroby był fakt, że nie czułem bólu. Moje nogi przeszywało uczucie „mrowienia”, to było bardziej męczące i irytujące aniżeli bolące. To wszystko stało się tak szybko, że nie miałem czasu się bać, nie ogarniałem tego, to było jak w „Strefie Mroku”, ale cały czas miałem przeświadczenie, że to wszystko z czasem minie, że wszystko prędzej czy później powróci do normy.

Niestety, było zgoła na odwrót – stan boksera coraz bardziej się pogarszał. Aby otworzyć drzwi, Daniel musiał się czołgać i wspinać na rękach, większość czasu spędzał w łóżku, w podstawowych czynnościach życia codziennego musiała pomagać mu żona. Na wizytę do neurologa bokser dotarł w kuriozalny sposób – zawieszony rękoma na swojej matce chrzestnej – Dorthea Perry. Widząc tą niecodzienną scenkę przejęty lekarz zarządził gruntowne badania boksera. Dopiero wtedy Jacobs zaczął zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji. Zabrano go do brooklynskiego szpitala na serię testów, gdzie szybko wykryto zaawansowany guz wielkości piłki bejsbolowej na jego plecach. Jak się później okazało, była to osteosarcoma, rodzaj raka kości, przyczyny paraliżu nóg nie były już żadną tajemnicą.

- To było jak obcy rosnący wewnątrz jego ciała – relacjonuje żona Jacobsa Natalie. – Musieli zrobić coś i to zrobić coś szybko, ponieważ guz obwiązał się wokół jego rdzenia kręgowego. To było dziwne i bardzo straszne zarazem, jakby guz karmił się Dannym, wysysając z niego życie. To coś chciało go zabić, miało motyw i rosło coraz większe. Rosło tak szybko, że niezbędna była chirurgiczna operacja. Dalszy rozwój guza groził uszkodzeniem mózgu –wspomina Natalie.

W tej sytuacji, pięściarz jeszcze do niedawna uznawany za jedną z największych nadziei amerykańskiego boksu niespecjalnie zastanawiał się nad własnym zyciem jako takim, szkoda mu było raczej kariery bokserskiej:

- Lekarze powiedzieli mi, że mam guza w plecach. Pierwsze, o czym pomyślałem to boks, moja kariera była skończona, wtedy dopiero zacząłem się bać -
przyznał później Jacobs.

18 maja 2011 roku w Prezbiteriańskim szpitalu w Nowym Yorku Daniel przeszedł sześciogodzinną operację usunięcia guza. Podczas oczekiwań, żona Natalie wychodziła z siebie, nawet pomimo oświadczenia o sukcesie operacji, nie miała zamiaru zostawiać ukochanego w szpitalu:

- To było jak w filmie, lekarze wyszli i oznajmili, że wszystko poszło dobrze, operacja się udała. Ale kiedy poszłam go zobaczyć, Danny był cały zapuchnięty, nie mogłam go rozpoznać, domyślam się, że to pewnie przez te wszystkie płyny, które wtłoczyli do jego ciała –
relacjonowała.

Nad szpitalnym łóżkiem, Natalie wyszeptała imię małżonka, półprzytomny Danny obrócił zapuchnięte oczy w kierunku znajomego głosu. Kiedy natrafił na wzrok ukochanej, oboje zalali się łzami.

To był początek „cudów”. Chociaż lekarze twierdzili, że Danny nie może na razie jeść żadnych solidnych pokarmów droga doustną, ten dwie godziny później jadł już zupę z jarzynami, chociaż nakazano mu leżeć w jednej pozycji bez ruchu, sam poszedł do ubikacji. Ludzie widząc w jakiej jest formie, niedowierzali, że dopiero co przeszedł ciężką operację usunięcia raka wielkości piłki bejsbolowej. Lekarze twierdzili, że nie będzie już chodził jak kiedyś, że może zapomnieć o boksie, od tego czasu Jacobs pokonał przed przed czasem trzech przeciwników z rzędu, a jego kariera znowu nabiera rozpędu. To właśnie dlatego „Golden Kid” zmienił przydomek na „Miracle Man” – „Człowiek Cudów” – ksywkę nadaną mu przez opiekuńczą żonę, bez której najważniejsza walka w jego życiu mogłaby okazać się przegrana.

Po miesiącach strachu o życie, miesiącach walki z chorobą i tęsknoty za normalnym życiem, za salą treningową i poruszaniem się o własnych siłach, setkach godzin w łóżku, kiedy nie mógł samodzielnie nawet się przebrać, wykąpać lub zjeść, Jacobsowi na pamiątkę została dwunasto-centymetrowa blizna na plecach. Najpierw „Miracle Man” chciał zamaskować ją tatuażem, ale szybko zmienił zdanie. To jego blizna po bitwie, znak upamiętniający najważniejszą wygraną.

Teraz jak mówi, nie musi być koniecznie „najlepszym z najlepszych”. Chce walczyć i wygrywać, ale swoje już osiągnął, dostał drugie życie i ma zamiar dobrze je wykorzystać. Nie tylko dla siebie, jego historia z pewnością pomoże wielu ludziom – inspiracja to siła, którą trudno przecenić.


Daniel Jacobs wraz z żoną Natalie Stevens

Pojedynek z dwukrotnym pretendentem do tytułu mistrzowskiego – Giovannim Lorenzo, będzie dla Daniela Jacobsa pierwszym występem w walce wieczoru od czasu zwycięstwa nad rakiem. Trudno mu nie kibicować – utalentowany, młody chłopak po przejściach to wdzięczny przedmiot sympatii. Lorenzo na pewno nie da mu jednak taryfy ulgowej, to jest boks, tutaj nie ma kompromisów, liczy się aktualna forma i możliwości. Nieco ponad rok od operacji, w pełni świadomy twardych sportowych zasad Jacobs, zmierza jednak po kolejny "cud". Jest oczywiste, że walka z Lorenzo, to kolejny krok w kierunku mistrzostwa świata, które efektownie zwieńczyłoby pewien etap w życiu młodego boksera. Byłby to słodki "Happy End" w wyciskającym łzy melodramacie, którego scenariusz napisało samo życie.

Źródła: ESPN, boxrec, boxingscene, redakcja

Wiechu jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem