View Single Post

stare 08-04-12, 18:17   #1 (permalink)
Adrian Golec
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie Floyd i Pacman mistrzami wagi junior średniej... Dobrego poczucia humoru!

Chcąc wejść głębiej i operować w ramach definicji „Felietonu”, zmuszony jestem na początku zaznajomić czytelników z określeniem tego gatunku, zaczerpniętego z "Wikipedii". Poniższy kawałek to krótki "utwór dziennikarski", utrzymany w bardzo osobistym tonie, lekki w formie, wyrażający prywatny punkt widzenia autora. Nie zdziwię się, jak wielu fanów powie… „Ależ chwileczkę…! Przecież o sama prawda..!.Otóż tak, ja to wiem.. prawda w moim prywatnym mniemaniu…

Chciałbym podzielić się z naszymi czytelnikami moją osobistą refleksją. Pamiętamy, że w obecnym świecie zawodowego boksu, nie ma mistrzów z definicji, a jedynie posiadacze mistrzowskich pasów jednej bądź kilku z wielu, najróżniejszych, o nierównej randze organizacji pięściarskich. Nie ma to nic wspólnego z "mistrzostwem świata," które w przypadku każdej innej dyscypliny sportowej, nadawane jest jednemu - najlepszemu z najlepszych. Przerabialiśmy to już wielokrotnie; pochylając się jednak nad kilku ważnymi, minionymi oraz przyszłymi pięściarskimi imprezami, warto wskazać na patologie, nie przez czysty przypadek dotykające, przeciętnie od lat obsadzoną wagę junior średnią.

Słabość tej konkretnie kategorii wagowej, wpisana jest w jej historię. Dywizja junior średnia, zarezerwowana była od zawsze dla adeptów przyszłej wagi średniej, obijających się w tej przejściowej dla siebie dywizji. Mistrzostwo kategorii junior średniej, nie napawało nigdy chwałą, a trudy zdobycia mistrzostwa traktowane były w kategoriach testu przed prawdziwymi wyzwaniami, jakie miały czekać zawodników w uznanej historycznie dywizji wyższej. Mówiąc wprost, przerośnięty junior średni to klasyczny przykład potencjalnego, młodego fightera - co ważne – uczącego się rzemiosła w limicie 154 funtów i aspirującego niebawem to tego istotnego, z punktu widzenia zainteresowania większości kibiców, limitu kategorii średniej.

Dzisiaj mamy dwóch, najlepszych pięściarzy P4P, skupionych nieco sztucznie, wokół wagi półśredniej. Pierwszym z nich jest Manny Pacquiao; pięściarz o niespotykanym wcześniej kalibrze komercji, mającej oczywiście powiązanie z jego nieprawdopodobnymi, pięściarskimi możliwościami. Nikt rozsądny jednak nie uzna, że to sportowe jedynie przesłanki stoją za wynikami Filipińczyka. O ile, w mojej ocenie, dyspozycja fizyczna pod względem szybkościowym, słynnego Miguela Cotto z listopada 2009 roku, dostającego ostatecznie od Pacmana "do jednej bramki", była przejawem ostatniej, wysokiej formy Portorykańczyka; dyspozycji fizycznej, jakiej dawno wcześniej i nigdy później Junito już do ringu nie wniósł i nie wniesie, o tyle starcie Manny’ego w niepełnym, choć nadającym zwycięzcy mistrzowski pas limicie wagi junior średniej, z Antonio Margarito z listopada 2010 roku, było jedynie sztuką, zwaną „skarpetką kulawego”.

Otóż pojedynek, będącego na niewiarygodnym gazie Filipińczyka, z mocno podstarzałym, dużo większym Meksykaninem; pięściarzem, nie zaglądającym nawet na chwilę wcześniej do czołówki wagi junior średniej, okrzyknięto mianem starcia o jeden z mistrzowskich tytułów limitu wspomnianej dywizji mimo, że waga pięściarzy, określona kontraktowymi wymogami tej walki odbiegała od regulaminowej granicy 154 funtów.

Chwała małemu za pobicie dużego, ale nazywanie tego walką o championat wagi junior średniej, wykracza ponad powagę, nawet mało zdolnego kibica zawodowego boksu. Ani ówczesny Margarito, nie zasługiwał na ewentualny, mistrzowski tytuł, ani tym bardziej, walczący w limicie przejściowym Pacquiao, nie mógł, mimo pewnego zwycięstwa, z pełną odpowiedzialnością wznieść w górę, jakiekolwiek liczące się trofeum do 154 funtów.

Podobna, choć nieco inna sytuacja dotyka dzisiaj drugiego, znanego – obok Pacmana – między innymi ze "ściemy" w tym kontekście pięściarza, roszczącego sobie prawo do mistrzowskiego tytułu w tak wysokiej dla siebie dywizji. Floyd Mayweather Jr, w konfrontacji ze ścisłą czołówką wagi junior średniej, w rzeczywistości mógłby nie mieć zbyt dużych szans z niejednym, reprezentującym limit 154 funtów pięściarzem. Nie chcę oczywiście zmuszać tu Martineza, czy Gołowkina do pozbycia się masy mięśniowej na jednorazowy wyskok do wagi niższej. Jak bowiem nazwać zabiegi Money'a o walkę we wspomnianej dywizji, wybierającego - naciąganego mocno w tym wysokim limicie - Miguela Cotto; zawodnika odbiegającego mocno od standardu warunków fizycznych obecnych pięściarzy nieprezentujących ten konkretny limit wagowy?

Co ma wspólnego "niemiecki emeryt" z junior średnim Miguelem Cotto? Obaj potrafią się na koniec się ustawić"; trafić na "zieloną trawkę"...

Otóż zawodowstwo ma pewne przywileje i ograniczenia, stąd nikt rozsądny, ani do Pacmana, ani tym bardziej Mayweathera, pretensji mieć nie powinien. Chłopaki łapią się najłatwiejszych i przede wszystkim najbardziej komercyjnych zabiegów, co z punktu widzenia logiki biznesu ma mocne usprawiedliwienie. I nie ma tu większego znaczenia, że obecny, portorykański mistrz WBA wersji Super wagi junior średniej, nie wytrzymałby tempa Lukasa Konecnego, Paula Wiliamsa, Erislandy Lary czy Austina Trouta. Jedno wydaje się prawdopodobne; to Mayweather Jr zostanie przez część kibiców ogłoszony po walce z Cotto przyszłym królem limitu 154 funtów, a mi, przyjdzie z pozycji tetryka, życzyć tak myślącym fanom dalszego - dla zdrowotności, dobrego poczucia humoru.

Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem