View Single Post

stare 24-03-12, 17:47   #1 (permalink)
Mateusz Wajs
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Aug 2011
Skąd: Warszawa
Postów: 8587
Nominowany 227 razy w 57 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 11
Domyślnie Fenomen Artura Szpilki

Zjawisko to pojawiło się jakby znikąd. Nagle wychodzący z więzienia Szpilka znalazł się na ekranach naszych telewizorów i komputerów. Jako zaangażowany fan boksu nie widziałem w tym nic nietypowego. Powrót Artura był dla polskiego pięściarstwa pewnym wydarzeniem, co prawda nie największego kalibru. Tym większe było zatem moje zdziwienie, gdy usłyszałem rozmawiające o Szpilce osoby, których o obejrzenie bokserskiej walki nigdy bym nie podejrzewał.

Szpilka nagle zamieszkał w mojej lodówce, moje zainteresowanie boksem dla wielu stało się tożsame z fascynacją Arturem Szpilką. Gdy wracałem przedwcześnie do domu, by obejrzeć pojedynek pięściarski, wracałem na walkę Szpilki. Jeśli mówiłem o zbliżającym się, interesującym starciu z udziałem Polaka, miałem na myśli galę, na której walczył Szpilka. Gdy pewnego dnia zrezygnowałem z obejrzenia w akcji Szpilki na rzecz śledzenia poczynań Piotra Wilczewskiego, zostałem wyśmiany i spalony na stosie.

Wtedy Szpilka zaczął mnie denerwować, mimo, że przeciw niemu samemu nigdy nic nie miałem, ani nawet nie zaangażowałem się zbytnio w monitorowanie kariery tego zawodnika. Masowa fascynacja Arturem budziła u mnie niechęć, Szpilka rozumiany jako pewnego rodzaju zjawisko medialne zaczął mnie po prostu odstraszać. Temu by Szpilka z…ał, tamtemu by Szpilka wp…ił, przez tego w końcu byłby znokautowany. Wysoki poziom komentarzy towarzyszący nic nie znaczącym walkom, wprowadzającym młodego zawodnika na światowe ringi, śmieszył.. W tajemniczy sposób skromny chłopak wkraczający dopiero do zawodowego boksu stał się obiektem uwielbienia kibiców. Tak przynajmniej wydawało mi się na początku.

Miłość i nienawiść dzieli jednak cienka granica. Wraz z wielbicielami Szpilki pojawili się więc również antyfani, którzy wyśmiewali poczynania młodego prospekta. Artur stał się przedmiotem skrajnych emocji. Sytuację tą nasiliła kiepska walka z Davidem Saulsberrym, która kompletnie nie wpasowywała się w wizerunek pięściarza tworzony przez media.

Sam bokser chyba nie najlepiej odnalazł się w chaosie szumu medialnego, który spadł na niego zupełnie znienacka. Trafiony strzałą amora z łuku bliżej nieokreślonej publiczności Szpilka próbował grać rolę, którą przypisał mu tłum, zabrakło jednak umiejętności aktorskich. Kiedy przeczytałem wyzwanie Artura kierowane w stronę Derecka Chisory, paradoksalnie po raz pierwszy poczułem sympatię do „Szpili”. Naiwność „Kmicica” polskiego boksu była niczym innym, jak tylko reakcją na naiwność mało wnikliwych fanów.Wzbudziła we mnie pozytywne emocje, pokazała bowiem w krzywym zwierciadle procesy zachodzące w życiu każdego z nas.

Wszyscy odgrywamy pewne role, spełniamy pewne funkcje. Składa się na nie szereg zachowań, których wprowadzenie w życie jest oczekiwane przez innych. Z wywiązywania się z tego niepisanego kontraktu jesteśmy codziennie rozliczani. Jesteśmy mężami, pracownikami, współpasażerami autobusu, kupującymi, wyprowadzającymi psa. W każdej z tych ról oczekuje się od nas określonego rodzaju zachowania, które jest wywiązaniem się z nieformalnej umowy. Artur Szpilka nie robi nic innego, jak tylko próbuje spełnić warunki kontraktu zawartego z publicznością. Spełnić ich w tym momencie jednak nie może, z czego nie wszyscy po prostu zdają sobie sprawę.

W końcu wymykającą się spod kontroli sytuację postanowił uspokoić nie kto inny, jak tylko promotor młodego zawodnika, Andrzej Wasilewski. O Szpilce trochę ucichło, opiekunowie doszli do słusznych wniosków – zbytnie zamieszanie wokół polskiego prospekta może nie wyjść mu po prostu na korzyść. Wierzę jednak, że potencjał medialny Artura jest ogromny, a machina promocyjna w odpowiednim momencie rozpędzi się na dobre. Skoro publika z jakichś – nieznanych mi do końca – powodów wybrała go na nowego bokserskiego idola, świetnie. Szpilka może odegrać w promocji tego sportu w naszym kraju bardzo dużą rolę. Apeluję jednak – nie twórzmy go, pozwalajmy mu tworzyć nas. Niech "Szpila" pozyskuje kolejnych fanów postawą w ringu. Ja powoli zaczynam się do nich zaliczać.

Mateusz Wajs jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem