View Single Post

stare 14-07-11, 21:07   #1 (permalink)
Adrian Golec
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Postów: 31281
Nominowany 269 razy w 112 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 23
Domyślnie I jak tu nie kibicować Wolakowi..?

Zawodowy boks, w całym swoim wymiarze sportowym, na który często cieniem kładzie się drugi jego wymiar – ze wszystkimi swoimi przywarami - aspekt stricte biznesowy, prowadzi w konsekwencji do swoistej specyfiki kibicowania określonym pięściarzom, gdzie w odróżnieniu od innych dyscyplin sportowych, nie zawsze determinuje je narodowość danego zawodnika. Hymny państwowe, często w kuriozalnym wykonaniu, które da się słyszeć tuż przed rywalizacją bokserów, nie do końca spełniają swoją rolę, bowiem to nie reprezentacja danego kraju przyświeca priorytetowo walczącym ze sobą pięściarzom. Nie zmienia to oczywiście faktu, że dużo łatwiej jest nam faworyzować rodaka ponad zawodnika innej narodowości.

Dość specyficznym przykładem utożsamiania się kibiców ze swoimi pięściarzami są Niemcy, gdzie zdecydowana większość bijących się na ringach u naszych zachodnich sąsiadów bokserów to zdobywający niemieckie paszporty przybysze z najróżniejszych państw, w tym między innymi z Bośni, Iraku czy krajów byłego Związku Radzieckiego. Co ciekawe, bez względu na poziom ich występów; poziom punktacji pojedynków, niemiecka gawiedź wydaje się stać murem za "swoimi", nie wchodząc zbytnio w szczegóły, na przykład co do zasadności określonych werdyktów sędziowskich.

Wydaje się, przynajmniej na pierwszy rzut oka, że zupełnie inaczej wygląda to w Polsce. Tu nie wystarczy wejść do ringu okrytym biało czerwoną flagą; tu trzeba rzeczywiście walczyć i rzeczywiście wygrywać. W innym wypadku, polscy kibice nie do końca zapieją z zachwytu nad ogłoszeniem naszego pięściarza zwycięzcą, o czym przekonał się ostatnio jedyny obecnie polski mistrz świata. Kibice nad Wisłą nie lubią "ściemy" i chwała im za to, gdyż może to świadczyć o stawianej przez nich wysoko poprzeczce, dopiero po przeskoczeniu której polski zawodnik może zdobyć szacunek i sympatię interesujących się boksem fanów. Jest to oczywiście duże uogólnienie, gdyż na uznanie naszych ziomków, można zapracować, bądź się jeszcze bardziej pogrążyć, swoją postawą przed i tuż po pojedynku, o czym przekonało się już wielu, z różnym dla siebie skutkiem.

Tomasz Adamek podzielił nas, bijąc na własne życzenie byłą, wielką "nadzieję białych". Miłość polskich kibiców do Andrzeja Gołoty do dzisiaj nie pozwala części z nas przejść obojętnie, bez uszczypliwości obok sukcesów Górala. Zawodnicy Pana Andrzeja Wasilewskiego, największego w Polsce promotora z różnym skutkiem podbijają nasze serca; tu również podziały wydają się głębokie. Podobnie sprawa wygląda z pięściarzami trenowanymi oraz promowanymi przez cenionego nie tylko w naszym kraju szkoleniowca, Pana Andrzeja Gmitruka, stanowiącego dla części fanów opozycję dla dużo większej, zawodowej grupy 12 rounds KnockOut Promotions.

Jest jednak pewien zawodnik, którego nie lubić; któremu nie kibicować po prostu nie sposób. Mam tu na myśli mieszkającego na stałe w USA Pawła Wolaka, który już w najbliższą sobotę wystąpi na gali na Roseland Ballroom w New York City. Wściekły Byk wydaje się być jednym z najbardziej sympatycznych pięściarzy, jacy kiedykolwiek chodzili po ziemi. Podkreślający swoją polskie pochodzenie, często i chętnie udziela wywiadów, w których swoją przesympatyczną polszczyzną opowiada o trudach życia w amerykańskiej ojczyźnie, oraz planach na wielką karierę. To, co charakteryzuje Pawła i co powoduje tak pozytywny oddźwięk to jego skromność co do swoich pięściarskich możliwości oraz wielki szacunek, którym darzy każdego ze swoich rywali. Trudno znaleźć jakiś komentarz negujący co do zasady postawę Wolaka, trudno o jego krytyków.

Poza oczywiście przemiłą aparycją, Paweł zyskuje szacunek tym, za co najbardziej cenimy sobie pięściarzy – swoją postawą w ringu. Pracujący ciężko na amerykańskich budowach, traktujący boks niejako z doskoku, Wolak szedł przez zawodowe ringi mało zauważonym do czasu, aż jego występy coraz bardziej zbliżyły go do szerokiej czołówki kategorii junior średniej. Punktem absolutnie przełomowym w jego karierze było zdeklasowania i „skończenie” przed czasem byłego mistrza świata, faworyzowanego wówczas Yuriego Foremana w stylu, w jakim nie udało się to nawet wielkiemu Miguelowi Angelowi Cotto. Polscy kibice oszaleli na punkcie Pawła i można sobie wyobrazić, co czeka go po ewentualnym zdobyciu mistrzowskiego tytułu. Nawet w przypadku braku tak daleko idącego sukcesu, Wolak w pełni zasłuży sobie na typowo polskie "Nic się nie stało.."

Wściekły Byk, zgodnie z opinią dużej części kibiców, czym prędzej powinien poświęcić się w pełni zawodowstwie, gdzie nie ma miejsca na inne, fizyczne prace. To, co osiągnął dotychczas zawdzięcza swoim naturalnym predyspozycjom, dalej - konieczne może być postawienie wszystkiego na jedną kartę. Jego ultra ofensywny styl nie dość, że nieznośny dla jego rywali, sprzedaje się świetnie i oglądać go w ringu pragną nie tylko Polacy. Nie bez kozery nosi przydomek wielkiego niegdyś Jake'a LaMotty, który na przełomie lat 40. i 50. zasłynął dzięki swojej niezwykłej, ringowej determinacji oraz braku litości dla rywalizujących z nim pięściarzy. Paweł ma duże szanse na choć częściowe zbliżenie się do wielkiego championa; doszedł przecież tak daleko bez profesjonalnego jak dotąd przygotowania. Na co stać będzie Pawła w momencie, w którym w pełni poświeci się tej dyscyplinie sportowej? Trudno nie być optymistą.

W piątek czeka go kolejny niełatwy rywal. Będzie nim znany z walki z Rafałem Jackiewiczem, debiutujący w nowej, wyższej wadze Dominikańczyk Delvin Rodruguez. Cóż tu mądrego rzec, na kilkadziesiąt godzin przed walką…? Jedziesz Paweł!!!

Adrian Golec jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem