View Single Post

stare 03-07-11, 00:17   #1 (permalink)
Wiechu
Redaktor Boxing.pl
  
 
Zarejestrowany: Mar 2009
Skąd: Dla nich hołd, dla tych noszących blizny, dla nich.. w imie dobra Ojczyzny.
Postów: 9874
Nominowany 120 razy w 42 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 11
Domyślnie Kliczko zwycięski, Haye zachowuje twarz

Od wycofania się na tydzień przed walką, przez kilka lat prowokacji: koszulek z odciętymi głowami, gier w których nokautuje swoich ukraińskich rywali, słowne dogryzanie, odmawianie podawania ręki, potem nieustępliwy wzrok na ważeniu w tle prowokujące szepty, aż po kilkunastominutowe spóźnienie na własną walkę, David Haye udanie budował napięcie na dzisiejszy wieczór.

Atmosfera była więc gorąca i udzielała się szeroko , nawet na Polskich forach niektórzy fani odliczali wręcz minuty do tego starcia. W samym Hamburgu, David z wielkimi trudnościami przedzierał się przez własnych kibiców do ringu, jego ochroniarze zaczeli wręcz traktować rozemocjonowanych Brytyjczyków jak materiałowe kukły, kiedy z braku barierek zmuszeni byli własnoręcznie "wykopać" korytarz dla swojego pracodawcy.

Po tylu prowokacyjnych zabiegach, pełna kompromitacja Davida na ringu wydawała się być najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. W końcu wielkim faworytem by Władimir Kliczko, i to faworytem do wygranej przez nokaut, a pożałować losu komuś kto przez kilka lat opowiada jak urwie głowę swojemu przeciwnikowi, po to żeby ostatecznie samemu skończyć z "urwaną głową" na macie ringu.

Na szczęście dla Davida najbardziej prawdopodobny scenariusz się nie sprawdził, można powiedzieć więcej, to była wręcz noc niespodzianek.

Pierwszą z nich jest fakt, że walka w ogóle potrwała pełne 12 rund. Kiedy weźmie się pod uwagę oczywiste "puncherskie" właściwości obu pięściarzy, to że David nie grzeszył nadzwyczajną kondycją w wadze ciężkiej, ich nie najlepszej jakości szczęki, jak również fakt, że obaj od początku zapowiadali brutalny nokaut na swoim przeciwniku, taka sytuacja nie wydawała się tą z kategorii najbardziej przewidywalnych.

Drugą niespodzianką był sam przebieg pojedynku, o czym teraz więcej.

Po pierwsze, walka pomimo bardzo rozległej punktacji, (zapewne do obrony) ale jednak nie odzwierciedlającej tego co działo się na ringu, była zaskakująco wyrównana. Haye wszedł w pojedynek bez kompleksów, starając się na początku zaskoczyć Władimira szybkim lewym sierpowym z doskoku. Kliczko w swoim stylu rozkręcał się dosyć powoli, mierząc lewym prostym, aczkolwiek przez dobry balans Brytyjczyka zadawał jeszcze mniej lewych niż zazwyczaj. Nadzwyczaj dobry w tym pojedynku balans był tutaj kluczowym atutem Haye'a. Po pierwsze, co oczywiste pozwalał unikać mu większości ciosów Władimira, jego jab-maszynka ani na moment nie zaskoczyła tutaj na zwyczajową częstotliwość. Po drugie co też naturalne, stwarzał dla Haye dogodne momenty do kontrowania ciosami doskokowymi.

Po trzecie, co również bardzo ważne, balans pozwalał Haye'owi na ograniczenie pracy nóg. Nie musiał tutaj uciekać jak z Valuevem, co na dłuższą mete byłoby potwornie męczące i zapewne nie skuteczne, a pozwalał mu za to na dłuższymi momentami stacjonranrą walkę, przez co kondycyjnie zniósł ten pojedynek bardzo dobrze.

Tak więc Haye balansował unikając większości ciosów, sam od czasu do czasu wyprowadzając kombinacje lewy-prawy, sam mocny prawy prosty, ewentualnie sierpowy, lub swój jab. Kliczko jako strona atakująca zadawał w swoim stylu dużo lewych prostych, i to one mimo, że nie wchodziły tak regularnie jakby sobie tego życzył, wygrały dla niego pojedynek. Trafił też kilka razy bardzo mocno prawym, jednak Haye amortyzując te uderzenia odchyleniami, znosił je zaskakująco dobrze. W ogóle obaj swoje ciosy wytrzymywali przyzwoicie, pomimo przyjęcia na szczękę kilku soczystych uderzeń, żaden z nich nie był ani razu poważnie zamroczony. A przecież przed walką wiele było głosów, stwierdzającyh, ze tutaj najpewniej wygra ten, kto po prostu "pierwszy czysto trafi".

Kolejna niespodzianka wynika z poprzedniej, pojedynek może nie był bardzo emocjonujący, dramaturgiczny, pełen zwrotów akcji. A jednak napewno był ciekawy, obfitujący w gorętsze momenty i prowadzony w dosyć dobrym tempie. Co przecież dla dłuższych stażem fanów tej dyscypliny nie było takie oczywiste, spodziewano się raczej szybkiego nokautu jednej ze stron, bądź nudnej, dominującej, chciałoby się powiedzieć "zwyczajowej" walki kliczki.

Sędziowie po dwunastu rundach punktowali: 118-108, 117-109, 116-110 dla zwycięskiego, od dzisiaj dzierżącego równiez pas Wba, Władimira Kliczki.

Obaj zawodnicy zostali przez sędziego ukarani odjęciem punktu, Ukrainiec za wieszanie się na rywalu w rundzie 7. Anglika arbiter wyliczył w rundzie 11, jednak żadnego knockdownu tam nie było, po prostu Haye regularnie upadał po jakimkolwiek kontakcie z rywalem, co w końcu na tyle sfrustrowało Genaro Rodrigueza, że zdecydował się go liczyć.

Tak więc z jednej strony zwycięski Włądimir Kliczko, z drugiej przegrany Haye, któremu pomimo porażki, udało się dzięki swojej walecznej postawie wyjść z całej tej medialno-sportowej zawieruchy z twarzą.

Wiechu jest teraz aktywny   Odpowiedź z Cytatem