View Single Post

stare 28-05-10, 20:24   #1 (permalink)
Marcin Zimerman
champion
  
 
Zarejestrowany: Oct 2009
Postów: 5460
Nominowany 68 razy w 28 Tematach
Nominated Art. Miesiąca - Nagród: 7
Domyślnie Okiem pasjonata: Kliczko - Sosnowski

Sobotni wieczór to dla fanów boksu zawodowego w Polsce nie lada gratka. Albert Sosnowski jako drugi w historii Polak zmierzy się o pas mistrza świata wagi ciężkiej prestiżowej federacji WBC. Przeciwnikiem Dragona będzie człowiek-orkiestra, czyli biznesmen, polityk i sportowiec – Witalij Kliczko.

Kliczko – A Poor Man’s Dream

Witalij Wołodymirowicz Kliczko urodził się prawie 39 lat temu w Kirgistanie, jako syn oficera sił powietrznych. Nikt wtedy nie podejrzewał, że młody Witek stanie się w przyszłości jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy zawodowego boksu, i że wraz z bratem nie tylko zdominuje wagę ciężką, ale też stworzy sieć firm i dorobi się milionów na umiejętnym kreowaniu i sprzedawaniu swojego wizerunku.
Kliczko przygodę ze sportami walki rozpoczął w wieku 13 lat od zajęć kickboxingu. I w tej właśnie dyscyplinie osiągnął pierwsze wielkie sukcesy : Ukrainiec 4 razy zdobył amatorskie mistrzostwo świata, dokładając następnie 2 pasy w zawodowym Kicku. Jednak jako człowiek wszechstronny, nie pozostał on przy jednej dyscyplinie i niedługo później rozpoczął treningi bokserskie. W tym sporcie również wykazał swój talent zdobywając srebro na mistrzostwach świata amatorów , trzykrotnie triumfując w czempionacie Ukrainy i zdobywając medale w mistrzostwach służb wojskowych. Amatorską karierę zamknął on z rekordem 38 walk, z których 36 wygrał (35 przez nokaut). Nie jest to być może doświadczenie tak wielkie jak miał choćby Jorge Luis Gonzalez, lecz w przeciwieństwie do Kubańczyka (amatorski rekord 220-13) poza warunkami fizycznymi miał do boksu smykałkę i spełnił się na ringach zawodowych.

Ironfist jako profi zadebiutował 16 listopada 1997 roku i w pierwszych 18 walkach zanotował 18 nokautów, w tym pamiętne TKO na Dicku Ryanie, które dało mu pierwszy poważny pas : WBO Inter-Continental, który niewiele wcześniej zwakował inny znakomity kickboxer – Pele Reid. Walka ta była tylko wstępem do wielkiej kariery, bo zaledwie 5 miesięcy później zdobył mistrzostwo Starego Kontynentu nokautując Mario Schießera. Prawdziwy test przyszedł jednak 26 czerwca 1999, gdy wybrał się do UK by odebrać pas mistrza WBO (federacji niezwykle cenionej w Niemczech) Herbie Hidowi.

Dalsze losy starszego z braci Kliczki zna prawie każdy kibic boksu: najpierw stracił przez kontuzję swój pas w walce z Chrisem Byrdem, później wygrał EBU z Timo Hoffmannem (Hoffmann był też pierwszym zawodnikiem, który przeszedł z Ukraińcem cały dystans). W 2003 roku po świetnej walce (a właściwie bójce) przegrał z Lennoxem Lewisem, chociaż to on sam prowadził na punkty.

Kariera Kliczki wydawała się dobiec końca w 2004 roku po ogłoszeniu przez niego sportowej emerytury i skupieniu się na polityce i biznesie. Jednak ciągnie wilka do lasu i po prawie 4 latach bokser zdecydował się na powrót. Od tej pory jest niepokonany, a wśród jego ofiar są prawie wszyscy zdolni pięściarze młodego pokolenia.

Sosnowski - From Nothin' to Somethin'

Imponujących dokonań Kliczki w żaden sposób nie można przyrównać do skromnej kariery Alberta Sosnowskiego. Albert co prawda też zaczynał jako kickboxer, ale gdy Kliczko mierzył się z najlepszymi, Polak stawiał dopiero pierwsze kroki na bokserskich ringach i pomimo kolejnych wygrany, ciągle pełnił rolę sportowego kopciuszka. Można wręcz powiedzieć, że brak kariery amatorskiej spowodował, że nasz bokser uczył się wszystkiego jako profi a kickbokserskie nawyki nieco utrudniały progres. Pomimo ciągle czynionych postępów kibice nie szczędzili Dragonowi gorzkich słów, a przegrana z Cookiem przez lata była powodem do kpin na forach. Jednak każdy, kto śledził sportową ewolucję Sosny, powinien zauważyć ciągłe postępy. Krok po kroku Warszawianin budował ringową pewność siebie i dodawał do swojego arsenału nowe techniki.

Oczywiście prawdą jest, że Sosnowski wiele walk walczył z puszkami soku pomidorowego, jednak wiele osób zapomina, że mierzył się z pięściarzami, którzy na pewnym etapie jego kariery mogli go pokonać. Tak było kiedy w Los Angeles stawiał czoła doświadczonemu Orlinowi Norissowi, kiedy wypunktował w egzotycznym RPA Lawrence Tuasę, gdy dał dobrą walkę z przyzwoitym Hereniusem (notabene obecnie będącym jednym z kandydatów do pasa WBA w kategorii junior-ciężkiej) i dokładnie tak samo było gdy stanął do walki z podstarzałym już, ale zawsze nieprzewidywalnym Williamsem. Za każdym razem ludzie jednak przypisywali jego przeciwnikom najgorsze cechy : Norris i Williams byli wypaleni (nic się nie wspomina o ogromnym doświadczeniu obu tych bokserów),Herelius słaby (od czasu walki z Sosnowskim nie przegrał a niedługo zmierzy się z Arslanem o pas WBA) a Tuasa ‘’przeciętny (świetna praca nóg i przyzwoita technika jakoś nie interesowała krytyków).

Ambicja vs. Umiejętności, czyli kilka myśli szarego kibica.

Nienawidziłem każdej minuty treningu, ale powtarzałem sobie: nie poddawaj się, przecierp teraz i żyj resztę życia jako mistrz. - Muhammad Ali


Informację o zakontraktowaniu walki Sosnowskiego z Kliczko przyjąłem trochę z niedowierzaniem. Kariera ambitnego Polaka nabrała w ostatnich miesiącach znaczącego tempa, jednak uważałem, że doprowadzenie do walki o mistrzostwo świata jest poza możliwościami agenta Dragona. Jak miło się pomylić…

Czy Albert ma szanse wygrać? Chociaż odpowiedź twierdząca wydaje się szaleństwem, to jednak niczego nie można wykluczać. Każdy fan wagi ciężkiej pamięta takie walki jak Mike Hunter-Pinklon Thomas, Levi Billups – James Smith, James Douglas – Mike Tyson czy nieśmiertelne Oliver McCall – Lennox Lewis. Co prawda Polak nie dysponuje takim ciosem jak McCall, ale niespodzianki w wadze ciężkiej się zdarzają.

Nie jest też prawdą, że Sosnowski nie zasłużył na walkę mistrzowską. Polak pokonał kilka znanych w Europie nazwisk, jest medialny w Polsce i na Wyspach a do tego ostatnio daje dobre walki. Większość zachodnich dziennikarzy wyśmiewających naszego boksera nigdy nie widziało ani jednej jego walki, a powoływanie się na wynik z Zuri Lawrencem staje się już śmieszne: Lawrence tą walkę wygrał, ale on sprawiał problemy Rahmanowi, pokonał Jameel McCline i zremisował z cenionym Rayem Austinem. Lawrence gdyby miał promotora i profesjonalny team, sam zapewne był by całkiem znanym bokserem zaplecza czołówki.
Wszyscy chcielibyśmy zobaczyć walkę Witalija z Davidem Haye i Aleksandrem Powietkinem, jednak oni unikają żywej legendy boksu wiedząc, że szansa na przegraną jest ogromna. Ponadto nie bardzo wiadomo z kim miałby walczyć Kliczko : pokonał już prawie całą światową czołówkę, a na kolejną walkę z Samuelem Peterem nie czeka chyba nikt. Warto dodać, że wbrew powszechnej opinii Sosnowski nie odstaje sportowo on np. Kevina Johnsona, który wymieniany był jako zawodnik światowej czołówki, a tak naprawdę wygrał tylko z Bruce Seldonem i pomimo walk z przeciętniakami dorobił się zaledwie 37.5% nokautów.

Kliczko jest na pewno znacznie większy i silniejszy niż Sosnowski. Kontrowersyjne są jednak - moim zdaniem – opinie o wybitnej technice Ukraińca. Co prawda posiada on bardzo dobry lewy prosty, jednak częste opuszczanie rąk czyni go otwartym na ataki przeciwników, a i do pracy nóg nie jeden trener mógł by się przyczepić. Nie twierdzę przy tym, że jest on technicznie słaby. Chodzi raczej o to, że większość walk wygrywa on nie dzięki wyszkoleniu, ale genialnemu wręcz wykorzystywaniu swojej siły i warunków fizycznych. Kliczko to czołg, człowiek maszyna, który wygrywał większość swoich walk niezależnie od tego, czy atakował sam, czy bił z kontry, bo świetnie rozumie jak używać cech nadanych przez matkę naturę. Szanse na wypunktowanie tego tytana boksu są niewielkie : pomimo tego, że Albert jest zawodnikiem znacznie szybszym i bijącym dokładniej niż wiele osób sądzi, wątpię żeby był w stanie dokonać tego, co nie udało się tak wybitnemu technikowi jak Juan Carlos Gomez. Za to szansą Polaka jest duża ringowa aktywność, zwrotność i – jak mi się wydaje – z walki na walkę większa ilość zadawanych ciosów (w tym spora ilość bitych na korpus).

Wszystko to wydaje się dość skromne jak na takiego pięściarza jak Witalij Kliczko liczę jednak, że będziemy oglądać tu taki sam upset, jaki zafundował angielskim kibicom McCall. I pomimo, że sam jestem sceptycznie nastawiony do szans Polaka, to w sobotni wieczór z zapartym tchem będę kibicował rodakowi, który z bokserskiego przeciętniaka przetransformował się w zawodnika europejskiej czołówki. Mógłbym co prawda otworzyć piwo i narzekać – przecież to takie polskie – jednak zamiast tego wolę kolejny raz odpalić którąś z wyżej wymienionych walk i napawać się rozkosznym widokiem faworytów padających na dechy. Bo ja, jako zwykły szary człowiek, potrzebuję takich wydarzeń by ufać własnym możliwościom i wierzyć, że wbrew krytyce i opiniom wielu osób można dojść do czegoś zaczynając prawie od zera.

Marcin Zimerman jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem